Tydzień dla Natalii - Joachim
Proza » Obyczajowe » Tydzień dla Natalii
A A A


Jest poniedziałek.

Dowiedziałem się o wszystkim w prosty sposób - opisy na gadu krzyczące wielkimi literami. ODDAJ PŁYTKI KRWI, URATUJ ŻYCIE. Wypytałem jedną z właścicielek podobnego opisu, o co chodzi. A. powiedziała mi, że rak kości, że ostatnie stadium, że najcięższa chemioterapia, że może hospicjum, że spokojna śmierć. Że niezgoda, że chęć życia, walka. I nigdy nie chciałbym odpowiadać sobie na pytanie, co ja bym zrobił, gdyby spotkało to mnie. Nie było nawet decyzji, którą trzeba rozważyć, podjąć, cokolwiek. To wszystko stało się samo, bez udziału woli, bez zakłóceń w moim rozkładzie zajęć. Rzeczywistość przypominała jeden wielki dryf i nic nie mogło mnie dotknąć i nic nie mogło mnie spotkać złego, a problemy napotykane rozwiązywały się same bez najmniejszego wysiłku. Nie powiem, że czułem, że to jakiś obowiązek. Chciałem zobaczyć jak to jest - być bezinteresownym.

Poszedłem do katechetki. Ledwo mnie zna, bo przecież nie chodzę na jej zajęcia. Zatroskana mina, chęć pomocy. Obietnica działania. Byłem wdzięczny za religię w szkole po raz pierwszy.

Dostałem pozwolenie by obejść podczas lekcji wszystkie klasy trzecie, te gdzie uczniowie są pełnoletni, i przedstawić im krótko sprawę, zachęcić do pomocy. Jedna klasa. Przepraszam, mogę przerwać? Zdecydowanie nie. Ale trafiłem, dziewczyna rozdaje cukierki, ma mały diademik na głowie. Sto lat, sto lat. Mówię, o co chodzi i czuję, że mimowolnie się czerwienię, bo przerwałem. Na szczęście jest kilkoro chętnych. To są ci, których teraz z nami nie ma, bo piszą sprawdzian, czy wypracowanie. Następna klasa. Przerywam, mówię, pytam się o chętnych. Milczenie, kurwa, totalne nic. Trzydzieści pięć osób siedzi i patrzy się na buty, albo za okno. Co jest, ludzie?! Wiem teraz jak to działa. Można coś zrobić dla kogoś z rodziny, przyjaciela, dla znajomego. Dlaczego dla obcego nie? Obcy jest daleko? My jesteśmy obcy. Znam was? Kurwa, nie chcę. Nie znaczycie dla mnie nic. Widuję was codziennie i co?

Szczęśliwie w mojej klasie zgłaszają się chętniej. W sumie jest dwadzieścia osób. Ale szkoła, sprawdziany, fakultety, poniedziałek, płytki krwi, gruba igła. Czemu dziwię się, że widzę teraz tylko jedenaścioro? Krótka podróż autobusem ze Śródmieścia na Saską Kępę. Czy o czymś myślę? Nie, teraz już nie, zaczynam się niepokoić. A jeśli nie będę mógł oddać? A jeśli tym razem będzie to o wiele bardziej bolesne niż ostatnio?

Rejestracja, kretyński formularz. Czy uważam, że jestem chory na AIDS? Chyba nie, następne pytanie. Żółtaczka typu B? Gruźlica? Zmiany skórne? Nie, nie nie. Nic z tych rzeczy. Po cichu zastanawiam się, czy tym razem pozwolą mi oddać podwójne płytki. Ostatnim razem było ich tyle, że moja krew nie powinna być płynna, ale pękła mi żyła. Usprawiedliwiam się, a przecież i tak nikogo to nie będzie nigdy obchodzić, co sobie myślałem, co mną powodowało. Teraz sam już nie wiem.

Kolejno podchodzimy do okienka, każdy z obecnych pyta o nazwisko biorcy. Powtarzam je za każdym razem głośno i wyraźnie. Nie zapomnę go chyba już do końca życia. Po wstępnych badaniach trzy osoby rezygnują. Kolejne dwie, okazuje się, mają anemię. Zostało nas dokładnie sześciu. Tym razem wszystko ma być jak trzeba, zgadzam się na podłączenie separatora do obydwu rąk. Separator, czyli duża szafka, która wysysa krew z żył, odwirowuje trombocyty i wtłacza krew z powrotem.

