Bar Sara - rockhard
Proza » Inne » Bar Sara
A A A
Gruby Cygan z twarzą jak siekany kotlet patrzy na piwo, smętnie ściekające do kufla i wie, że czegoś brakuje. Brakuje gazu, brakuje chęci, czegoś brakuje ... Może brakuje piwa ? Ten smętny strumyczek irytuje i drażni, jednak trzeba stać, trzeba trzymać ten przeklęty kufel i trzeba czekać. Aż naleje się piwo. Aż się wszystko wyjaśni.

Dziewczyna, która zawsze przychodziła ze swoim chłopakiem - gitarzystą i zajmowała któryś z wolnych kątów patrzy na niego pytająco, po czym kiwa głową. Tak, tak. On też kiwa głową na "tak", przecież wiadomo, że w końcu trzeba to zrobić ... i nic się nie zmienia. Ona huśta się na krześle w swoim kącie, on bierze kolejny kufel - i znów ten irytujący strumyczek. Kap, kap; czegoś zabrakło. Swoją drogą - czy to nie ironia losu, że tymczasowym zarządcą baru został właśnie Cygan ? Nie oddaje sie w końcu złodziejowi woreczka z klejnotami na przechowanie a on przecież JEST złodziejem. Jest ... To znaczy - był. Był nim rok temu, dziesięć lat temu, czterdzieści lat temu, wczoraj przed południem, dziś rano ... Jednak tu i teraz wypadł ze swej zwykłej roli : jest zarządcą baru, drugim po Bogu i - niech to szlag trafi - robi, co może aby z tej roli wywiązać się śpiewająco. I znów ten cholerny, tragicznie powoli ściekający strumyk alkoholu. Udało się. Podaje dziewczynie obity kufel, ta zaś wypija duszkiem prawie połowę jego zawartości - oczy mętnieją jej lekko na chwilę, zaraz jednak odrzuca w tył włosy i dopija resztę. Męskie oczy - jest ich tu kilka par tego wieczoru - wyrażają ostrożne uznanie i lekko się uśmiechają; to jednak płytki i nerwowy uśmiech. Dziewczyna odstawia z hukiem kufel na stół.

- Powinniśmy tam pójść - mówi. I wszyscy wiedzą, że ma rację : powinni tam pójść. Powinni byli tam pójść już dawno temu, ale nie poszli. A teraz ...
- Powinniśmy tam pójść, słyszycie ? - powtarza dziewczyna.

Jej chłopak - gitarzysta, dzisiaj bez gitary, wzrusza ramionami; nikt już dawno nie zrobił tak głupiej a jednocześnie tak obolałej miny. Gruby Cygan wbija go w krzesło spojrzeniem, w którym nie ma szacunku i odstawia pomału wszystkie swoje tymczasowe atrybuty. Kufel, szmata, kartka, długopis ... Otwiera usta, jakby chciał coś powiedzieć i natychmiast je zamyka. A za chwilę jest już po drugiej stronie baru. Wstaje dziewczyna, która dwoma łykami wypiła wielki kufel piwa, wstaje jej chłopak (wciąż ze zbolałą miną), wstają i inni. Facet, nazywany Siekiera - nikt nie wie, dlaczego, może tylko ten, kto mu to przezwisko kiedyś nadał. Małomówny dziadek, który ponoć był swego czasu milionerem : część majątku odebrały mu wojny, część wydał na leczenie się z ran odniesionych w tych wojnach, resztę miał przepić albo zgubić. Wstaje też dwóch osiłków znanych z tego, że kiedy nie piją, kochają cały świat, kiedy zaś piją - świat nie ma za co ich kochać. Wstają wszyscy.

Wstają, bo już dawno powinni byli to zrobić : wstać. I pójść tam. I zobaczyć, i wyjaśnić i ... Nieważne. Już dawno powinni byli to zrobić, nie zrobili jednak aż do dzisiaj, teraz jednak zebrali się wreszcie. Gruby Cygan kiwa znów głową i rusza pierwszy.

I wychodzą.

