Moja Milena - mike17
Proza » Miniatura » Moja Milena
A A A
Od autora: Czy kochać to zawsze znaczy to samo? Co dzieję się z miłością, kiedy... Tego dowiecie się czytając moją najnowszą miniaturę. Serdecznie zapraszam do lektury i wymiany refleksji :)

 

                                                           
 
 
                                                                                                                            
 
 
Miał się wyjątkowo dobrze – zawsze był lepszy, pozostawiając takich jak ja w tyle.
I przed laty, i potem, kiedy mogłem pokazać, co potrafię.
Zrobił to za mnie: stał się ,,zwycięzcą małych rzeczy”, podczas, gdy bezrozumnie spalałem się w tym, czym on bezwzględnie gardził i nie zaliczał do kanonu wartości naczelnych.
 
Zbiłem na niczym, na prostych trikach i cwanych, pokerowych posunięciach pokaźny majątek, miałem piękny, zaprojektowany przez najlepszych architektów dom nad brzegiem morza, piekielnie drogi samochód, którym jeździłem powoli po okolicy, tak, by każdy go zobaczył i poczuł to znane ukłucie w sercu.
Obwieszony złotem niedorzecznie paradowałem po ulicach udając, że nie obchodzą mnie te wszystkie zazdrosne spojrzenia ludzi jakże dalekich od mojego świata.
 
Jemu los pobłogosławił – są tacy ludzie.
 
Nie posiadał niczego poza nią – dziewczyną, o której nie mogłem zapomnieć, odkąd ją przypadkiem z nim spotkałem, niegdyś, w miejscu nieistotnym.
Przewyższył mnie bez dwóch zdań, na swój mały, prozaiczny sposób.
 
Choć był zwykłym nauczycielem angielskiego z marną pensją, zaszedł dalej ode mnie.
Bez wahania poszedł drogą szarego, dobrego życia, za głosem serca, czując podświadomie, że to trakt wiodący do szczęścia, którego nie kupi się za żadne pieniądze tego świata.
On miał wszystko – pojąłem to wnet – a ja?
Kim stałem się w międzyczasie, gromadząc z małpim uporem krocie na kontach bankowych, których nawet nie umiałem sobie wyobrazić?
Kim, będąc wciąż nikim – pustym manekinem, co pusty śmiech wywołuje?
Kim byłem w porównaniu z nim, mającym w życiu to, co najważniejsze – miłość?
 
Wystarczyła jedna, mała chwila, kilka minut, magicznych i nienazwanych, które bezpowrotnie zmieniają całe dotychczasowe życie, wywracając je na lewą stronę.
Kiedy spojrzałem w jej prześliczne, brązowe oczy, pełne radosnej głębi, wtedy, tak przypadkiem i bez zastanowienia, zrobiło mi się zimno i poczułem bolesny dreszcz, i uczucie to już nigdy mnie nie opuściło.
I cierpiałem widząc, że jego żona to anioł, zesłany mu z niebios, najpiękniejsza i najlepsza rzecz, jaka mogłaby przytrafić się mnie, lecz tak się nie stało.
Kto inny zobaczył to niezwykłe światło, jakim promieniuje szczęśliwe życie.
 
Milena moich snów, Milena – moja jedyna miłość.
 
Jej oczy miałem przed sobą, gdziekolwiek byłem przez te wszystkie, stracone lata.
Płonęły w przestrzeni i parzyły mnie bezlitosną nieosiągalnością.
Była ze mną wszędzie, wszędzie, gdzie postawiłem stopę i położyłem mój kapelusz.
 
Moja Milena, jego żona…

Dziewczyna, co mogła dać mi niebo.
Nie dała nic.
 
Kiedy tylko mogłem, wymykałem się z domu w nadziei, że spotkam tę parę i choć przez chwilę nasycę oczy jej widokiem, bowiem kreacje wyobraźni już mi nie wystarczały.
Głodny tego, co od nich emanowało, śledziłem ich.
 
Spoglądałem czasem na Dana i Milenę, raz na kilka dni (może intuicja podpowiadała mi, kiedy możemy się spotkać), jak spacerowali w miejscach, dokąd chodzą zakochani.
Wiedziałem, gdzie szukać.
Pełne świeżo wybuchłej zieloności parki i ciche, nadrzeczne bulwary należały do nich – to lato było im przychylne jak nikomu innemu, szeptało słodyczą ich pocałunków.
W powietrzu unosił się niebiański zapach tej miłości.
Jakże bolesny i miażdżący mnie niewidzialnym, podkutym butem z kolcami.
Wdeptujący w ziemię jak nędznego robaka.
Patrzyłem beznadziejnie i nie było wokół mnie czasu – tonąłem w nim jak w bezdennym bagnie, które połykało mnie łapczywie i zachłannie, bez końca, za dnia i nocą.
 
A oni płynęli lekko, niesieni uczuciem, zapatrzeni w siebie, dla świata nieobecni.
Ukryty wśród drzew, spoglądałem w ich stronę – ja, obce ciało, tkwiące w nieznanej mi krainie namiętności i czułości.
Ja tam nigdy nie byłem.
Nawet nie dane mi było zapukać do jej bram.
Całowałem w bezsilności jedynie klamkę.
Nieproszony gość?
To chyba najlepsze określenie, najtrafniejsze.
 
Jakże zapragnąłem wtedy, żeby Dan zapadł się pod ziemię, przestał istnieć, zniknął.
Jakże rozpaczliwie i gorąco myśl ta wypełniła mój umysł na kształt krwawego upiora.
Marzyłem po raz pierwszy, a w marzeniach ona nadal była panną, która nigdy nie poznała tego człowieka, ja zaś kawalerem, nieposiadającym rodziny – balastu.
 
Nawet nie wiem, kiedy było to już we mnie – dokonało się w jednej sekundzie, tak łatwo, tak bezboleśnie, stało się własną substancją, nowym jestestwem.
Zaistniało i pozostało.
 
