Rozdroże - Szuirad
Proza » Długie Opowiadania » Rozdroże
A A A
Lestek ciężko dychając padł na murawę. Wtulił twarz w nagrzane słońcem ździebła i zamknął oczy. Zburzony przezeń gwar tętniącej życiem polany wracał do odwiecznego ładu. Zdawało mu się, że słyszy cichnące zawołania, ale otaczał go jeno poszum drzew, przebijający się niestrudzenie poprzez owadzi brzęk. Dobrze wiedział, że żaden z wiejskich wyrostków nie śmie wnijść tak głęboko w leśne ostępy grzęzawiskami i mokradłami znaczone. A już na pewno z czasu, kiedy to, podszywając się w kniejach pod Leszego, śmiechem i pogwizdywaniem udanym, obudził drzemiącą we wsi strachliwość przed leśnym panem. Toć miał ubaw setny, gdy baby na jagody wychodzące, czy młódź letnich grzybów szukającą, przepłoszyć mu się zdarzyło. Na nic im wywlekanie giezeł na spodnią stronę czy wdziewanie tył na przód. Zarzekali się, że żywy Lesza przechadzał się wokół osady, aże starszyzna obiaty z chleba i kaszy miarkowała szykować, nie pomna, że czas ku temu jeszcze nie naszedł.

Pacholęciem był, gdy wraz z macierzą, ubieżając przed drużynnikami Brzetysława, gród w Gnieźnie opuścili. A gdy śmierć oćca zabrała, przybyli do wuja Drzeszta, na mazowiecką ziemię, pod panowanie Mojsława. Wielu spokoju szukało tu, gdzie starzy bogowie wciąż obok nowej żyli wiary. Obcy, naznaczon piętnem Krzyża Krystowego i mową odstający chłopiec, przyjaciół we wsi nie nalazł. Aże ciężka ręka wuja, nie w każden czas sprawiedliwa, przy chałupie utrzymać go nie mogła to i nie dziw, że las stał się jako dom. Mać stawała w obronie, aleć ona u brata na garnku siedząca, nie mogła wiele. Przeto z utęsknieniem oczekiwała zmiany i powrotu na mężowską ziemię, prawowitego prowadząc dziedzica.

Do Starego Lestek trafił przypadkiem, choć słuchy o guślniku nie jeden raz docierały doń czy to w czas po wieczerzowaniu, gdy o zmroku dziadowie opowieści snuli, abo gdy doległość kogo zmogła, lubo, gdy wróży trza było. Gadali, że Stary żywie w leśnych ostojach. Wpół drogi między Szczytowicami a Kumowem należało z traktu zboczyć i wedle piorunem rozszczepionej sosny wąską ścieżyną dojść do polany, kędy pośród rosochatych, świętych dębów przycupnął szałas. Z dawna musiał być wzniesion, bo część gałęzi korzenie puściło i zieleniem listowia łyskało teraz pośród strzechy z suchych trzcin, szarym mchem przerosłej.

Kilka to już roków temu, po starciu z rówieśnikami, Lestek, gnając na oślep przez las, wpadł na Starego, jen w świetle miesiąca zioła w mateczniku zbierał. Nie zdziwił się widokiem obitego, podrapanego chłystka, co z rozdartym giezłem o ćmie po kniei gonił. Opuchłe oko młokosa nie przesłoniło zapadłej w głębi duszy zaciętości, podkreślonej grymasem ściśniętych, wąskich ust.
Gdy zoczył Starego stanął jakby na biesa się natkną ale coś w przygarbionej postawie starca mówiło, by się nie lękał. Nie drgnął, gdy guślniarz szorstką ręką sięgnął po zawieszone na jego szyi nawęzy. Niezdarnie wyciosany w drewnie zarys tura pominął, ledwie opuszkami palców trąciwszy. Drugi, krzyż z rdzawego metalu zaintrygował go bardziej. W milczeniu, jeno głową kiwając, przyglądał się nierównym ramionom delikatnymi kroplami skrzepłego żelaza zakończonym, co w pełnym blasku miesiąca raz srebrem, raz stłumioną czerwienią połyskiwały.
- Chwałę ci przyniesie... jeno ... krwią upojoną... - rzekł cicho Stary, ale zarazem tak przenikliwie i z mocą dziwną, że Lestek dałby rękę odjąć, iże wszytko wkoło zamarło. A przez plecy mróz przemknął, ślad chłodu zostawiając, który nie odstąpił chłopca aż do świtania, kiedy to guślnik wywiódł go na trakt i do dom drogę wskazał.