Pierwsze pół godziny w porządku. Potem zaczynam czuć parcie na pęcherz. Trochę mi wstyd za własne ciało. Im więcej o tym myślę, tym bardziej mi się chce. Przychodzi mój znajomy. "Hej! Zabaw mnie trochę!" Pielęgniarka patrzy na mnie surowo i wtedy dopiero widzę, że K. spanikował na widok igły. Oddech ma płytki, zrobił się blady, ale po chwili wszystko jest w porządku. Po kolejnych trzydziestu minutach drętwieje mi twarz. W tym momencie powinienem poprosić siostrę o wapno rozpuszczone w wodzie. Nie chcę nic pić, bo nie wytrzymam. "Długo jeszcze?" Kolejna siostra podchodzi do mnie, ogląda maszynerię i ocenia "Siedem minut." Patrzy na mnie badawczo "Chce pan iść do łazienki" Jęczę, że tak. Po siedmiu minutach pytam się ile jeszcze. "Siedem minut" słyszę. Rozniósłbym tę salę, gdyby nie igły w rękach. Po kolejnych minutach wydłużonych w stulecia pielęgniarka oznajmia, że to już wszystko. Tylko pozostała krew zostanie wtłoczona i już koniec. "Nie chcę jej! Nie potrzebuję!" krzyczę. Zostawiam trochę siebie w urządzeniu i wybiegam z sali.

Jestem dumny z mojej książeczki honorowego krwiodawcy, powoli zapełnia się bohaterstwem w mikro-skali. Z siebie mniej. Cały czas kołacze mi się po głowie ta dziewczyna. Cały czas mam ją w polu widzenia. Czy ja cokolwiek zmieniam? Czy to było ważne, warte cokolwiek? Gdzieś po kątach czai się myśl o nieszczęściu większym niż potrafię sobie wyobrazić. Szczerze mówiąc, źle mi z tym. O tym niepokoju myślę jak o karze za dobry uczynek. Czuję się teraz związany jakąś odpowiedzialnością, bo przecież zapomnieć nie mogę, nie da się.

Stąd chyba wzięła się karkołomna chęć utraty przytomności. To był koniec tygodnia, urodziny znajomego. Mały domek na działce za miastem. Duuużo wódki. Zacząłem ostro i szybko straciłem impet. Zaczęło się od J. To znaczy ode mnie. Czepnąłem się go, bo nie chciał oddawać razem z nami płytek. Powiedziałem mu, że wiem, że się bał. Ostatnim razem zemdlał. "Życie-srycie, raz się ma, raz się nie ma" powiedział w napadzie pijackiej zaczepności i wtedy rzuciłem się na niego z pięściami. Reszta mnie odciągała. Przez resztę wieczoru jakoś go już nie spotkałem.

Wyszedłem zapalić. Zaczynała się zima, więc było już naprawdę chłodno. Gwiazdy świeciły jasno, niebo wyglądało tak jak w lecie, zupełnie niestosownie do pory roku. Teraz śmieszy mnie, że pamiętam takie szczegóły. Odkryłem, że nic nie potrafi mnie ogłuszyć. Odpaliłem trzecią fajkę, gdy wyszła D. "Palisz?!" Kretyński dialog, ale co tam. Wtedy się tym nie przejmowałem, nawet nie zwróciłem uwagi. "Nie, a co?" Nienawidzę palaczy - tak mi powiedziała - ale moim przeznaczeniem jest kochać ciebie. Kurwa, gdzie ja jestem, co się dzieje? No, ok. Kochajmy się!

I gówno. Rozmazałem się. O raku kości, o moich płytkach. Było jeszcze gorzej niż zwykle. To przez wódkę. D. przytuliła mnie trochę, posiedziała w ciemnościach, pogadała o życiu i śmierci i poszedłem spać. Ona zniknęła jak senne marzenie i od tamtego czasu dziwnie na mnie patrzy. Ja udaję zanik pamięci.

Znów poniedziałek.

Nie rzygałem, więc od dwóch dni żołądek mi się przewraca. Przesadziłem. Każda kolejna lekcja to mordęga. Patrzę za okno, siedzę, czytam coś. Borze sosnowy! Jeszcze i telefon wibruje. Raz, drugi, trzeci. Wkurzam się, bo na historii nie odbiorę.

Wychodzę, gdy lekcja się kończy i oddzwaniam. To A. dzwoniła. Ciekawe, po co? Rozmawiałem z nią o zakupach ostatnio, może wreszcie ma czas. Odbiera i dziękuje mi za te sześć kompletów płytek, dziękuje za pomoc i tak dalej. Zaczynam się domyślać, o co chodzi. Nie. Nienienie. Niemożliwe. Niemożliwe. I nie chcę przyjąć do wiadomości. Ale dziś, o 4:30. Szybko myślę o tym, że wtedy spałem. Dalej mówię tym pięciu o wszystkim, co się stało. Nie wiem, co czują, nie wiem, co myślą. Nie słucham, co mówią. Snuję się do końca lekcji.

