Niekończąca się opowieść...
Portal Pisarski » Wspólne Pisanie » Proza
Autor
RE: Niekończąca się opowieść...
ekonomista Użytkownik
  • Postów: 252
  • Skąd:
Dodane dnia 21-12-2011 16:24
To było wczoraj, a dziś było tak samo. Ale jutro zobaczycie.
Następnie z wody wyszło gotowane jajko, które wcale nie było Ewą.
- Kurde, Żółwiu! Zróbmy coś obrzydliwie pięknego.
- Na przykład narysujmy różowego kotka.
- Jesteś sfiksowanym bogiem.
- A ty nabzdyczonym krasnalem, Stachu - Żółw szturchnął żołędzia rozeźlony, by wyrósł z niego wielki naprężony entuzjastycznym rozentuzjazmowaniem dąb i kiedy chciał go kopnąć znienacka zameczał. Już po chwili oboje gdakali całkiem perliście i szczebiotali na temat sinokoperkoworóżowych piór pewnej nietypowej latającej ryby, która miała zbawić świat. Dziewczęce rozważania przerwał grzmot nadchodzącej czarnej błyskawicy.
Rychu zamarł z ręką w morzu, gdyż chwycił ogon ryby latającej i w efekcie zarządzanie w bibliotece zyskało całkiem nowe możliwości. Oburzona ryba opluła Rycha ikrą i wrzuciła do cuchnącego silosu po kiszonce. Po chwili jednak Rychu odrodził się jako mała, niebieska landrynka wyssana przez żółwia w zeszły czwartek. Żółw wdeptał wszystkie zwierzęta morskie w muliste dno.
I to było najgorsze, co mógł uczynić, gdyż wówczas dupamacki sarmackiej ośmiornicy zawładnęły ciałem Stacha. Wpadł w trans i począł wieszczyć, wijąc się pełzająco w takt czardasza. Każdy palec wierzgał na inną melodię. Nos wydalał z siebie głos Żółwia, a w spodniach miał Lutra.
Rychu odwrócił się tyłem, ukazując porażający gromem piorun, wbity w sam środek spuchniętej łopatki. Luter wydostał się z ciasnej szpary w spodniach, by zamachnąć się szpadlem leżącym nieopodal zeschłego stogu gałęzi.
Jego tezy obrażały interes zarówno Adama, jak i innych biznesmenów, ale najbardziej urażony poczuł się papież myszy, Mysigor. Był niewątpliwie zadziornym organizatorem. Żółw mówił, że ekscytujące jest drażnienie Mysigora, gdyż staje się wówczas wyjątkowo buńczuczny oraz uroczy jednocześnie.
Z niesłabnącym przekonaniem peroruje o wyższości maluczkich nad Żółwiem i jego stworzeniem.
- Herezja i propaganda!
Rzucony zarzut wywołał reakcję w postaci eskalacji enigmatycznego egocentryzmu eksplodującego.
- Paszoł won durak
Na to kuriozum odezwał się Mysigor
-Job twoju mać
Pojawił się Hitler, a właściwie jego duch.
- Sieg Mysigor! - zagotowawszy się strzelił obcasami. - Ich habe gekommen!
Następnie rozpłynął się. Wrócił tam, gdzie diabeł mówi dobranoc. Żółw był zadowolony. Zachwycił się faktem, że potężny sojusznik wyleciał ponad poziomy. Kuriozum oscylowało wokół irytującego braku możliwości. Ale wracając - Żółw stwierdził, że ktoś - najprawdopodobniej musztardówka - pomalował jego ukochaną skorupę. Spowodowało to nagłą chęć krwawej zemsty. Wyciągnął ziemniaka, którym trafił Mysigora w potylicę, a potem rąbnął go skorupą. Zebrało się konklawe, zaczęło się głosowanie.
- Jestem za Żółwiem! - powiedział Egon Olsen.
- Ja za Rychem! - ogłosił spokojnie Żółw. Wtedy się zaczęło!
- Tylko nie Rychu! Nie zgadzam się! Rychu musi odejść!!! - krzyczał Belzebub, który zamanifestował drapieżnie swój sprzeciw po wyjściu za skorupy Żółwia.
- Spadaj Rychu - powiedział Egon Olsen. Następnie spojrzał na Żółwia.
- Żółw! Żółw! Żółw! - powtórzyło echo. Niemniej po chwili podreptało ciągnąc za sobą
Do góry
Autor
RE: Niekończąca się opowieść...
Wasinka Użytkownik
  • Postów: 4334
  • Skąd:
Dodane dnia 21-12-2011 19:05
To było wczoraj, a dziś było tak samo. Ale jutro zobaczycie.
Następnie z wody wyszło gotowane jajko, które wcale nie było Ewą.
- Kurde, Żółwiu! Zróbmy coś obrzydliwie pięknego.
- Na przykład narysujmy różowego kotka.
- Jesteś sfiksowanym bogiem.
- A ty nabzdyczonym krasnalem, Stachu - Żółw szturchnął żołędzia rozeźlony, by wyrósł z niego wielki naprężony entuzjastycznym rozentuzjazmowaniem dąb i kiedy chciał go kopnąć znienacka zameczał. Już po chwili oboje gdakali całkiem perliście i szczebiotali na temat sinokoperkoworóżowych piór pewnej nietypowej latającej ryby, która miała zbawić świat. Dziewczęce rozważania przerwał grzmot nadchodzącej czarnej błyskawicy.
Rychu zamarł z ręką w morzu, gdyż chwycił ogon ryby latającej i w efekcie zarządzanie w bibliotece zyskało całkiem nowe możliwości. Oburzona ryba opluła Rycha ikrą i wrzuciła do cuchnącego silosu po kiszonce. Po chwili jednak Rychu odrodził się jako mała, niebieska landrynka wyssana przez żółwia w zeszły czwartek. Żółw wdeptał wszystkie zwierzęta morskie w muliste dno.
I to było najgorsze, co mógł uczynić, gdyż wówczas dupamacki sarmackiej ośmiornicy zawładnęły ciałem Stacha. Wpadł w trans i począł wieszczyć, wijąc się pełzająco w takt czardasza. Każdy palec wierzgał na inną melodię. Nos wydalał z siebie głos Żółwia, a w spodniach miał Lutra.
Rychu odwrócił się tyłem, ukazując porażający gromem piorun, wbity w sam środek spuchniętej łopatki. Luter wydostał się z ciasnej szpary w spodniach, by zamachnąć się szpadlem leżącym nieopodal zeschłego stogu gałęzi.
Jego tezy obrażały interes zarówno Adama, jak i innych biznesmenów, ale najbardziej urażony poczuł się papież myszy, Mysigor. Był niewątpliwie zadziornym organizatorem. Żółw mówił, że ekscytujące jest drażnienie Mysigora, gdyż staje się wówczas wyjątkowo buńczuczny oraz uroczy jednocześnie.
Z niesłabnącym przekonaniem peroruje o wyższości maluczkich nad Żółwiem i jego stworzeniem.
- Herezja i propaganda!
Rzucony zarzut wywołał reakcję w postaci eskalacji enigmatycznego egocentryzmu eksplodującego.
- Paszoł won durak
Na to kuriozum odezwał się Mysigor
-Job twoju mać
Pojawił się Hitler, a właściwie jego duch.
- Sieg Mysigor! - zagotowawszy się strzelił obcasami. - Ich habe gekommen!
Następnie rozpłynął się. Wrócił tam, gdzie diabeł mówi dobranoc. Żółw był zadowolony. Zachwycił się faktem, że potężny sojusznik wyleciał ponad poziomy. Kuriozum oscylowało wokół irytującego braku możliwości. Ale wracając - Żółw stwierdził, że ktoś - najprawdopodobniej musztardówka - pomalował jego ukochaną skorupę. Spowodowało to nagłą chęć krwawej zemsty. Wyciągnął ziemniaka, którym trafił Mysigora w potylicę, a potem rąbnął go skorupą. Zebrało się konklawe, zaczęło się głosowanie.
- Jestem za Żółwiem! - powiedział Egon Olsen.
- Ja za Rychem! - ogłosił spokojnie Żółw. Wtedy się zaczęło!
- Tylko nie Rychu! Nie zgadzam się! Rychu musi odejść!!! - krzyczał Belzebub, który zamanifestował drapieżnie swój sprzeciw po wyjściu za skorupy Żółwia.
- Spadaj Rychu - powiedział Egon Olsen. Następnie spojrzał na Żółwia.
- Żółw! Żółw! Żółw! - powtórzyło echo. Niemniej po chwili podreptało, ciągnąc za sobą podrygującą skorupę, ku
Do góry
Autor
RE: Niekończąca się opowieść...
ekonomista Użytkownik
  • Postów: 252
  • Skąd:
Dodane dnia 21-12-2011 20:11
To było wczoraj, a dziś było tak samo. Ale jutro zobaczycie.
Następnie z wody wyszło gotowane jajko, które wcale nie było Ewą.
- Kurde, Żółwiu! Zróbmy coś obrzydliwie pięknego.
- Na przykład narysujmy różowego kotka.
- Jesteś sfiksowanym bogiem.
- A ty nabzdyczonym krasnalem, Stachu - Żółw szturchnął żołędzia rozeźlony, by wyrósł z niego wielki naprężony entuzjastycznym rozentuzjazmowaniem dąb i kiedy chciał go kopnąć znienacka zameczał. Już po chwili oboje gdakali całkiem perliście i szczebiotali na temat sinokoperkoworóżowych piór pewnej nietypowej latającej ryby, która miała zbawić świat. Dziewczęce rozważania przerwał grzmot nadchodzącej czarnej błyskawicy.
Rychu zamarł z ręką w morzu, gdyż chwycił ogon ryby latającej i w efekcie zarządzanie w bibliotece zyskało całkiem nowe możliwości. Oburzona ryba opluła Rycha ikrą i wrzuciła do cuchnącego silosu po kiszonce. Po chwili jednak Rychu odrodził się jako mała, niebieska landrynka wyssana przez żółwia w zeszły czwartek. Żółw wdeptał wszystkie zwierzęta morskie w muliste dno.
I to było najgorsze, co mógł uczynić, gdyż wówczas dupamacki sarmackiej ośmiornicy zawładnęły ciałem Stacha. Wpadł w trans i począł wieszczyć, wijąc się pełzająco w takt czardasza. Każdy palec wierzgał na inną melodię. Nos wydalał z siebie głos Żółwia, a w spodniach miał Lutra.
Rychu odwrócił się tyłem, ukazując porażający gromem piorun, wbity w sam środek spuchniętej łopatki. Luter wydostał się z ciasnej szpary w spodniach, by zamachnąć się szpadlem leżącym nieopodal zeschłego stogu gałęzi.
Jego tezy obrażały interes zarówno Adama, jak i innych biznesmenów, ale najbardziej urażony poczuł się papież myszy, Mysigor. Był niewątpliwie zadziornym organizatorem. Żółw mówił, że ekscytujące jest drażnienie Mysigora, gdyż staje się wówczas wyjątkowo buńczuczny oraz uroczy jednocześnie.
Z niesłabnącym przekonaniem peroruje o wyższości maluczkich nad Żółwiem i jego stworzeniem.
- Herezja i propaganda!
Rzucony zarzut wywołał reakcję w postaci eskalacji enigmatycznego egocentryzmu eksplodującego.