Zacząłem wtedy poważnie snuć obsesyjne plany, jak uderzyć w niego, jak zmieść go z powierzchni ziemi, raz na zawsze, bo czułem, że cierpliwość jest już na wyczerpaniu.
I stało się coś nieoczekiwanego, czego nie sposób było przewidzieć.
Pewnego deszczowego poranka, który mógł skończyć się inaczej.
Mógł, lecz sprawy przybrały inny obrót.
 
Kiedy się ocknąłem, ku bezgranicznemu zdziwieniu zauważyłem, że leżę w szpitalu i mam poważny problem z poruszeniem się. Odniosłem wnet przykre wrażenie, że jestem cały zesztywniały i nienaturalnie odkształcony, co dało do myślenia, że coś musiało się stać.
- Pan został mocno uderzony w głowę jakimś tępym narzędziem – rzekł później lekarz, który pojawił się znienacka w moim pokoju, bezszelestnie jak duch.
- Nie rozumiem – odparłem.
- Ktoś chciał zrobić panu śmiertelną krzywdę. Ten ktoś nie żartował. Tego możemy być pewni. Znaleziono pana w parku, nieprzytomnego i okradzionego. Zawiadomiono ambulans - dodał naprędce, spoglądając na mnie poważnie.
- Kiedy? – spytałem.
- Wczoraj rano – odpowiedział. - Pan tego zapewne nie pamięta. Tak na to należy spojrzeć. To efekt wstrząsu mózgu. Nie ma się czym martwić – nie doznał pan żadnych uszkodzeń wewnętrznych ani pęknięcia czaszki. Mogło być gorzej. Mogło, ale nie było. Z tego się cieszmy. Pamięć też niebawem wróci.
 
Po jakimś czasie wyszedłem ze szpitala.
Powrócił ból serca, zastygając w chwilowym uśpieniu, by na nowo zalać mnie mętną falą.
Powróciło to, co mogło pozostać tam, gdzie odchodzą prześnione, zmarnowane sny.
Znów spojrzałem na życie starymi oczami człowieka–manekina…
I natychmiast odnalazłem w nim ją.
 
Obsesja nie minęła.
Nie było to możliwe.
Była to ta ostatnia stacja, do której nie dojeżdżał już żaden pociąg.
 
Ilekroć myśli krążyły znów wokół Mileny, tylekroć gorąco pragnąłem, by Dan nagle umarł, szybko i niezauważalnie, nie absorbując nikogo swą podło-dobrą osobą i nieistotnym odejściem – by rozpłynął się na dobre w wiekuistym trwaniu, jakby nigdy się nie narodził i mi jej nigdy nie odebrał.
 
Znałem ich adres, wiedziałem jak tam dotrzeć.
Dwadzieścia minut spaceru, nie śpiesząc się i nie pędząc.
Decyzja nie była obarczona wątpliwością – była owocem desperacji, co przebija serce.
Postanowiłem, że ma to wyglądać na nieszczęśliwy wypadek, który może przydarzyć się każdemu i wszędzie, w nocy lub, gdy na niebie świeci słońce.
 
Długo myślałem, jak to zrobię, i długo nie udawało mi się nic wymyślić.
Nagle pomysł przyszedł sam: przypomniało mi się, że pod ich domem jest studnia…
Głęboka i poprzez to gwarantująca bezgłośny upadek.
Ciche i ostateczne pożegnanie.
Wiedziałem ze starych czasów, że Dan nie umie pływać.
To mi w zupełności wystarczało.
 
Zapadał właśnie powoli wieczór, cicho i bezszelestnie, kiedy opuszczałem dom.
Było lato, cudownie pachniały wokół drzewa, rozsiewając w powietrzu dawno już zapomniane wonie - pięknie było na świecie.
Od morza płynął wyraźnie ożywczy powiew bryzy, niczym pocałunek kochanki ze snów.
Nie miałem w sobie żadnych oznak zdenerwowania, wolny od lęków i drżenia rąk.
Myśl ta wcale mnie nie dziwiła, nie wierciła świdrem hipotez i domysłów.
Ten czas nie był od analizowania, bo własny Rubikon przekracza się tylko raz albo nigdy.
 
Już wiedziałem, że podejdę cichaczem pod dom Dana i narobię ostrego hałasu przy studni, i gdy zdziwiony wyjdzie zobaczyć, co się dzieje, rzucę się na niego jak dzikie zwierzę i w mgnieniu oka zepchnę do niej szybko i sprawnie tak, jakby wszystko było tylko złudzeniem.
 
Ona nie może tego widzieć – moja Milena.
Jej ten rodzaj prawdy do niczego niepotrzebny – nie chciałem narażać jej na to, pragnąłem potem pojawić się i zaistnieć jako ten, który ociera łzy, by któregoś dnia dostać wszystko.
Ta noc powinna przytrafić mi się już dawno temu, bardzo dawno, kiedy żyłem namiastką życia wśród tandetnej pustki, którą sam byłem, odkąd ją zobaczyłem.
 
Kiedy miałem już dość blisko ich domu, nagle usłyszałem za sobą szybkie, wyraźne kroki.
Ktoś ponad wszelką wątpliwość szedł za mną.
Mimowolnie drgnąłem, choć sam nie wiedziałem, czemu.
Odwróciłem się.
 
To był on.
 
