Profil użytkownika
Decand

Użytkownik
Offline
  • Miejscowość:
  • Data urodzenia:
  • -
  • -
  • Data rejestracji:
  • Ostatnia wizyta:
  • 31.12.2017 19:13
  • 14.03.2021 17:15
  • Tekstów:
  • Recenzji:
  • Komentarzy:
  • Pomógł:
  • Postów na Forum:
  • Tematów na Forum:
  • Newsów:
  • Postów w Shoutboxie:
  • 0
  • 0
  • 43
  • 21 razy
  • 21
  • 3
  • 0
  • 18
  • Grupy użytkownika:
Ostatnie komentarze Decand
O w mordę, ale oczopląs. Dwa problemy. Grube, grube problemy.

Zjadasz przecinki. Masowo. Czy ten tekst przeszedł jakiekolwiek sprawdzanie pod tym względem czy został sobie ot tak napisany? Mój wewnętrzny nazista gramatyczny woła o pomstę do nieba.

Cytat:
Okno uchylone, drzwi czarno niebieskie pomalowane farbą z której smugi spływające kształciły archetypy o dziwnych wyrazach.

"farba, z której".

Cytat:
Patrzyłem, siedzący człowiek o nieznanym imieniu, mężczyzna o bosych stopach brodzie i niebieskich oczach wpatrywał się w fotografię milcząc.

Przed "milcząc". Plus, początek tego zdania jest brzydki. Lepsze byłoby "Patrzyłem - siedzący człowiek...". Ten przecinek przed "patrzyłem" sugeruje kontynuację, lecz części tego zaprzeczają.

Cytat:
Radio którego słuchał wydobywało szumy dźwięki kosmicznych burzy mignięć nieistniejących ciał dotykających zmysły wyobrażeń.

"Radio, którego słuchał wydobywało szumy, dźwięki kosmicznych burzy, mignięć nieistniejących ciał dotykających zmysły wyobrażeń."

Cytat:
Kamienica opustoszała jednakże żywa pragnąca tknięcia jak te donice na parapetach w których nasienie zmartwychwstaję ożywiając zielenią okna kwieciem wzrok duszę zachwytem życia.

To zdanie jest do przerobienia. Gubisz podmiot.
"parapetach, na których".

I tego jest dużo, dużo więcej. Nie wiedziałem wcześniej, że w miniaturze można tak istotnie zeżreć przecinki. Ale chochlik też tkwi w czymś innym. Ceysbe, powiem wprost - pierdzielisz w tym tekście dosadnie. Sorry, ale tak skaczesz między podmiotami, tworzysz tak potwornie wymieszane i skomplikowane zdania, że tego, zwyczajnie, nie da się przeczytać bez lekkiego uśmiechu. Ostatnie cytowane zdanie mnie już dobiło ostatecznie, bo dokładnie pokazuje co mam na myśli. Gdzie tu sens? Gdzie tu jakakolwiek logika literacka? Treść jest zabójcza, ale już jej prezentacja woła o pomstę do nieba (i sporej pracy przy poprawie, ponownym przeczytaniu i rewizji). Mógłbym pójść o krok dalej i powiedzieć, że to jest, zwyczajnie, zły sen, zła próba literacka. Weź ten tekst i go przerób jeszcze raz. A potem drugi raz. A potem trzeci aż do momentu, w którym nie zacznie się go czytać normalnie. Przerost formy jest tutaj, niestety, na poziomie dubajskich superwierzowców. Ale co z tego, jak tego zwyczajnie nie da się przeczytać go bez grzebania w tekście pod mikroskopem i gdybaniem "co ma autor na myśli?".
Jak ja lubię potyczki! Autor broniący swej racji i redaktor, który postanowił skomentować tekst. Ach, ta zażartość, ten trans! Ale do tekstu zmierzam i ja, w odróżnieniu od Darcona, powiem jaki jest mój cel w zawarciu tego komentarza. Moim zdaniem jest znalezienie nieścisłości ortograficznych, stylistycznych. Jeżeli ten opis Ci się nie podoba to możesz spokojnie ominąć cały ten komentarz. Wszystko cacy? No to lecimy.

Nie zgodzę się z faktem, że początek jest dobry. Implikacja o tym, że piszesz o puszczy na początku drugiego akapitu jest błędne. Dlaczego?

Cytat:

Wyglądało na to, że kobieta mu dobrze życzyła i mógł jej zaufać, ale stanowczo zabroniła w głąb puszczy wiekowej wchodzić, nieco pokrętnie i bojaźliwie zwierzem wszelakim strasząc, a nie biorąc pod uwagę ewentualnej pogoni.

Obóz postanowił rozbić na skraju tejże, w młodniaku, choć zaniepokoiło go nieco coś, o czym nie wspomniała: jego wytrzebione, zryte przez siłę nieznaną, szerokie połacie.


Pierwsze zdanie sugeruje fokus na postaci kobiety. Ona w tym zdaniu jest centralnym podmiotem podczas gdy puszcza jest podmiotem pośrednim. Ten podmiot pośredni, de facto, nie przechodzi do następnego akapitu. W ogóle, moim zdaniem, podmiot w nowych akapitach powinien być bardziej potwierdzony, bo czytelnik nie siedzi w Twojej głowie i nie wie o co Ci chodzi. Twoim zdaniem jest zaprezentowanie mi konsystencji w opowiadaniu. Tego nie dostaje. Lekkie dodanie "tejże puszczy" byłoby zupełnie wystarczające i uniknęłoby sporo problemów, których, widać, nie mam tylko ja.

Problemem jednak najistotniejszym jest forma ponad treść. Ładnie, że próbujesz bawić się językiem, ale próby wydają się bezproduktywne, przynajmniej na razie, nie gotowe, by stwierdzić, że tekst jest gotowy. Bawisz się zdaniami długimi, ale robisz wyśmienite spaghetti zamiast przejść do rzeczy. Zdania ciągnące się cały akapit - kto, sukcesywnie, wykonywał takie pisanie? Już nie mówię o fakcie częstego gubienia podmiotu:

Cytat:
Wybrał kępę najgęstszą dziwacznie ocalałą skupiska brzózek-samosiejek, wyrosłą sierpem księżyca, której wnętrze wytrzebić musiał dodatkowo, by zmieścić konie i wyżynając w niej obozowisko, powalone drzewka wykorzystał, do oplecenia z rosnącymi.


Z tego, naprawdę, można zrobić zdań kilka. Po co tak ciągnąć? Zmęczyć czytelnika? Conrad znów wybiera się do jądra ciemności?

Cytat:
Konie dygotały, we łbach swych wielkich już nie siano mając, a Bruno, skulony przy ognisku, gotował się do obrony.


Dobrze, że już nie mają siana, ale Bruna by zostawili w spokoju. Tutaj widać czystą implikację, jakby to konie miały Bruno w głowie.

Cytat:
Rozległ się kwik, rodem dochodzących z rzeźni, a Bruna o mało nie porwał pusty śmiech, bo koń, choć przeraźliwym odzywał się głosem ani drgnął, nie licząc własnego wierzgania, gdy kreatura, ogłupiała, rozglądała się w rozterce dokoła, w oczekiwaniu wsparcia.


Ugh. Rozległ się kwik rodem z tych, które dochodzą z rzeźni. Rozdzielenie śmiechu i konia byłoby lepsze, bo to wprowadza mętlik w czytelniku. Ja wiem - stylistyka, stylizacja. Ale to męczy i, za przeproszeniem, pierniczy. Nie prowadzi do niczego. Lovecraft też tak pierniczył, nie lubię go okropnie, ale jak już walnął jakimś makaronem to było to widoczne i mocne.