- Paszoł won durak
Na to kuriozum odezwał się Mysigor
-Job twoju mać
Pojawił się Hitler, a właściwie jego duch.
- Sieg Mysigor! - zagotowawszy się strzelił obcasami. - Ich habe gekommen!
Następnie rozpłynął się. Wrócił tam, gdzie diabeł mówi dobranoc. Żółw był zadowolony. Zachwycił się faktem, że potężny sojusznik wyleciał ponad poziomy. Kuriozum oscylowało wokół irytującego braku możliwości. Ale wracając - Żółw stwierdził, że ktoś - najprawdopodobniej musztardówka - pomalował jego ukochaną skorupę. Spowodowało to nagłą chęć krwawej zemsty. Wyciągnął ziemniaka, którym trafił Mysigora w potylicę, a potem rąbnął go skorupą. Zebrało się konklawe, zaczęło się głosowanie.
- Jestem za Żółwiem! - powiedział Egon Olsen.
- Ja za Rychem! - ogłosił spokojnie Żółw. Wtedy się zaczęło!
- Tylko nie Rychu! Nie zgadzam się! Rychu musi odejść!!! - krzyczał Belzebub, który zamanifestował drapieżnie swój sprzeciw po wyjściu za skorupy Żółwia.
- Spadaj Rychu - powiedział Egon Olsen. Następnie spojrzał na Żółwia.
- Żółw! Żółw! Żółw! - powtórzyło echo. Niemniej po chwili podreptało, ciągnąc za sobą podrygującą skorupę, ku zdumieniu wszystkich obecnych
Do góry
Autor
RE: Niekończąca się opowieść...
Wasinka Użytkownik
  • Postów: 4334
  • Skąd:
Dodane dnia 21-12-2011 20:55
To było wczoraj, a dziś było tak samo. Ale jutro zobaczycie.
Następnie z wody wyszło gotowane jajko, które wcale nie było Ewą.
- Kurde, Żółwiu! Zróbmy coś obrzydliwie pięknego.
- Na przykład narysujmy różowego kotka.
- Jesteś sfiksowanym bogiem.
- A ty nabzdyczonym krasnalem, Stachu - Żółw szturchnął żołędzia rozeźlony, by wyrósł z niego wielki naprężony entuzjastycznym rozentuzjazmowaniem dąb i kiedy chciał go kopnąć znienacka zameczał. Już po chwili oboje gdakali całkiem perliście i szczebiotali na temat sinokoperkoworóżowych piór pewnej nietypowej latającej ryby, która miała zbawić świat. Dziewczęce rozważania przerwał grzmot nadchodzącej czarnej błyskawicy.
Rychu zamarł z ręką w morzu, gdyż chwycił ogon ryby latającej i w efekcie zarządzanie w bibliotece zyskało całkiem nowe możliwości. Oburzona ryba opluła Rycha ikrą i wrzuciła do cuchnącego silosu po kiszonce. Po chwili jednak Rychu odrodził się jako mała, niebieska landrynka wyssana przez żółwia w zeszły czwartek. Żółw wdeptał wszystkie zwierzęta morskie w muliste dno.
I to było najgorsze, co mógł uczynić, gdyż wówczas dupamacki sarmackiej ośmiornicy zawładnęły ciałem Stacha. Wpadł w trans i począł wieszczyć, wijąc się pełzająco w takt czardasza. Każdy palec wierzgał na inną melodię. Nos wydalał z siebie głos Żółwia, a w spodniach miał Lutra.
Rychu odwrócił się tyłem, ukazując porażający gromem piorun, wbity w sam środek spuchniętej łopatki. Luter wydostał się z ciasnej szpary w spodniach, by zamachnąć się szpadlem leżącym nieopodal zeschłego stogu gałęzi.
Jego tezy obrażały interes zarówno Adama, jak i innych biznesmenów, ale najbardziej urażony poczuł się papież myszy, Mysigor. Był niewątpliwie zadziornym organizatorem. Żółw mówił, że ekscytujące jest drażnienie Mysigora, gdyż staje się wówczas wyjątkowo buńczuczny oraz uroczy jednocześnie.
Z niesłabnącym przekonaniem peroruje o wyższości maluczkich nad Żółwiem i jego stworzeniem.
- Herezja i propaganda!
Rzucony zarzut wywołał reakcję w postaci eskalacji enigmatycznego egocentryzmu eksplodującego.
- Paszoł won durak
Na to kuriozum odezwał się Mysigor
-Job twoju mać
Pojawił się Hitler, a właściwie jego duch.
- Sieg Mysigor! - zagotowawszy się strzelił obcasami. - Ich habe gekommen!
Następnie rozpłynął się. Wrócił tam, gdzie diabeł mówi dobranoc. Żółw był zadowolony. Zachwycił się faktem, że potężny sojusznik wyleciał ponad poziomy. Kuriozum oscylowało wokół irytującego braku możliwości. Ale wracając - Żółw stwierdził, że ktoś - najprawdopodobniej musztardówka - pomalował jego ukochaną skorupę. Spowodowało to nagłą chęć krwawej zemsty. Wyciągnął ziemniaka, którym trafił Mysigora w potylicę, a potem rąbnął go skorupą. Zebrało się konklawe, zaczęło się głosowanie.
- Jestem za Żółwiem! - powiedział Egon Olsen.
- Ja za Rychem! - ogłosił spokojnie Żółw. Wtedy się zaczęło!
- Tylko nie Rychu! Nie zgadzam się! Rychu musi odejść!!! - krzyczał Belzebub, który zamanifestował drapieżnie swój sprzeciw po wyjściu za skorupy Żółwia.
- Spadaj Rychu - powiedział Egon Olsen. Następnie spojrzał na Żółwia.
- Żółw! Żółw! Żółw! - powtórzyło echo. Niemniej po chwili podreptało, ciągnąc za sobą podrygującą skorupę, ku zdumieniu wszystkich obecnych w kierunku Stacha
Do góry
Autor
RE: Niekończąca się opowieść...
ekonomista Użytkownik
  • Postów: 252
  • Skąd:
Dodane dnia 21-12-2011 21:09
To było wczoraj, a dziś było tak samo. Ale jutro zobaczycie.
Następnie z wody wyszło gotowane jajko, które wcale nie było Ewą.
- Kurde, Żółwiu! Zróbmy coś obrzydliwie pięknego.
- Na przykład narysujmy różowego kotka.
- Jesteś sfiksowanym bogiem.
- A ty nabzdyczonym krasnalem, Stachu - Żółw szturchnął żołędzia rozeźlony, by wyrósł z niego wielki naprężony entuzjastycznym rozentuzjazmowaniem dąb i kiedy chciał go kopnąć znienacka zameczał. Już po chwili oboje gdakali całkiem perliście i szczebiotali na temat sinokoperkoworóżowych piór pewnej nietypowej latającej ryby, która miała zbawić świat. Dziewczęce rozważania przerwał grzmot nadchodzącej czarnej błyskawicy.
Rychu zamarł z ręką w morzu, gdyż chwycił ogon ryby latającej i w efekcie zarządzanie w bibliotece zyskało całkiem nowe możliwości. Oburzona ryba opluła Rycha ikrą i wrzuciła do cuchnącego silosu po kiszonce. Po chwili jednak Rychu odrodził się jako mała, niebieska landrynka wyssana przez żółwia w zeszły czwartek. Żółw wdeptał wszystkie zwierzęta morskie w muliste dno.
I to było najgorsze, co mógł uczynić, gdyż wówczas dupamacki sarmackiej ośmiornicy zawładnęły ciałem Stacha. Wpadł w trans i począł wieszczyć, wijąc się pełzająco w takt czardasza. Każdy palec wierzgał na inną melodię. Nos wydalał z siebie głos Żółwia, a w spodniach miał Lutra.
Rychu odwrócił się tyłem, ukazując porażający gromem piorun, wbity w sam środek spuchniętej łopatki. Luter wydostał się z ciasnej szpary w spodniach, by zamachnąć się szpadlem leżącym nieopodal zeschłego stogu gałęzi.
Jego tezy obrażały interes zarówno Adama, jak i innych biznesmenów, ale najbardziej urażony poczuł się papież myszy, Mysigor. Był niewątpliwie zadziornym organizatorem. Żółw mówił, że ekscytujące jest drażnienie Mysigora, gdyż staje się wówczas wyjątkowo buńczuczny oraz uroczy jednocześnie.
Z niesłabnącym przekonaniem peroruje o wyższości maluczkich nad Żółwiem i jego stworzeniem.
- Herezja i propaganda!
Rzucony zarzut wywołał reakcję w postaci eskalacji enigmatycznego egocentryzmu eksplodującego.
- Paszoł won durak
Na to kuriozum odezwał się Mysigor
-Job twoju mać
Pojawił się Hitler, a właściwie jego duch.
- Sieg Mysigor! - zagotowawszy się strzelił obcasami. - Ich habe gekommen!
Następnie rozpłynął się. Wrócił tam, gdzie diabeł mówi dobranoc. Żółw był zadowolony. Zachwycił się faktem, że potężny sojusznik wyleciał ponad poziomy. Kuriozum oscylowało wokół irytującego braku możliwości. Ale wracając - Żółw stwierdził, że ktoś - najprawdopodobniej musztardówka - pomalował jego ukochaną skorupę. Spowodowało to nagłą chęć krwawej zemsty. Wyciągnął ziemniaka, którym trafił Mysigora w potylicę, a potem rąbnął go skorupą. Zebrało się konklawe, zaczęło się głosowanie.
- Jestem za Żółwiem! - powiedział Egon Olsen.
- Ja za Rychem! - ogłosił spokojnie Żółw. Wtedy się zaczęło!
- Tylko nie Rychu! Nie zgadzam się! Rychu musi odejść!!! - krzyczał Belzebub, który zamanifestował drapieżnie swój sprzeciw po wyjściu za skorupy Żółwia.
- Spadaj Rychu - powiedział Egon Olsen. Następnie spojrzał na Żółwia.
- Żółw! Żółw! Żółw! - powtórzyło echo. Niemniej po chwili podreptało, ciągnąc za sobą podrygującą skorupę, ku zdumieniu wszystkich obecnych w kierunku Stacha.
- Kto zamawiał pizzę?! -
Do góry
Autor
RE: Niekończąca się opowieść...
Olaf Tumski Użytkownik
  • Postów: 157
  • Skąd: Poznań
Dodane dnia 21-12-2011 21:59
To było wczoraj, a dziś było tak samo. Ale jutro zobaczycie.
Następnie z wody wyszło gotowane jajko, które wcale nie było Ewą.
- Kurde, Żółwiu! Zróbmy coś obrzydliwie pięknego.
- Na przykład narysujmy różowego kotka.
- Jesteś sfiksowanym bogiem.
- A ty nabzdyczonym krasnalem, Stachu - Żółw szturchnął żołędzia rozeźlony, by wyrósł z niego wielki naprężony entuzjastycznym rozentuzjazmowaniem dąb i kiedy chciał go kopnąć znienacka zameczał. Już po chwili oboje gdakali całkiem perliście i szczebiotali na temat sinokoperkoworóżowych piór pewnej nietypowej latającej ryby, która miała zbawić świat. Dziewczęce rozważania przerwał grzmot nadchodzącej czarnej błyskawicy.
