Z krwi i kości (V) - aga63
Proza » Obyczajowe » Z krwi i kości (V)
A A A
Od autora: Nie znam się za dobrze na historii, proszę więc Szanownych Czytelników o wyrozumiałość :)

„Raju nie ma już

takim, jak pamiętasz.

Gaśnie słońce

nad Rajem.

Ratuj, Przyjacielu

to, co pozostało,

Ratuj, Przyjacielu

to, co pozostało”[1]

 

            Wojna rozszalała się na dobre. Józef i Agata nie mieli dokąd się przenieść, zostali więc w jego mieszkaniu licząc na to, że jakoś tu przetrwają. On pierwszy został pozbawiony nadziei, kiedy któregoś dnia usłyszał na mieście, że Niemcy planują wysiedlić wszystkich Żydów z ich domów i przenieść w jedno miejsce. Nie powiedział o tym Agacie, ale postanowił działać. Kiedyś natknął się przypadkiem na starą legitymację szkolną swojej przyjaciółki. Adres zamieszkania mimowolnie utkwił mu w głowie, bowiem ulicę Bursztynową komu jak komu, ale jemu akurat łatwo było zapamiętać. Mając nadzieję, że rodzice dziewczyny nigdzie się nie przeprowadzili, postanowił do nich pojechać. Agacie powiedział, że musi wyjechać w interesach, co jej zbytnio nie zdziwiło, bo od czasu do czasu zdarzało mu się załatwiać sprawy poza miastem i wtedy cała pracownia pozostawała pod jej opieką.

Zabrał więc torbę bursztynu, żeby nie zaczęła nic podejrzewać i udał się na poszukiwanie jej rodziców. Będąc już pod ich domem, upewnił się, że nikt go nie zobaczy, po czym położył na progu kartkę z informacją o nowym nazwisku i miejscu zamieszkania Agaty i oddalił się na bezpieczną odległość. Musiał poczekać, aby mieć pewność,  że wiadomość ta trafi do adresata. Kiedy pojawił się mężczyzna w wieku zbliżonym do niego i schylił się po kartkę, a spojrzawszy na nią, wpadł do domu jak burza, Józef wiedział już, że mu się udało i mógł wracać.

Spokój pary przyjaciół nie trwał jednak długo. W kilka dni po wizycie Józefa u rodziców Agaty, gestapo przyszło w nocy do jego mieszkania. Dwóch uzbrojonych żołnierzy kazało im się w kilka minut spakować i opuścić kamienicę. Starczyło czasu tylko na zabranie ze sobą rzeczy pierwszej potrzeby, nie zdążyli się nawet odwrócić, aby spojrzeć jeszcze na miejsce, które przez pewnien czas było ich wspólnym, szczęśliwym domem.

 

***

           W getcie, jako, że formalnie byli rodziną, przydzielono im wspólne lokum. Nie zadomowili się tam na długo, bowiem po kilku miesiącach przeniesiono je razem z osiedlonymi w nim Żydami.[2]

Pewnego dnia, wkrótce po „przeprowadzce”, Agata została wezwana do budynku, w którym mieścił się zarząd getta. Kiedy weszła do gabinetu komisarza do spraw żydowskich, skamieniała. Oto bowiem siedzieli przed nią rodzice, których nie widziała przez ostatnie lata. Mimo, że byli jeszcze dość młodymi ludźmi, obydwoje widocznie się zestarzeli. Zwłaszcza matka, po której pooranej zmarszczkami twarzy łzy zaczęły płynąć strumieniami, jak tylko Agata pojawiła się w pokoju. Ojciec siedział nieruchomo, jak zwykle nie dając po sobie poznać żadnych uczuć.

- Córeczko! – załkała matka, chowając twarz w dłoniach i zanosząc się od szlochu.

Agata nie odezwała się słowem.

- Zna pani tych ludzi? – zwrócił się do niej komisarz.

- Nie. – Tylko tyle zdołała z siebie wydusić.

- Córeczko, co ty mówisz?! – krzyknęła na to matka, podrywając się z miejsca. Agata odruchowo zrobiła krok w tył.

- Proszę usiąść. – Komisarz zganił kobietę i ponownie skierował wzrok na Agatę.

- Ci ludzie twierdzą, że jest pani Polką, a oni są pani rodzicami.

- To jakaś pomyłka. Nigdy wcześniej ich nie widziałam – odparła spokojnie mimo, że serce waliło jej tak, jakby miało za chwilę rozsadzić klatkę piersiową.

- Agata! – Ojciec nie wytrzymał. Co ty wygadujesz?! Przestań się wygłupiać i wracaj do domu!

„Nic się nie zmienił.” – Pomyślała, a głośno powiedziała:

- Pomylił mnie pan z kimś innym.

- Agatko, córeńko, jak możesz nas nie poznawać?! – zakwiliła matka i zaczęła gorączkowo szukać czegoś w swojej torebce. – O, jest, proszę bardzo! – Podbiegła do komisarza wciskając mu w rękę ich wspólne zdjęcie z czasów, kiedy jej córka chodziła jeszcze do szkoły podstawowej. – Przecież to jest moje dziecko! – krzyknęła rozpaczliwie.

