Opowieści zza mgieł (IV) - Wasinka
Proza » Inne » Opowieści zza mgieł (IV)
A A A

Opowieści zza mgieł

Rozdział IV

Walenty

 

           

            Spacer się przeciągał. Mgły dawno już umknęły za horyzont, chmury przepuściły słońce. Kazimiera powoli dreptała obok męża. Serce od dawna nie radziło sobie z rytmem życia, tak łatwo było o zgubienie tchu. Choroba doskwierała coraz bardziej.

Mieczysław kuśtykał równie niespiesznie. Mimo protezy nogi mógł pozwolić sobie na szybsze tempo, jednak żona nie powinna się przemęczać. Rzadko razem wychodzili, Kazia musiała spędzać czas głównie przy stole czy w łóżku. I w spokoju. Dlatego teraz rozkoszowali się każdą sekundą.

            –  Przysiądźmy na chwilę. – Mietek wskazał pobliską ławeczkę.

Kazimiera z ulgą skorzystała z propozycji.

            – Wszędzie tu kiedyś rozciągały się korowody drzew – westchnęła, obejmując wzrokiem skupisko bloków. Poczuła woń rozsłonecznionego sadu.

 

***

–  Zbierajcie się, dzieciaki, zbierajcie. Kazia! Zdzich! To najlepsza pora.

Ojciec wszedł do izby, przynosząc zapach poranka. Zdzisiu wiedział już, że rosa zeszła z traw, ale słońce jeszcze nie obudziło się na dobre, nie nagrzało owoców.

Kazia próbowała zachować należytą powagę, ale zupełnie jej to nie wychodziło. Dostojnie wygładziła spódniczkę, by za chwilę popędzić beztrosko przed siebie. Radość rozpierała ją tak wielka, że aż zmuszona była kategorycznie zabronić sobie podskoków. Tydzień temu skończyła wszak jedenaście lat! Beztroska w końcu jednak zwyciężyła i dziewczynka pognała ku sadom niczym wicher.

Walenty przystanął i spojrzał w zielone chmury, kołyszące się nad ziemią, przytwierdzone pniami, by nie odleciały. To jego spokój, jego przystań. Po wojnie trudno mu było odnaleźć świat, w którym potrafiłby odetchnąć. A teraz, gdy popatrywał na szczęśliwą twarz córki biegającej pod lekko szumiącymi parasolami, przychodziło to tak łatwo. Obok syn – rozważny, z mądrymi oczyma. Rozumiejącymi, czującymi podobnie. Czasem pobłyskiwały w nich łobuzerskie ogniki, ale takie jest prawo trzynastolatka. Prawo, które Walenty starałby się synowi narzucić, gdyby ten nie zechciał zeń korzystać.

Rozglądając się wokół, westchnął głośno i klepnął Zdzisia w plecy.

–  Do roboty, brachu – powiedział wesoło i z zadowoleniem patrzył, jak syn mknie do pierwszej jabłoni, gdzie wśród stokrotek przycupnęła już Kazia.

Uradowany skrzyżował ręce na piersiach. Wiedział, że dzieci potrafią łapczywie chłeptać życie niczym rześką i czystą wodę ze strumienia. Wiedział, że będą robić to mądrze, a równocześnie z zapałem i niegasnącą ochotą.

Nagle jednak uśmiech przygasł, coś go zakłuło w sercu. Gwałtowny niepokój rozlał się po ciele. Ale machnął tylko ręką, pokręcił siwiejącą głową i chcąc przerwać nieznośną chwilę, ruszył szybkim krokiem do dzieci.

Kochały ojca ponad miarę. Czekały, aż podejdzie i – jak co roku – zerwie pierwsze jabłko. To z najwyższej gałęzi, to, do którego dosięgał tylko on.

Położył na dłoni dorodny owoc, żółty niczym słońce. Potem rozpostarł pośród trawy materiał i z szacunkiem umieścił na nim antonówkę. Jak skarb. Podzielił jabłko na sześć księżyców. Zobaczyli brązowiejące nasiona. Pokiwali wesoło głowami. Tak, przyszła pora na zbiory.

Kazia i Zdziś wzięli swoje cząstki, Walenty odłożył jeszcze jedną, a resztę zawinął w chustę – dla żony, Heli i Janinki. Stanisławie zostawił kawałek największy, z uśmiechem wspominając okrągły brzuch i baraszkującego w nim Czesia.

Jakże przyjemnie było zanurzyć zęby w tej malutkiej porcji szczęścia! Twardy, soczysty miąższ wypełnił usta. Intensywny zapach spowił trójkę kosztujących dary ziemi, a kwaskowaty posmak przypomniał o treści życia.

Po króciutkiej uczcie Zdzisiu stwierdził, że najwyższy czas, by antonówki opuściły pielesze wśród liści. Oparł drabinę o pień i wspiął się po drewnianych szczeblach. Żółte słońca na zielonym niebie nęciły kolorem i obietnicą dla podniebienia.

Zrywał jabłka z uwagą, nie chciał żadnego strącić. Delikatnie chwytał owoc, by nie uciskać za mocno palcami skórki. Przekręcał i pociągał ku sobie. Szypułki owoców łatwo odrywały się od gałązek, co znaczyło, że przybyli w samą porę.

Po chwili jabłko spokojnie lądowało w skrzynce. Tym zajmował się Walenty. Układał antonówki z namaszczeniem.

 – Jeszcze trochę poleżakują. – Patrzył na zbiory, chwytając się pod boki ukontentowany.

Kazia starała się dorównać bratu, ale niecierpliwość i rozpierająca ciało energia strząsały jabłka z gałęzi. Zafrasowana dziewczynka zerknęła na ojca. Wiedziała, że tylko nieuszkodzone owoce mają szansę na przechowywanie.

–  Te będą w sam raz na marmoladę, Kaziu. – Walenty pogłaskał córkę po jasnej główce. – A i może dzisiaj mama racuchów nasmaży?

Kazia z radością klasnęła w dłonie.