Rychu zamarł z ręką w morzu, gdyż chwycił ogon ryby latającej i w efekcie zarządzanie w bibliotece zyskało całkiem nowe możliwości. Oburzona ryba opluła Rycha ikrą i wrzuciła do cuchnącego silosu po kiszonce. Po chwili jednak Rychu odrodził się jako mała, niebieska landrynka wyssana przez żółwia w zeszły czwartek. Żółw wdeptał wszystkie zwierzęta morskie w muliste dno.
I to było najgorsze, co mógł uczynić, gdyż wówczas dupamacki sarmackiej ośmiornicy zawładnęły ciałem Stacha. Wpadł w trans i począł wieszczyć, wijąc się pełzająco w takt czardasza. Każdy palec wierzgał na inną melodię. Nos wydalał z siebie głos Żółwia, a w spodniach miał Lutra.
Rychu odwrócił się tyłem, ukazując porażający gromem piorun, wbity w sam środek spuchniętej łopatki. Luter wydostał się z ciasnej szpary w spodniach, by zamachnąć się szpadlem leżącym nieopodal zeschłego stogu gałęzi.
Jego tezy obrażały interes zarówno Adama, jak i innych biznesmenów, ale najbardziej urażony poczuł się papież myszy, Mysigor. Był niewątpliwie zadziornym organizatorem. Żółw mówił, że ekscytujące jest drażnienie Mysigora, gdyż staje się wówczas wyjątkowo buńczuczny oraz uroczy jednocześnie.
Z niesłabnącym przekonaniem peroruje o wyższości maluczkich nad Żółwiem i jego stworzeniem.
- Herezja i propaganda!
Rzucony zarzut wywołał reakcję w postaci eskalacji enigmatycznego egocentryzmu eksplodującego.
- Paszoł won durak
Na to kuriozum odezwał się Mysigor
-Job twoju mać
Pojawił się Hitler, a właściwie jego duch.
- Sieg Mysigor! - zagotowawszy się strzelił obcasami. - Ich habe gekommen!
Następnie rozpłynął się. Wrócił tam, gdzie diabeł mówi dobranoc. Żółw był zadowolony. Zachwycił się faktem, że potężny sojusznik wyleciał ponad poziomy. Kuriozum oscylowało wokół irytującego braku możliwości. Ale wracając - Żółw stwierdził, że ktoś - najprawdopodobniej musztardówka - pomalował jego ukochaną skorupę. Spowodowało to nagłą chęć krwawej zemsty. Wyciągnął ziemniaka, którym trafił Mysigora w potylicę, a potem rąbnął go skorupą. Zebrało się konklawe, zaczęło się głosowanie.
- Jestem za Żółwiem! - powiedział Egon Olsen.
- Ja za Rychem! - ogłosił spokojnie Żółw. Wtedy się zaczęło!
- Tylko nie Rychu! Nie zgadzam się! Rychu musi odejść!!! - krzyczał Belzebub, który zamanifestował drapieżnie swój sprzeciw po wyjściu za skorupy Żółwia.
- Spadaj Rychu - powiedział Egon Olsen. Następnie spojrzał na Żółwia.
- Żółw! Żółw! Żółw! - powtórzyło echo. Niemniej po chwili podreptało, ciągnąc za sobą podrygującą skorupę, ku zdumieniu wszystkich obecnych w kierunku Stacha.
- Kto zamawiał pizzę?! - pienił się Olsen.
http://olaftumski.blogspot.com/
Pisanie jest najlepszą odtrutką na wszystkie śmieci tego świata
https://www.facebook.com/tumskiolaf/
https://www.e-bookowo.pl/nasi-autorzy/olaf-tumski.html
Do góry
Autor
RE: Niekończąca się opowieść...
ekonomista Użytkownik
  • Postów: 252
  • Skąd:
Dodane dnia 21-12-2011 22:05
To było wczoraj, a dziś było tak samo. Ale jutro zobaczycie.
Następnie z wody wyszło gotowane jajko, które wcale nie było Ewą.
- Kurde, Żółwiu! Zróbmy coś obrzydliwie pięknego.
- Na przykład narysujmy różowego kotka.
- Jesteś sfiksowanym bogiem.
- A ty nabzdyczonym krasnalem, Stachu - Żółw szturchnął żołędzia rozeźlony, by wyrósł z niego wielki naprężony entuzjastycznym rozentuzjazmowaniem dąb i kiedy chciał go kopnąć znienacka zameczał. Już po chwili oboje gdakali całkiem perliście i szczebiotali na temat sinokoperkoworóżowych piór pewnej nietypowej latającej ryby, która miała zbawić świat. Dziewczęce rozważania przerwał grzmot nadchodzącej czarnej błyskawicy.
Rychu zamarł z ręką w morzu, gdyż chwycił ogon ryby latającej i w efekcie zarządzanie w bibliotece zyskało całkiem nowe możliwości. Oburzona ryba opluła Rycha ikrą i wrzuciła do cuchnącego silosu po kiszonce. Po chwili jednak Rychu odrodził się jako mała, niebieska landrynka wyssana przez żółwia w zeszły czwartek. Żółw wdeptał wszystkie zwierzęta morskie w muliste dno.
I to było najgorsze, co mógł uczynić, gdyż wówczas dupamacki sarmackiej ośmiornicy zawładnęły ciałem Stacha. Wpadł w trans i począł wieszczyć, wijąc się pełzająco w takt czardasza. Każdy palec wierzgał na inną melodię. Nos wydalał z siebie głos Żółwia, a w spodniach miał Lutra.
Rychu odwrócił się tyłem, ukazując porażający gromem piorun, wbity w sam środek spuchniętej łopatki. Luter wydostał się z ciasnej szpary w spodniach, by zamachnąć się szpadlem leżącym nieopodal zeschłego stogu gałęzi.
Jego tezy obrażały interes zarówno Adama, jak i innych biznesmenów, ale najbardziej urażony poczuł się papież myszy, Mysigor. Był niewątpliwie zadziornym organizatorem. Żółw mówił, że ekscytujące jest drażnienie Mysigora, gdyż staje się wówczas wyjątkowo buńczuczny oraz uroczy jednocześnie.
Z niesłabnącym przekonaniem peroruje o wyższości maluczkich nad Żółwiem i jego stworzeniem.
- Herezja i propaganda!
Rzucony zarzut wywołał reakcję w postaci eskalacji enigmatycznego egocentryzmu eksplodującego.
- Paszoł won durak
Na to kuriozum odezwał się Mysigor
-Job twoju mać
Pojawił się Hitler, a właściwie jego duch.
- Sieg Mysigor! - zagotowawszy się strzelił obcasami. - Ich habe gekommen!
Następnie rozpłynął się. Wrócił tam, gdzie diabeł mówi dobranoc. Żółw był zadowolony. Zachwycił się faktem, że potężny sojusznik wyleciał ponad poziomy. Kuriozum oscylowało wokół irytującego braku możliwości. Ale wracając - Żółw stwierdził, że ktoś - najprawdopodobniej musztardówka - pomalował jego ukochaną skorupę. Spowodowało to nagłą chęć krwawej zemsty. Wyciągnął ziemniaka, którym trafił Mysigora w potylicę, a potem rąbnął go skorupą. Zebrało się konklawe, zaczęło się głosowanie.
- Jestem za Żółwiem! - powiedział Egon Olsen.
- Ja za Rychem! - ogłosił spokojnie Żółw. Wtedy się zaczęło!
- Tylko nie Rychu! Nie zgadzam się! Rychu musi odejść!!! - krzyczał Belzebub, który zamanifestował drapieżnie swój sprzeciw po wyjściu za skorupy Żółwia.
- Spadaj Rychu - powiedział Egon Olsen. Następnie spojrzał na Żółwia.
- Żółw! Żółw! Żółw! - powtórzyło echo. Niemniej po chwili podreptało, ciągnąc za sobą podrygującą skorupę, ku zdumieniu wszystkich obecnych w kierunku Stacha.
- Kto zamawiał pizzę?! - pienił się Olsen. - Dlaczego jest bez
Do góry
Autor
RE: Niekończąca się opowieść...
Olaf Tumski Użytkownik
  • Postów: 157
  • Skąd: Poznań
Dodane dnia 21-12-2011 22:26
To było wczoraj, a dziś było tak samo. Ale jutro zobaczycie.
Następnie z wody wyszło gotowane jajko, które wcale nie było Ewą.
- Kurde, Żółwiu! Zróbmy coś obrzydliwie pięknego.
- Na przykład narysujmy różowego kotka.
- Jesteś sfiksowanym bogiem.
- A ty nabzdyczonym krasnalem, Stachu - Żółw szturchnął żołędzia rozeźlony, by wyrósł z niego wielki naprężony entuzjastycznym rozentuzjazmowaniem dąb i kiedy chciał go kopnąć znienacka zameczał. Już po chwili oboje gdakali całkiem perliście i szczebiotali na temat sinokoperkoworóżowych piór pewnej nietypowej latającej ryby, która miała zbawić świat. Dziewczęce rozważania przerwał grzmot nadchodzącej czarnej błyskawicy.
Rychu zamarł z ręką w morzu, gdyż chwycił ogon ryby latającej i w efekcie zarządzanie w bibliotece zyskało całkiem nowe możliwości. Oburzona ryba opluła Rycha ikrą i wrzuciła do cuchnącego silosu po kiszonce. Po chwili jednak Rychu odrodził się jako mała, niebieska landrynka wyssana przez żółwia w zeszły czwartek. Żółw wdeptał wszystkie zwierzęta morskie w muliste dno.
I to było najgorsze, co mógł uczynić, gdyż wówczas dupamacki sarmackiej ośmiornicy zawładnęły ciałem Stacha. Wpadł w trans i począł wieszczyć, wijąc się pełzająco w takt czardasza. Każdy palec wierzgał na inną melodię. Nos wydalał z siebie głos Żółwia, a w spodniach miał Lutra.
Rychu odwrócił się tyłem, ukazując porażający gromem piorun, wbity w sam środek spuchniętej łopatki. Luter wydostał się z ciasnej szpary w spodniach, by zamachnąć się szpadlem leżącym nieopodal zeschłego stogu gałęzi.
Jego tezy obrażały interes zarówno Adama, jak i innych biznesmenów, ale najbardziej urażony poczuł się papież myszy, Mysigor. Był niewątpliwie zadziornym organizatorem. Żółw mówił, że ekscytujące jest drażnienie Mysigora, gdyż staje się wówczas wyjątkowo buńczuczny oraz uroczy jednocześnie.
Z niesłabnącym przekonaniem peroruje o wyższości maluczkich nad Żółwiem i jego stworzeniem.
- Herezja i propaganda!
Rzucony zarzut wywołał reakcję w postaci eskalacji enigmatycznego egocentryzmu eksplodującego.
- Paszoł won durak
Na to kuriozum odezwał się Mysigor
-Job twoju mać
Pojawił się Hitler, a właściwie jego duch.
- Sieg Mysigor! - zagotowawszy się strzelił obcasami. - Ich habe gekommen!