- Rzeczywiście, podobne. – Komisarz zmarszczył brwi zerkając to na zdjęcie, to na stojącą przed nim młodą kobietę.

- Co pani na to? – Pokazał jej zdjęcie.

- Faktycznie, dziecko podobne do mnie, ale to nie ja – odparła chłodno.

- Jest pani pewna? Ci ludzie mówią... – Zaczął komisarz, ale nie dała mu skończyć.

- Jestem Żydówką z krwi i kości. Mieszkam tu z wujkiem i on jest moją jedyną rodziną. Czy mogę już iść do niego, panie komisarzu? Nie najlepiej się dzisiaj czuje.

- Agata, przestań robić cyrk! – zgromił ją ojciec, ale natychmiast został przywołany do porządku przez komisarza.

- Proszę się uspokoić, albo każę pana wyprowadzić. Słyszał pan, co ta pani mówi. Nie zna państwa. Musieli się państwo pomylić.

- A pani może już iść – powiedział do Agaty.

- Dziękuję – odparła i odwróciła się do wyjścia. Jak zamykała za sobą drzwi, słyszała jeszcze szloch matki.

 

***

- To twoja sprawka! Jak ich znalazłeś?! – rzuciła oskarżycielskim tonem do Józefa, jak tylko znalazła się w ich obecnym mieszkaniu.

- Co się stało? – Nie miał pojęcia, o co jej chodzi.

- Sprowadziłeś tu moich rodziców, żeby mnie zabrali, tak?!

- Przyjechali?! – Poderwał się z miejsca z nadzieją w oczach, nie sądził bowiem, że jeszcze uda się im odnaleźć córkę, skoro nie pojawili się wcześniej. – I co?

- I zaraz pojadą z powrotem.

- Co ty mówisz, dlaczego? Nie chcieli cię stąd wypuścić?!

- Powiedziałam, że ich nie znam i że to ty jesteś moją rodziną.

- Agata! – Józef schował twarz w dłoniach i po raz pierwszy od śmierci żony poczuł, że po policzkach zaczynają spływać mu łzy. – Coś ty narobiła?! – łkał. – Mogłaś się stąd uwolnić! Dlaczego to zrobiłaś?!

- Bo cię kocham jak nigdy nikogo na świecie. Bo ty dałeś mi tyle dobra i miłości, ile nie zaznałam od nikogo innego. Bo jesteś dla mnie najlepszym ojcem, jakiego mogłabym sobie wymarzyć. I jedynym, jakiego mam.

- Co ty bredzisz, dziewczyno?! Przecież to oni są twoimi rodzicami! Nie jesteś nawet Żydówką!

- Przestali nimi być, kiedy podjęli decyzję, aby mnie sprzedać. A ja jestem Żydówką z krwi i kości. Tak  właśnie powiedziałam komisarzowi. I nie zostawię cię tu samego. Koniec dyskusji.

 

***

           W blisko rok od czasu, jak zostali przeniesieni do spichrza, w getcie zaczęły krążyć pogłoski, że w najbliższych dniach znowu będą ich gdzieś wywozić. Podobno do jakichś obozów pracy. Agata bała się, że rozdzielą ją i Józefa, dlatego postanowiła zadbać o to, aby uniknąć rozłąki. Dowiedziała się, kto jest odpowiedzialny za przydzielanie Żydów do poszczególnych transportów i poszła do jego gabinetu ze wszystkimi pieniędzmi, jakie zdążyła zaoszczędzić z pensji od Józefa.

- No nie wiem, nie wiem, chyba nie wystarczy... – Mężczyzna kręcił nosem na plik banknotów wręczonych mu przez Agatę. Był może trochę młodszy od jej przyjaciela.

- Bardzo pana proszę, ja więcej nie mam – powiedziała błagalnym tonem.

- Mylisz się, mała, możesz mi dać dużo więcej... - Lubieżnie się do niej uśmiechnął i przeciągnął wierzchem dłoni po jej policzku. Skórę miał twardą i szorstką, jego dotyk wywołał więc u Agaty nieprzyjemny dreszcz na całym ciele.

- Proszę, ja naprawdę nic więcej nie mam. – Udała, że nie zrozumiała aluzji.

- Skoro tak twierdzisz, to nie mamy o czym rozmawiać. – Mówiąc to, schował pieniądze Agaty do kieszeni. – Wyjdź.

- Ale wziął pan pieniądze.

- Jakie pieniądze? Chyba coś ci się wydawało, mała. Jeśli przyjdziesz do mnie wieczorem i pozwolisz mi wziąć coś jeszcze, to się dogadamy.

- Dobrze – powiedziała, spuściła głowę i nie odzywając się więcej poszła do „domu”.