* * *

Drzwi były otwarte.
Wewnętrzne drzwi też były otwarte. Wchodzili niby gęsiego, niby uważając na siebie, niby jeden po drugim ... Tak naprawdę jednak stłoczyli się jednak jeden obok drugiego, starając się być blisko siebie. Bo kto mógł wiedzieć, co czekało na nich za drzwiami ? Bałagan? Śmierdzący gaz ? Śmierdzący trup ? Mogło to być cokolwiek a i chwila nie była powszednia - byli przecież tylko klientami baru, JEGO baru : twarzami jakie nosili i historiami, które opowiadali, wciąż jednak wyłącznie odległymi cieniami. Tymczasem wchodzili tu, wchodzili do JEGO domu tak, jak przez kilka ostatnich lat wchodzili do jego knajpy - wchodzili, jak do siebie. A był to przecież dom, dom tego, który założył i od pięciu lat prowadził interes na dole. Dom ... Dwa niewielkie pomieszczenia, skromny kibel i łazienka, niewielki balkonik - mała klitka piętro nad dużym barem. Parę razy zastanawiali się, jak to jest, parę razy pytali go, jak znosi te wszystkie hałasy, te wszystkie śpiewy i przekleństwa dochodzące spod podłogi, kiedy on już chce spać a bar jeszcze nie. I przede wszystkim jak znosi to Sara. Mała, wrażliwa dziewczynka, która nie schodziła nigdy do świata śmierdzącego rozlanym alkoholem i krzyczącego urojeniami jego bywalców. Odpowiadał, że jakoś sobie radzą, że nie ma problemu, że nic im nie przeszkadza, nie zagłębiał się jednak nigdy w ten temat. Nikogo nie zapraszał. I nikt też nie drążył. Parę razy gitarzysta, który przynosił czasem gitarę i rzępolił jakieś smętne kawałki ku uciesze lub irytacji innych , dedykował któryś z nich "najpiękniejszej dziewczynie świata, o ile jeszcze nie śpi, ha ha ha". Stukały kufle, w nocnym powietrzu rozchodziły się jękliwe dźwięki instrumentu - i na tym się kończyło. Sara nie schodziła nigdy na dół - jej ojciec trzymał ją z daleka od świata, który sam stworzył, a w którym aż nazbyt często pachniało zgnilizną.

Lecz teraz naprawdę musieli tu przyjść. Kolejna ironia - trzymasz zgniły świat daleko na dystans i pewnego dnia ten świat przychodzi do ciebie, bezczelnie ładuje się do twojego domu ...

Ale oni naprawdę musieli bo sytuacja nie była codzienna. Jednego dnia stał spokojnie za barem, nalewał piwo i mówił - jak zawsze półgębkiem - do tych, którzy chcieli go słuchać, dał się wyciągnąć nawet na szachy i kufel piwa, kolejnego zaś dnia ... No cóż, kolejnego dnia już go nie było. Nie było go tak, jakby nigdy nie istniał. Kiedy zaczęli się schodzić wieczorem, jak co dzień, wiedzieli od razu, że coś się stało - bar stał otwarty, kufle nieumyte walały się w zlewozmywaku a elektryczny szyld palił się nad wejściem chyba przez cały dzień. A w metalowej kasetce, o której istnieniu gruby Cygan dowiedział się kiedyś przypadkiem i z nikim się tą wiedzą nie podzielił, leżała całkiem pokaźna sumka. Wystarczająca na pewno, aby zwiać z tej cholernej nory i zacząć, przynajmniej na tydzień, zupełnie inne życie. Gruby Cygan jednak, pomimo iż przecież BYŁ złodziejem, oparł się tej pokusie; zameldował się za to za barem, umył kufle, zgasił neon i nalał piwo. Później nalał drugie, i trzecie, i siódme ... Całkiem nieźle mu to szło, goście byli zadowoleni. Później zamknął bar, umył kufle i zgasił światła, kolejny zaś dzień nie przyniósł żadnej odpowiedzi - nikt dalej nie potrafił powiedzieć, gdzie podział się ten, który stworzył to miejsce. Były pytania i nie było odpowiedzi. Po trzech dniach zaczęli rozmawiać. Po kolejnych trzech dziewczyna gitarzysty duszkiem wypiła kufel piwa i poszli na górę.

Lecz teraz naprawdę musieli tu przyjść. I przyszli.
I nic nie znaleźli. Pytania pozostały pytaniami.

* * *

Dziewczyna pociąga nosem i mruży oczy. W pustym mieszkaniu, w dwóch pokojach, kiblu i łazience ani śladu człowieka.
Ani śladu - a więc nie ma człowieka. Ale nie ma też niczego, co być tu powinno.
Ani śladu ubrań.
Ani sladu książek.
Ani śladu gazet, śmieci czy kwiatów. Ani jedzenia w lodówce, ani nawet zapachu.
I ani śladu Sary, a przecież to dziwne - kobieta, nieważne czy lat ma dwanaście czy sto, zawsze zostawia za sobą jakiś ślad : zapach, aurę, cokolwiek. Tymczasem tutaj nie ma nic ... zupełnie nic.