Cytat:
Konie po­ru­szy­ły się, par­ska­jąc bo­jaź­li­wie, a Bruno za­re­ago­wał, wład­czo na­ka­zu­jąc im po­zo­stać le­żą­cy­mi pod ster­tą ga­łę­zi, któ­ry­mi je przy­krył, sa­me­mu do­rzu­ca­jąc do ognia drew.


Koniu, leżeć! Dobry koniuch, dobry!
I jeszcze - drew? Nie drwa?

I tak:

Cytat:
Tylko dzięki Karczmarzowej dotarł tak daleko, znajdując także niewielki strumyczek, którym pobrnął dobre pół mili, lecz ostrzeżenia o jego nieprzekraczaniu, postanowił nie uszanować.


jest nieczytelne. Znowu - dwa podmioty. Karczmarzowa (pozdrowienia z NFJP), dzięki której dotarł tak daleko, znajdując wielki strumień. Ale teraz - kto pobrnął? Strumień czy bohater? Bo wynika tutaj, że skoro nowy podmiot wszedł to pobrnął ten nowy podmiot, a więc strumyk. Dalsza część też ma za podmiot strumyk. Zwyczajne rozdzielenie wiele by tutaj pomogło. Spójrzmy na to:

Cytat:
Tylko dzięki Karczmarzowej dotarł tak daleko. Chłopak, znajdując także niewielki strumyczek, brnał tera obok niego dobre pół mili. Lecz ostrzeżenia, o jego nieprzekraczaniu, postanowił nie uszanować.


Klarowniej, bez straty na formie. A czytelniej i łatwiej dla czytelnika.

Na samym końcu - bezpośrednio do autorki. Prze pani, świat nie jest bajką, wiemy o tym doskonale. Stwierdzenia o tym, czy zdanie jest zrozumiałe czy nie, ma swoje istotne zastosowanie do rozwiązania potencjalnych problemów stylistycznych. Gramatyka jest cudna, przecinków praktycznie nie ma zeżartych za co aprobata się należy. Ale laczkiem powinno się wybić ideę makaronizmów jako formę narracji, bo mi się w połowie, i to mówię szczerze, odechciało mi się tego tekstu czytać. Zmęczony jestem i Ty do męczenia dokładasz. Może nie zgadzamy się nad tym jaka powinna być literatura, ale, naprawdę, jeżeli chcesz iść w tę stronę to walcz o prezentowanie podmiotów w sposób poprawny. Czuję także, że każda długie zdanie, które znajduje się w tym tekście da się rozwalić na parę mniejszych bez straty charakteru opowiastki, opowieści, jakkolwiek. Mniej mąk dla czytelnika, który nieobeznany w Twojej literaturze chętnie chciałby poznać więcej. Lecz przede wszystkim: treść ponad styl. Bo styl możesz wyrobić po setnym, pięćsetnym tekście, ale treści nie wyrobisz nigdy, nieważne jak wiele floresów i zdań dziesiętnie złożonych do tekstu nie wstawisz.
Zważając na sytuację oraz na prośbę samego autora, postanowiłem przeanalizować to długie opowiadanie i zawrzeć do niego jakąś sugestywną opinię. Otwarcie podjąłem się tego wyzwania, chociaż postawione zostało ono raczej nieudolnie. O ile, podobno, powinno trzymać się swoich nieprzyjaciół blisko siebie to tym bardziej powinno się odrzucać monodramastystów do tekstów długich, zawiłych. Ale los podyktował taki tok, więc i czas na pewne zapoznanie się z tematem, ot, od strony personalnej. A skoro autor sobie rozdziela ten tekst na części to i swoją wypowiedź o tym fragmencie wyrzucę w części. Żyje się tylko raz.

Akt I: Smrody ortograficzne (w głównych rolach Zjadacz Przecinków oraz Odskrótowacz Doskonały)

Cytat:
teraz będzie niebieski Jeep, potem dwa suv-y i jeszcze sportowy mitsubishi eclipse

SUV z dużej litery, bo skrót.

Cytat:
Nawet, jeśli na miejscu kierowcy spoczywa jego szkielet.

Niepotrzebny przecinek.

Cytat:
Zataczając pojazd na wyłączonym silniku ominęli roztrzaskane fragmenty kłódki

Przecinek przed "ominęli".

Cytat:
Połóż się najniżej jak możesz

Przecinek przed "jak".

Cytat:
Żłopał powietrze z butli dogorywającego członka grupy dziwiąc się

Przecinek po "grupy".

Cytat:
małpi krzyk kolegów dopingujących go z dodge’a docierał zarówno do uszu roztrzęsionego chłopca

Makaronizm.

Cytat:
trzystu-funtową

Skoro stukilogramowa to i trzystufuntowa.

Cytat:
Po tym, był pewien, że jest tam, gdzie powinien.

Nie potrzeba przecinka przed "był pewien".

Cytat:
Twój ojciec sprawił, że posiłek możesz wkładać nie zdejmując jej

Przecinek przed "nie zdejmując jej".

Cytat:
Ten stan utrzymywał się w nim, dopóki na twarzyrozmówcy syna nie spostrzegł głębokich zmarszczek.


Pod względem ortografii, gramatyki i stylistyki jest więc całkiem w porządku, chociaż bym jeszcze ten tekst sprawdził chociaż raz przed samym wydaniem, zważywszy na ilość uwag zamieszczonych u góry i kilku rewizjach. Jak to się mówi w branży - testy regresywne.

Akt II: Zanim zacznę rwać włosy z głowy

Jedna z rzeczy, zanim przejdziemy do tekstu per se, jest fakt, że forma zaprezentowania tekstu pozostawia sobie wiele do życzenia. Moim zdaniem takie formatowanie tekstu psuje odbiór i czytanie jego w taki sposób stanowił dla mnie problem. Co nie zmienia faktu, że jestem cholernym estetykiem i takie drobnostki mnie irytują. Autor powinien zdecydowanie zmienić czcionkę, bo Georgia jest zwyczajnie fatalna, ba!, nawet gorsza od Comic Sans'u. Niby czcionka szeryfowa, ale mnie irytuje. Co zrobić - otworzyć Notatnik i jakoś się za to zabrać.

Akt III: Makbet idzie sobie do lasu

Ja nie wiem od czego zacząć w sumie, jeżeli chodzi o samą treść. To nie jest "złe" w takim kontekście, jak złe jest, na przykład, piekło czy tradycyjna ukraińska kuchnia. To nawet nie jest "złe" w kontekście prowadzonej akcji, bo ktoś tam powyżej, słusznie zresztą, napisał, że autor umie opowiadać. A no umie, temu mu nie zaprzeczę. Ale czy wystarczająco bym ochoczo sięgnął po drugą część? Mam obawy, bo ocknąłem się przy części szóstej i takiego clusterfuck'a w życiu nie widziałem. Ale najpierw o tej części. Zatem, gdzie widzę błędy:

Cytat:
Długie sznury samochodów kierujących się do centrum to codzienność we wszystkich miastach świata.


Dlaczego w akapicie pojawiają się, okazjonalnie, ale nadal, pojedyncze zdania. Ani to nie buduje dla mnie atmosfery, ani do końca nie przekonuje mnie jako zabieg stylistyczny. Nie wczuję się jednym zdaniem do tematu. Tym bardziej nie rozumiem skąd ten podział, skoro akapit niżej mamy już pełniejszy opis miejsca akcji, który bardziej się prezentuje i prezentuje mi, czytelnikowi, świat przedstawionej treści dogłębniej.