Następnie rozpłynął się. Wrócił tam, gdzie diabeł mówi dobranoc. Żółw był zadowolony. Zachwycił się faktem, że potężny sojusznik wyleciał ponad poziomy. Kuriozum oscylowało wokół irytującego braku możliwości. Ale wracając - Żółw stwierdził, że ktoś - najprawdopodobniej musztardówka - pomalował jego ukochaną skorupę. Spowodowało to nagłą chęć krwawej zemsty. Wyciągnął ziemniaka, którym trafił Mysigora w potylicę, a potem rąbnął go skorupą. Zebrało się konklawe, zaczęło się głosowanie.
- Jestem za Żółwiem! - powiedział Egon Olsen.
- Ja za Rychem! - ogłosił spokojnie Żółw. Wtedy się zaczęło!
- Tylko nie Rychu! Nie zgadzam się! Rychu musi odejść!!! - krzyczał Belzebub, który zamanifestował drapieżnie swój sprzeciw po wyjściu za skorupy Żółwia.
- Spadaj Rychu - powiedział Egon Olsen. Następnie spojrzał na Żółwia.
- Żółw! Żółw! Żółw! - powtórzyło echo. Niemniej po chwili podreptało, ciągnąc za sobą podrygującą skorupę, ku zdumieniu wszystkich obecnych w kierunku Stacha.
- Kto zamawiał pizzę?! - pienił się Olsen. - Dlaczego jest bez karczochów, oliwek i cebuli?!
http://olaftumski.blogspot.com/
Pisanie jest najlepszą odtrutką na wszystkie śmieci tego świata
https://www.facebook.com/tumskiolaf/
https://www.e-bookowo.pl/nasi-autorzy/olaf-tumski.html
Do góry
Autor
RE: Niekończąca się opowieść...
Usunięty Gość
  • Postów:
  • Skąd:
Dodane dnia 21-12-2011 23:00
To było wczoraj, a dziś było tak samo. Ale jutro zobaczycie.
Następnie z wody wyszło gotowane jajko, które wcale nie było Ewą.
- Kurde, Żółwiu! Zróbmy coś obrzydliwie pięknego.
- Na przykład narysujmy różowego kotka.
- Jesteś sfiksowanym bogiem.
- A ty nabzdyczonym krasnalem, Stachu - Żółw szturchnął żołędzia rozeźlony, by wyrósł z niego wielki naprężony entuzjastycznym rozentuzjazmowaniem dąb i kiedy chciał go kopnąć znienacka zameczał. Już po chwili oboje gdakali całkiem perliście i szczebiotali na temat sinokoperkoworóżowych piór pewnej nietypowej latającej ryby, która miała zbawić świat. Dziewczęce rozważania przerwał grzmot nadchodzącej czarnej błyskawicy.
Rychu zamarł z ręką w morzu, gdyż chwycił ogon ryby latającej i w efekcie zarządzanie w bibliotece zyskało całkiem nowe możliwości. Oburzona ryba opluła Rycha ikrą i wrzuciła do cuchnącego silosu po kiszonce. Po chwili jednak Rychu odrodził się jako mała, niebieska landrynka wyssana przez żółwia w zeszły czwartek. Żółw wdeptał wszystkie zwierzęta morskie w muliste dno.
I to było najgorsze, co mógł uczynić, gdyż wówczas dupamacki sarmackiej ośmiornicy zawładnęły ciałem Stacha. Wpadł w trans i począł wieszczyć, wijąc się pełzająco w takt czardasza. Każdy palec wierzgał na inną melodię. Nos wydalał z siebie głos Żółwia, a w spodniach miał Lutra.
Rychu odwrócił się tyłem, ukazując porażający gromem piorun, wbity w sam środek spuchniętej łopatki. Luter wydostał się z ciasnej szpary w spodniach, by zamachnąć się szpadlem leżącym nieopodal zeschłego stogu gałęzi.
Jego tezy obrażały interes zarówno Adama, jak i innych biznesmenów, ale najbardziej urażony poczuł się papież myszy, Mysigor. Był niewątpliwie zadziornym organizatorem. Żółw mówił, że ekscytujące jest drażnienie Mysigora, gdyż staje się wówczas wyjątkowo buńczuczny oraz uroczy jednocześnie.
Z niesłabnącym przekonaniem peroruje o wyższości maluczkich nad Żółwiem i jego stworzeniem.
- Herezja i propaganda!
Rzucony zarzut wywołał reakcję w postaci eskalacji enigmatycznego egocentryzmu eksplodującego.
- Paszoł won durak
Na to kuriozum odezwał się Mysigor
-Job twoju mać
Pojawił się Hitler, a właściwie jego duch.
- Sieg Mysigor! - zagotowawszy się strzelił obcasami. - Ich habe gekommen!
Następnie rozpłynął się. Wrócił tam, gdzie diabeł mówi dobranoc. Żółw był zadowolony. Zachwycił się faktem, że potężny sojusznik wyleciał ponad poziomy. Kuriozum oscylowało wokół irytującego braku możliwości. Ale wracając - Żółw stwierdził, że ktoś - najprawdopodobniej musztardówka - pomalował jego ukochaną skorupę. Spowodowało to nagłą chęć krwawej zemsty. Wyciągnął ziemniaka, którym trafił Mysigora w potylicę, a potem rąbnął go skorupą. Zebrało się konklawe, zaczęło się głosowanie.
- Jestem za Żółwiem! - powiedział Egon Olsen.
- Ja za Rychem! - ogłosił spokojnie Żółw. Wtedy się zaczęło!
- Tylko nie Rychu! Nie zgadzam się! Rychu musi odejść!!! - krzyczał Belzebub, który zamanifestował drapieżnie swój sprzeciw po wyjściu za skorupy Żółwia.
- Spadaj Rychu - powiedział Egon Olsen. Następnie spojrzał na Żółwia.
- Żółw! Żółw! Żółw! - powtórzyło echo. Niemniej po chwili podreptało, ciągnąc za sobą podrygującą skorupę, ku zdumieniu wszystkich obecnych w kierunku Stacha.
- Kto zamawiał pizzę?! - pienił się Olsen. - Dlaczego jest bez karczochów, oliwek i cebuli?!
Wzburzony tym faktem
Do góry
Autor
RE: Niekończąca się opowieść...
ekonomista Użytkownik
  • Postów: 252
  • Skąd:
Dodane dnia 22-12-2011 00:27
To było wczoraj, a dziś było tak samo. Ale jutro zobaczycie.
Następnie z wody wyszło gotowane jajko, które wcale nie było Ewą.
- Kurde, Żółwiu! Zróbmy coś obrzydliwie pięknego.
- Na przykład narysujmy różowego kotka.
- Jesteś sfiksowanym bogiem.
- A ty nabzdyczonym krasnalem, Stachu - Żółw szturchnął żołędzia rozeźlony, by wyrósł z niego wielki naprężony entuzjastycznym rozentuzjazmowaniem dąb i kiedy chciał go kopnąć znienacka zameczał. Już po chwili oboje gdakali całkiem perliście i szczebiotali na temat sinokoperkoworóżowych piór pewnej nietypowej latającej ryby, która miała zbawić świat. Dziewczęce rozważania przerwał grzmot nadchodzącej czarnej błyskawicy.
Rychu zamarł z ręką w morzu, gdyż chwycił ogon ryby latającej i w efekcie zarządzanie w bibliotece zyskało całkiem nowe możliwości. Oburzona ryba opluła Rycha ikrą i wrzuciła do cuchnącego silosu po kiszonce. Po chwili jednak Rychu odrodził się jako mała, niebieska landrynka wyssana przez żółwia w zeszły czwartek. Żółw wdeptał wszystkie zwierzęta morskie w muliste dno.
I to było najgorsze, co mógł uczynić, gdyż wówczas dupamacki sarmackiej ośmiornicy zawładnęły ciałem Stacha. Wpadł w trans i począł wieszczyć, wijąc się pełzająco w takt czardasza. Każdy palec wierzgał na inną melodię. Nos wydalał z siebie głos Żółwia, a w spodniach miał Lutra.
Rychu odwrócił się tyłem, ukazując porażający gromem piorun, wbity w sam środek spuchniętej łopatki. Luter wydostał się z ciasnej szpary w spodniach, by zamachnąć się szpadlem leżącym nieopodal zeschłego stogu gałęzi.
Jego tezy obrażały interes zarówno Adama, jak i innych biznesmenów, ale najbardziej urażony poczuł się papież myszy, Mysigor. Był niewątpliwie zadziornym organizatorem. Żółw mówił, że ekscytujące jest drażnienie Mysigora, gdyż staje się wówczas wyjątkowo buńczuczny oraz uroczy jednocześnie.
Z niesłabnącym przekonaniem peroruje o wyższości maluczkich nad Żółwiem i jego stworzeniem.
- Herezja i propaganda!
Rzucony zarzut wywołał reakcję w postaci eskalacji enigmatycznego egocentryzmu eksplodującego.
- Paszoł won durak
Na to kuriozum odezwał się Mysigor
-Job twoju mać
Pojawił się Hitler, a właściwie jego duch.
- Sieg Mysigor! - zagotowawszy się strzelił obcasami. - Ich habe gekommen!
Następnie rozpłynął się. Wrócił tam, gdzie diabeł mówi dobranoc. Żółw był zadowolony. Zachwycił się faktem, że potężny sojusznik wyleciał ponad poziomy. Kuriozum oscylowało wokół irytującego braku możliwości. Ale wracając - Żółw stwierdził, że ktoś - najprawdopodobniej musztardówka - pomalował jego ukochaną skorupę. Spowodowało to nagłą chęć krwawej zemsty. Wyciągnął ziemniaka, którym trafił Mysigora w potylicę, a potem rąbnął go skorupą. Zebrało się konklawe, zaczęło się głosowanie.
- Jestem za Żółwiem! - powiedział Egon Olsen.
- Ja za Rychem! - ogłosił spokojnie Żółw. Wtedy się zaczęło!
- Tylko nie Rychu! Nie zgadzam się! Rychu musi odejść!!! - krzyczał Belzebub, który zamanifestował drapieżnie swój sprzeciw po wyjściu za skorupy Żółwia.
- Spadaj Rychu - powiedział Egon Olsen. Następnie spojrzał na Żółwia.
- Żółw! Żółw! Żółw! - powtórzyło echo. Niemniej po chwili podreptało, ciągnąc za sobą podrygującą skorupę, ku zdumieniu wszystkich obecnych w kierunku Stacha.
- Kto zamawiał pizzę?! - pienił się Olsen. - Dlaczego jest bez karczochów, oliwek i cebuli?!
Wzburzony tym faktem zdjął perukę, a
Do góry
Autor
RE: Niekończąca się opowieść...
Wasinka Użytkownik
  • Postów: 4334
  • Skąd:
Dodane dnia 22-12-2011 09:19
Dziewczęce rozważania przerwał grzmot nadchodzącej czarnej błyskawicy.
Rychu zamarł z ręką w morzu, gdyż chwycił ogon ryby latającej i w efekcie zarządzanie w bibliotece zyskało całkiem nowe możliwości. Oburzona ryba opluła Rycha ikrą i wrzuciła do cuchnącego silosu po kiszonce. Po chwili jednak Rychu odrodził się jako mała, niebieska landrynka wyssana przez żółwia w zeszły czwartek. Żółw wdeptał wszystkie zwierzęta morskie w muliste dno.