Trzy wiosny minęły od tamtego spotkania. Lestek gościem bywać u Starego począł, co nastroje w osadzie ku niemu życzliwsze wzbudziło, jednakowoż nie kończąc rówieśniczych docinków. Leśne ostępy wciąż zapewniały mu swojskie schronienie.

I ninie zalegał pośród traw, gdy z zadumy otrząsła go niezwyczajna w naturze cisza. Stanąwszy na nogi poczuł jak serce wali w piersiach, jakby ptakiem na wolność chciało się wyrwać. Od strony moczarów, głaszcząc grzywy traw, przesuwał się ku niemu słup powietrza. Lestek w pas się zjawisku pokłonił, mniemając, że sam Dobrohoczy go nawiedza. Jednak chaotyczny, rozchwiany taniec wiru wzbudził w chłopcu podświadomy lęk. Szarpany, nerwowy dech bóstwa wsysał w dziki korowód puch ostów i mleczy, z wściekłością wypluwając je później wokół siebie.

I wtedy Lestek dostrzegł na zmierzchającym, wschodnim niebie, pełgającą po brzuchach chmur łunę pożaru, smoloną zawijającym się dymem. Szczytnice gorzały a widok ten sprawił, że we wnętrzu chłopca obawa i niepokój starły się z obcym mu dotąd uczuciem oślizgłej satysfakcji. Czas jednak nie był sposobny, by głowę tym zaprzątać. Bieżąc Lestek ścisnął w garści oba swe talizmany i wsunął za pazuchę, co by w biegu zawadą nie były i wyszeptał jakąś nieskładną ni prośbę, ni modlitwę, sam nie świadom o co i do kogo.

Nim przez leśny podszyt przedarł się do traktu, wpadł w ręce rozstawionych na czatach wojów. Rosłe chłopy rychło ostudzili jego wierzgania i krzyki, krzywdy nijakiej nie robiąc. Z miejsca pociągnęli go na wioskowy plac, gdzie Lestek sam zaprzestał oporu. Z boku płonęła chata Gromosła, teraz przez dwóch jezdnych końmi rozwlekana, by pożoga dalszych zabudowań nie strawiła. Na środku placu zgromadzono mężczyzn i pod nadzorem zbrojnych, pętano wszystkich. Wyrostków i baby spędzono po drugiej stronie. Wystraszone tuliły do siebie dziatki, cichcem szlochając i zerkając ukradkiem na zawodzącą nad zwłokami męża Bożennę. Obok niej, z zaciętym wyrazem twarzy stał Krzesimir. Gdy napotkał wzrok Lestka, ten wiedział już, że dziecięca niechęć przerosła w palącą nienawiść.

-A ot i zguba! - Obok matki stał krępy woj. Znaczniejszy być musiał bo i ubiór i oręż na zaszczyty i stanowiska ważkie wskazywały. W ruchach oszczędny, sprężysty i zdecydowany. Wzrok bystry, przenikliwy śmiałość odbierał, choć teraz przebłyskami wesołości powagę przełamywał.
Dziemiła przygarnęła syna do piersi i Lestek poczuł, że cała drży. Po chwili odsunęła go na odległość ramion i spojrzała w oczy.
- Do dom wracamy.
Chłopiec zerknął w bok na stojącego woja i wolno sięgnął po wyciągniętą dłoń.
- Stryk to twój, Zbysław. - Głos macierzy był już pewniejszy. Chłopiec spojrzał w twarz przybysza. Przyjazny, szczery uśmiech, nieco blizną na prawym licu skrzywiony, sprawił, że oddał uścisk. Woj z powagą skinął kobiecie.
- Spieszyć się nam trza. Pacierz na spakowanie juków a potem co rychlej ruszamy.

