Przydrożne krzyże - Miroslaw Sliwa
Publicystyka » Eseje » Przydrożne krzyże
A A A
Od autora: Stoją skromnie na poboczach czy na rozstajach dróg i szepczą tajemnicze opowieści. Wystarczy tylko się w nie wsłuchać.

„Przecież mamy XXI wiek” – slogan najczęściej używany przez ludzi, którzy pragną aby uważano ich za nowoczesnych racjonalistów.

 

 

 

O Boże, czarny kot przebiegł mi drogę! Tfu, tfu,tfu…

 

W latach 90. XX wieku w Nowym Jorku zarejestrowanych było około 20 tysięcy wróżek, uzdrowicieli i szamanów. Całe mnóstwo; prawda? No, ale przecież, to popyt rodzi podaż. Ilości wróżek i wróżbitów, jasnowidzów i innych tego typu indywiduów w naszym kraju obecnie, oszacować dokładnie się nie da, jest ich jednak co najmniej 15 tysięcy i mimo tego, iż za swoje przepowiadania słono sobie liczą, na brak zainteresowanych oferowanymi przez siebie usługami narzekać nie mogą.

Hm.

 

Wszyscy wyznawcy Chrystusa, począwszy od pierwszego nawróconego, a skończywszy na nas, współczesnych, byliśmy i jesteśmy, po prostu ochrzczonymi poganami. Stwierdzenie jest jak najbardziej prawdziwe, chociaż zapewne dziwnym wydaje się ludziom świadomym ponad tysiącletniego, chrześcijańskiego dziedzictwa religijnego i kulturalnego w Polsce, bo o naszej kulturze sakralnej i w ogóle duchowej będę tutaj pisał.

Tysiąc lat tradycji chrześcijańskiej w zestawieniu z, co najmniej, kilkunastokrotnie dłuższym okresem kształtowania duchowości naszych przodków przez wierzenia pogańskie, jest zaledwie mgnieniem oka w dziejach człowieczego namysłu nad istotą tego co jest, jak jest i dlaczego jest.

Mówiąc wprost; jakaś nieuświadomiona pamięć o kształcie przeczuć metafizycznych u naszych praojców sprzed wielu tysiącleci, jakaś tęsknota za nimi, jakaś potrzeba życia ich życiem tkwi w nas, gdzieś w czeluściach naszych umysłów i wykorzenić się jej nie da.

 

O wierzeniach przedchrześcijańskich Słowian wiadomo niewiele, jednak coś by tam o tym można było prawić, nam tutaj, niech wystarczy, że świat naszych przodków nie oddzielał wyraźnie sfery profanum od sfery sacrum. Ontologia mieszała się z teologią, a to, co nadprzyrodzone i uświęcone przejawiało się we wszelkich aspektach codziennego życia. Niezwykle istotną rolę w kosmogonii Słowian odgrywało Drzewo Kosmiczne z Wyrajem - Rajem w koronie i Nawią – krainą zmarłych w korzeniach, pień zaś określał ziemską egzystencję. Nasi antenaci na axis mundi obrali sobie stare, potężne dęby.

Kolejnym, ważnym, a mało znanym faktem jest, a jakże, występowanie krzyża w kulturze naszych pogańskich przodków. Co prawda ten prasłowiański krzyż nie miał nic wspólnego z męką Chrystusa, symbolizował natomiast życie i ogień, będąc centrum kultu sił przyrody, a w szczególności słońca. Miał być ponadto zwiastunem szczęścia i dobrobytu, sprowadzać deszcz oraz zapewniać przychylność bogów.

 

Jednym z przesłań, które Jezus skierował do swoich uczniów brzmiało „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody” (Mt 28 , 19). Monoteizm jest trudny, bo wymaga myślenia kategoriami idealnymi i absolutnymi. Do dzisiaj się tego nie nauczyliśmy, więc nic dziwnego, że św. Paweł podczas pierwszej próby ewangelizacji pogańskich Greków na Aeropagu poniósł klęskę; nie przekonał prawie nikogo, lecz nie poddał się, wbrew wszystkiemu. Zarówno on sam jak i jego następcy pojęli, że do ludzi, którym chcą nieść Ewangelię muszą zwracać się w języku przez nich zrozumiałym, że muszą uszanować ich kultury i tradycje nie roniąc i nie przeinaczając nic z istoty Dobrej Nowiny, której szerzenie zostało im powierzone. Krótko mówiąc, muszą chrzcić i przysposabiać do chrześcijaństwa wszystkie zwyczaje, które tylko do zaadoptowania są możliwe.

Pewne uniwersalia występują we wszystkich kulturach i religiach świata, więc te niesprzeczne z nauką Chrystusa teologia pastoralna nazwała analogiami zbawczymi.

 

Apostołowie naszych ziem odnaleźli owe analogie w wierzeniach zamieszkujących je ludów. Odkryli je w sakralnej roli drzewa, w znaczeniu krzyża, a także w przywiązaniu naszych praszczurów do białej magii.

Ewangelizacja Polski nie szła wcale gładko i nie chodzi mi tutaj jedynie o wydarzenia, które historiografia nazywa reakcją pogańską. Wiadomo; co ma urosnąć mocne, musi rosnąć powoli. Pewno tak właśnie się działo. Raz Nowa Nauka korzeniła się płytko, raz głęboko, ale się korzeniła Z czasem miejsca po powycinanych świętych gajach, po powalonych świętych dębach zaczęły zastępować drewniane krzyże, drewniane kapliczki i świątki.

Nie ma w tym nic nagannego.

 

Martwe drewno w naszym klimacie materiałem nazbyt trwałym nie jest, dlatego najstarszych artefaktów archeologicznych małej architektury sakralnej związanej z chrześcijaństwem w naszym kraju przetrwało naprawdę niewiele. W Jaworznie znajdują się kapliczki z XIII wieku. Podobno najwięcej starych kapliczek zachowało się na Mazurach. Trudność w ich datowaniu polega jednak głównie na tym, że na miejscu starego zbutwiałego krzyża lub kapliczki stawia się po prostu nową Bożą Mękę, a pamięć o tej pierwszej, o tym dlaczego ją postawiono, ginie gdzieś w pomroce dziejów.

I tak powoli, niedostrzegalnie, poprzez wieki właśnie Drzewo Krzyża Świętego stało się dla nas osią świata. Krzyż stał się dla nas nowym axis mundi.

 

Dzisiaj prawie w ogóle nie zdajemy sobie sprawy z tego, że do końca XIX wieku ludność wiejska, ale i ta małomiasteczkowa, była właściwie kompletnie immobilna. Człowiek rodził się, żył i umierał w tej samej wsi lub miasteczku. Cały świat mieścił mu się w promieniu 10-15 kilometrów. (W latach 1983-85 odbywałem Zasadniczą Służbę Wojskową w Zgorzelcu. Okazało się, że w drużynie miałem dwóch kolegów, dla których wyjazd do jednostki wojskowej był pierwszym w ich życiu exodusem z ich małej mieścinki leżącej gdzieś na północnym wschodzie. Wcześniej nawet nosa poza nią nie wyściubili.)

Oto jak Pani Zofia Białas w artykule „Historia w kapliczki i krzyże przydrożne wpisana” scharakteryzowała rolę krzyża w życiu takich właśnie ludzi:

„Stary krzyż stojący na skraju wsi, na jej początku lub końcu, milczący świadek codziennego życia mieszkańców, był gwarancją bezpieczeństwa. Zaznaczał teren „oswojony”. Za krzyżem zaczynał się obcy świat, do którego wstępowali tylko odważni. Wieś i miasteczko najczęściej opuszczali wezwani do wojska, idący szukać chleba na służbie, wyjeżdżający na emigrację zarobkową oraz pielgrzymi zdążający do Częstochowy. Pod krzyż albo pod kapliczkę odprowadzała matka syna, żona męża, bliscy wyruszających na pielgrzymi szlak pątników. Pod krzyżem, jeśli kościół był daleko, w Wielką Sobotę kapłan święcił pokarmy, a w Dni Krzyżowe święcił pola i modlił się z wiernymi o dobre urodzaje. Do krzyża wychodził kapłan po zmarłego, by zaprowadzić go do kościoła, a potem na cmentarz.”.