Przez całą drogę ocierała z policzków łzy, które nie chciały przestać płynąć. Nie tak wyobrażała sobie pierwsze zbliżenie z mężczyzną. Wprawdzie nie wiedziała jeszcze, jak to będzie wyglądać, ale była pewna, że nie tak, jak by sobie tego życzyła. Wieczorem, na krótko przed wyjściem na wymuszoną schadzkę, podkradła Józefowi ćwiartkę wódki, żeby się znieczulić i wypiła całą na raz. Zatkało ją od takiej ilości mocnego alkoholu, aż nie mogła złapać oddechu, ale niedługo potem poczuła rozluźnienie. Na miejsce doszła chwiejnym krokiem.

- Jesteś pijana – stwierdził ze zdziwieniem, jak otworzył jej drzwi.

- I co z teggo? Przeszkadzdza to panu? – wybełkotała.

- W zasadzie nie. Kładź się. – Wskazał jej łóżko.

Wypity alkohol skutecznie pomógł Agacie wyłączyć mózg. „Może przynajmniej nie będę nic pamiętać” – pomyślała, leżąc na wznak i czekając na nieuniknione. Po paru minutach wracała już do domu - nadal pijana, a teraz do tego jeszcze obolała. Miała tylko nadzieję, że jej poświęcenie nie pójdzie ma marne.

Nazajutrz kazano im się spakować i oznajmiono, że wraz z kilkudziesięcioma innymi Żydami przenoszą się teraz do obozu pracy wychowawczej w Stutthof.

 

***

           W obozie panowały warunki znacznie gorsze niż w getcie. Poza tym nie mogli na okrągło przebywać razem, bowiem panował tu podział na część damską i męską. Agata jeszcze nie raz musiała szafować swoimi wdziękami, aby móc spędzać czas z Józefem, który w wyniku nadmiernego obciążenia organizmu ciężką pracą i fatalnymi warunkami bytowania zaczął podupadać na zdrowiu i często potrzebował jej opieki oraz pomocy. Po pewnym czasie ludzi zaczęto zabierać partiami w jakieś miejsce, z którego nie wracali. Agata najbardziej bała się, że pewnego dnia wezmą też Józefa, a ona zostanie całkiem sama. Jej przyjaciel miał natomiast nadzieję, że chociaż dziewczynie uda się cało wyjść z tej wojny. Przecież komuś musi się udać. Agata jednak ani myślała nigdzie się stamtąd ruszać bez niego. Kiedy pokątnie została poinformowana, że w następnej grupie przeznaczonej do likwidacji ma się znaleźć Józef, zdecydowała, że po raz kolejny zapłaci swoim ciałem. 

Tego dnia, kiedy prowadzono grupę kolejnych więźniów do pomieszczenia, z którego nie było powrotu, dzięki "przymknięciu oka" przez jednego z konwojentów Agacie udało się wmieszać pomiędzy wyselekcjonowane kobiety. Miała wtedy na szyi złoty łańcuszek z medalikiem, będący prezentem komunijnym od matki chrzestnej. Ponieważ na własną matkę nigdy nie mogła liczyć, swój los zawierzyła Matce Boskiej, wierząc, że wizerunek Najświętszej Panienki noszony na szyi pomoże jej przetrwać ciężkie chwile. I pomógł. Gdy rozbierała się, tak jak wszyscy przed wejściem do "łaźni", podeszła do pilnującego kobiet kapo i niepostrzeżenie wsunęła mu w dłoń biżuterię. Mężczyzna skinął głową i wpuścił ją do drugiego pomieszczenia, w którym znajdowali się więźniowie. Wstyd jej było pokazywać Józefowi całkowicie obnażone ciało, ale przełamała się, cóż to bowiem miało teraz za znaczenie...

- Dziecko, coś ty zrobiła?! – Krzyk Józefa przepełniony był cierpieniem. Nie zdążył jednak nic więcej powiedzieć, bo Agata dopadła do niego, objęła go w pasie i przycisnęła swoją drobną głowę do schorowanej, ale nadal potężnej piersi.

- Przecież powiedziałam ci, że nigdy cię nie opuszczę – wyszeptała i mocno do niego przywarła.

Tulił ją do piersi, jakby była jego własnym, ukochanym dzieckiem, kiedy do komory wrzucili puszkę z Cyklonem B. [3]

 


[1] Moonlight, List z Raju (Floe, 2001)

[2] Pierwsze getto żydowskie w Gdańsku powstało w 1939 r. w dawnym przytułku mieszczącym się na ul Milchkannengasse, a w 1940 r. przeniesione zostało na ul.Owsianą 7 do spichrza „Czerwona Mysz” (wtedy „Rote Maus”); http://webcache.googleusercontent.com/search?q=cache:yktSbQVNOeUJ:fodz.pl/PP/download/GETTO%2520%25C5%25BBYDOWSKIE%2520W%2520GDA%25C5%2583SKU.doc+getto+gda%C5%84skie&cd=3&hl=pl&ct=clnk&gl=pl

[3] W czerwcu 1943 roku obok krematorium rozpoczęto budowę komory gazowej. W suficie komory umieszczono rurę o długości 50 cm, przez którą wrzucano puszki z gazem Cyklonem B (http://www.mierzeja.com/index.php?id=podstrony&idd=241&idm=66)

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
aga63 · dnia 20.08.2013 19:56 · Czytań: 628 · Średnia ocena: 4,75 · Komentarzy: 17
Komentarze
Quentin dnia 20.08.2013 20:52 Ocena: Świetne!
Podejrzewałem tragiczne zakończenie, zresztą nie trudno się tego domyślić, ale wzruszenie i tak jest nieuniknione.