* * *

Poza jedną rzeczą, którą zauważył gruby Cygan. Zauważył i kiedy już wychodzili, gdy tłoczyli się przy wyjściu, by z ulgą zejść piętro niżej i napić się piwa, wrócił do mieszkania. Wrócił i dokładnie TO obejrzał. Poczuł wtedy, że być może znalazł odpowiedź; schował TO do kieszeni i zszedł na dół za pozostałymi, dokładnie zamykając drzwi na klucz. A kiedy schodził zrozumiał, że ta odpowiedź nie była "być może" - była odpowiedzią prawdziwą. Ta prawda go uderzyła i poraziła.

Wziął więc małą, tandetną, szmacianą laleczkę i schował do kieszeni. Niech tak zostanie. Niech juz tam zostanie.

* * *

I tak już zostało.
Dzień w dzień nalewał piwo, rozmawiał, sprzątał, zarządzał ... Kiedy pytali, gdzie podział się jego poprzednik, wzruszał tylko ramionami; każdy patrzył wówczas z przymrużeniem oka i znacząco mrugał - Jasne ... On zaś nie prostował niczego, nie próbował tłumaczyć, nie próbował bo i po co? Z czasem gitarzysta ze swoją dziewczyną znaleźli inne miejsce, w którym spędzali wieczory, reszta zaś przyjęła, że widocznie tak miało być : stoi za barem gruby Cygan i nalewa piwo - jest świetnie. Był kiedyś inny zawiadowca stacji Zapomnienie ale dziś już go nie ma. Ani jego ani jego pięknej, młodej córki, której strzegł jak oka w głowie i nigdy nie pozwalał schodzić do baru. Z czasem zapomnieli i o nim i o Sarze, została tylko nazwa baru ; gruby Cygan za nic w świecie nie chciał jej zmieniać.

Ponieważ wiedział.

Teraz, po tych wszystkich dniach i tygodniach wypełnionych piwem i papierosowym dymem, który oglądał z zupełnie innej perspektywy, gruby Cygan dochodził do wniosku, że WIEDZIAŁ dużo wcześniej, dużo wcześniej niż tamten zniknął. Wiedział, bo jest taki gatunek ludzi, którzy WIEDZĄ. Wiedział, bo zobaczył w oczach tamtego coś, co znał bardzo dobrze.

Sara ? Na jej łóżku spała mała szmaciana lalka.
Sara ? Piękna, słodka dziewczynka o pięknym imieniu.
Sara ? Sara. Sara, której przecież nie było ...

A może była, może była gdzieś, kiedyś Sara, może była ale tylko przez chwilę ? Została po niej tylko ta mała, szmaciana laleczka, którą przygarnął stary, gruby Cygan. Prawdziwa Sara spała pewnie głębokim snem w zimnym grobie, gdzieś, gdzie jest dużo lepiej, gdzieś w innym świecie. A może jednak nie było jej nigdy ?

Tego gruby Cygan nie wiedział. Nigdy się pewnie nie dowie.