Dziemiła bezwolnie wrzucała rzeczy do sakwy. Jej myśli krążyły zgoła gdzie indziej. Z dawna i z wytęsknieniem czekała tej chwili, aleć gdy nadeszła tłumione obawy wróciły ze wzmożoną siła. Drugi to raz w ciągu pięciu niespełna lat wyruszała w nieznane. Kogo i co zastanie w Gorołowach? Czasy wciąż niespokojne. Niejednej nacji zbrojni przetaczali się przez tamte tereny a i grupy żądnych łupów chąśników do rzadkości nie należały. Znowuż o swoje przydzie walczyć? A jakiż zamiar Zbysław ukrywa w tajnicy, że do rodzinnych rozgrywek bratową z wrogich rąk odbija? Mówi, że Kazimierz z wygnania wrócił i o mieszkową ojcowiznę się upomina. To i niezadługo tu rękę wyciągnie, pożogę wzniecając.

Wychodząc z chaty Lestek zoczył Drzesztę. Siedział pod ścianą z dłońmi spętanymi za plecami i stopami w kunie uchwyconymi. Chmurne oblicze uniósł w momencie, gdy Dziemiła bliżej podeszła.
- Sowitą zapłatę za gościnę ostawiasz - rzekł gorzko, ruchem głowy wskazując kierunek skąd dobiegały zawodzenia nad ciałem Gromosła.
- Nie jam krwi tej winna, nie od miecza zginął - głos kobiety zabrzmiał cicho, miękko jakoś.
- Za dwa pierwsze roki dziękować przyszłam, boście sierdce wdowie i sierocie okazali. I za to głowę przed wami chylę. Aże później jak wroga zakładnikiem na słowo Mojsława uczyniliście, wieś więzieniem czyniąc, na więzy krwi nie bacząc ... - tu emocje falą wezbrały i zdławiły głos w krtani.
- Choć - ciągnęła dalej odetchnąwszy głębiej - dzięki się należą, że on - wskazała syna - jeno cień zniewolenia odczuł.
- Czas już pani - Zbysław stanął za nimi, a zwracając się do Drzeszta rzekł - Ciężkie roki przyszły, że brat przeciw bratu oręża się ima. Nie chcielim tej śmierci, ale może łacniej przed Mojsławem ze sprawy wytłumaczyć się zdołacie. Chorost - wskazał krępego woja - z garścią zbrojnych do świtania ostanie, co by nam odwrót ułatwić. O brzasku wolnymi będziecie i uczynicie co sumnienie nakaże.

Chałupy ostały za nimi. Oblepione czerwienią zachodu nikły za gęstniejącą ścianą lasu, który z każdym krokiem zbrojnych wyciszał odgłosy osady. Najdłużej wybijało się żałobne zawodzenie Bożenny.

Szli prosto w słońce, zapadające za wierzchołkami smętnych buków. Lestek czuł jak serce wyrywa się do nowego świata, ludzi, grodów przez lata malowanych ciepłym słowem matczynych opowieści. Jednak z pierwszym chłodem wieczoru wspomniał ogień i dom Drzeszta, opowieści dziadów i pieśni kobiet, co echem gdzieś w duszy się odzywały. Obrazy migały przed oczyma chłopca, podrygiwały w rytm końskich kopyt, układając się w swojską opowieść. I sam nie wiedział czy las do niego woła, czy raczej umysł wskrzesza odwiecznych bohaterów, wciąż w gawędach i podaniach żyjących. Korowody świąt splatały się z bitewnym zgiełkiem, postacie bogów przenikały z Krzyżem ....