I to nie jest przypadek odosobniony. Nie rozumiem racjonalizacji takiego prezentowania lokacji. Jakby to jeszcze było kursywą pomyślałbym "Aha, jest jakiś pomysł!", a tu nawet tego nie ma. Takie wysepki leniwe, po co to komu, na co to komu? Zważywszy jeszcze, że w późniejszej części tekstu jesteśmy atakowani blokiem tekstu, który jeszcze bardziej rozwala te małe fragmenty na coś zupełnie nieistotnego.

Kolejny kardynalny błąd zauważam w dialogach, a raczej co po nich. "Wyliczał, tłumaczył, dodał, przykucnął". Autor ma mnie albo za ślepca, albo za człowieka z dysfunkcją rozpoznawania tego, co bohater robi w danym czasie. Szczególnie jest to widoczne już w pierwszym dialogu tekstu:

Cytat:

– Hyundai, honda, chevrolet… – wyliczał Kevin – zwolnij, tato! Nie zauważyłem czwartego.
 
– Czwarty był biały jaguar na blachach z Luizjany – tłumaczył Edwin, próbując jednocześnie przedrzeć się między pojazdami blokującymi szosę


Łączenie wątków nie jest faktem trudnym. Skoro nie zauważył, a odpowiedź o jego niezauważeniu przybyła natychmiast to wiem, że ta kwestia została wytłumaczona. Nie potrzebuję ciągnięcia za nos. Pozwoliłbym sobie na dodatek w takiej kwestii, gdyby to "tłumaczył" było po jakimś opisie, szerszym bloku tekstu. Ale, idąc za zasadą "show, don't tell", nie potrzebuje oczywistego wytłumaczenia kwestii w taki banalny sposób.

Cytat:
– Mówi się kradzież – krzyknął w stronę syna


Wykrzyknik by wystarczył, naprawdę. Implikacja stanu postaci zachodzi po dialogu, nie w jego trakcie.

Inna kwestia:

Cytat:
Nie ma jej, kretynie. Szukałeś wszędzie. Nie ma Emmy, nie ma… – pouczał się w myślach


Skoro w myślach, to gdzie myślniki? To wprowadza też szereg innych problemów:
Cytat:
Zaśmiał się zadziornie i szepnął do siebie. – Już wiem.

Ale kto wie? Bohater? Narrator?

Jeszcze inne:

Cytat:
– I zrobili ze mnie durszlak, wpychając na tę pułapkę, gdy tylko przestałem być potrzebny. – Macał się po całym ciele. – Zdążyłem zasłonić flaki rękami i, praktycznie rzecz biorąc, pizgłem w nią bokiem. Podziurawiło i połamało mi wszystkie kończyny. Jeden kolec wbił się w policzek i wybił po drodze trzy zęby, a kolejny przebił tętnicę, spójrz tylko. – Odpinał guziki flanelowej koszuli, zza której uwidaczniało się coraz więcej świeżo zabliźnionych ran. – To dziecko zajęło się mną lepiej niż lekarz.


Tutaj miałem największy oczopląs, bo nawet nie umiałem określić co, gdzie, jak, za ile. A może to formatowanie tak mnie urąbało?

Ale tak sobie czytam i czytam. Nie wiem czy to tylko ja czy moja personalna nerwica, ale zupełnie mnie ten tekst nie chwycił. Przypomniały mi się lata Nowej Fantastyki, gdzie lamentowałem nad czytaniem czegoś nadmiernie przeciętnego, nadwyraz prostego. Nie, żeby to było z jakiegoś powodu rzeczą złą, ale zupełnie długa forma, dla mnie, zabiła potencjalny tok prowadzonych wydarzeń. Wyznaję zasadę, że momenty szokujące, istotne, punktowe dla postaci, powinny odbywać się w rzeczywistości poza dialogiem, w miejscu, w którym, jak na filmie, widz widzi coś, nie słysząc głosów bohaterów. I tutaj, czuję, mamy sytuację odwrotną. Postacie nie mówią co bardziej eksponują rzeczami, plotami, historiami. Nie jest nam pokazane, a jest nam mówione. Czy to dobrze? Ja tam lubię ciche japońskie produkcje, w których dialogi porozrzucane są szeroko wokół trwania produkcji. Wtedy klimat przesiąka najbardziej. I ten fakt, że literatura również może tak działać, styka się z wizją tego tekstu. Bum! I co z tym biedactwem zrobić?

Inną kwestią jest fakt, że forma, sama w sobie, wiele narzuca. I szkoda, bo widać, że autor narzucił sobie, no właśnie, całą formę, od A do Z, bez eksperymentów. Ta forma jest aż tak bezpieczną, że jej drobne przeciążenie wołałoby o gloryfikację. Od tych wszystkich "odpowiedział, westchnął", poprzez bloki tekstu, poprzez samą konstrukcję i formę tekstu, który raz rzuca dużymi kawałkami dialogów by potem wyrzucić dużym fragmentem tekstu. Brakuje tutaj tempa, które zmieniłoby się jakkolwiek. Wiem, że to jedna z części większego tworu, ale w tej części nie czuję, by zostawione było mi cokolwiek. Taki troszku zostałem pozostawiony na szczycie i zamarzam. Czy to dobrze? Nie z mojej perspektywy. Ostatecznie to nie ma znaczenia, póki coś kupuje większość, póki autor ma przekonanie w to, co robi. Gorzej jak nie ma przekonania. To wtedy prosi dziwaka do skomentowania kilku części tekstu, który... O, jak ładnie dotarliśmy do początku. Ostatecznie wychodzi na to, że to okej tekst, ale zupełnie nie dla mnie, przedzielony ortograficznie, poprawiony gramatycznie, przeżarty przez innych forumowiczów. Co ja mogę dodać więcej? Sam nie wiem. Do dodania tutaj jest bardzo, bardzo mało. Personalnie kilka lat temu ogłosiłem wojnę z taką formą prozatorską i trzymam się zasady, że z wrogiem nie kolaboruje. Ale to jest okej. Czy okej w takiej formie wystarcza? Zapytać trzeba kogoś, kto w tym siedzi dłużej, kto się zna bardziej. Dla mnie jest tylko i aż "okej". Chyba jednak przysiądę nad częścią szóstą. O ile jest nad czym przysiąść.

[EDIT]
Wypada jeszcze wspomnieć o jednej rzeczy, która uderza mnie najbardziej - brak osobowości. Porównując "Ale" z tym tekstem rzucił mi się fakt, że czuję jakby pisały to dwie różne osoby, o zupełnie innym podejściu, o zupełnie innym myśleniu. Czy to źle, czy to dobrze - nie mnie oceniać.
@Darcon Awersja za awersję - ja z kolei SF ścierpieć nie mogę, pomimo usilnych prób ze strony swojego młodzieńczego umysłu. I weź tu bądź człowieku mądrym... ;)
Ale · 02.02.2018 21:56 · Czytaj całość
Darcon coś ma awersję do monodram, jak nic :D Żarty żartami, ale sobie tak czytam to "Ale" i mnie nie tyle uderza, co interesuje fakt istnienia pewnych kwestii. Na początku - krótkie grafomaństwo. Nie ma do czego się przyczepić poza:

Cytat:
Pa­mię­tam jak wy­skro­ba­łem „Po­my­ślał, że jego mózg za­koń­czył funk­cje bio­lo­gicz­ne”


Przed "jak" przecinek, jak nic.

Dwa:

Cytat:
Opo­wia­da­łem o swo­ich pa­sjach - grze na basie i pi­sa­niu.


Myślnik, nie dywiz.