Piękna historia o przyjaźni międzyludzkiej, wzajemnym szacunku i oddaniu. Ja zasadniczo wolę zajmować się w twórczości ciemniejszą stroną człowieka. Przeważnie wątpię w ludzkość i odnoszę się doń krytycznie, ale od czasu do czasu potrzebuję właśnie takich historii, dzięki którym wiara w dobro powraca. I za to szanownej autorce bardzo dziękuję ;)

Całość wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Każda część miała jakiś smaczek, który przyciągał uwagę i zachęcał do kontynuacji, a zwieńczenie samo w sobie dopełniło świetnego efektu. Akcja upłynęła dość szybko, ale to, co najważniejsze w historii, nie zostało pominięte. Było tu chyba wszystko poza humorem, ale przecież nie wszystko może być komedią ;) Poza tym cała gama od zaskoczenia po wzruszenie.

Co do cyklonu B nie jestem pewien, ale puszek chyba nie wrzucano do środka. Otwierano je i wsypywano po prostu środek do wlotów, ale ręki sobie obciąć nie dam. W każdym razie to niuans, który w żadnej mierze nie jest w stanie zaszkodzić całości.

Cieszę się, że mogłem zagłębić się w twoją historię.
Kłaniam się i pozdrawiam ;)
akacjowa agnes dnia 20.08.2013 21:00 Ocena: Świetne!
Ago, dziś opowiadałam mojej przyjaciółce o Twojej opowieści. Zaznaczyłam, że czekam na piątą część z niecierpliwością i że jej z pewnością również zrelacjonuję. Możesz być pewna, że jutro Aśka się o wszystkim dowie.
Znów mnie zszokowałaś i zaskoczyłaś. Liczyłam na dłuższy czas z Twoimi bohaterami, a tu taki koniec. Cóż, i tak się w życiu dzieje (działo).
Jestem pod wielkim wrażeniem Twojego pisania i będę nalegać na kolejne opowieści. Masz to u mnie!

Cytat:
Nie­naj­le­piej się dzi­siaj czuje.

powinno być "nie najlepiej"
al-szamanka dnia 20.08.2013 21:11 Ocena: Świetne!
Wiedziałam, że tak będzie!
A jednak... rozpłakałam się jak dziecko.
Historia niby niewiarygodna, bo najczęściej każdy ratuje własną skórę.
Mogłaby się nawet wydać oklepana, czy kiczowata, gdyby nie...
No właśnie.
Gdy nie to, że wiarygodnie i przepięknie napisana. Prosto i wzruszająco.
Tak po prostu.
Kurcze, łzy mi lecą...

Pozdrawiam.
aga63 dnia 20.08.2013 21:53
Kochani!
Bardzo, ale to bardzo dziękuję Wam za uznanie! Jestem przeszczęśliwa, że ta historia tak Wam się spodobała, bo przyznam się, że miałam obawy co do tego, jak przyjmiecie finał...

Quentin - No właśnie nie nawykłam do pisania historii bez humoru, dlatego, jak napisałam przy pierwszej części, nie wiedziałam, czy podołam czemuś takiemu... Jeśli, według ciebie, udało mi się, to baaaaaaaaaaaardzo mnie to cieszy :D A co do Cyklonu B, to przeczytałam (w źródle podanym w odnośnikach), że puszki wrzucano do komory przez długą rurę. Dlatego w skrócie napisałam, że do komory wrzucono puszkę.

Aga - A wiesz, że zastanawiałam się nad tym "nie najlepiej"? :) Więc dzięki za rozwianie moich wątpliwości :) A poza tym, to przez te Twoje komplementy czuję się jak jakaś rozchwytywana pisarka :) No, prawie ;) Dzięki serdeczne :D

Al - Bardzo mnie to poruszyło, że ta hostoria tak poruszyła Ciebie... naprawdę. Chciałam napisać coś smutnego i wzruszającego i po Twoim komentarzu widzę, że mi się udało :).
al-szamanka napisał/a:
Historia niby niewiarygodna, bo najczęściej każdy ratuje własną skórę.

A ja wierzę w taką prawdziwą przyjaźń aż do oddania za kogoś życia... Poza tym, wychodzę z założenia, że jeśli ma się tę jedną, jedyną osobę na świecie, to życie bez niej jest gorsze niż nie żyć w ogóle... Dlatego Agata tak właśnie postąpiła.

