50 twarzy antyrecenzji - zawsze
Publicystyka » Recenzje » 50 twarzy antyrecenzji
A A A
Od autora: Nie, to nie jest prawdziwa recenzja. Tak, trzeba do niej podchodzić z przymrużeniem oka.
Klasyfikacja wiekowa: +18
  • Autor książki: E.L. James
  • Kategoria: romans
  • Forma książki: Sonia Draga

Wieści zza oceanu wstrząsnęły Europą. Zahuczało, zagrzmiało, pewnie coś się nawet zatrzęsło. Takie reakcje wywołują tylko afery finansowe i seksualne. Nie inaczej jest tym razem.

 

Opowieści o Kopciuszku są w tej historii dwie: ta opisana w książce, o której mowa, i druga – brzmiąca jak zabawna anegdota, autentyczna opowieść o karierze autorki. E.L. James, a właściwie Erika Mitchell, przez prawie pięćdziesiąt lat wiodła spokojne, zwyczajne życie – czas dzieliła między pracę i zajmowanie się domem. Jej los odmienił się dopiero wówczas, gdy od męża otrzymała książki S. Meyer – serię o wampirach. Wtedy, jak wiele polskich nastolatek, postanowiła napisać fan fiction ulubionej sagi. Blog cieszył się ponoć ogromnym zainteresowaniem, a z czasem amerykańska wersja blog.onet.pl odeszła niejako w zapomnienie, zaś Erika, wciąż pisząc pod pseudonimem, przelała swe myśli farbą drukarską na papier. Oto historia narodzin bestsellera, jakim okazała się książka „50 twarzy Greya” i dwie kolejne części sagi.

 

I tak, z lekkością motyla, przechodzimy do meritum oraz poznajemy główną bohaterkę, a zarazem narratorkę powieści. Anastasia Steel, zwana dalej Aną, ani na chwilę nie ukrywa przed nami, że będzie infantylnie do bólu. Narzeka na włosy, mówi do siebie, nadużywa zwrotów „do diaska” i „o święty Barnabo!”. Z czasem uczy się też kolejnego zwrotu: „rozpadać się na milion małych kawałków”. To jej ulubione określenie orgazmu, które na razie trzeba stosownie przemilczeć, ponieważ gdy ją poznajemy, Anastasia nie wie o orgazmach zbyt wiele. Jest studentką literatury angielskiej, oczywiście błogo nieświadomą swojej oszałamiającej urody. Ups, to nie miało brzmieć tak złośliwie... Wracając do Any: dziewczę w pierwszym rozdziale poznaje drugiego z głównych bohaterów. Christiana Greya. Na początku wiemy o nim niewiele, jedynie, że jest zabójczo bogaty, przystojny, pewny siebie, młody. Po pierwszej rozmowie studentki i miliardera wzbogacają nam się w głowach ich życiorysy. Każdy wprawiony czytelnik romansów wie już, że tak, to ta para będzie szukać siebie i gubić się w miłości okraszonej mroczną tajemnicą.

 

Mrokiem, który ich owija, jest świat dominacji i uległości. Teoretycznie. Czekają nas opisy gorących seksualnych odkryć, które będziemy czytać z wypiekami na twarzy. Teoretycznie. Czeka nas intryga, a jakże, jej nie może zabraknąć... Do samego końca nie wiemy, czy Ana i Grey są ślepi, głusi, czy aż tak nieprzystosowani do życia, że nie mogą się zdecydować, czy mają być razem. To już czysta praktyka.

 

W książce zakochają się miłośnicy absurdu, jestem w stanie to wywróżyć bez stawiania kart. Mnożą się jak króliki i z rozbawieniem możemy oglądać konfiguracje, w jakich się znajdują. I tak mamy seks-maszynę, Christiana, który nie dość, że jest pewnym siebie, młodym miliarderem, doskonale gra na fortepianie, który, oczywiście, ma w domu, jest pilotem helikoptera, ma czas na ciągłe treningi i utrzymuje ciało w doskonałej kondycji, mimo że cały czas spędza z Aną. Ona nie zostaje mu dłużna: nic nie wie o seksie, nigdy się nie masturbowała, źle odczytuje niemal wszystkie sygnały od płci przeciwnej, ma zupełnie wyłączone filtrowanie docierających do niej wiadomości i nigdy nie odczytuje podtekstów, zaskakuje ją niezmiernie wzorek ze śmietany na kawie i chyba_jest_uległa.