Krew boleśnie zagrała w skroniach, a zimny dreszcz przebiegł po grzbiecie.
Przystanąłem bezwiednie i patrzyłem nieruchomym wzrokiem, jak się do mnie zbliżał.
Na jego twarzy dostrzegłem przelotny uśmiech.
Poznał mnie, i gdy był już koło mnie, rzekł spokojnie:
 
- Co za spotkanie? Chodzisz tak po nocy? Nie boisz się?
W jego oku spostrzegłem dziwny, dwuznaczny błysk.
- A czegóż miałbym się bać, Dan? – spytałem, próbując zachować zimną krew.
Czułem, że lekko drżą mi ręce, a w gardle niemile zasycha.
- Naprawdę nie wiesz, o czym mówię?
- Nie.
- O tamtym wypadku, wtedy, w parku – rzekł poważnym głosem, spoglądając na mnie jak saper, który usiłuje rozbroić wciąż niebezpieczną minę.
- To ty o tym wiesz?
- Byłem tam. Nazwijmy to zwykłym zbiegiem okoliczności.
- To ty mnie…
- Ja cię znalazłem, Mike, w ostatniej chwili. Akurat szedłem tamtędy, akurat tak się właśnie złożyło. Tamtego dnia, o tamtej porze. Wtedy zauważyłem to. Natychmiast zrozumiałem, że jest źle, bardzo źle. On mógł cię zabić, rozwalić ci z łatwością czaszkę na miazgę. Nie byłoby, co zbierać. Jeszcze kilka minut i byłoby po wszystkim. Miał nad tobą przewagę. Musiał cię zaskoczyć. Jak mnie zobaczył, uciekł.
 
Poczułem, jakby wszystkie pioruny świata uderzyły mnie z głuchym trzaskiem w potylicę.
Zawirowało paskudnie i zakłuło w skroniach.
Podszedłem do najbliższego parkanu, i czując, że słabnę, chwyciłem się go oburącz.
Z trudem łapałem oddech – w oczach postać Dana niemile falowała.
 
- A więc wszyscy wiedzieli poza mną…
- Czasem tak lepiej, Mike, czasem tak łatwiej. Wolałem załatwić to w ten sposób. Sam wiesz – nigdy nie byliśmy blisko, ot, znajomi ze starych czasów. Nie chciałem inaczej. Usunąłem się. Tego właśnie potrzebowałem. To wszystko.
Mój głos umarł na chwilę – nie potrafiłem się do niego odezwać.
Spojrzałem w te spokojne, dobre oczy.
Na przeciętne, znoszone ubranie i ścisnąłem rękoma obolałe, pulsujące skronie.
Przez chwilę byłem w piekle, czarnym, wilgotnym, pełnym bólu i zgrzytania zębów.
Poczułem zapach ciemności, pocałowała mnie lodowatymi, martwymi ustami.
Wróciłem jednak, wróciłem na dobre.
 
Wtedy z trudem, którego nie opiszą żadne słowa, cicho wyszeptałem:
 
- Przepraszam.
- Za co? Coś ty? Każdy na moim miejscu zrobiłby to samo.
- Nie za to…
- Nie mów tak.
- Dan…
- Co?
- Życie to najpiękniejsza rzecz.
- Wiem. Zawsze tak myślałem.
- Miałeś rację…
- To skarb, Mike, nie ma większego. Trzeba się go mocno trzymać.
- Tak. Najmocniej jak to możliwe. Za wszelką cenę.
- Szczęście jest jak rozgrzana strzelba – trzeba z niej strzelać jak najczęściej i nie pozwolić, by ostygła.
- Dobrze to ująłeś. Lepiej nie można.
- I wiesz, co? Nie warto żyć na niby, to się zawsze źle kończy, trzeba to robić na poważnie. Odnaleźć swój własny, najlepszy sposób. Wtedy powiesz, że zrozumiałeś sens tego wszystkiego. Wejdziesz na chwilę? Milena zaparzy herbatę.
- Nie.
- Szkoda. Zawsze możesz nas odwiedzić, kiedy będziesz chciał.
- Dziękuję ci. Już pójdę. Pozdrów ją ode mnie. Albo może w ogóle nie mów, że mnie dziś spotkałeś.
 
Jego oczy iskrzyły się tą samą dobrocią, którą ona musiała tak kochać.
Choć nie wiedział, o czym mówiłem, zachował się jak mężczyzna – po raz kolejny.
Zawsze nim był, tylko ja nie chciałem tego widzieć i uparcie broniłem się, by przyjąć to do wiadomości. Wtedy, w tę przedziwną godzinę, gdy morze rozkosznie nuciło spokojną melodię, na wieczornej, letniej ulicy pojąłem, że dla mnie pozostanie nim już na zawsze.
 
- Dobranoc, Dan – rzekłem drżącym głosem i odwróciłem się, by ruszyć do domu.
- Dobranoc, Mike. Pamiętaj, że nigdy nie mówi się ,,nigdy’’.
- Dobrze. Zapamiętam coś jeszcze… - powiedziałem cicho, lecz pewnie.
- Co takiego? – spytał.
- Że zawsze pojawiasz się, kiedy trzeba.
Uśmiechnął się, i poklepawszy mnie po ramieniu, poszedł do domu.
 
Stałem tam jeszcze przez chwilę, patrząc w wibrującą czeluść kojącego mroku.
Była już prawie noc, ciepła, pachnąca tysiącem zapachów, opiekuńcza.
Inna…
Na niebie zapalały się powoli błyszczące, przyjazne gwiazdy, spoglądając na mnie, kiedy nie śpiesząc się, wracałem do siebie.
 
Do siebie…
 
 
 
 
6 listopada 2015
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
mike17 · dnia 11.11.2015 14:25 · Czytań: 1106 · Średnia ocena: 4,82 · Komentarzy: 53
Komentarze
Lilah dnia 11.11.2015 18:35
Miłość ma różne oblicza, to fakt. Różnie się zaczyna i różnie kończy. Czasem gonimy za czymś nieuchwytnym, nieosiągalnym, cierpimy... ale może to o to właśnie chodzi, kto wie...

Ciekawą historię nam tu przedstawiłeś, Mike.

Pozdrawiam serdecznie, :) Lilah
mike17 dnia 11.11.2015 19:15
Tak, Lilu, miłość niejedno ma imię, dobrze to czy źle, nie powiem :)
Może taki ma być ten scenariusz zwany kochaniem?
Chyba tak...

Dzięki wielkie za wizytę i bycie z moimi bohaterami :)

Pozdrawiam wieczorowo :)
bened dnia 13.11.2015 03:30 Ocena: Świetne!
Cytat:
Wy­star­czy­ła jedna, mała chwi­la, kilka minut, ma­gicz­nych i nie­na­zwa­nych, które bez­pow­rot­nie zmie­nia­ją całe do­tych­cza­so­we życie, wy­wra­ca­jąc je na lewą stro­nę.