- Czoło i lica ma rozpalone - jakby z otchłani dotarł doń głos Zbysława,jen przed sobą w siodle go podtrzymywał. Lestek poczuł jak zimna woda ze skórzanego worka schładza usta i ciecze po szyi, obmywając nawęzy : miniaturę tura i stalowy krzyż. Odruchowo uchwycił oba i ścisnął do bólu. Przytomniej nieco spojrzał znad końskiej grzywy. W ścianie przeszytego późnym słońcem lasu zarysowało się rozwidlenie dróg. Z pobliskich moczarów podnosiły się pasma mgły, otulały czarne pnie i lizały zwieszone liście paproci, wypełzając na szlak konturem jeźdźca z młotem w dłoni. Zaś z drugiego traktu cienie drzew wyrzuciły przed się zarys ogromnego krzyża. Lestek nie widział już jak wizje te starły się sobą, nęcąc jednako. Znużony zamknął oczy i zapadł w niespokojny sen.

Oddział pociągnął dalej nieświadom wyboru.
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Szuirad · dnia 26.03.2009 08:29 · Czytań: 2643 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 12
Komentarze
ginger dnia 26.03.2009 08:32 Ocena: Świetne!
Trzeba tu porządek z erkami zrobić :yes:
Szuirad dnia 26.03.2009 10:24
A skąd się ich tyle wzięło ?:confused:

Poprawiłem
Rugus dnia 26.03.2009 16:54
No to przyszła kolej na mnie. Uważam, że nie jestem kimś tam zdolnym do oceny tekstów innych. Podam tutaj tylko moje prywatne odczucia. Moim zdaniem za dużo tutaj sformułowań zaczerpniętych ze staropolszczyzny, przez to czytanie idzie jak po grudzie. Nie dość, że przystaję usiłując odczytać co niektóre słowa, to przy innych muszę wręcz stanąć i się zastanowić czy dobrze odczytuje ich znaczenie. Nie twierdzę, że coś jest nie tak, no poza nadużywaniem zwrotów starszych niestety niż ja. Szczerze to nie doczytałem do końca. Miniaturkę w tym stylu jeszcze bym przetrawił, ale jak zobaczyłem, że ma to być długie opowiadanie dałem sobie spokój.
Dla mnie jest to droga przez mękę. Może jestem niedouczony prostak - nie wiem, możliwe. Ale teraz pytanie do autora, do kogo kierujesz to opowiadanie? Czy chciałbyś wyjść z tekstem w takiej formie dalej czy też kierujesz to do wąskiego grona ludzi uwielbiających łamanie języka i umysłu?

Bez urazy autora, każdy pisze jak potrafi i jak lubi. To nie dla mnie bynajmniej.

Pozdrawiam i życzę cierpliwości przy pisaniu dalszego ciągu
Szuirad dnia 26.03.2009 17:08
Jest t swego rodzaju eksperyment. Zdaję sobie sprawę, że język jest trudny i nie każdemu odpowiada. Jeżeli bedzie dalszy ciąg (co jednak stoi pod znakiem zapytania) to jeszcze nie wiem w jakiej formie. Czytelnik może to ocenić. Tak więc każda, byle szczera ocena tekstu wiele dla mnie znaczy. Język sam w sobie też wprowadza pewien klimat :) - jeżeli jednak okaże się barierą ... zobaczymy.
Dzięki Rugusie za komentarz i ocenę
Rugus dnia 26.03.2009 17:30
Cytat:
Język sam w sobie też wprowadza pewien klimat smiley - jeżeli jednak okaże się barierą ... zobaczymy

