Córka żołnierza nie płacze - lina_91
Proza » Obyczajowe » Córka żołnierza nie płacze
A A A
Karina odrzuciła podręcznik do matematyka i rozsiadła się wygodniej na trawie. Przedmioty ścisłe zawsze sprawiały jej trudność i choć teraz powinna przysiąść nad lekcjami (koniec roku szkolnego), to iskrzący się różnymi barwami zachód słońca nie nastrajał do nauki.
Szorstkie, zielone spodnie moro drapały łagodnie w brodę, pod którą podciągnęła kolana. Przesunęła dłonią po krótko ostrzyżonych włosach i nagle posmutniała.
-Karina, kolacja! - rozległo się wołanie Marii, ich kucharki.
Dziewczyna wolno wstała i spojrzała z pewnego dystansu na dom. Duży, elegancki, na obrzeżach miasta. No tak, w końcu była córką żołnierza. Jej matka nie żyła już od pięciu lat, a ojciec... Właściwie go nie widywała, a kontakt miała lepszy z bezdomnym kotem, którego często dokarmiała. Major Jan Papała rzadko bywał w domu, jeśli już się w nim zjawił, to przesiadywał w swoim gabinecie i po kilkanaście razy czyścił i tak wypucowane na najwyższy połysk pistolety, sztucery, sztylety. Miał dużą kolekcję broni i nikogo do niej nie dopuszczał. Czasami, przy wielkim święcie, pozwalał córce postrzelać z najtańszej wiatrówki do tarczy na podwórku, jeszcze rzadziej uczył ją obchodzić się z innymi rodzajami. Do ulubionych Kariny należały derringery i najprostsze pistolety, do rewolwerów miała osobisty uraz.
-Karina! Ojciec przyjechał - dodała ciszej Maria, kiedy dziewczyna weszła do kuchni, od niechcenia rzucając książką. Karina zesztywniała, odruchowo podniosła podręcznik i przygładziła rozczochrane włosy. Choć prędzej by umarła, niż się do tego przyznała, robiła wszystko, żeby tylko ojciec nie mógł jej niczego wytknąć, choćby najmniejszego błędu. Pozbawiona matki, chciała czuć, że ma chociaż ojca.
-Karinko! Dziecko...
Dziewczyna zawirowała w miejscu, rozglądając się, szukając osoby, która zwróciła się do niej tak czule. Ojciec nigdy jej tak nie nazywał. Nigdy - a przecież to on stał teraz w progu, pochylony niczym zwalisty niedźwiedź, zgarbiony pod swoim ciężarem, patrząc na nią błagalnie, jakby prosząc o wybaczenie.
-Tato - powiedziała służbowo, podchodząc do niego. Pocałował ją w czoło i machnięciem ręki, tak jak odgania się natrętną muchę, nakazał Marii zabrać talerz z kolacją.
-Chodź do mnie na chwilę - poprosił.

Stała więc przed nim zalękniona nieco, wodząc wzrokiem po błyszczącym blacie biurka, medalach przywieszonych na ścianie...
-Za miesiąc twoje urodziny. Chcesz urządzić jakieś przyjęcie?
Karina spojrzała na ojca, jakby ten zbaraniał - nie mogła się powstrzymać - i potrząsnęła głową. Wolno, jakby z namysłem, ale stanowczo.
-Dlaczego?
Dlaczego? Obrazy za mgłą, odwrócone twarze, głosy niknące w pisku opon... "Córka mordercy..."
Był żołnierzem - dla niej, ale dla wiejskiej społeczności - idiotą, kolejnym, który zostawił za sobą rodzinę i wyjechał na misję. Idiotą, który siedząc za kierownicą zabił swoją żonę, pozbawił córkę matki i zaraz po tym wyjechał.
Ona jedna widziała, jak dzień po dniu, jej ojciec się zmienia. Widziała, jak poleciał na misję pokojową - o, ironio - w której zginął jego przyjaciel z dzieciństwa. On z poszarpaną nogą wrócił do kraju. Miała wtedy dwanaście lat, ale widok ojca ją przeraził. Zawsze był małomówny, ponury, ale wtedy nie odzywał się przez dwa miesiące. Trzeba było go dokarmiać sztucznie, bo odmówił przyjmowania pokarmów. Zrozumiała, że temu człowiekowi, żołnierzowi w stu procentach, wysiadła psychika. Ale nawet ona, tak samo zresztą jak jej matka, nie wiedziały, co zobaczył na wojnie. Później, porównując dwóch ojców - tego sprzed i po misji - nawet nie chciała tego wiedzieć.
Dlaczego? Jej piętnaste urodziny, przyjęcie w ogrodzie, potem jazda samochodem. Nie pił - tego była pewna. Pamiętała ulewę, wodę, zalewającą falami przednią szybę auta, wycieraczki, które nagle zamarły w połowie ruchu, tak samo jak jej serce, czyjś wrzask i ogłuszający zgrzyt metalu. Szpitala nie. Kolejnym obrazem z tamtego okresu był pogrzeb. Trumna, zasypana kwiatami, usta nielicznej rodziny, układające się w słowa, których ona nie słyszała, których nawet nie widziała za zalanymi łzami oczami - i potem ojciec. Bolesny uścisk silnych palców na ramionach, gdy potrząsał nią niczym workiem gruszek, potem pięciopalczasty krzyk na policzku. Uderzył ją wtedy pierwszy raz, a jej nigdy, nawet w najśmielszych snach, nie przyszło na myśl, że mogła się bronić. Nawet gdyby przyszło, wiedziała - nie byłaby w stanie zrobić tego ruchu, tego jednego kroku w tył, poza zasięg jego rąk. Uderzył ją pierwszy i ostatni raz. Uderzył w dzień, kiedy tak jak wtedy, z nieba lały się hektolitry łez, uderzył, wrzeszcząc w osłupiałym przerażeniu, sparaliżowany niemal z bólu, że...
-Córka żołnierza nie płacze!
-Córka żołnierza nie płacze - szepnęła Karina i z rozpaczliwą odwagą spojrzała w oczy ojca, szukając w nich błysków innych, łagodniejszych, błysków z jej dzieciństwa, kiedy jej ulubioną zabawą była jazda na barana, kiedy chichocząc dawała się ojcu podrzucać wysoko, wysoko, wierząc, że jeśli bardzo się postarają, ona i jej dziecięca radość sięgną chmur.
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
lina_91 · dnia 31.05.2007 14:47 · Czytań: 706 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 13
Komentarze
atreides dnia 31.05.2007 15:39
"Karina odrzuciła podręcznik do matematyka"

Ten matematyk to gdzieś obok siedział?

"Szorstkie, zielone spodnie moro drapały łagodnie w brodę, pod którą podciągnęła kolana. "
Nie dość, że karkołomne, to błąd merytoryczny. Moro to bardzo określony, stary polski wzór kamuflażu. Obecnie wojsko polskie używa kamuflażu "Pantera", a najczęściej w modzie stosuje się kamuflaż amerykańskich wojsk lądowych - Woodland. No ale może faktycznie miała na tyłku spodnie po dziadku... :)

"Major Jan Papała rzadko bywał w domu"
Świadomie dałaś mu to nazwisko?

" przesiadywał w swoim gabinecie i po kilkanaście razy czyścił i tak wypucowane na najwyższy połysk pistolety, sztucery, sztylety. Miał dużą kolekcję broni i nikogo do niej nie dopuszczał."

Błąd merytoryczny. Prawo polskie nie dozwala polskim służbom mundurowym na posiadanie prywatnej broni palnej. Policjant nie może mieć swojego pistoletu, a żołnierz nie może mieć swojego karabinu.

"Karina spojrzała na ojca, jakby ten zbaraniał"

Zapoznaj się ze znaczeniem słowa "zbaraniał" ;).

"nią niczym workiem gruszek"
Ciekawe porównanie, nie powiem...

Podsumowując sam tekst - takie tam sobie opowiadanko. Nie mam pojęcia, co chciałaś przez nie przekazać. Historia niezbyt ciekawa, pointy doszukać się nie idzie. Sam nie wiem co o tym myśleć. Ale fajnie, że opko, a nie kolejny wiersz. To chyba największy plus.
lina_91 dnia 31.05.2007 23:24
Ekhem, a gdzie to napisane, że żołnierskie spodnie? Moro jest chyba materiałem używanym w cywilu, co?

Nie, nie dałam mu tego nazwiska świadomie.

Co do broni, może masz i rację... Nie będę się kłócić, bo na ten temat brakuje mi pewnych wiadomości. Ale nie zgadzam się, że gliniarz nie może mieć swojej prywatnej broni poza służbą.

"sam nie wiem co o nim myśleć" - zjadłeś przecinek proszę Pana ;)
atreides dnia 31.05.2007 23:45
Moro to nie materiał, tylko wzór kamuflażu wojska polskiego, nie czytasz ze zrozumieniem co do Ciebie mówię.

Co do nazwiska - Wpisz sobie w google "Papała" ;)

Co do broni - możesz się nie zgadzać, ja Ci mówię jakie jest polskie prawo. Pracownicy służb mundurowych nie mogą mieć prywatnej broni palnej.

Jak ja jeden przecinek zjem w komencie, to da się przeboleć. Gorzej, jak ktoś je zjada w tekście, który wysyła do publikacji.
lina_91 dnia 31.05.2007 23:51
Pokaż mi, gdzie ja zjadłam jakiegokolwiek przecinka :/
lina_91 dnia 31.05.2007 23:52
A poza tym nieprawda, gliniarz może mieć broń prywtanie, jeśli ma pozwolenie.
MarcinD dnia 01.06.2007 07:39 Ocena: Bardzo dobre
No właśnie... nazwisko głównego bohatera należałoby zmienić, bo za bardzo się kojarzy. Poza tym ten matematyk... No i kilka mniejszych potknięć. Ale ogólnie - tekst bardzo dobry :).
Wiktor Orzel dnia 01.06.2007 08:34
lina - błąd w merytoryce jest poprawnie wskazany. Nie ma moro, tylko jest Camo ;) Moro używali Zomowcy :)
MarcinD dnia 01.06.2007 09:07 Ocena: Bardzo dobre
Ale to wynika z przyzwyczajenia ;). "Moro" to "od zawsze" był wojskowy strój ;).
atreides dnia 01.06.2007 10:29
MarcinD: Nazywanie "Moro" dowolnego kamuflażu, albo nie daj boże bojówek, to poważny błąd merytoryczny. Tak jakbyś na naleśnik mówił omlet.

Lina: Poproszę podstawę prawną, co do tego noszenia broni przez policję. Mój kolega jest policjantem od lat i się skarży cały czas, że na strzelnicę chodzi i policyjną i sportową itd. a swojej broni mieć nie może, bo prawo zabrania i policji i wojskowym posiadania prywatnej broni.

Gdzie zjadłaś przecinek? Właśnie problem w tym, że jest ich ZA DUŻO. Przykład: "Trumna, zasypana kwiatami, usta nielicznej rodziny, układające się w słowa, których ona nie słyszała, których nawet nie widziała za zalanymi łzami oczami - i potem ojciec.".

Po "trumna" nie powinno być przecinka.

A moja wzmianka o przecinkach tyczyła się raczej twojej literówki w pierwszym zdaniu tekstu, co jest niedopuszczalne po prostu. Ja rozumiem zgubić gdzieś literkę w środku tekstu, ale gdybyś WOGÓLE sprawdzała ten tekst przed wysłaniem, to byś od razu znalazła tę literówkę. I to jest właśnie to, czego ja się czepiam.
Satis-Verborum dnia 01.06.2007 15:21
Jesus, ale wy macie problemy...
Wiktor Orzel dnia 01.06.2007 16:40
po to jest ten portal Pucka ;)
lina_91 dnia 01.06.2007 17:37
Pucka, kto ma rację? Rozsądź!!

Art, a mój wujek gliniarz miał broń i stąd moje nieboskie zdziwienie na Twój zarzut.
lina_91 dnia 01.06.2007 17:37
A W OGÓLE pisze się osobno.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Florian Konrad
27/05/2022 21:02
A ja nie palę od 2008 :) Modami gardzę. Cytując klasykę:… »
wolnyduch
27/05/2022 19:17
Emocjonalne burze nam nie służą, ale ludzie wrażliwi są na… »
wolnyduch
27/05/2022 19:08
Dążenie do zapamiętania za wszelką cenę jest bez sensu, ale… »
wolnyduch
27/05/2022 18:41
Sądzę, że niejedna osoba się nad tym zastanawia. Nie wiem,… »
Yaro
27/05/2022 18:35
Dziękuję za komentarze :) Pozdrawiam Was serdecznie:) »
wolnyduch
27/05/2022 18:32
Msz, uszczypliwe półsłówka nie biorą się znikąd, no chyba,… »
wolnyduch
27/05/2022 18:18
Dobry wieczór D.U Dziękuję za czytanie, gratuluję, że… »
Zdzislaw
27/05/2022 14:40
Również pozdrawiam, Wolnyduchu :) »
d.urbanska
27/05/2022 12:40
Cudny wiersz. Malarski i emocjonalny. Bardzo mi się udał :)»
d.urbanska
27/05/2022 12:37
Wolnyduchu dziękuję za wizytę i ocenę. Też zastanawia mnie… »
Marian
27/05/2022 09:26
Tetu, bardzo dziękuję za odwiedziny i cieszę się, że tekst… »
Marian
27/05/2022 09:22
Wolnyduchu, dziękuję za wizytę i rzeczowy komentarz. »
wolnyduch
26/05/2022 21:04
Tak bywa, fajne. Pozdrawiam :) »
wolnyduch
26/05/2022 21:03
Ciekawie, z polotem i wyobraźnią, pozdrawiam serdecznie :) »
mike17
26/05/2022 20:59
Jarku, wiersz przejmujący i pełny treściowo. Dziś pieniądz… »
ShoutBox
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:45
  • Szanowna redakcjo! Na mój BLOG nikt nie może publikować. Jedynie komentować i wyrażać wszystko co wątrobie zalega. Zatem nie jestem [link]żeniem.
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:25
  • oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:20
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:18
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:15
  • Zabrakło znaków. Coś podobnego. A ja dopiero się rozkręcam. Zatem zapraszam wszystkich do mojego BLOGA, nieśmiałego. u mnie można o wszystkim, nie tylko o poezji. W ramach obowiązujących norm internet
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:08
  • Zapraszam na mojego nieśmiałego BLOGA. Wszystkich, nawet tych bez ślepej kiszki i z dwunastnicą zapasteryzowanymi metaforami. Co zrobić, trudno! Z żołądkiem zakwaszonym refluksem. RRRUU! Wszystko ule
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
Ostatnio widziani
Gości online:41
Najnowszy:Urok osobisty
Wspierają nas