Pięknie ująłeś niezwykły moment zakochiwania się, nagłego i niespodziewanego jak grom z jasnego nieba, w którym rozum zostaje niewolnikiem serca.
Niektórzy nie wierzą w miłość od pierwszego wejrzenia. Ale czy słusznie?
Jakie jest prawdopodobieństwo, że nagle spotka się "Milenę" swojego życia, osobę ze swoich marzeń i od razu się ją rozpozna?
Mike dobrze wiedział czego chce i postanowił do tego wytrwale dążyć.
Posunął się jednak w swej desperacji co najmniej o jeden krok za daleko.
Cytat:

Kiedy spoj­rza­łem w jej prze­ślicz­ne, brą­zo­we oczy, pełne ra­do­snej głębi, wtedy, tak przy­pad­kiem i bez za­sta­no­wie­nia, zro­bi­ło mi się zimno i po­czu­łem bo­le­sny dreszcz, i uczu­cie to już nigdy mnie nie opu­ści­ło.
I cier­pia­łem wi­dząc, że jego żona to anioł, ze­sła­ny mu z nie­bios, naj­pięk­niej­sza i naj­lep­sza rzecz, jaka mo­gła­by przy­tra­fić się mnie, lecz tak się nie stało.
Kto inny zo­ba­czył to nie­zwy­kłe świa­tło, jakim pro­mie­niu­je szczę­śli­we życie.

Katusze, które musi znosić serce zakochanego beznadziejnie i w kimś zupełnie nieosiągalnym są na granicy wytrzymałości i niejednego doprowadziły do szaleństwa.
Twój tekst przypomniał mi słowa Henriego de T.-L., które w jego oryginale brzmią:
"Love is when the desire to be desired takes you so badly that you feel you could die of it."
Pragnienie, by stać się pożądanym potrafi całkowicie wypełnić duszę i ciało. Jest jak nieustanne uczucie głodu, tęsknota za czymś bez czego nie potrafimy żyć.
Pierwszorzędnie nakreśliłeś postać Mikea jako ofiary złośliwego losu, który pozwolił mu poznać wyśnioną ukochaną i nie dopuścił do tego by zamienili ze sobą choć kilka słów.
Pozdrawiam somnambulicznie :)
mike17 dnia 13.11.2015 09:11
Beniu, wielkie dzięki za jak zwykle rozbudowany i konkretny koment :)
Czy wierzysz w przypadek w miłości?
Czy może wszystko jest dziełem przeznaczenia?

"bened napisała:
Pięknie ująłeś niezwykły moment zakochiwania się, nagłego i niespodziewanego jak grom z jasnego nieba, w którym rozum zostaje niewolnikiem serca."

Jak myślisz, czy Mike naprawdę się zakochał, czy też, mając skłonności mordercze, popadł w coś, co nazwałbym "fascynacją"?
Bo kochanie to coś więcej i nie można go budować na czyjejś śmierci.
Może u Mike'a było to jakieś zaćmienie umysłu?

Piękny i jakże mądry cytat zamieściłaś, nic dodać, nic ująć :)
Czasem chce się umrzeć z miłości, to się naprawdę dzieje :)

Pozdrawiam znad porannej kawki :)

:)
bened dnia 13.11.2015 13:27 Ocena: Świetne!
Czasem umiera się z jej powodu mimo, iż się nie chce, ale to coś niezależnego od nas.

Przeznaczenie to jedna z największych zagadek tego świata.

A czy stan zakochania nie zawiera w sobie elementów fascynacji?
Oto słowa Jonathana Carolla:
" prawdziwa miłość jest zawsze chaotyczna. Gubisz się, tracisz trzeźwy osąd. Nie umiesz się bronić. Im większa miłość, tym większy chaos."

Zgadzam się z tym, dlatego ciężko oceniać uczucie Mikea.
Stał się jednak w pewnym momencie egoistyczny, a to już sygnał, że wartość tego uczucia nie była tak wielka jak mogłoby się wydawać. Nie miał żadnych podstaw, by stwierdzić na pewno, że z nim Milena będzie chociażby równie szczęśliwa co z Danem, a jednak zaplanował jego morderstwo w najdrobniejszych szczegółach. Mógł przez to bezsensownie zniszczyć jej życie.
Czy tak pochopnie postępuje ktoś kto kocha?

Pozdrawiam
mike17 dnia 13.11.2015 14:05
bened napisała:
Przeznaczenie to jedna z największych zagadek tego świata.

I chyba fakt, iż Dan dwukrotnie pojawia się w życiu Mike'a w sposób jednoznacznie decydujący o jego losach nazwałbym właśnie przeczeniem - w takich razach nie wierzę w przypadek.

bened napisała:
A czy stan zakochania nie zawiera w sobie elementów fascynacji?

Zawiera, ale czasem miłość to jedno, a fascynacja to coś innego.

Tu tekst piosenki Cliffa Richarda "My foolish heart", fragment:

This time it isn't fascination
or a dream that will fade and fall apart
it's love, this time it;s love, my foolish heart"

Często fascynacja poprzedza kochanie, a czasem miłość pojawia się nagle i nieodwracalnie.
Choć niekiedy na fascynacji się tylko kończy.

Ciężko oceniać Mike'a i jego uczucia.
Czy nie jest tak, że miłość sama w sobie jest czymś najwyższym, choćby źle ulokowana?
U niego zabrakło wglądu we własne postępowanie, więc "kochanie" stało się obsesją, a to już zejście na manowce...
Poza tym chciał zabić Dana i wziąć mu kobietę.
Czy tak myśli człowiek do końca normalny?
bened napisała:
Mógł przez to bezsensownie zniszczyć jej życie.
Czy tak pochopnie postępuje ktoś kto kocha?

Otóż to.
Sam zamysł nosi znamiona patologii, ale wciąż mamy to "kochanie" jako element przecież dobry sam w sobie.