Następnego dnia ruszyli na antonówkowy połów dużo wcześniej. Jeszcze nim słońce wyplątało się z pieleszy. Walenty, jak to tradycyjnie na początku września, chciał zrobić dzieciom przyjemność, gdyż uwielbiały obserwować spośród jabłoni i grusz słońce, kiedy zdejmowało piżamę. Dziś będą jedli. Ile brzuch pomieści. To ich niepisane prawo w pierwszym dniu szkoły.

Oparli plecy o pień drzewa, koc chronił przed rosą. Mgły delikatnie bujały się na gałęziach, a czyste niebo szeptało o nadchodzącym świcie.

Wtem usłyszeli wołania syren alarmowych, lecz pamiętali, że na dziś zapowiadano alarm próbny dla Ligi Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej. Jednakże zaraz potem przeraźliwy ryk potargał ciszę i grzmot rozdarł rozmarzenie spieszącego do ludzi poranka. Walenty skoczył na równe nogi i przygarnął dzieci. Spojrzał ku miastu. Już wiedział.

Wycie syren trwożyło uszy, tumany pyłu niczym zakurzone mgły pulsowały nad uśpionymi przed chwilą dachami.

Kolejny huk. Jakby świat pękał.

Na polach zjawili się pierwsi uciekinierzy. Niektórzy w piżamach. Jeden z nich wpadł między jabłonie i grusze.

 – Wojna, panie! – krzyknął i ruszył dalej, ale raptownie znowu się zatrzymał. – Walenty!

 – Ludzie, pierwsze bomby na szpital! – wrzasnął przebiegający nieopodal człowiek.

Walenty przytulił dzieci i spojrzał na sąsiada.

 – Stasia wczoraj zatrzymała się w mieście z Janinką i Helenką, żeby z samego rana kupić kokardę dla Kazi, bo szkoła, a nikt wcześniej nie pomyślał…

Sąsiad zdumiał się słowami Walentego, którego znał jako milczka. W dodatku w takiej chwili wydawały się zupełnie bez sensu.

–  Co ty gadasz, chłopie! Wojna!

I nagle zrozumiał.

–  Leć, Walenty. Wezmę dzieciaki na ten czas. Będziem czekać. Wiesz gdzie.

Zdziś i Kazia długo patrzyli w oczy ojca. Powiedziały im wszystko. Walenty uściskał mocno swoje pociechy i pobiegł w stronę miasta. Nie spuszczały z niego wzroku.

Dotarł do pierwszych domów, gdy kolejny wstrząs rozdygotał budynki. Zanim spowiła go szara mgła pyłu, upadł.

Zdzich ścisnął dłoń siostry.

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Wasinka · dnia 02.09.2014 09:48 · Czytań: 1100 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 50
Komentarze
al-szamanka dnia 02.09.2014 10:56 Ocena: Świetne!
Czy wiesz, Wasinko, że czytając, cały czas uśmiechałam się do Twojego tekstu?
A gdy opisujesz próbowanie-smakowanie pierwszej antonówki, to aż mi ślinka napłynęła.
I pamiętam, takie drzewo rosło przy stodole mojej chrzestnej.
Wspaniałe, stare, kuszące złotym owocem.
Teraz takich jabłek już nie ma.
Były kiedyś, w innym świecie.
Dla mnie był to świat dzieciństwa, w Twoim opowiadaniu natomiast przedwojnie.
Wiem, że z rozmysłem zastosowałaś ten podział.
Z jednej strony prosta sielanka, zapach dojrzałego owocu, rytuał zbiorów podkreślający bezpieczeństwo powtarzającego się cyklu wiejskiego życia. Zima, wiosna... czas urodzaju.
Z drugiej zaś strasze i nieoczekiwane.
Wojna.
I kończy się wszystko co piękne.

Podoba mi się jak pociągnęłaś opowiadanie.
Jak nadałaś mu głębię, pokazując zwyczajność.

Pozdrawiam serdecznie:)
Wasinka dnia 02.09.2014 11:05
Al-szamanko, dziękuję, że skosztowałaś z moimi bohaterami antonówki.
Tak, chciałam właśnie pokazać harmonię i "dobry czas", by było potem widać, co wojna zniszczyła. Jak codzienność i szykowanie się do nowego dnia, roku szkonego została nagle przerwana.

Pozdrawiam serdecznie, jeszcze raz dziękując za wizytę i pozostawioną opinię.
Figiel dnia 02.09.2014 11:39 Ocena: Świetne!
Wasinko, rzadko coś smakuję tak, jak smakowałam Twój tekst. Rzadko też odczuwam pewien rodzaj wzruszenia, objawiający się lekkim dreszczem na przedramionach, ale nie w wyniku doznania nagłej emocji, ale dlatego, że słowa płyną, łagodnie falują i kreślą obrazy zapadające w duszę.
Przepiękny obraz cichej normalności, miłości, rodzinnego rytuału - dnia rozpoczęcia zbiorów i dzielenia się pierwszym owocem, w który wkracza wojna. Przerażające jest, jak może ona w jednej chwili zmieść wszystko co znane, bezpieczne, stałe, jak obróci życie tych ludzi w nową jakość. Jak cenne stanie się wspomnienie tamtych słonecznych dni. Zabrane chwile, które mogły trwać.
Pozdrawiam:)
Wasinka dnia 02.09.2014 11:44
Jakże mi miło, Figielko, że zajrzałaś do mojej opowieści.
Cieszę się, ogromnie, że poczułaś i smakowałaś.
Poprzednia część podobała się większości (no, przynajmniej tej, która zostawiła komentarz), ale ta jest nieco inna, więc znowu miałam obawy.

Dziękuję Ci bardzo i pozdrawiam z uśmiechem.
amsa dnia 02.09.2014 13:01
Wasinko - taki niespodziewany fragment, tak spokojnie i nostalgicznie zaczęłaś (bardzo mi się podobają te wprowadzenia z Kazimierą i Mieczysławem), taki sielski obraz i potem - wojna. Nagle, bez ostrzeżenia zburzyłaś świat. Malujesz obrazy słowem delikatnym, pastelowym, to podkreśliło ostatni akapit, jak cios, jeden, ale bolesny.
Kilka sugestii poniżej, trochę powtórek, świadczą o emocji z jaką pisałaś.

Pozdrawiam

B)

Cytat:
Serce od dawna nie ra­dzi­ło sobie z ryt­mem życia, (...)kon­dy­cja serca żony dyk­to­wa­ła
- zrezygnuj z drugiego, wiadomo o co chodzi

Cytat:
Wszę­dzie tu kie­dyś roz­cią­ga­ły się sady
- może ciągnęły?

Cytat:
rosa ze­szła z traw, ale
- obeschła na trawie, spłynęła z trawy, jakoś tak, bo rytm czytania tutaj haczy
Cytat:
Kazia i Zdziś wzię­li swoje czę­ści owocu
- po kawałku
Cytat:
Sta­ni­sła­wie zo­sta­wił ka­wa­łek naj­więk­szy,
- a tutaj bym dała - największą cząstkę albo porcję
Cytat:
zęby w tej ma­lut­kiej czą­st­ce szczę­ścia!
- w tym malutkim wycinku szczęścia
Cytat:
Prze­krę­cał i po­cią­gał ku sobie. Szy­puł­ki owo­ców łatwo od­ry­wa­ły się od pędów drze­wa,
- może ogonki? i bez owoców
Cytat:
De­li­kat­nie chwy­tał owoc, (...) Pa­trzył na zbio­ry, chwy­ta­jąc


Cytat:
Jesz­cze nim słoń­ce wy­plą­ta­ło się z pie­le­szy.
- może brzask, albo nim promienie wyplątały się z nocy? bo słońce się powtarza
Barbara K.W. dnia 02.09.2014 13:08
Przemijają światy. Od opisanego w opowiadaniu momentu trochę ich przeminęło w odczuciu ogólnym, a jeszcze więcej w odczuciu jednostkowym, gdzie koniec epoki znaczony jest odejściem dosłownym lub wiecznym kogoś bliskiego... Przemijają też gatunki jabłek. W moim pobliskim supermarkecie są tylko dwa napisy: Jabłko czerwone i Jabłko inne.
Piękny tekst! Wspaniała realizacja! Czuć łagodny powiew wiatru w koronach jabłoni i gwałtowny podmuch wybuchu.
Pozdrawiam i niecierpliwie czekam aż kolejne opowiadanie wyłoni się z mgieł.
Wasinka dnia 02.09.2014 13:29
Amso, dziękuję za uwagi.
Widzisz... też dostrzegałam te powtórzenia, ale jakoś mi pasowały... Szczególnie słońce. :) Tak czy owak - będę myśleć (coś już na szybciutko zmieniłam).
Bardzo mi miło, że odwiedziłaś moich bohaterów. Naprawdę.


Barbaro, tak, światy mijają, i to światy w różnym pojęciu.
Miło Cię gościć w opowieści o Walentym. Cieszy mnie Twoja niecierpliwość.



Dziękuję Wam bardzo, bardzo i pozdrawiam z wrześniową nutą.
blaszka dnia 02.09.2014 14:45
Wasinko, czarodziejko!

przepięknie oddałaś klimat życia szczęśliwej rodziny na tle sadu.
Byłam tam z nimi i nawet jadłam antonówki ;)
I to nagłe zawalenie, tąpnięcie, wielkie BUM.
Tam była wojna, ale to może być cokolwiek w naszym życiu, co spada na nas niespodziewanie i boleśnie. Świetnie oddałaś ten moment.
Moim zdaniem Twój tekst to "pełna profeska".
Znacznie różni się ta część od poprzedniej, zatem rozumiem, że to będą takie luźne migawki.
Dobry pomysł.
Pozdrawiam cieplutko ;)
Wasinka dnia 02.09.2014 15:12
Wielkie dziękuję, Blaszko, za Twoją opinię.
Tak, to będą skrawki zdarzeń, wspomnień. Łączyć je będą postaci Kazimiery i Mieczysława, ich rodzina i ludzie, z którymi ich zetknęło życie. Jednak głównie rodzina.
Poprzedni rozdział nawiązywał do rodziców Mietka, ten - do Kazi.

Pozdrawiam z uśmiechem.
marukja dnia 02.09.2014 15:19
Rzeczywiście udało Ci się zatrzymać w tym tekście czas, Wasinko. I zapach jabłek, nadzieję na racuchy, po prostu zywczajność, która w jednej chwili rozpada się na kawałki.
Jestem pod wrażeniem tak szczegółowego opisu, rysu bohaterów. Nie czytałam poprzednich rozdziałów, ale mam wrażenie, że Twoje postaci są mi znane, pochodzą gdzieś z sąsiedztwa i nie mogą być nieprawdziwe. To tylko świadczy o tym, jak potrafisz wciągnąć czytelnika w świat zza mgieł. W każdym razie, ja się czuję wciągnięta. ;)
Pozdrowienia!
Miladora dnia 02.09.2014 15:30
Czytałam także pierwszą część, Wasineczko, i pewnie do niej wrócę z komentarzem, bo nie wszystko mi w niej pasowało, co lojalnie zgłaszam. ;)
A na razie kilka uwag co do drugiej:

Cytat:
– Przy­siądź­my tutaj. – Mie­tek wska­zał po­bli­ską ła­wecz­kę.
Ka­zi­mie­ra z ulgą sko­rzy­sta­ła z pro­po­zy­cji.
– Wszę­dzie tu kie­dyś roz­cią­ga­ły się sady – wes­tchnę­ła,

Dałabym - Przysiądźmy... – Mie­tek wska­zał po­bli­ską ła­wecz­kę.

Cytat:
Ra­dość roz­pie­ra­ła ją tak wiel­ka,

Rozpierała ją tak wielka radość, że -

Cytat:
Wa­len­ty przy­sta­nął i spo­glą­dał w zie­lo­ne chmu­ry, ko­ły­szą­ce się nad zie­mią,

Przystanął/spoglądał - czas przeszły dokonany i niedokonany - nie mieszałabym.
Przystanął i spojrzał w zielone chmury kołyszące się nad ziemią (...)