 

Bo w „50” jest przecież bdsm. Nie byle jaki. Świadomy, za obopólną zgodą... a nie, to nie ta książka. Tu jest niby jakaś mniej normatywna seksualnie relacja, która w zamyśle Pana (celowo zaczęłam od wielkiej litery - przyp. aut.) Greya opierać się ma o kontrakt niewolniczy, w nim zaś opisane są wszelkie prawa i obowiązki, ekhem, uległej. Ma nawet rozpisane treningi. Oczywiście Ana nie wie, co oznacza połowa określeń w tej skomplikowanej nomenklaturze. Co więcej, myśli, że podpisany dokument ma skutki prawne. Czytając ten fragment, wyobraziłam sobie sytuację, gdy do drzwi studentki puka policja. „Zostaje pani zatrzymana z powodu odmowy uprawiania seksu analnego. Ma pani prawo zachować milczenie”. Anastasia do końca książki nie podpisuje jednak „kontraktu”, ale wchodzi w relację z Szarym. Odkrywa swoją seksualność, a jej „wewnętrzna bogini” co jakiś czas robi radosne salta i szepcze jej do ucha. Tak, nie brzmi to zdrowo. Sielanka trwa do momentu, gdy pojawia się prawdziwe, fizyczne odczucie bólu. Ana ma niby hasła bezpieczeństwa, których może użyć, jeśli nie będzie podobało jej się to, co dzieje się w Czerwonym Pokoju Bólu (sic!). Ale nie używa ich, a potem ma żal do siebie, Christiana i świata o to, że bicie paskiem po tyłku jednak boli...

 

Ominęłam jakieś 69% fabuły, gdy Anastasia ciągle się rumieni, zawstydza i rozmawia z boginką. Ominęłam również mroczne tajemnice dzieciństwa Greya, aby nie zdradzić w tej antyrecenzji zbyt wiele. Rodzi się w głowie pytanie: „Co jest w tej książce takiego, że sięgnęły po nią miliony?”. Cóż, przede wszystkim to pierwsza wydawnicza pozycja o erotyce rozpromowana na tak szeroką skalę. Podobno sprawiła, że miliony kobiet odkryły swoje upodobania łóżkowe, rozwinęły skrzydła i nauczyły się „rozpadać na miliony małych kawałków”. Ale nie jest to przecież pierwsza powieść o takiej tematyce – były i „Historia O”, i „W jego dłoniach”, i saga o śpiącej królewnie (A. Rice), a nawet, by nie szukać w pamięci zbyt długo, był Markiz de Sade! Technicznie saga E.L. James również nie powala, jest napisana lekkim, infantylnym językiem, seks jakiś tam jest, ale ile można czytać o rozpadaniu i jękach?

 

Kopciuszek jest jedną z ulubionych bajek małych dziewczynek. Te większe znalazły sobie Greya. Bo co może poprawić zwyczajnej kobiecie humor bardziej niż wyobrażenie, że może być pożądana, uwielbiana i kochana przez księcia z bajki? Że zamiast seksu pod kołdrą w małżeńskim łożu, może uprawiać go w przestworzach? „50 twarzy Greya” jest czytadłem. I tym razem, absolutnie, odbieram temu słowu negatywne znaczenie. Można poczytać z ciekawości, za czym idą miliony (bo przecież „Miliony much nie mogą się mylić1”), można być zainteresowanym tematyką bdsm i w końcu można być literackim masochistą. Nie ukrywam jednak, że spragnionym pisaniny dopracowanej technicznie czy pisanej z polotem, powieść podana w tej formie może się nie spodobać.

1W. Łysiak

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
zawsze · dnia 13.02.2015 15:14 · Czytań: 3806 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 29
Komentarze
Heisenberg dnia 13.02.2015 15:14
Żenujący żart redakcji na początek:
Dlaczego "50 twarzy Greya" tak podoba się kobietom? Bo to pierwsze porno, które kończy się ślubem.
To może jeszcze jeden:
Dlaczego tyle fanek zaczytuje się w "50 twarzach"? Bo na film ich nie wpuszczą.
He he.
Przepraszam, to było głupie.

Już całkiem na poważnie. Ta antyrecenzja bardzo mi się podoba, bo świetnie napisana, lekko, z zamysłem, a i nie brakuje takich "przypraw" jak "69 %" czy wyobrażenie wizyty policji.

Co do samej książki - nie czytałem. W sumie nie ma po co. Nie muszę oglądać "Ukrytej prawdy", żeby wiedzieć, że prezentuje mniej więcej taki poziom, co "Trudne sprawy". Tak samo z "50".
Mieliśmy współczesne "Romeo i Julia", teraz mamy współczesnego "Kopciuszka". Wniosek? Ludzie lubią archetypy.

Mam mieszane uczucia co do popularności tej książki. Z jednej strony super, że ludzie w ogóle coś czytają. Z drugiej, trochę smutno, że taka fanka "Zmierzchu" pisze sobie byle co i byle jak, po czym zdobywa światową popularność. Nie mam nic do grafomanii, ale kiedy ktoś dostaje za nią taką kasę, to najzwyczajniej w świecie zazdroszczę.

Pozdro
Indyphar dnia 13.02.2015 17:33 Ocena: Świetne!
Heisenberg, świetne żarty, zwłaszcza drugi.

Co do recenzji, wciągnąłem jednym tchem i czuję się utwierdzony w swoim przekonaniu, że "50..." to kolejne czytadło nie dla mnie. Cóż, czego można się spodziewać, po fance "Zmierzchu".

Mam tylko jedno pytanie. Chciało Ci się to czytać?

