Słowa wsparcia
Dzień dla Rafała zaczął się nie najlepiej. Samochód nie chciał odpalić i trzeba było jechać do pracy tramwajem. Dojazd do pracy samochodem trwał kilkanaście minut, tramwajami zaś ponad godzinę. Spóźnił się. Już w drzwiach natknął się na jednego z przełożonych. Usłyszał od niego kilka przykrych słów na temat swojej nieodpowiedzialności i lekceważenia kolegów oczekujących na zmianę służby. Potem było jeszcze gorzej. W szatni okazało się, że Rafał nie ma klucza do szafki ubraniowej. Zwykle ten klucz miał przypięty do pęku innych kluczy, w tym od mieszkania. Zaczął szukać w kieszeniach kurtki i w teczce. W myślach analizował swoje czynności, poczynając od wyjścia z domu do samochodu i z powrotem. Nie pamiętał, czy w ogóle zamknął mieszkanie. Chcąc nie chcąc musiał wyjść z pracy i pojechać do domu. Klucze wisiały w zamku drzwi wejściowych. Zdenerwowany chłopak wszedł do środka i upewnił się, że podczas jego nieobecności nic z mieszkania nie zginęło. Wyglądało, że wszystko jest w porządku. Zamknął ponownie mieszkanie i tym razem już taksówką pojechał do pracy. Jego nieobecność wprowadziła spore zamieszanie, gdyż jego poprzednik musiał czekać na jego powrót, przebranie się Rafała w mundur służbowy i przejęcie obowiązków dowódcy. Dodatkowo w tym dniu, z samego rana trzeba było wyekwipować i odprawić grupę konwojową do Wrocławia. Musiał to zrobić za Rafała zastępca Szefa Ochrony. Kiedy Rafał przejmował służbę, do pokoju dowódców wszedł Protazy Burek.
— Jaśnie pan się raczył pojawić w pracy — skomentował przełożony — W dupie ma to, że inni na niego czekają, że odwalają za niego robotę. Nawet nie przeprosił.
Rafał udał, że tego nie słyszy i kontynuował swoje codzienne czynności. Z panem Burkiem się nie lubili. Odkąd młody dowódca podjął dodatkową pracę w zagranicznej firmie, zaczął lepiej zarabiać, lepiej się ubierać i kupił nowy samochód, stał się cierniem w oku przełożonego. Protazy Burek nie potrafił pogodzić się z faktem, że komuś z jego podwładnych może powodzić się lepiej i w dodatku może być bardziej lubiany przez kolegów i przełożonych niż on. Przy każdej nadarzającej się okazji dawał upust swojemu niezadowoleniu, starając się upokorzyć Rafała. Zmieniał mu miejsca dyżurów, wysyłał w długie i męczące konwoje albo wytykał błędy, których tak naprawdę chłopak nie popełnił. Donosił na niego do dyrekcji, sugerując, że bogaci się na nielegalnej działalności a być może nawet przestępczej. Dyrektorzy instytucji nie przyjmowali jednak do wiadomości tych donosów wyssanych z palca i ignorowali Protazego, co potęgowało jego wrogość do dowódcy. Inteligentny chłopak stał się obsesją pana Burka. Szef nieustannie marzył o dniu, w którym będzie mógł skorzystać ze swojej zwierzchności i pozbyć się nielubianego młodzieńca. Taki dzień się właśnie nadarzył. To był dokładnie ten dzień.
Wieczorem do bazy wróciła grupa konwojowa. Szef nakazał Rafałowi przejąć od nich broń, amunicję, hełmy, kamizelki kuloodporne, radiotelefony i zdeponować wszystko po uprzednim rozładowaniu i sprawdzeniu w magazynie broni.
Sam udał się do swojego gabinetu i zaparzył kawkę. Skład grupy konwojowej odesłał do domów, nie czekając na sprawdzenie i pokwitowanie odebranej broni. Chciał w ten sposób po raz kolejny dołożyć obowiązków Rafałowi i obarczyć go odpowiedzialnością. Co jakiś czas wyglądał ze swojego gabinetu i z szyderczym uśmieszkiem pytał:
— Jak tam? Wszystko się zgadza? Długo się jeszcze będziesz z tym bawił?
Nadeszła godzina zmian wart na poszczególnych posterunkach. Rozdzwoniły się telefony. Rafał odbierał meldunki, spisywał składy osobowe wartowników, jednostki ich uzbrojenia i uwagi, starając się jednocześnie kontynuować sprawdzanie powierzonych pistoletów i pistoletów maszynowych przejętych od konwojentów. Udawało się. Przez chwilę nikt nie dzwonił. Dowódca wypiął magazynek z pistoletu maszynowego PM-84 Glauberyt i położył go na stole. Zadzwonił telefon. Rafał poszedł do biurka, aby odebrać. Pistolet cały czas trzymał w ręce. Musiał jednak dokonać wpisów do książki służb a pistolet mu w tych czynnościach przeszkadzał. Odłożył go na biurko. Wrócił do stołu, na którym leżały jednostki uzbrojenia. Spojrzał na leżący na stole magazynek z nabojami, odbezpieczył, przeładował i oddał strzał kontrolny w kierunku tabliczki z napisem "TU KIERUJ BROŃ".