Cytat:
Ma­rzy­łem po raz pierw­szy, a w ma­rze­niach ona nadal była panną, która nigdy nie po­zna­ła tego czło­wie­ka, ja zaś ka­wa­le­rem, nie­po­sia­da­ją­cym ro­dzi­ny – ba­la­stu.

Co Ty na to?
Celowo tak tylko musnąłem tę kwestię.
Anastazja Sorpiszewska dnia 13.11.2015 18:47 Ocena: Świetne!
Drogi Mike, tekst "żyje", wracam do niego po raz kolejny, pozostawia wiele pytań.
To pewnie cechy fajnej, mądrej literatury, takich wysokich lotów. Poruszyłeś bowiem ogromną ilość spraw ludzkich miedzy niebem a ziemia.

Pozdrawiam ciepło, serdecznie!
Miroslaw Sliwa dnia 13.11.2015 18:54 Ocena: Świetne!
Czy chore uczucia dotyczą jedynie dewiantów? Nic głupszego od takiego mniemania.
Wystarczy chwila nieuwagi i każdy z nas może być w saku.

Michał poruszyłeś bardzo ciekawy temat, no i cholernie literacki.
Niechciana miłość; jakie to rzewne, jakie roztkliwiające właśnie niechcianego kochanka (kę).
Jak oni się potrafią ulitować nad samymi sobą, a potem jak się zewrzeć w sobie aby powalczyć o ukochaną czy ukochanego. Nie ma takiego wariactwa, którego obsesyjnie kochający człowiek się nie dopuści, a wiem co piszę, bo raz tak pokochałem.

To było inaczej niż w Twoim opowiadaniu, ale faktem jest, że ja chciałem, a kobieta nie chciała. Po pół roku szarpania się z nią i całym środowiskiem (zazwyczaj tak bywa). Jakimś ostatnim zrywem rozsądku i woli wyjechałem w Polskę. Wróciłem po ośmiu miesiącach. Było niewiele lżej, ale opanowałem technikę unikania i niemyślenia. Od tego czasu minęło dwadzieścia lat i wyobraź sobie, że ja do dzisiaj się tego boję. Czasami myślę aby coś na ten temat napisać, ale nie znajduję słów aby upostociowić piekło, w które wlazłem sam i z nieprzymuszonej woli. Skąd jednak mogłem wiedzieć w co się pakuję?

Miałem i mam burzliwe życie, choć już nie mam na nie siły, ale od tamtego czasu nauczyłem się, że jeśli nie pasujesz do układanki, to chłopie, w tył zwrot i drzyj zeluwy. Echa kłopotów, których narobiłem sobie dwadzieścia lat temu wloką się za mną do dzisiaj. Łatwo powiedzieć "obsesor"; kurwa, każdemu to się może przytrafić; nawet nie będzie wiedział kiedy przekroczy piekielne bramy.

Dobrze, że to napisałeś.

Pozdrawiam serdecznie. :)

Mirek
mike17 dnia 13.11.2015 19:13
Anastazjo, że wracasz świadczy, że tekst spełnił swoją rolę, miał pobudzić do refleksji, bo o nią mi w tej pisaninie głównie chodzi, nie o marnowanie pióra na pisanie o wyssanych z palca bzdetach.
Poruszanie takich spraw traktuję jako tezę mojego pisania: ma być o CZYMŚ, ma nieść jakąś wartość, która z kolei pozostanie w Czytelniku, może zechce wracać jeszcze do tekstu?
By pisać o rzeczach "naszych", ludzkich, jestem zawsze gotów :)

Bardzo Ci dziękuję za wizytę :)

Mirku, na Twoje komenty warto czekać :)
Chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego.
Masz ten zmysł, że dotrzesz do sedna.
Nie zbędziesz słowami:"Fajne, podobało się, pozdrawiam".
Ty szukasz głębiej, i jako erudyta, niezmiennie znajdujesz.
Miroslaw Sliwa napisał/a:
Nie ma takiego wariactwa, którego obsesyjnie kochający człowiek się nie dopuści, a wiem co piszę, bo raz tak pokochałem.

I to jest święta prawda: miłość, jaka by nie była, zawsze potrząśnie człekiem.
Wierzę, że pomimo upływu lat pewne rzeczy się w nas nigdy nie zmieniają.
To niewykonalne, jeśli się raz kochało.
I będą mijać lata, a dla nas jakby zegar stanął.

Miroslaw Sliwa napisał/a:
Skąd jednak mogłem wiedzieć w co się pakuję?

Tego nigdy nie wiemy.
A jak sądzisz, Mike kochał ją, czy tylko padł ofiarą zaćmienia umysłu, obsesji, a może miał osobowość, która sprzyjała odchyleniom?
Bo ja sam nie potrafię go ocenić.

Pozdro!
Miroslaw Sliwa dnia 13.11.2015 19:56 Ocena: Świetne!
Dla mnie, Michale, psychologicznie najciekawszy jest ten moment, kiedy człowiek niewiedzący, oczywiście, że kocha obsesyjnie (bo niby skąd ma wiedzieć; może dziewczę nieśmiałe, bo i tak bywa) nagle znajduje się w jakimś dziwnym świecie; mało tego, potrafi się w nim znaleźć i już nie to, że on sam traci kontakt z rzeczywistością, ale że nie dostrzega, a może nawet dostrzega, tylko nie potrafi wtłoczyć tego w granice własnego zdrowego rozsądku, że ludzie wokół widzą w nim skończonego wariata. Ten moment jest jak naciśnięcie języka spustowego spluwy wymierzonej we własną skroń; to jest ciekawe; zwłaszcza u ludzi, zdawałoby się dojrzałych.

Emocje potrafią pozamiatać zarówno gówniarzem jak i starym. Tak to jest. I dosyć powszechne, wbrew pozorom.

Ale da się z tego odratować. :)

Trzymaj się. :)
mike17 dnia 13.11.2015 20:16
Miroslaw Sliwa napisał/a:
Emocje potrafią pozamiatać zarówno gówniarzem jak i starym.