 

Czy jednak przydrożne krzyże wpisują się jedynie w krajobraz wiejski? Ależ skąd! Społeczności metropolitalne mają ich wokół siebie równie wiele, co mieszkańcy najbardziej zapyziałych nawet prowincji. Muszą się jedynie uważnie rozejrzeć, a z pewnością je dostrzegą. Jastrzębie – Zdrój, miasto, w którym mieszkam, co prawda metropolią nie jest, ale te swoje 100 tysięcy mieszkańców ma i w zamyśle komunistycznych architektów miało być miejscem zupełnie zdesakralizowanym, a i tak funkcjonuje w nim ponad 80 kapliczek i przydrożnych krzyży.

 

Krzyż z reguły kojarzy nam się z funkcją sakralną, ale poszczególne motywacje ich fundatorów bywały i bywają naprawdę bardzo różne i często bardzo ciekawe. Mijamy je obojętnie i nie uświadamiamy sobie ile to nie zapisanych dramatów, śmierci, nieszczęść, strachów i obaw, ale i wydarzeń zbawiennych, a czasami historycznych kryje się za tymi przydrożnymi symbolami Męki Pańskiej.

Panowie Mariusz Antolak i Wiesław Szyszkowski w pracy noszącej tytuł „Funkcjonowanie krzyża przydrożnego w krajobrazie kulturowym Polski” piszą na ten temat:

„Kiedyś jednym z powodów ich stawiania były motywacje wierzeniowo-demonologiczne. Krzyże miały bowiem na celu sakralizację przestrzeni uważanej za demoniczną. Miejsca w których straszyło, gdzie pojawiały się duchy, przez obecność krzyża stawały się wolne od złych mocy. W tym przypadku przydrożne obiekty sakralne pełniły funkcję zabezpieczającą. Krzyż pełnił też często rolę "opiekuna domu".

Motywacje wierzeniowo-magiczne powiązane były z prewencją epidemiologiczną. Postawienie krzyży w granicach miasta i na rozstajach dróg miało uchronić wioskę przed nadchodzącą epidemią cholery, tyfusu lub "hiszpanki". Krzyże tego typu posiadały w wielu przypadkach dwa poprzeczne ramiona.

Motywacje typowo religijne odwołują się do przekonań i wartości wyznania katolickiego. Krzyże pojawiały się na pamiątkę przeprowadzonych rekolekcji misyjnych lub jako wyraz wiary fundatorów. Niekiedy obiekty tego typu stawiano w sytuacji, gdy w najbliższej okolicy nie było świątyni.

Przydrożne obiekty sakralne były również rodzajem wotum mieszkańców, rodziny bądź jednostki za otrzymane łaski, ocalenie życia, uchronienie domostwa przed

żywiołami, za obfite plony (motywacje dziękczynne).

Część z przydrożnych krzyży była stawiana w celu upamiętnienia miejsca pochówku, szczególnie ofiar epidemii oraz poległych żołnierzy (liczne są obiekty pochodzące z okresu I wojny światowej).

Kolejnym z powodów, dla którego stawiano tego typu obiekty są motywacje ekspiacyjne (krzyże pokutne).

Jednym z ważniejszych powodów stawiania krzyży było oznaczanie miejsc granicznych. Pod krzyżami, które stawiano na czterech krańcach wsi wkopywano niekiedy teksty Ewangelii (Kurpie).

Specyficznym typem obiektów sakralnych są krzyże przyszlakowe, stawiane przy szlakach turystyki pieszej w górach oraz na samych szczytach górskich. Powody ich stawiania są różne, np. krzyż na Giewoncie ustawiono na pamiątkę 1900 urodzin Jezusa Chrystusa”.

 

Mam i ja w pobliżu swojego domu dwa przydrożne krzyże, których historia nader ciekawą się wydaje.

Pierwszy z nich usytuowany jest w pobliżu starego dworku przy ul. Lompy. Dwór powstał na przełomie XVIII i XIX wieku. W 1858 roku należał do Anny von Stengel, od imienia której przez jakiś czas zwano go "Annaruh" (Spokój Anny). Następnym właścicielem był Wincenty Wronowski, ziemianin, który jeszcze w 1876 roku był właścicielem majątku. Do 1920 roku budynek należał do Roberta Mende. W tymże roku został zakupiony przez braci Mikołaja i Józefa Witczaków. Aktualnie budynek określa się nazwą „Dworek Witczaków”, co nie dziwi, bo rodzina Witczaków niezwykle zasłużyła się najpierw w krzewieniu polskości na tych ziemiach, a następnie w przywróceniu ich do Macierzy.

 

Przed budynkiem ściele się połać parku, w którym oprócz buków, dębów i kasztanów rośnie jeszcze kilka zdziczałych drzew owocowych. Na skraju parku tuż przy wąskiej, wewnątrzosiedlowej uliczce stoi krzyż. Jest zupełnie nowy. Nic nadzwyczajnego, ale kto przyjrzy się uważniej ten dostrzeże jak w pień pobliskiego dębu „wtula” się jego poprzednik. Oparty górną, przekrzywioną belką o pokręcony konar drzewa, ten już mocno zbutwiały krzyż, wygląda tak jakby się w niego wplatał, jakby w niego wrastał. Dochodzi tak swoich dni. Uwierzcie mi; ten obraz robi wrażenie. Dojrzany z nagła powoduje u obserwatora uczucie prawie materialnego zderzenia z metafizyką. Jest w tym przedstawieniu jakaś groza, ale i ogromny smutek za minionym. Ten spróchniały staruszek jest wprost ucieleśnieniem przemijania, a przez to swoistym memento dla wszystkich, którzy go mijają i jako taki, w tym swoim zanikaniu jest piękny i majestatyczny.

Motywem jego wzniesienia stała się pewna tragiczna historia. Krzyż pochodzi, najprawdopodobniej z pierwszej połowy XIX wieku, więc wtedy musiało dojść do tego fatalnego zdarzenia. Trochę szkoda, że dzisiaj w świadomości okolicznych mieszkańców funkcjonuje ono już jedynie jako swoista legenda, bo nie wiadomo nawet, której rodziny w zasadzie dotyczy.

Mieszkaniec ulicy Lompy pan Bolesław Gajda tak o tym opowiada:

„Ten stary dom jest zameczkiem dawnego ziemianina, właściciela tej części Jastrzębia. W tamtych czasach nie było tu jeszcze żadnych prywatnych domów, prócz tego zameczku: zabudowań gospodarczych, mieszkań robotników dworu. Na dworze tym panował porządek i wielka dyscyplina pracy. Właściciele zameczku mieli podobno bardzo urodziwą, dorosłą córkę. Każdy członek rodziny miał swoje ściśle określone obowiązki. Dziedzic posiadał pola, lasy i stajnie. Jego żona – dom i kuchnię, a córka – służące i obory. Pewnej niedzieli przyjechał do córki narzeczony. Siedzieli sobie na ławce w ogrodzie – parku. Pod wieczór, kiedy nadszedł czas dojenia i karmienia bydła, córka jak zawsze miała wszystkiego dopilnować. W ten niedzielny wieczór nie poszła, prosząc starszą służącą, by ją zastąpiła w jej obowiązkach. Matka znalazłszy w ogrodzie córkę z narzeczonym, rozgniewana tym, że córka nie wypełnia swoich obowiązków, uderzyła ją w twarz. Córka czując się urażona i poniżona uciekła, nie poszła jednak do swoich obowiązków, lecz zabrała z pokoju ojca pistolet. Był już wieczór. Około 500 metrów od domu był nieduży wąwóz, który do dzisiaj istnieje. Tam się zastrzeliła. Zrozpaczeni utratą swej córki, rodzice postawili krzyż na swej posiadłości, w miejscu w którym ich córka lubiła przebywać”.

