Ta nadchodząca w werblach wysokich obcasów (cz I) - Krystyna Habrat
Proza » Obyczajowe » Ta nadchodząca w werblach wysokich obcasów (cz I)
A A A
Od autora: Początek powieści pod tym samym tytułem, wydanej razem z inną w książce pt TA NADCHODZĄCA.

 

Krystyna Habrat

TA NADCHODZĄCA W WERBLACH WYSOKICH OBCASÓW

/fragment powieści/


Kiedy ta najładniejsza przy sąsiednim stoliku nie zdołała już powstrzymać łez i popłynęły jej lśniącym strumieniem po twarzy, Antoni Garbica uśmiechnął się ironicznie. Pochylił się niżej nad filiżanką z kawą, aby nikt tego nie zauważył.
Na szczęście w kawiarni przed południem było pustawo, a senną atmosferę zakłóciły dopiero te trzy podfruwajki. Wbiegły przed chwilą, stukocząc hałaśliwie obcasami, roześmiane, rozświergotane i zajęły sąsiedni stolik. Zaraz poczęły zażarcie dyskutować, na co która ma smak. Garbica z ciekawością badacza zerkał w ich stronę, ale omiotły go spojrzeniem, jakby go nie było, i pochyliły do sobie.
Lubił wpadać do tej kawiarni w przerwie zajęć ze studentami. Mógł wreszcie porozpinać marynarkę, która, choć z tropiku, w te upały i tak grzała. Odpoczywał w kojącej ciszy, jaka tu przed południem zwykle panowała. Dziś te trzy dziewczyny spokój zaburzyły.
Szeptały coraz głośniej. Tylko najładniejsza mało się odzywała. Jej twarz przypominała kształtem poziomkę, ale jeszcze niedojrzałą, bladą, gdy całą czerwień skupiły usta, małe, nadąsane, całkiem jak wisienka. Całkiem apetyczne dziewczątko! W białej bluzce wyglądała dziecinnie. Dopiero ciemne włosy, opadające bujnie na plecy, zdradzały świadomą kobiecość.
Wypił kawę, ale nie kwapił się z odejściem. Z sąsiedniego stolika docierały strzępy zdań o egzaminach wstępnych, niesprawiedliwości i pechu. „Żeby zostać aktorką, trzeba się w czepku urodzić” - usłyszał w pewnej chwili, ale dalszy ciąg wsiąkł w szmer dziewczęcego szczebiotu. "Próbowały do szkoły aktorskiej - pomyślał - tam teraz egzaminy." Nastawił uszu. Kelnerka przyniosła im na tacy pucharki z kolorowymi lodami, z których sterczały barwne parasolki. Skupiły się na nich i tylko od czasu do czasu pokrzykiwały z zachwytem:
- Ojej, jakie wspaniałe połączenie mięty i czekolady!
- Super! Ale skosztuj wiśniowego z rumem!
- Lepiej! Marakui!
Pokrzykiwały, chichotały, a Garbica nie po raz pierwszy pomyślał, jak obce mu te wszystkie chichoty, sentymenty, mody, falbanki, koronki, i przeróżne miękkości świata kobiecego. Określał je krótko jako "zawiłości życiowe", bo to niewymierzalne, nieobliczalne, niewiarygodne.
Koledzy, uszczęśliwieni posiadaniem pięknej dziewczyny, okupują takie szczęście koniecznością towarzyszenia jej w zakupach. Potem narzekają, że to przerasta wszelkie wyobrażenie, kiedy wybranka biega w zachłannym podnieceniu wokół półek, przebierając w szmatkach, łatkach, fatałaszkach, pudełeczkach, słoiczkach, buteleczkach - kremów, perfum. On sam wyczuwa w kobietach coś groźniejszego, czego nie jest w stanie pojąć, i tego się boi. W każdej niewieście strasznie dużo zawiłości i reakcji nieprzewidywalnych. Ot choćby zapytana o drogę kobieta z reguły, mówiąc: "to na prawo", pokazuje ręką zdecydowanie w lewo. Tak, płeć piękna ma zupełnie inną logikę, inny system pojęć, nieprzystający do męskiego.