Nie ma reguł.
Czy starzy i doświadczeni, czy żółtodzioby, w zderzeniu z miłością mogą nie podołać.
Wymiękają, i potem jest już tylko stan "po trzęsieniu ziemi".
Są tacy, którzy już nigdy się nie podniosą, ale są i tacy, którzy tak.
Może to "zaćmienie" wyda się stanem nie do końca normalnym, wtedy łatwo wrócić do życia, ale jeśli tak nie jest, co wtedy?
Ile jest takich, co do końca swych dni żyją miłością, która dawno temu przeminęła, a jednak w głowie i sercu nadal żywa, nie daje spokoju.
ajw dnia 14.11.2015 17:40 Ocena: Świetne!
Pokrętny tekst, zmuszający czytelnika do refleksji. Ileż osób "kocha" właśnie w taki sposób? A przecież miłość to zupełnie inne uczucie, dzięki któremu stajemy się lepsi, a nie gorsi. Nieuczciwość, skrytobójstwo, intrygi, chora zazdrość .. Świetnie zbudowałeś postać. Tyle zła mieściło się w tym osobniku, ale zostawiłeś jakąś wolną przestrzeń, dzięki której mogło się wprowadzić w jego duszę dobro. Gdyby zrobił to, co zamierzał sam wpadłby w gigantyczną studnię bez dna, a tak jest szansa, że wypłynie, że znajdzie jeszcze kogoś, kto wyrzuci z jego serca resztę zła.
Podoba mi się, miku :)
mike17 dnia 14.11.2015 17:55
Bo tak miało być, Iwonko, by rzeczy poruszyły trzewia i pobudziły do licznych refleksji.
Czy istnieje dobra i zła miłość, czy "kochanie" zawsze jest przez się usprawiedliwione.
Mike stracił kontrolę nad sobą, obsesja weszła w niego i pozostała.

Lecz czy do końca należy go potępiać?

Było w nim jednak jakieś dobro, skoro nie zabił, skoro "siekiera była już przyłożona do pnia", jednak cofnął się zdjęty czysto ludzkim poczuciem wdzięczności za ocalone życie.
Czy był zatem z gruntu zły?

Bardzo dziękuję Ci za czytanko i garść wartościowych przemyśleń :)
No i że się podobało, to już git majonez :)

:)
bened dnia 14.11.2015 23:14 Ocena: Świetne!
Cytat:
Kiedy tylko mo­głem, wy­my­ka­łem się z domu w na­dziei, że spo­tkam tę parę i choć przez chwi­lę na­sy­cę oczy jej wi­do­kiem, bo­wiem kre­acje wy­obraź­ni już mi nie wy­star­cza­ły.Głod­ny tego, co od nich ema­no­wa­ło, śle­dzi­łem ich.

Takie zachowanie oznacza, że Mike sfiksował na punkcie Mileny i wpadł w obłęd.
Zupełnie stracił kontrolę nad eskalacją fascynacji stając się niestety prześladowcą.
mike17 napisał:
Cytat:Ma­rzy­łem po raz pierw­szy, a w ma­rze­niach ona nadal była panną, która nigdy nie po­zna­ła tego czło­wie­ka, ja zaś ka­wa­le­rem, nie­po­sia­da­ją­cym ro­dzi­ny – ba­la­stu.Co Ty na to?

Rodzina to bardzo szeroko rozumiane pojęcie, ale jeżeli miał na myśli m.in. swoje dzieci to znaczy, że był bardzo zepsutym moralnie człowiekiem, który całkowicie zatracił pewne wartości.
Już sam fakt, że dorobił się na cwaniactwie, paradował po mieście w żałosny i żenujący sposób obwieszając się złotem oraz jeżdżąc drogimi samochodami jest przykry i fatalnie o nim świadczy.
Kochanie samo w sobie jest dobrym uczuciem, choć pewne normy społeczne sprawiają, iż w niektórych okolicznościach jest traktowane co najmniej nieprzychylnie.
Ale czy Mike tego właśnie doświadczył? I czy prawidłowo ocenił sytuację?
mike17 dnia 15.11.2015 09:08
bened napisała:
Rodzina to bardzo szeroko rozumiane pojęcie, ale jeżeli miał na myśli m.in. swoje dzieci to znaczy, że był bardzo zepsutym moralnie człowiekiem, który całkowicie zatracił pewne wartości.

Beniu, już wyjaśniam tajemnicę Mike'a, bo coś musisz wiedzieć: otóż usunąłem z tesktu mały akapit mówiący o tym, że ma żonę, która złapała go na dziecko i jej nie kocha. Pewnego dnia uciekła od niego, po czym poczuł niekrytą ulgę :)
Chciałem uczynić jego postać bardziej tajemniczą i niejednoznaczną.

bened napisała:
I czy prawidłowo ocenił sytuację?

Chciał mieć Milenę bez względu na cenę.
Gdyby żona od niego nie uciekła, rozwiódłby się z nią.
Coś jednak musiało szwankować z psychiką, skoro w całej swej naiwności wierzył, że po takiej miłości, jaką Milenie dawał Dan, teraz gładko i łatwo pokocha jego - to jest chore.
To przykład wypaczonego myślenia.