I tak już zostało. Rodzinne nieszczęście, chęć odkupienia win, ale i życzenie aby ten krzyż modlił się stale za duszę tego młodego, tak nagle przerwanego życia, wrosły się razem z nim w świadomość mieszkańców okolicy i w jej panoramę. Dla porządku dodam, że poświęcenie współczesnego krzyża miało miejsce podczas uroczystej Mszy św. odprawionej w niedzielę 26 września 1999 roku.

 

Jest i drugi krzyż, usytuowany przy skrzyżowaniu ulic Połomskiej, Bednorza i PCK. Na pierwszy rzut oka, no zwykły banał, ale to pierwsze wrażenie jest bardzo mylące. Historia tego obiektu zdaje się być bardzo tajemniczą. Pani Anna Gnidy w pracy zatytułowanej „Krzyże i kapliczki przydrożne w Jastrzębiu – Zdroju i okolicy” tak o nim pisze:

„… zdaje się być w tym miejscu od zawsze. W dokumentacji znajduje się wzmianka, że nie wolno usunąć tego krzyża. W 1927 roku rodzina, która nabyła owo pole, ufundowała w miejsce poprzedniego nowy krzyż, dla podtrzymania tradycji. Z racji złego stanu w 1990 roku kolejny z właścicieli ziemi postawił nowy krzyż, dając świadectwo religijności ludzi z tej ziemi. Na krzyżu zostały umieszczone daty 1927 – 1990; to okres trwania poprzedniego krzyża”.

Intrygująca sprawa z tym „od zawsze”, więc aby ją wyjaśnić przeprowadziłem swoje własne, małe dociekanie. Zbadałem dokumenty znajdujące się w pobliskiej parafii, pogadałem ze starszymi mieszkańcami okolicznych domów, ale i tak o genezie powstania krzyża niczego nowego się nie dowiedziałem. Wszyscy zgodnie powtarzali jedno zdanie; „On stoi tu od zawsze i nie wolno go usunąć”. Niejako odpryskiem poznałem historię tej Bożej Męki w okresie PRL-u. Komunistyczne władze kilkakrotnie próbowały wyeliminować ten krzyż z rozstaja dróg, między osiedlem, a polami, ale za każdym razem spotykały się z tak zaciętym sprzeciwem lokalnej społeczności, że w końcu odstąpiły od niecnego zamiaru desakralizacji owego miejsca.

Cóż jednak z przyczyną dla której go tutaj postawiono? Nie dawało mi to spokoju.

Ponieważ, jak wiadomo, natura próżni nie znosi, postawiłem więc, hipotezę, której pewno nijak uzasadnić się nie da, może jednak coś w tym przypuszczeniu jest.

Otóż; latem 1683 roku wojska króla Jana III Sobieskiego właśnie tędy, szlakiem, wzdłuż którego dzisiaj przebiega ulica Połomska, zdążały pod Wiedeń na walną rozprawę zbrojną z armią sułtana Mehmeda IV. Tradycja głosi, że król Jan w drodze powrotnej, dla upamiętnienia zwycięstwa sadził drzewa; dęby, buki, a nawet lipy. W pobliskich Marklowicach rośnie potężny buk noszący imię Sobieskiego. Rozmiary tego drzewa wskazują na to, że istotnie może ono pamiętać drugą połowę XVII wieku.

Nie mając o co zaczepić myśli skojarzyłem „krzyż stojący od zawsze” z przemarszem zwycięskich wojsk spod Wiednia.

Czy to prawda? Tego nie wiem i pewno nigdy się tego nie dowiem, ale faktem jest, że krzyże stawiano również dla upamiętnienia wielkich wydarzeń historycznych.

 

I tak cicho, pokornie towarzyszą nam te symbole Męki Chrystusa w naszej codzienności. Przechodzimy obok nich obojętnie lub wręcz z zakłopotaniem. Nieliczni spośród nas, a i tak w zawstydzeniu i raczej pokątnie żegnają się przechodząc mimo.

 

Przecież mamy XXI wiek, a tu taki” buraczany” rustykalizm!!! Co o nas powie Europa?

 

Czy Ty, racjonalny Polaku, któremu całodzienny humor potrafi popsuć niekorzystny horoskop przeczytany w kolorowym szmatławcu uważasz, że „wykoszenie” tych wstydliwych, według Ciebie, symboli z naszego krajobrazu uczyni Cię w oczach europejskiej opinii publicznej kimś nader światłym? Spodziewasz się, że zaparcie się własnej tożsamości otworzy Ci podwoje salonów europejskich?

Jakie to przenicowanie umysłów spowodowało, że korzystanie z usług wróżek stało się niesprzeczne z deklarowanym przez Ciebie, droga Polko, rozumowym podejściem do rzeczywistości, podczas gdy przydrożna kapliczka wywołuje u Ciebie jedynie obrzydzenie i obraża Twoją wrażliwość estetyczną?

 

Przecież nikt nie zaprzeczy, że w taki właśnie sposób opisują nam, nas samych, jako pożądany efekt finalny, media, sondażownie i wszyscy ci zideologizowani macherzy od socjologii i socjotechniki. Takimi dlaczegoś chcą nas widzieć. Na takich przecież starają się nas urobić.

 

Przeczucia metafizyczne są immanentną cechą konstytuującą człowieka i basta. W dziejach ludzkości zaowocowały one religiami i kulturami. Nawiasem mówiąc religia i kultura, to właściwie siostry syjamskie. Może jestem niedouczony, ale nie znam żadnej, ateistycznej kultury, chociaż znam próby tworzenia takowych i wiem, że spełzły one na niczym. Widocznie tak się tego nie robi.

 

Przydrożne krzyże, które przez wieki wrosły w polski pejzaż, są, według mnie, dowodem głębokiej wrażliwości i mądrej przenikliwości naszych przodków. Jeśli dzisiaj potrafimy je ciągle szanować, to i o nas nie najgorzej świadczy.

Przecież każdy z tych krzyży, każda kapliczka skrywa jakąś tajemnicę, jedyną i niepowtarzalną, z istoty samej domagającą się odkrycia i ujawnienia.

Warto więc, może zatrzymać się przed nimi w biegu, zastanowić się, spróbować poznać ich dzieje.

Prawdziwe skarby stoją na poboczach naszych dróg. Ubogacić nimi może się każdy. Wystarczy tylko chcieć.

 

Mirosław Śliwa

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Miroslaw Sliwa · dnia 14.04.2015 09:25 · Czytań: 1988 · Średnia ocena: 4,43 · Komentarzy: 25
Komentarze
al-szamanka dnia 14.04.2015 10:57 Ocena: Świetne!
Wiem, że masz sporo przecinkowych błędów, ale nie jestem ich pewna.
Dlatego nie poprawiam.

Cytat:
Opar­ty górną, prze­krzy­wio­ną belką o po­krę­co­ny konar drze­wa, ten już mocno zbu­twia­ły krzyż, wy­glą­da tak jakby się w nie(go) wpla­tał, jakby w nie(go) wra­stał.

Cytat:
Z cza­sem miej­sca po po­wy­ci­na­nych świę­tych ga­jach, po po­wa­lo­nych świę­tych dę­bach za­czę­ły za­stę­po­wać drew­nia­ne krzy­że, drew­nia­ne ka­plicz­ki i świąt­ki.
Nie ma w tym nic na­gan­ne­go.