Jego świat jest prosty i wymierzalny. Przyczynowo-skutkowy, gdzie określony bodziec wywołuje przewidywalną reakcję. Są tu doświadczenia naukowe i sprawdzalne eksperymenty, nad którymi pracuje w laboratorium. Jest też miejsce dla sfery duchowej, związanej z mistyczną stroną życia. I dla dobrej powieści, obrazu w muzeum, muzyki. Majestatu przyrody podczas wspinaczki w góry.
Ocknął się z rozmyślań, bo panny przy stoliku obok znowu się roztrajkotały. Tylko najładniejsza milczała. Pochylała głowę w osłonie długich włosów, coraz niżej i niżej. Nagle wyszarpnęła z kieszeni chusteczkę i starła coś koło oczu. Pozostałe patrzyły w nią bezradnie. Usiłowały coś perswadować i wtedy po jej twarzy, sypnęły się łzy, niczym zerwane korale. Zabłysły w promieniach słońca od okna.
- Ola, coś ty?! Masz tyle innych talentów, tyle szans...
- Zdasz następnym razem...
- Nigdy więcej!! - oburzyła się poprzez łzy. - Nigdy więcej bezsensownych prób!
Pocieszały ją jedna przez drugą, nie dbając, że zwracają na siebie uwagę.
- Widzisz Ola, ja w lipcu spróbuję na polonistykę.
- Teraz mi głupio - odezwała się trzecia, o rysach mocno ekspresyjnych - że mnie się udało. Nie jestem tak zdolna jak ty, ani tak ładna. Widać potrzebują charakterystycznych...
"Nie zdała egzaminu" - pomyślał z satysfakcją Garbica. Zaraz zawstydził się swej zawziętości. Trudno, nie przepada za takimi pięknotkami, co marnują czas przed lustrem. Intryguje tylko, co taka w sobie ma, że tylu mądrych facetów traci dla niej głowę. Ma teraz okazję przyjrzeć się z bliska. Udawał, że nie patrzy, a raz po raz coś ciągnęło wzrok w tamtą stronę.
Jego puste pięknotki nie pociągają. Ceni wyłącznie intelektualistki, a takie spotyka rzadko. Jedną jednak wypatrzył. Halinka spełnia te oczekiwania. Zawsze mają o czym pogwarzyć. On sam, badając tajemnice mózgu, tego siedliska inteligencji, właśnie inteligencję człowieka ceni nade wszystko. Ale o czym tu rozmawiać z dziewczyną urodziwą ale pustą?
Koledzy się śmieją, że najładniejsze studentki mają u niego przechlapane. Niekoniecznie! Czasem tylko postawi takiej stopień ciut zaniżony, z obawy, że przy takiej urodzie i odpowiedź wydaje się lepsza niż jest. Za to gdy wypatrzy u takiej luki w wiadomościach, oblewa ją z satysfakcją! Tym większą, gdy piękne oczy wpatrują się w niego błagalnie, nawet kusząco. Nie wierzy im! Niech się uczy zamiast przesiadywać przed lustrem! Koledzy pokpiwają, że mści się za brak u takich szans. Nie mają pojęcia, co wyczytuje z oczu wpatrzonych w niego studentek. Z gorącości serca skłonne są każdego obdarzyć afektem. On to wie i pozostaje niewzruszony.
Gdyby był przystojniejszy, nie długi i chudy, jak tyka, i co gorsza - rudy, jego filozofia życia byłaby inna. Najgorsze te rudawe włosy. Nie dają się ujarzmić i sterczą jak stara szczotka ryżowa. Jednak rozczulanie nad swą aparycją jest niemęskie. Ważniejsze są walory umysłu. Inteligencja, oczytanie, wiedza, polot w myśleniu.
W szkole nauka przychodziła mu bez trudu. Rodzice marzyli, że zostanie lekarzem. Osobistością cieszącą się w małym mieście szczególną estymą. Niestety jego zafascynował mózg, siedlisko inteligencji - i to uczynił przedmiotem badań na całe życie. Rodzice nie bardzo wiedzą, jak się pochwalić znajomym, bo nie każdy pojmuje o co chodzi. Na szczęście jego uparcie zakuwający brat będzie niedługo chirurgiem, a siostra już pracuje w aptece na rynku jako pani magister. Nimi mogą się rodzice popisywać.
On właściwie wciąż ma życie nieułożone. Ale wie, co zrobi zaraz po obronie doktoratu. Pójdzie z Halinką dać na zapowiedzi. Tak się to chyba określa? Sam o tych ceregielach pojęcie ma blade. Bywa od czasu do czasu na ślubach kolegów i nawet dobrze się bawi. Obserwuje uważnie, jak wychodzącą z kościoła parę młodych obsypują groszakami albo płatkami róż. Pod domem czekają na nich z chlebem i solą. Pan młody z werwą porywa swą świeżo poślubioną na ręce i przenosi przez próg a czasem aż na piętro. Gdzieniegdzie hołdują zwyczajowi, że para młodych po pierwszym toaście wyrzuca kielichy do tyłu, żeby się stłukły na szczęście. Potem wszyscy jedzą, piją, tańczą i pokrzykują co i raz: "gorzko, gorzko", a wtedy para młodych musi się całować tak, żeby wszyscy widzieli. Pod koniec wesela panna młoda rzuca za siebie bukiet ślubny i ta, co go złapie będzie, zgodnie z wróżbą, następna na ślubnym kobiercu. Pan młody rzuca chłopakom swój krawat. Antoni, jako wolny, bywa wypychany do grona łapiących, ale robi uniki, żeby nie złapać. Ciarki go przechodzą na wyobrażenie siebie w roli głównej takiej ceremonii.
Na razie oboje z Halinką nie spieszą się z nazywaniem ich zażyłości narzeczeństwem. Trochę peszy go jej rodzina ze pretensjami do wielkopańskości. Wie, że zanim wystąpi z prośbą o jej rękę, musi osiągnąć pozycję, która by im zaimponowała. W tym mieście, jak się mówi, trzeba być co najmniej docentem. Dlatego w domu Halinki czuje na sobie ciężkie spojrzenia. Tylko ona rozpromienia się na jego widok. Bywa u niej od kilku miesięcy. Najpierw odprowadzał ją pod dom gdy wracali z wypraw w góry. Ostatnio, zagoniony przed obroną doktoratu, zrezygnował z takich wypadów, więc zachodzi do niej porozmawiać.
Dobrze mu z nią. Przy niej można zapomnieć o zagrożeniu terroryzmem, czy ptasią grypą, o wojnie w Iraku. Nawet o wrednych wypowiedziach osobników, podsycających wrogość w społeczeństwie. Ma powyżej dziurek w nosie inwektyw, że ci to moherowe berety, a tamci...coś tam znowu. Halince może się zwierzyć z wszelakich strapień, a ona wszystko rozważy i znajdzie rozwiązanie. Oraz pociechę. Jest bardzo mądra. I bez reszty oddana innym. Z wielkim oddaniem zajmuje się dziećmi głuchymi. Styka się na co dzień z ludzką niedolą i dlatego jest bardzo poważna. Chwilami aż smutna.
Postara się ją kiedyś rozweselić. Tylko on nie z tych, co piszą wiersze dla swej bogdanki. Poważni ludzie inaczej to przeżywają. Wystarczy pewność, że to ze wszech miar odpowiednia kandydatka. To już dużo mieć takie poczucie.
Ocknął się z zamyślenia, gdy kelnerka sięgnęła po jego pustą filiżankę i przetarła blat. Spojrzał na dziewczyny przy sąsiednim stoliku. Dalej pochylały się nad płaczącą. Pocieszały ją, osłaniając przed oczami postronnych.
Zapłacił za kawę, ale nadal siedział. Nagle poderwał się. Zapiął energicznie guzik marynarki i ruszył. Tylko zamiast do wyjścia, zrobił krok do stolika dziewczyn, sam tym zaskoczony. Przedstawił się, napomknął, że pracuje na uczelni i nie może dopuścić, żeby studentka płakała. Nawet taka "in spe", to znaczy: taka ... dopiero .. . w przyszłości. Zaproponował, że odwiezie je taksówką.