Na pewno Mike nie był specjalnie dobrym człowiekiem, ale fakt, że "wybacza" Danowi i daruje mu życie o czymś świadczy - może to początek przemiany?
Może Mike wejdzie teraz na inną drogę?
Ale czy przestanie kochać Milenę, a może "kochanie" to przybierze zmienioną formę?
Jak potoczyć mogło się jego życie po wieczornym spotkaniu?
blaszka dnia 15.11.2015 20:23
No to jestem ;)
Piękna historii o miłości (a może to tylko pożądanie...) i zbrodni, rodem z samej Biblii. Może nie każdy wie, że Król Dawid, z którego rodu wywodzi się Jezus, miał na sumieniu podobną zbrodnię, z tym, że dokonaną. Król ujrzał kąpiącą się w ogrodzie Batszebę, i nie zważając, że jest ona żoną Uriasza, spędził z nią noc. Batszeba zaszła w ciążę, a Dawid wysłał Uriasza na wojnę, na pierwszą linię frontu. Zgodnie z oczekiwaniami Uriasz zginął, a król poślubił ukochaną kobietę. Można by powiedzieć, że żyli długo i szczęśliwie, gdyby nie to, że Dawida dręczyły okrutne wyrzuty sumienia, lecz dopiero wtedy, gdy prorok Natan uświadomił mu jego błąd. Dawid napisał wtedy jeden z najpiękniejszych psalmów - Ps 51. Ze związku z Batszebą narodził się, znany z mądrości, późniejszy król Salomon.
Faktem jest, że władza i bogactwo potrafią dodać takiej pewności siebie, poczucia wyższości, że zatraca się właściwy moralny osąd.
Jak zwykle poruszasz ciekawe wątki psychologiczne, o których można dyskutować godzinami. To bardzo cenne w Twoich utworach. A lekkość stylu sprawia, że czyta się z przyjemnością.
Pozdrawiam
mike17 dnia 15.11.2015 21:14
Blaszko, bardzo dziękuję za wjazd i czytanie, i bycie w tym świecie, gdzie nic nie jest takie jak być powinno - nie mnie oceniać, takie światy są i nic na to nie poradzimy.
Rodzą się ludzie.
Umierają ludzie.
Jest obok świat.
W którym kochamy, po swojemu, oni też, mają swoje kochanie.
Nie mnie oceniać.
Staram się wziąć za pysk pewne sprawy, pewne zachowania, pewne "tu i teraz".
Bo takie jest życie.
Bo my do końca nie stanowimy jednolitej skały, czyż nie?

Pozdrawiam serdecznie.

Fajnie, że czyta się z przyjemnością pomimo "utrudnień".
Ale to zawsze miło słyszeć :)

:)
faith dnia 16.11.2015 19:34 Ocena: Świetne!
I znów dałam się ponieść opowieści, wybierając tak wiele dla siebie. Spostrzeżeń, uczuć, pięknych słów i zawiłych historii.

Życie to nie bajka, to nawet nie film z morałem, choć bardzo często właśnie tak byśmy chcieli. Twój tekst, Michale, właśnie dlatego jest tak prawdziwy.
Ludzie przecież nie dzielą się na "dobrych", lub "złych". Choć tak byłoby o wiele łatwiej. Mike z całego serca pewnie pragnął, by Dan był draniem i krzywdzicielem. Chciał tego, bo wtedy jego miłość i to, co chciał zrobić, znalazłby usprawiedliwienie. Okazuje się jednak inaczej, często ludzie, o których wolelibyśmy myśleć źle, mają w sobie więcej dobroci niż się spodziewamy. I kto wtedy czuje wstyd przez własnymi odczuciami? Przed uprzedzeniami, lub bezpodstawną nienawiścią?
Twoi bohaterowie, jak zwykle są niebanalni. Mike boryka się z wielkim dylematem, kieruje nim miłość, i choć zbrodni nie da się usprawiedliwić nawet nią, to piszesz tak, że i z nim Czytelnik może się zjednać, zrozumieć. To co ja do niego poczułam, to wielkie współczucie.
To tak, jakby samotnie siedzieć gdzieś wśród ciemnych i zimnych ulic i obserwować stamtąd okno, w którym pali się ciepłe światło i widać, jak ludzie cieszą się ze swojej wzajemnej obecności.
Smutna historia, a przy tym jakże dająca do myślenia, po raz kolejny już...

Dziękuję Ci za nią i za myśli, które wywołała.

Pozdrawiam ciepło!
mike17 dnia 16.11.2015 20:34
faith napisała:
Mike boryka się z wielkim dylematem, kieruje nim miłość, i choć zbrodni nie da się usprawiedliwić nawet nią, to piszesz tak, że i z nim Czytelnik może się zjednać, zrozumieć. To co ja do niego poczułam, to wielkie współczucie.

Cieszę się, że to wyłapałaś, bo postać Mike'a jest tragiczna.
To nie psychopata, to człowiek zakochany, fatalnie, beznadziejnie.
I poprzez to wart uwagi.
Ja też nie pogardzam nim, raczej staram się usprawiedliwiać, choć chęć mordu trudno mu policzyć za plus.
Jednak...
Jeśli na koniec odchodzi i już wie, że to nie on miał tu rację, kim był?
Jak potoczy się jego życie?
Nie zabił, więc było w nim coś z dobra.
Daleki jestem od oceny tej postaci, bo niejako zrównoważa dobro i zło.
W końcu wraca do siebie, do siebie...

Bardzo dziękuję Ci za wnikliwy i mądry koment.
Dotknęłaś w nim tego, o czym i ja myślałem.
Czy moi bohaterowie są niebanalni?
Wszyscy tacy jesteśmy, każdy z nas piszę niebanalną historię.

Pozdrawiam i zapraszam za jakiś czas :)
Lenix dnia 17.11.2015 14:55
Cienki Bolek z tego gościa, skoro jedna kobieta rozbija w pył jego dotychczasowe życie, status, itp. Dla mnie opowieść nie o miłości, lecz o toksycznych emocjach, ale momentami ściska za serce i zmusza do refleksji. Na pewno ciekawsza niż kolejne klasyczne romansidło.