Jest( to wycinanie i powalanie)
Cytat:
Prze­czu­cia me­ta­fi­zycz­ne są im­ma­ment­ną cechą kon­sty­tu­ują­cą czło­wie­ka i basta.

im­ma­nent­ną

Bardzo ładnie opowiedziałeś nam tu o krzyżach.
Co prawda z religią nie mam nic wspólnego, ale dopóki jej symbole używane są jako znaki pokory, pamięci, miłości, dopóki upamiętniają piękne i znaczące wydarzenia, nie mam nic przeciwko nim. Ba, jestem miłośniczką cichych, zagubionych kapliczek leśnych, na które często i niespodziewanie trafiam... i uśmiecham się do nich, gdyż emanują prawdziwym, ludzkim ciepłem, urzekają tajemnicą.
Zresztą świetnie to ująłeś:
Cytat:
Prze­cież każdy z tych krzy­ży, każda ka­plicz­ka skry­wa jakąś ta­jem­ni­cę, je­dy­ną i nie­po­wta­rzal­ną, z isto­ty samej do­ma­ga­ją­cą się od­kry­cia i ujaw­nie­nia.

Warto więc, może za­trzy­mać się przed nimi w biegu, za­sta­no­wić się, spró­bo­wać po­znać ich dzie­je.

Praw­dzi­we skar­by stoją na po­bo­czach na­szych dróg. Ubo­ga­cić nimi może się każdy. Wy­star­czy tylko chcieć.


Tak właśnie jest. Tymi ostatnimi zdaniami ująłeś mnie wyjatkowo.

Podobało się:)
Pozdrawiam:)
Miroslaw Sliwa dnia 14.04.2015 14:02
Serdeczne dzięki Aldonko za wychwycenie byków i dobre słowo. Na Ciebie zawsze można liczyć.
Wiesz, ja tam nie chcę nikogo nawracać. Chodzi mi tylko o to, że ci współcześni racjonaliści wycierają sobie gęby spójnymi systemami teologicznymi, właśnie w imię racjonalizmu, a potem z upodobaniem pchają się w byle zabobon i w tym akurat nie widzą żadnej sprzeczności.
I uwierz mi znam takich, którzy wstydzą się tego, że w polskim krajobrazie ciągle "ta wiocha" funkcjonuje.
Jeszcze raz dziękuję.
Pozdrawiam. :)

Mirek
Vanillivi dnia 15.04.2015 20:45
Mirosławie, mam bardzo mieszane uczucia wobec tego tekstu, do tego stopnia, że cieszę się, iż nie ja musiałam decydować o zakwalifikowaniu go na górną bądź dolną półkę, miałabym nie lada problem.
Pozwolisz, Mirosławie, że w tym komentarzu skupię się na treści, natomiast, faktycznie w tekście jest trochę błędów interpunkcyjnych, jeśli zależy Ci na tym, to później postaram Ci się pomóc je wyłapać.
Obszerne fragmenty tego tekstu są napisane ciekawie i erudycyjnie, szczególnie podobał mi się tam, gdzie przywołujesz fakty, ciekawostki historyczne. Mam wrażenie jednak, że całość jest lekko niespójna, nieprzemyślana, że Twoja argumentacja się nie broni.
Jak rozumiem, chcesz napiętnować hipokryzję osób, które mienią się racjonalnymi, wstydzą oznak religijności, a jednocześnie np. korzystają z usług wróżek.
Widzę jednocześnie pewną niekonsekwencję w tym, do kogo się zwracasz. Do katolików? Do ateistów? Mam wrażenie, że za bardzo to mieszasz. Znam środowisko ateistów (moje poglądy są bliskie ateizmowi, ignostycyzmowi) i muszę Ci powiedzieć, że tacy zdeklarowani ateiści, czy agnostycy to najczęściej są osoby do bólu racjonalne, często o zainteresowaniach naukowych, filozoficznych, których pomysł pójścia do wróżki może jedynie śmieszyć.
Tyle, że taka postawa jest w Polsce wciąż bardzo rzadka, tutaj większość osób to teoretycznie ochrzczeni katolicy, wierzący w jakąś formę Boga osobowego, w praktyce jednak nieakceptujący całości nauczania Kościoła. I w tej grupie właśnie korzystanie z usług wróżek czy wiara w głupie zabobony jest popularna. Tyle, że znowu, te osoby nie odżegnują się całkowicie od wiary i najczęściej nie roszczą sobie prawa do nazywania ich całkowicie racjonalnymi.

Cytat:
Prze­cież mamy XXI wiek, a tu taki” bu­ra­cza­ny” ru­sty­ka­lizm!!! Co o nas powie Eu­ro­pa?

O ile, do tego fragmentu, Twój tekst czytał mi się, z pewnymi drobnymi wyjątkami, dobrze i ciekawie, to dalej mam wrażenie, popadasz w ton rodem z frondy czy tabloidów.
Zwykle sprzeciw wobec obecności krzyża w miejscach publicznych argumentowany jest albo koniecznością rozdziału państwa i Kościoła, albo po prostu ludzie tego nie wspierają, gdyż nie czują tych wartości, tak jak Ty prawdopodobnie nie byłbyś zainteresowany pomnikiem buddy albo ulotkami jehowych. Potrzeba budowania nowoczesnego państwa, opartego o wartości ludzkie, racjonalne, "oświeceniowe", w którym jest miejsce dla ludzi o różnych światopoglądach, to zupełnie co innego.

Cytat:
Czy Ty, ra­cjo­nal­ny Po­la­ku, któ­re­mu ca­ło­dzien­ny humor po­tra­fi po­psuć nie­ko­rzyst­ny ho­ro­skop prze­czy­ta­ny w ko­lo­ro­wym szma­tław­cu uwa­żasz, że „wy­ko­sze­nie” tych wsty­dli­wych, we­dług Cie­bie, sym­bo­li z na­sze­go kra­jo­bra­zu uczy­ni Cię w oczach eu­ro­pej­skiej opi­nii pu­blicz­nej kimś nader świa­tłym?

Nie podoba mi się, że zwracasz się bezpośrednio do rozmówcy, przypisując mu rzeczy, które niekoniecznie jego dotyczą. Nie wiem, jak mam się odnaleźć w tym zdaniu, skoro horoskopów nie czytuję.

Cytat:
Spo­dzie­wasz się, że za­par­cie się wła­snej toż­sa­mo­ści otwo­rzy Ci po­dwo­je sa­lo­nów eu­ro­pej­skich?

Uważam, że tożsamość nie jest czymś, co się dziedziczy z krwią matki, lecz coś, co każdy z nas sam wypracowuje, w oparciu o bardzo wiele składowych, z których lokalne tradycje i symbole są tylko pewną częścią.
I nie mam żadnego poczucia niższości, kompleksów wobec jakichś wyimaginowanych "salonów europejskich" wręcz przeciwnie, spędziłam pewien czas studiując, pracując za granicą i jest dla mnie czymś naturalnym już, że obracam się międzynarodowym środowisku.

Cytat:
Jakie to prze­ni­co­wa­nie umy­słów spo­wo­do­wa­ło, że ko­rzy­sta­nie z usług wró­żek stało się nie­sprzecz­ne z de­kla­ro­wa­nym przez Cie­bie, droga Polko, ro­zu­mo­wym po­dej­ściem do rze­czy­wi­sto­ści, pod­czas gdy przy­droż­na ka­plicz­ka wy­wo­łu­je u Cie­bie je­dy­nie obrzy­dze­nie i ob­ra­ża Twoją wraż­li­wość es­te­tycz­ną?

Jak wyżej, pytanie z tezą, wielu czytelników zapewne się pod nim nie podpisze, ja na przykład.

Cytat:
Prze­cież nikt nie za­prze­czy, że w taki wła­śnie spo­sób opi­su­ją nam, nas sa­mych, jako po­żą­da­ny efekt fi­nal­ny, media, son­da­żow­nie i wszy­scy ci zi­de­olo­gi­zo­wa­ni ma­che­rzy od so­cjo­lo­gii i so­cjo­tech­ni­ki. Ta­ki­mi dla­cze­goś chcą nas wi­dzieć. Na ta­kich prze­cież sta­ra­ją się nas uro­bić.

Mam dużo wątpliwości. Zwłaszcza, że czuję, że to Ty, autorze, na siłę próbujesz mnie wepchnąć w jakiś schemat, w którym się nie mieszczę.

Cytat:
Prze­czu­cia me­ta­fi­zycz­ne są im­ma­nent­ną cechą kon­sty­tu­ują­cą czło­wie­ka i basta.

Być może znajduje się uzasadnienie dla tej tezy, szkoda jedynie, że Twoja argumentacja kończy się na "i basta".

Cytat:
Może je­stem nie­do­uczo­ny, ale nie znam żad­nej, ate­istycz­nej kul­tu­ry, cho­ciaż znam próby two­rze­nia ta­ko­wych i wiem, że speł­zły one na ni­czym. Wi­docz­nie tak się tego nie robi.

Rzecz w tym, że o ile dla wierzącego jego wiara i religia są najważniejsze, o tyle dla ludzi niewierzących jest to jedna z wielu składowych światopoglądu, często mniej znaczących. Podstawy ustrojów nowożytnych państw, wartości oświeceniowe, były tworzone przez ludzi, którzy kwestionowali rolę religii katolickiej: ateistów, agnostyków, deistów. Dzisiaj również np. środowisko naukowców jest najbardziej zateizowanym. Ale to nie jest postawa powszechna, raczej typowa dla pewnych elit.
Sugerujesz, zapewne, że kulturą, niosącą "wartości ateistyczne", był komunizm, Związek Radziecki etc, tylko że większość współczesnych ateistów nie ma absolutnie nic wspólnego z tą ideologią (poza właśnie odrzuceniem wiary w Boga). Stosunek do religii i poparcie dla określonego ustroju należy rozpatrywać osobno.

Mam nadzieję, Mirosławie, że nie potraktujesz tego komentarza jako atak na Ciebie lub na Twój światopogląd, gdyż nie taki był mój zamiar, chcę po prostu zachęcić Cię do przemyślenia pewnych kwestii, pozostając w pełnym szacunku dla tego, co dla Ciebie ważne.
Pozdrawiam serdecznie.
Miroslaw Sliwa dnia 15.04.2015 23:41
Vanillivi, dzięki za naprawdę ciekawy komentarz.

Jak już odpisałem Aldonie, nie mam najmniejszego zamiaru nawracać kogokolwiek.

Przecież to jest esej, czyli próba jak to się z francuskiego tłumaczy. Postawiłem tezę i usiłowałem jakoś swoje stanowisko uargumentować. Ciebie nie przekonałem, ale może pięć innych osób... może tak...

Zresztą główną tezę zrozumiałaś znakomicie. Uważam, że w tej kwestii kruszenie kopii byłoby zwykłą głupotą.

Myślę, że o tożsamość kulturową jeszcze też przyjdzie nam się nie raz spierać, ale droga Vanillivi, spróbuj rozwikłać tajemnicę choćby jednego krzyża, choćby jednej kapliczki w pobliżu Twojego miejsca zamieszkania, a uelastyczni Ci się pogląd na... hm, chyba całokształt Otoczenia. Może życia. Nie wiem. Spróbuj. To jest przygoda.

Pozdrawiam. :)

Mirek
Heisenberg dnia 16.04.2015 18:36
Mnie nie przekonałeś, bo i do niczego przekonywać mnie nie trzeba. Jak zrozumiałem, Mirosławie, w tezie mieści się "obrona kapliczek i przydrożnych krzyży" czy też, mówiąc inaczej, sprzeciw wobec pomysłu usuwania takowych. Hmm... dla mnie taki pomysł - jeśli przez kogoś jest postulowany - generalnie nie ma sensu, szczególnie w przypadku tych starszych kapliczek. A dlaczego nie usuniemy, nie wiem, pomników Światowida? Rozumiem, że islamiści niszczą zabytki sprzed setek czy tysięcy lat, bo obrażają one ich światopogląd, ale cywilizowani Europejczycy? Moim zdaniem, to nawet nie jest spór na tle religijnym, tylko raczej o podejście do tradycji.

Co innego, jeśli chodzi o krzyże w klasach szkolnych czy w sejmie. Chociaż - zawsze mnie to zastanawia - co ludziom niewierzącym te krzyże przeszkadzają? No a na przykład, gdyby w Polsce żyła duża grupa muzułmanów, powiedzmy kilkadziesiąt % (co na przestrzeni dekad pewnie stanie się faktem, a jeśli nie w Polsce, to przynajmniej w większości Europy), zasiadaliby w sejmie, chodzili do szkól itd., i chcieliby sobie zaczepić półksieżyc w budynkach publicznych, to co? Niech sobie wisi obok krzyża i już. A nie, bo przecież to urazi uczucia niewierzących. Może wiec zamiast półksiężyca, podobne doń kształtem tęcze? Jedna już jest w miejscu publicznym, a niczyich uczuć obrazić nie może, bo przecież to tylko kolorowy symbol niczego (pani Wójcik sądzi inaczej, ale co ona tam wie).

Te "horoskopy", "wróżbici" itd. średnio mi tu pasują. Tzn. podoba mi się to zestawienie - "racjonalizm" + zabobony. Ateizm modny, ale jak wróżka powie, że się niedługo umrze, to człowiek zaczyna się bać i liczy, że może jednak po tej śmierci coś jeszcze go czeka. Jednak... Jakoś tak nie skomponowało mi się to z całym tekstem. I zaznaczam, że "racjonalizm" napisałem w cudzysłowie, bo prawdziwemu racjonaliście wróżka czy horoskop raczej humoru nie zepsuje.

Dobry tekst, chociaż, mówiąc szczerze, lepiej sprawdziłby się jako takie wspomnienie historii tych krzyży, bardziej w formie opowiadania, jedynie z elementami felietonu. Tak mi się wydaje
Miroslaw Sliwa dnia 16.04.2015 19:11
Heisenberg dziękuję za wizytę i lekturę. Bardzo trafne spostrzeżenia umieściłeś w komentarzu.

Artefaktów świadczących o naszej przeszłości mamy tak mało, że każdy z nich należy wręcz pieścić. Mam na myśli wszystkie nasze starożytności, nie tylko te chrześcijańskie.

Jeśli idzie o tę niekonsekwencję światopoglądową; no cóż, człowiek lubi być postrzegany jako istota spójna i logiczna, ale tak naprawdę to emocje nami rządzą i tego chyba nie da się przeskoczyć.

Właściwie w tym tekście chodziło mi tylko o wzbudzenie zainteresowania jego czytelników historią konkretnych obiektów małej architektury sakralnej, które mają wokół siebie.
To naprawdę może stać się przygodą.

Dzięki, raz jeszcze.

Pozdrawiam serdecznie.

Mirek
Krystyna Habrat dnia 16.04.2015 19:55 Ocena: Bardzo dobre
Interesujący tekst, Można go czytać na różne sposoby, bo tak różne poruszasz tu wątki, choć skupione wokół tematu tytułowego. Mnie najbardziej przypadła do gustu myśl o przeczuciach metafizycznych u naszych praojców, z czego można wysnuć wiele dalszych poglądów filozoficznych czy psychologicznych. Psychologii w sensie jednostkowym - skąd u danego człowieka potrzeba religijności?- aż do teorii ogólnych np Junga z jego teorią archetypu.
Podobają mi się też historie i legendy znanych ci przydrożnych krzyży.
Poruszasz ciekawy temat i nawet mi nie przeszkadza, że widzę w tym pewną powierzchowność i nieco chaosu, bo robisz to z tak wielka żarliwością, że w sumie tekst, esej, bardzo mi się podoba, jako próba zwrócenia uwagi na metafizykę w naszym życiu. Nasze czasy sprzyjają najbardziej cielesności, temu co namacalne, warto więc spojrzeć i ku duchowości. Nawet jeśli próba ujęcia tego nie jest do końca doskonała, zasługuje na wysoką notę. 5.
Dodam tylko, że poznałam w życiu, a szczególnie w pracy zawodowej, dogłębnie bardzo, bardzo dużo ludzi i nie spotkałam nikogo, kto wierzyłby w jakieś wróżki, zabobony czy inne nieracjonalizmy, inaczej głupoty. To tylko teorie w celu umniejszania inteligencji wymyślonym teoretycznie ludziom. Wierzenie w to, to głupota.
Miroslaw Sliwa dnia 17.04.2015 00:20
Krysiu zawsze miło Cię gościć.

Bardzo dobrze odczytałaś moje intencje. Chodzi mi właśnie o to, żeby ludzie dostrzegli, że ich życie, ta cała bieganina, te wszystkie frustracje są w gruncie rzeczy psu na budę.

To co najważniejsze i tak się dzieje. Po cichu, w swoim tempie i nieodwracalnie. Może warto przystanąć?

Prawdą jest Krysiu, że to materiał na całkiem poważną i znacznie bardziej pogłębiona pracę, taką solidną i bez emocji, ale kto powiedział, że kiedyś tego nie zrobię.

Co się tyczy klientów wróżek czy innych tam jasnowidzów; myślisz, że Tobie, pani psycholog ktokolwiek z Twoich znajomych się przyzna do tego, że korzystał z tego typu usług? Nie wiem, może masz szczęście znać samych sensownych ludzi. Może? Zwróć jednak uwagę, że na tym wyrósł cały biznes.
Trochę mi to przypomina historię z disco polo. Kogo by nie zapytać, to ci odpowie: Nie, nie ja tych bzdur nie słucham. To jak to jest, że poważny wykonawca cieszy się kiedy sprzeda 20 tysięcy płyt, a dla disopolowca pół miliona to zwykłe norma.

Dziwny jest ten świat Krysiu, ale spokojnie; damy radę.

Dziękuję za lekturę i celne uwagi.

Pozdrawiam serdecznie. :)

Mirek
Krystyna Habrat dnia 17.04.2015 15:47 Ocena: Bardzo dobre
Hej, chyba masz rację, bo znachorzy mają się jeszcze dobrze. Problem tylko w tym, na ile poważnie traktuje się jakieś nieracjonalne wierzenie, przesąd. Co innego, gdy aktor - zgodnie ze zwyczajem swego środowiska - przydeptuje spadłe na ziemię kartki z tekstem roli, a co innego, gdy rodzice za radą znachora morzą głodem dziecko. Tylko samo słowo "zabobon" bywa nadużywane dla obrażania innych, tych niby z ciemnogrodu, i to wzbudza niesmak.
Quentin dnia 19.04.2015 18:31 Ocena: Bardzo dobre
Nowoczesność jako krzyż

Może tak chyba być, że dźwigamy teraz na barkach nowoczesność, pod którą upadamy od czasu do czasu.

Mnie od zawsze przydrożne krzyże kojarzą się z tragedią. Z niczym innym. Widząc krzyż, mam przed oczami historię człowieka, który w tym konkretnym miejscu stracił życie. Nigdy przez myśl nie przeszło mi, że jest to coś "buraczanego". Z drugiej strony krzyż jako symbol jest bardzo często nadużywany jak wszystko zresztą.

Dłubanie w temacie wiary, religii, dogmatów jest mocno niewdzięcznym zajęciem. Wiadomo przecież z góry, że to, co dla jednych jest symbolem, inni odbierają jako przejaw kiczu i badziewiarstwa. Myślę, że w tej kwestii nie warto się wypowiadać inaczej niż neutralnie. Jedyną emocją, jaka powinna nam towarzyszyć w tych sprawach i w życiu w ogóle, jest empatia. I tego nam wszystkim życzę.

Skłoniłeś mnie, Mirku, do zastanowienia się nad kilkoma kwestiami. Po raz pierwszy chcę zapytać kogoś, dlaczego w mojej miejscowości akurat w tym konkretnym miejscu stoi krzyż. Chętnie się tego dowiem.

Dzięki i pozdrawiam
Quen
Miroslaw Sliwa dnia 19.04.2015 19:38
Krystyno, widzisz mnie tak bardzo nie rażą tzw. wierzenia ludowe, a właściwie one mnie wcale nie rażą, bo są naturalnym dziedzictwem po przodkach, co współczesne zabobony.

Rozumiem je podobnie jak o. Józef Maria Bocheński, który napisał kiedyś taką niewielką, ale mądrą książeczkę pod tytułem "101 zabobonów". Bocheński do bólu logicznie zdyskredytował w niej wszystkie przesądy, którym oddają się ludzie przekonani o swoim racjonalizmie i tym samym udowodnił im jak "lipny" jest ten ich racjonalizm.

Tak swoją drogą, nie bardzo rozumiem na jakiej zasadzie niewierzący zawłaszczyli sobie pojęcie racjonalizm skoro 70% najwybitniejszych naukowców - przyrodników to ludzie wierzący i wiara z wiedzą nijak w ich umysłach nie koliduje.

Dziękuję Krysiu i trzymaj się zdrowo.
-----------------

Qentinie, dziękuję za wizytę, lekturę i mądry komentarz.
Twoje skojarzenia okazują się bardzo trafne, bo wiele krzyży upamiętnia, niestety, tragedie. Dzisiaj zresztą najczęściej stawia się je w miejscach, gdzie doszło do jakichś strasznych wypadków drogowych. Takie czasy.

Co się tyczy wiary, to przysięgam, że nikogo na nic nawracać nie zamierzam, bo się na tym nie znam. Zresztą taki ze mnie apostoł, jak... jak wiesz co.

Faktem jednak jest, że pasjami nie cierpię poprawności politycznej, którą uważam za straszny idiotyzm i czasami całkiem świadomie poruszam "trędowate" tematy, ale nie tylko po to, żeby wsadzić kij w mrowisko. Poprawność polityczna jest totalitarną ideologią i jako taka musi posługiwać się łgarstwami, więc za każdym razem kiedy bierzesz się za ich falsyfikowanie ujawniając zwykłą prawdę, to musisz liczyć się z tym, że na głowie z miejsca będziesz miał 1000 trolli. Taki los.

Bardzo się ucieszyłem, że ten tekścik zachęcił Cię do powęszenia w sprawie krzyży stojących w Twojej okolicy. Kto wie, może trafisz na jakąś perełkę?
Życzę Ci tego i... być może zaowocuje to jakimś ciekawym tekstem.

W każdym razie bardzo Ci dziękuję i pozdrawiam.
Mirek
Figiel dnia 20.04.2015 22:49 Ocena: Bardzo dobre
Krzyże zawsze stoją na rozstajach dróg, które uznawane są za miejsca ezoteryczne i prawdę mówiąc, nie dziwi mnie to, że rozumiane jako symbol katolicyzmu, w tak oczywisty sposób wpisuję się w duchowość "nieznanego" - dawnych wierzeń w demony i złe moce. To właśnie jest spuścizna odległej przeszłości, widomy związek współczesnych wierzeń z dawnymi. Nie wyobrażam sobie, by mogło ich nie być. Mają w sobie urok, magię i - jak sam, Mirku zauważasz - stoją za nimi różne historie, a także ludzka pamięć lub zapomnienie. Ciągle wspominam jeden przydrożny krzyż: miejsce pochówku żołnierzy francuskich z czasów Napoleona w małej, podwarszawskiej miejscowości. Żelazny, osadzony w prostokątnym kamieniu, gdzie nazwiska poległych są już ledwo widoczne, stoi przy granicy lasu, a jednak nie zapomniany, bo co i rusz płoną przy nim jakieś światełka stawiane przez mieszkańców.
Zachwyca mnie urok przydrożnych krzyży w maju i czerwcu, tych - ozdobionych kolorowymi wstążkami, ukwieconych. Zatrzymuje mnie dobiegający spod nich szmer zbiorowych modlitw i wydaje się, że rzeczywistość jakby zwalnia, a czas wreszcie, choć na chwilę staje w miejscu.

Dziękuję Ci za ten esej, cieszę się, że mogłam o krzyżu czytać z przyjemnością i zaciekawieniem.

Pozdrawiam:)
Miroslaw Sliwa dnia 20.04.2015 23:44
A ja Tobie Figielku, dziękuję za bardzo piękny komentarz.

To, że mnie cieszy, iż nie jesteś obojętna na piękno i tajemniczość tego typu miejsc, znaczy naprawdę niewiele, bo przede wszystkim świadczy to dobrze o Tobie samej, a z tego to Ty powinnaś się cieszyć.

Jeszcze raz bardzo dziękuję i serdecznie pozdrawiam. :)

Mirek
Krystyna Habrat dnia 25.04.2015 20:51 Ocena: Bardzo dobre
Całkowicie się z tobą, Mirku, zgadzam, jak i z Quentinem, a komentarz Figiel urzekł mnie poetyckością. Innych nie wymieniam, bo komentarzy się nie ocenia, i jestem od tego daleka, ale chyba w każdym coś ważnego jest.
Ja bywając na wakacjach w pewnym mieście do niedawna wojewódzkim, obserwowałam z okna kapliczkę na sąsiedniej posesji. Było to w dzielnicy podmiejskiej i takie kapliczki stały w ogrodzie prawie pod każdym domem. Opowiadano mi, że dawniej, kilkadziesiąt lat temu, ale już w PRL, mieszkańcy okolicznych domów zbierali się po tymi kapliczkami i modlili śpiewali, a w maju odprawiali nabożeństwa majowe. Ludziom to na pewno było i jest potrzebne. I jakie to piękne oderwanie się od codzienności trosk i trudów, nie mówiąc o stronie duchowej - religijnej..
Pragnę jeszcze dorzucić inną książeczkę o.J.M.Bocheńskiego: "Podręcznik mądrości tego świata". Często ją czytam, ale też pożyczam komu tylko się da i akurat jej na półce nie ma. Ciekawa zbieżność, bo rano, zanim zajrzałam na ten portal zamówiłam w bibliotece książkę brata o.Bocheńskiego, oczekując, że będzie też co najmniej mądra.
Pozdrawiam.
Miroslaw Sliwa dnia 26.04.2015 01:10
Dobry i mądry z Ciebie człowiek Krysiu. Dziękuję za uważną lekturę i komentarz... no innego po Tobie się nie spodziewałem.

Byłem dzisiaj z koleżanką pomodlić się w bardzo wiekowej katedrze, a potem rozmawialiśmy o metafizyce tych kamieni, tych budowli.

Przyjaciółka mówiła mi, że te kamienie do niej mówią. Do mnie też mówią. Słyszę te szepty.

Słyszę szepty wszystkich przydrożnych krzyżu, wszystkich kapliczek, bo one przecież do nas mówią, więc bardzo warto ich słuchać.

Ojca Bocheńskiego cenię sobie nad wyraz, ale tej książki, o której piszesz jeszcze nie czytałem, więc nadrobię braki.

Z całego serca dziękuję Krysiu. Trzymaj się zdrowo.

Mirek
Krystyna Habrat dnia 27.04.2015 17:59 Ocena: Bardzo dobre
To dodam jeszcze coś, przed czym powstrzymywał mnie wzgląd na przekonania wolnomyślicieli, bo ja nie chcę tu nikogo urazić, ale zachęcił mnie komentarz Quentina. A więc kapliczka w mieście K., o której powyżej wspomniałam, została zbudowana około roku 1900, lub niedużo wcześniej, jako podziękowanie Bogu, za obdarowanie rodziny synem, po długim oczekiwaniu, gdy wydawało się to już niemożliwe. A potem jeszcze dwojgiem dzieci. Wiąże się z tym ciekawa historia.
Dlatego przydrożne krzyże niosą wieści nie tylko smutne, że w tym miejscu ktoś zginął w wypadku, ale czasem radosne, gdy powstają jako votum dzienkczynne. Tylko te ostatnie bywają często już kapliczkami i stoją raczej w dogodniejszych miejscach, ale też blisko drogi, aby był do nich ogólny dostęp.
I tu uwaga dla osób piszących. Mówi się, że tematy leżą na ulicy. Trzeba się więc rozglądać, rozpytywać i słuchać ludzi, często tych zwykłych, szarych, którzy mają dużo do opowiedzenia o życiu. Powstrzymam się już przed dodaniem słów Goethego, o szarej wiedzy książkowej i zielonej - tej z życia. A jednak samo tak wyszło, choć niedokładnie.
Ileż ja - skromny "zapisywacz kartek" - znalazłam tematów właśnie w tamtych okolicach, gdzie co dom, to ciekawa saga rodzinna, a do tego znane legendy oraz prawdziwa historia i sława. Starczyłoby dla wielu wielkich piór.
Życzę wszystkim wynajdywanie takich tematów przy drogach i dróżkach.
Miroslaw Sliwa dnia 27.04.2015 19:17
Droga Krystyno. Serdecznie dziękuję. O takie zaangażowanie właśnie mi chodzi.
Jesteś nieoceniona. Jeszcze raz z całego serca dziękuję.

Trzymaj się zdrowo Krysiu. :)

Mirek
mike17 dnia 28.04.2015 15:01 Ocena: Świetne!
Z braku czasu nie mogłem wcześniej wpaść, ale już jestem i zamierzam pozostawić po sobie pamiątkę, oto ona:

Moje odczucia są podobne do Figielka, i jako człowiek wierzący postrzegam Krzyż na wiele sposobów, a te przydrożne, i te na wsiach i zagubione wśród pól zawsze napawają mnie zadumą i skłaniają do refleksji nad przemijaniem, nad tym, co będzie "TAM", czasem myślę, czy czy ktoś, kiedyś położył tu głowę do wiecznego snu, czy też jest to prosty wyraz wiary.

Jadąc na działkę (Mazury) mijam Mazowsze i Kurpie, gdzie niemal w każdej wsi stoi przydrożna kapliczka, pięknie ozdobiona, zadbana, czasem ktoś się przy niej modli.
To bardzo polskie, bardzo nasze.
Przejaw polskiej tradycji i światopoglądu w skali mikro.

Niestety przybywa w lawinowym tempie tych innych krzyży, tych powypadkowych, kiedy ktoś z różnych powodów pojechał samochodem w zaświaty.
To bolesne, bo wiem, że kiedy będę niebawem jechał na wakacje, ujrzę zupełnie nowe krzyże w miejscach, gdzie ich wcześniej nie było, i czasem małe, granitowe tablice - kto, kiedy, ile miał lat...
Widać palące się znicze, świeże kwiaty.

Ale jak narodziny, tak i śmierć jest częścią życia: niektórych pocałuje we śnie, innych po ciężkiej chorobie, a tych, którym szosa okazała się przekleństwem i stacją końcowa, gdzieś wśród pól, lasów, łąk.
I krzyży będzie coraz więcej, wiem, bo widzę.

Dobra robota, Mirku :)
Miroslaw Sliwa dnia 28.04.2015 19:03
Dziękuję Michale za wizytę i mądrą refleksję nad tekstem.

Nie jestem zmotoryzowany i strasznie dużo chodzę, nawet teraz, pomimo kalectwa, więc kiedy tak chodzę, to napotykam te powypadkowe krzyże. Ponieważ nigdzie się nie śpieszę, więc się modlę, bo choć tyle mogę tym duszom ofiarować. Nie wolno życia i śmierci ludzkiej trywializować.

Jesteśmy we wszechświecie mróweczkami jedynie, ale dlaczegoś Bóg uczynił nas wyjątkowymi.
Myślę, że w tych przydrożnych krzyżach kryją się tak żywe historie, że mijać je obojętnie, to tak jakby nie podnieść z ziemi skarbu, który akurat znalazł się pod naszymi nogami.

Kiedy modlisz się w gotyckiej katedrze i nagle uświadomisz sobie, że dwadzieścia kilka pokoleń żywych ludzi, takich jak Ty, modliło się tu przed Tobą, to nie czujesz uderzenia metafizycznym młotem?

Myślę, że Pan Bóg nie gniewa się na mnie za to, że trochę bardziej skupiłem się na ludzkich dramatach w kontekście Męki Jego Syna, bo przecież w tych ludzkich dramatach odnajduję właśnie Jego.