Potem w autobusie, w korku na moście Grota siedzę i myślę. Tydzień to mnóstwo czasu, ale i tak mało. Tydzień brzmi ładnie, bo zamyka się w określonej mierze. Ten konkretny tydzień będzie trwał nieskończenie długo. Opieram się o zaparowaną szybę, patrzę na szarą Wisłę. Ja i autobus pełen ludzi. Ilu ich tu może być? Ja i sznur samochodów na moście, most przerzucony przez rzekę. Ja i część miasta. Ja i całe miasto, wyobraźnia zaczyna mnie zawodzić. Myślę o dzielnicach, których nie znam, o ludziach, których nawet nigdy nie minąłem na ulicy, choć dzielimy miejsce zamieszkania. Myślę o punkcie na mapie Polski, to Warszawa, a w niej ja. Myślę ja-miasto-kraj-świat. Nie potrafię sobie tego wyobrazić. Ogrom przestrzeni mnie przytłacza. Mnóstwo ludzi, jednak wyspy. Codziennie do biura na ósmą trzydzieści, miliony. A poza tym miliardy. W tym momencie uświadamiam sobie, że tam wszędzie to jest świat i to są ludzie i jestem przerażony. Wszędzie, tam gdzie byłem, gdzie będę, albo nigdy nie dotrę. Bo życie to nie mój sen. Świat nie skończy się wraz z moją śmiercią, nie ja tu jestem najważniejszy. Nie mam cudownych zdolności, nie potrafię leczyć, nie potrafię nic. Nie ma znaczenia to, czego pragnę. Czuję się mały, mikroskopijny, strzępek kurzu na siedzeniu, główka szpilki w nurcie wydarzeń.

Myślę, że to bzdura. Że nie jesteśmy połączeni w żaden sposób. Że możemy próbować się połączyć, podjąć decyzję, lub ktoś będzie decydował dla siebie i obejmie to nas. I jestem szczęśliwy, że dokonałem takiego wyboru i dziękuję ci, bo to przecież ty zrobiłaś coś dla mnie i dzięki tobie zyskałem.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Joachim · dnia 25.02.2009 10:18 · Czytań: 1219 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 8
Komentarze
ginger dnia 25.02.2009 11:22 Ocena: Dobre
Hmm... Przyczepiłam bym się to formy. Jest nieco chaotycznie - a przynajmniej ja to tak odebrałam. Styl momentami kuleje, ale mimo wszystko w wymowie jest to jakieś wzruszająco-poruszające. Myślę, że powinieneś to na chłodno jeszcze poprawić, wtedy mogłoby być jeszcze bardziej ekspresyjne - a przecież o to chodzi. Podoba mi się temat i emocjonalny przekaz.
Usunięty dnia 25.02.2009 17:39 Ocena: Dobre
Trochę za wiele zdań opartych an ogólnikach, np. "Rejestracja, kretyński formularz." albo "Zatroskana mina, chęć pomocy. Obietnica działania.". Nie ma w tym emocji, przynajmniej ja ich nie odczułam. Zgadzam się z Ginger, że trochę chaotyczna ta forma, ale temat poruszający.

A więc dam Ci dobry. ;)
Usunięty dnia 25.02.2009 17:56
pracuj. Badź wytrwały.
Dorota_Katarzyna dnia 25.02.2009 19:15 Ocena: Świetne!
Mi bardzo się podoba, ponieważ jest o czymś realnym ale nie doścignionym, o chorobie. Każdy myśli, że go to nie dotknie, że go to nie dotyczy. Sama teraz coś takiego przeżywam. A forma jak wspomniałam wcześniej mi się podoba, tylko za dużo jak dla mnie "Kurwa".
SzalonaJulka dnia 25.02.2009 23:50
Cytat:
Po cichu zastanawiam się, czy tym razem pozwolą mi oddać podwójne płytki. Ostatnim razem było ich tyle, że moja krew nie powinna być płynna, ale pękła mi żyła.

nie rozumiem
Cytat:
Separator, czyli duża szafka, która wysysa krew z żył, odwirowuje erytrocyty i wtłacza krew z powrotem.

same erytrocyty? co właściwie oddajesz?

