Ta pieprzona wanna - mike17
Proza » Obyczajowe » Ta pieprzona wanna
A A A
Od autora: Tym razem ku pokrzepieniu serc, cokolwiek by to nie znaczyło i jako ostrzeżenie :) Serdecznie zapraszam do lektury i dzielenia się refleksjami!

 

 
                                               
 
 
 
                                                                           1
 
 
 
- Znów pijesz? – zapytała z przejęciem Nicole.
- Tak. Życie mnie boli – odparł leniwie Ruby.
- Masz więcej niż inni. Czasem ludzie potrafią cieszyć się z drobiazgów. Ty do nich nie należysz.
- Może.
- I whisky nie zastąpi ci szczęścia, jeśli nie przejrzysz w końcu na oczy. Małe jest piękne.
- Mam małe wymagania.
- Masz ogromne oczekiwania, ale stać cię tylko na picie i ucieczkę.
- Gdybym miał się znów urodzić, wolałbym zawitać na tym świecie jako żaba.
- Życie to nie jedzenie popcornu – to walka i miłość.
- Jak zwykle masz rację, tylko czemu ja ciągle piję?
- To taki odruch warunkowy. Wyuczony. Jak ratunek przed utonięciem.
- Tak, Nicole, ja tonę.
- Masz nas.
- Każdy ma jakichś „nas”.
- Ty masz żonę i córkę. Nie zapominaj o tym.
- Każdego dnia budzę się z lękiem, że w moim życiu nic się już nie wydarzy, że zmarnuję je na duperele, na obiadki, śniadania, wizyty u twojej matki i spłacanie kredytów. To za mało, by chcieć żyć. Nie jestem zwierzęciem. Chciałbym poczuć się kimś innym, poczuć, co to radość i samozadowolenie.
- A my? My się nie liczymy?
- Wy to codzienność. A co z marzeniami?
- Zawsze jest na nie czas.
- Do tego trzeba siły. Ja jej nie mam.
 
Fred Bronson, niedoszły samobójca, miał rację – życie to nie beztroskie pływanie surfingiem po łagodnych falach, kiedy dookoła spragnione piękna oczy pieści ogrom cichego błękitu.
To sport ekstremalny.
Czasem przeżyjesz, innym razem odpadasz, jak zeschły liść z jesiennego drzewa.
I obracasz się w popiół.
Jak on tamtego lata, kiedy próbował powiesić się w lesie.
Sznur się urwał i Lee wrócił dość szybko do starej biedy, z której próbował już uciekać dwa razy – raz wybawieniem miał być luminal i wódka, drugim razem żyletka.
W obu przypadkach żelazny organizm przetrwał atak na siebie.
W domu wariatów można odnaleźć pokręconą odmianę przyjaźni.
Ale potem zabawa się kończy – pora do domu.
Życie zbyt łatwo przechodzi od kwiatka do kopa.
 
 
                                                                     2
 
 
- Kochanie, znów zalałeś się w trupa. Candy miała z tobą odrabiać lekcje. Jesteś do niczego. Miałeś z tym skończyć. To nas zabija – rzekła z troską w głosie Nicole.
- Gram pierwsze skrzypce w Orkiestrze Codziennego Koszmaru – odparł głupkowato Ruby.
- A wizyta na Fountain Avenue?
- Jeszcze nie wiem.
- Pan Rogers to specjalista.
- Ilu pijaków już wyleczył? Wiesz? Dwóch, trzech, żadnego?
- Nie wiem, nie mogę tego wiedzieć.
- Mnie nie wyleczy.
- Bo tego nie chcesz.
- Bo jestem chodzącym gównem.
- Nie mów tak o sobie – jesteś człowiekiem, który się po prostu pogubił w życiu.
- Jestem zerem i dobrze o tym wiesz. Taki mąż to obciach.
- Pamiętam.
- Co?
- Nasze początki, naszą miłość.
- Ja nie. Wszystko, co pamiętam, to adresy sklepów z whisky. Marnujesz się przy mnie.
- A wiosnę nad strumieniem pamiętasz? Ten mały, zielony namiot? W nim stałam się kobietą. Twoją kobietą.
- To przeszłość.
- Ale jest nami.
- Była. Od tamtej pory nic nie jest już takie samo.
- Ja jestem.
- Ty jesteś z innej planety.
- Jestem zwykłą dziewczyną.
- Nie.
- A kim?
- Najlepszą rzeczą, jaka mogła się przydarzyć komuś innemu.
 
Wstał z tapczanu, podszedł chwiejnym krokiem do barku, wyjął butelkę whisky i nalał sobie pełną szklankę. Już nawet nie rozcieńczał. Wypił duszkiem. Na jego twarzy pojawiło się zadowolenie.
Wrócił do rozmowy:
- Ed Koldovsky, który był legendarnym, lokalnym bitnikiem, chodził do niego na wizyty, po tym, jak został kimś i nagrał „Cool Indian Girl”. Potem wylądował w domu wariatów, gdzie napisał swoją autobiografię, a potem skoczył z dachu i się zabił. Tyle warte to leczenie.
To strata czasu. Można równie dobrze własnym ciałem zahamować bieg Missisipi – efekt będzie tak samo żałosny.
- Nie mów tak. Lekarze umieją przeprowadzić odwyk.
- Wszyją ci esperal, tak? I tak większość pijaków go przepija i żyje dalej.
- Są tacy, którzy tego nigdy nie zrobią.
- Kto?
- Ty, na przykład, jak już tam pójdziesz. Daj szansę sobie i mnie.
- To chyba niemożliwe.
- Wszystko jest możliwe, dopóki jestem obok.
 
                                                        
                                                                         3
 
 
Poszedł na Fountain Avenue.
Szedł ulicami miasta i dziwił się, że ludzie wciąż są uśmiechnięci, wciąż pędzą do pracy, do żon, mężów i swoich dzieci. Gotować rodzinne obiadki i je zjadać. Słuchać radia. Marzyć.
Ten wszechobecny ruch i pośpiech przerażał go i zastanawiał – czy to gra warta świeczki.
Czy życie to nie podły oszust, który kiwa w najmniej oczekiwanym momencie?
Czy nie obiecuje rzeczy, których nie może spełnić?
Czy nie jest w końcu złudzeniem i urojeniem, które jest snem we śnie…
 
Nie pracował od miesięcy.
To Nicole, ze swojej marnej pensji nauczycielki, spłacała kredyt za dom.
Było mu to w zasadzie obojętne, skąd napłyną pieniądze.
Jego wylali z pracy za pijaństwo i notoryczne wszczynanie awantur z personelem.
Potem pił już ostro, żadnej pracy nie szukał – mało go to obchodziło.
Osiadł na mieliźnie własnego, małego bytu i karmił go codziennymi porcjami whisky.
Bywało, że wymiotował po piciu, pił dalej i znów wymiotował.
Jadł mało, organizm pracował już na innych obrotach.
Nie dbał o niego jak o zbędny balast, który tak naprawdę niewiele znaczy.
Sprzedał całą swoją kolekcję płyt winylowych Johnnny’go Casha i innych gwiazdorów muzyki country, którą tak bardzo zawsze uwielbiał.
Teraz to się zmieniło – już tego nie potrzebował.
Wystarczyło mu, że ich pamięta.
Nie czuł nawet, że coś traci, że powoli umierają wszystkie jego zainteresowania.
Nowa rzeczywistość zastąpiła tę starą, uświęconą setką normalnych rytuałów.
Już nie było ich setki – był tylko jeden, barek i to, co w nim.
 
Szedł teraz Fountain Avenue i już wiedział, co zrobi, był tego absolutnie pewien.
Ta myśl, ta pewność dojrzewała w nim od miesięcy, odkąd pochłonęło go morze alkoholu.
Do przełomowych kroków w życiu dochodzi się zazwyczaj stopniowo lub zupełnie nagle – on przeszedł tę pierwszą z dróg.
Nie od razu go olśniło, lecz teraz wiedział, że nie ma już powrotu – klamka zapadła.
W końcu był czegoś pewny, jak rzadko się bywa w natłoku dni i miesięcy.
 
Kiedy zobaczył wielki szyld „Cowboy Travel”, uśmiechnął się pod nosem i przyśpieszył kroku, co nie było łatwe, gdyż miał już za sobą trzy piwa i szklankę ukochanego napitku i nogi mu się mocno plątały. W zasadzie zataczał się od ściany do ściany. Był poważnie zdemolowany. Ale co tam – grunt to się nie dać, bodaj na parę chwil. Próbował zatem być w pionie i nie przewrócić się o własne sznurowadła.
- Macie wycieczki do Europy? – spytał, kiedy już pulchna dziewoja w agencji zapytała go o cel jego wizyty.
- Oczywiście, proszę pana.
- A gdzie?
- Grecja, Włochy, Cypr, Hiszpania.
- Niech będzie Cypr. Dla dwóch osób.
- Dorosłych?
- Nie. Matka z córką.
- O! To jakiś prezent?
- Można to tak nazwać.
- Oferta zaraz będzie gotowa. Płaci pan gotówką?
- Jasne.
- Kocha pan żonę i córkę?
- Głupie pytanie, paniusiu.
- Nie chciałam pana urazić.
- Trzeba wiedzieć, jak to zrobić. Ile trwa ta wycieczka?
- Tydzień.
- Fajowsko.
- Jest pan zadowolony z naszej oferty?
- Jasne, bardzo.
 
Potem powlókł się z powrotem do domu, by pić na umór, aż Nicole wróci z pracy i zapyta go jakby nigdy nic, jak minął dzień, a ona głupkowato odpowie, że tak samo – żadnych zmian na zachodnim froncie. W międzyczasie zwymiotuje dwa razy. Potem znów pociągnie z butli. Znów zwymiotuje. Złapie go krótka, nerwowa, pijacka drzemka. Potem będzie już normalnie – whisky, whisky i jeszcze raz whisky…
 
 
                                                                            4
 
 
- Co słychać? – spytała w drzwiach Nicole.
- Nic. Siedziałem cały dzień w domu.
- Nie wychodziłeś?
- Nie, po co? Coś przyszło pocztą. Jakieś broszurki, czy coś w tym stylu. Zobacz sama.
- Znowu wygrałam samochód, którego nie ma?
Nicole zerknęła na stół, na którym coś leżało. Coś kolorowego, niezwyczajnego.
Była najwyraźniej podniecona.
Nie widziała czegoś podobnego we własnym domu.
- O!
- Co?
- Jeszcze nie wiem.
- Mam wrażenie, że oglądałaś ostatnio dużo telewizji i słuchałaś często radia, czyż nie?
- Tak. Jak zwykle.
- Może to coś od nich.
- To wycieczka na Cypr – rzekła oniemiała Nicole. – Wygraliśmy wycieczkę na Cypr! Jeszcze nigdy nie byłam w Europie!
- Gratulacje – wymamrotał.
- Jeden pobyt dla osoby dorosłej, drugi dla dziecka. Skąd wiedzieli, że mam dziecko?
- Oni w mass mediach wiedzą wszystko, nawet, o której godzinie śpię, chodzę, leżę lub nic nie robię, a kiedy otwieram butelkę Jacka Danielsa.
- Chyba tak. Ale nie mogę lecieć. Muszę być z tobą, nie zostawię cię nawet na chwilę.
- E, nie przesadzaj, jestem już dużym chłopcem.
- Wymagasz leczenia.
- Dam sobie radę. Jak wrócisz, będę już w trakcie kuracji u doktora Rogersa. On mnie postawi na nogi.
- Wiem.
- Ja też. Zrobię to tylko dla ciebie.
- I dla naszej córki.
- I dla niej.
- Nawet jak przez chwilę będzie ci ciężko, ja będę obok. Pobyt na Cyprze to nie wieczność.
I twoje problemy to nie wieczność. Wyjdziesz z tego. Jestem z ciebie dumna. W końcu coś z tym zrobisz.
- Zrobię na pewno.
- Przyślę ci pocztówkę.
- To bez sensu.
- Dlaczego?
- To takie trywialne. Muszę się napić – to rzekłszy, Ruby dźwignął się ciężko z tapczanu i powlókł do barku. Nalał szklankę. Wypił. Wciągnął nosem powietrze. Życie trwało dalej.
Miał już ostro w czubie, bełkotał i zataczał się po pokoju. W pewnej chwili wyskoczył z kapci i potknąwszy się o kant dywanu, runął na podłogę. Potem zasnął. Jak pijak. Na ziemi.
 
Kiedy wkrótce potem Nicole wraz z córką poleciała na Cypr, Ruby spotkał się pewnego dnia z Jimmy’m Dwa Razy, który zajmował się ciemnymi interesami, i był gościem wymawiającym każde słowo dwa razy.
Podobno w dzieciństwie paliły mu się włosy i doznał szoku.
 
- Masz to, co chciałem? – spytał Ruby.
- Tak. Data ważności mija aż za trzy lata.
- Nieźle. Więc to świeżyzna.
- Można tak to nazwać – powiedział Jimmy dwa razy.
- Ile płacę?
- Nic. To twój debiut. Na zachętę daję za friko. Wiesz, że wrócisz?
- Nie wiem.
- Ale ja wiem.
Mylił się.
 
 
                                                                       5
 
 
W barku nie było już nic.
Ruby wypił wszystko, nawet jakieś stare wino australijskie.
Potem poszedł do łazienki i napuścił wody do wanny.
Był w ubraniu i butach.
Były dziurawe i zabłocone.
Na głowie miał słomkowy kapelusz, który dostał od Nicole na urodziny.
Kiedy usłyszał, że woda zaczęła przelewać się na podłogę, wrócił do łazienki i zakręcił kurki.
Na małym, pokrytym kafelkami murku położył coś, co zabrał ze swego pokoju, po czym tak, jak stał wszedł do wanny.
Odruchowo spojrzał na zegarek – była 20.30.
 
 
                                                                      6
 
 
- Dziadziu, a co ci się dziś śniło? – spytał Ruby, bawiąc się małymi, ołowianymi żołnierzykami. Miał dwie armie – Napoleona i Prusaków.
- A ty, mały, ty mi się śniłeś, jak łowiliśmy pstrągi na sztuczną muchę. W tym potoku, za naszą stodołą, za kieratem, którym często mielę zboże – odparł dziadek Anthony.
- Tak, wiem.
- Brodziliśmy po kolana w lodowatej wodzie. To był wymarzony dzień na łowienie. Ty miałeś pomarańczową linkę, ja żółtą. Na końcu przyponu mucha. Kręciliśmy lassa w powietrzu i spuszczaliśmy przynęty na wodę. Pod przeciwnym brzegiem, pod nawisem gałęzi, była ich kryjówka. Często wychodziły do much. To były tęczaki. Złowiliśmy po dwa. Babcia je usmażyła.
- A mogę powiesić głowy na gwoździach na ścianie? – spytał Ruby.
- Pewnie, mały, a wieszaj – odparł dziadek.
- Są już suche, objedzone przez pszczoły i muchy.
- Jasne, nie będzie z nich smrodu.
- Dziadku?
- Co?
- A jutro znów będziemy łowić?
- Tak, jutro pójdziemy na karasie. Biorą na robaka. Są grube i pyszne, to takie małe karpie. Biorą jak oszalałe. Jak świeci słońce widać ich setki.
- A gdzie są?
- W małym, leśnym jeziorku.
- A czemu zabijamy ryby?
- Człowiek zabija, żeby mieć co jeść, nie zabija dla przyjemności. To konieczność, jak sen, czy chodzenie do szkoły.
- I my tak robimy?
- Dokładnie.
- A jeśli ktoś zabija, bo lubi?
- Grzeszy. To bardzo zła rzecz.
- My tak nie robimy, prawda?
- Prawda, mały.
- A co jest jeszcze prawdą, dziadziu?
 
- To, że musisz kochać i szanować innych – kolegów, obcych, rodziców i nas. Mówić szczerze, co myślisz, nie kłamać. Nie krzywdzić. Nie zadawać bólu. Pomagać. Mówić dobre słowo. Wybaczać, nie mścić się. Nie oczerniać. Nie kraść. Nie manipulować życiem innych. Patrzeć z wyrozumiałością na błędy i ułomności ludzkie. Nie zdradzać za pieniądze. Nie potępiać słabszych. Dawać odpór demonom, co żyją w duszy każdego z nas. Nie pozostawać obojętnym. To najgorsze. Być zimnym i obojętnym. Kamieniem. Głazem. Upiorem. Kiedy kolega z klasy chce kanapkę, daj mu ją. Kiedy dziwny pan na ulicy poprosi cię o drobne, daj mu je. To tak mało kosztuje, a tak wiele znaczy. Być człowiekiem, to bardzo trudna rzecz. Choćby względem samego siebie…
 
- Co masz na myśli?
- Czasem zabijamy sami siebie. Prawda, babciu? – spytał nagle dziadek.
- Tak, to szczera prawda, synku, czasem człowiek jest sam dla siebie najgorszą bestią - odpowiedziała babcia Nelly.
- Co to znaczy?
- Niszczy własne życie. Ktoś kiedyś powiedział, że kto nie szanuje swego życia, nie zasługuje na nie. Nie myślę tak, to okrutne myślenie.
- Babcia ma rację – ludzie zabijają własne ciała.
- Jak? – zapytał Ruby.
- Mocne trunki, narkotyki, hazard, szybkie samochody, złe towarzystwo.
- Co to znaczy hazard?
- To, kiedy nie dbasz o siebie, kiedy nie zależy ci na własnym życiu i zdajesz się na pastwę losu.
- A co to jest pastwa losu?
- To siła, która może popchnąć cię do piekła.
- A co to piekło?
- To koniec ciebie, to koniec twojej drogi. Potem jest już tylko płacz i zgrzytanie zębów…
- Są diabły?
- Tak, jest wiele. Są wokół człowieka i nigdy nie odchodzą.
- I tak jest już zawsze?
- Zawsze.
- Ale mnie to nie spotka, prawda?
- Tak, mały.
 
 
                                                                         7
 
 
Następnego dnia poszli z dziadkiem na karasie.
Las czule szumiał, słońce pieściło twarze, wiatr muskał wędki.
Ryb było w bród.
Pływały majestatycznie pod samą powierzchnią i zbierały z niej owady.
Brały jedna za drugą – wielkie, brązowe, grube.
Choć nie miały wąsików, wyglądały jak karpie.
 
Kiedy wrócili do domu, babcia Nelly właśnie niosła parnik, aby nakarmić świnie.
Z chlewa dobiegało ich radosne chrząkanie.
- Dziadku, oskrob ryby – rzekła do dziadka Anthony’ego.
- Się robi, Nelly.
Potem, kiedy już jedli ryby, znów nawiązała się osobliwa rozmowa.
Zaczęła babcia:
- I taka rybka żyje, byśmy mieli kolację.
- Ktoś żyje dla kogoś – pociągnął dziadek.
- A ja dla kogo żyję? – spytał Ruby.
- Dla tych, którzy cię kochają.
- Ale rodziców JUŻ NIE MA.
- Skąd wiesz?
- JESTEM PRZECIEŻ CHŁOPCEM Z PRZYSZŁOŚCI.
- Tak?
- Tak, jestem w waszym śnie. Jakoś przed chwilą to zrozumiałem.
- Może my jesteśmy w twoim?
- To się nie dzieje, babciu i dziadku.
- My jesteśmy żywi.
- Nie, wy już dawno nie żyjecie.
- Więc czemu rozmawiamy, czemu jemy ryby?
- Nie wiem. Ja nie jestem już małym chłopcem. Przypomniało mi się, że mam rodzinę – żonę i córeczkę. Tylko teraz jestem mały i wyglądam jak dziecko. Tylko przy was. Wiem, że jesteście tu, ale wiem też, że to się nie dzieje naprawdę.
- I co ci się jeszcze przypomniało?- spytał dziadek.
- Nic. Jestem dobrym człowiekiem, chodzę do pracy, nie piję i wszyscy mnie szanują za to, kim jestem.
- Ktoś chce z tobą porozmawiać.
- Kto?
- Kozljuzlju.
- Ten mały Turek?
- To już duży chłopiec. Daleko zaszedł…
- W czym?
- W swoim życiu. On też chciałby zjeść rybę.
- Dobrze, wpuście go.
- Koz! – zawołał dziadek.
- Już idę! – odkrzyknął Kozljuzlju.
 
Usiadł obok nich, lecz nie był już małym chłopcem – był dwumetrowym, zniszczonym życiem mężczyzną, o milionie zmarszczek na twarzy, podkrążonych, zużytych oczach i smutnym oddechu. Tak, miał bardzo smutny oddech i widać było, że zbyt łatwo przegrał życie. Jego ziemista cera świadczyła o setkach nieudanych bojów z bytem. Nie sprawiał wrażenia kogoś, kto ma coś wesołego do powiedzenia.
 
- Jedz, Koz – rzekła babcia.
- Dziękuję pani, od wczoraj nie miałem nic ciepłego w ustach.
- Znów piłeś?
- Piję codziennie.
- Czemu?
- Bóg mnie zostawił.
- Może to ty zostawiłeś Jego?
- Nie, On mnie.
- Skąd to wiesz?
- …i ujrzałem diabły, co szły w moim kierunku…
- Ale do rzeczy, Koz – nalegał dziadek.
- Boga nie ma już przy mnie. Żyję z diabłem, co siedzi mi pod skórą i leje w gardło wódkę.
- Opowiedz nam o swojej śmierci – rzekła z uśmiechem na twarzy babcia.
- Dobrze.
- To sen – powiedział chłopiec – to sen i ja to wiem. Was nie ma… Was nie ma.
 
Kozljuzlju zaczął.
A było tak:
- Miałem piękną, dobrą żonę i córkę, Fayez, małego skarba, którego kochałem nad życie.
Byliśmy kochającą się rodziną i wszystko było między nami jak Bóg przykazał, dopóki nie zacząłem spotykać się po robocie z kumplami w lesie, by pić. Piliśmy często i dużo. Czasem spałem pod gołym niebem we własnych rzygowinach. Tak było codziennie. Nawet, gdy padał deszcz lub kiedy był siarczysty mróz i śnieżyca. Zaczynałem od kieliszka, skończyłem na wiadrze…
- I co dalej?
- Kiedyś diabeł mnie opętał i wysłałem rodzinę do matki na wieś. Chciałem ostro zabalować.
Nie potrzebowałem ich spojrzeń. Miałem zamiar pić i pić. To było już silniejsze ode mnie.
Kiedy pewnego razu Bela Turk przyniósł skrzynkę tanich bełtów, wszedłem w to i zapiłem się na śmierć. Mojego trupa znaleziono potem w rowie z wodą…
- Smakują ci karasie? – zapytała babcia.
- Są pyszne – odparł Koz.
- Jak to pyszne? Ty nie żyjesz.
- To co? Są i tak pyszne, jak te, co dają w Turcji.
- Ruby?
- Co, dziadku?
- A pamiętasz Hanka Marlowe’a?
- Oczywiście. Był muzykiem amatorem. Grał na gitarze.
- Zaszedł daleko, dalej niż Koz…
- To znaczy?
- Zaraz się dowiesz. Zawołajmy go. Pewnie chętnie zje z nami rybę. Hank!
- Już idę! – zawołał Hank i podbiegł znikąd do stołu.
Był wysokim, rudawym blondynem.
Nosił okulary i miał nieco trywialny wyraz twarzy – sprawiał wrażenie kogoś opóźnionego w rozwoju.
- Siadaj, karaś stygnie – rzekła wesoło babcia.
- Wyborne – stęknął Hank. – Dziś łowione?
- Ano dziś – odpowiedział dziadek.
- Opowiedz, jak to się sprawy miały, tylko tak, żeby wszystko zostało powiedziane – powiedziała nagle poważnym głosem babcia.
 
Hank wydłubał ość spomiędzy swych pożółkłych zębów, wciągnął głęboko powietrze, po czym zaczął:
- Wicie, rozumicie. Jak to w branży muzycznej, balet goni balet. I się chla, chla się na maksa. Aż pysk nie żre dywanu. Taki lajf. Nie idzie nie pić. Nie ja to wymyśliłem. I poleciałem z tym koksem…
- Czyli?
- Pewnego dnia mi odwaliło i zacząłem myśleć inaczej. Inaczej, kumacie? Od picia padło mi na rozum. Że żona ma kochanków. Nie kochanka, a kochanków. Wielu. Pochowanych po szafach, za łóżkami, za zasłonami, w piwnicy, w garażu, w moim volkswagenie garbusie, w krzakach, pod dywanem, na pawlaczu, za kiblem, gdziekolwiek. Ważne, gdzie? Grunt, że byli wszędzie! I ja ich ganiałem po domu z siekierą.
- I złapałeś któregoś?
- Nigdy. Cwani byli, cholery…
- No i co dalej?
- W końcu, kiedy pojąłem, że jest ich w domu dwunastu, bo Bóg do mnie przemówił, kiedyś w piątek po nieszporach, i rzekł, że „na wzór dwunastu apostołów dwunastu kochanków żony mieć będziesz”, wpadłem w szał i wziąłem sprawy we własne ręce.
- Co masz na myśli?
- Zarąbałem wszystko, co było ich kryjówką: szafy, pawlacze, łóżka, komody, krzaki itd.
Po drodze zamordowałem własną rodzinę… Ale rozumicie, pijany byłem…
- No i?
- Potem wlazłem do garażu i otworzyłem sobie żyły żyletką i popiłem gorzałą.
- Smakuje ci rybka, Hank?
- Wyborna.
- To fajnie.
- Babcia smażyła na masełku?
- Ano.
 
Ruby nagle rzekł:
- Koz i Hank, wy nie żyjecie, was nie ma. Jesteście częścią mego snu. W końcu wszyscy znikniecie i wróci stare życie.
- Nie ma, nie ma – odparł Koz. – A może jesteśmy i jednocześnie nas nie ma?
- O! Właśnie, może istniejemy, a jednocześnie nie – przytaknął Hank.
- Tak, mały, oni dobrze mówią – czasem to, co widzisz, to złudzenie, a czasem złudzenie jest jedyną prawdą, jaka istnieje…
- A czym są, dziadku, tak naprawdę?
- Mały, chłopcy nie przyszli tu przypadkowo. Chcieli ci coś opowiedzieć. O sobie, o życiu.
Uszanuj to i zrozum. To ważne. Dla ciebie, nie dla nas – my jesteśmy już tylko twoim snem we śnie lub jak wolisz inną rzeczywistością. Jesteśmy niejako w gościach. Jest tyle wymiarów bytu, tyle płaszczyzn trwania. Jeszcze nie raz pójdziemy razem na ryby, ale nigdy już nie poczujesz ich smaku. Nic nie powtórzy już tego wieczora…
- Dlaczego, dziadku?
- Tu nasza fizyczność się kończy.
- Co to znaczy?
- Będę wracać, i chłopcy też, i babcia, ale nie tak jak dziś, jak tego dnia, kiedy wylądowałeś w tej cholernej wannie…
- Wannie?
- Obudź się, Ruby, obudź się do życia, śmierć cię jeszcze nie chce – my to wiemy. Dla ciebie to wszystko nadal trwa. Twoje tu i teraz się liczy. Wracaj do swoich, póki ich jeszcze masz.
I skończ, proszę, skończ z tym…
- Z czym, dziadku?
- Ty wiesz… - i wypowiedziawszy te słowa, jednym głosem z babcią, dziadek rozpłynął się w niebycie.
 
 
                                                                        8
 
 
Ruby ocknął się w wannie pełnej wody, która przelewała się obficie na podłogę.
Był w ubraniu, w butach i kapeluszu.
Na ścianie płaszczył się rozgnieciony pet.
Żałośnie jak byt ślimaka.
Na zegarku była teraz 20.35, a zatem minęło tylko pięć minut, długich jak wieczność.
Wtedy to zauważył…
Dopiero wówczas, kiedy resztki wizji pochłonął bezpowrotnie niebyt.
Wtedy też w mig pojął, że nie spał – tego był pewien.
Na małej, wyłożonej różowymi kafelkami półce, leżała fiolka luminalu.
 
Żyletkę trzymał w prawej dłoni, niepokojąco drżącej, blisko lewego nadgarstka.
Wtedy pojął wszystko.
 
Choć był pijany, wręcz zamroczony, nagle jego mózg przedziwnie zaskoczył i nie rozumował już jak zwykły pijak. Nieoczekiwanie powróciło świadome myślenie. I władza w nogach.
- A więc jednak. A więc chciałem to zrobić… A gdzie dziadek i babcia? Gdzie Kozljuzlju i Hank? Czemu ich nie widzę? A ryby? Były takie realne, takie smaczne. Co jest? Czemu tkwię w tej przeklętej wodzie?
Z trudem wylazł z wanny i ociekając wodą poszedł do pokoju.
Otworzył drzwi od sypialni, gdzie za łóżkiem miał ukryte trzy flaszki whisky, wyjął wszystkie butelki, otworzył potem okno i bezceremonialnie wyrzucił je wprost na ulicę.
Rozległ się ostry, suchy trzask.
Wrócił do pokoju i zamówił rozmowę z Cyprem.
Trochę to trwało, zanim ją znaleźli.
Mogła wtedy robić cokolwiek, być gdziekolwiek, niekoniecznie w hotelu.
Chciał poczuć Nicole, jak nigdy, może jak nigdy od nigdy.
 
- Mówi się – powiedziała panienka w eterze.
- Cześć, kochanie – rzekł jakby nigdy nic.
- Cześć, Ruby – odpowiedziała Nicole.
- Chciałem ci coś powiedzieć. Właśnie dziś, właśnie teraz.
- A co takiego?
- To już koniec.
- Z czym?
- Z tym.
- Byłeś u doktora Rogersa?
- Nigdy nie widziałem go na oczy.
- Więc jak?
- Jak wrócisz, wszystko ci opowiem – i to powiedziawszy, odłożył słuchawkę.
 
Potem poszedł do łazienki, by spuścić wodę z wanny.
 
 
 
 
27 października 2015
 
 
 
 
 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
mike17 · dnia 01.11.2015 06:43 · Czytań: 1074 · Średnia ocena: 4,78 · Komentarzy: 34
Komentarze
bened dnia 02.11.2015 02:14
Bardzo ciernisty problem przedstawiłeś w swoim tekście. Tak wielu ludzi z powodu bezradności i w chwilach słabości sięga po alkohol. Ale czy to jest właściwa droga do rozwiązywania zgryzot? Czy gdyby główny bohater wiedział do jakiego stanu się doprowadzi to zrobiłby tak samo i sięgnął po pierwszą butelkę, by w niej zatopić smutki? Dlaczego tak się dzieje? Czy to kwestia tego, że niektórzy nie chcą rozmawiać o swoich bolączkach, czy to raczej wina czasów w jakich żyjemy i tego, że tak ciężko znaleźć wolną chwilę dla swoich przyjaciół? A może to raczej kwestia braku zaufania do ludzi?
Imponująco opisałeś Mike kolejny rodzaj relacji między mężczyzną, a kobietą. Miłość sama w sobie jest czymś niezwykłym, a zaangażowanie tych dwojga znakomicie to ukazuje. Nikole z niebywałą determinacją walczy o swojego męża. Jak często taka bezgraniczna miłość się zdarza?
Ruby nawet w kłębowisku swoich myśli, mimo odurzenia wypowiada słowa świadczące o jego głębokim uczuciu.
Cytat:
- Ty je­steś z innej pla­ne­ty.
- Je­stem zwy­kłą dziew­czy­ną.
- Nie.
- A kim?
- Naj­lep­szą rze­czą, jaka mogła się przy­da­rzyć komuś in­ne­mu

Wpada jednak na szalony plan, który jego zdaniem jest jedynym rozwiązaniem z tej katorżniczej sytuacji.
Jemu dzięki morałom sennych mar udaje się odbić z dna i oprzytomnieć. Ilu jednak jest takich, którzy swe najeżone trudnościami życie kończą w takiej pieprzonej wannie lub w zapyziałym ciemnym zaułku?
Myślę, że to kapitalne ostrzeżenie dla sięgających po używki i doborowe przesłanie skłaniające czytelnika, by rozejrzał się, czy wśród jego znajomych nie ma osób, które staczając się wołają o wsparcie, zrozumienie i pomoc.
Margareta dnia 02.11.2015 06:28
hej,

problem rzeczywiście istotny, jak się ma już trochę lat i pierwsze lata stabilizacji za sobą. Wiele jest takich życiorysów... jedni walczą i robią dobrą minę do złej gry, drudzy się poddają. Ten sen, ktory opisujesz, przypomina mi w nastroju "Kolonie Knellera" Kereta trochę - opowiadanie, które bardzo lubię. Jakoś tak mi się klimatem skojarzyło.
Czy jest dobre wyjście z sytuacji, którą opisujesz? o ile jest miłość, to jest to kwestia poukładania priorytetów i znalezienia czasu na pasję, czasem jednak elementem dorastania do świadomości, że się podjęło złe decyzje w życiu, jest uświadomienie sobie, że ta konkretna osoba, z ktorą jesteśmy jest nam kompletnie obca... i wtedy jest gorzej, niż w Twoim opowiadaniu, bo trudniej o happy-end.

Dobrze się czytało:)
Pozdrawiam porannie:)
minimalpkaa dnia 02.11.2015 09:25 Ocena: Świetne!
Twój tekst przypomniał mi to, co ostatnio przerabialiśmy na lekcji języka polskiego ;) Tren XIX Kochanowskiego mianowicie. Bohater "Tej pieprzonej wanny" tak samo jak podmiot liryczny w utworze Jana borykał się z problemami, których nie potrafił sam rozwiązać. W pewnym momencie bohaterów obu tekstów "odwiedzają" osoby, które jakimś cudem doskonale wiedzą jak pomóc im na powrót normalnie funkcjonować. Niepewność, czy to, co się im przytrafiło, działo się we śnie czy na jawie, nie przeszkadzała im w słuchaniu pomocnych rad.
Pamiętam, że tren XIX bardzo mi się spodobał, co jest rzadkością na polskim. (Teksty, które przerabiamy na lekcji są zwyczajnie nudne)Tak samo podoba mi się Twoja praca.
Przyjemnie wykorzystany czas między kolejnymi zajęciami :)
mike17 dnia 02.11.2015 09:28
Beniu, bardzo dziękuję za piękny koment i wczucie się w atmosferę opowiadania :)
Dogłębnie weszłaś w świat Ruby'ego.

Pytań można by mnożyć: czemu mając kochającą żonę i dziecko Ruby pije? Co powoduje, że ludzie mający w życiu prawie wszystko nie są szczęśliwi? Dlaczego najlepszym "przyjacielem" staje się wówczas alkohol lub narkotyki? A skąd częste w takich stanach myśli samobójcze? I załamanie dotychczasowej linii życiowej - ktoś aktywny i przebojowy staje się biernym, wycofanym ze społeczeństwa pijakiem. W końcu, skąd się biorą takie kobiety jak Nicole? Skąd czerpią siły na życie w takiej matni?
Pytań jest o wiele więcej, niestety...

Margareto, Ruby zabiłby się, gdyby nie senna wizja.
Czasem trzeba dojść do punktu, gdzie nie ma już odwrotu i rąbnąć głową w ścianę.
Wierzę, że tylko szok jest w stanie przywrócić pijaka rodzinie i jemu samemu.
Aczkolwiek znam sytuację, gdzie ktoś mi bliski rzucił palenie z dnia na dzień.
W przypadku alkoholu to raczej mało prawdopodobne.
Zmienia on funkcjonowanie mózgu, a z nim nie ma żartów.

Ale dobrze, że wszystko zwieńczył happy end, no i pomoc z zaświatów :)

Dzięki wielkie za wizytę i bycie w moim świecie :)

Obie Panie pozdrawiam znad kawki :)
ajw dnia 02.11.2015 10:33 Ocena: Świetne!
Jest tylu ludzi wokół (tych, których widać i tych, o których nie mamy pojęcia), ubarwiajacych szarość dnia właśnie w taki sposób. Zupełnie jakby alkohol był jakimś tajemnym barwnikiem, który nie tyle maluje, co wzmacnia barwy, sprawiając, że monotonia zyskuje inny wymiar.Zaczyna się niewinnie, kończy koszmarnie. Najpierw chcesz, potem musisz.

Świetnie przedstawiłeś tę beznadzieję życia z nałogiem, ten klimat i chwilami aż mną trzęsło, jakbym sama poczuła delirium tremens. Brrr..
Świetnie napisane, w Twoim specyficznym stylu - swobodnie, z tą umiejętnością obnażania rzeczywistości, pokazywania tego, co inni ubierają w gładkie słówka. Ciekawy, nacechowany emocjonalnością tekst.
Pozdrawiam serdecznie :)
mike17 dnia 02.11.2015 10:57
Witam nową Czytelniczkę, Minimalpkaa, bardzo mi miło, że wpadłaś i podzieliłaś się swoimi przemyśleniami :)
Tak, czasem tak bywa, że właśnie sny są płaszczyzną "dziania się" naszego życia, stamtąd mogą płynąć rady i ostrzeżenia dawane nam przez tych, którzy kiedyś byli ludźmi, a dziś żyją "po tamtej stronie" - wracają w snach i w naszych przeczuciach, by nam pomagać.
Ruby miał to szczęście i niezapity na amen strzęp rozsądku, który zatriumfował.
Osobiście wierzę w sny i ich wagę, co chciałem ukazać w tym tekście.

Iwonko, pijący są wśród nas, jedni zataczający się w centrum miasta, inni pijący w domowym zaciszu, zerwawszy kontakt z ludźmi.
I jak napisałem: "Zaczyna się na kieliszku, a kończy na wiadrze".
Ot, całe oblicze alkoholizmu.
Starałem się maksymalnie sugestywnie oddać marazm Ruby'ego, jednak bez zbędnych turpizmów.
Intensywnie, obrazami sennymi ukazując to, że jeszcze nie koniec, jeszcze nie pora umierać, skoro ma się rodzinę i życie przed sobą.
Nigdy nie jest za późno, by oprzytomnieć.

Ukłony dla Was wdzięczne :)
bened dnia 02.11.2015 19:03
mike17 napisał:
Pytań można by mnożyć: czemu mając kochającą żonę i dziecko Ruby pije? Co powoduje, że ludzie mający w życiu prawie wszystko nie są szczęśliwi? Dlaczego najlepszym "przyjacielem" staje się wówczas alkohol lub narkotyki? A skąd częste w takich stanach myśli samobójcze?

Powody są moim zdaniem różne i wszystko zależy od okoliczności. Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Jak słusznie zauważyłeś Ruby miał prawie wszystko, więc ambicja nakazywała mu, by sięgał po coraz więcej. Każdy ma jakieś marzenia, do których dąży, a brak możliwości ich realizacji prowadzi do frustracji i chęci odreagowania.
Najczęściej jednak wydaje mi się, że po alkohol sięgają ludzie z powodu samotności, smutku, tęsknoty za czymś lub za kimś, kto zajmował bardzo istotne miejsce w ich życiu. Nie ma bowiem dwóch identycznych osób, a co za tym idzie żadnego z nas nie da się całkowicie zastąpić. Gdy zabraknie nam kogoś, z kim byliśmy bardzo zżyci, kogo ogromnie kochaliśmy, kto był dla nas całym światem i szczęściem szukamy ucieczki od tego cierpienia i bólu na różne sposoby. Ile osób doświadczyło czegoś podobnego? Czy to jest więc kwestia słabości, czy wrażliwości?
Los bywa okrutny i złośliwy. Jak często dowiadujemy się z mediów o samobójstwach z powodu biedy, albo zawodu miłosnego? Przyczyn sięgania po używki i wpadania w otchłań depresji są krocie.
Ale jak z tym walczyć? Jak można pomóc cierpiącym? Te pytania są chyba najważniejsze.
Ruby czuł do siebie głęboką niechęć, wręcz nienawiść, a alkohol tylko spotęgował to uczucie, zaślepił i odebrał zdrowy rozsądek. Tak niewiele brakowało, by doszło do tragedii...
Ile już osób nie miało takiego szczęścia?
mike17 dnia 02.11.2015 20:27
Ciekawe, czy ci, którzy tkwią w matni alkoholizmu mają takie sny.
Czy jakieś zewnętrzne bądź wewnętrzne bodźce informują, że do kresu już blisko?

Ludzie piją z samotności, z odrzucenia, z powodu życia z demonami przeszłości.
Ale jak wytłumaczyć Ruby'ego, który ma wszystko i pije?

I jak spojrzeć na nią, która już prawie zgodziła się na ten scenariusz, jednak wciąż namawia go na odwyk.
Jakie cechy mają takie kobiety?
Czemu tak często są blisko mężów-pijaków, a pomimo to ich nie porzucają?
faith dnia 02.11.2015 20:34 Ocena: Świetne!
Kolejny już raz nakreślasz nam pewien obraz, by zostawić miejsce na pytania. Zawiesić je gdzieś pomiędzy kolejnymi linijkami tekstu. Świetnie Ci to wychodzi, co sprawia, że bohaterowie Twoich opowiadań, dzięki tym niedopowiedzeniom, zyskują trójwymiarowość. My za to, jako odbiorcy zostajemy ze znakami zapytania, na które sami musimy sobie odpowiedzieć. I dobrze, niech każdy zrobi to indywidualnie tworząc własną historię.
To czego najbardziej Ci winszuję, Michale, w tym opowiadaniu, to umiejętność, z jaką poprowadziłeś swojego czytelnika z jawy w senne, narkotyczne wizje. Zatarłeś granicę pomiędzy światami, nagiąłeś czas. Myślę, że to nie prosta sztuka, a Tobie udała się z poczuciem łatwości i lekkości pióra :)

Pozdrawiam, tworząc własne odpowiedzi na pytania, które powstają po przeczytaniu tego opowiadania...

:)
mike17 dnia 02.11.2015 20:53
Masz rację, Katarzyno, przecież nawet nie wiemy, dlaczego Ruby pije i to już powinno wzbudzić niepokój: facet ma wszystko, ale pije i jedzie coraz bardziej w dół aż do myśli samobójczych.

Jak to jest, że takie zachowania mają miejsce?
Co zmienia się w człowieku, że aż tak odpływa?

Zatarłem granice między światami, by pokazać, że "tam" wciąż o nas dbają :)
Że "tam" są nasi bliscy, którzy nadal będą nam pomagać.
Patrzą i strzegą.
Jak Ruby'ego w jego godzinie niedoli.

Katarzyno, wielkie dzięki za poczytanie :)
Cieszę się z każdej twojej wizyty.

:)
Tenebris dnia 02.11.2015 21:07
Tekst bardzo interesujący, a przeczytałam go za namową bened.
Alkohol zła rzecz, to powszechnie wiadomo, a jednak ludzi i tak do tego ciągnie. Myślę, że to ta iskierka autodestrukcji. Wiemy, że nam to szkodzi, że może pochłonąć człowieka, a jednak balansujemy na krawędzi niebezpieczeństwa, czasem nawet oddajemy się temu całkiem świadomie. By właśnie tak jak bohater tekstu zapomnieć o czymś. W dodatku muszę przyznać, że cały tekst jest bardzo realny, słyszałam o podobnych przypadkach, co w tekście. Mam tu na myśli zwłaszcza część biegania z siekierą po domu. Sama też lubię sobie czasem wypić piwko, winko, ale bardzo się też boję czegoś takiego. Zwłaszcza dla ludzi, w których rodzinie występowało nadużywanie alkoholu, zagrożenie jest dość spore. Czasami się zastanawiam się, czy ludzie, którzy wpadli w ten straszny nałóg byli słabi, czy może zwyczajnie nie mieli szczęścia. Bo przecież dużo ludzi pije i nie wszyscy tak kończą. A z drugiej strony, jeśli ktoś od lat pije i może nie ulewa się w trupa, a jednak chodzi na piwo ze znajomymi itd. czy na pewno nie jest to jakaś wersja tego uzależnienia? Niby nie musisz codziennie, ale w końcu i tak po to sięgniesz. Bo masz ochotę albo świętujesz coś ważnego.
Swoją drogą, czytając o tych sennych zjawach skojarzyła mi się "Opowieść wigilijna". I chociaż tutaj chodziło o alkohol to jednak goście, którzy nawiedzili bohatera, pokazali mu jak ogromny błąd próbuje właśnie popełnić.
Podsumowując: świetny tekst.
mike17 dnia 02.11.2015 22:16
Tenebris, dziękuję za wartościowy, mądry koment :)
Czemu piją?
Bo byli słabi albo nie mieli szczęścia?
Odpowiedź zna tylko wiatr...
Każda ludzka historia będzie inna.
A ci, co piją "pod kontrolą", a co z nimi?
Nie przekraczają granicy alkoholizmu, ale regularnie piją.
Takich pewnie najwięcej.
Oby nie przegięli.

Sny, wizje, są.
Wierzę, że w życiu wiele znaczą, wiele mogą zmienić, jak się je odpowiednio odczyta.
Jak Ruby.
W końcu nasza podświadomość to drugi, niezależny byt :)

Bardzo mi miło, że byłaś tu dziś ze mną :)

:)
bened dnia 03.11.2015 03:42
Wina były spożywane już 1000 lat p.n.e. przez Greków w świątyniach oraz podczas uczt i zabaw, chociaż rozcieńczano je wodą, gdyż picie nierozcieńczonego traktowano jako barbarzyński zwyczaj Scytów i dzikich ludzi pozbawionych kultury :)
A w ósmym stuleciu naszej ery arabscy alchemicy zaczęli interesować się bardziej tym trunkiem i udało im się dokonać pierwszej destylacji. Oczywiście w celach leczniczych :)
Tak więc od zarania dziejów ludziska sięgają po alkohol.
Trzeba znać umiar, ale granica nie jest wyraźnie zakreślona i zbyt łatwo ją można przekroczyć, bo gdy raz pomoże to przegnać złe myśli, to po drugą i kolejną butelkę pewnie też się sięgnie, by stracić kontakt z rzeczywistością, która niejednokrotnie przerasta siły.
Niewiele potrzeba, by się uzależnić i stracić kontrolę.
Historia z siekierą przypomniała mi wydarzenie, które miało miejsce całkiem niedawno.
Mąż zasztyletował pod wpływem alkoholu żonę. Niby nic tego nie zapowiadało, a jednak...Teraz siedzi w więzieniu, ale na przemyślenia już za późno. Ile wokół nas jest takich sytuacji?

Zgodzę się też z tym, że niektóre sny mają duże znaczenie, ale trzeba wiedzieć jak i które nadają się do interpretacji. Ale czy to kwestia podświadomości czy też innego wymiaru?
Szkoda, że nie jesteśmy tego w stanie jednoznacznie określić i że nauka jeszcze raczkuje w tym temacie.
mike17 dnia 03.11.2015 09:15
bened napisała:
Niewiele potrzeba, by się uzależnić i stracić kontrolę.

Różnie to u różnych ludzi bywa: jeden uzależni się po roku, inny po kilku latach, ale jeśli pije regularnie , to nieuniknione.
Inną grupę stanowią tacy, którzy kontrolują swoje picie - wiedzą, ile mogą wypić i nie przekraczają własnej granicy.
Ciekawe, czy są tak samo uzależnieni.
bened napisała:
Mąż zasztyletował pod wpływem alkoholu żonę. Niby nic tego nie zapowiadało, a jednak

Wiadomo, że alkohol zmienia świadomość i u niektórych wywołuje agresję.
Często takich, którzy na trzeźwo tacy nie są.
bened napisała:
Zgodzę się też z tym, że niektóre sny mają duże znaczenie, ale trzeba wiedzieć jak i które nadają się do interpretacji.

To nie takie łatwe, bo niektóre sny po prostu nie są prorocze i nie niosą ostrzeżeń i rad, tylko są odbiciem naszej aktualnej kondycji psychicznej.

A te kochające alkoholików kobiety, są z innej planety?
Jak choćby bohaterka "Leaving Las Vegas".
bened dnia 04.11.2015 01:21
Cytat:
A z drugiej strony, jeśli ktoś od lat pije i może nie ulewa się w trupa, a jednak chodzi na piwo ze znajomymi itd. czy na pewno nie jest to jakaś wersja tego uzależnienia? Niby nie musisz codziennie, ale w końcu i tak po to sięgniesz. Bo masz ochotę albo świętujesz coś ważnego.

Nie wiem jak inni sądzą, ale wg mnie świętowanie z alkoholem to już raczej zwyczaj. Jedyne osoby jakie znam, które nie piją, przyjmują lekarstwa zabraniające tego typu trunków.
Wiadomo, że to z reguły poprawia nastrój oraz działa rozluźniająco i chyba ten efekt jest pożądany, ale nie zawsze się tak dzieje, jak słusznie zauważyliśmy.
Alkoholików nie należy osądzać i krytykować tylko próbować ich zrozumieć i im pomagać wyjść na prostą, by nie zmarnowali sobie życia.
mike17 napisał:
To nie takie łatwe, bo niektóre sny po prostu nie są prorocze i nie niosą ostrzeżeń i rad, tylko są odbiciem naszej aktualnej kondycji psychicznej.

Otóż to. Bardzo często są odzwierciedleniem naszych ukrytych pragnień i lęków.
Zdarza się owszem, że niektórzy naciągają wydarzenia z rzeczywistości do tego co widzieli we śnie. Kładzie się to później cieniem na całokształt i ogólną opinie na temat znaczenia snów.


"A te kochające alkoholików kobiety, są z innej planety?"

A czy kobiety nie są z Wenus ? :)
mike17 dnia 04.11.2015 09:39
bened napisała:
Wiadomo, że to z reguły poprawia nastrój oraz działa rozluźniająco i chyba ten efekt jest pożądany, ale nie zawsze się tak dzieje, jak słusznie zauważyliśmy.
Alkoholików nie należy osądzać i krytykować tylko próbować ich zrozumieć i im pomagać wyjść na prostą, by nie zmarnowali sobie życia.

Opowiem Ci coś z mojego podwórka: mam znajomego policjanta, emeryta, lat 52, który po przejściu na emeryturę tak się nudził, że zaczął pić, zaczynał od piw, a kończył na prawie litrze wódki dziennie.
Poleciał tak 4 lata, po czym załatwił sobie trzustkę i wątrobę, był prawie 8 miesięcy na odwyku i w ośrodku dla uzależnionych policjantów, obecnie ma taką nerwicę lękową, że z domu nie wychodzi.
To się nazywa zmarnowanie życia.
bened napisała:

A czy kobiety nie są z Wenus ?

Żona Ruby'ego na pewno :)
Nawet gdyby nadal pił, nie zostawiłaby go.
Wiem, że powinna jakoś wpływać na niego, by przestał, ale kiedy to niewykonalne, to to wpływanie nie ma sensu.

Ten sen musiał się wydarzyć.
Inaczej Ruby nie przeżyłby.
A więc w alkoholiku istnieje jednak czasami oczywiście jakaś "gotowość" do wyjścia z nałogu.
Ale bez terapii szokowej się nie obejdzie - tak to widzę.
Ula dnia 04.11.2015 17:21 Ocena: Świetne!
Mike,
Opowiadanie na pewno dobrze napisane. Trudny temat pokazany z innej strony, a właściwie z wielu różnych stron. Zauważyłam, że w Twojej prozie, mężczyźni raczej uchodzą za tą słabszą płeć ;) Ale to tak nawiasem ;) :) Twój bohater miał w tym wszystkim sporo szczęścia, narkotyczne wizje rzadko skłaniają ku refleksjom. Podoba mi się zabieg z przywołaniem wspomnień z dzieciństwa i nagięciem czasoprzestrzeni, w ten sposób pokazałeś, że motywacji trzeba szukać w sobie, że trzeba chcieć.
Pozdrawiam :)
mike17 dnia 04.11.2015 17:47
Masz, Ulu, rację, bo mężczyźni czasem, wręcz bardzo często bez kobiet nie mają szans na przetrwanie, na godne życie, na spełnienie i na bycie sobą, stąd ostatnio piszę o tego typu więzi, gdzie "kocha się raz", gdzie nigdy już nie będzie tej innej.
Może to z mojej strony jakiś hołd, kto wie.
Bo wierzę, że kocha się raz, ten jeden.
I tylko to coś znaczy.

I moi bohaterowie są z tej gliny :)
Z tego jednego razu.
I on jest tym właściwym.
Jest ostatnią deską... ratunku?
Może radości i spełnienia.

Bo każdy ma swoją drugą połówkę na tym świecie i mocno w to wierzę :)

Bardzo dziękuję Ci za czytanie i wrażenia, za chwilę zaproszę Cię pod kolejną historię z miłością w tle, a może nawet na pierwszym planie :)

Pozdrawiam :)
Miroslaw Sliwa dnia 04.11.2015 23:53 Ocena: Świetne!
Zdarza się, że życie, na ogół wskutek naszych własnych, bezmyślnych działań lub zaniechań, zaczyna boleć. Boli coraz bardziej nas i nasze otoczenie aż w końcu staje się bólem, który jest już samym jądrem cierpienia, a wtedy pozostaje tylko jedna opcja; skończyć z tym. Wiem o czym piszę, bo znam to z autopsji.
Mnie też śmierć jeszcze wtedy nie chciała, a może Bogu na coś tam jeszcze jestem potrzebny, w każdym razie ciągle żyję.

W Konopielce Redlińskiego jest taki epizod kiedy Kaziuk przemawia do małego Ziutka z surowym ojcowskim napomnieniem, że "Pisze się tylko to, co jest ważne".
Życie jest pełne narrativum; opowieści wysnuwają się z życia, bezustannie; jedna za drugą. Jest wielu opowiadaczy, ale tylko niektórzy z nich znajdują chętnych do wysłuchania swoich opowieści.

Ciebie Michale ludzie zawsze będą czytać z zainteresowaniem, bo w konstrukcji Twoich opowiadań jest człowiek, są jego relacje z innymi i z rzeczywistością i są wreszcie ci inni, którzy z kolei jakoś odnoszą się do Twojego bohatera. Między tym iskrzy, tworzy się napięcie dramatyczne, którego czytelnicy tak oczekują. No i archetypiczne zagadnienia...

Znakomite opowiadanie Michał. :)
Gratuluję i pozdrawiam. :)

Mirek
mike17 dnia 05.11.2015 10:37
Mirku, dzięki wielkie za mądry i wartościowy koment - Twoje przemyślenia zawsze czytam z najwyższym zainteresowaniem i podziwem :)
Bardzo dobrze to ująłeś: zależy mi na tym, by pisać o człowieku, nie o ufoludkach, nie marnować czasu na wymyślane fikcji, a zgłębiać ludzką naturę, bo to najbardziej pasjonująca z podróży.

Interesują mnie silne namiętności.
Intensywność przeżywania siebie i świata.
W końcu to, co w nas: miłość, przyjaźń, upadki i wzloty, przemiany duchowe, wybaczenie, ale i zemsta, szukanie swojego miejsca na ziemi itd.

Myślę, że tematów nie zabraknie, oby tylko Czytelnik dopisał :)

Bardzo cieszę się, że znów odchodzisz zadowolony :)

Trzymaj się, Mirku!
blaszka dnia 06.11.2015 12:04
Witaj Mike

jak zwykle u Ciebie, emocje gonią emocje. Gdy zacznie się czytać, nie sposób przestać.
Życie z człowiekiem, którego się kocha, a który ma pragnienie samounicestwienia, jest ogromnie trudne. Przekonywanie go o wartościach - nie działa. Świetnie to oddałeś w pierwszej części utworu, kiedy Nicole próbuje walczyć o męża. Małżonkowie żyją w dwóch różnych światach, pomiędzy którymi brak porozumienia. Bardzo wiarygodna pierwsza część (no może sprawy finansowe trochę naciągane, bo gostek stracił pracę, a nagle kupuje wycieczkę na Cypr, no i na whisky też mu nie brakuje). Później jest już mniej realistycznie, tym niemniej równie ciekawie (ogromny plus za piękne wartości etyczne babci i dziadka). Do czego doprowadzi przemiana bohatera - każdy dopowie sobie sam. W życiu bywają szczęśliwe zakończenia ;)
Pozdrawiam
mike17 dnia 06.11.2015 13:02
Witaj, Blaszko, po długiej przerwie pod tym opowiadaniem napisanym ku przestrodze oraz ku pokrzepieniu serc :)
Trudno żyć z osobą uzależnioną, którą się kocha i której nie można pomóc.
Ruby czuł się nikim, postanowił ze sobą skończyć, i to, co najważniejsze: nie wiemy, dlaczego pił.
To miała być moja tajemnica.
Kasę miał jeszcze z oszczędności, w końcu nie pracował od kilku miesięcy, poza tym coś tam dostawał od kochającej żony, czasem w takich układach tak bywa.

Motyw snu, czy też wizji, to mój własny pogląd na przenikanie się światów - wierzę, że zmarli w każdej chwili mogą przenikać do naszego wymiaru, pomagać, ostrzegać, pocieszać, dawać o sobie znak :)

Kocham pisać o ludzkich przemianach, i tych dobrych, i tych złych.
To bardzo wdzięczne pisanie.
No i liczy się dla mnie przede wszystkim człowiek i to, co w nim buzuje :)

Dzięki wielkie za czytanie i garść refleksji.

Zapraszam niedługo do nowej miniatury :)

Pozdro :)
Lilah dnia 08.11.2015 21:35
mike17 napisał:
Ruby czuł się nikim, postanowił ze sobą skończyć, i to, co najważniejsze: nie wiemy, dlaczego pił.

Czy to ważne: dlaczego, Mike? Wiele osób pije z prostej przyczyny - bo popadło w uzależnienie, a szukanie powodu, to tylko próba usprawiedliwienia się.

Dobry tekst, przeczytałam z zainteresowaniem.

Serdecznie Cię pozdrawiam :)
mike17 dnia 09.11.2015 10:05
Dziękuję, Lilu, za wizytę i pozostawienie śladu :)
W sumie masz rację: liczy się tylko efekt końcowy w postaci alkoholizmu, a drogi do niego bywają jak wiadomo różne.
Nie chciałem tłumaczyć uzależnienia Ruby'ego - to nie byłoby konieczne dla tekstu.

Cieszę się, że się podobało :)

Pozdrawiam, pijąc poranną kawkę :)
akacjowa agnes dnia 11.11.2015 13:52
Witaj,
poczytałam i dostałam po neuronach. Pobudziłeś łeb do myślenia na całego. Już Ci skracam, co mi się wykluło:

Alkohol jest ucieczką od siebie. Od własnych myśli, opinii i uczuć. Dlaczego ludzie uciekają? Bo się nie akceptują, boją, nienawidzą. Niestety od samego początku jesteśmy nauczeni zabijania siebie od środka. Przestrzegania obowiązków, zasad, wytycznych, spełniania oczekiwań i wymagań. Ze strony rodziców, szkoły, pracodawcy, małżonka itp. Nie mamy kiedy być sobą. Poznać się i pokochać.

Człowiek, który siebie lubi, kocha i akceptuje, nie będzie się truł w żaden sposób. Nie potrzebuje dopalaczy, napędzaczy i ogłuszaczy.

Twój bohater to biedne zagubione dziecko. Nie czyste, spontaniczne i wolne, lecz zastraszone, potępiające siebie i nienawidzące każdej swojej cząstki. Dlaczego? To chyba nie ma znaczenia.
Otrzeźwienie w wannie, po spotkaniu z przodkami, jest bardzo obrazowe, symboliczne i niespecjalnie zaskakujące. Choć prawdziwe i nawet powiedziałabym zwyczajne, dlatego nie szokuje (bynajmniej mnie).

Żona to przykład osoby tolerancyjnej, współczującej i kochającej. Może jednak robiła coś nie tak? Może za mało kochała? Skoro Ruby nie czuł się ważny, kochany i dlatego topił się co dnia? Czy to jej wina, że pił? Ciężko tu mówić o winie. Każdy idzie taką ścieżką, która mu aktualnie pasuje i nie ma znaczenia kogo spotka po drodze. Lub właśnie spotyka tych, którzy mu pozwalają na takie manewry a nie inne. Czy Nicole była szczęśliwa z pijakiem? Czy też coś odpokutowywała? Czy mogła tupnąć nogą już dawno i postawić ultimatum? Pewnie mogła, lecz wtedy gość nie otrzeźwiałby sam z siebie, lecz pod naporem z zewnątrz. Jednakże czasem wystawienie walizek pomaga się otrząsnąć. Wszystko zależy od indywidualnego zaangażowania i odległości od dna.

Opowiadanie wciągnęło, dociągnęło do końca i dało po zwojach. Jest bardzo mike'owe :)

pozdrawiam serdecznie
mike17 dnia 11.11.2015 14:40
Aguś, ale mi napisałaś komenta, jestem w szoku i będę do przyszłego roku :)
A jednak utwór skłania do refleksji, do myśli, czemu ludzie piją, na jakim etapie życia się pogubili, co poszło nie tak, bo jak mi kiedyś powiedział pewien pijak: "Nikt nie pije, bo lubi, tylko bo musi".
On akurat bał się ludzi.
Chciałem w tym tekście pozostawić wiele miejsca na interpretacje: nie wiemy, czemu Ruby pił, nie znamy do końca stosunku Nicole do jego picia (jakby nieme przyzwolenie, a walka o trzeźwość męża niezbyt zdecydowana), w końcu jak musiał się czuć we własnej skórze, skoro z premedytacją wysłał rodzinę na Cypr, by się zabić w wannie.

Chciałem jak w filmie operować tylko obrazem.
Bez podtekstów, ale z wyraźnym przesłaniem.

I marzy mi się, by pijacy mieli takie wizje - może wtedy znów byliby dobrymi mężami, ojcami, synami?
Pewnie tak, ale nie każdy ma tę szansę, wielu zapija się na śmierć.

Piękny, wartościowy koment jest dla niezmiennie wielką nagrodą, za ci Ci, Aga, raz jeszcze dziękuje mike, chłopak z Powiśla :)

:)
Quentin dnia 22.11.2015 12:19 Ocena: Bardzo dobre
Być na dnie

Nie jestem specjalistą w dziedzinie życiowych mądrości, ale mam teorię, że człowiek naprawdę błędy może zrozumieć tylko sam. Mądrzeć można wyłącznie w pojedynkę, co nie znaczy oczywiście, że wsparcie jest zbyteczne. Gdyby tak było, wszyscy leżelibyśmy na dnie, a choćby wanny. Człowiek sam także musi chcieć wstać, gdy upadnie. Innej rady nie ma. Teoria jest dość kontrowersyjna, bo zakłada, że musimy najpierw upaść, zanim powstaniemy. Może los, może stary brodaty facet. Nie o tym.

Uzależnienie to demon. Nasze własne piekło brukowane naszymi własnymi słabościami. To niszczy nas najbardziej - słabości. Oczywiście wcześniej coś nas doprowadza do zniszczenia.

Tak jak w twojej opowieści o Milenie jest pewien dualizm, bo jest miłość i obsesja, tak i tu mamy ścierające się z sobą życie i śmierć. Niszczenie siebie i żal po sobie zarazem, jakież to ludzkie zwłaszcza dla tych, którzy pędzą ku samozagładzie. I tak jak wspomniałem wcześniej, trzeba widocznie pozwolić człowiekowi upaść, żeby zrozumiał, dlaczego warto wstać z kolan. Scena z wanną i upływającym czasem bardzo plastyczna i symboliczna. Mogło skończyć się źle, ale całe szczęście kończy, a właściwie zaczyna się wszystko na nowo obiecująco.

Jak zwykle wyrazista historia o naszych słabościach.

Pozdrowienia, stary
Quentin
mike17 dnia 23.11.2015 09:53
Quentin, stary przyjacielu, witam Cię znów pod moim produktem literackim, jakim jest to opowiadanie :)
Ilekroć czytam takie komenty, tak wnikliwie wchodzące w sedno rzeczy, o jakich miałem zamiar napisać, cieszę się i uśmiecham pod nosem, że warto pisać szczerze, to, co się myśli i kierować się własnym instynktem.
A jeśli i Czytelnik myśli podobnie, to miodzio.

Zgadzam się, że trzeba chyba upaść, by mieć motywację i wykop do wstania.
"Na letnio" to raczej nie uda się.

Chciałem ukazać tu demonizm picia i co może zrobić z ludzkim mózgiem.
Ruby był już przecież jedną nogą w grobie, aż nagle...

Dostał to, czego podświadomie chyba szukał, nawet o tym nie wiedząc i nie zdając sobie z tego sprawy - bowiem istnieje taka teoria, że ludzie dzielą się na tych, którzy muszą być ratowani i tych, którzy umieją ratować innych.

Ale jak widać i na demony jest lekarstwo :)

Pozdro, stary, do następnego :)
Joan Mart dnia 14.02.2016 16:42 Ocena: Świetne!
szczera prawda - nikt nam nie pomoże, jeżeli sami nie zdecydujemy, że chcemy się zmienić - żal tylko, że nie wszyscy mają tyle szczęścia, by doświadczyć takiego granicznego momentu i wyciągnąć z niego wnioski
to po pierwsze, a po drugie, piszesz w sposób niezwykle płynny, czytając nie męczę się i choć poruszasz bardzo ciężki temat to czytelnik skupia się na problemie, a nie słowach użytych do opisu
mike17 dnia 14.02.2016 19:16
Asiu, zawsze można się cofnąć i zacząć życie na nowo, ale...
Ale musi być bodziec.
Bez tego ani rusz.
Mocny wstrząs niejednego pijaka przywrócił społeczeństwu.
Ale tylko tak.
Nie wierzę w rzucanie picia "na lajciku".

I to chciałem tu pokazać - szok, który powoduje, że myśli się już inaczej.
Normalnie.

A że wierzę w zaświaty, stamtąd przyszła pomoc :)
Bo oni wciąż żyją i bardzo im zależy, byśmy my, tu, na ziemi, nie zeszli na psy.

Bardzo Ci dziękuję za czytańsko i pozdrawiam wieczorowo :)
trawa1965 dnia 14.02.2016 20:57 Ocena: Świetne!
Więc dobrze, zacząłem zmagać się i ja z Pańskim tekstem. Chodzi o to, żeby się wzajemnie zrozumieć, szanując różnice. Tak to traktuję.

Jest Pan światowym człowiekiem, gruntownie wykształconym i niewątpliwie po wyższych studiach. I absolutnym literackim profesjonalistą. Doskonale widać to po jakości dialogów.

A ja? Cóż, nie mam wyższego wykształcenia, gdyż choroba mi je "zabrała".

Posiadam jednak pewien atut, dzięki któremu nie muszę wstydzić się pisania na PP. Tym atutem jest, paradoksalnie, moja choroba. Ona to sprawiła, że mam zupełnie inne od Waszych poglądy na świat.

Tak, to prawda. Pański tekst jest wzorem schludności, czego ja o swoim powiedzieć nie mogę. Jedyną rzeczą, którą mogłem zrobić, było dostosowanie się do Waszych wskazówek dotyczących interpunkcji. Przy okazji ulepszyłem jeszcze niejedno zdanie. Dodatkowy problem stanowił fakt, że teksty z niewłaściwą interpunkcją musiałem przenosić z ES. Po waszych uwagach przywróciłem prawidłową interpunkcję.

Ale dalej niewiele mogę. Dzielą nas fundamentalne różnice w spojrzeniu na świat. Powiem szczerze: nawet zanim zostałem pisarzem, był on dla mnie kompletnie niezrozumiały. Nie uwierzy Pan, ale dopiero przyroda uchyliła mi drzwi do niego! I przez jej pryzmat zacząłem na
niego patrzeć! Tak narodziła się Nowa Literatura.

I tu dochodzimy do sedna sprawy. Pan opisuje świat, który dla mnie jest ABERRACJĄ NORMALNEGO. I vice versa.

Jesteśmy obaj ludźmi i obaj POLAKAMI. Ale ja jestem PATRIOTĄ PRZYRODY, a Pan, Cerberem klasyki.

Z poważaniem.
Jarosław Roman.
mike17 dnia 15.02.2016 09:45
Jarosławie, nie mów do mnie per "pan", wszyscy jesteśmy sobie równi - tu nikt nikomu nie panuje, nie ma takiej potrzeby :)
Bardzo Ci dziękuję za tyle dobrych i miłych słów, to miód na moje artystyczne serce.
Dla nich warto pisać i publikować.

Nie tłumacz się tylko pisz o tym, co Ci w sercu gra.
A jak to wyjdzie, sam się przekonasz.
Najważniejsze to spełniać swoje pisarskie marzenia.
Życzę Ci, byś w końcu okiełznał interpunkcję :)

Dziękuję też za garść refleksji o sobie, podziwiam otwartość i samokrytycyzm.
To piękne cechy, których niektórzy niestety nie mają...

Pozdrawiam znad kawki :)
rysik12 dnia 11.05.2016 17:42 Ocena: Bardzo dobre
Cześć mike17,

na wstępie muszę skarcić Cię za tytuł. Dlaczego obrażasz wannę? Przecież to ona, a nie amerykański klub AA uratowała Twojego bohatera:) Więc trochę szacunku dla tego urządzenia sanitarnego poproszę ;)
Oprócz problemu alkoholowego coś mi tu pachnie również kryzysem wieku średniego, tyle że takim wybrakowanym: bez skoku w bok i sportowego auta :)
Na całe szczęście Twój Ruby, z pomocą wannowych majaków, wydobywa się z kokonu ulepionego z własnego egocentryzmu, i to mu się chwali! Czyli jest happy end :)

I niechaj ci, co powinni, biorą przykład z Rubiego!

Pozdrawiam i dziękuję za interesujące chwile spędzone z tekstem,
rysik
mike17 dnia 11.05.2016 18:47
Ta pieprzona wanna brzmi tak pozytywnie, że aż dobrze mi tak :)
Już tłumaczę: czasem w przypływie radości, co rodzi się w klatce z piersiami, przymiotnikami na pozór pejoratywnymi określamy rzeczy piękne i wartościowe.
I tak tu było - wanna, ach, ta wanna, w której bohater wraca do świata żywych!

I była to niezwykła wanna jak widać - tylko w niej można przeżyć podróż w czasie, i doznać jakże leczniczych zwidów, które w swej krasie mogą podać pomocną dłoń człekowi stojącemu nad przepaścią...

A zatem, do wanny, bracia i siostry, do wanny, jeno!

Dzięki wielgaśne, Rysiku, za literacki nalot i garść ciekawych przemyśleń, i oby twoja wanna zawsze była pieprzona jak wanna Ruby'ego, ole, tralalala :)

:yes:
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
al-szamanka
24/04/2019 21:41
Powiem Ci tak: Wiersz byłby o wiele lepszy, gdyby był… »
Marek Adam Grabowski
24/04/2019 13:36
Bynajmniej nie chodzi o błędy językowe; lecz o to, iż temat… »
Miladora
24/04/2019 12:50
Witaj poświątecznie, Hope. :) Będzie krótko, bo nie mam się… »
Berele
24/04/2019 10:19
Zdanie w 2 zwrotce jest nienaturalnie długie. To nie jest… »
pociengiel
24/04/2019 08:33
Chyba tak mam czas do wieczora. »
al-szamanka
24/04/2019 08:23
Fajnie, że się podobało. Dziękuję za poczytanie i miły… »
al-szamanka
24/04/2019 08:21
Odjazdowy tytuł :D Najbardziej podoba mi się słońce… »
lew morski
24/04/2019 03:44
Wielkie dzięki za przeczytanie i komentarz – myślałem, że… »
Abi-syn
23/04/2019 21:28
Hejka Wiki to prawie jak ja, :) , też rzadko, też z… »
Elminster
23/04/2019 18:10
@Marek Adam Grabowski nie zmieniłem czcionki, ponieważ… »
cliffhanger
23/04/2019 16:47
Bardzo dobre. »
Marek Adam Grabowski
23/04/2019 16:16
Widzę, że powtarzasz błędy z poprzedniej części. Nawet… »
Marek Adam Grabowski
23/04/2019 16:08
Bardzo piękny wiersz. I piszę to mimo tego, że nie przepadam… »
al-szamanka
23/04/2019 14:55
Nie dziwię się, że próbowała utonąć. Doskonale pokazałaś… »
Madawydar
23/04/2019 12:09
Fabuła zapowiada się całkiem nieźle. Błędy są, ale nie… »
ShoutBox
  • tydrych
  • 24/04/2019 22:55
  • Cholera jasna! Co mnie tu znowu przygnalo? :)
  • tydrych
  • 24/04/2019 22:54
  • By ich nie spalic, troskliwie zawijaj w sreberka. /Swistak/ :)
  • tydrych
  • 24/04/2019 22:52
  • I pamietaj by wsrod przypraw , byla oliwy kropelka.
  • tydrych
  • 24/04/2019 22:51
  • Juz niedlugo, za dni pare. Idz po piwko, nie gitare. Rozpal grilla a w sam zar, wloz kartofli kilka par.
  • mike17
  • 23/04/2019 18:46
  • Głosujcie w MUZO WENACH 7 na swoich faworytów, oto konkursowe namiary : [link]
  • AntoniGrycuk
  • 23/04/2019 13:31
  • A kto inny mówi, że w Słowniku Poprawnej Polszczyzny z 2016 jest: winny wszystkiemu. I co tu sądzić? Ja mam tylko taką sugestię: być winny wypadku, zdarzeń (kogo, czego).
  • AntoniGrycuk
  • 23/04/2019 13:27
  • Otóż dzwoniłem do poradni językowej Uniwersytetu w Poznaniu. Podano mi, że w słowniku sprzed 40 lat obie formy są dopuszczane, a w nowym tylko w formie dopełniacza. Więc: winny wszystkiego.
  • Dobra Cobra
  • 23/04/2019 10:40
  • Jaka piękna wymiana celowników i dopelniaczy ! Lata cale czekałem na taką rozrywkę umysłową na Sb.
  • MitomanGej
  • 23/04/2019 04:30
  • "Wszystkiemu" to celownik, a "wszystkiego" - dopełniacz. Z logicznego punktu widzenia poprawna jest forma z końcówką -ego, gdyż jesteśmy winni kogo/czego, w celowniku to możesz być winny koledze 5 zł
Ostatnio widziani
Gości online:13
Najnowszy:yxutyf
Wspierają nas