I to było najgorsze, co mógł uczynić, gdyż wówczas dupamacki sarmackiej ośmiornicy zawładnęły ciałem Stacha. Wpadł w trans i począł wieszczyć, wijąc się pełzająco w takt czardasza. Każdy palec wierzgał na inną melodię. Nos wydalał z siebie głos Żółwia, a w spodniach miał Lutra.
Rychu odwrócił się tyłem, ukazując porażający gromem piorun, wbity w sam środek spuchniętej łopatki. Luter wydostał się z ciasnej szpary w spodniach, by zamachnąć się szpadlem leżącym nieopodal zeschłego stogu gałęzi.
Jego tezy obrażały interes zarówno Adama, jak i innych biznesmenów, ale najbardziej urażony poczuł się papież myszy, Mysigor. Był niewątpliwie zadziornym organizatorem. Żółw mówił, że ekscytujące jest drażnienie Mysigora, gdyż staje się wówczas wyjątkowo buńczuczny oraz uroczy jednocześnie.
Z niesłabnącym przekonaniem peroruje o wyższości maluczkich nad Żółwiem i jego stworzeniem.
- Herezja i propaganda!
Rzucony zarzut wywołał reakcję w postaci eskalacji enigmatycznego egocentryzmu eksplodującego.
- Paszoł won durak
Na to kuriozum odezwał się Mysigor
-Job twoju mać
Pojawił się Hitler, a właściwie jego duch.
- Sieg Mysigor! - zagotowawszy się strzelił obcasami. - Ich habe gekommen!
Następnie rozpłynął się. Wrócił tam, gdzie diabeł mówi dobranoc. Żółw był zadowolony. Zachwycił się faktem, że potężny sojusznik wyleciał ponad poziomy. Kuriozum oscylowało wokół irytującego braku możliwości. Ale wracając - Żółw stwierdził, że ktoś - najprawdopodobniej musztardówka - pomalował jego ukochaną skorupę. Spowodowało to nagłą chęć krwawej zemsty. Wyciągnął ziemniaka, którym trafił Mysigora w potylicę, a potem rąbnął go skorupą. Zebrało się konklawe, zaczęło się głosowanie.
- Jestem za Żółwiem! - powiedział Egon Olsen.
- Ja za Rychem! - ogłosił spokojnie Żółw. Wtedy się zaczęło!
- Tylko nie Rychu! Nie zgadzam się! Rychu musi odejść!!! - krzyczał Belzebub, który zamanifestował drapieżnie swój sprzeciw po wyjściu za skorupy Żółwia.
- Spadaj Rychu - powiedział Egon Olsen. Następnie spojrzał na Żółwia.
- Żółw! Żółw! Żółw! - powtórzyło echo. Niemniej po chwili podreptało, ciągnąc za sobą podrygującą skorupę, ku zdumieniu wszystkich obecnych w kierunku Stacha.
- Kto zamawiał pizzę?! - pienił się Olsen. - Dlaczego jest bez karczochów, oliwek i cebuli?!
Wzburzony tym faktem zdjął perukę, a ta radośnie pofrunęła
Do góry
Autor
RE: Niekończąca się opowieść...
Usunięty Gość
  • Postów:
  • Skąd:
Dodane dnia 22-12-2011 11:00
Dziewczęce rozważania przerwał grzmot nadchodzącej czarnej błyskawicy.
Rychu zamarł z ręką w morzu, gdyż chwycił ogon ryby latającej i w efekcie zarządzanie w bibliotece zyskało całkiem nowe możliwości. Oburzona ryba opluła Rycha ikrą i wrzuciła do cuchnącego silosu po kiszonce. Po chwili jednak Rychu odrodził się jako mała, niebieska landrynka wyssana przez żółwia w zeszły czwartek. Żółw wdeptał wszystkie zwierzęta morskie w muliste dno.
I to było najgorsze, co mógł uczynić, gdyż wówczas dupamacki sarmackiej ośmiornicy zawładnęły ciałem Stacha. Wpadł w trans i począł wieszczyć, wijąc się pełzająco w takt czardasza. Każdy palec wierzgał na inną melodię. Nos wydalał z siebie głos Żółwia, a w spodniach miał Lutra.
Rychu odwrócił się tyłem, ukazując porażający gromem piorun, wbity w sam środek spuchniętej łopatki. Luter wydostał się z ciasnej szpary w spodniach, by zamachnąć się szpadlem leżącym nieopodal zeschłego stogu gałęzi.
Jego tezy obrażały interes zarówno Adama, jak i innych biznesmenów, ale najbardziej urażony poczuł się papież myszy, Mysigor. Był niewątpliwie zadziornym organizatorem. Żółw mówił, że ekscytujące jest drażnienie Mysigora, gdyż staje się wówczas wyjątkowo buńczuczny oraz uroczy jednocześnie.
Z niesłabnącym przekonaniem peroruje o wyższości maluczkich nad Żółwiem i jego stworzeniem.
- Herezja i propaganda!
Rzucony zarzut wywołał reakcję w postaci eskalacji enigmatycznego egocentryzmu eksplodującego.
- Paszoł won durak
Na to kuriozum odezwał się Mysigor
-Job twoju mać
Pojawił się Hitler, a właściwie jego duch.
- Sieg Mysigor! - zagotowawszy się strzelił obcasami. - Ich habe gekommen!
Następnie rozpłynął się. Wrócił tam, gdzie diabeł mówi dobranoc. Żółw był zadowolony. Zachwycił się faktem, że potężny sojusznik wyleciał ponad poziomy. Kuriozum oscylowało wokół irytującego braku możliwości. Ale wracając - Żółw stwierdził, że ktoś - najprawdopodobniej musztardówka - pomalował jego ukochaną skorupę. Spowodowało to nagłą chęć krwawej zemsty. Wyciągnął ziemniaka, którym trafił Mysigora w potylicę, a potem rąbnął go skorupą. Zebrało się konklawe, zaczęło się głosowanie.
- Jestem za Żółwiem! - powiedział Egon Olsen.
- Ja za Rychem! - ogłosił spokojnie Żółw. Wtedy się zaczęło!
- Tylko nie Rychu! Nie zgadzam się! Rychu musi odejść!!! - krzyczał Belzebub, który zamanifestował drapieżnie swój sprzeciw po wyjściu za skorupy Żółwia.
- Spadaj Rychu - powiedział Egon Olsen. Następnie spojrzał na Żółwia.
- Żółw! Żółw! Żółw! - powtórzyło echo. Niemniej po chwili podreptało, ciągnąc za sobą podrygującą skorupę, ku zdumieniu wszystkich obecnych w kierunku Stacha.
- Kto zamawiał pizzę?! - pienił się Olsen. - Dlaczego jest bez karczochów, oliwek i cebuli?!
Wzburzony tym faktem zdjął perukę, a ta radośnie pofrunęła na poszukiwania czarodziejskiego
Do góry
Autor
RE: Niekończąca się opowieść...
Olaf Tumski Użytkownik
  • Postów: 157
  • Skąd: Poznań
Dodane dnia 22-12-2011 11:54
Dziewczęce rozważania przerwał grzmot nadchodzącej czarnej błyskawicy.
Rychu zamarł z ręką w morzu, gdyż chwycił ogon ryby latającej i w efekcie zarządzanie w bibliotece zyskało całkiem nowe możliwości. Oburzona ryba opluła Rycha ikrą i wrzuciła do cuchnącego silosu po kiszonce. Po chwili jednak Rychu odrodził się jako mała, niebieska landrynka wyssana przez żółwia w zeszły czwartek. Żółw wdeptał wszystkie zwierzęta morskie w muliste dno.
I to było najgorsze, co mógł uczynić, gdyż wówczas dupamacki sarmackiej ośmiornicy zawładnęły ciałem Stacha. Wpadł w trans i począł wieszczyć, wijąc się pełzająco w takt czardasza. Każdy palec wierzgał na inną melodię. Nos wydalał z siebie głos Żółwia, a w spodniach miał Lutra.
Rychu odwrócił się tyłem, ukazując porażający gromem piorun, wbity w sam środek spuchniętej łopatki. Luter wydostał się z ciasnej szpary w spodniach, by zamachnąć się szpadlem leżącym nieopodal zeschłego stogu gałęzi.
Jego tezy obrażały interes zarówno Adama, jak i innych biznesmenów, ale najbardziej urażony poczuł się papież myszy, Mysigor. Był niewątpliwie zadziornym organizatorem. Żółw mówił, że ekscytujące jest drażnienie Mysigora, gdyż staje się wówczas wyjątkowo buńczuczny oraz uroczy jednocześnie.
Z niesłabnącym przekonaniem peroruje o wyższości maluczkich nad Żółwiem i jego stworzeniem.
- Herezja i propaganda!
Rzucony zarzut wywołał reakcję w postaci eskalacji enigmatycznego egocentryzmu eksplodującego.
- Paszoł won durak
Na to kuriozum odezwał się Mysigor
-Job twoju mać
Pojawił się Hitler, a właściwie jego duch.
- Sieg Mysigor! - zagotowawszy się strzelił obcasami. - Ich habe gekommen!
Następnie rozpłynął się. Wrócił tam, gdzie diabeł mówi dobranoc. Żółw był zadowolony. Zachwycił się faktem, że potężny sojusznik wyleciał ponad poziomy. Kuriozum oscylowało wokół irytującego braku możliwości. Ale wracając - Żółw stwierdził, że ktoś - najprawdopodobniej musztardówka - pomalował jego ukochaną skorupę. Spowodowało to nagłą chęć krwawej zemsty. Wyciągnął ziemniaka, którym trafił Mysigora w potylicę, a potem rąbnął go skorupą. Zebrało się konklawe, zaczęło się głosowanie.
- Jestem za Żółwiem! - powiedział Egon Olsen.
- Ja za Rychem! - ogłosił spokojnie Żółw. Wtedy się zaczęło!
- Tylko nie Rychu! Nie zgadzam się! Rychu musi odejść!!! - krzyczał Belzebub, który zamanifestował drapieżnie swój sprzeciw po wyjściu za skorupy Żółwia.
- Spadaj Rychu - powiedział Egon Olsen. Następnie spojrzał na Żółwia.
- Żółw! Żółw! Żółw! - powtórzyło echo. Niemniej po chwili podreptało, ciągnąc za sobą podrygującą skorupę, ku zdumieniu wszystkich obecnych w kierunku Stacha.
- Kto zamawiał pizzę?! - pienił się Olsen. - Dlaczego jest bez karczochów, oliwek i cebuli?!
Wzburzony tym faktem zdjął perukę, a ta radośnie pofrunęła na poszukiwania czarodziejskiego karczocha do pizzy.
http://olaftumski.blogspot.com/
Pisanie jest najlepszą odtrutką na wszystkie śmieci tego świata
https://www.facebook.com/tumskiolaf/
https://www.e-bookowo.pl/nasi-autorzy/olaf-tumski.html
Do góry
Autor
RE: Niekończąca się opowieść...
Karol Nieporadny Użytkownik
  • Postów: 138
  • Skąd:
Dodane dnia 22-12-2011 14:02
Dziewczęce rozważania przerwał grzmot nadchodzącej czarnej błyskawicy.