Sporo jeszcze we mnie dzieciaka. Lubię tajemnice, przygody i baśnie.
W kim z nas jednak, gdzieś tam głęboko nie siedzi ciekawe wszystkiego dziecko?

Michale bardzo dziękuję jeszcze raz za lekturę.

Do poczytania, tym razem, mam nadzieję, Twojego tekstu.

Pozdrawiam serdecznie. :)
mike17 dnia 28.04.2015 19:18 Ocena: Świetne!
Mam zupełnie tak samo.
Nawet czasem nie umiem tego ubrać słowa - bardziej czuję.
Kieruję się w życiu intuicją i uczuciami, rozum umie dać niezłego kopa.

Moje najnowsze opka już po wakacjach, teraz gromadzę siły :)

Trzymaj się, Mirku, do następnego :)

M.

:)
Miroslaw Sliwa dnia 28.04.2015 19:44
Jeszcze raz dzięki Michale. Czekam z niecierpliwością.

Ja chyba szybciej coś wypuszczę. To co teraz produkuję... hm, zdrowo się uśmiejesz.

Trzymaj się Michale. :)

Mirek
Aronia23 dnia 12.08.2016 14:05 Ocena: Bardzo dobre
Mirku Ś. Twój tekst bardzo ciekawy i wnoszący wiele informacji. Historia włączona do treści, czyni z niej budujący obraz Polski.
"w pień pobliskiego dębu „wtula” się jego poprzednik. Oparty górną, przekrzywioną belką o pokręcony konar drzewa, ten już mocno zbutwiały krzyż, wygląda tak jakby się w niego wplatał, jakby w niego wrastał. Dochodzi tak swoich dni". Ten opis jest tak obrazowy, że aż dreszcze przeniknęły. Naprawdę, gratuluję Ci Twojej dociekliwości w poznawaniu przeszłości. Krzyż przecież nie jest smutnym symbolem, choć o tragicznych sprawach też przypomina, taka Jego rola. Jednak to również symbol zwycięstwa i nie jest żadnym wstydem przystanąć przy nim w zadumie i przeżegnać się.
Słowa "Komunistyczne władze kilkakrotnie próbowały wyeliminować ten krzyż z rozstaja dróg, między osiedlem, a polami, ale za każdym razem spotykały się z tak zaciętym sprzeciwem lokalnej społeczności, że w końcu odstąpiły od niecnego zamiaru desakralizacji owego miejsca." ukazują, jak bardzo nasz bardzo nasz naród dba o swe świętości. Nie wierzę, aby domorosłe wróżki - oszustki (w moim mniemaniu) wrosły w polski krajobraz.
Jeszcze jedno, Mirku nie bardzo mi przypadło do gustu zdanie "Nawiasem mówiąc religia i kultura, to właściwie siostry syjamskie." Siostry syjamskie to, niestety ogromne cierpienie. I, Mirku, tam gdzie postawiono krzyże i kapliczki, tam stoją. Nie można ich likwidować. Dlaczego tez jedną miarą mierzysz XXI wiecznych Polaków? Pozdrawiam.
JOLA S. dnia 23.03.2017 06:22 Ocena: Świetne!
Mirku, ten tekst jawi mi się trochę jak dzieło sztuki współczesnej.
Takiemu odbiorowi sprzyja forma – bliska strumieniowi świadomości, prezentująca ciąg skojarzeń, niebacząca na granice.

To tekst wymagający wielkiego skupienia i jeszcze do niego wrócę;; są miejsca olśniewające i jest ich dużo.

Niezwykle oryginalny, błyskotliwy i bogaty w treści esej.

pozdrawiam :)
JOLA S.
Miroslaw Sliwa dnia 25.03.2017 23:38
Cześć Jolu.
Zabiłaś mi ćwieka z tym strumieniem świadomości. Nie wiem, może takie odczucie bierze się z wrażenia podróży przez dzieje duchowości, które potraktowałem skrótowo, bo takie są wymogi Internetu, ale jednak nie zdawkowo.
Zresztą odbieram Twoją opinię pozytywnie, bo nawet jeśli strumień świadomości, to jednak przekazany w sposób zupełnie komunikatywny, a o to mi chodzi.

Pozdrawiam. :)

Mirek
JOLA S. dnia 26.03.2017 08:07 Ocena: Świetne!
Mirku,
moje odczucia były tylko pozytywne. Tekst jest doskonały, poruszył mnie do głębi.

Kłaniam się Drogi Autorze. :)

JOLA S.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
SzalonaJulka
16/07/2019 12:52
alos, dziękuję. Celnie rozszyfrowane. Tak, chyba o to mi… »
Hubert Z
16/07/2019 08:14
Cieszę mnie, że się podoba. »
Hubert Z
16/07/2019 08:13
Dzięki wiosno. Pozdrowionka »
Dobra Cobra
15/07/2019 23:12
Madawydar, Jak celnie się domyslasz to tylko opowiesc.… »
Marek Adam Grabowski
15/07/2019 22:25
Chodziło mi o to, czemu zabił i co łączyło go z tą… »
PrzemeK155J
15/07/2019 20:39
Pod koniec chciałem nieco wspomnieć o naszym trybie życia,… »
StalowyKruk
15/07/2019 18:04
Dziękuję. Pracuję nad rozdziałem drugim, ale jak zwykle… »
22227
15/07/2019 17:57
Ciekawy tekst, tylko z tym mózgiem to o wiele bardziej… »
DanielKurowski1
15/07/2019 16:11
Komentarz dopiero po miesiącu, ale sesja nie wybacza.… »
czarnanna
15/07/2019 15:36
Bardzo dziękuję za odkurzenie mojego tekstu, Antoni :) Od… »
czarnanna
15/07/2019 15:31
Cieszę się, że rymowanka wpadła Ci w oko/ucho :D Lubię… »
wiosna
15/07/2019 15:14
I jeszcze rymy wewnętrzne:) Lubię czasem się tak pobawić,… »
wiosna
15/07/2019 15:02
Ładnie o wiośnie:) »
wiosna
15/07/2019 14:53
E tam. Na pewno nie jesteś gruboskórny ;) Za to ja, mimo… »
wiosna
15/07/2019 14:48
Dziękuję za wspólną podróż:) Pozdrawiam z uśmiechem:) »
ShoutBox
  • mike17
  • 15/07/2019 15:55
  • Przelotem w stolicy, na dobre wrócę pod koniec sierpnia. Pozdrawiam Was i życzę dobrych, udanych tekstów, no i wakacji rzecz jasna :)
  • czarnanna
  • 14/07/2019 14:53
  • Miłej niedzieli! Leniwej lub aktywnej (co kto woli) :D
  • czarnanna
  • 14/07/2019 14:46
  • Naturalnie, Antoni!
  • AntoniGrycuk
  • 12/07/2019 23:28
  • I mam nadzieję, że pochwalisz się efektami?
  • AntoniGrycuk
  • 12/07/2019 23:03
  • No, tego jeszcze nie grali :) Super mi miło! Tylko uważaj, bo sporo w tej mojej muzyce jest niepokoju, czy wręcz krzyku, jak w niektórych. Choć uważam, że tylko kilka jest naprawdę dobrych.
  • czarnanna
  • 12/07/2019 22:59
  • Super!!! Bardzo mi się podobają serio, chyba będę do nich malować :D
  • AntoniGrycuk
  • 12/07/2019 22:56
  • Albo zupełnie moje, albo te z opisem Projekt to z zespołem sprzed lat.
  • czarnanna
  • 12/07/2019 22:50
  • Ale to te wszystkie utwory są Twoje?!
  • czarnanna
  • 12/07/2019 22:41
  • Antoni, bardzo intrygująca ta Twoja kompozycja. Gratuluję :)
  • Dobra Cobra
  • 12/07/2019 13:01
  • I dzięki życzeniem Vanillivi wypoczywala dobrze. Bo gdyby ich nie było....
Ostatnio widziani
Gości online:22
Najnowszy:dxborqkim46
Wspierają nas