Dziękuję Wam raz jeszcze i pozdrawiam uszczęśliwiona :D
Figiel dnia 21.08.2013 11:13
Witaj, ago:)
Ja dopiero pod ostatnią częścią, a to z tego prostego powodu, że po nie lubię czytać części opowiadań ani oglądać seriali, bo "zabierają" mi bohaterów z którymi chcę przebywać od początku do końca. Zawzięłam się i cierpliwie czekałam na ostatni fragment, po czym zasiadłam do lektury całości.
Powiem tak: podoba mi się pomysł i bohaterowie. Podoba mi się prowadzenie akcji do wybuchu wojny. A potem zaczęłam czuć niedosyt, bo klimat zmienił się diametralnie. Motyw wojny pojawił się w tekście nagle i zaskoczył. Nie tyle samym wybuchem, ile ujawnieniem czasu akcji, co zmusiło do innego spojrzenia na historię bohaterów. Wojna pojawia się nagle, rozumiem,że miała stanowić zaskoczenie. Tak się stało, ale też przenicowało natychmiast klimat opowiadania, bo nagle okazuje się, że bohaterowie od początku funkcjonowali w konkretnym czasie, którego klimat został zupełnie pominięty.
Wojna była i nie była zaskoczeniem dla ludzi. W warstwie codzienności - tak, zmieniła ją diametralnie. Z drugiej strony wiadomo było, że wybuchnie, jej sygnały były widoczne w prasie, rozmowach. Austria i Czechy były już zajęte, toczyły się spory o Gdańsk. Pominięcie choćby wzmiankowo tła i rzucenie bohaterów w wir okupacyjnej rzeczywistości stanowi zbyt nagły przeskok. Zaczęłam mieć problem z ich wiarygodnością, a właściwie wiarygodnością rzeczywistości, w jakiej dotąd poruszali się. A potem znów miałam niedosyt, że pomimo wprowadzenia szerokiego tła - zabrakło go tekście. Czego konkretnie? Całej grozy bycia tym, kim byli w warunkach okupacji i eksterminacji, rozciągnięcia opowieści, poszerzenia jej o klimat strachu, niepewności wszechobecnego zagrożenia życia i walki o nie. Niby to jest, ale wręcz prosi się o szersze tło. Podobnie , jak ostatni fragment osadzający bohaterów w obozie. "Znacznie gorsze warunki" to mało. Nierealna jest sytuacja, by bohaterka "po cichu" dostała się do komory. Nie ma takiej opcji. System selekcji był rozbudowany, Niemcy prowadzili dokładne statystyki, a co więcej pilnowali więźniów. Tam mysz by nie weszła do komory, a co dopiero kobieta z grupą mężczyzn. Ponadto więźniowie nie chodzili sobie dowolnie po terenie obozu, to było karane natychmiast śmiercią, byli prowadzani w grupach, pod nadzorem kapo i blokowych, przechodzili liczne kontrole, a przede wszystkim byli zajęci pracą od rana do wieczora. Mężczyzna, który zamykał komorę musiał być osobą funkcyjną. Gdyby zezwolił bohaterce na wejście do komory straciłby życie, bo na najbliższym apelu zabrakłoby jednej kobiety. Niewątpliwie Niemcy doszli by, co się stało z więźniarką, co równałoby się wyrokowi śmierci na funkcyjnego. Niemcy naprawdę dokładnie prowadzili statystyki.
Pomysł na opowiadanie świetny, postaci też, dobrze pokazane wybory moralne, natomiast troszkę gorzej z realiami i wiarygodnością.
Ogólnie: bardzo mi się podoba.
Pozdrawiam:)
aga63 dnia 21.08.2013 11:32
Witam :)
Jak wspomniałam, nie znam się dobrze na historii wojny, dlatego tez prosiłam na wstępie tej części o wyrozumiałość :) Co do niedosytu - rozumiem, że możesz go mieć (nie Ty jedna z resztą :) ) i rozumiem, dlaczego. Wiem, że mało tego przedwojennego Gdańska, mało opisu ciężkich, wojennych czasów... może gdyby całe opowiadanie było krótsze, i niedosyt byłby mniejszy, ale tak mi wyszło :( Bo to miało być tak naprawdę krótkie opowiadanie przede wszystkim o przyjaźni, a czas i miejsce miały stanowić tylko tło. W trakcie pisania tak mi się to wszystko jakoś rozciągnęło, że zdecydowałam się podzielić historię na części.
Pokazałam w tym tekście to, co chciałam pokazać, ale jak widać, część Czytelników miała inne oczekiwania, których, niestety, nie udało mi się spełnić :(

Cytat:
Tam mysz by nie weszła do komory, a co dopiero kobieta z grupą mężczyzn.