Język w tym wszystkim ma znaczenie zasadnicze, im trudniejszy to i czytających będzie mniej. Rozumiem wprowadzenie w klimat. Ale można zdawkowo wrzucić tu słówko tam słówko i na pewno będzie się czytało lepiej. Albo inaczej. Spróbuj opisywać akcję językiem zwykłego śmiertelnika a stylizację zostaw w dialogach.
Tak uważam, ale ilu będzie czytających tyle opinii
Hyper dnia 28.03.2009 13:19
Fantastyczny język i styl. Przeczytałam tylko początek, bo jestem zabiegana, ale musiałam dać upust uczuciom. Mało kto umie zgrabnie operować starym językiem. Jeszcze tu wrócę. Na razie bez oceny, do czasu aż się "wgryzę".
ginger dnia 31.03.2009 15:00 Ocena: Świetne!
Rewelacja. Przeczytałam niemalże jednym tchem. Zgadzam się, że jeśli ktoś nie lubi tak pisanych historii, to po dwóch akapitach się zmęczy i rzuci w cholerę. Ale dla kogoś takiego jak ja, kogo tego typu stylizacje fascynują i budzą niemalże nabożny podziw, to kąsek niezwykle łakomy. Jestem oczarowana Twoim stylem, operujesz językiem niezwykle sprawnie. Historia wciąga, pochłania bez reszty. To jest magiczne :yes: Ode mnie ocena najwyższa.
Szuirad dnia 31.03.2009 17:33
Dzięki Ginger za taką notę
Myślałem, że już nikt tego nie oceni, że odstraszyłem wszystkich

Hyper - zapraszam do skończenia

Rugus - dzięki za uwagi i opinię. Zgadzam się,że gro odbiorców jest zawężone

Wszystkim jescze raz dziękuję
SzalonaJulka dnia 14.04.2009 23:15 Ocena: Świetne!
Ha, Szuriadzie, mam mieszane uczucia.
Pierwsze i podstawowe pytanie: na literaturę jakiego okresu stylizujesz swoją prozę? Nie znam się na tym, ale staropolszczyzna to chyba nie jest, bardziej Kraszewskim, albo Gołubiewem mi to pachnie...

Z jednej strony jestem pełna podziwu za tak konsekwentną stylizację, z drugiej... no cóż... nie wiem z czego to wynika, ale momentami czyta się gładko i przyjemnie, z powodzeniem przyjmując świat przedstawiony wraz z jego językiem, momentami zaś przypomina to zestaw ćwiczeń na dykcję - kanciasty i nienaturalny.

Daję świetny, za ciekawe i oryginalne poszukiwania, ale nie jestem pewna, czy dałabym radę przeczytać całą powieść.
Szuirad dnia 15.04.2009 18:12
Wcześniej wspomniałem, że to bardziej eksperyment i byłem ciekaw reakcji. Nie sądzę bym konsekwentnie trzymając się takich założeń napisał coś dłuższego. Sama zauważyłaś, że czasami jest to "kanciaste" - nie jest to język, którego używam na codziennie:)
Z drugiej strony bardzo podobają mi się takie klimaty a Twoje strzały co do inspiracji dość bliskie - To Karol Bunsch z całą serią swoich powieści piastowskich i, może nie fascynacja, ale zainteresowanie Słowianami a początkiem powstania państwa polskiego w szczególności - niestety z tego okresu raczej pisanych źródeł w języku polskim nie ma. Moje wykształcenie (techniczne) również nie daje profesjonalnego przygotowania w tym zakresie

Jeszcze raz dzięki za przeczytanie i komentarz
Wasinka dnia 23.06.2010 00:05
Kiedy czytam tekst pisany językiem stylizowanym na "dawny", zatapiam się w innym świecie. Kiedy sięga czasów pogańskich - zatapiam się podwójnie. Dla mnie to świat magii, tajemniczości i korzeni wplecionych w tradycję.
Cieszę się, że tu zbłądziłam.
Pozdrawiam.
Szuirad dnia 23.06.2010 12:45
Tak to jest tak odległe, oparte na tak ulotnych podstawach ( w porównaniu z innymi okresami historycznymi), ze faktycznie bardziej jawi się jak legenda. I też my zostaliśmy wychowani w takim nurcie podania o Piaście, braciach Lechu, Czechu i Rusie itp,
ukształtowani na Kraszewskim, Bunschu itp
Z językiem jeszcze jest ciekawiej a o wierzeniach Słowian to już zupełnie brak konkretnych informacji.
Ale może to i lepiej, może wlasnie dlatego tamte czasy mają tak wielką siłe przyciągania. Mają w sobie cos z pionierskości, jakąś tęsknotę za czymś nieodkrytym ale jednocześnie bliskim, swoim