bardzo emocjonalne to opowiadanie i styl też mi się podoba - nadaje tempo, oddaje "gonitwę myśli", miejscami niestety ciężko zrozumieć o co chodzi (wyszczególniłam tylko to, co mi się ewidentnie rzuciło w oczy)
chyba potrzeba Ci troszkę więcej dystansu do tego tekstu - daj mu może trochę się odleżeć
(oceny nie daję, bo bardzo mi się podoba, a niedoskonałości nie pozwalają wstawić świetnego)
Joachim dnia 26.02.2009 07:05
aaa, trombocyty, oczywiście. jaki wstyd :-(
Usunięty dnia 26.02.2009 12:58 Ocena: Świetne!
"Czepnąłem"
-nie znam tego wyrazu i nie podoba mi się on, ale bohater jest w końcu uczniem, a skoro/jesli to słówko młodzieżowe, to wszystko OK.
"Dalej mówię tym pięciu o tym"
- zrób coz tym "tym" bo zbytnie zagęszczenie

Tekst jest świetny. Bomba. Jestem zdruzgotana i zachwycona. Kiedy pisałeś o tym wysysaniu, ja opanowywałam z trudem mdłości (znam ten ból). Narracja jest przejrzysta, żywiołowa, naturalna - czytam i wierzę w to, co chcesz mi powiedzieć. Pod koniec po prostu mistrzostwo! Nie zgadzam się, że styl "kuleje"- styl jest świetny bo oryginalny. Ekspresja idelanie wypośrodkowana (cokolwiek miałoby to znaczyć;). Bałam się, że to będzie kolejna reklama centrum krwiodawstwa, a to jest naprawdę głębokie i prawdziwe.
6! Jestem poruszona!
Joachim dnia 26.02.2009 18:50
faktycznie za blisko. już zmieniłem :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Korektorka
04/02/2023 13:44
Dzień dobry:) Ciekawe! I bardzo dobrze mi się to czyta.… »
TakaJedna
04/02/2023 13:42
Uważam, że najgorzej to być w środku stawki, to takie… »
ajw
04/02/2023 10:45
I ja dobrze się czuję przebywając wśród Twoich wersów :) »
Woland
03/02/2023 22:08
Nie. Jak odwróciło się tabelę, to byłem na jej czele ;) »
TakaJedna
03/02/2023 20:18
Wygrałeś? »
ajw
03/02/2023 13:06
Bardzo ciekawy wiersz, choć w pewnych miejscach ujęłabym… »
Semlus Sertus
03/02/2023 12:53
Ciekawy obraz liryczno-oniryczny. Trochę mnie zaskakuje… »
Semlus Sertus
03/02/2023 12:38
Bez wersu 3 i 4 od końca byłby moim zdaniem zgrabniejszy »
Bishop LML
01/02/2023 20:44
No jestem Twoim fanem :) »
Leszek Sobeczko
31/01/2023 21:09
Opheliac - dziękuję, mało tutaj bywam i bardzo mnie ucieszył… »
akacjowa agnes
31/01/2023 20:18
Dobrze czytasz, Ekslibrisie :p To jest wiersz o drodze do… »
ekslibris
31/01/2023 20:09
Wiele przekonań przemija, uczucia, jedność itd. Odbieram ten… »
Yaro
31/01/2023 20:02
Jesień jest bisko ale ja czuję lato i późną wiosnę zawsze… »
Yaro
31/01/2023 20:00
Dziękuję Dachu64. Bestie są dookoła należy uważać.… »
Yaro
31/01/2023 19:58
Dziękuję bardzo za odwiedziny Burak to burak i nikt go nie… »
ShoutBox
  • TakaJedna
  • 03/02/2023 12:41
  • Chyba muszę wymienić okulary ;) (to żart oczywiście). Pozdrawiam
  • Wiktor Orzel
  • 03/02/2023 11:45
  • Jak miło widzieć dobrze znane twarze!
  • zawsze
  • 02/02/2023 18:34
  • Tak, też się do tego uśmiecham, choć ostatnio mnie tu mało i bardzo mało :)
  • Tjereszkowa
  • 30/01/2023 18:28
  • Super znajome nicki znaleźć!
  • Szymon K
  • 30/01/2023 13:19
  • Polecam ksiązkę,
  • zawsze
  • 29/01/2023 22:51
  • Tjereszkowa! jak miło Cię tak po latach :)))
  • TakaJedna
  • 27/01/2023 15:43
  • To tylko wrażenie takie.
  • Tjereszkowa
  • 27/01/2023 14:24
  • A może to tylko wrażenie takie! A userzy za fotelami i regałami kryjąc się, czekają by przestraszyć gości znienacka!
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas