Dom Kolorowych Dusz - Grzybobranie - Elatha
Proza » Długie Opowiadania » Dom Kolorowych Dusz - Grzybobranie
A A A
Od autora: Kolejna część z magicznego świata oryginalnych bohaterów.

            Wrzesień już od dwóch tygodni rządzi naszym życiem, a w moim sercu nadal gości Gwiezdny Mechanik. Ten czas obfitował w wiele wydarzeń. Nasze miasto obchodziło kolejną rocznicę istnienia. Pierwszego września pogoda dopisała, świeciło słońce, nieba nie upiększyła ani jedna chmura, a temperatura pozwoliła założyć letnie stroje. Ale nie to było najważniejsze. Na festynie w parku odbył się kiermasz wszelkich dzieł mieszkańców NieIdealnego. Te z Domu Kolorowych Dusz też się tam znalazły. Mój kolaż kupił Mechanik, choć nie było to łatwe. Jakiś nieznajomy mężczyzna oferował ogromną sumę pieniędzy, ale przegrał z półrocznym, darmowym serwisem technicznym dla każdego mieszkańca, który zaproponował Gwiezdny. Pieniądze to nie wszystko. Owszem, zmieniają świat i otwierają wiele drzwi, ale potrafią także przysłonić piękne niebo. Nieznajomy po nieudanej licytacji szybko zniknął. Dzieła reszty przyjaciół równie szybko znalazły nabywców.

            Tamtego dnia zjedliśmy pyszną kolację, którą przygotował Wesoły Maluch z pomocą utalentowanych mieszkanek miasteczka. A potem były tańce i zabawy. Przetańczyłam całą noc z Mechanikiem mimo dąsów Prażynki i szeptów NieIdealnego. Teraz sytuacja się poprawiła. Kruszynka nie kręci już nosem, gdy widzi nas razem. Myślę, że duża w tym zasługa Mruczącego Dryblasa. Nie wiem, co zrobił, ale jestem mu niezmiernie wdzięczna.

- Mgiełko, wszystko dobrze? – ciepły głos Mechanika wyrywa mnie z tych rozmyślań. Nie słyszałam, gdy wchodził na dach szopy. – Skończyłem pracę i pomyślałem, że zajrzę do ciebie. Pięknie wyglądasz taka zadumana, ale zbierają się ciemne chmury. Wkrótce spadnie deszcz.

- Zamyśliłam się – uśmiecham się lekko. – Już schodzę.

            Gwiezdny pozwala mi korzystać ze swojego dachu, z którego rozpościera się piękny widok. Specjalnie dla mnie zamontował prostą windę, żebym mogła bezpiecznie dostawać się na górę. Pozwolił mi także wejść do środka szopy, ale nie zdecydowałam się na ten krok. Doceniam piękny gest, jednak nie czuję się jeszcze gotowa. Nie wiem, co tam zastanę. W moim sercu oprócz szczęścia mieszka także niepokój. Mechanik kiedyś opuści NieIdealne i powędruje w stronę ukochanego domu.

- Pomogę ci – zabiera kilka cięższych rzeczy.

            Jesteśmy już na dole, ale deszcz wciąż nie pada. Pochmurne niebo gdzieniegdzie pozwala przebić się pojedynczym promieniom słońca, wprowadzając mroczny klimat niepokoju zamiast bezbrzeżnej radości. Dziwne uczucie. Takie słoneczne macki. Otrząsam się z lęków, które tak mocno trzymają się moich stóp. Gwiezdny zamyka szopę. W środku podobno wisi mój kolaż. Swoje dzieło Mechanik oddał małemu chłopcu. Dziecko ze szczęścia zapomniało o tym, że nie ma włosów, co dotąd spędzało mu sen z niewinnych powiek. Co z tego, że się różnimy? Jedni mają bujne loki, inni krzywe nogi, a świat i tak dalej istnieje…

- Pójdę już – zamykam torbę wypełnioną małymi obrazkami, które powstały do południa. -  Mruczący Dryblas i ja mamy pracę do wykonania. Musimy zawiesić w całym Domu świeże firanki i zasłony. Cioteczka i Mąciciel już je wyprasowali.

- Przyjdę tam niedługo – przyciąga mnie do siebie i całuje. Słodki żar zalewa moje ciało.  

- Wspaniale – kiwam głową i ruszam w stronę miasteczka.

NieIdealne powstało kilka wieków temu i przez lata nosiło nazwę Idealne. Jednak, gdy ostatnie tchnienie wydał jeden z założycieli, jego przyjaciele zmienili nazwę. I dobrze. Przecież ideały istnieją tylko w naszych głowach. Patrzenie na świat przez pryzmat niespokojnej miłości wyostrza wszystkie zmysły. Łąkowe szelesty i trzaski docierają do mnie ze zdwojoną siłą. Nawet zabudowanie w oddali wydają się jakieś ponure. A dotąd nie pomyślałabym o nich w ten sposób.

- Dzień dobry, pani Mgiełko! – Kolejny raz ktoś wyrywa mnie z zadumy. Jakim sposobem nie zauważyłam Niepoprawnego Psotnika?!

- Witaj, Psotniku. – Uśmiecham się miło. – Idziesz na spacer?

- Nie, mam sprawę do Mechanika – błękitne oczy jak zwykle są czujne i bystre. - A pani wraca od niego?

- Tak – odpowiadam z nutką podejrzliwości, bo jasnowłosy chłopiec o niewinnej twarzy to największy urwis w NieIdealnym!

- Pochmurzaste niebo jest dzisiaj weselsze od pani – rzuca niby obojętnie. – Szkoda, że pani nie lśni. Lubię na to patrzeć.

- Miło, że tak uważasz, ale faktycznie nie mam nastroju – jestem z nim szczera. – I mówi się pochmurno, a nie pochmurzasto.

- Ja tam nie wiem, ale nie mówimy przecież, że się chmura tylko że się chmurzy – w oczach Niepoprawnego zapalają się figlarne iskierki, a kąciki ust aż rwą się do szerokiego uśmiechu. – Mogę kiedyś przyjść i popatrzyć jak pani śmiga pędzlem?

- Możesz.

- A pozwoli mi pani coś namalować? – pyta niewinnie.

- Jasne, ale o ile wiem, to pomazałeś w swoim pokoju całą ścianę – rzucam wymownie w jego stronę. Całe miasto o tym mówiło.

- Właśnie, pomazałem! – uściśla. – Proszę przyjść do nas wieczorem, to sama pani oceni. Mama zrobi dziś na kolację kaszę z miodem i orzechami! Pycha!

- Nie obiecuję, ale może zajrzę – macham mu na pożegnanie.

            Psotnik to uprzejmy i bystry chłopak. Uwielbia żarty, słowne polemiki i majsterkowanie. Nie dziwi mnie to, że idzie do Mechanika. Pewnie będą coś wspólnie konstruować. Nikt nie wie, czy Niepoprawny widział zawartość szopy Gwiezdnego. Obaj zachowują w tej sprawie solidarne milczenie.

            Dochodzę akurat do Domu Kolorowych Dusz, gdy zaczyna padać. W przedsionku wieszam wiśniowe palto i zakładam swoje wygodne buty na zmianę. Jesienią i zimą raczej niewygodnie chodzi się po domu w kaloszach lub ocieplanych kozakach. W powietrzu czuć aromat przetworów. W kuchni króluje Wesoły Maluch i jego pomocnicy: Mąciciel – Uwodziciel, Szepczący Mąż i Cioteczka Biedroneczka. Czarne Stopy i Litościwy Myśliwy są w ogrodzie, gdzie zrywają jabłka. Prażynka – Kruszynka, Zamyślona Żona i Zakatarzony Narzeczony składają pranie w piwnicznej suszarni. Mruczący Dryblas już czeka w pokoju dziennym.

- Poroznosiłem już wszystkie komplety do odpowiednich pomieszczeń – oznajmia przyjemnym, lekko chrapliwym głosem. – Możemy zaczynać?

- Jasne – wchodzę na drabinę i odbieram od niego zwiewne materiały, które muszę tylko poprzypinać. – W kuchni praca wre.

- Tak, od samego rana – kiwa głową. – Maluch ma dobrych pomocników.

- Ja też – posyłam mu szczery uśmiech. – A Prażynka w jakim jest nastroju? Pogoda dzisiaj raczej kiepska i… Ja…

- Kruszynka nie ma prawa złościć się ani na ciebie, ani na Mechanika – ton jego głosu brzmi bardzo poważnie. – Ona o tym doskonale wie. Przez ostatnie tygodnie zdążyła już wszystko sobie przemyśleć i poukładać.

- Skąd wiesz, Dryblasie? – spoglądam na niego zdziwiona.

- Poruszyłem z nią ten temat na wczorajszym spacerze – odpowiada jakby to była największa oczywistość na świecie! – Już was przeprosiła, ale pewnie jeszcze kiedyś zrobi to ponownie, gdy zrozumie.

- Nie liczyłabym na to – czuję ulgę w całym ciele. – To Prażynka. Cieszę się, że jest dobrze. Dręczyła mnie jej niechęć do Gwiezdnego.

- Nie wiem skąd to uprzedzenie Kruszynki – Mruczący marszczy brwi, gdy nad czymś duma. – Mechanik to świetny przyjaciel, fachowiec. Dobry z niego człowiek.

            Nie komentuję tego, bo akurat schodzę z drabiny i przenoszę się pod kolejne okno. A potem są następne i jeszcze wiele innych…

            Jest już ciemno, gdy kończymy. Deszcz bębni o dachówki, ale w środku jest ciepło i pachnie kolacją. Dopiero teraz czuję głód. Mechanik zajrzał do nas, gdy szliśmy wieszać firany i zasłony na piętrze. Sam poszedł pomóc Litościwemu Myśliwemu i Czarnym Stopom znosić do piwnicy drewniane skrzynie z jabłkami. Mam wrażenie, że odpadną mi ręce ze zmęczenia, ale to minie. Wystarczy dobra kolacja i ciepła kąpiel. Sen też jest dobrym lekiem. Dzwonię do mamy Niepoprawnego Psotnika i przepraszam, że nie przyjdę. Obiecuję zajrzeć jutro. Ja i Dryblas wchodzimy do jadalni jako ostatni.

- To był męczący dzień dla nas wszystkich, kochani – Biedroneczka każdego obdarza ciepłym uśmiechem. – Ale świetnie sobie poradziliśmy. Zjedzmy wspólnie ten smaczny posiłek, który przygotował nasz utalentowany kucharz. Wszystko wygląda cudownie, Maluchu!

            Drewniany stół przykryto koronkowym obrusem w kremowym kolorze. Ceramiczna zastawa w kobaltowych odcieniach pięknie komponuje się z kolorowymi potrawami. Złocistobrązowe placuszki z cukinii pachną ziołami, prażona kasza lśni od rzepakowego oleju, zaś surówkę z marchwi uspokaja zieleń pietruszkowej naci.  W dzbanuszku zostało już niewiele koperkowego sosu, który powstał z domowego jogurtu. A gdyby ktoś czuł niedosyt jest jeszcze świeży chleb, pachnące masło i wrzosowy miód. Na deser aromatyczne jabłka z sadu za domem. Delicje! Jemy nieśpiesznie, rozmawiając o wykonanej dzisiaj pracy i planach na jutrzejszą sobotę. Jeśli aura dopisze wszyscy pójdziemy na grzyby. Ulewny deszcz zatrzyma nas w domach, ale nie pozbawi dobrego nastroju i zajęć. Ustalamy, że przy dobrej pogodzie spotkamy się na głównym i jedynym placu NieIdalnego. Dopiero teraz czuję zmęczenie. Na szczęście dziś ktoś inny pozmywa po pysznej kolacji.

 

            Noc przyniosła poprawę pogody. Poranek jest jednak chłodny i mokry. Nie przeszkadza mi to. Założyłam cieplejsze ubrania, wysokie buty, nieprzemakalny płaszcz. Na głowie mam rudy beret, a szyję owinęłam kolorowym szalem. Na lewym przedramieniu zawiesiłam wiklinowy koszyk. Na głównym placu miasteczka zebrał się spory tłum. Część mieszkańców wybiera się na grzyby, a inni zajmą się przygotowaniem posiłku dla zbieraczy pod okiem Wesołego Malucha. Do lasu idą wszyscy bez względu na wiek. Starsze panie z dużymi kobiałkami maszerują dziarsko otoczone wianuszkami wnuków lub adoratorów. Zakochane pary snują się na samym końcu od czasu do czasu popędzane przez tych z przodu. Na czele pochodu, który co chwilę rozdziela się na mniejsze grupy stoi przewodnik. U nas jest to oczywiście Litościwy Myśliwy. Czarne Stopy także został wybrany na opiekuna grupy. Macham mu na pożegnanie, gdy zanurza się w wilgotny, pachnący las.

            NieIdealne otaczają rozległe knieje. Tradycją jest, że mieszkańcy wspólnie ruszają na grzyby, ale nie w jedno miejsce. Rozpraszają się po sporym terenie. Po powrocie każdy na pewno będzie miał coś w koszyku. Nikt nie wróci zniechęcony i rozczarowany. Na szczęście nasze puszcze wciąż rokrocznie zasypywane są grzybami. W końcu nasza, ostatnia już grupa wchodzi do lasu. Dookoła słychać trzask leżących na mchu gałęzi. Rozluźniamy szeregi i zaczynamy wypatrywać leśnych skarbów.

            Trochę mi smutno, bo Gwiezdny Mechanik nie dotarł na plac. Nie dołączył też do nas w trakcie marszu. Ktoś napomknął, że Gwiezdny wspomniał o spóźnieniu. Podobno odnajdzie nas w lesie. Nie wiem tylko jak to zrobi. Obserwuję Prażynkę, która szczebiocze coś do Dryblasa. Oboje spędzają ze sobą coraz więcej czasu i wydają się bardzo zadowoleni z tego powodu. Szepczący Mąż pochyla się za każdym razem, gdy Zamyślona Żona wypatrzy coś w zielonym poszyciu. Wydają się szczęśliwi z wyprawy. Spokój gości na ich wiekowych twarzach. Nie widzę nigdzie Cioteczki, Mąciciela i Zakatarzonego. Po chwili dociera do mnie, że poszli za Czarnymi Stopami. Są w innej grupie. Gdzieś z boku słyszę śmiech Psotnika i napomnienia jego mamy, żeby zachował względną ciszę w lesie. Jej uwagi skutkują tylko na chwilę. Parę minut później znów do moich uszu dociera chichot chłopca.

            Moją uwagę przyciąga niewielki, brązowy, błyszczący kapelusz, do którego przykleiło się kilka sosnowych igieł. Ostrożnie odcinam znalezisko. Zdrowa nóżka wywołuje uśmiech na mojej twarzy. Oczyszczam mokrą główkę i wkładam pierwszego grzyba do koszyka. Rozglądam się teraz uważniej. Tam, gdzie rośnie jeden mogą być też inne. Pozostali zbieracze chwalą się między sobą zdobyczami. Niektórzy mają już po kilkanaście okazów. Cieszą się nimi w taki sam sposób, w jaki dzieci wymarzoną zabawką. Spontanicznie i z humorem.

- Jak twoje zbiory, Mgiełko? – Litościwy zaskakuje mnie, podchodząc znienacka.

- Mam już jednego – pokazuję zawartość kosza. – To dobrze wróży, bo przecież niedawno weszliśmy do lasu. U ciebie widzę już sporo grzybów – podziwiam piękne dary.

- Dziękuję – spuszcza oczy. – Las mnie chyba lubi, ponieważ nigdy nie skąpi mi swych darów. To mój drugi dom. Albo pierwszy. Zależy jak na to patrzeć. Dawniej musiałam korzystać z wież obserwacyjnych, żeby obserwować zwierzęta. Teraz wystarczy, że usiądę pod drzewem i cierpliwie zaczekam. Zawsze ktoś się pojawi. Przejdzie blisko. Czasem spojrzy na mnie bez lęku i odejdzie w sobie tylko znanym kierunku. Kiedyś chciałem zamieszkać w lesie, ale po długich namysłach uznałem, że mógłbym pewnego dnia nie zauważyć jego piękna. To mało prawdopodobne, ale przestraszyłem się, że stracę i ludzi, i zwierzęta. Teraz mam to wszystko kiedy chcę. Wybacz, że zaprzątam ci głowę swoimi przemyśleniami zamiast pozwolić cieszyć się dzisiejszym dniem.

- Nic nie szkodzi, Myśliwy – uśmiecham się przyjaźnie. Lubię słuchać opowieści. - O, widzisz! Znalazłam kolejnego.

Pochylam się i z pieczołowitością powtarzam wcześniejszy proces z grzybnym bohaterem w głównej roli. Duch poszukiwaczki wstępuje we mnie, gdy kawałek dalej trafiam na kolejne okazy.

- Ładne – Litościwy posyła mi szeroki uśmiech i odchodzi. Po chwili sam się schyla i wkłada kilka grzybów do koszyka.

            Kwadrans później nie widzę już dna w kobiałce. Dorodne podgrzybki dominują wśród oliwkowo – żółtych „zajączków” i szlachetnych borowików. Oddycham głęboko rześkim powietrzem przesyconym zapachem żywicy, runa i całego leśnego ekosystemu. Moi towarzysze wdrapali się na wzniesienie i znikają mi z oczu, schodząc w dół. Nie przejmuję się tym. Dobrze znam tę okolicę. Znajduję sporo grzybów i coraz więcej czasu spędzam klęcząc na mchu, niż chodząc. Pogrążona we własnych myślach, nie zwracam zbytniej uwagi na otoczenie. Dopiero cichy trzask gałązek podrywa mnie na równe nogi. W dłoni trzymam nożyk, ale natychmiast go opuszczam widząc Mechanika.

- Przepraszam – mówię. Moja reakcja mogła kogoś przestraszyć, choć samą mnie ogarnął dziwny lęk. A przecież w NieIdealnym nic mi nie grozi!

- Dzień dobry, Mgiełko – mężczyzna posyła mi ciepły uśmiech. – To ja powinienem prosić o wybaczenie. Zaskoczyłem cię.

            Kiwam tylko głową. Mechanik ma na sobie strój odpowiedni do okoliczności. Kosz, który trzyma w dłoni nie jest pusty. Jakiś cień przemyka przez moje serce, gdy patrzę w jego oczy. Nie znajduję w nich choćby śladu zapowiedzi czegoś nieprzyjemnego, a mimo to nie umiem przegnać tej natarczywej emocji. Z przyjemnością przytulam się do Gwiezdnego, przyjmując czułe pocałunki i oddając je.

- Musiałem naprawić sprzęt, który mi przyniesiono wczoraj późnym wieczorem – wyjaśnia, gdy ruszamy dalej, trzymając się za ręce. – To część zapłaty za twój kolaż. Poprosiłem kilka osób, żeby ci przekazało wiadomość o moim spóźnieniu. Dotarła do ciebie?

- Tak – w moim głosie słychać żarliwość. – Dobrze, że jesteś.

            Gwiezdny obdarza mnie uważnym spojrzeniem. Nie powinnam tak mówić, nie takim tonem, ale cieszę się, że przyszedł, że nie zniknął nagle z mojego życia. Odpędzam czarne myśli. Ten dzień nie zasługuje na dodatkową porcję chmur.

- Dasz się namówić na kolację z grzybami w głównej roli? – propozycja Mechanika brzmi tak kusząco, ale nie jestem pewna, czy zdążę. Mam trochę inne plany.

- Obiecałam zajrzeć dziś do Psotnika – odpowiadam zgodnie z prawdą. – Potem mogę jednak spróbować twoich delicji grzybowych.

- Przyjdę po ciebie – obejmuje mnie ramieniem.

- W NieIdealnym nic mi nie grozi, Mechaniku – powtarzam już na głos, święcie w to wierząc. – Ale dziękuję za troskę.

- Zależy mi na tobie, Mgiełko – szepcze mi do ucha. – Każdego dnia wypełniasz swoją osobą moje myśli, każda chwila z tobą jest magiczna.

            Czuję, że zaczynam lśnić. Moje serce przepełnia miłość do tego mężczyzny, dusza szaleje ze szczęścia. I nawet umysł dał się porwać radości. Składam na jego ustach namiętny pocałunek. Kocham Gwiezdnego Mechanika.

            Już do końca grzybobranie upływa nam w miłej atmosferze. Nasze koszyki wypełniają się pięknymi okazami, a gdy brakuje w nich miejsca siadamy na zwalonym pniu drzewa, czekając na powrót reszty grupy. Do miasteczka wracamy we wspaniałych nastrojach. Każdy, kto był w lesie niesie wypełniony kosz, kobiałkę, niektórzy zabrali nawet metalowe siatki na ryby. Na placu witają nas radosne okrzyki mieszkańców i wspaniały aromat potraw, które składają się na obiad. Dostajemy pyszną zupę z dyni z kleksem gęstej śmietany pośrodku, posypaną natką pietruszki i uprażonymi nasionami słonecznika oraz dyni. Drugie danie to kotlety z kaszy polane grzybowym sosem z dodatkiem świeżych surówek. Na deser są pieczone jabłka z przyprawami i żurawinową konfiturą. A po posiłku zaczyna się wspólne obieranie leśnych zdobyczy. Swoje rozdaję kilku osobom. Nie robię marynat, nie suszę grzybów, ale uwielbiam je zbierać. Ja w tym czasie pilnuję dzieci, których rodzice zajęci są czyszczeniem i krojeniem darów lasu. Nikt nie odczuwa zimna. Rozgrzał nas posiłek, praca i pyszne wino, które sączymy. Przed zmrokiem wszyscy kończą swoje zajęcia. W konkursie na największy znaleziony grzyb wygrywa Rumiany Szewc. Jego zdobycz mierzy trzydzieści pięć centymetrów i waży trzy kilogramy! Szewc wręcza go żonie, która z pewnością znajdzie dla niego kulinarne zastosowanie.

            Żegnamy się i wracamy do domów. Ja ruszam na drugi koniec NieIdealnego. Niepoprawny Psotnik mieszka w kamienicy na pierwszym piętrze. Drzwi otwiera mi Urocza Róża, mama chłopca. Młoda kobieta jest utalentowaną hodowczynią róż. W ogrodzie za domem rosną najpiękniejsze okazy, które kwitną nawet jeszcze teraz. W mieszkaniu też ma sporo donic z tą piękną, ale wymagającą rośliną. Róża zaprasza mnie do małego saloniku ze stołem, krzesłami, wygodną sofą, fotelami i oczywiście kwiatami. W drewnianej witrynie przeważają książki o różach. Za to obrazy wiszące na ścianach ukazują piękno przyrody. Dostrzegam nawet swoje małe dziełko. Łąkowe maki rzucają się w oczy. Krwistoczerwone płatki są bardzo wyraziste, podobnie jak te różane.

- Usiądź proszę, Mgiełko – kobieta zaprasza mnie do stołu. – Męża jeszcze nie ma. Pomaga sprzątnąć plac. Psotnik jest w łazience. Próbuje domyć ręce po grzybobraniu.

- A co się stało? – pytam zaskoczona.

- Polepił się żywicą – Róża wzdycha ciężko. – Dałam mu trochę oleju, żeby to zmył. Mam nadzieję, że pomoże.

- Na pewno – kiwam głową. – Kiedyś też się pobrudziłam żywicą. Byłam dzieckiem.

            Obie zaczynamy się śmiać. Przecież każdy z nas przeżył podobne przygody. Psotnik wkracza do pokoju z uśmiechem na bystrej twarzy. Uprzejmie wita się ze mną. Ręce ma czyste, choć różowe. Na szczęście ani lepiące, ani tłuste.

- Posprzątałem umywalkę – oznajmia na wstępie z dumą. – I jeszcze zostało mi tego oleju.

- W porządku – Urocza Róża obserwuje z powagą syna. – Dotrzymaj przez chwilę towarzystwa Mgiełce, a ja pójdę po herbatę i ciasto.

- Nie kłopocz się – posyłam jej wesoły uśmiech. – Nie zabiorę wam dużo czasu.

- Będzie nam bardzo miło, gdy posiedzisz trochę – odpowiada i wychodzi z pokoju.

- Dzisiaj jest pani w lepszym nastroju – Niepoprawny rzuca jakby od niechcenia. – Grzybobranie się udało?

- Owszem – przyznaję. – Ty też się nieźle bawiłeś. Po co ci żywica?

- Zastanawiałem się, czy można coś z niej ulepić i jakoś utwardzić to, co wyjdzie? - pyta. – Wie pani coś na ten temat?

- Niewiele, ale sprawdzę – obiecuję. Sama eksperymentowałam ze sztuką jako dziecko, więc rozumiem jego zapał. – Przyrzeknij jednak, że niczego nie pokleisz. Inaczej twoi rodzice będą się gniewać i na mnie, i na ciebie.

- Nie mogę być nieznośny, bo mama urodzi brata lub siostrę – wypala niespodziewanie. Jego błękitne oczy iskrzą szczęściem.

- Pewnie już całe miasto wie – Urocza Róża wznosi oczy ku sufitowi. Ostrożnie stawia tacę na stole. – Psotnik mówi prawdę, Mgiełko. Spodziewam się dziecka. Nareszcie nam się udało.

- To wspaniale! – obejmuję ją delikatnie. Wciąż nic nie widać po niej. Wygląda jak zawsze pięknie. Jasne włosy spięła w gruby warkocz, które przewiesiła przez prawe ramię. – Cudowna wiadomość, moja droga! Bardzo się cieszę.

- Zdolny też jest szczęśliwy – mówi z entuzjazmem, nalewając do filiżanek herbatę. – Wszyscy jesteśmy.

- Bardzo – potwierdza chłopiec. – Fajnie byłoby, gdyby mama urodziła bliźniaki, chłopca i dziewczynkę. Wtedy nie miałbym problemu z pytaniem innych, czy wolę brata lub siostrę – stwierdza z powagą. Jego rozumowanie zdumiewa mnie. – Dlaczego nic nie mówicie?

- Analizujemy twoje mądre słowa, synku – Urocza nakłada orzechowe ciasto na talerzyki. – Bliźnięta to całkiem dobry pomysł, ale jeszcze za wcześnie, żeby coś więcej powiedzieć. No i musielibyśmy pomyśleć o nowym domu dla nas.

- Za ogrodem jest pusty plac – Psotnik miał zamiar ugryźć kawałek ciasta, ale zrezygnował. Myśl okazała się ważniejsza. – Tam moglibyśmy zbudować dom i nie musiałabyś opuszczać swoich róż.

- To dziecko wprawia mnie czasem w osłupienie – Róża patrzy na syna z zadumą. – Dla niego to takie oczywiste…

- Dobrze wiesz, że każdy wam pomoże przy budowie domu – oznajmiam pogodnie. – Może warto rozważyć pomysł Psotnika?

- Pomyślę o tym – kobieta uśmiecha się tajemniczo.

- A pani zamieszka kiedyś z Gwiezdnym Mechanikiem? – rzuca znienacka chłopiec.

- Psotniku, to nie jest twoja sprawa – upomina go matka.

- Pytam z ciekawości – Niepoprawny patrzy niepewnie na mnie. – Przepraszam za swoje wścibstwo, pani Mgiełko.

- W porządku – kiwam głową. – Kto wie, co się kiedyś wydarzy, Psotniku. Na razie cieszę się obecną chwilą i nie wybiegam zbyt daleko w przyszłość.

- Ja też, bo wciąż nie wiem, co będę robił w życiu – odpowiada rezolutnie. – Pyszne ciasto, mamo. Idę do siebie.

- Przyjdę zobaczyć twoją ścianę – rzucam mu znaczące spojrzenie.

- Świetnie – odpowiada i znika w swoim pokoju.

- Psotnik jest genialny, ale czasem boję się, żeby swojej mądrości nie wykorzystał w nieodpowiedni sposób – Róża patrzy na mnie z ufnością. – Gwiezdny to wspaniały mężczyzna. Będziesz z nim szczęśliwa, Mgiełko.

            Kiwam głową. Obie wiemy, co kryje się za tymi słowami. Potem rozmawiamy już tylko o bardziej przyziemnych sprawach. Przed wyjściem zaglądam do pokoju Niepoprawnego. Jedyna wolna ściana od sufitu do podłogi ozdobiona jest kolorowymi mazami. O dziwo, użyte barwy świetnie ze sobą współgrają. Chwalę chłopca, proponując jednak korzystanie z arkuszy papieru lub płócien w dalszej twórczości.

            Opuszczam ten wesoły dom późnym wieczorem. Na schodach mijam Zdolnego Inżyniera, który żałuje, że nie mógł ze mną porozmawiać. Obiecuję znów ich odwiedzić i wtapiam się w mrok, podążając ku gwiazdom.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Elatha · dnia 24.01.2013 20:27 · Czytań: 466 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 5
Komentarze
mike17 dnia 25.01.2013 10:46 Ocena: Świetne!
Cytat:
zna­jo­my mężczy­zna ofe­ro­wał ogromną sumę pieniędzy,

usunąłbym "pieniędzy" jako zbędne dopowiedzenie, i tak wiadomo, o co chodzi
Cytat:
że się chmu­ra(,) tylko że się chmu­rzy

Cytat:
- Po­ru­szyłem z nią ten temat na wczo­ra­j­szym spa­ce­rze – od­po­wi­a­da(,) jakby to była największa

Cytat:
Jeśli aura do­pi­sze(,) wszy­scy pójdzi­e­my na grzy­by.

Cytat:
Tam, gdzie rośnie jeden(,) mogą być też inne.


Przeczytałem z prawdziwą przyjemnością!
Niezwykle plastycznie malujesz swoją opowieść, wplatając w nią całą rzeszę oryginalnych, niezwykłych postaci o intrygujących imionach, ukazując życie w miasteczku z wielką dbałością o szczegóły, nastrój i klimat.
Bardzo ciepła to opowieść.
Taka, po którą można sięgać często w chwilach, gdy świat dokuczy, jako że u Ciebie panuje Dobro i wszędzie unoszą się pozytywne fluidy.
Do takiego świata aż chce się wracać.
Doskonały poziom stylistyczny, językowy i literacki.
Przepiękna polszczyzna.
I ta kreacja rzeczywistości - z rozmachem, wyczuciem, wrażliwością.
To niewątpliwie ogromne atuty twojej "grzybowej" opowieści.

Sam jestem grzybiarzem, więc z lubością czytałem :)
Wasinka dnia 25.01.2013 22:27
Przenosisz czytelnika w baśniowy świat, gdzie wszystko wydaje się delikatne i ulotne. Osobnicy o ciepłych charakterach, albo też bardziej frywolnych, nadają barw i specyficznego klimatu.
Ładnie napisane, z dbałością o język.

Parę malutkich potknięć, podrzucam niektóre z nich:
Cytat:
nieba nie upiększyła ani jedna chmu­ra, a te­m­pe­ra­tu­ra po­zwo­liła
- subiektywne odczucie: czytając, mam wrażenie, że niebo było nieładne, skoro go nic nie upiększało (chmura tutaj), ponadto masz rym: chmura/temperatura
Cytat:
- Pójdę już(.) – (Z)a­my­kam torbę

Cytat:
- Przyjdę tam niedługo(.) – (P)rzy­ciąga mnie

Cytat:
Nawet zabu­do­wa­nie w od­da­li wydają się jakieś po­nu­re.
- zabudowania
Cytat:
- Nie, mam sprawę do Me­cha­ni­ka(.) – ( B )łękitne oczy

Cytat:
I mówi się ( " )po­chmu­r­no( " ), a nie ( " )po­chmu­rza­sto.- Ja tam nie wiem, ale nie mówimy prze­cież, że się chmu­ra(,) tylko że się chmu­rzy(.) – (W) ocza­ch Nie­po­pra­w­nego za­pa­lają się fi­gla­r­ne iski­e­r­ki, a kąciki ust aż rwą się do sze­ro­ki­ego uśmie­chu. – Mogę kiedyś przyjść i po­pa­trzyć(,) jak pani śmiga pędzle­m?

Cytat:
- Nie obi­e­cuję, ale może zajrzę(.) – (M)a­cham mu na pożegna­nie.

Cytat:
w ka­lo­sza­ch lub oci­e­pla­ny­ch ko­za­ka­ch. W po­wi­e­trzu czuć aro­mat prze­tworów. W ku­ch­ni
- może za dużo podobnej konstrukcji z "w"?
Cytat:
- Jasne(.) – (W)chodzę na dr­abinę

Cytat:
od­po­wi­a­da(,) jakby to była największa oczy­wi­stość

Cytat:
Nie wiem(,) skąd to uprze­dze­nie Kru­szy­n­ki(.) – Mruczący ma­r­sz­czy brwi

Cytat:
A gdyby ktoś czuł nie­do­syt(,) jest je­sz­cze świeży chleb,

Cytat:
Jeśli aura do­pi­sze(,) wszy­scy pójdzi­e­my na grzy­by.

Cytat:
Na głowie mam rudy beret, a szyję owinęłam ko­lo­ro­wym sza­lem. Na lewym prze­dra­mie­niu za­wi­e­siłam wi­kli­no­wy ko­szyk. Na głównym placu mi­a­ste­cz­ka zebrał się spory tłum. Część mie­szkańców wy­bi­e­ra się na grzy­by,
- sporo tutaj "na"
Cytat:
Na czele po­cho­du, który co chwilę ro­z­dzi­e­la się na mni­e­j­sze grupy(,) stoi prze­wo­d­nik.

Cytat:
Roz­pra­szają się po spo­rym te­re­nie. Po po­wro­cie każdy
- po/po
Cytat:
W końcu nasza, osta­t­nia już(,) grupa wcho­dzi

Cytat:
Nie wiem tylko(,) jak to zrobi.

Cytat:
Tam, gdzie rośnie jeden(,) mogą być też inne.

Cytat:
Zależy(,) jak na to pa­trzeć.

Cytat:
Da­w­ni­ej musiałam ko­rzy­stać z wież
- musiałem - chodzi wszak o Litościwego
Cytat:
Teraz mam to wszy­st­ko(,) kiedy chcę.

Cytat:
zni­kają mi z oczu, schodząc w dół
- pleonazm (schodząc w dół - gdy się schodzi, to wiadomo, że w dół)
Cytat:
- Przyjdę po cie­bie(.) – (O)be­j­mu­je mnie ra­mie­ni­em.

Cytat:
grzy­bo­bra­nie upływa nam w miłej at­mo­s­fe­rze. Nasze ko­szy­ki wypełniają się pięknymi oka­za­mi, a gdy bra­ku­je w nich mie­j­sca(,) si­a­da­my na zwa­lo­nym pniu
- troszkę wpada na siebie nam/Nasze (można któreś wyrzucić)
Cytat:
Każdy, kto był w lesie(,) nie­sie wypełniony
- lesie/niesie
Cytat:
- Usiądź(,) proszę, Mgiełko

Cytat:
czy wolę brata lub si­o­strę
- zamiast "lub" lepiej "czy"
Cytat:
- Ana­li­zu­je­my twoje mądre słowa, synku(.) – Uro­cza nakłada



Itp. To nie wszystko (starałam się naprowadzić, pod jakim kątem szukać), warto się rozejrzeć, ale to zaprawdę drobinki.

Pozdrawiam z oprószonym księżycem.
al-szamanka dnia 26.01.2013 10:31 Ocena: Świetne!
Ach, jakie śliczne opowiadanie :)
Przeczytałam je już wczoraj, ale właśnie zrobiłam to po raz drugi i nadal jestem zachwycona.
Uwielbiam takie klimaty.
Pięknie, delikatnie napisane, jakbyś każde słowo podkreślała bitą śmietanką :)
Przepiękne imiona - kocham sama coś takiego wymyślać.
Na widok placuszków z cukinii poleciała mi ślinka.

Więcej takich tekstów, a świat będzie taki, jakim być powinien. Pięknym :)

Pozdrawiam serdecznie :)
Elatha dnia 27.01.2013 11:22
Mike, bardzo dziękuję za odwiedziny i tak miłe słowa :). Aż się leciutko wzruszyłam :). Cieszę się, że grzybowa opowieść przypadła Ci do gustu. Ja też uwielbiam zbierać grzyby, ale później ich nie jem. Frajdę daje mi poszukiwanie i spacerowanie po lesie. A w tym magicznym świecie i ja sama się przyjemnie zatracam :). Błędy poprawione.

Wasinko, moja walka z interpunkcją trwa, ale na razie znów przegrywam ;). Dziękuję za wskazanie wszystkich potknięć. Poprawiam je. NieIdealne wpisuje się w nasze pragnienia istnienia w świecie pełnym dobroci i harmonii, ale ono nie jest idealne. A właściwie to ludzie mają wady...

Al-Szamanko, pięknie dziękuję za komplementy :). Placuszki z cukinii polane sosem koperkowo-czosnkowym są bajeczne w smaku :). Mam nadzieję, że nowe fragmenty dostarczą kolejnej porcji intensywnych wrażeń.

Pozdrawiam serdecznie :).
Krystyna Habrat dnia 28.01.2013 23:13
Znowu zaglądam do twojego kolorowego świata, który mnie kiedyś urzekł.
Zastanawiam się, czy nie za dużo wprowadzasz postaci w krótkim czasie, bo czytelnik się wtedy gubi? Czy nie szybko zmieniasz obrazy i postacie. To musisz przemyśleć. Na szczęście to jest ciąg dalszy opowieści, więc czytelnik całości będzie wciągnięty w szczegóły dotyczące każdej postaci, by móc śledzić dalszy ciąg akcji.
Masz swój odrębny i wyrazisty styl pisania i to jest bardzo ważne.
Tekst jest uroczy, pogodny, kultywujący urodę życia. Warto do niego sięgnąć, gdy świat, oglądany w wiadomościach telewizyjnych, przytłacza.
Pisz więcej takich historyjek lub felietonów. Świat ostatnio jakoś tak brzydnie. Tyle się dzieje okropności. Warto spojrzeć na to inaczej i odnajdywać jego urocze strony.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
StalowyKruk
19/09/2019 00:41
Jestem. Trochę mi to zajęło. Umieram na przeziębienie ;)»
bruliben
18/09/2019 22:04
Jestem na części 6-tej twojego czytadła i bardzo… »
Kushi
18/09/2019 21:36
Niech żyje bal Agnieszki Osieckiej a zaśpiewanej przez… »
AntoniGrycuk
18/09/2019 21:23
Wariacie_egzystencjalny, miał to być klimat z umysłu… »
Lilah
18/09/2019 21:11
*odnóży »
voytek72
18/09/2019 21:09
Chyba warto aby tekst miał jednak tekstowy tytuł zamiast… »
voytek72
18/09/2019 20:55
prosty przepis na pożar. ;) wers środkowy zbędny,… »
Dobra Cobra
18/09/2019 20:52
W jakże piękny sposób złapiesz tropy i sęsy ;) Kazjuno,… »
Lilah
18/09/2019 20:51
To ja dziękuję, że do mnie zajrzałeś. Pozdrawiam:)»
voytek72
18/09/2019 20:47
Myślę, że temat który bardzo trudno utrzymać w ryzach, z… »
Nuria
18/09/2019 20:40
Słowa płyną melodyjnie, aż chciałoby się zatańczyć :)»
voytek72
18/09/2019 20:32
Mistycyzm, ale taki... realistyczny i to mnie tu ujmuje :)»
wariat_egzystencjalny
18/09/2019 20:26
Dla mnie jest to takie małe studium szaleństwa a dokładniej… »
voytek72
18/09/2019 20:24
"Niech żyje bal" Maryli Rodowicz Takie… »
Lilah
18/09/2019 19:48
To mnie zaskoczyłaś, Al. Dziękuję pięknie. Pozdrawiam… »
ShoutBox
  • Dobra Cobra
  • 18/09/2019 08:22
  • tej wytwórni. Ale sam szef D. próbuje zmienić czasy i transformację koncernu w stronę tematyki niebaśniowej. [link]
  • Dobra Cobra
  • 18/09/2019 08:20
  • Disney ma nie lada orzech do zgryzienia :) . Johansson zaprosili nawet na spotkanie dyrektorów D. I ona tam jasno mówiła, że reżyser niepokorny i film też, co niespecjalnie idzie za rączkę z polityką
  • TomaszObluda
  • 18/09/2019 06:50
  • em FOXa, więc Disney nie miał nic do gadania. A czy film pojawi się w Polskich kinach? Sadzę, że tak, ale nie wszędzie i nie od razu, bo tu nie chodzi o ideologię, ale o kasę.
  • TomaszObluda
  • 18/09/2019 06:48
  • Co do filmu, ten Hitler, będzie wymyślonym przyjacielem i z tego co wiem, będzie takim diabłem na ramieniu, co mówi źle, to wbrew pozorom nie komedia. Druga sprawa film powstał praktycznie przed zakup
  • Kazjuno
  • 17/09/2019 14:16
  • Znowu przesadzasz. Jesteś wrażliwym facetem, na dodatek z intuicją muzyka, więc czułym na fałszywe nuty. Także te cecha ułatwia Ci trafne komentarze. Więc jak znajdziesz czas(?)...
  • AntoniGrycuk
  • 17/09/2019 11:55
  • Powiem tak: technicznie mam coś do powiedzenia i choć nie jest to idealne, to potrafi być pomocne, natomiast mój gust znacznie odbiega od przeciętnej i to, co mi się podoba, nie zawsze jest dobre.
  • Kazjuno
  • 17/09/2019 11:49
  • Przesadzasz Antosiu! Bardzo cenię Twoje komentarze i byłbym rad przeczytać twoje wnikliwe uwagi. Zawsze były celne. Jak znajdziesz czas to zapraszam...
  • AntoniGrycuk
  • 17/09/2019 11:38
  • Kazjuno, ja chętnie skomentowałbym Twój tekst, ale ostatnio mam urwanie głowy i jedynie czasem króciutkie komentuje. Choć z drugiej strony, co jest wart mój komentarz?
  • Dobra Cobra
  • 17/09/2019 08:09
  • Sztuka kreskówkowa jest uważana za gorszą ze sztuk pięknych. :( A tak można w kinie podziwiać i piękną Scarlett i małego Hitlerka. Jak żywych. Choć ten synek ma nadzwyczaj mądry wyraz twarzy.
Ostatnio widziani
Gości online:20
Najnowszy:Krejciaq7
Wspierają nas