Był kiedyś taki film, w którym zdaje się, z żydowskim chłopcem (albo zamiast niego, nie wiem, bo nie oglądałam filmu tylko zwiastuny) do komory dostał się syn jednego z niemieckich funkcjonariuszy pracujących w obozie, sądziłam więc, że jest to możliwe.
A czy możliwe jest w takim razie, aby do jednej komory trafiły wyselekcjonowane osoby obydwu płci? Bo może bym zmieniła sposób znalezienia się tam Agaty...

Dzięki za poświęcony czas, zainteresowanie i komentarz :)
Pozdrawiam :)
Figiel dnia 21.08.2013 12:43
Mogła wejść ukryta wśród mężczyzn, ale to nie załatwiało sprawy. Komora gazowa wyglądała jak zwykła łaźnia podzielona na dwie części: jedna do rozbierania się, wraz z wieszakami na ubrania, druga z prysznicami. Rozbieranie się nadzorowali funkcyjni. Potem zaganiano ludzi do części prysznicowej pod pozorem kąpieli, zamykano komorę i tłoczono gaz. I z reguły gazowanie dotyczyło tylko "nowych" po wstępnej selekcji zdatny do pracy - niezdatny, tuż po przybyciu transportu. Reszta była przeznaczona do pracy i tak skazana na śmierć z głodu i wycieńczenia. Więźniowie w ogóle byli tylko do pracy, więc nie wiem czy prowadzono planowe gazowania więźniów, byłoby to dla Niemców nieekonomiczne, bo raz, że kosztowne, dwa uszczuplające siłę roboczą, która i tak nie ma szans przeżyć. Dla takich były krematoria.
Planowane gazowania więźniów już będących w obozie mogło być przeprowadzane pod pozorem odwszania. Tyle, że też wymagałoby rozebrania się pod kontrolą funkcyjnych. Oczywiście, z zachowaniem podziału płci.
Czy jest możliwe, aby Twoja bohaterka znalazła się w komorze?

Tak, nawet wiele zmieniać nie trzeba:)
aga63 dnia 21.08.2013 13:19
Dzieki serdeczne! Czy zatem istniala mozliwosc,ze Agata mogla sie znalezc w tej samej komorze,co Jozef,mimo,ze trzebab bylo sie rozbierac z zachowaniem podzialu plci?Pytam,bo jesli tak,to chetnie zmienie cos w tym tekscie,zeby byl bardziej wiarygodny. A tak w ogole,to skad Ty wiesz tyle o obozach koncentracyjnych? Bo moja wiedza pochodzi tylko z lektur szkolnych, a juz i tak jest po latach mocno wybrakowana...

Pozdrawiam:)
Figiel dnia 21.08.2013 13:42
No pewnie, myślę, że już nawet wiesz jak:)
Fascynację literaturą obozową przeżywałam jako nastolatka, młóciłam wszystko, co miało z nią związek, ze szczególnym upodobaniem do "Pięć lat Kacetu" Grzesiuka.
Przeszło mi później , ale dla odmiany chłop ma fioła na punkcie wojny, więc niejako nieustannie w tym się kręcę, a na TVP Historia to już patrzeć nie mogę :)

Pozdrawiam:)
aga63 dnia 21.08.2013 17:38
Dziękuję Ci raz jeszcze i pozdrawiam :)

P.S. Teraz lepiej?
Figiel dnia 21.08.2013 18:18
Z tego co czytałam wszystko, co niemożliwe w obozach tak się własnie odbywało: podejście lub przejście obok, podanie, skiniecie głową. Nawet, gdy chodziło tylko o zabranie resztek jedzenia, co było karane śmiercią. Korzyść materialna z reguły pozwalała funkcyjnym podjąć ryzyko i na chwilę zapomnieć o powinnościach względem Rzeszy, bez tego szanse marne. Dzielna dziewczyna, znalazła sposób, by być z Józefem do końca.
jasna69 dnia 22.08.2013 20:40
Dołączam do grona wielbicieli tej opowieści. Wzruszająca historia ludzi połączonych przez przypadek a stających się dla siebie całym światem. Pięknie oddałaś ich emocje, wdzięczność Agaty i poczucie odpowiedzialności Józefa za los podopiecznej.
No cóż, łezka w oku nieunikniona po takiej lekturze.

Pozdrawiam
aga63 dnia 22.08.2013 23:27
Witaj, jasna :)
Bardzo się cieszę, że widzisz, jak ważna jest przyjaźń w tej historii. Zależało mi na tym, żeby pokazać tutaj przyjaźń prawdziwą, czystą, bez seksu i elementów humorystycznych. Miło mi, że tylu Czytelników tak dobrze odebrało to opowiadanie, tym bardziej, że seks i elementy humorystyczne to zdecydowanie bardziej mój żywioł niż pisanie w sposób poruszający i smutny. Dlatego też bałam się, że będzie to dla mnie za duże wyzwanie i nie poradzę sobie z nim...

Dziękuję za uznanie i wzruszenie :)

Pozdrawiam :)
zajacanka dnia 24.08.2013 21:49
Witaj, ago!