Co do samej treści się przyczepię, bo, no, ja nie wiem. W sumie to takie gadanie. Gadania nie są złe, bo sam gadam i się sam wypisuje nad tym, czy tamtym. Więc sama idea nie jest zła, ale egzekucja pozostawia wiele do życzenia. Piszesz o sobie, ale nic z tego pisania, dla czytelnika, nie wynika. Nie jestem zainteresowany Tobą per se, jeżeli Twoje słowa nie dochodzą do jakiegoś celu. Nie ma w tym tekście CELU. Bo co tak naprawdę nam chcesz tym tekstem przekazać? Widzę to na razie tak, jakby to było "jojczenie" — nie mam pieniędzy, proza mi nie idzie, Darcon to zły człek, etc. No ale co z tego wychodzi, tak naprawdę, dla mnie, czytelnika? Takich historii jest więcej, historii frustracji nad tym, kim się jest, co się osiągnęło (bądź nie) w życiu. Są nawet takie książki, gdzie byli alkoholicy mówią o swoim życiu i jak im się poturbowało. Taka literatura jest na pewno nieprzystępna jak cholera, ale celem autora w takiej monodramie jest przestrzeżenie czytelnika "Nie idź tą samą drogą, co ja". A tutaj tego właśnie nie widzę. To taka, dla mnie i na ten moment, miniaturka testowa a'la "Tak sobie napisałem, by sobie ulżyć". Teraz napisz miniaturkę taką, żebym z niej coś wyniósł, żeby mnie obchodziło to, co do mnie piszesz. Bo na razie nie czuję, byś w tym tekście osiągnął ani to, ani to. Miniatura ta to, zwyczajnie, dobra próba pisarska dla próby pisarskiej. Grafomański strzał. Ale nic poza tym.

[EDIT]
Jeszcze jedno, o czym chcę powiedzieć to zakończenie tego tekstu, które u mnie wywołuje odrobinę konsternacji. Ten pies i ta nadzieja, opisana takimi krótkimi zdaniami, aż rwie się w stronę czarnej komedii, chociaż reszta tekstu, wydaje mi się, ma inne "zadanie". Może się mylę, ale rozjazd emocjonalny jest tutaj aż za bardzo widoczny, za bardzo komediowy.
Ale · 02.02.2018 20:04 · Czytaj całość
Są drobnostki z formatowaniem: czasami przecinki zjadają spacje - istotne by zwrócić na to uwagę; spacji czasem też jest za dużo niż potrzeba w niektórych rejonach; nawet czasem brakuje kropek na końcu zdań

Cytat:

- Pro­szę pana, czy ja nie mam nic do ro­bo­ty, farba po­win­na być dużo wcze­śniej

- I była, tylko za mało


Dodatkowo znalazłem też pożeracza przecinków:

Cytat:
Kiedy wró­ci­łam ma­larz  za­ma­szy­ście sza­stał pędz­lem po ścia­nie.


Przed "malarz".
Cytat:
wy­da­wał z sie­bie dziw­ne od­gło­sy, ni to piski ni to zgrzy­ta­nie.


Przed drugim "ni" brak przecinka.

Cytat:
Oga­nia­jąc się od po­tknął się o szkla­ny sto­lik i  i prze­le­ciaw­szy przez niego wpadł na me­ta­lo­wą fu­try­nę.


Trzeba rozdzielić dwa czasowniki po "i" czymś. (i usunąć drugie, zbędne "i";).

Szkoda, że tekst nie ustrzegł się tych błędów. Nawet sam fakt stwierdzenia, że coś jest "dnem" nie usprawiedliwia przed brakiem krytycznej analizy pod względem takich zaniechań.
Co do treści się nie wypowiem - nie obszedł mnie ten tekst zupełnie. Pojawił się i od razu znikł. Więc, przede wszystkim, spojrzałbym na tą pracę pod względem gramatyki i stylistyki.
Technicznie - nie jest źle. Problem, że słowa po wielokropku raz piszesz z małej (co jest niepoprawne), raz z dużej, brakuje w tej kwestii jakiejś konsystencji. Doczepić się można także do syndromu znikających przecinków:

Cytat:
Smol­ski nie spał od dwóch dni; nie wiem czy zaraz za­słab­nie


Brakuje przecinka po "nie wiem"

Cytat:
Już mło­de­go mie­li­śmy, już nam się wy­da­wa­ło że naj­gor­sze za nami.


Tutaj przed "że"

Cytat:
Nie wiem w jakim celu ta ruda funk­cjo­na­riusz­ka to przy­nio­sła, co ona my­śla­ła,


Tutaj przed "w jakim".

Cytat:
Znajdź mi le­piej tego pi­ja­ne­go kie­row­cę to może w na­szej ła­ska­wo­ści do­pro­wa­dzi­my go do stanu tejże de­sko­rol­ki.


A tutaj brakuje przecinka pomiędzy dwoma czasownikami.

I takich przecinkowców jest dużo, dużo więcej. Inna sprawa: Są dywizy zamiast myślników. No i jeszcze dziwne słowo:

Cytat:
Dzię­ku­je­my panom ochro­nia­rzom za wy­pro­wa­dze­nie za­głu­sza­cza na­szych bi­pa­ją­cych o wszyst­kim sprzę­tów,


Wydaje mi się, że to przeoczenie. Jeżeli nie jest to błąd i używasz tego dziwnego słowa intencjonalnie to, moim zdaniem, jest on zwyczajnie rzecz biorąc brzydki i niewpasowujący się w klimat.

Nie do końca rozumiem też rozdzielenia między dwoma wątkami. Można zupełnie, moim zdaniem, to pominąć.

Z kolei treść... No nie wiem, dla mnie to porażka. Wyolbrzymiony pseudo-tekst, który nie wnosi nic, poza znanymi stereotypami. Nie wiem co było Twoim, ostatecznie, celem w pisaniu tej miniaturki, ale mnie to bardziej rozbawiło niż zdenerwowało. Rzucane kurwy na prawo i lewo, bez jakiegoś wymieszania, cynizm kompletny i regularny przez całe trwanie jest śmieszne. Niby ostatni akapit miał nam niby coś udowodnić, ale ja tego nie czuję, bo nie mam dla kogo czuć. Lekarz jest tutaj zbyt jednowymiarowy, o jeden wymiar za mało. Takie to puste, nic mi nie mówi. I co mi ma zależeć? Ja bym uciekał od takich tekstów szybko i tak zrobię. Tobie proponuje stworzenie miniatury, która nie oscyluje w parodię samej siebie. Już mamy "Dzień Świra", który zrobił to lepiej. I po co nam więcej?
Życie w ich rękach · 02.02.2018 17:53 · Czytaj całość
Silvus napisał:
Ależ "muszę", bo na tym oparłem koncept cyklu miniatur.


Ale ja tego nie wiem, na przykład, inny ktoś też może tego nie wiedzieć. Nie możesz "przyjmować", że ktoś o Twoim koncepcie wie. Możesz w takie zagrania bawić się, gdy wydasz zbiór opowiadań i będzie to bardziej oczywiste dla czytelnika. Jako jednostkowa sprawa - to pisanie oczywistej oczywistości.

Silvus napisał:
Decand napisał:Cytat: Wiatr coraz moc­niej nie wiałTo coraz mocniej wiał czy coraz słabiej czy w ogóle nie wiał?
Dokładnie tak, jak napisałem. Taką konwencję opisu przyjąłem.