Rychu zamarł z ręką w morzu, gdyż chwycił ogon ryby latającej i w efekcie zarządzanie w bibliotece zyskało całkiem nowe możliwości. Oburzona ryba opluła Rycha ikrą i wrzuciła do cuchnącego silosu po kiszonce. Po chwili jednak Rychu odrodził się jako mała, niebieska landrynka wyssana przez żółwia w zeszły czwartek. Żółw wdeptał wszystkie zwierzęta morskie w muliste dno.
I to było najgorsze, co mógł uczynić, gdyż wówczas dupamacki sarmackiej ośmiornicy zawładnęły ciałem Stacha. Wpadł w trans i począł wieszczyć, wijąc się pełzająco w takt czardasza. Każdy palec wierzgał na inną melodię. Nos wydalał z siebie głos Żółwia, a w spodniach miał Lutra.
Rychu odwrócił się tyłem, ukazując porażający gromem piorun, wbity w sam środek spuchniętej łopatki. Luter wydostał się z ciasnej szpary w spodniach, by zamachnąć się szpadlem leżącym nieopodal zeschłego stogu gałęzi.
Jego tezy obrażały interes zarówno Adama, jak i innych biznesmenów, ale najbardziej urażony poczuł się papież myszy, Mysigor. Był niewątpliwie zadziornym organizatorem. Żółw mówił, że ekscytujące jest drażnienie Mysigora, gdyż staje się wówczas wyjątkowo buńczuczny oraz uroczy jednocześnie.
Z niesłabnącym przekonaniem peroruje o wyższości maluczkich nad Żółwiem i jego stworzeniem.
- Herezja i propaganda!
Rzucony zarzut wywołał reakcję w postaci eskalacji enigmatycznego egocentryzmu eksplodującego.
- Paszoł won durak
Na to kuriozum odezwał się Mysigor
-Job twoju mać
Pojawił się Hitler, a właściwie jego duch.
- Sieg Mysigor! - zagotowawszy się strzelił obcasami. - Ich habe gekommen!
Następnie rozpłynął się. Wrócił tam, gdzie diabeł mówi dobranoc. Żółw był zadowolony. Zachwycił się faktem, że potężny sojusznik wyleciał ponad poziomy. Kuriozum oscylowało wokół irytującego braku możliwości. Ale wracając - Żółw stwierdził, że ktoś - najprawdopodobniej musztardówka - pomalował jego ukochaną skorupę. Spowodowało to nagłą chęć krwawej zemsty. Wyciągnął ziemniaka, którym trafił Mysigora w potylicę, a potem rąbnął go skorupą. Zebrało się konklawe, zaczęło się głosowanie.
- Jestem za Żółwiem! - powiedział Egon Olsen.
- Ja za Rychem! - ogłosił spokojnie Żółw. Wtedy się zaczęło!
- Tylko nie Rychu! Nie zgadzam się! Rychu musi odejść!!! - krzyczał Belzebub, który zamanifestował drapieżnie swój sprzeciw po wyjściu za skorupy Żółwia.
- Spadaj Rychu - powiedział Egon Olsen. Następnie spojrzał na Żółwia.
- Żółw! Żółw! Żółw! - powtórzyło echo. Niemniej po chwili podreptało, ciągnąc za sobą podrygującą skorupę, ku zdumieniu wszystkich obecnych w kierunku Stacha.
- Kto zamawiał pizzę?! - pienił się Olsen. - Dlaczego jest bez karczochów, oliwek i cebuli?!
Wzburzony tym faktem zdjął perukę, a ta radośnie pofrunęła na poszukiwania czarodziejskiego karczocha do pizzy.
Ty oszołomie...z karczocha to tylko serce jest do spożycia.
Smutek to najgorsza pora dnia.
Do góry
Autor
RE: Niekończąca się opowieść...
Olaf Tumski Użytkownik
  • Postów: 157
  • Skąd: Poznań
Dodane dnia 22-12-2011 21:35
To było wczoraj, a dziś było tak samo. Ale jutro zobaczycie.
Następnie z wody wyszło gotowane jajko, które wcale nie było Ewą.
- Kurde, Żółwiu! Zróbmy coś obrzydliwie pięknego.
- Na przykład narysujmy różowego kotka.
- Jesteś sfiksowanym bogiem.
- A ty nabzdyczonym krasnalem, Stachu - Żółw szturchnął żołędzia rozeźlony, by wyrósł z niego wielki naprężony entuzjastycznym rozentuzjazmowaniem dąb i kiedy chciał go kopnąć znienacka zameczał. Już po chwili oboje gdakali całkiem perliście i szczebiotali na temat sinokoperkoworóżowych piór pewnej nietypowej latającej ryby, która miała zbawić świat
Dziewczęce rozważania przerwał grzmot nadchodzącej czarnej błyskawicy.
Rychu zamarł z ręką w morzu, gdyż chwycił ogon ryby latającej i w efekcie zarządzanie w bibliotece zyskało całkiem nowe możliwości. Oburzona ryba opluła Rycha ikrą i wrzuciła do cuchnącego silosu po kiszonce. Po chwili jednak Rychu odrodził się jako mała, niebieska landrynka wyssana przez żółwia w zeszły czwartek. Żółw wdeptał wszystkie zwierzęta morskie w muliste dno.
I to było najgorsze, co mógł uczynić, gdyż wówczas dupamacki sarmackiej ośmiornicy zawładnęły ciałem Stacha. Wpadł w trans i począł wieszczyć, wijąc się pełzająco w takt czardasza. Każdy palec wierzgał na inną melodię. Nos wydalał z siebie głos Żółwia, a w spodniach miał Lutra.
Rychu odwrócił się tyłem, ukazując porażający gromem piorun, wbity w sam środek spuchniętej łopatki. Luter wydostał się z ciasnej szpary w spodniach, by zamachnąć się szpadlem leżącym nieopodal zeschłego stogu gałęzi.
Jego tezy obrażały interes zarówno Adama, jak i innych biznesmenów, ale najbardziej urażony poczuł się papież myszy, Mysigor. Był niewątpliwie zadziornym organizatorem. Żółw mówił, że ekscytujące jest drażnienie Mysigora, gdyż staje się wówczas wyjątkowo buńczuczny oraz uroczy jednocześnie.
Z niesłabnącym przekonaniem peroruje o wyższości maluczkich nad Żółwiem i jego stworzeniem.
- Herezja i propaganda!
Rzucony zarzut wywołał reakcję w postaci eskalacji enigmatycznego egocentryzmu eksplodującego.
- Paszoł won durak
Na to kuriozum odezwał się Mysigor
-Job twoju mać
Pojawił się Hitler, a właściwie jego duch.
- Sieg Mysigor! - zagotowawszy się strzelił obcasami. - Ich habe gekommen!
Następnie rozpłynął się. Wrócił tam, gdzie diabeł mówi dobranoc. Żółw był zadowolony. Zachwycił się faktem, że potężny sojusznik wyleciał ponad poziomy. Kuriozum oscylowało wokół irytującego braku możliwości. Ale wracając - Żółw stwierdził, że ktoś - najprawdopodobniej musztardówka - pomalował jego ukochaną skorupę. Spowodowało to nagłą chęć krwawej zemsty. Wyciągnął ziemniaka, którym trafił Mysigora w potylicę, a potem rąbnął go skorupą. Zebrało się konklawe, zaczęło się głosowanie.
- Jestem za Żółwiem! - powiedział Egon Olsen.
- Ja za Rychem! - ogłosił spokojnie Żółw. Wtedy się zaczęło!
- Tylko nie Rychu! Nie zgadzam się! Rychu musi odejść!!! - krzyczał Belzebub, który zamanifestował drapieżnie swój sprzeciw po wyjściu za skorupy Żółwia.
- Spadaj Rychu - powiedział Egon Olsen. Następnie spojrzał na Żółwia.
- Żółw! Żółw! Żółw! - powtórzyło echo. Niemniej po chwili podreptało, ciągnąc za sobą podrygującą skorupę, ku zdumieniu wszystkich obecnych w kierunku Stacha.
- Kto zamawiał pizzę?! - pienił się Olsen. - Dlaczego jest bez karczochów, oliwek i cebuli?!
Wzburzony tym faktem zdjął perukę, a ta radośnie pofrunęła na poszukiwania czarodziejskiego karczocha do pizzy.
Ty oszołomie...z karczocha to tylko serce jest do spożycia.
- Serce i mózg - mlasnął
http://olaftumski.blogspot.com/
Pisanie jest najlepszą odtrutką na wszystkie śmieci tego świata
https://www.facebook.com/tumskiolaf/
https://www.e-bookowo.pl/nasi-autorzy/olaf-tumski.html
Do góry
Autor
RE: Niekończąca się opowieść...
Usunięty Gość
  • Postów:
  • Skąd:
Dodane dnia 22-12-2011 22:17
To było wczoraj, a dziś było tak samo. Ale jutro zobaczycie.
Następnie z wody wyszło gotowane jajko, które wcale nie było Ewą.
- Kurde, Żółwiu! Zróbmy coś obrzydliwie pięknego.
- Na przykład narysujmy różowego kotka.
- Jesteś sfiksowanym bogiem.
- A ty nabzdyczonym krasnalem, Stachu - Żółw szturchnął żołędzia rozeźlony, by wyrósł z niego wielki naprężony entuzjastycznym rozentuzjazmowaniem dąb i kiedy chciał go kopnąć znienacka zameczał. Już po chwili oboje gdakali całkiem perliście i szczebiotali na temat sinokoperkoworóżowych piór pewnej nietypowej latającej ryby, która miała zbawić świat
Dziewczęce rozważania przerwał grzmot nadchodzącej czarnej błyskawicy.
Rychu zamarł z ręką w morzu, gdyż chwycił ogon ryby latającej i w efekcie zarządzanie w bibliotece zyskało całkiem nowe możliwości. Oburzona ryba opluła Rycha ikrą i wrzuciła do cuchnącego silosu po kiszonce. Po chwili jednak Rychu odrodził się jako mała, niebieska landrynka wyssana przez żółwia w zeszły czwartek. Żółw wdeptał wszystkie zwierzęta morskie w muliste dno.
I to było najgorsze, co mógł uczynić, gdyż wówczas dupamacki sarmackiej ośmiornicy zawładnęły ciałem Stacha. Wpadł w trans i począł wieszczyć, wijąc się pełzająco w takt czardasza. Każdy palec wierzgał na inną melodię. Nos wydalał z siebie głos Żółwia, a w spodniach miał Lutra.
Rychu odwrócił się tyłem, ukazując porażający gromem piorun, wbity w sam środek spuchniętej łopatki. Luter wydostał się z ciasnej szpary w spodniach, by zamachnąć się szpadlem leżącym nieopodal zeschłego stogu gałęzi.
Jego tezy obrażały interes zarówno Adama, jak i innych biznesmenów, ale najbardziej urażony poczuł się papież myszy, Mysigor. Był niewątpliwie zadziornym organizatorem. Żółw mówił, że ekscytujące jest drażnienie Mysigora, gdyż staje się wówczas wyjątkowo buńczuczny oraz uroczy jednocześnie.
Z niesłabnącym przekonaniem peroruje o wyższości maluczkich nad Żółwiem i jego stworzeniem.
- Herezja i propaganda!
Rzucony zarzut wywołał reakcję w postaci eskalacji enigmatycznego egocentryzmu eksplodującego.
- Paszoł won durak
Na to kuriozum odezwał się Mysigor
-Job twoju mać
Pojawił się Hitler, a właściwie jego duch.
- Sieg Mysigor! - zagotowawszy się strzelił obcasami. - Ich habe gekommen!
Następnie rozpłynął się. Wrócił tam, gdzie diabeł mówi dobranoc. Żółw był zadowolony. Zachwycił się faktem, że potężny sojusznik wyleciał ponad poziomy. Kuriozum oscylowało wokół irytującego braku możliwości. Ale wracając - Żółw stwierdził, że ktoś - najprawdopodobniej musztardówka - pomalował jego ukochaną skorupę. Spowodowało to nagłą chęć krwawej zemsty. Wyciągnął ziemniaka, którym trafił Mysigora w potylicę, a potem rąbnął go skorupą. Zebrało się konklawe, zaczęło się głosowanie.
- Jestem za Żółwiem! - powiedział Egon Olsen.
- Ja za Rychem! - ogłosił spokojnie Żółw. Wtedy się zaczęło!
- Tylko nie Rychu! Nie zgadzam się! Rychu musi odejść!!! - krzyczał Belzebub, który zamanifestował drapieżnie swój sprzeciw po wyjściu za skorupy Żółwia.
- Spadaj Rychu - powiedział Egon Olsen. Następnie spojrzał na Żółwia.
- Żółw! Żółw! Żółw! - powtórzyło echo. Niemniej po chwili podreptało, ciągnąc za sobą podrygującą skorupę, ku zdumieniu wszystkich obecnych w kierunku Stacha.
- Kto zamawiał pizzę?! - pienił się Olsen. - Dlaczego jest bez karczochów, oliwek i cebuli?!
Wzburzony tym faktem zdjął perukę, a ta radośnie pofrunęła na poszukiwania czarodziejskiego karczocha do pizzy.
Ty oszołomie...z karczocha to tylko serce jest do spożycia.
- Serce i mózg - mlasnął, drapiąc się po
Do góry
Autor
RE: Niekończąca się opowieść...
Wasinka Użytkownik
  • Postów: 4334
  • Skąd:
Dodane dnia 22-12-2011 22:21
Dziewczęce rozważania przerwał grzmot nadchodzącej czarnej błyskawicy.
Rychu zamarł z ręką w morzu, gdyż chwycił ogon ryby latającej i w efekcie zarządzanie w bibliotece zyskało całkiem nowe możliwości. Oburzona ryba opluła Rycha ikrą i wrzuciła do cuchnącego silosu po kiszonce. Po chwili jednak Rychu odrodził się jako mała, niebieska landrynka wyssana przez żółwia w zeszły czwartek. Żółw wdeptał wszystkie zwierzęta morskie w muliste dno.
I to było najgorsze, co mógł uczynić, gdyż wówczas dupamacki sarmackiej ośmiornicy zawładnęły ciałem Stacha. Wpadł w trans i począł wieszczyć, wijąc się pełzająco w takt czardasza. Każdy palec wierzgał na inną melodię. Nos wydalał z siebie głos Żółwia, a w spodniach miał Lutra.
Rychu odwrócił się tyłem, ukazując porażający gromem piorun, wbity w sam środek spuchniętej łopatki. Luter wydostał się z ciasnej szpary w spodniach, by zamachnąć się szpadlem leżącym nieopodal zeschłego stogu gałęzi.
Jego tezy obrażały interes zarówno Adama, jak i innych biznesmenów, ale najbardziej urażony poczuł się papież myszy, Mysigor. Był niewątpliwie zadziornym organizatorem. Żółw mówił, że ekscytujące jest drażnienie Mysigora, gdyż staje się wówczas wyjątkowo buńczuczny oraz uroczy jednocześnie.
Z niesłabnącym przekonaniem peroruje o wyższości maluczkich nad Żółwiem i jego stworzeniem.
- Herezja i propaganda!
Rzucony zarzut wywołał reakcję w postaci eskalacji enigmatycznego egocentryzmu eksplodującego.
- Paszoł won durak
Na to kuriozum odezwał się Mysigor
-Job twoju mać
Pojawił się Hitler, a właściwie jego duch.
- Sieg Mysigor! - zagotowawszy się strzelił obcasami. - Ich habe gekommen!
Następnie rozpłynął się. Wrócił tam, gdzie diabeł mówi dobranoc. Żółw był zadowolony. Zachwycił się faktem, że potężny sojusznik wyleciał ponad poziomy. Kuriozum oscylowało wokół irytującego braku możliwości. Ale wracając - Żółw stwierdził, że ktoś - najprawdopodobniej musztardówka - pomalował jego ukochaną skorupę. Spowodowało to nagłą chęć krwawej zemsty. Wyciągnął ziemniaka, którym trafił Mysigora w potylicę, a potem rąbnął go skorupą. Zebrało się konklawe, zaczęło się głosowanie.
- Jestem za Żółwiem! - powiedział Egon Olsen.
- Ja za Rychem! - ogłosił spokojnie Żółw. Wtedy się zaczęło!
- Tylko nie Rychu! Nie zgadzam się! Rychu musi odejść!!! - krzyczał Belzebub, który zamanifestował drapieżnie swój sprzeciw po wyjściu za skorupy Żółwia.
- Spadaj Rychu - powiedział Egon Olsen. Następnie spojrzał na Żółwia.
- Żółw! Żółw! Żółw! - powtórzyło echo. Niemniej po chwili podreptało, ciągnąc za sobą podrygującą skorupę, ku zdumieniu wszystkich obecnych w kierunku Stacha.
- Kto zamawiał pizzę?! - pienił się Olsen. - Dlaczego jest bez karczochów, oliwek i cebuli?!
Wzburzony tym faktem zdjął perukę, a ta radośnie pofrunęła na poszukiwania czarodziejskiego karczocha do pizzy.
- Ty oszołomie... z karczocha to tylko serce jest do spożycia.
- Serce i mózg - mlasnął, drapiąc się po rozszalałym podniebieniu, które
Do góry
Autor
RE: Niekończąca się opowieść...
Olaf Tumski Użytkownik
  • Postów: 157
  • Skąd: Poznań
Dodane dnia 22-12-2011 22:33
To było wczoraj, a dziś było tak samo. Ale jutro zobaczycie.
Następnie z wody wyszło gotowane jajko, które wcale nie było Ewą.
- Kurde, Żółwiu! Zróbmy coś obrzydliwie pięknego.
- Na przykład narysujmy różowego kotka.
- Jesteś sfiksowanym bogiem.
- A ty nabzdyczonym krasnalem, Stachu - Żółw szturchnął żołędzia rozeźlony, by wyrósł z niego wielki naprężony entuzjastycznym rozentuzjazmowaniem dąb i kiedy chciał go kopnąć znienacka zameczał. Już po chwili oboje gdakali całkiem perliście i szczebiotali na temat sinokoperkoworóżowych piór pewnej nietypowej latającej ryby, która miała zbawić świat
Dziewczęce rozważania przerwał grzmot nadchodzącej czarnej błyskawicy.
Rychu zamarł z ręką w morzu, gdyż chwycił ogon ryby latającej i w efekcie zarządzanie w bibliotece zyskało całkiem nowe możliwości. Oburzona ryba opluła Rycha ikrą i wrzuciła do cuchnącego silosu po kiszonce. Po chwili jednak Rychu odrodził się jako mała, niebieska landrynka wyssana przez żółwia w zeszły czwartek. Żółw wdeptał wszystkie zwierzęta morskie w muliste dno.
I to było najgorsze, co mógł uczynić, gdyż wówczas dupamacki sarmackiej ośmiornicy zawładnęły ciałem Stacha. Wpadł w trans i począł wieszczyć, wijąc się pełzająco w takt czardasza. Każdy palec wierzgał na inną melodię. Nos wydalał z siebie głos Żółwia, a w spodniach miał Lutra.
Rychu odwrócił się tyłem, ukazując porażający gromem piorun, wbity w sam środek spuchniętej łopatki. Luter wydostał się z ciasnej szpary w spodniach, by zamachnąć się szpadlem leżącym nieopodal zeschłego stogu gałęzi.
Jego tezy obrażały interes zarówno Adama, jak i innych biznesmenów, ale najbardziej urażony poczuł się papież myszy, Mysigor. Był niewątpliwie zadziornym organizatorem. Żółw mówił, że ekscytujące jest drażnienie Mysigora, gdyż staje się wówczas wyjątkowo buńczuczny oraz uroczy jednocześnie.
Z niesłabnącym przekonaniem peroruje o wyższości maluczkich nad Żółwiem i jego stworzeniem.
- Herezja i propaganda!
Rzucony zarzut wywołał reakcję w postaci eskalacji enigmatycznego egocentryzmu eksplodującego.
- Paszoł won durak
Na to kuriozum odezwał się Mysigor
-Job twoju mać
Pojawił się Hitler, a właściwie jego duch.
- Sieg Mysigor! - zagotowawszy się strzelił obcasami. - Ich habe gekommen!
Następnie rozpłynął się. Wrócił tam, gdzie diabeł mówi dobranoc. Żółw był zadowolony. Zachwycił się faktem, że potężny sojusznik wyleciał ponad poziomy. Kuriozum oscylowało wokół irytującego braku możliwości. Ale wracając - Żółw stwierdził, że ktoś - najprawdopodobniej musztardówka - pomalował jego ukochaną skorupę. Spowodowało to nagłą chęć krwawej zemsty. Wyciągnął ziemniaka, którym trafił Mysigora w potylicę, a potem rąbnął go skorupą. Zebrało się konklawe, zaczęło się głosowanie.
- Jestem za Żółwiem! - powiedział Egon Olsen.
- Ja za Rychem! - ogłosił spokojnie Żółw. Wtedy się zaczęło!
- Tylko nie Rychu! Nie zgadzam się! Rychu musi odejść!!! - krzyczał Belzebub, który zamanifestował drapieżnie swój sprzeciw po wyjściu za skorupy Żółwia.
- Spadaj Rychu - powiedział Egon Olsen. Następnie spojrzał na Żółwia.
- Żółw! Żółw! Żółw! - powtórzyło echo. Niemniej po chwili podreptało, ciągnąc za sobą podrygującą skorupę, ku zdumieniu wszystkich obecnych w kierunku Stacha.
- Kto zamawiał pizzę?! - pienił się Olsen. - Dlaczego jest bez karczochów, oliwek i cebuli?!
Wzburzony tym faktem zdjął perukę, a ta radośnie pofrunęła na poszukiwania czarodziejskiego karczocha do pizzy.
- Ty oszołomie... z karczocha to tylko serce jest do spożycia.
- Serce i mózg - mlasnął, drapiąc się po rozszalałym podniebieniu, które domagało się interwencji.
http://olaftumski.blogspot.com/
Pisanie jest najlepszą odtrutką na wszystkie śmieci tego świata
https://www.facebook.com/tumskiolaf/
https://www.e-bookowo.pl/nasi-autorzy/olaf-tumski.html
Do góry
Autor
RE: Niekończąca się opowieść...
Usunięty Gość
  • Postów:
  • Skąd:
Dodane dnia 23-12-2011 01:07
To było wczoraj, a dziś było tak samo. Ale jutro zobaczycie.
Następnie z wody wyszło gotowane jajko, które wcale nie było Ewą.
- Kurde, Żółwiu! Zróbmy coś obrzydliwie pięknego.