Cytat:
Cza­sem po­bły­ski­wa­ły w nich ło­bu­zer­skie ognie,

Rozważ - Czasem błyskały w nich łobuzerskie ogniki -

Cytat:
po­wie­dział we­so­ło i z za­do­wo­le­niem pa­trzył,

Powiedział/patrzył - jak wyżej nie mieszałabym czasów. Powiedział i spojrzał.

Cytat:
za­chłan­nie chłep­tać

Wpada na siebie to "chłannie/chłep". Czerpać?

Cytat:
Potem roz­ło­żył po­śród trawy chu­s­tę i z sza­cun­kiem umie­ścił na niej an­to­nów­kę.

Wpada na siebie rymem. Może jakiś synonim za "chustę"?
Zwłaszcza że potem powtarzasz "chustkę".

Cytat:
Szy­puł­ki owo­ców łatwo od­ry­wa­ły się od pędów drze­wa,

A gdyby tak prościej - łatwo odrywały się od gałązek? Bo pędy to coś innego.

Cytat:
Wie­dzia­ła, że tylko nie­po­obi­ja­ne owoce mają szan­sę na prze­cho­wy­wa­nie.

Może "zdrowe" lub "nienaruszone"? Wtedy nie wpada na siebie.

Cytat:
A i może dzi­siaj mama ra­cu­chów na­sma­ży.

Rozważ - A może dzi­siaj mama ra­cu­chów na­sma­ży? - z pytajnikiem.

Cytat:
a czy­ste niebo szep­ta­ło o nad­cho­dzą­cym świ­cie.

Niezbyt zręczne wydaje mi się to "szeptanie o nadchodzącym świcie".
Zwiastowało nadchodzący świt?

Cytat:
grzmot roz­darł me­lan­cho­lię spie­szą­ce­go do ludzi po­ran­ka.

Skąd ta melancholia, skoro świt był taki jasny i czysty?

Cytat:
Na po­lach zja­wi­li się ucie­ka­ją­cy lu­dzie. Jeden z nich wpadł mię­dzy ja­bło­nie i gru­sze.
– Wojna, panie! – krzyk­nął i ru­szył dalej, ale rap­tow­nie znowu się za­trzy­mał. – Wa­len­ty!
Lu­dzie, pierw­sze bomby na szpi­tal!

Może - zjawili się pierwsi uciekinierzy? Wtedy "jeden z nich" bardziej pasuje.

Dobrze przekazałaś kontrast pomiędzy sielskim porankiem zbierania jabłek w sadzie, a nagłym wybuchem wojny, która jak nóż ucięła wszystko to, co było, wprowadzając życie ludzi w zupełnie inne realia.
I ciekawi mnie, jak dalej potoczy się ta opowieść. :)

Miłego z jabłkiem w dłoni :)
Wasinka dnia 02.09.2014 17:02
Marukjo, niezmiernie mi przyjemnie, że odnalazłaś mgielną historię. A szczególnie mi miło, że czujesz się wciągnięta.

Dziękuję!


Miladoro, zawsze gdy patrzę na Twoje poprawki, to się zastanawiam, czy potrafię w ogóle pisać. :)
Dziękuję za nie, popatrzę i przeskrobię co nieco (czasem nie zdaję sobie chyba sprawy, że niektóre "rzeczy" mogą przeszkadzać i psuć klimat), skorzystam. Ale niebo szepczące o nadchodzącym świcie zostawię. Chyba.
Melancholia rzeczywiście gdzieś się wdarła apatycznie, ale mnie chodziło o taką pogodną, bo z niej chciałam ukraść tylko głęboką zadumę i taki stan wewnętrza. I tak mi się ładnie kołysze to słowo. Może tymczasem dam rozmarzenie... Albo co.
Będę musiała przysiąść.

Cieszę się, że mimo wszystko podoba Ci się kontrast i że udało mi się osiągnąć cel.


Pozdrawiam Was serdecznie i jeszcze raz dziękuję.



PS
Troszkę cosik zmieniłam.
lech dnia 02.09.2014 20:12
Wasinka - dołączam się do chórku Twoich czytelników i zaznaczam swoją obecność, aby pomóc Ci w kontynuacji tego literackiego wyzwania. Niestety, poza zwyczajnym czytaniem i przeżywaniem Twego opowiadania, niczego więcej nie jestem w stanie Ci użyczyć. Dodam, że lubię nastrój, który stworzyłaś, i tych ludzi dnia powszedniego. Takie treści pozwalają nam zrozumieć, że życie, to nie nadzwyczajne przygody i dynamiczne akcje, ale rytmiczne upływanie czasu i sezonów. Natomiast my wszyscy bywamy wpisani wraz naszą codziennością w dramaturgię historii. Pisz, opowiadaj, bo jak widzę wielu oczekuje dalszych części.
Pozdrawiam serdecznie
Wasinka dnia 02.09.2014 20:38
Dziękuję, Lechu, że jesteś tutaj.
lech napisał/a:
Niestety, poza zwyczajnym czytaniem i przeżywaniem Twego opowiadania, niczego więcej nie jestem w stanie Ci użyczyć.

Lechu, przecież to, co piszesz, to bardzo dużo.


Cieszę się, że lubisz nastrój i moich zwykłych ludzi z ich zwykłymi sprawami. Choć czasem mam wrażenie, że w czasie, w którym się znaleźli, przeskakują w niezwykłość (niekoniecznie widać to w moich opowieściach, ale na pewno wiesz, o co mi chodzi).


Pozdrawiam Cię ciepło.
introwerka dnia 02.09.2014 23:12 Ocena: Świetne!
Wasinko,

niezwykły, poruszający, wciągający czytelnika tekst, obdarzony wielką celnością obserwacji psychologicznych i mistrzowsko skonstruowany - tak, że na pierwszym planie rysuje się współodczuwanie z bohaterami i (arcy)ludzki wymiar ich historii. Pełen ciepła i wewnętrznej - na przekór okolicznościom - pogody przy jednoczesnej precyzji opisu, składa się we wspaniały, bardzo sugestywny obraz. Potrzebujemy tak (dobrze) opowiedzianych historii, tak (nie)zwykłych wzruszeń podanych w równie niebanalny sposób. Będę z wielkim zaciekawieniem wyglądać kolejnych części! :)

Pozdrawiam serdecznie :)
Wasinka dnia 03.09.2014 00:31
Introwerko,
niezwykle Ci dziękuję za tak krzepiący komentarz.