Przeczytałam z przyjemnością Twoje opowiadanie. Tym bardziej, że jestem gdańszczanką z krwi i kości, i z ogromną radością "chodziłam" po opisywanych przez Ciebie uliczkach. Szczególnie ukochałam Oliwę, bo tam mieszkałam, będąc dzieckiem. A koncerty organowe w Katedrze uwielbiałam po prostu!

Wracam jednak do Twojego tekstu. Oprócz wzruszenia, które wywołało bezgraniczne oddanie bohaterki, mam kilka zastrzeżeń technicznych. I nie będą to uwagi o przecinkach (choć wiele na tym polu jest do poprawienia). I styl również, bo czasem brak płynności w czytaniu, szyk zdań miejscami do poprawy.

Rzuciłam wcześniej okiem na ostatnią część i zainteresowała mnie ze względu na tematykę wojenną. Sama kiedyś takie popełniłam, więc byłam ciekawa, co Tobie się udało stworzyć. Zaczynając jednak lekturę całości, nie wiedziałam, że to czasy przedwojenne. Za mało dałaś o tym informacji. Były drobne, owszem, ale nie weszłam w klimat przedwojennych czasów, a szkoda. Można je było odczytywać współcześnie. Popracowałabym na tym, bo cztery części są niemal teraźniejsze, a tylko ostatnia - wojenna. Jak zobaczyłam imię Sara w pierwszej części, myślałam, że to ona jest bohaterką ostatniej, ale to moja wina, że zaczęłam czytać od końca...

Całość na duży plus, do dopracowania.

Przy zwrocie "mimo że", przecinek stawiamy przed "mimo", nie przed "że".

Kisski bardzo pozytywne:)

gdańszczanka :)
aga63 dnia 25.08.2013 09:56
Witam, zajacanko! :)
Bardzo, ale to bardzo się cieszę, że opisy Gdańska zostały przez Ciebie pozytywnie odebrane zwłaszcza, że stamtąd pochodzisz i znasz to miasto zapewne o wiele lepiej ode mnie :) Jak ze wszystkich gór naszych najbardziej kocham Bieszczady, tak ze wszystkich miejscowości - Gdańsk (a w nim najbardziej uwielbiam właśnie Kościół Mariacki i niepowtarzalny klimat Oliwy) i dlatego właśnie tam umiejscowiłam akcję opowiadania.

Co do Twoich uwag do tekstu - jestem teraz rozdarta :( Opowiadanie specjalnie zostało skonstruowane w taki sposób, aby czas akcji wyniknął dopiero w jego końcówce. Był to zabieg mający powodować zaskoczenie czytelnika...Poza tym nie chciałam od samego początku ujawniać, że jest to okres międzywojnia, bo pomyślałam, że przez to zbyt łatwo można by się było domyślić wybuchu wojny i tego, jak się dalej potoczą losy bohaterów... Poza tym, miejsce i czas akcji, w moim zamierzeniu miały być tylko tłem, a główny, przewodni motyw miała stanowić przyjaźń między Agatą i Józefem. I wreszcie ostatni powód, dla którego tak ogólnikowo opisałam czasy międzywojenne i II wojny : po prostu się na nich nie znam. Miałam babcię, która mi swojego czasu opowiadała "jak to było", ale z Gdańskiem to ona miała tyle wspólnego, co z Mozambikiem chociażby :) Wiem, mogłam poczytać na ten temat, ale na temat obozów koncentracyjnych też trochę poczytałam, a i tak okazało się, że popełniłam gafę... Chodzi mi o to, że po prostu nie lubię pisać o czymś, na czym się nie znam... Głównie dlatego, że boję się palnąć jakąś głupotę :) No i wolałam napisać na ten temat ogólnikowo niż coś nawymyślać...

Ale, jak wspomniałam, jestem teraz rozdarta, bo widzę, że nie wszystkim spodobał się mój zabieg z utrzymaniem czasu akcji prawie w całkowitej tajemnicy aż do końcówki opowiadania...

Pozdrawiam serdecznie :)
puma81 dnia 25.08.2013 10:51 Ocena: Bardzo dobre
Rzeczywiście spore zaskoczenie z wybuchem wojny:)
Zgadzam się, że okres międzywojenny ma swój niewątpliwy urok, ale rozumiem też, że nie chciałaś ruszać czegoś, czego do końca nie czujesz.
Chciałaś pokazać siłę i piękno przyjaźni, to miało być priorytetem w opowiadaniu, zatem zabieram przesłanie z sobą, gdyż ma ogromną wartość. Końcówka mocno wzruszająca.
Pozdrawiam serdecznie:)
aga63 dnia 25.08.2013 20:05
witam, pumo :)
puma81 napisała:
nie chciałaś ruszać czegoś, czego do końca nie czujesz. Chciałaś pokazać siłę i piękno przyjaźni, to miało być priorytetem w opowiadaniu