- Na przykład narysujmy różowego kotka.
- Jesteś sfiksowanym bogiem.
- A ty nabzdyczonym krasnalem, Stachu - Żółw szturchnął żołędzia rozeźlony, by wyrósł z niego wielki naprężony entuzjastycznym rozentuzjazmowaniem dąb i kiedy chciał go kopnąć znienacka zameczał. Już po chwili oboje gdakali całkiem perliście i szczebiotali na temat sinokoperkoworóżowych piór pewnej nietypowej latającej ryby, która miała zbawić świat
Dziewczęce rozważania przerwał grzmot nadchodzącej czarnej błyskawicy.
Rychu zamarł z ręką w morzu, gdyż chwycił ogon ryby latającej i w efekcie zarządzanie w bibliotece zyskało całkiem nowe możliwości. Oburzona ryba opluła Rycha ikrą i wrzuciła do cuchnącego silosu po kiszonce. Po chwili jednak Rychu odrodził się jako mała, niebieska landrynka wyssana przez żółwia w zeszły czwartek. Żółw wdeptał wszystkie zwierzęta morskie w muliste dno.
I to było najgorsze, co mógł uczynić, gdyż wówczas dupamacki sarmackiej ośmiornicy zawładnęły ciałem Stacha. Wpadł w trans i począł wieszczyć, wijąc się pełzająco w takt czardasza. Każdy palec wierzgał na inną melodię. Nos wydalał z siebie głos Żółwia, a w spodniach miał Lutra.
Rychu odwrócił się tyłem, ukazując porażający gromem piorun, wbity w sam środek spuchniętej łopatki. Luter wydostał się z ciasnej szpary w spodniach, by zamachnąć się szpadlem leżącym nieopodal zeschłego stogu gałęzi.
Jego tezy obrażały interes zarówno Adama, jak i innych biznesmenów, ale najbardziej urażony poczuł się papież myszy, Mysigor. Był niewątpliwie zadziornym organizatorem. Żółw mówił, że ekscytujące jest drażnienie Mysigora, gdyż staje się wówczas wyjątkowo buńczuczny oraz uroczy jednocześnie.
Z niesłabnącym przekonaniem peroruje o wyższości maluczkich nad Żółwiem i jego stworzeniem.
- Herezja i propaganda!
Rzucony zarzut wywołał reakcję w postaci eskalacji enigmatycznego egocentryzmu eksplodującego.
- Paszoł won durak
Na to kuriozum odezwał się Mysigor
-Job twoju mać
Pojawił się Hitler, a właściwie jego duch.
- Sieg Mysigor! - zagotowawszy się strzelił obcasami. - Ich habe gekommen!
Następnie rozpłynął się. Wrócił tam, gdzie diabeł mówi dobranoc. Żółw był zadowolony. Zachwycił się faktem, że potężny sojusznik wyleciał ponad poziomy. Kuriozum oscylowało wokół irytującego braku możliwości. Ale wracając - Żółw stwierdził, że ktoś - najprawdopodobniej musztardówka - pomalował jego ukochaną skorupę. Spowodowało to nagłą chęć krwawej zemsty. Wyciągnął ziemniaka, którym trafił Mysigora w potylicę, a potem rąbnął go skorupą. Zebrało się konklawe, zaczęło się głosowanie.
- Jestem za Żółwiem! - powiedział Egon Olsen.
- Ja za Rychem! - ogłosił spokojnie Żółw. Wtedy się zaczęło!
- Tylko nie Rychu! Nie zgadzam się! Rychu musi odejść!!! - krzyczał Belzebub, który zamanifestował drapieżnie swój sprzeciw po wyjściu za skorupy Żółwia.
- Spadaj Rychu - powiedział Egon Olsen. Następnie spojrzał na Żółwia.
- Żółw! Żółw! Żółw! - powtórzyło echo. Niemniej po chwili podreptało, ciągnąc za sobą podrygującą skorupę, ku zdumieniu wszystkich obecnych w kierunku Stacha.
- Kto zamawiał pizzę?! - pienił się Olsen. - Dlaczego jest bez karczochów, oliwek i cebuli?!
Wzburzony tym faktem zdjął perukę, a ta radośnie pofrunęła na poszukiwania czarodziejskiego karczocha do pizzy.
- Ty oszołomie... z karczocha to tylko serce jest do spożycia.
- Serce i mózg - mlasnął, drapiąc się po rozszalałym podniebieniu, które domagało się interwencji.
Znów powrócił, jeszcze
Do góry
Autor
RE: Niekończąca się opowieść...
ekonomista Użytkownik
  • Postów: 252
  • Skąd:
Dodane dnia 24-12-2011 09:10
To było wczoraj, a dziś było tak samo. Ale jutro zobaczycie.
Następnie z wody wyszło gotowane jajko, które wcale nie było Ewą.
- Kurde, Żółwiu! Zróbmy coś obrzydliwie pięknego.
- Na przykład narysujmy różowego kotka.
- Jesteś sfiksowanym bogiem.
- A ty nabzdyczonym krasnalem, Stachu - Żółw szturchnął żołędzia rozeźlony, by wyrósł z niego wielki naprężony entuzjastycznym rozentuzjazmowaniem dąb i kiedy chciał go kopnąć znienacka zameczał. Już po chwili oboje gdakali całkiem perliście i szczebiotali na temat sinokoperkoworóżowych piór pewnej nietypowej latającej ryby, która miała zbawić świat
Dziewczęce rozważania przerwał grzmot nadchodzącej czarnej błyskawicy.
Rychu zamarł z ręką w morzu, gdyż chwycił ogon ryby latającej i w efekcie zarządzanie w bibliotece zyskało całkiem nowe możliwości. Oburzona ryba opluła Rycha ikrą i wrzuciła do cuchnącego silosu po kiszonce. Po chwili jednak Rychu odrodził się jako mała, niebieska landrynka wyssana przez żółwia w zeszły czwartek. Żółw wdeptał wszystkie zwierzęta morskie w muliste dno.
I to było najgorsze, co mógł uczynić, gdyż wówczas dupamacki sarmackiej ośmiornicy zawładnęły ciałem Stacha. Wpadł w trans i począł wieszczyć, wijąc się pełzająco w takt czardasza. Każdy palec wierzgał na inną melodię. Nos wydalał z siebie głos Żółwia, a w spodniach miał Lutra.
Rychu odwrócił się tyłem, ukazując porażający gromem piorun, wbity w sam środek spuchniętej łopatki. Luter wydostał się z ciasnej szpary w spodniach, by zamachnąć się szpadlem leżącym nieopodal zeschłego stogu gałęzi.
Jego tezy obrażały interes zarówno Adama, jak i innych biznesmenów, ale najbardziej urażony poczuł się papież myszy, Mysigor. Był niewątpliwie zadziornym organizatorem. Żółw mówił, że ekscytujące jest drażnienie Mysigora, gdyż staje się wówczas wyjątkowo buńczuczny oraz uroczy jednocześnie.
Z niesłabnącym przekonaniem peroruje o wyższości maluczkich nad Żółwiem i jego stworzeniem.
- Herezja i propaganda!
Rzucony zarzut wywołał reakcję w postaci eskalacji enigmatycznego egocentryzmu eksplodującego.
- Paszoł won durak
Na to kuriozum odezwał się Mysigor
-Job twoju mać
Pojawił się Hitler, a właściwie jego duch.
- Sieg Mysigor! - zagotowawszy się strzelił obcasami. - Ich habe gekommen!
Następnie rozpłynął się. Wrócił tam, gdzie diabeł mówi dobranoc. Żółw był zadowolony. Zachwycił się faktem, że potężny sojusznik wyleciał ponad poziomy. Kuriozum oscylowało wokół irytującego braku możliwości. Ale wracając - Żółw stwierdził, że ktoś - najprawdopodobniej musztardówka - pomalował jego ukochaną skorupę. Spowodowało to nagłą chęć krwawej zemsty. Wyciągnął ziemniaka, którym trafił Mysigora w potylicę, a potem rąbnął go skorupą. Zebrało się konklawe, zaczęło się głosowanie.
- Jestem za Żółwiem! - powiedział Egon Olsen.
- Ja za Rychem! - ogłosił spokojnie Żółw. Wtedy się zaczęło!
- Tylko nie Rychu! Nie zgadzam się! Rychu musi odejść!!! - krzyczał Belzebub, który zamanifestował drapieżnie swój sprzeciw po wyjściu za skorupy Żółwia.
- Spadaj Rychu - powiedział Egon Olsen. Następnie spojrzał na Żółwia.
- Żółw! Żółw! Żółw! - powtórzyło echo. Niemniej po chwili podreptało, ciągnąc za sobą podrygującą skorupę, ku zdumieniu wszystkich obecnych w kierunku Stacha.
- Kto zamawiał pizzę?! - pienił się Olsen. - Dlaczego jest bez karczochów, oliwek i cebuli?!
Wzburzony tym faktem zdjął perukę, a ta radośnie pofrunęła na poszukiwania czarodziejskiego karczocha do pizzy.
- Ty oszołomie... z karczocha to tylko serce jest do spożycia.
- Serce i mózg - mlasnął, drapiąc się po rozszalałym podniebieniu, które domagało się interwencji.
Znów powrócił, jeszcze oddychający dostawca pizzy
Do góry
  • Skocz do forum:
Polecane
ShoutBox
  • Wiktor Orzel
  • 11/02/2026 11:56
  • Niestety, z tych reklam Portal się utrzymuje, ale spróbujemy je wykluczyć tak, żeby nie utrudniały nawigacji, tylko potrzebujemy skrinów
  • Wiktor Orzel
  • 11/02/2026 11:53
  • Zbyszku, podeślij skrina na maila redakcyjnego. Polecamy bloker reklam dla Firefoxa, wtedy portal jest wyczyszczony: [link]
  • Zbigniew Szczypek
  • 09/02/2026 22:07
  • Wiktorze - mam jakąś "kotarę" na dole głównej strony, towarzyszącą mi na każdej stronie, Tak samo jakaś ikonka "kurs kreatywnego pisania"-te dwie rzeczy blokują. Ile razy chcę coś napisać, odświerzam.
  • Wiktor Orzel
  • 09/02/2026 15:02
  • Zbyszku, o jakie nakładki chodzi? Podeślesz na maila redakcyjnego screeny?
  • gertruda burgund
  • 06/02/2026 18:48
  • szkoda że MALOWANIE SŁOWEM to tylko pięć tekstów... :( może jeszcze do 7.02 ktoś się zmobilizuje?
  • Zbigniew Szczypek
  • 04/02/2026 16:19
  • Czy te nowe nakładki/skórki na stronie są konieczne? przeszkadzają w normalnym korzystaniu ze strony PP? Może na stałe z boku, dla zainteresowanych? A nie nachalnie
  • Zbigniew Szczypek
  • 04/02/2026 16:16
  • Trochę mnie z Wami nie było - serdecznie pozdrawiam!
  • Darcon
  • 04/02/2026 15:20
  • Dla zainteresowanych edytowałem swój wpis w wątku UTWORY konkursu Malowanie słowem.
  • Darcon
  • 09/01/2026 08:00
  • Mamy to. :) Pierwszy utwór konkursu "Malowania słowem" dostępny na stronie głównej. EDIT. Mamy już dwa utwory :)