Rozległ się huk, a ze ściany posypał się tynk. Rafał wystrzelił z innego Glauberytu. Odbite od ściany pociski śmignęły przed nosem chłopaka i trafiły w aluminiowe żaluzje okna. Młody człowiek stał jak otępiały, nie rozumiejąc, co się stało. Opuścił broń. Spojrzał na rękojeść pistoletu, w której nie powinno być magazynka. Był. Wyciągnął go i usiadł. W tym samym momencie do pokoju dowódców wparował Protazy Burek.
— Coś ty kurwa zrobił! — wrzeszczał na wystraszonego Rafała — Mam cię! Teraz już się z tego nie wywiniesz sukinsynu! Wyleją cię na zbity pysk! Zwolnią dyscyplinarnie, postawią zarzuty! Zabiorą licencję i pozwolenie na broń, wdrożą postępowanie administracyjne! Nigdzie pracy nie znajdziesz!
Po tych słowach Protazy chwycił za słuchawkę i z nieskrywaną satysfakcją w głosie zaczął informować o niekontrolowanym strzale Policję i Dyrektorów instytucji. Rafał zrozumiał swój błąd. Zdawał sobie sprawę z czekających go konsekwencji. Zaczął się trząść. Wyobraźnia rysowała tragiczny koniec. Pojawił się strach. Dotarło do młodego, że może stracić nie tylko tę pracę, ale również drugą w zagranicznej firmie, jeżeli zostanie skazany. Nie pracująca zawodowo żona, małe dzieci, kredyt na samochód. Co oni poczną, kiedy on przestanie zarabiać? Czuł się źle. Serce waliło coraz mocniej. Chciał iść do domu po tych przeżyciach, ale przełożeni mu zabronili. Kazali czekać na policjantów i Dyrektora. Pisać notatki służbowe opisujące okoliczności zdarzenia. Z każdą godziną Rafał stawał się coraz słabszy i coraz bledszy. Po wyjściu Dyrektora i Policji próbował się położyć i zasnąć. Nie dał rady. Coś zmuszało go do wstawania. Usiadł więc na krześle i tak doczekał do samego rana. Inni obecni na wartowni koledzy nerwowo obserwowali zachowanie i stan zdrowia Rafała. Martwili się o niego.
Mniej więcej o godzinie dziewiątej pojawili się inni funkcjonariusze z Wydziału Postępowań Administracyjnych Policji, aby przesłuchać Rafała w obecności jego przełożonych. Zdziwili się, zastając go na miejscu. Po wykonaniu niezbędnych czynności pozwolili młodemu dowódcy pojechać do domu. Już w tramwaju Rafał czuł, że jego ręka omdlewa i opada bezładnie wzdłuż tułowia, a na czole pojawia się zimny pot. Rozglądał się dookoła, szukając wolnego miejsca, nie było. Mocniej chwycił się skórzanego uchwytu na poręczy tramwaju, aby nie upaść. Jego wzrok najwyraźniej musiał wyrażać ból, z jakim się zmagał, bo ktoś go o coś zapytał. Chłopak jednak upadł na podłogę tramwaju, nie udzielając żadnej odpowiedzi. Pasażerowie powiadomili motorniczego, a on Pogotowie Ratunkowe. Zabrali go do szpitala. Badania wykazały przebyty zawał serca. Rafał nie wrócił tego dnia do domu. Musiał pozostać w szpitalu jeszcze kilka dni. Powiadomiona przez personel szpitala żona niezwłocznie pojawiła się w szpitalu. Jej głośny płacz i lamentowanie na temat niepewnej przyszłości jeszcze bardziej dołowały chłopaka. Pomimo zaleceń lekarzy, aby przestał się denerwować na zapas i nie rozpamiętywał tych wydarzeń młody mąż i ojciec obawiał się przyszłości. Martwił się o los swojej rodziny. Po wyjściu ze szpitala wrócił do pracy. Czekała tam na niego „Nagana ze wpisem do akt”, ale nie utracił pracy. W toku postępowania wyjaśniającego okoliczności tamtego zdarzenia funkcjonariusze policji dopatrzyli się wielu nieprawidłowości w organizacji pracy zespołu, co zasadniczo wpłynęło na złagodzenie kary dla Rafała.
Dalsza praca w tej instytucji jednak, pośród osób, które najwyraźniej miały do niego żal za nałożone na nich kary nie sprawiała mu już przyjemności. W pamięci miał wypowiedziane przez Protazego Burka „słowa wsparcia” bezpośrednio po oddaniu strzałów i jego radość z możliwości pogrążenia niechcącego się dać gnoić podwładnego. Złożył wypowiedzenie i zaczął szukać innej pracy. Po trzech miesiącach przeniósł się do innej instytucji.
Strach ma wielkie oczy, a stres potrafi zniszczyć człowieka. Jeżeli w pobliżu nie ma osób, które wyciągną pomocną dłoń, wesprą w chwili próby, to osamotniony zginie.

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.





Pozdrawiam.
może jeszcze do 7.02 ktoś się zmobilizuje?Ważne: Regulamin | Polityka Prywatności | FAQ
Polecane: Przeglądaj promocje na książki i komiksy | montaż anten Warszawa | Komercyjne Sesje Rpg - Zielonka k/Warszawy - Mistrz z Gralnią | montaż anten Sulejówek | montaż anten Marki | montaż anten Wołomin | montaż anten Warszawa Wawer | montaż anten Radzymin | Hodowla kotów Ragdoll | ragdoll kocięta | ragdoll hodowla kontakt