Pozostał jednak bar, i nazwa, i ta mała szmaciana laleczka. I metalowa kasetka, do której gruby Cygan każdego dnia wkłada banknot; kiedy uzbiera się ich już wystarczająco dużo, być może on też wyruszy któregoś dnia na poszukiwanie Sary. Tymczasem bar działa, co wieczór stukają tam kufle i gra muzyka. Wpadnijcie kiedyś na piwo do Sary, pewien stary, gruby Cygan na pewno opowie wam coś ciekawego ...
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
rockhard · dnia 04.12.2007 15:21 · Czytań: 2681 · Średnia ocena: 4,43 · Komentarzy: 10
Komentarze
lina_91 dnia 04.12.2007 16:17 Ocena: Bardzo dobre
Mam wrażenie, jakbym już coś takiego czytała... Ale dobrze. Mnie się podoba. nie będę Ci strzelać analizy, bo nie wiem, co napisać, zwyczajnie: dobry kawałek. Tylko ta mieszanina czasów razi i może trochę, choć nigdy nie wierzyłam, że coś takiego powiem: trochę za dużo wielokropków.
Sanepit dnia 14.12.2007 19:57 Ocena: Bardzo dobre
"od strony warsztatu itede itepe - świetne." Zgadzam się z przedmówcą, ale:
1. nie podobają mi się wyrazy pisane Caps Lockiem. Rozumiem, taka wizja artystyczna, ale dla mnie to ani trochę potrzebne,
2. wielokropki, dwukropki, pytajniki w piśmie komputerowym stawia się zaraz po wyrazie, bez spacji. To też mnie razi w oczy,
3. mieszanie czasów. Zaraz w pierwszym akapicie czas teraźniejszy, a chwilę później już przeszły. Jakaś taka drobna nieścisłość,
4. "ha ha ha"- kiedyś pani polonistka powiedziała mi, że taki soczysty śmiech zapisuje się przez "ch", a przez "h" coś w rodzaju okrzyku. Czy jakoś tak.
5. "Sara ? Na jej łóżku spała mała szmaciana lalka. | Sara ? Piękna, słodka dziewczynka o pięknym imieniu. | Sara ? Sara. Sara, której przecież nie było ..."- czytając ten fragment na głos coś mi nie pasowało. Tym czymś było chyba powtórzenie pytania "Sara?". Taki drobiazg,
6. w niektórych miejscach coś próbowałbym jeszcze pozmieniać w interpunkcji, np. "Została po niej tylko ta mała, szmaciana laleczka, którą przygarnął stary, gruby Cygan."- tutaj, moim zdaniem, wystarczyłby tylko jeden przecinek po "laleczce". Zauważyłem jeszcze parę takich fragmentów,
7. teraz taki maluśki drobiazg: "Nie oddaje sie"- raczej powinno być "się" (tak drobniutka literówka".

Moja ocena to oczywiście bardzo dobry.
rockhard dnia 18.12.2007 22:39 Ocena: Świetne!
Kurczę, dzięki za te wszystkie miłe słowa :-) San, jeśli chodzi o formę, chętnie pogadam ;-) A wielokropki ... No cóż, ja je lubię ;))
bury_wilk dnia 20.12.2007 12:12 Ocena: Bardzo dobre
Mnie wielokropki nie raziły, ale mieszanie czasów już tak. Po za tym, rzeczywiście słowo majstersztyk jest tu - przynajmniej miejscami - uprawnione.
Jednego nie rozumiem. Dlaczego właściciel nie zabrał kasetki z forsą?
milla dnia 23.12.2007 07:50 Ocena: Świetne!
Włąsiwie dopiero zakończenie przynosi pełny obraz sytuacji. Wczesniej mi się plątało czy była mowa o Cyganie czy poprzednim właścicielu. W zasadzie brak jakiejś specjalnej fabuły. Ot, niby leniwa, barowa codzienność, ale napisana tak, ze dech zapiera i człowiek znajduje się w tym barze od razu.
Dla mnie 6.
MarcinD dnia 23.12.2007 12:01 Ocena: Świetne!
Cytat:
Facet, nazywany Siekiera - nikt nie wie, dlaczego, może tylko ten, kto mu to przezwisko kiedyś nadał.

To zdanie kończy się jakoś tak... Zasakująco. Coś chyba zostało tutaj zapomniane.
Cytat:

...mała klitka piętro nad dużym barem...

Tutaj też coś nie tak, jak dla mnie. Może lepiej: "...mała klitka na piętrze..." ?

A ja sobie przeczytałem wszystkie powyższe komentarze i muszę dodać, że zamiast słów od siebie zacytuję jeden z powyższych. Bo uważam, że Milla napisała wszystko, co ja sam mogłem dodać.
milla dnia 23.12.2007 21:01 Ocena: Świetne!
Kto tu, przepraszam, dał ocenę słabe?! Bez żadnego uzasadnienia?! To opowiadanie jest słabe? litości!
NIeładnie. Mam wrażenie, że jest to celowy zabieg jakiegoś autora, któy bardzo chciałby, aby jego opowiadanie wygrało.
valdens dnia 24.12.2007 00:24
Heh, milla pilnuje jak bullterrier :)
Jeśli podejrzenie jest skierowane w moją stronę, to daję słowo, że jeszcze tego nawet nie czytałem. Zostawię na deser i JEŚLI będzie świetne, to daję słowo harcerza ;) - dam ocenę "świetne".