Wpatrywały się w niego wielkimi ze zdumienia oczami i zaraz pokraśniały entuzjazmem.
- Naprawdę?? Naprawdę w tym nieprzychylnym mieście jest ktoś, kto chce pomóc?!
Łzy na twarzy płaczącej obeschły natychmiast.
Szkopuł w tym, że nie miały dokąd wrócić. Przyjechały na egzaminy wstępne. Wyjaśniały to nieskładnie, przekrzykując jedna drugą, a on stał nad nimi bardzo ważny, a w duszy przerażony i zły na siebie, że dał się ponieść głupiemu impulsowi szlachetności, a za pół godziny ma ćwiczenia ze studentami. Może jeszcze zalatuje od niego formaliną, bo cały dzień grzebie w preparatach, pociętego na plasterki mózgu. Taka informacja by te dziewczyny odstraszyła. Jeszcze by pomdlały. Czuł, jak spojrzenia całej kawiarni wbijają mu się sztyletami w plecy, gotowe wyśmiać go jako podrywacza bez szans. Przycupnął na wolnym krześle, a one dalej tłumaczyły, że dziś muszą się wynieść z akademika, a wracać do siebie po niepowodzeniu niełatwo. Jedna wprawdzie zdała, lecz w poczuciu solidarności nie śmie triumfować. Spojrzał na zegarek. Czas naglił. Jak on - człowiek kierujący się we wszystkim logiką - mógł tak zboczyć w regiony niezrozumiałe i zawiłe. Człowiek sam siebie nie zna - przeleciało mu przez głowę - nie wie, do czego zdolny.
Dziewczyny milczały, patrząc w niego wielkimi ze zdziwienia, oczami. Ta o twarzy jak poziomka, powoli rozkwitła pełnym otuchy uśmiechem. To był uśmiech jak kwiat zakwitający raz jeden, jak błyszcząca gwiazda, jak obietnica wszystkiego najwspanialszego.
- Mam na imię Ola - oznajmiła. – Właściwie nawet Olena, ale wolę zwyczajnie: Ola.
Zaraz zarządziła, by koleżanki wróciły do akademika po rzeczy, a ona do czasu odjazdu pociągu popatrzy sobie na życie uczelni.
Wyszli z kawiarni. Do instytutu, gdzie prowadził zajęcia z anatomii, było niedaleko. Dlatego w przerwach między zajęciami wstępował do kawiarni. Ale na tej trasie mógł spotkać kogoś z uczelni. I studentów. Jakby się wytłumaczył z obecności u swego boku tej dziewczyny? Zbyt ładnej, żeby do niego pasowała. Poprowadził więc ją dłuższym szlakiem, gdzie gubili się w tłumie przechodniów.

Szybko postukiwała obok niego butami na wysokich obcasach. Niepokoił się, że przyciąga tym powszechną uwagę, że wszyscy na nich patrzą. Nigdy chyba nie szedł w towarzystwie takiej dziewczyny. Narastała w nim złość. Przestał dbać, czy za nim nadąża. A niech robi co chce. Przecież nie zabierze jej do laboratorium na ćwiczenia ze studentami! Dopiero byłaby sensacja! Niby niepozorny, rudy, oddany nauce, wróg głupiutkich piękności, a tu patrzcie! Nie patrzył na nią. Bał się jej śmiechu.
Weszli w bramę od podwórka, którą ocieniały zielone pnącza wina. Laboratorium anatomii znajdowało się na piętrze. Musiał zostawić dziewczynę na korytarzu.
- Chce pani tu czekać? Może lepiej wrócić do akademika?
- Upadłabym za bramą.
- Źle się pani czuje? Za szybko szedłem?
- To z nadmiaru wrażeń - odparła znużona.
- Na ćwiczenia z anatomii pani nie zabiorę. Dziś kroimy mózg. Ludzki!
Spojrzała z zaciekawieniem. Wcale jej ta informacja nie przeraziła, ale nie miał czasu na pogaduszki. Pod drzwiami laboratorium sterczała już grupa studentów. Ola usiadła na ławce z dala od innych. Wszystkie twarze odwróciły się ku niej, jak słoneczniki do słońca. Była tu nieznana i do tego taka, co przyciąga wzrok. Z ociąganiem podnosili się, by wejść na salę ćwiczeń. Dziewczęta ukradkiem lustrowały postać Oli. Spuściła głowę i zdawała się nie widzieć nic, nie słyszeć. Drzwi sali się zamknęły. Została sama. Garbica miał nadzieję, że znudzona pójdzie sobie. Po co miałaby na niego czekać? Zapomniał o niej skupiony nad objaśnianiem poszczególnych płatów, bruzd, spoideł i ośrodków nerwowych w przekroju mózgu. Demonstrował preparaty, rysował je na tablicy różnymi kolorami kredy i nazywał po łacinie: girus rectus, lemniscus medialis, lateralis... Kiedy studenci je przerysowywali, wyjrzał na korytarz. Poszła?
Siedziała. Uparcie, bez ruchu. Oczy miała przymknięte. Otwarła je, słysząc kroki. Rozpromieniła się. Spojrzała na biały fartuch, jaki zakładał w laboratorium.
- Trudna ta anatomia?
Krystyna Habrat
- - -
(pierwszy fragment z mojej książki pt "Ta nadchodząca" www.mybook.pl/6/0/bid/173)

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Krystyna Habrat · dnia 01.07.2010 09:00 · Czytań: 1000 · Średnia ocena: 4,9 · Komentarzy: 20
Komentarze
Usunięty dnia 01.07.2010 11:24 Ocena: Świetne!
Witaj Sokol
Ciekawie przedstawiłaś postać Garbicy. Przyznaję, że czytałem książkę, z której pochodzi opublikowany fragment. Bohater prezentuje typową postawę osobnika niezdecydowanego, pełnego wątpliwości i kompleksów. Ponadto jest bardzo nieśmiały w towarzystwie kobiet. Wiem coś na ten temat, ponieważ niektóre zachowania (nieśmiałość), w początkowym okresie młodzieńczego "rozkręcania się", przeżywałem w podobny sposób. Może tylko nie trzeba mi było tak długiego czasu na oswajanie się z nowymi sytuacjami. Drobiazgowe i ciągłe rozpatrywanie wątpliwości przez Garbicę, przedstawione w moim odczuciu świetnie. Pozdrawiam.
zajacanka dnia 01.07.2010 12:20 Ocena: Świetne!
Witaj,
Musze przyznac, ze wciaga twoja opowiesc. Czyta sie doskonale, ciekawie opisujesz przemyslenia bohatera.
Bledow nie zauwazylam, pochlonieta trescia.
Pozdrawiam serdecznie
Usunięty dnia 01.07.2010 13:33 Ocena: Świetne!
trudno szukać wad w kunszcie.
Pozdrawiam Cię serdecznie...
Pisarko:)
Ps. świetny tekst.
JaneE dnia 01.07.2010 13:56 Ocena: Świetne!
Piękny styl. Postać mężczyzny dopracowana pod każdym względem. Uczucia, przemyślenia, wątpliwości, cała osobowość zawarta w kilkudziesięciu linijkach tekstu. Brawo :)

pozdrawiam serdecznie
Bardzki dnia 01.07.2010 14:33 Ocena: Świetne!
Nie czytałem książki, więc nie wiem jak dalej potoczą się losy bohaterów, ale mam nieodparte wrażenie, że w tym fragmencie ukazujesz nam mężczyznom jak bardzo ogranicza nas nasza, własna osobowość. Nie ważne czy dokonujemy rzeczy wzniosłych czy małych i tak nasze myśli kręcą się wokół jednego tematu i to bez względu na to jak byśmy się usprawiedliwiali czy zarzekali. Nie ważne jest również czy nas to doprowadzić do celu. Interesuje nas samo działanie. Cóż możemy zrobić, aby temu zapobiec. Możemy, jak zwykli mówić politycy, nie podejmować w tym kierunku żadnych kroków.

Nie ma znaczenia czy to co napisałem jest poprawną interpretacją. Najważniejsze jest to, że ten fragment jest po prosu doskonały. Pomyśleć, że to tylko niewielka część, a my pisząc swoje opowiadaniach biedzimy się nad kilkoma linijkami tekstu.
Darksio dnia 01.07.2010 17:20
No proszę! Od zaimków aż się roi, a jak pięknie napisane i jak się to czyta! Kolejny dowód, że zbytnie kastrowanie tekstu nie zawsze mu służy i czasem wręcz pozbawia całego uroku. Ciekawy jestem, co zrobi Almari, kiedy przeczyta twój tekst. Co do merytorycznej strony to po przeczytaniu tego urywka zapragnąłem przeczytać całość. Pozdrawiam.
Miladora dnia 01.07.2010 21:26 Ocena: Bardzo dobre
No cóż... adwokat diabła zawsze był wrogiem publicznym numer jeden. :D
Mam więc zamiar się narazić, tylko niech Cię Bóg broni, żebyś pomyślała, że to jest jakikolwiek rewanż. ;)

Po pierwsze - zazdroszczę Ci łatwości takiego rozpisywania się na temat stanów wewnętrznych, przemyśleń, odczuć itp. Bardzo lekko i płynnie Ci to wychodzi, w dodatku szermujesz całą gamą przeróżnych emocji i psychologicznych niuansów, co nadaje tekstowi imponującej wiarygodności.
Po drugie - skąd Ty bierzesz te wszystkie postacie? ;) Piszesz o ludziach tak, jakbyś siedziała w ich skórze. To też jest imponujące.
Po trzecie - mimo sporej ilości różnych wewnętrznych rozterek bohaterów, treść zawsze wciąga i absorbuje bez reszty.

I nie piszę tego, żeby Cię udobruchać za kubełek zimnej wody, który zaraz wyleję, tylko dlatego, że tak myślę naprawdę.
A ten kubełek - to niedopracowanie tekstu pod względem stylistycznym, bo jakkolwiek dobrze się go czyta, to jednak niektóre fragmenty mogłyby być lepsze. Ja czasem odnoszę wrażenie, jakby tekst był nadmiernie rozbuchany słowami, których mogłoby (z pożytkiem dla niego) nie być.
Czasem są to powtórzenia pewnych myśli, czasem nadmierne wyeksponowanie i rozwijanie czegoś, co na dobrą sprawę nie ma szczególnego znaczenia.
Z przecinkami też masz mały problem - ich brak czasem potrafi zmienić sens zdania, jak tu:
- która choć lniana w te upały i tak grzała - sens się rozmywa.
Niektóre zdania są niezbyt ładne stylistycznie. Przykład:
- Dzisiaj te trzy ten spokój kawiarni zburzyły.
No i tu pojawia się następny problem - zaimki. "Tu, tak, ten, te, taki, jej, ją, się itp." w ilościach naprawdę nadmiernych. Jeżeli występują przez cały czas - rażą niestety. Przykład:
- Jego takie nie interesują. Ceni wyłącznie intelektualistki, a takich spotyka nie za wiele. Jedną jednak wypatrzył. Halinka spełnia te oczekiwania. - stylistycznie nie najlepiej poza tym.
Aha - ort. się zakradł:
- A on wciąż ma życie nie ułożone. - nieułożone
I literówka:
- Dlatego rodzina Halinka bacznie się mu przygląda.

Podsumowując - trochę ten tekst zaśmieciłaś niepotrzebną "watą słowną". Za przeproszeniem. ;)
Dlatego nie dam Ci "świetnego". :D
Dam bdb z buziakiem. ;)
Krystyna Habrat dnia 01.07.2010 21:33
Miladorko, Myślałam,że przy kanikule jakoś mi to ujdzie. Ale wezmę się do udoskonalania, choć to tekst sprzed korekty.