Dokładnie tak było w przypadku tego tekstu! :) Chociaż obawiałam się, że takie skrótowe opisanie tamtych czasów może nie wszystkim przypaść do gustu, no i moje obawy się potwierdziły... Ale cóż, jak napisałam wcześniej - wolałam opisać to bardziej ogólnikowo niż palnąć jakąś głupotę :)

Bardzo Ci dziękuje za wysoką ocenę i bardzo mi milo, że uważasz przesłanie tego opowiadania za tak wartościowe :)
Pozdrawiam :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Kazjuno
19/09/2019 17:44
Masz rację. NIE ODDAMY!!!! Aż ciśnie mi się na usta… »
22227
19/09/2019 17:21
Ja tylko powtórzę, bardzo piękny, pełen uczucia wiersz.… »
mike17
19/09/2019 17:18
Baaardzo to rozlewne, bardzo obfite. Piszesz o tak wielu… »
mike17
19/09/2019 16:52
Bo, Lilu, nic nie stoi w miejscu i musimy chwytać chwilę,… »
ClakierCat
19/09/2019 16:10
:) :yes: a jak byś była dla mnie a słowa w jeden klimat… »
Dobra Cobra
19/09/2019 15:56
Gadałem o tym z Tarantino, generalnie zainteresowanie jest,… »
Lilah
19/09/2019 15:11
Wielce interesujący zapis, podoba mi się. Treść takoż.… »
Lilah
19/09/2019 15:08
Obiecuję poprawę, Kushi, może uda się coś dłuższego… »
bruliben
19/09/2019 14:44
Dawno nie spotkałem się z wierszem, gdzie za tytuł jest… »
bruliben
19/09/2019 14:32
Dziękuję Wiosno za liczne uwagi. Muszę je przemyśleć i… »
mike17
19/09/2019 13:56
Bardzo dziękuję, BasiuL za wizytę i czytanie :) Masz racje… »
BasiaL
19/09/2019 12:49
Ciekawa historia, subtelna i emocjonalna :) Tylko czy to… »
BasiaL
19/09/2019 12:37
Uwielbiam w jesienne wieczory usiąść na kanapie i pod… »
BasiaL
19/09/2019 12:25
świetny, nastrojowy klimat, bardzo przyjemnie się czyta :) »
BasiaL
19/09/2019 12:23
"łżące niebo" bardzo podoba mi się to określenie… »
ShoutBox
  • Dobra Cobra
  • 18/09/2019 08:22
  • tej wytwórni. Ale sam szef D. próbuje zmienić czasy i transformację koncernu w stronę tematyki niebaśniowej. [link]
  • Dobra Cobra
  • 18/09/2019 08:20
  • Disney ma nie lada orzech do zgryzienia :) . Johansson zaprosili nawet na spotkanie dyrektorów D. I ona tam jasno mówiła, że reżyser niepokorny i film też, co niespecjalnie idzie za rączkę z polityką
  • TomaszObluda
  • 18/09/2019 06:50
  • em FOXa, więc Disney nie miał nic do gadania. A czy film pojawi się w Polskich kinach? Sadzę, że tak, ale nie wszędzie i nie od razu, bo tu nie chodzi o ideologię, ale o kasę.
  • TomaszObluda
  • 18/09/2019 06:48
  • Co do filmu, ten Hitler, będzie wymyślonym przyjacielem i z tego co wiem, będzie takim diabłem na ramieniu, co mówi źle, to wbrew pozorom nie komedia. Druga sprawa film powstał praktycznie przed zakup
  • Kazjuno
  • 17/09/2019 14:16
  • Znowu przesadzasz. Jesteś wrażliwym facetem, na dodatek z intuicją muzyka, więc czułym na fałszywe nuty. Także te cecha ułatwia Ci trafne komentarze. Więc jak znajdziesz czas(?)...
  • AntoniGrycuk
  • 17/09/2019 11:55
  • Powiem tak: technicznie mam coś do powiedzenia i choć nie jest to idealne, to potrafi być pomocne, natomiast mój gust znacznie odbiega od przeciętnej i to, co mi się podoba, nie zawsze jest dobre.
  • Kazjuno
  • 17/09/2019 11:49
  • Przesadzasz Antosiu! Bardzo cenię Twoje komentarze i byłbym rad przeczytać twoje wnikliwe uwagi. Zawsze były celne. Jak znajdziesz czas to zapraszam...
  • AntoniGrycuk
  • 17/09/2019 11:38
  • Kazjuno, ja chętnie skomentowałbym Twój tekst, ale ostatnio mam urwanie głowy i jedynie czasem króciutkie komentuje. Choć z drugiej strony, co jest wart mój komentarz?
  • Dobra Cobra
  • 17/09/2019 08:09
  • Sztuka kreskówkowa jest uważana za gorszą ze sztuk pięknych. :( A tak można w kinie podziwiać i piękną Scarlett i małego Hitlerka. Jak żywych. Choć ten synek ma nadzwyczaj mądry wyraz twarzy.
Ostatnio widziani
Gości online:20
Najnowszy:Metzeraq2v
Wspierają nas