Konwencja zła, bo niepoprawna gramatycznie. Nie może coś mocniej nie wiać tak samo, jak coś nie może parzyć zimnem. No chyba, że nie wiało mocniej NIŻ kiedyś, ale z tekstu to nie wynika. Nawet wtedy takie zdanie nie ma sensu, z mojego punktu widzenia. Skoro stan się nie zmienił to nie widzę potrzeby powrotu do jego ponownego opisu.

Silvus napisał:
Nie uważam, że akcja jest bez sensu. Z tego spotkania miało wyniknąć tyle, że w ogóle do niego doszło.


Czy ideą literatury nie jest drożenie w tematach, w których COŚ się dzieje? Nie twierdzę, że ten fakt nie jest dla Ciebie istotnym, ale dla mnie, jako czytelnika oczekującego, nazwijmy to, "nagrody" za moje przemęczenie przez tekst, jest coś, co mogę wziąć do serca. Fakt, że coś zaszło, tyle i aż tyle, nie daje mi nic.

Silvus napisał:
Tego faktu będę bronić. W Twoim przykładzie nie widzę nic niepoprawnego


To jeszcze jeden przykład. Spójrz i porównaj dialog:

– Zagotowała się! – zauważył, wiedząc, że woda gotuje się przy stu stopniach Celsjusza z książki do biologii z trzeciej klasy podstawówki.

- Zagotowała się! - zauważył. Przypomniał sobie wtedy o sytuacji z trzeciej klasy podstawówki, gdzie uczył się o wrzeniu wody.

Gdzie ja widzę różnice? Sto stopni. Wiemy, że tak jest i nie odkrywajmy koła na nowo. Nie mówimy tak w ogóle. Nie mówimy do znajomego "A wiesz, że ona idzie do pracy co jest prawdą, którą wielokrotnie potwierdzałem szerokim spektrum badań...". Mówienie czegoś takiego wprost, moim zdaniem, jest zwyczajnie nie miłe chyba, że narrator ma ku temu specjalne upodobanie, uargumentowane w treści, które przeinacza się przez całą treść tekstu lub przez jego solidny fragment. Tutaj tak się nie dzieje i wychodzi z tego zapychacz. To tak, jakby wziąć bardzo długi opis lasu, który już w następnym zdaniu nie wraca już w powieści. Po co to komu? Na co to komu?

Silvus napisał:
Może to coś wyjaśni, że pamiętaj, @Dec, ja jestem również poetą. Nie zamierzam rezygnować ze swoich poetyckich przyzwyczajeń w prozie.


Poetyzowanie poetyzowaniem (tego się nie tykam zupełnie). Zupełnie nie trzymam się argumentacji jakoby stwierdzenie "jestem poetą" upoważniało mnie do zaakceptowania takiej formy prozatorskiej. Odwróćmy koło. Czy gdybym napisał słaby wiersz zaakceptowałbyś moją argumentację "Jestem prozaikiem i tak piszę, o."? Nie mówię, żebyś nie próbował prozy, bo to fajna sprawa, ale, niestety, są to dwie dziedziny, z dwoma, dosyć różnymi, sposobami podejścia do tematu. Nie jest to niemożliwe do połączenia, ale trzeba naprawdę walić głową o mur, by coś takiego osiągnąć.
Ale do rzeczy - przeczytaj to zdanie sobie z kilka razy. Tam jest błąd jak sto dwa.
"ja na wy­cią­gnię­cie ręki."
A nie "jak na wyciągnięcie ręki."? Wiele by to tłumaczyło. Skrzata literowego, na przykład ;)

Silvus napisał:
Tekst planowałem zakończyć spokojnie. Delikatnie. Trochę pesymistycznie. Tak, jakby czytelnik został wytrącony z równowagi: "Ale... jak to? To już? To nie będzie happy endu? A gdzie w ogóle ten koniec?"


I po tym padają pytania "Czy autor w ogóle to skończył? Straciłem czas na coś bez konkluzji?". To ma swoje dobre i złe strony, ale tekst musi się trzymać i trzymać czytelnika by reakcja, taką o której piszesz, w ogóle się ujawniła. I przed tym przestrzegam najbardziej, bo to doprowadza do skrajnych i, niestety często, negatywnych reakcji. Lepiej nauczyć się jednak kończyć coś "typowo" by na tym budować coś nietypowego. Nikt nie skacze na główkę bez nauki skoków do wody.

Silvus napisał:
Jednocześnie, i to uważam solidnie, że tekst, w tym, co widzę, nie prezentuje mi nic, żadnej uwagi historii, bo "lepsze" przeżyłem sam.A ja przeżyłem taką, przynajmniej w tym tekście. I tego będę bronić.


A ja będę się bronił, że mi autor nie zaprezentował tego przeżycia tak, jak sam autor ją odczuł. Basta. I żyje się dalej. :)
W parku · 30.01.2018 17:31 · Czytaj całość
Wrażenia z czytania subiektywnego. Komentarze od początku do końca.

Cytat:
Cze­ka­łem na B. w umó­wio­nym miej­scu

Cytat:
Wła­ści­wie nie umó­wi­li­śmy się w kon­kret­nym miej­scu


Trochę to psoci. Skoro umówione miejsce to umówione - basta. Jeżeli nie umówione to nie. Komplikowanie, moim zdaniem, bezsensu.

Cytat:
a ona – że nie ma pro­ble­mu, że też zaraz bę­dzie. Drze­wa cicho spały gdzieś nade mną, było nie­mal bez­wietrz­nie.


Bardzo rażący przeskok tematyczny.

Cytat:
„Wy­słać SMS czy nie wy­słać?” Cze­ka­łem już pięć minut. „Po­cze­kam jesz­cze pięć”. Gdy mi­nę­ło dzie­sięć minut


Silvusie drogi, wiemy, że pięć plus pięć daje dziesięć ;) Nie musisz być aż tak dosłowny.

Cytat:
W my­ślach sta­ra­łem się uwy­pu­klić słowo „zda­wa­ły”.


Dla kogo? Dla samego siebie? Dla czytelnika? Jeżeli dla siebie to mamy przebicie czwartej ściany, jeżeli dla czytelnika - zwykła stylistyczna zmiana tekstu by wystarczyła.

Cytat:
wsta­łem, zdo­by­wa­jąc się na spoj­rze­nie na nią tak samo jak zwy­kle.


Coś, co jest "jak zwykle" nie wymaga wyróżnienia. Normalnie nie wyróżniamy rzeczy typowych, a rzeczy nietypowe. Rozumiem zabieg, ale czyta się go niezręcznie.

Cytat:
Nie bar­dzo wie­dzia­łem, dokąd chce iść, ale na­tych­miast zgo­dzi­łem się i ru­szy­li­śmy


Jest taka zasada w kinematografii mówiąca "Show, don't tell". Nie musisz pisać, że ruszyliście, jak się na to natychmiast zgodziłeś. Mówi się samo przez się.

Cytat:
Lu­bi­łem jej głos, lu­bi­łem jej opo­wia­da­nia. Nagle zła­pa­łem się na tym, że chcę po­my­śleć „lubię ją”, i choć prze­cież tak było od dawna, to te słowa wy­da­ły mi się cał­kiem nie­do­pa­so­wa­ne do chwi­li.


Kolejny, rażący przeskok. Brakuje kilku zdań pomiędzy nimi, co najmniej, albo przynajmniej jakieś stopniowe budowanie suspensu przy tym lubieniu.

Cytat:
Wiatr coraz moc­niej nie wiał


To coraz mocniej wiał czy coraz słabiej czy w ogóle nie wiał? :)

Cytat:
W końcu B. za­mil­kła; oboje wie­dzie­li­śmy, że mil­cze­nie to ważna część roz­mo­wy. Po kilku chwi­lach ru­szy­li­śmy dalej, park jesz­cze się nie skoń­czył.