Pozdrawiam i do przeczytania
faith dnia 13.02.2015 19:12
Świetnie napisana recenzja, z którą zresztą w zupełności się zgadzam:) I tak udało Ci się wiele napisać na temat tej książki, która przecież nie porusza wielu wątków, a właściwie tylko jeden. Ja przebrnęłam (tak, to dobre słowo) przez nią z trudem i miałam momenty wahania, czy warto to czytać, skoro nie zapowiada się, by mnie ona zainteresowała. Ale z upartością osła dotarłam do końca i rzeczywiście, nie myliłam się, nie było jakiegoś zaskakującego - Ach! Jednak warto było czytać. Miałam za to poczucie zmarnowanego czasu i jedyny plus, jaki z tego wyciągam, to to, że mogę bez żadnych skrupułów wypowiadać się na temat książki, którą komentują teraz wszyscy. Inne pytanie, dlaczego?! Skoro nie jest to wcale dzieło wybitne, nie jest nawet przeciętne. Na każdej kolejnej stronie zagryzanie warg i wtrącenia o wewnętrznej bogini.
Zgadzam się z tym, co tutaj ujęłaś. Fajnie, że jest w tym dużo humoru i dystansu, bo cóż możemy począć, że większości się podoba i jutro szykuje się nalot na kina? ;)

Pozdrawiam!
Miladora dnia 13.02.2015 19:22
Dobrze, że to nie ja musiałam pisać tę recenzję, bo siedziałabym nad nią pewnie o wiele dłużej niż nad „Rozkosznymi”, i w dodatku w tym samym stopniu rwąc włosy z głowy. :)

Cytat:
Nie ukry­wam jed­nak, że spra­gnio­nym pi­sa­ni­ny do­pra­co­wa­nej tech­nicz­nie czy pi­sa­nej z po­lo­tem, po­wieść po­da­na w tej for­mie może się nie spodo­bać.

Uff... dzięki, Zawsze, za tę informację.

Ale to naprawdę dobra recenzja, przepraszam, antyrecenzja. :)
Napisana płynnie, sprawnie i z lekkim przekąsem, mówiącym: Jak chcecie, to czytajcie, ale na własne ryzyko. No więc - ja nie zaryzykuję, bo infantylizm to ostatnia rzecz, która mogłaby mnie pociągać, a w dodatku nie jestem zainteresowana inicjacją seksualną biednego Kopciuszka.

Ale przy okazji:
Cytat:
czas dzie­li­ła mię­dzy pracą i zaj­mo­wa­niem się domem.

- między pracę a zajmowanie się domem.

Cytat:
Ko­bie­ta, jak wiele pol­skich na­sto­la­tek, po­sta­no­wi­ła na­pi­sać

Ta "kobieta" źle tu brzmi. I jest zbędnym dopowiedzeniem.
- Wtedy, jak wiele polskich nastolatek, postanowiła napisać -

Cytat:
prze­la­ła swe myśli farbą

- swoje -

Cytat:
I tak, z lek­ko­ścią mo­ty­la, prze­cho­dzi­my do me­ri­tum i po­zna­je­my głów­ną bo­ha­ter­kę inar­ra­tor­kę po­wie­ści.

Za drugie "i" dałabym "oraz".

Cytat:
gdyż gdy ją po­zna­je­my,

- gdyżgdy - rozważ "ponieważ".

Cytat:
je­dy­nie (to), że jest za­bój­czo bo­ga­ty,


Cytat:
Po pierw­szej roz­mo­wie stu­dent­ki i mi­liar­de­ra wzbo­ga­ca­ją nam się w gło­wach ich ży­cio­ry­sy.

A coś innego za "wzbogacają"?
Coś w rodzaju - ukierunkowują, rozszerzają, wyświetlają...?

Cytat:
czy Ana i Grey są ślepi, głusi, czy aż tak nie­przy­sto­so­wa­ni do życia, że nie mogą się zde­cy­do­wać, czy mają być razem.

Za drugie "czy" dałabym "lub aż tak nieprzystosowani".

Cytat:
W książ­ce za­ko­cha­ją się mi­ło­śni­cy ab­sur­du, je­stem w sta­nie to wy­wró­żyć bez sta­wia­nia kart. Mnożą się jak kró­li­ki i z roz­ba­wie­niem mo­że­my oglą­dać kon­fi­gu­ra­cje, w ja­kich się znaj­du­ją.

Mało zrozumiale brzmią te dwa zdania. To miłośnicy absurdu mnożą się jak króliki i ich konfiguracje oglądamy?