Pozdrawiam z nocnym westchnieniem, cieplutko.
JaneE dnia 03.09.2014 15:02
Och, Wasinko, przeczytałam jednym tchem obie części.
To piękna historia, która przerodzi się w dobrą książkę, jestem tego pewna.

No i nie muszę dodawać, że temat bardzo mi bliski ;)

pozdrawiam jesiennie
Wasinka dnia 03.09.2014 15:24
JaneE, jakaż niespodzianka!
Gdyby te migawki zrodziły książkę... ech... Nie wiem, może uda się opowiedzieć więcej. Dla Nich.

Tak, wiem, że bliskie Ci. :) Za mną chodzą od bardzo odległych czasów i w końcu musiałam dać upust. ;)


Pozdrawiam Cię ciepło i bardzo mi miło, że się tak niespodziewanie zjawiłaś.
Dziękuję!
Fabularia dnia 03.09.2014 23:38
Wszystko już przede mną zostało napisane. Pozostaje dorzucić jeszcze kilka słów od siebie. Wasinko - Twój tekst jest bardzo sielski i nostalgiczny, a przez to czytał mi się z przyjemnością. Opowieść płynęła gładko i delikatnie jak nić pajęcza, lśniąc we wrześniowym słońcu.

Odniosłam też wrażenie, że zamiarem narratora jest zachowanie w pamięci obrazów tchnących nadzieją i radością życia - to one mają trwać jak wieczny sen, którego wojna nigdy nie zdołała przerwać.

Twój tekst absolutnie mnie oczarował. Skojarzenia z mickiewiczowskimi tęsknotami za utraconym rajem młodości - czy nazbyt szkolne?
Wasinka dnia 04.09.2014 08:25
Fabulario, jak miło, że zajrzałaś.
Nie, tęsknoty, o których wspominasz, nie wydają mi się nazbyt szkolne.
Cieszy mnie Twój odbiór i odczuwanie sielskości, bo taki był mój zamiar, ale niestety, będzie chyba w moich skrawkach więcej dramatu, podobnie jak w rozdziale pierwszym...

Bardzo dziękuję Ci za zostawienie tych paru dobrych słów i za przeczytanie, za bycie tu.
Pozdrawiam słonecznie.
Szuirad dnia 04.09.2014 12:49
Witaj

Tak... I klimaty znalazły się inne, bardziej Twoje, aj.... tamte też były Twoje. Przepraszam, wciąż Cię szufladkuję - poprawię się, ale ...

Cytat:
zie­lo­ne chmu­ry, ko­ły­szą­ce się nad zie­mią, przy­twier­dzo­ne pnia­mi, by nie od­le­cia­ły.


Cytat:
Jakże przy­jem­nie było za­nu­rzyć zęby w tej ma­lut­kiej por­cji szczę­ścia! Twar­dy, so­czy­sty miąższ wy­peł­nił usta. In­ten­syw­ny za­pach spo­wił trój­kę kosz­tu­ją­cych dary ziemi, a kwa­sko­wa­ty po­smak przy­po­mniał o tre­ści życia


To jest właśnie to co u Ciebie lubię, może nie warto się poprawiać?

Jakżeż wpisuje się do klimatu sielanki
Teraz, gdy zaczynam dostrzegać, że zamiarem są krótkie obrazki, wręcz migawki trochę inaczej można spojrzeć na każde zdanie. Teraz ma ono o wiele poważniejszą rolę niż w długim tekście.

Zastanawiam sie na końcówką. Myślę, że, tak w pierwszym odruchu, czytając przed chwilą część początkową, zderzając ze sobą końcówki, że wyciałbym wyraz Wojna". On już padł, to co się dzieje jest tego wynikiem.
A zdanie, w którym Zdzisiu ściska dłoń siostry jest doskonałym zakończeniem, idealnie nawiązującym do "Tadzio odszedł"

W jednym i drugim przypadku zakończenie to chwila, nie okres czasu, chwila, bardzo znacząca chwila, jak każda z tych pierwszych w sadzie

Czasami prawdziwe życie to właśnie chwile teraźniejszości

pozdrawiam
Sz
Wasinka dnia 04.09.2014 12:59
Witaj, Szuiradzie.
Cieszę się, że i tutaj Cię nie zabrakło.

Taaak... byłam nieco monotonna w swoim pisaniu i nie pokazałam nigdy, że czasy wojny - pod kątem ludzkim - zawsze bardzo mnie dotykały. Zbierałam się i zbierałam; w końcu się stało. A tutaj nie zawsze pasują ładne słowa... Może przy zestawieniu takich opisów i brutalności wojny bardziej uda mi się pokazać, jaki dramat się rozgrywał. Stąd ta sielanka...
Mam jeden rozdział, w którym jest dużo makabry (dla mnie)... Aż się boję go pokazywać.

I trafiłeś w punkt mojego niezdecydowania. Bo na początku nie było zdania ostatniego (a w zasadzie wyrazu). Zastanawiałam się, czy dodać coś więcej i brzęczało mi to jedno słowo. Bum - postawiłam.
Ale teraz znowu się waham.


Pozdrawiam z uśmiechem, dziękując, że przybyłeś do "mojego" świata.
Szuirad dnia 04.09.2014 13:20
Nie zrozum mnie źle... Te teksty ukazują inne oblicze Twej prozy, uzupełniają i wzbogacają obraz Twórcy. I to jest cenne... nawet, gdy jest swego rodzaju zdumieniem :). Masz rację ta tematyka nie może być tylko sielankowa, czasami trzeba przyłożyć, zwłaszcza, że całość oparta jest na rzeczywistości.

A rzeczywistość przynosi makabrę i jeżeli rozdział, o którym wspominasz, nie jest szczególnie "ubarwiony" w tym zakresie, takim musi być, bo tak było. Nie zawsze, i nie za wszelką cenę musimy wygładzać, bo wtedy własnie rodzą się schematy, filtry i uwarunkowania, o których pełno było w komentarzach do części pierwszej.

pozdrawiam
Sz
Wasinka dnia 04.09.2014 13:29
Dziękuję, Szuiradzie.
Tak, rozumiem, co miałeś na myśli. Po prostu bywa, że zdumienie jest pozytywne, a bywa, że - rozczarowaniem. Stąd moje tłumaczenia. :)

Staram się pisać dość konkretnie, bez ubarwiania, i raczej opierać się na pojedynczych działaniach, gdy chodzi o okrucieństwo na przykład. Ale jak kto wszystko się potoczy - zobaczymy.


Uśmiechy słoneczne.
Dziękuję.
Szuirad dnia 04.09.2014 13:44
A jeszcze zapomniałem ująć wcześniej...
Mgła, jako element opowieści - w szerokim ujęciu tez mnie fascynuje, ma tyle znaczeń, przybliżeń. U Ciebie dosłowna, dym, kurz, chyba coś jeszcze a dla mnie najważniejsza "zza mgły" pamięci. A pojęcie pamięci też jest niesamowite.

Sz
Wasinka dnia 04.09.2014 13:55
Dostrzegłeś. :)
Dygam wdzięcznie.
wiktoria dnia 04.09.2014 17:57
Wasinko, tak jak poprzednio, tak i tym razem wyrażam zachwyt dla Twojego sposobu pisania. Jestem jego dozgonną fanką. Jest cudnie, klimatycznie, delikatnie i poruszająco.
Chwilami dla mnie poetycko, może dlatego tak mi się podoba.

Tym razem nie zgubiłam się w imionach.

Czytałam z przyjemnością. Mam nadzieje, że będzie ciąg dalszy.

Pozdrawiam:)
Wasinka dnia 04.09.2014 18:08
Wiktorio,
bardzo dziękuję, że się pojawiłaś pod kolejną częścią.
Cieszę się ogromnie, że Ci się podoba.

wiktoria napisała:
Tym razem nie zgubiłam się w imionach.

:):)



Pozdrawiam zmierzchającym słońcem.
przyroda dnia 04.09.2014 20:26
Witaj Wasinko...

Przyznam szczerze, że ciekawa byłam jak tym razem poprowadzisz wątek i co to będzie...hehe. O ile poprzednia część była dynamiczna, zdania szybkie, konkretne... tak tutaj poleciałaś w przeżywanie, mlaskanie, kontemplowanie... przerwane wybuchem wojny. Bardzo udane to przecięcie, odcięcie dwoistości przeżywania... ale mnie coś więcej urzekło... te początki, taki zapalnik do właściwych opowieści, taki pstryk i coś zaskakuje w głowie Kazi ( swoją drogą to mamy naprawdę pokrewne myślenie...hehe ;) - mimo tak drastycznej odmienności pojmowania i przelewania :| Nie pozostaje nic innego tylko czekać na ciąg dalszy lub całość książkową :D

Pozdro!
Ela Samek dnia 04.09.2014 20:45
Młodymi będąc speszymy się, w pędzie łapiemy chwile, w biegu zbyt często zapominamy, aby je smakować. Nie myślimy, nie wierzymy, że kiedyś czas, na podobieństwo starego drzewa i nas nagnie ku ziemi.
To Twoje pisanie wzrusza, w nim prawda o każdym z nas jest.

Wasinko, lubię Twoje pisanie:)
Wasinka dnia 04.09.2014 21:34
Przyrodo,
dobrze Cię widzieć. :)
Raduje się me serce, że mój sposób obrazowania Cię nie odstręcza, mimo owej odmienności pojmowania i przelewania. I podobają Ci się moje pstryki - super.
Książka, he he.


Elu,
cieszę się bardzo, że polubiłaś moje pisanie. No, przynajmniej to z tej części. :)
A jeśli wzrusza, to tym bardziej mi przyjemnie.




Dziękuję Wam niezmiernie, Dziewczęta, i pozdrawiam księżycowo.
julass dnia 05.09.2014 02:47
I tu od razu widać że się Ania czuje znacznie lepiej w opisach przyrodniczych i wszystko tu gra i szumi jak trzeba...
i tu końcówka też jak trzeba - całość jest bujna a potem coraz krócej/szybciej i bum....
Wasinka dnia 05.09.2014 06:24
Eeeee, w poprzedniej części bez opisów też było mi całkiem dobrze (na ile może być dobrze w takiej tematyce). Gorzej z Czytelnikiem. :)

Dziękuję. :)
Usunięty dnia 06.09.2014 10:18
Bardzo dobry tekst, tak jak i poprzednia część. Przyjemna lektura

Pozdrawiam ;)
Wasinka dnia 06.09.2014 11:00
Dziękuję, Apollo. :)
Pozdrawiam słonecznie.
Krystyna Habrat dnia 06.09.2014 20:09
Bardzo mi się podoba i ten odcinek, owa czuła troskliwość męża wobec żony, dalej radość życia, jaką odczuwają dzieci pełnym sercem w sadzie. Szkoda, że to radość w kontraście przed tym strasznym - wojną, co dobrze oddałaś. Tak było. Starsi opowiadają, że była wtedy przepiękna jesień.
Napiszę tylko tyle, bo piszę to z wielkim poświęceniem, jako, że z trudem zwlokłam się z łóżka i czytam, to siedząc, to klęcząc lub stojąc, i pojękując, połamana głupią rwą...
Czekam na kolejne odcinki.
Wasinka dnia 06.09.2014 22:21
Krysiu,
bardzo Ci dziękuję, że mimo bólu miałaś siłę przebrnąć przez mój tekst.
Mam nadzieję, że problem z rwą szybko minie, czego życzę bardzo.
Miło mi niezmiernie, że opowiastka się spodobała.