Akcja, moim zdaniem, zupełnie bez celu. Pistolet Czechowa, bo nic, de facto, z tego stopu przy ławce, nie wynikło. I znowu mam problem z Twoim dosłownym stwierdzeniem faktów. Ja też lubię być bezpośredni, ale, gdy zdanie po zdaniu, coraz to intensywniej mówisz bezpośrednio to zaczynam czuć się jak idiota, bo tekst uznaje, że nie umiem wyczuć niuansów. I, po raz kolejny, "show, don't tell"; prezentacja milczenia jako ważnej części mogłeś odnieść do innego faktu ze wspólnego życia bohaterów, czegokolwiek, byle nie oczywistego stwierdzenia faktów.

Cytat:
Wiesz, wczo­raj my­śla­łam… o tym wszyst­kim… o zna­jo­mych, o pracy… o życiu…


Bardzo... Mocne... Nadużycie... Wielokropków... (plus, taka mała zasada - po wielokropku słowo z dużej litery).

Cytat:
– Wra­caj­my. Jutro muszę wcze­śnie wstać – za­uwa­ży­ła, a ja wie­dzia­łem, że to praw­da, bo co­dzien­nie wsta­wa­ła wcze­śnie do pracy.


Skoro wiedziałeś to... Wiesz, ja bym zrozumiał taki zabieg, gdybyś wiedział, że to była nieprawda, ale faktów oczywistych, znowu, nie trzeba wybrzuszać. Pozwól, że posłużę się tym przykładem:

– Zagotowała się! – zauważył, wiedząc, że woda gotuje się przy stu stopniach Celsjusza z książki do biologii z trzeciej klasy podstawówki.

Widzisz coś w tym dialogu coś niepoprawnego?

Cytat:
Sta­li­śmy tak, ona pa­trzy­ła gdzieś w prze­strzeń z nie­okre­ślo­ną miną, ja na wy­cią­gnię­cie ręki.


Wynika z tego zdania, że patrzyłeś się na wyciągnięcie ręki. Lepszym, chociaż nadal ślamazarnym byłoby:

I sta­li­śmy tak, ona – wpatrzona gdzieś w prze­strzeń z miną, którą niemożna było przyłożyć do żadnego znanego mi wyrazu twarzy. Ja, natomiast, stałem, wpatrzony na nią. Zdenerwowałem się - była na wy­cią­gnię­cie ręki.

Co do zakończenia - dochodzę do wniosku, że z tego spotkania, tak naprawdę, nic nie wynikło, status sprzed rozmowy pozostał. Jeżeli chodziło o taki zabieg to czuję, że jego lepsza wizualizacja, mogłaby przyczynić się do mocniejszego impaktu takiego uderzenia. Niestety, na ten moment, tekst kończy się ciszą, a nie wybuchem.

Dorzucę, na sam koniec, dwie uwagi. Po pierwsze - pamiętaj o redagowaniu tekstu w kwestii wyglądu. Jest on bardzo skondensowany na ten moment i trudno mi się go czytało, pomimo dość prostego języka. Więcej przerw między akapitami i dialogami - przede wszystkim. Drugie - trudne tematy, niestety, wymagają trudniejszych dostosowań do rzeczywistości. Stwierdzam, że ten tekst jest bardzo... Nastoletni. Już tłumaczę. Czy czytałeś kiedyś prozę skierowaną dla młodzieży? Szczególnie taką kierowaną w rejony romantyczne? Jeżeli tak to wiesz, mniej więcej, jak prezentuje się pociąganie fabuły do przodu - coś się dzieje, działanie wynika z czegoś. Tutaj zaczynamy w punkcie, w którym zaczęliśmy, żaden bohater nie ewoluuje, nie rozwija się. Nie dowiadujemy się o bohaterach nic poza tym, że B. ma pracę. Co to zmienia czy ma, czy nie ma? Brakuje czegoś w formie przytrzymania mnie, jako czytelnika, do tej historii. Boli mnie, że Autor uważa, że nie umiem liczyć do dziesięciu (no nie odpuszczę! ;) ) i fatyguje mnie straszliwa pustka w tym spotkaniu - lekko zbitek fragmentów, nic solidnego, nic, co można byłoby uznać za skończony produkt. Uważam, że powinieneś jeszcze raz do tego tekstu przysiąść, krytycznie na niego spojrzeć i, przede wszystkim, dokończyć go.

Ogółem - ortografia jest okej, stylistyka nie wadzi w oko, tylko dobór słów jest potwornie sztuczny. Pisanie dosłownie czegoś czytelnikowi przez całość trwania tekstu jest zabiegiem, moim zdaniem, bezsensownym. Jednocześnie, i to uważam solidnie, że tekst, w tym, co widzę, nie prezentuje mi nic, żadnej uwagi historii, bo "lepsze" przeżyłem sam. Więc po co mam to czytać? Myślę, że pisanie nocą też nie daje pozytywów. Sam wspominam czaty pięciu błędów ortograficznych przy słowie "pies" o trzeciej w nocy. Lepiej się jednak wyspać i napisać coś naprawdę silnego. Tego też Ci życzę ;)
W parku · 30.01.2018 15:09 · Czytaj całość
Ja, ogólnie rzecz biorąc, mam słabość do żałości autora, skierowanych w stronę czytelnika. Sam tak piszę, czasem mi się to udaje, czasem mniej, czasem w ogóle. Pozwolę sobie zatem określić kilka kluczowych błędów, które mnie, osobiście, uderzają.

Jest pewna granica pretensjonalności, którą bardzo łatwo przeciąć. Między opisem a bezsensownym "jojczeniem", by użyć takiego kolokwializmu. Dla mnie właśnie było bardzo blisko tej drugiej strony barykady. I to nie jest tak, że bardzo chcę krytykować przesłanie, nomen omen dość proste i wcale nieskrywane, co nie buduje napięcia zupełnie. Problemem, przede wszystkim, jest sposób prezentacji tekstu i ten najbardziej zaskakuje. Zakładanie z góry, że kogoś obchodzi to, co piszesz jest bardzo zastanawiające, gdyż mówisz do nas jakbyś nas znała. Pewnie, zabieg stylistyczny, formuła tekstu musi się czegoś trzymać, lecz uważam, że to bieg w stronę oratorstwa niż tekstu pisanego. A ja oratorstwa nie lubię.

Stawianie pytań na początku tekstu jest po prostu cliché i nie wprowadza to pewności opowiedzenia historii, a, znowu, "jojczenia". Miało wyjść "Mam tak samo jak Ty", prawda? Nie umiem się z Tobą przez to utożsamić, potrzeba mi jakiegoś wstępu, czegokolwiek do zahaczenia byśmy mogli się porozumieć.

Prezentacja tekstu też jest małym problemem. Wielokropki, bezsensownie, oddzielone spacją, słowa po nich rozpoczyna się jak nowe zdania. Brak przecinków został potwierdzony, ale rzuca się też potworne makaronizmy.

Cytat:
Kącik ust lekko unosi się do góry, ni­czym pod­cią­gnię­ty przez pro­mień słoń­ca w po­chmur­ny dzień, palce w go­to­wo­ści spi­na­ją się do pierw­sze­go ude­rze­nia, plecy pro­stu­ją się, by uzy­skać jak naj­lep­szą po­zy­cję w ocze­ki­wa­niu na wo­do­spad słów, jakie już po­przez sy­gnał ude­rzeń serca za­czy­na­ją wy­le­wać się na kla­wia­tu­rę.