Cytat:
która w za­my­śle Pana Greya opie­rać się

- pana Greya -

Cytat:
która w za­my­śle Pana Greya opie­rać się ma o kon­trakt nie­wol­ni­czy, w któ­rym opi­sa­ne są

- w jakim opisane są -

Na koniec przyznam, że świetnie się bawiłam, czytając ten tekst. :)

Miłego :)
ajw dnia 13.02.2015 19:24 Ocena: Świetne!
Twoja recenzja to przejaw stylistycznej sprawności. Ciekawa, wartka jak rzeka, ale nie za długa. Czyta się bardzo dobrze i nie prowadzi do bólu głowy ;)

Książki nie czytałam, filmu nie oglądałam. Swego czasu (będąc na studiach) ekscytowałam się filmem '9 i pół tygodnia', ale te czasy minęły dawno temu. Nabrałam własnych doświadczeń, trafiłam na własciwego partnera, wiec chyba nie mam czego szukać w tego rodzaju lekturze, bo jestem spełnioną kobietą. Rozumiem jednak te kobiety, które nie miały takiego szczęscia.
Pozdrawiam serdecznie :)
Wasinka dnia 13.02.2015 21:21
He he he. Popodśmiewywałam się z wieczora. Razem z Tobą i Twoją recenzją. Nie wiem, dlaczego anty, ale przyjmuję z całym inwentarzem. Bo że nie na poważnie?
Zręczności w przewrotnym kąsaniu Ci nie brakuje - więc się rozsiadłam, odprężyłam i porechotałam z lekka.
Świetny sposób na negatywną krytykę. Poczucie humoru, nieco złośliwe żarciki i docinki ujmująco wypełniają opinię.
Książki nie czytałam; nigdy się zebrać nie mogłam. I teraz zamierzam z czystym sumieniem pogłaskać się po główce i rzec - nie musisz (bo Zawsze odwaliła brudną robotę, a Ty teraz możesz korzystać z opinii otrzymanej z "dobrej ręki", uff i puf). Dygam wdzięcznie.

I przy okazji... Mila coś niecoś wyskrobała, to sobie pozerkaj, ale ja tutaj się zatrzymałam:
Cytat:
„50 twa­rzy Greya” jest czy­ta­dłem. I tym razem, ab­so­lut­nie, od­bie­ram temu słowu ne­ga­tyw­ne zna­cze­nie. Można je czy­tać z cie­ka­wo­ści,

Wiem, że trzecie zdanie dotyczy pierwszego, ale owo pomiędzy powoduje, że brzmi, jakby można było czytać z ciekawości nie czytadło, ale słowo (bądź ewentualnie znaczenie).


Pozdrawiam księżycowo, uśmiechnięta na skutek wymalowania pięćdziesięciu twarzy.
akacjowa agnes dnia 13.02.2015 22:31
Książki (2 tomy) mam leżeć na komodzie w sypialni od miesiąca. Wręczyła mi je moja mama :), ze słowami: Musisz to przeczytać!. Ona dostała je od znajomej w takimi słowami.
Dziś miałam być na filmie (z nadzieją, że czytać nie będę musiała :) - taka pozostałość po lekturach szkolnych), lecz synek dostał anginę i bilet oddałam mężowi przyjaciółki, która to właśnie usilnie namawiała mnie na obejrzenie filmu.

Zatem nadal nie wiem, o co w temu całemu Grey'owi się rozchodzi :) Po tej recenzji myślę, że nadal tak zostanie.

Dziękuję pięknie za oszczędzenie mojego cennego czasu. Wolę poczytać "Mapę nieba" Eben'a. "Dowód" już wciągnęłam. Chyba, że też mnie zniechęcisz :)

Pozdrawiam
AA
zawsze dnia 13.02.2015 23:37
I ja się uśmiałam z idealnej daty publikacji antyrecenzji, jako że premiera się zbiegła z premierą filmu ;-). @Heisenberg, Draniu, masz poczucie humoru!

I nie, te żarty nie są żenujące - ot, dopasowane poziomem do tego arcydzieła... ;-) Ja tam się obśmiałam. I miło, że smaczki zostały wychwycone... ;-))

@Indyphar, czy się chciało? Miałam powody, by zacząć czytać, a potem wzięłam sobie za punkt honoru dobrnąć do końca, a potem przestrzec przed lekturą chociaż garstkę osób.

@faith, ano, chęć wyrobienia sobie własnego zdania uważam za niezwykle cenną cechę. I uważam, że w pewnym czasie, po przeczytaniu iluś książek tak wysokich lotów, wyrasta się z książkowego masochizmu i dojrzewa do punktu "borze, co za shit kupiłam, mimo wydanych X złotych odstawiam na wieczne nieczytanie" ;-)

@Miladora, dzięki za dłubaninę - zaraz poprawię, co uważam za stosowne, a co nie, zostawię. Cieszę się, że zaoszczędziłam Ci odrobinę czasu i tak, też pomyślałam o Twojej recenzji "Rozkosznych" ;-).

@ajw, tym lepiej dla Ciebie! Nic, jeno się cieszyć! Miło, że się spodobało.

@Wasinko, cieszę się niezmiernie, że się pośmiałaś ;-). Taki wszak był mój cel. I, cóż, miło, że wierzysz mojej opinii! Obawiałam się, że nieco za bardzo się wyzłośliwiłam na tekście.

@Akacjowa, niech sobie poleżą. Ale nieco złośliwości widzę w oddawaniu biletu mężowi przyjaciółki, jeszcze się biedny poczuje urażony... ;-) Więcej póki co odwodzić nie mam zamiaru, bo w recenzowanie wędruję od wielkiego święta.