Pozdrawiam ciepło, życząc najmocniej zdrowia.
green dnia 07.09.2014 11:44
Tekst pełen wzruszeń i delikatnej poetyki, która wyziera spośród zdań. Jest pięknie, obrazowo, nastrojowo i przejmująco. Piękna retrospekcja, która przenosi czytelnika w tamten czas. Aż zapachniało sadem i końcówką lata, które przeszywasz mocną końcówką i uderzeniem bomb... i co dalej czytelnik pyta? Bohaterowie też nie wiedzieli...
Wasinka dnia 07.09.2014 12:05
Dziękuję, green, za zajrzenie. I garść miłych słów.
Tak, bohaterowie też nie wiedzieli...

Pozdrawiam w pełni słońca.
Adela dnia 08.09.2014 23:03
Wasinko, jest klimatycznie. Ta część podoba mi się bardziej niż pierwsza. Zrywanie jabłek + otrzymanie informacji o wojnie - tutaj opisane i ujęte w ciekawy, wciągający sposób. Fajny pomysł:) Opis pełen emocji, wyczuwam w nim przemyconą wrażliwość:)
Przyczepię się - drugi króciutki akapit - od "Mieczysław kuśtykał..." - cały akapit, jak dla mnie, kuśtyka. Może warto się przyjrzeć.
Pomyślałam o zamyśle, czy będzie właśnie taka konstrukcja fragmentaryczna, jeśli tak, to wbrew pozorom, trudna do ogarnięcia, aby przekaz, wątki i bohaterowie nie odpłynęły/li w inne rejsy niż był zamiar, ba w rejsy w przeciwne strony (wiesz o co chodzi). Trzymam kciuki za kapitana:)
Pozdrawiam wieczorowo i serdecznie,
A.
zawsze dnia 09.09.2014 05:44
Dreszcze, dreszcze. Brr...

Ależ Ci się wrześniowo zgrało. Aż się lekko zezłościłam, że wrzucasz w tym czasie, który nijak nie zgrywa się z moim, ale to przecież nie Twoja wina...

Niebo szepczące jest przepiękną frazą, rzuciła mi się w ucho.

Jak mówiłam, imiona pomału przestają sprawiać problem, postacie coraz bardziej są nasze, a w świetle przedstawianych zdarzeń, obawiam się trochę do nich przywiązywać, żeby nie zostawiły mnie za szybko.

Mało tu mgły. Ale te kłęby kurzu, dymu, są stokroć straszniejsze...

Trzymam kciuki za kolejne części.
Pozdrowienia gorące!
Wasinka dnia 09.09.2014 09:15
Adelo,
cieszę się, że ten rozdział Cię nie rozczarował jak poprzedni. Tutaj jest więcej subtelności, zapewne dlatego.
Co do drugiego akapitu - być może kuśtyka ze względu na protezy, kule i tego typu słowa, które nie są ani romantyczne, ani nie brzmią nazbyt ładnie. Chciałam nakreślić sytuację fizyczną niejako, a to jakoś tak nie bardzo zręcznie brzmi chyba... Taki realizm. ;) Pomyślę jednak, skoro wadzi.

Zawsze,
jakże miło mi z powodu dreszczy.
A czas cóż... Wrzesień wrześniem malowany. Tutaj - wojennym. :)
Tak, mgły jest mniej, na gałązkach tylko się trochę buja. Tutaj "zainwestowałam" w inny ich rodzaj, jak zauważyłaś - pył, kurz itd.
Niektórzy bohaterowie trochę sobie pobędą, więc - mam nadzieję - jednak się przywiążesz, bo cóż wart tekst, który nie potrafi skłonić Czytelnika do "zrostu" z bohaterami...




Dziękuję Wam, Dziewczęta, bardzo mocno i pozdrawiam z wrześniem dziś nieco deszczowym.
kamyczek dnia 10.09.2014 22:35
Wasinko, piszesz o ludziach, którzy byli, jeżeli nie pniem, to z pewnością jednym z mocniejszych konarów Twojego drzewa genealogicznego, i może dlatego, a może właśnie dlatego warto kontynuować Opowieści zza mgieł. Jestem pewna, że poradzisz sobie z tematyką, bo to, że warsztat masz opanowany do perfekcji nie ulega wątpliwości – piszesz językiem przystępnym, obrazowo, a przede wszystkim z sercem. I to się czuje, przynajmniej ja tak mam.
Przeczytałam I i II część, i:
• jak na razie nie przeszkadza mi nadmiar imion, mam nadzieję nie pogubić się w nich w dalszych częściach Opowieści...,
• ani też to, że słowami Marysi „wystawiłaś złe świadectwo” Chajatowi, Żydowi. Znam z opowiadań Dziadków dużo „złych ludzi” narodowości niemieckiej, ale znam też i tych „dobrych Niemców”, którzy w okresie międzywojennym i w czasie II wojny mieszkali z nimi po sąsiedzku. Narodowość, moim zdaniem, nie może być wyznacznikiem w ocenie człowieka, a już w żadnym razie świadczyć o charakterze osoby - można być równie „dobrym’, jak i „złym” Żydem, Niemcem czy Polakiem itp.
podoba mi się:
• obrazowość – obrazy są tak realnie, że niemal można je dotknąć, posmakować
• narracja

Masz we mnie czytelnika, Wasinko.

Pozdrawiam zaokienną nocą. :)
Wasinka dnia 11.09.2014 11:41
Kamyczko,
jak to miło, że odnalazłaś mój tekst, mimo że zszedł z listy.
Tak, piszę o ludziach, którzy żyli naprawdę, ale fikcja też tutaj odgrywa swoja rolę. Opieram się na zdarzeniach, muszę je czasem jednak wypełniać lub - zdarza mi się - tak jak tutaj - przenieść zdarzenie w czasie czy troszeczkę zamienić/podmienić bohaterów. To pogmatwane, więc nie będę objaśniać, zresztą, sporo już pozostało za mgłą.

Cieszę się ogromnie, że mam w Tobie Czytelnika.