Przecież z tego można zrobić kilka, bardzo ładnie ułożonych zdań, po co ciągnąć? Tego nie da przeczytać się jednym oddechem. No chyba, że się nurkuje, bardzo głęboko, w poszukiwaniu tych rybek ze światełkiem nad głową. Inną sprawą jest też sama prezentacja tekstu. Po co to rozdzielenie między "Ja mam tak codziennie." i resztą akapitu? To pompatyczne, za bardzo krzyczy "Weź się skup na mnie!". Szczególnie, jeżeli spojrzymy na fakt, że już w dalszej części tekstu coś takiego się nie pojawia. Jednocześnie nie dajesz mi nic, by się na Tobie skupić, by Cię zrozumieć, bo Cię nie znam, nie znam Twojej historii życia/przeżyć/czegokolwiek.

Ostatecznie dobijają mnie dwie, bardzo istotne rzeczy.

Cytat:
Czy pióro lek­kim jest dla od­bior­cy, czy­ta­jąc moje tek­sty? Każdy z Was czy­ta­jąc, musi sam oce­nić, gdyż tyle ile oso­bo­wo­ści, tyle ile spoj­rzeń na ota­cza­ją­cy nas świat, tyle wła­śnie jest opi­nii. I to bar­dzo do­brze, gdyż każda z nich jest dla mnie ogrom­ną war­to­ścią, moją lek­cją, moim roz­wo­jem.


Z przykrością stwierdzam, że czyta się to równie interesująco jak informacje o tym, że woda gotuje się przy stu stopniach Celsjusza. Ten fragment zupełnie mnie wybił i spowodował do napisania tego komentarza - dlaczego taka nadmierna dosłowność? Po co to komu? Za co? Za ile? Dla mnie można byłoby to zdanie urozmaicić, nie precyzować aż tak bardzo. Jak przeczytać coś takiego to nie da się poczuć, jakby tekst do mnie mówił coś subtelnego. Ten fragment rzuca się tak w oczy, że aż krzyczy o atencję co, moim zdaniem, jest zupełnym zepsuciem koncepcji reszty utworu.

Cytat:
by wresz­cie mocno i szyb­ko ude­rzyć falą słów, które są prze­zna­czo­ne wła­śnie … DLA WAS.


...Brawo? No nie wiem, sam nie do końca rozumiem kwestii pisania czegoś takiego. Znowu - oratorstwo. "Złoty Ludu, całujcie moje stopy, patrz jaka to jestem wspaniała, że dla Was piszę, dajcie mi swoją atencję". Przepraszam, ale nie umiem tego inaczej odebrać. Sama tak piszesz, wprost czy nie wprost.

Chciałbym kiedyś więcej tekstów mówiące o autorze, bez tworzenia jakiś szalonych historyjek, coś precyzyjnego, o nim, o jego życiu. Czuję, że formuła ta mogłaby, z czasem, wyrosnąć na coś całkiem przyzwoitego. Niestety, na ten moment, ten tekst czyta się jak gloryfikacyjny samogwałt, na prezentacje siebie jako kogoś ultra-innego, kogoś specjalnego. Nie kupuję czegoś takiego i, na ten moment, nie pochwalam takiej próby literackiej. Co nie znaczy, że nie powinnaś próbować. Po prostu na ten moment dolna półka wydaje się być oczywistym wyborem. Życzę szczęścia w dalszym pisaniu!
Jak typowy Polak nie znam się, ale się wypowiem. Mi czegoś brakuje w tym wszystkim i poniekąd rozumiem dlaczego półka jest dolną. Pani Hanno - ten tekst nie wygląda. Może inaczej, jego kompozycja woła o pomstę do nieba. Niby to proza, ale bardzo szczątkowa, praktycznie szkieletowa. Akapity z jednym słowem brzmią niedobrze, zbyt bardzo wyokrąglają wady kompozycyjne. Wszystko wydaje się być losowe. Czasem w akapicie jest jedno zdanie, czasem kilka. Nie trzyma się to, dla mnie, żadnej konstrukcji. Oczywiście, przekaz jest i przekaz jest dobry, ale brakuje czegoś obok, jakiegoś rozbudowania. Pisanie wprost też nie jest zbyt dobrym zabiegiem dla tak krótkiej formy.

Jest też kilka błędów, moim zdaniem, dość widocznych:

Cytat:
Po­wzię­łam po­dej­rze­nie, że na­zy­wa­my mi­ło­ścią to czym ona nie jest, jej sub­sty­tut.


Wpierw - "to, czym", po drugie - nie przypadkiem "jej substytutem"? Zdanie nielogiczne w zaprezentowanej formie.

Cytat:
Mam tu na myśli mi­łość jaka ist­nie­je po­mię­dzy męż­czy­zną a ko­bie­tą.


"miłość, jaka". Równie dobrze można było kontynuować w akapicie ze zdaniem poprzednim.

Cytat:
Jej oj­ciec, słaby osob­nik nie umiał nigdy wziąć jej stro­ny więc at­mos­fe­ra domu była żyw­cem wy­ję­ta z bajki o kop­ciusz­ku.


Makaronizm, brakuje przecinka przy "więc". Dosłowność z tym "żywcem" też niezbyt ładnie się prezentuje. Można było to rozszerzyć o krótki opis, cokolwiek.

Cytat:
Wy­je­cha­ła do mia­sta uwal­nia­jąc się od nie­na­wi­dzą­cej ją ma­co­chy, życia na wsi i chyba naj­bar­dziej wspo­mnień.


Primo - "miasta, uwalniając", duo - czuję, że myślnik przed "wspomnień" byłby jak najbardziej poprawnym.

Cytat:
Rów­nież nigdy już nie wi­dzia­łam w niej en­tu­zja­zmu jaki to­wa­rzy­szył jej w dniu


"entuzjazmu, jaki"

Ja rozumiem, że to ma być kopnięcie, że to ma boleć. Ale żeby kopnięcie było efektowne to musi być podane w formie, która pokaże siłę zabiegów literackich, nie uprości go do formy banału. Życzę Ci tekstu lepszego, ale z równie mocnym przekazem. Bo wtedy dopiero taki przekaz, w formie przyjaznej i dokładnej, będzie miał moc.
Lucy · 07.01.2018 21:23 · Czytaj całość
Szczyt, szczyt, szczyt...

Brakowało mi ostatnio Conrada, który by ładnie napisał, jeszcze raz, "Jądro Ciemności". Tak bardzo nie cierpię tej powieści, że z czystym niepokojem spoglądam na monogramy, które napakowane są opisami czy to akcji, czy to wydarzeń. Mnie taka literatura odrzuca i, na Twoją korzyść, ten Twój tekst podchodzi pod conradzkie gadanie idealnie. Dlaczego na korzyść? Bo wiele ludzi widać upodobało sobie tego pisarza (przynajmniej z kręgu znajomych).

Tak czy inaczej zacznę od sedna - ten tekst mnie zmiażdżył jak skała. I teraz mnie to boli. Bo to nie jest tak, że to jest złe per se, ale czegoś brakuje. Nie wiem czy to kwestia dobranej stylistyki czy czegoś zupełnie innego. Mam wrażenie, że gdzieś w tym tekście zwyczajnie się zgubiłeś. Bo całość tak naprawdę można ułożyć w jednym zdaniu "Wędrowiec wybiera się na wycieczkę". Niby proste zagadnienie, ale okraszone taką plątaniną słów może wywoływać pewien niedosyt.