No, to teraz - jak już było każdemu z osobna - to dziękuję Wszystkim razem za pochylenie się nad moją paplaninką-wyzłośliwieniem. Dlatego bardziej anty- (w mojej opinii) niż recenzja. Przyznaję, że nie dałam tekstowi odleżeć i po spisaniu na kolanie praktycznie bezpośrednio wrzuciłam na pp, żeby podzielić się poczuciem humoru. Jeśli recenzja wywołała uśmiech - mission accomplished ;-))

A do kina jutro z szanownym Mężem idę na 50 shades, a co! ;-))) Słyszałam już jedną opinię, że film jest lepszy od książki. Liczymy na uśmianie się z absurdów i na seansie.

Pozdrowienia gorące!


edit: poprawki dokonane
niewidoczna dnia 14.02.2015 18:20
Wiele złego się naczytałam o książce, równie dużo złego o filmie. Jako twórca bardzo bym chciała jednak zbić taką fortunę jak autorka rzeczonej powieści.

Pozdrawiam.
Dobra Cobra dnia 14.02.2015 18:28 Ocena: Świetne!
Młodzi zapewne zaczytują się tą pozycją. Oraz desperaci i desperatki. O, i trochę ludzi pobiegnie do kina popatrzyć na rypanko na ekranie. Normalna część społeczeństwa niestety zapewne ominie tę piękną pozycję.

Droga zawsze,


Piękna i napisana z wielkim dystansem recenzja czegoś, co nie jest jej nawet warte. W tym wypadku Twoja recenzja przebija dzieło. Brawo!!!



"""I tak mamy seks-maszynę, Christiana, który nie dość, że jest pewnym siebie, młodym miliarderem, doskonale gra na fortepianie, który, oczywiście, ma w domu, jest pilotem helikoptera, ma czas na ciągłe treningi i utrzymuje ciało w doskonałej kondycji, mimo że cały czas spędza z Aną. Ona nie zostaje mu dłużna: nic nie wie o seksie, nigdy się nie masturbowała, źle odczytuje niemal wszystkie sygnały od płci przeciwnej, ma zupełnie wyłączone filtrowanie docierających do niej wiadomości i nigdy nie odczytuje podtekstów, zaskakuje ją niezmiernie wzorek ze śmietany na kawie i chyba_jest_uległa."""

HAHAHAHAHAHA!!!!!!!!



Tak 3maj!


Pozdrawiam serdecznie,

DoCo


PS - jak było na filmie?????????
PS 2 - podobno w ostatnim roku 18 milionów Polaków nie przeczytało ani jednej książki! Czy zatem warto, aby Grey zapukał do statystycznej chatki, aby wzmóc polskie czytelnictwo???? CZY w ten sposb należy je (czytelnictwo) propagować????
zajacanka dnia 14.02.2015 18:43
Już tu kiedyś była - o ile pamięć mnie nie myli - recenzja tej książki. I tak samo napiszę, jak poprzednio: książka podobno do bani (nie czytałam, niestety): po bardzo krytycznych recenzjach na Wyspach nie sięgam po tę pozycję, bo to obciach jak ktoś mnie zobaczy z tą książką. To samo z filmem. Ale widzę, że niczego nie tracę i odbiór w kraju jest podobny.

Twoja recenzja bardzo mi się podoba, zawsze.

Gratuluję.
Zola111 dnia 14.02.2015 20:15
Zawsze,

bardzo dobra recenzja. Cieszę się, że ujęłaś ją z dystansem w żartobliwe ramy. W akapicie o historii mocnych, erotycznych scen przypomniałaś mi "Kochanka Lady Chatterlay" D.H. Lawrence'a. Wtedy (lata 20. XX w.) słowo "mocny" znaczył zupełnie coś innego, jak się łatwo domyślić :)
Przeczytałam pierwszą część tej powieści, zatem wiem, o czym piszesz i w zupełności się zgadzam z Twoją opinią. Tekst już jest poprawiony, zostało jeszcze to:

Cytat:
prze­la­ła swe myśli farbą dru­kar­ską na pa­pier.


- wiem, że świadomie zostawiasz tę formę w recenzji, i szczerze przyznam, że nie rozumiem, dlaczego. Może się jednak skusisz?

Tak czy owak - bardzo udana recenzja. Gratuluję, pozdrawiam,

z.
LukaszPeee dnia 14.02.2015 23:45 Ocena: Świetne!
Recenzja świetna, choć powtarzam się, ale inaczej chyba nie można. O czytadłach zwykle zapomina się; nie są w stanie przetrwać sezonu (nawet w pamięci czytelnika). Chyba każdy przeczytał w życiu coś takiego. Nie pamięta się akcji ani bohaterów, ale schemat jakiś taki znany.
P.S. Szkoda, że Kopciuszek. Śnieżka z siedmioma Greyami mogłaby być ciekawsza. Już nie wspominam o tych (najmniej, sic!) siedmiu tomach... Dobrze, nie uprzedzajmy faktów i wyobraźni autorki... ;)
Pozdrowienia
Łukasz
Usunięty dnia 15.02.2015 10:17
<Ułauła> książka jest fajna... i przy tym zostańmy. Na film nie pójdę, bo nie lubię jak się z dobrej książki robi beznadziejne pseudoromansidło. Jak to powiedział mój kolega: "Zamiast oglądać 50 twarzy Grey'a włączę sobie dobry pornos, a potem kasetę z wesela. Ten sam efekt."
Film - do dupy, książka - nie do dupy. Będę do niej wracać.
Ale mimo wszystko fajnie ci to wyszło, czytałam twoją antyrecenzję siostrze. Śmiałyśmy się obie, więc efekt jakiś jest.
Pozdrawiam, dark_kid.
zawsze dnia 15.02.2015 15:19
@niewidoczna - kto by nie chciał!

@DoCo, miód mi lejesz prosto na czarne serduszko!;-) Miło, żeś się uśmiał i że się spodobało, o.
Do peesów: film, o dziwo, do pooglądania. Okazuje się, że jak wytnie się x infantylnych scen, Ana nie mówi do siebie i nie widać jak jej wewnętrzna bogini robi salta, a myśli pozostają niewypowiedziane - nie wypada tak kretyńsko :-). Do drugiego peesa - przecie to samo zawsze mówiono o Coelho. I tak, jestem zdania, że lepiej czytać takie książki niż żadnych, Hardy nie musi być ulubieńcem wszechświata.

@zającanko, niewiele stracisz. dzięki za czytanie i ślad.

@Zolu, może się oswoję z proponowaną formą, póki co - zostaje jak jest. No brzmi w moich uszach lepiej, ale może to wina odczuć matczynych, a one osłabną, gdy recenzyjka dojrzeje ;-). "Kochanka..." nie znałam, może jeszcze przede mną. I widzisz, jesteś jedną z nielicznych osób z PP, które się skusiły na Greya ;-)

@LukaszPeee, hahaha, siedmiu Greyów mogłaby biedna nie przeżyć! :-)) Dzięki za humorystyczne podejście.

dark_kid napisała:
Film - do dupy, książka - nie do dupy. Będę do niej wracać.

a wiesz to bez oglądania filmu? ;-) w kwestii 50 shades się nie porozumiemy.

Pozdrowienia powalentynkowe!
Usunięty dnia 15.02.2015 15:31
zawsze napisała:
a wiesz to bez oglądania filmu?

obejrzałam zwiastun.. to wystarczy mi za cały film...
zawsze dnia 15.02.2015 16:06
życiowo, literacko, filmowo wyznaję zasadę: "Każdemu według potrzeb" ;-). skoro więc to Ci wystarcza - mnie wystarcza, że Tobie wystarcza ;-)
Yamna dnia 17.02.2015 10:37 Ocena: Świetne!
Muszę przyznać, że bardzo dobrze się bawiłam czytając tę książkę, chociaż recenzja też sprawiła mi frajdę.

Zawsze masz całkowitą rację, Twoje uszczypliwe komentarze trafią w samo sedno i jak widzę nie tylko u mnie były powodem śmiechu. Ale najbardziej spodobało mi się wyważenie Twojej opinii. Jako osoba, która z bólem serca musi przyznać, że książka jest słaba, opowieść naiwna, a i tak mi się podobała, nie mogę czuć się w żaden sposób dotknięta tym co napisałaś.

Poleciłam Twoją recenzję znajomym, szczególnie tym, którzy książkę przeczytali :) Ja też czerpie dużą radość z wyłapywania w niej większych absurdów. No, ale będąc szczerym bajki się sprzedają, ja dałam się na nią złapać :)

Pozdrawiam serdecznie
Elwira dnia 17.02.2015 12:26
Moim zdaniem to wcale nie jest antyrecenzja, tylko bardzo przyzwoita recenzja, ale tu najważniejsza jest wola autorki.

Na polskim rynku również mamy bestsellerową autorkę, która zaczynała pisać na blogu, który, nota bene, nadal istnieje. Może więc to jest sposób na promocję? Zdobyć rzecze czytelników, a później wykorzystać ich do promocji siebie i swojego nazwiska.


Zadałabym jeszcze jedno pytanie: dlaczego te postaci są takie, a nie inne? Bo przecież one zostały tak skonstruowane przez autorkę, to nie jest przypadek. Czego symbolem ma być naiwność Anastasii? Dlaczego Christian jest bogaty, proponuje partnerce taki a nie inny typ związku? Jak ich osadzić w baśniowości Kopciuszka? Odpowiedzi są kluczem do pytania, dlaczego książka kiepskiej jakości odniosła międzynarodowy sukces.

Ciekawa, wyważona recenzja. Napisana z polotem, niby uszczypliwa, ale bez czepialstwa. Sama w sobie na pewno lepsza do książki :)
Pozdrawiam słonecznie.
zawsze dnia 18.02.2015 00:37
@Yamna - :))) miód na uszy. Dzięki, cieszy bardzo taka opinia od osoby, która dała się w sidełka złapać.