Dzięki za czas odwiedzin
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
annakoch
17/01/2022 00:26
Fajne ! Pozdrawiam :) »
valeria
17/01/2022 00:26
niezłe, Florian obciął włosy:) »
Florian Konrad
17/01/2022 00:12
Podoba mi się »
Florian Konrad
17/01/2022 00:07
Jak to mawiają w talent shows - jestem na nie. Egzaltacja,… »
Florian Konrad
17/01/2022 00:06
Tytuł wygląda jakby był po łacinie! :) »
Florian Konrad
17/01/2022 00:05
Mega jest to pierwsze wersisko, meega! »
Yaro
16/01/2022 21:34
Dzięki Michał . Fajnie , że mnie odwiedziłeś cieszę się… »
mike17
16/01/2022 21:26
Jarku. masz prawo czuć się wolny i opróżniony z wszelkich… »
annakoch
16/01/2022 18:06
Witaj EDyto ! Bardzo lubię czytać Twoje teksty, pięknie… »
Dobra Cobra
16/01/2022 13:27
Calveidol, Jest nadzieja dla milionów… »
ZielonyKwiat
16/01/2022 11:51
Nie, Bóg nie kładzie się spać, tak myślę. »
annakoch
16/01/2022 11:47
Piękny erotyk Wiolinie ! Pozdrawiam serdecznie :) »
Carvedilol
16/01/2022 10:56
Dobra Cobra masz rację, z rozpędu nie załapałem, że już… »
Dobra Cobra
15/01/2022 19:16
""mam nadzieję, że teraz już nie sądzisz, że 18000… »
Marek Adam Grabowski
15/01/2022 19:08
Zajebiste! Uwielbiam czarny humor! Świetnie ośmieszyłeś… »
ShoutBox
  • ZielonyKwiat
  • 16/01/2022 15:29
  • AntoniGrycuk, dziękuję za odzew. Pytałam jednak o możliwość opublikowania (np. w czasopismach). W konkursach nie biorę udziału.
  • AntoniGrycuk
  • 16/01/2022 15:18
  • Nie ma sprawy, nic nie chcę za tę poradę, jest za free ;)
  • AntoniGrycuk
  • 15/01/2022 22:51
  • ZielonyKwiat, poszukaj na aktualnekonkursy.pl, tam bywają konkursy na dramaty, na ksiązki, na opowiadania. Masz szanse.
  • ZielonyKwiat
  • 15/01/2022 19:01
  • Ktoś wie, gdzie można opublikować dramat/ sztukę teatralną?
  • Dobra Cobra
  • 15/01/2022 18:53
  • Oka, po prostu wyczytałem w Twoim wpisie cierpienie i poszedłem Ci na pomoc. A spacery i odetchniecie świeżym powietrzem zawsze aktualne dla kazdego. Pozdrawiam
  • AntoniGrycuk
  • 15/01/2022 15:29
  • DoCo, naprawdę, nie bierz tego do siebie, że ja w ten sposób pojmuję literaturę kobiecą. Niepotrzebnie tak sie przejmujesz. Wyjdź sobie na spacer, odetchnij świeżym powietrzem.
  • Dobra Cobra
  • 15/01/2022 12:04
  • Antoni - nie wyrzucaj sobie, to proza kobieca, dlatego nie rozumiesz jej przesłodzenia ;) Babki lubią bajki o księciu z zamorskiego kraju, który - w zależności od typu opowieści - ma różne położenie.
  • AntoniGrycuk
  • 14/01/2022 20:51
  • Dla mnie jednak dwójka bohaterów jest zbyt doskonała. A opisy przesłodzone do bólu. Sam wątek romansowy jest dobry, ale sporo jest rzeczy strasznie naiwnych. Technicznie napisana raczej nieźle.
  • AntoniGrycuk
  • 14/01/2022 20:48
  • Właśnie przeczytałem "Narzeczoną nazisty", bestseller kobiety, która nie miała dużego powodzenia na konkurencyjnym portalu. Książka nie jest zła, kobietom może się chyba podobać.
Ostatnio widziani
Gości online:23
Najnowszy:Polka03
Wspierają nas