Może tutaj zamieszczę najbardziej widoczne dla mnie kwestie:

Cytat:
Prze­trwa­łem pory mon­su­no­we trwa­ją­ce ca­ły­mi ty­go­dnia­mi. Lecz gdy tylko po­ja­wia­ło się okien­ko po­go­do­we na­tych­miast przy­stę­po­wa­łem do wy­ty­cza­nia dal­szej drogi i szu­ka­łem miej­sca na ko­lej­ny obóz. Ale ostat­nie ty­go­dnie wę­drów­ki to praw­dzi­we stą­pa­nie po cie­niut­kim lo­dzie.


...Ale ten lód się szybko łamał. Ale miałem haczyki, które mogłem wbić w skały, by się zatrzymać. Taki makaron można ciągnąć i ciągnąć, ale narracja przez to się niepowtarzalnie psuje.

Padają oczywistości:

Cytat:
Cudo, które przez długi czas roz­pa­la­ło moją wy­obraź­nię i było w grun­cie rze­czy mo­to­rem całej mojej wy­pra­wy


Czy aż tak bardzo trzeba być dosłownym? Z kontekstu poprzednich treści doskonale to wynika.

Cytat:
Czy takie jest moje prze­zna­cze­nie? Czy na pewno pod­ją­łem dobrą de­cy­zję? Czy po­tra­fię się z nią po­go­dzić?


Nie buduje to napięcia, na pewno nie pod sam koniec tekstu. Lepszym byłoby, moim zdaniem, ukazanie tych pytań w kontekście większego zagrożenia niżeli pod sam koniec podróży.

Zdarzył się też taki płetonóg:

Cytat:
Le­gen­da głosi, że hi­sto­ria nie po­zna­ła na­zwisk do­tych­cza­so­wych zdo­byw­ców, je­że­li oczy­wi­ście byli.


Ilekroć przeczytałem to zdanie tym bardziej nie wiedziałem co chcesz przekazać.

Mnie to nie łapię, mnie to nie gryzie. Tekst zawiera znaczące braki w przecinkach (zwracaj na nie uwagę, gdy będziesz rozdzielać czasowniki w zdaniach złożonych). Mnie to nie porwało, ale może coś porwie, kiedyś, w najbliższym czasie. Chętnie się przekonam.
cień wielkiej Góry · 05.01.2018 21:03 · Czytaj całość
Wyszło, po przeczytaniu, że tak naprawdę niczego wielkiego nie odkryłem w ramach tęsknoty. Stoję murem za redaktorem Darconem, ale dodam i kilka zdań od siebie.

Przede wszystkim największym problemem tego testu jest fakt, że, nie ukrywajmy, brzmi to bardzo nieczytelnie. Nie wiem ile razy ten tekst został przeczytany na głos, ale sam taki zabieg uniknąłby, na przykład, takiego makaronizmu:

Cytat:
Tę­sk­no­ta jest dość sil­nym uczu­ciem, bo to takie coś co spra­wia, że co­kol­wiek in­ne­go ro­bisz to my­ślisz o tym, że przy­kła­do­wo osoba za którą tę­sk­nisz mo­gła­by być teraz z Tobą i robić to z Tobą lub my­śli­my o tym, że teraz wo­la­ła­bym spę­dzać czas z tą osobą i na pewno by­ło­by le­piej, mo­że­my to po­rów­nać też do psa, ulu­bio­nej cze­ko­la­dy którą je­dli­śmy w innym pań­stwie lub cze­go­kol­wiek in­ne­go czego nam bra­ku­je.


Do tego dochodzą stwierdzenia:

Cytat:
Dla­cze­go uczu­cie tę­sk­no­ty jest utoż­sa­mia­ne ze smut­kiem?
Od­po­wiedź jest ra­czej pro­sta, bo to ko­ja­rzy się z bra­kiem, a wszyst­ko czego bra­ku­je to smut­ne.


"czego brakuje to smutne" jest zbyt prostym błędem do przeoczenia, zbyt oczywistym. Sama konstrukcja zdań także nie powala. Nadużycie przysłówków to jedno, drugim jest forma prezentacji. Brak spacji między śródtytułami (?), wszystko ściśnięte w jedną całość, bardzo hermetyczną.

Chyba taką największą wadą jaką mogę odnaleźć w tym wszystkim jest chyba fakt, że ten tekst "nie płynie". Co mam konkretnie na myśli? Fakt, że, gdy się go czyta nie odczuwa się lekkości z przekazywanej treści materiału. Bo albo makaronizm, albo zdania z błędami logicznymi. To nie jest tak, że z tego nie może być nic dobrego. Zwyczajnie trzeba wpierw, przed samym pisaniem, skupić się na elementach stylistycznych, popracować jakoś nad warsztatem. Na ten moment został tekst bardzo biedny, niezbyt atrakcyjny i stawiający wiele problemów w trakcie czytania. Chciałbym jednak, w niedalekiej przyszłości, zobaczyć jeszcze coś Twojego, po przeszkoleniu, po popracowaniu nad pismem. :)
Tęsknota · 05.01.2018 20:42 · Czytaj całość
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
pociengiel
12/08/2022 02:56
najfajowsze z tych wszystkich wagonów »
pociengiel
12/08/2022 02:35
dzięki, jako niezdeklarowany wolny duch, myślałem… »
wolnyduch
11/08/2022 23:52
Wszystko można, również za tym winklem, ale czy warto? Z… »
wolnyduch
11/08/2022 23:41
P.S Nie uleganie trendom, to właśnie świadomość siebie i… »
wolnyduch
11/08/2022 23:34
To prawda, że ludzie sami sobie podcinają gałąź na której… »
wolnyduch
11/08/2022 23:11
Witaj Akacjowa Masz rację, że dobra pewnie nie jest… »
akacjowa agnes
11/08/2022 18:05
Cieszę się, że trafił w Twój gust, Ekslibris. Bardzo ciekawa… »
ekslibris
11/08/2022 18:01
Wiersz o akceptacji siebie i o próbie odnalezienia się we… »
pociengiel
11/08/2022 17:49
podjarany »
pociengiel
11/08/2022 17:48
dzięki »
skroplami
11/08/2022 13:18
Ajw witaj. Jakie umiejętności :(? Sądowe :)? Poważnie, mogę… »
skroplami
11/08/2022 13:09
Prawdziwe poruszydło :). Z komentarzy, poruszyło wielu.… »
akacjowa agnes
11/08/2022 09:05
Dobra starość nie jest zła. Ale co, jeśli nie jest dobra?… »
akacjowa agnes
11/08/2022 08:30
Bardzo dziękuję za komentarze. Flor, ten wiersz jest… »
Jacek Londyn
11/08/2022 07:22
Dzień dobry. Ściągnęła mnie muzyka w tytule (lubię muzykę).… »
ShoutBox
  • Darcon
  • 14/07/2022 20:17
  • Mało osób ma czas na "betowanie", ale możesz przysłać mi na priv opowiadanie, które skasowałaś. Sprawdzę, zasugeruję i uzasadnię półkę, tylko nie od razu. Dwa w jednym, coś jak szampon. ;)
  • Wiktor Orzel
  • 12/07/2022 08:09
  • Nie czytamy wszystkich komentarzy, bo nie mamy na to czasu. Twój akurat mi się rzucił w oczy, to nic osobistego. ;)
  • ApisTaur
  • 01/07/2022 22:13
  • W sezonie ogórkowym, tłok tylko na plażach ;)
  • Materazzone
  • 28/06/2022 17:24
  • Dawno mnie tu nie było. Strasznie mało tu życia jest :(
Ostatnio widziani
Gości online:30
Najnowszy:Vitalii
Wspierają nas