@Elwira
W przypadku samego nazewnictwa - w recenzjach nie czuję się szczególnie pewnie, ale skoro mi się udało, to nic, tylko się cieszyć. Że postacie są jakie są (celowo) - możemy się domyślić. Odpozdrawiam gorąco, miło Cię znów widzieć na PP!
Krystyna Habrat dnia 19.02.2015 21:56
Tekst, jak to bywa u Ciebie, wywołuje kilometrowe komentarze. Ja zatem krótko: podoba mi się twoja recenzja, ocena książki i odwaga w chodzeniu pod prąd pewnych mód.
Gdzieś pojawiła się opinia (wiem gdzie, ale nie powiem, bo i tak powtarzana), że nieważne, iż ludzie tak kiepską pozycję czytają, byle czytali. Ja się z tym nie zgadzam, bo tacy czytelnicy wcale nie przejdą potem do wartościowszej literatury, a na takiej poprzestaną. Natomiast taka książka odstraszy od czytania wielu innych. Takie teraz trendy w literaturze, że mnie trudno znaleźć coś do czytania. Wystarczy przejrzeć wybór Gazety Wyborczej 25 najlepszych książek roku 2014 wraz z opiniami, za co każdą z nich należy cenić. Wygląda, jakby najbardziej za zbliżenie obrazu świata do tego, który prezentuje Grey. Tylko pięć wybrałam, a szósta zapewne dobra, ale cegła. To i tak dużo.
Pozdrawiam.
WholeTruth dnia 23.02.2015 20:37
jak się dorwę do książki, to zjem w jedną noc. będę pewnie długo palce oblizywać... :p ;)
ale jeszcze nie, nie teraz. dam sobie chwilę na przebrzmienie wszystkich kpin i niepochlebnych słów, by z czystą (w miarę) głową przeżyć z historią ową swoje. a co! :p

zawsze, bardzo dobry tekst! pokrywa się ze wszystkim co już zasłyszalam i wyczytałam o książce. ale co tam! twoje humorzaste wypięcie się na wszystkich Greyów bawi wielce! :D


zastanawiam się jednak, czy to dobrze, że w komentarzach tylu "nieczytających", którzy warczą na książkę, a nie chcą jej przeczytać? można grymasić, ale prawdopodobieństwo, że ktoś się w końcu skusi, jest wielgachne :p moim skromnym zdaniem. ;)
no i czasem można zrobić sobie przerwę od poważniejszej lektury. właśnie na korzyść czytadła. ;)

pozdrowionka. Whole :)
Wasinka dnia 23.02.2015 21:30
WholeTruth napisała:
no i czasem można zrobić sobie przerwę od poważniejszej lektury. właśnie na korzyść czytadła

Pewnie. Ale czytadła to też się bierze w klimacie, który się lubi. :)

Mogę sobie posarkać, popuchać czy pofukać; popfywać nawet na tę lektiurkę, ale - tak czy owak - mnie wszystko jedno, czy ta książka jest, czy też nie, więc sobie sarkam (przy okazji recenzji, bo ogólnie nie bardzo mnie wszystko ono obeszło) zupełnie bez przekonania i ze zwiskiem... Nie ciągnie mnie, niestety. ;)

Pozdrawiam księżycowo, hej ho!
WholeTruth dnia 24.02.2015 10:29
Wasinka napisała:
Ale czytadła to też się bierze w klimacie, który się lubi.
nie mogę się nie zgodzić. chociaż ja biorę wszystko :D

buziole ! :rol:
zawsze dnia 26.02.2015 15:04
Jakoś się nie mogłam zebrać do odpowiedzi na komentarze...

@Krystyno, Sokole! ;-) Bardzo dziękuję za wizytę, zajrzenie i podobanie. Listy bestsellerów, wiadomo, nie prezentują książek o najwyższych walorach artystycznych, a najlepiej sprzedawalne. Mam nadzieję, że mimo wszystko nikt się nie odstraszy.

@Prawdko, ależ ja się bardzo cieszę, że chcesz wyrobić sobie opinię na podstawie własnych odczuć. I chętnie skonfrontuję je z moimi ;-).

@Wasinko, tylko czasami nawet nie wiemy, że do ręki bierzemy czytadło...;-)
Wasinka dnia 14.03.2015 17:34
Zawsze, pewnie, że nie. Ale na ogół orientujemy się, jaki klimat bierzemy do ręki, niezależnie, co się potem okaże o stylu czy innych powinnościach czytadła. O to mi chodziło.

Pozdrowionka.
Tenebris dnia 19.03.2015 23:07
Heisenberg, udany żart, drugi natomiast bardzo prawdziwy.