Mieszko, Antoni nie ma kompleksów w potocznym tego słowa znaczeniu, nie jest też nieśmiały.To tylko większa wrażliwość cechująca ludzi o wyższym intelekcie, ale często i i skromnych, prostych ludzi, którzy się dużo zastanawiają nad sobą i innymi.
Bardzki dnia 03.07.2010 13:53 Ocena: Świetne!
Zgadzam się, że każdy tekst można doszlifować, ale nic nie zastąpi umiejętności spoglądania na świat oczami pisarza. Umiejętności dostępnej niewielu.
Wasinka dnia 03.07.2010 21:46
Właśnie, Sokołku, poprawić można niedociągnięcia stylistyczne czy jakiekolwiek inne, ale nie da się tego zrobić z talentem. Masz lekkie pióro, słowa biegną wyznaczonym torem, zaciekawiając i wciągając w opowieść. I ukazanie stanów umysłu czy emocjonalności zwiększa wartość tekstu dodatkowo, gdyż są przemyślane i gładko zobrazowane.
Z przyjemnością zagłębiłam się w tej historii. Dlatego lecę do kolejnej części :)
Pozdrawiam cieplutko :)
Usunięty dnia 05.07.2010 09:32 Ocena: Świetne!
Jestem głęboko w Twoim świecie i płynę wraz z biegiem wydarzeń :)
Czyta się wspaniale, Sokole, pogratulować zręczności.
Krystyna Habrat dnia 05.07.2010 13:16
Dziękuje bardzo wszystkim. Jestem wzruszona.
Elwira dnia 05.07.2010 21:09
Wspaniale wchodzisz w psychikę bohaterów, mam wrażenie, że doskonale ich znasz, świetnie rozumiesz, jesteś nimi, a zarazem ich tworzysz, a to już oznaka wielkiego talentu. Podoba mi się sposób, w jaki budujesz napięcie, zachęcasz czytelnika do czucia razem z bohaterem i poznawania jego świata.

Tak, było kilka błędów, ale zniknęły pod powłoczką uroku testu.
Pozdrawiam.
Krystyna Habrat dnia 06.07.2010 09:51
Dziękuję bardzo! Wszystkim moim wiernym i nowym czytelnikom. Bardzo cenię sobie Wasze zdanie, bo zdążyłam zauważyć, że jesteście wymagający. I o to chodzi. A co do zaimków, to wyznam naiwnie, że dopiero kilka miesięcy temu, tu na PP dowiedziałam się, że ich nadmiar, podobnie jak słowa "się", jest źle widziany. Wcześniej tylko spojrzenie na zapisaną stronę budziło niepokój, kiedy roiło się tam od krótkich słów.
magdam dnia 16.07.2010 10:28 Ocena: Świetne!
wróciłam, by wyrazić akceptację i podziw, lubię poczytać w zaciszu i podziękować autorowi/autorce za doznane wrażenie. trzymaj tak dalej, znaczy wysoko - Sokole, a właściwie Sokółko.
Krystyna Habrat dnia 16.07.2010 16:14
Dziękuję. Bardzo mi miło.:D
kamyczek dnia 11.09.2010 15:10 Ocena: Świetne!
Przyznaję, że bardzo interesująco piszesz, Sokol, fragment wciągnął mnie na tyle, że idę poczytać następne urywki. Widać lekkie i sprawne pióro, miło było przystanąć. świetne
Pozdrawiam serdecznie:)
Krystyna Habrat dnia 12.09.2010 12:01
Kamyczku, bardzo się cieszę, tym bardziej, że to komplementy poetki. I już drugi raz.