No, ale co teraz mam zrobić, żeby wyjść bez oceniania? Ok ok, chyba mam pomysł. W końcu studiowałem informę :) See you
milla dnia 24.12.2007 08:19 Ocena: Świetne!
Wiem, ze gusta sa różne, ale dwie oceny słabe bez żadnego uzasadneinia i imiennego podpisania się sa nie fair dla mnie.
marlip dnia 02.11.2008 21:52 Ocena: Bardzo dobre
Nie będę powielał tego co już napisano. Generalnie bardzo mi się podoba. Byle tak dalej. :yes:
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
RafalSulikovski
23/08/2019 11:34
:-) Dzięki! Ja dopiero jestem stale "zapowiadającym… »
MP642
23/08/2019 11:22
Jeżeli by rok '68 rozumieć wąsko, to faktycznie za… »
JOLA S.
23/08/2019 10:21
Darconie, mów dalej, proszę :) Czytanie książek to… »
Darcon
23/08/2019 07:14
Cóż, bardzo mi się podobało. Piszę cóż, gdyż po dłuższej… »
Darcon
23/08/2019 06:57
Zastanawiałem się, gdzie zabrniesz z pomysłem typowej traumy… »
Darcon
23/08/2019 06:51
Bardzo dobry finał, właśnie on broni to krótkie opowiadanie.… »
Thomas Zevski
23/08/2019 06:39
Dziekuje bardzo za pomoc z bledami. To byl zawsze moj… »
Dobra Cobra
23/08/2019 06:08
Z zainteresowaniem przeczytałam ów szkic o jakże szalenie… »
al-szamanka
22/08/2019 22:45
Tu nieco za bardzo nachodzi, Wodniczko. A poza tym… »
wodniczka
22/08/2019 17:54
Kamyczku Jaki piękny komentarz. Odczytał zaczytałam się.… »
wodniczka
22/08/2019 17:47
Kushi Piękny komentarz napisałaś. Piękniejszy od tej mojej… »
wodniczka
22/08/2019 17:41
Kushi Zawsze bardzo miło Cię gościć. Cała przyjemność jest… »
Kazjuno
22/08/2019 15:24
RafaleSulikovski SF nie jest moim ulubionym gatunkiem, ale… »
JOLA S.
22/08/2019 14:35
Ładne, prawdziwe.:) Istnieją słowa, które żyją podwójnym… »
Kushi
22/08/2019 13:48
Ach moja ukochana Poetko... czasem wydaje mi się, że czytasz… »
ShoutBox
  • JOLA S.
  • 23/08/2019 12:22
  • Powodem waśni był smok. Na początku nikt z jadących portalem nie wierzył. „Bo mało to bajek po świecie pędzi” Poczytajcie, Panowie, zdolnego Skuula i basta, bo życie ucieka na bzdurkach.:)
  • Kazjuno
  • 23/08/2019 07:11
  • Coś cię najwyraźniej uwiera, geniuszu, łaszący się do portalowym władz. Tak trudno ci zakończyć insektowo robaczaną połajankę?
  • Decand
  • 22/08/2019 23:25
  • "Ponoć" słowem klucz. Wszyscy czekamy więc i Ty bądź grzeczym i zaczekaj. Świat naprawdę poczeka na Twoje arcydzieła chrabąszczyku
  • Kazjuno
  • 22/08/2019 21:08
  • Ponoć czas oczekiwania to tydzień, kolego robaku. Czekam już dwa.
  • Decand
  • 22/08/2019 20:41
  • Niektórym robaczkom widać spieszy się za bardzo. A chyba powinno spieszyć się powoli, chyba tak to szło. Na pewno wszyscy wytrzymamy jeszcze na tekst jakiegokolwiek żuczka, ba!, nawet i misia
  • Kazjuno
  • 22/08/2019 18:51
  • Oj, chyba urocza red. Vanilivi z przepracowania - wszak jako jedyna jest przytłoczona nawałą prozy - przeoczyła mnie, skromnego żuczka. Ale przepraszam, może namolnie ponaglam? Pozdrawiam...
  • Dobra Cobra
  • 18/08/2019 11:24
  • [link] Pełna wersja pięknej opowieści Ponad czasem w wydaniu dźwiękowym. Interpretuje głosowo najlepszy z polskich aktorów - Jarosław Boberek, znany z wielu ról.
  • mike17
  • 15/08/2019 20:25
  • Pozdrówki z wakacji :)
  • czarnanna
  • 15/08/2019 10:14
  • To teraz ja. Zaslyszane podczas pobytu w szpitalu: Błogosławieni ci, którzy wierzą w wypis tego samego dnia
  • Decand
  • 13/08/2019 19:20
  • Niektórzy wierzą też, że maksymalny czas tekstu w poczekalni wynosi pięć dni. Trzeba powoli, małymi kroczkami, jak nauka o nieistniejącym Mikołaju
Ostatnio widziani
Gości online:18
Najnowszy:9charlottec9422tp6
Wspierają nas