Najpierw nie chciałam czytać tej recenzji ze względu na książkę. Wygrała jednak ciekawość, bo zastanawiałam się, co można powiedzieć. A można, jak widać, bardzo dużo, bo Tobie się to udało i ani trochę nie żałuję, że tu zajrzałam. Recenzja lekka, przyjemna, zabawna i jak najbardziej trafna. Nigdy nie przebrnęłam przez całe "Pięćdziesiąt twarzy Greya", ale przeczytałam 4 rozdziały i zdaje mi się, że mam nakreślony obraz, o czym to jest.
I chociaż samą książkę czytało się dość lekko ze względu na narrację, nie udało mi się dokończyć lektury, którą moje rówieśniczki niemal połykały w całości. O tyle, o ile jest to dla mnie logiczne, osobiście pojąć nie potrafię, cóż tak bardzo je zachwyciło... O gustach się jednak nie dyskutuje.
Podsumowując: tekst bardzo udany.
Alicja225 dnia 31.03.2015 21:38 Ocena: Świetne!
Kiedy czytam/słucham takich antyrecenzji (Twoja swoją drogą, jest bardzo dobra!), mam ochotę sięgnąć po ,,wychwalane" dzieło. Zapewne tak zrobię, bo kusi mnie wyrobienie sobie własnej opinii na temat tej pozycji, aczkolwiek z drugiej strony jestem osobą oczekującą od książki, iż wzniesie się nieco ponad granicę ,,czytadła".
Twoja recenzja bardzo mi się podoba, w lekki i humorystyczny sposób podeszłaś do tematu, ale też solidnie argumentując.
Usunięty dnia 01.03.2016 21:22
Ja przeczytałam całą trylogię i nawet pożyczyłam mojej mamie. Obu nam się podobała, w przeciwieństwie do filmu... Aczkolwiek w zarówno w przypadku książek jak i filmu nie mieli pojęcia o prawdziwym BDSM, takie odniosłam wrażenie.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Decand
17/08/2019 23:53
Nuira - błądzić jest rzeczą ludzką. Przy czym chętnie… »
domofon
17/08/2019 20:13
Jola S. , chyba się dzisiaj upiję. Wielkie dzięki Pulsar,… »
Pulsar
17/08/2019 18:12
Dostosuję się. Nie nadam, na nikogo w życiu nie nadałem.… »
Bartek Otremba
17/08/2019 18:10
Niestety nie mogę zmienić tytułowego pytania :) Dodałem… »
pociengiel
17/08/2019 17:56
Ile razy to robiłeś własnym sumptem? Zwykle pozostaję… »
Pulsar
17/08/2019 17:34
Dla mnie rozpiska , czyli wersyfikacja fatalna. źle się… »
Pulsar
17/08/2019 17:27
" Pola " Muńka . Jeśli o tego samego biega… »
Pulsar
17/08/2019 17:18
Dużo tracimy przesypiając różne sytuacje, c później są nie… »
pociengiel
17/08/2019 17:12
Dla mnie Munkiem. »
Pulsar
17/08/2019 17:05
Znowu Pan Bóg w poezji »
Pulsar
17/08/2019 16:56
kim jest Marcin Sztelak? »
JOLA S.
17/08/2019 12:59
Al, na świecie jest dużo religii, proszę Pani. Gdyby była… »
Dobra Cobra
17/08/2019 12:42
Słodka rzecz, jakże trafnie opisująca rzeczywistość. Choć w… »
al-szamanka
17/08/2019 12:31
Eeech, jestem niepocieszona, wyszło coś dziwnego, a przecież… »
JOLA S.
17/08/2019 11:50
Pierwsza myśl, która przychodzi do głowy. A kim była postać,… »
ShoutBox
  • Dobra Cobra
  • 18/08/2019 11:24
  • [link] Pełna wersja pięknej opowieści Ponad czasem w wydaniu dźwiękowym. Interpretuje głosowo najlepszy z polskich aktorów - Jarosław Boberek, znany z wielu ról.
  • mike17
  • 15/08/2019 20:25
  • Pozdrówki z wakacji :)
  • czarnanna
  • 15/08/2019 10:14
  • To teraz ja. Zaslyszane podczas pobytu w szpitalu: Błogosławieni ci, którzy wierzą w wypis tego samego dnia
  • Decand
  • 13/08/2019 19:20
  • Niektórzy wierzą też, że maksymalny czas tekstu w poczekalni wynosi pięć dni. Trzeba powoli, małymi kroczkami, jak nauka o nieistniejącym Mikołaju
  • Dobra Cobra
  • 13/08/2019 15:03
  • Niektórzy znow wierzą, że jak zostawisz 40 komentarzy różnym osobom to te 40 osób wróci do ciebie i da tobie takze 40 komentów
  • Dobra Cobra
  • 12/08/2019 18:38
  • Najprostsza rzecz to załatwić sobie klakierów ;)
  • Joefrind1
  • 11/08/2019 00:51
  • Nikt nie komentuje mojego wiersza :(
  • Joefrind1
  • 10/08/2019 20:52
  • A to przepraszam, juz nie przeszkadzam
  • Dobra Cobra
  • 10/08/2019 19:20
  • Prozaicy piszą kolejne wersy, poeci kolejne rymy spisują. Nikt nie ma czasu ma oglądanie pogody, gdy Ojczyzna w potrzebie.
  • Joefrind1
  • 10/08/2019 16:25
  • Ale dzisiaj fajna pogoda
Ostatnio widziani
Gości online:17
Najnowszy:8oliviae9822eb0
Wspierają nas