Gdzieś wyczytałam, i całkowicie to popieram, że każdy prozaik powinien co dzień czytać choć jeden wiersz w celu wyrobienia sobie pióra. Dlatego często zaglądam do Działu Poezji, a robię to nie tylko z tego egoistycznego powodu, ale też z wielką przyjemnością. Jednak rzadko tam komentuję, bo nie znam się na trochejach, spondejach, daktylach, a ta wiedza, jeszcze w liceum na zawsze zapobiegła moim próbom na tym polu. Pozdrawiam miło.
bassooner dnia 12.09.2010 12:36 Ocena: Świetne!
co tu dużo pisać, podoba się wciąga i tyle... ;-)))
Krystyna Habrat dnia 13.02.2012 12:20
Dziękuję bardzo, nawet jeśli pochwały wypływają bardziej z życzliwości czy sympatii dla mnie. Tym bardziej mi miło, że książka jakoś się zagubiła w internecie i mało kto ją wynajduje...
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
RafalSulikovski
19/08/2019 07:10
:) :) :) »
Kushi
18/08/2019 19:30
Wiolinku Czarodzieju, wiesz, że jesteś jednym z nielicznych… »
Kushi
18/08/2019 19:24
Hej Besko... pierwsza zwrotka jak najbardziej na tak,… »
Decand
17/08/2019 23:53
Nuira - błądzić jest rzeczą ludzką. Przy czym chętnie… »
domofon
17/08/2019 20:13
Jola S. , chyba się dzisiaj upiję. Wielkie dzięki Pulsar,… »
Pulsar
17/08/2019 18:12
Dostosuję się. Nie nadam, na nikogo w życiu nie nadałem.… »
Bartek Otremba
17/08/2019 18:10
Niestety nie mogę zmienić tytułowego pytania :) Dodałem… »
pociengiel
17/08/2019 17:56
Ile razy to robiłeś własnym sumptem? Zwykle pozostaję… »
Pulsar
17/08/2019 17:34
Dla mnie rozpiska , czyli wersyfikacja fatalna. źle się… »
Pulsar
17/08/2019 17:27
" Pola " Muńka . Jeśli o tego samego biega… »
Pulsar
17/08/2019 17:18
Dużo tracimy przesypiając różne sytuacje, c później są nie… »
pociengiel
17/08/2019 17:12
Dla mnie Munkiem. »
Pulsar
17/08/2019 17:05
Znowu Pan Bóg w poezji »
Pulsar
17/08/2019 16:56
kim jest Marcin Sztelak? »
JOLA S.
17/08/2019 12:59
Al, na świecie jest dużo religii, proszę Pani. Gdyby była… »
ShoutBox
  • Dobra Cobra
  • 18/08/2019 11:24
  • [link] Pełna wersja pięknej opowieści Ponad czasem w wydaniu dźwiękowym. Interpretuje głosowo najlepszy z polskich aktorów - Jarosław Boberek, znany z wielu ról.
  • mike17
  • 15/08/2019 20:25
  • Pozdrówki z wakacji :)
  • czarnanna
  • 15/08/2019 10:14
  • To teraz ja. Zaslyszane podczas pobytu w szpitalu: Błogosławieni ci, którzy wierzą w wypis tego samego dnia
  • Decand
  • 13/08/2019 19:20
  • Niektórzy wierzą też, że maksymalny czas tekstu w poczekalni wynosi pięć dni. Trzeba powoli, małymi kroczkami, jak nauka o nieistniejącym Mikołaju
  • Dobra Cobra
  • 13/08/2019 15:03
  • Niektórzy znow wierzą, że jak zostawisz 40 komentarzy różnym osobom to te 40 osób wróci do ciebie i da tobie takze 40 komentów
  • Dobra Cobra
  • 12/08/2019 18:38
  • Najprostsza rzecz to załatwić sobie klakierów ;)
  • Joefrind1
  • 11/08/2019 00:51
  • Nikt nie komentuje mojego wiersza :(
  • Joefrind1
  • 10/08/2019 20:52
  • A to przepraszam, juz nie przeszkadzam
  • Dobra Cobra
  • 10/08/2019 19:20
  • Prozaicy piszą kolejne wersy, poeci kolejne rymy spisują. Nikt nie ma czasu ma oglądanie pogody, gdy Ojczyzna w potrzebie.
  • Joefrind1
  • 10/08/2019 16:25
  • Ale dzisiaj fajna pogoda
Ostatnio widziani
Gości online:18
Najnowszy:2carolinec2923gg5
Wspierają nas