Pozdrawiam wrześniowym czwartkiem.
Adela dnia 11.09.2014 21:40
Wasinko, jeśli chodzi o drugi akapit, rozumiem protezy itd, słowa potrzebne do określenia fizycznej niedyspozycji, jednak wydaje mi się, ze np. zdanie
Cytat:
Pro­te­za nogi ogra­ni­cza­ła ruchy, choć i tak mógł­by, dzię­ki kulom, iść szyb­ciej.
brzmi nieco topornie. Może lepiej rozbić na dwa zdania opisowe.
Cytat:
Rzad­ko razem wy­cho­dzi­li, kon­dy­cja żony dyk­to­wa­ła spę­dza­nie czasu głów­nie przy stole czy w łóżku.
- tutaj kondycja żony dyktowała, nie brzmi dla mnie dobrze, tak "twardo", sztucznie - może to lepsze określenie.
Ale za to dopełnienie; "I w spokoju." - super! Fajnie właśnie gdyby poprzedzały powiedzmy dwa szczere zdania na temat tego, że małżeństwo rzadko wychodziło razem na spacery itp. ponieważ małżonka nie czuła się najlepiej, dolegało je coś tam, albo że z biegiem czasu jej kondycja byla coraz gorsza.
Pozdrawiam serdecznie i wieczorowo,
A.
Wasinka dnia 11.09.2014 21:44
Adela napisała:
gdyby je dopełniały powiedzmy dwa szczere zdania

Ależ to są szczere zdania. :)

Rozumiem, o co Ci chodzi. Chciałam krótko, ale żeby był ogólny ogląd.
Przemyślę na pewno.
Dziękuję z powrót.

Pozdrawiam księżycowo.
Adela dnia 11.09.2014 21:49
Wasinko, jasne, rozumiem że szczere, ale wiadomo, wiesz o co chodzi. Czasami na skróty nie znaczy dobrze;) To zależy:)
Pozdrawiam ciepło,
A.
Wasinka dnia 11.09.2014 22:17
:):)
Nalka31 dnia 24.03.2015 08:03
A tu już jest zupełnie inaczej. Po tamtych dwóch opowieściach, ta wydaje się bardzo sielska, radosna, chociaż końcówka zwiastuje trwogę. Sama jednak znam smak antonówek, więc nie mogłam się nie uśmiechnąć. Dla mnie to też jest smak dzieciństwa, wakacji spędzanych u dziadków, ganiania po polach albo jak to się mówiło "za krowami", kiedy szły na pastwisko. Różnorodność tych historii, to ogromny plus dla całości. Czekam zatem na kolejne, o ile będziesz chciała pokazać. Warto.

Buziaki. ;)
Wasinka dnia 24.03.2015 10:26
Nalko, przyjemnie Cię widzieć w sadzie.
Tak, tu bardziej sielsko, choć kończy się nieco dramatyczniej.

Dziękuję serdecznie za czytanie i pozdrawiam ciepło.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
bruliben
23/10/2019 07:38
Witam back door mana, mortalnego coila, Pasażera Iggiego i… »
marzenna
23/10/2019 05:40
al-szamanka Skrajne emocje i odczucia-zawiść, niemoc (jaka… »
marzenna
23/10/2019 03:32
shinobi Yaro nie powinnam czytać takich wierszy o 03:18,… »
mike17
22/10/2019 22:07
Witaj, Przemku, po latach niewidzenia :) Twój koment jest… »
Lilah
22/10/2019 22:02
Dziękuję, Al. Miło Cię gościć. Pozdrawiam serdecznie… »
Lenix
22/10/2019 21:29
Cały Mike. ;) Nie uświadczysz tutaj fabuły rodem ze… »
Kazjuno
22/10/2019 20:49
Droga Jolu. Hola, hola! Co znowu za mętnego łba? Właśnie… »
mike17
22/10/2019 20:20
Nie mogę się zgodzić z teorią, że w stanie wojennym wygasło… »
Marek Adam Grabowski
22/10/2019 20:06
Nieco zmieniłeś temat. Ale te wspomnienia z dzieciństwa są… »
Gramofon
22/10/2019 18:56
Tylko proszę nie zapomnieć o jedzeniu z tego wszystkiego. ;)»
al-szamanka
22/10/2019 17:50
O rany, zawstydziłam się, czytając ;) Hehe, nie myślisz, że… »
Yaro
22/10/2019 17:48
moje życie perłą na dnie zagrzebane w piasku mignęło po… »
Yaro
22/10/2019 17:45
Dziękuję Kamilo :) I zapraszam częściej do siebie ;) »
al-szamanka
22/10/2019 17:42
Hmm, wygląda na to, że polowanie na Ducha zakończy się… »
Yaro
22/10/2019 17:40
Lubię pisać teksty pod muzykę . Wszystko co co piszę można… »
ShoutBox
  • Dobra Cobra
  • 23/10/2019 07:59
  • No, już wiemy. Dzięki temu anonsowi, bo tak byśmy przecież nie mogli tego nijak wiedzieć. Ceszę z Twojego szczęścia.
  • AntoniGrycuk
  • 22/10/2019 23:29
  • Zakochałem się. To piękna miłość. Mówię Wam. I ważniejsze jest, aby Wam o tym powiedzieć. Byście wiedzieli! To najważniejsze!!!... Wiecie już?
  • mike17
  • 21/10/2019 13:49
  • Czy 5000 słów to dużo? Nie. Dlatego zapraszam Was do MUZO WEN 8, KONKURSU w prozie - wystarczy napisać miniaturę :) [link]
  • mike17
  • 21/10/2019 13:38
  • Koberko, dziękuję za dodanie do ulubionych :)
  • bruliben
  • 20/10/2019 11:11
  • A gdzie to ześrodkowanie? Gubię się w portalu. Może ktoś, coś podpowiedzieć?
  • Zola111
  • 19/10/2019 00:18
  • Jak Wam się pisze wiersze do Zaśrodkowania?
  • mike17
  • 18/10/2019 14:04
  • MUZO WENY 8 zapraszają do udziału śmiałków pióra. Podejmijcie wyzwanie i dajcie z siebie wszystko :) [link]
  • bruliben
  • 18/10/2019 09:02
  • Już wiem, ktory utwór najlepiej rozgrzewa do pisania :)
Ostatnio widziani
Gości online:17
Najnowszy:Kilberges9
Wspierają nas