Co do strony technicznej - nie znam się na prozie, więc milczę. Tekst podoba mi się ze względu na łatwość, z jaką sobie wyobrażam całą opisaną scenerię.
Klau dnia 17.11.2015 15:13 Ocena: Świetne!
Piękny tekst o tęsknocie za miłością, z refleksją o życiu .
Ula dnia 17.11.2015 15:46 Ocena: Świetne!
Mike,
Bardzo dobre opowiadanie, tak lekko napisane, że czyta się "jednym tchem". Stworzyłeś ciekawą postać - mężczyzny, który uczucie pustki we własnym życiu postanowił wypełnić fascynacją do kobiety. Chorą fascynacją. Bardzo fajne wpleciony wątek kryminalny. Przyznam, że na koniec odetchnęłam z ulgą :)
Pozdrawiam serdecznie :)
mike17 dnia 17.11.2015 16:38
Witam moich Szanownych Czytelników pod tą miniaturą :)

Leniś, takie rzeczy się dzieją, gdy w sercu deficyt kochania, a nagle spotyka się kobietę-ideał, wtedy można naprawdę postradać zmysły i całe życie podporządkować obsesyjnej idei.
Taki cienki to nie był, bo nie płakał w pustce czterech ścian, chlając gorzałę, że Milena go nie kocha, postanowił wziąć sprawę w swoje ręce, a więc jednak się nie poddał.
A że źle ulokował "kochanie" to już insza inszość.

Klau, ta tęsknota pcha Mike'a do morderstwa, planowania go, i wypacza całe jego myślenie.
Jak wcześniej pisałem w komencie, ja go jednoznacznie nie oceniam.
Boję się takiego sądzenia.
On po prostu zapragnął i jej, i jego bez niej.
Odpuszcza, lecz nie wiemy, jak dalej ma się sprawa z jego "kochaniem".
Wdzięczność dla Dana otwiera drzwi rozsądkowi i człowieczeństwu Mike'a.

Ulu, ta fascynacja mogła się dla wszystkich źle skończyć: dla Dana śmiercią, dla Mileny stratą męża, a dla Mike'a być może więzieniem, bo może wykryto by sprawcę.
Jednak triumfuje Dobro i opanowanie.
Jedynym poszkodowanym jest nadal Mike, bo nie wierzę, że przestał ją kochać.
Jest w nim wciąż, ale pewnie już inaczej, jak niedosięgłe marzenie.
Tak to widzę.
I narodził się wielki szacunek dla osoby Dana, tego jasnego elementu miniatury.

Bardzo Wam dziękuję za czytanie, za przemyślenia, i za to, że się podobało.
To dla mnie wielka nagroda :)

Pozdrawiam serdecznie :)
akacjowa agnes dnia 17.11.2015 17:28
Mike, Twój tekst idealnie wpasował się w moje ostatnie analizy psychologiczne :) Może to za dużo powiedziane, ale coś w tym jest. Zastanawiają mnie emocje i to, jaki wpływ mają na ludzkie działanie, osądy, czy nawet autoocenę.

Opowiadanie nie wbiło mnie w fotel, ani też nie wstrząsnęło szczególnie. Mimo emocji buzujących w nieszczęśliwym bohaterze, czytało mi się spokojnie i jakby z pozycji obserwatora. Nawet mi to odpowiadało :)

Zapraszam Cię do poczytania na moim blogu tekstu o emocjach: akacjowaagnes.blog.pl

Pozdrawiam :)
mike17 dnia 17.11.2015 17:57
Witaj, Aga, pod tym tekstem o obsesyjnej miłości.
Moim zamiarem było, by był monotematyczny, czyli w odróżnieniu do poprzednich miniatur, gdzie dominowała wielowarstwowość, tu miał być tylko jeden wątek naczelny – nieszczęśliwe zauroczenie, bez wątków pobocznych.
Bez ozdobników, bez wnikania w strukturę psychiczną bohatera (nawet nie wiemy, jaki był z natury, nie o to mi wszak chodziło), bez niedopowiedzeń, bez zapętleń – myślę, że wszystko dopowiedziałem aż nadto, ale o to mi przecież chodziło tym razem, by nazwać rzeczy po imieniu i by były jednoznaczne w swym wydźwięku.

Miało to być czymś na kształt relacji, co już zawęża pole percepcji: nie będzie „smaczków” i dociekania na własną ręką, co autor chciał rzec, jest tylko masa gołych faktów.
I pewien spokój w narracji – dobrze to uchwyciłaś, ale o niego mi chodziło.
Tu aż tak bardzo nie chciałem wstrząsać, chodziło mi o ukazanie obsesji, jednakże też bez „fajerwerków” – kameralnie, „do wewnątrz”, bez uzewnętrzniania się.

Może dlatego miniatura nie musi aż tak wstrząsać, ma być fotografią pewnych zachowań.
Powiem Ci, że mnie najbardziej chodziło tu o końcówkę i zachowanie Mike’a.
O to, że z każdej drogi można zawsze zawrócić, jeśli się dostanie solidną lekcję.
I to jest moim przesłaniem, reszta to dążenie do tego.

Dziękuję, że wpadłaś i byłaś z nami - zawsze jesteś mile widziana :)

Pozdro!
akacjowa agnes dnia 17.11.2015 20:09
Myślę, że wszystko udało Ci się zgodnie z planem :) Gratuluję skuteczności działania.
bened dnia 18.11.2015 00:22 Ocena: Świetne!
mike17 napisał:
Beniu, już wyjaśniam tajemnicę Mike'a, bo coś musisz wiedzieć: otóż usunąłem z tesktu mały akapit mówiący o tym, że ma żonę, która złapała go na dziecko i jej nie kocha.

Niechciane dziecko to istota ludzka, która pragnie, by ją kochano, a nie odrzucano i nazywano "balastem". Mike mógł czuć się oszukany, ale nie powinien dopuszczać się ignorancji i przelewać swoich negatywnych emocji wobec kogoś, kto nie przyczynił się w sposób bezpośredni do jego cierpienia. W mojej ocenie charakteryzował się intelektualnym betonem i zatwardziałością serca, wewnątrz którego się zabarykadował.
Coś w nim jednak pękło i się zmieniło skoro nagle zapragnął kochać.
mike17 napisał:
takie rzeczy się dzieją, gdy w sercu deficyt kochania, a nagle spotyka się kobietę-ideał, wtedy można naprawdę postradać zmysły i całe życie podporządkować obsesyjnej idei.

I tu jest sedno sprawy wymuszające współczucie do głównego bohatera.
Zobaczyć niebo siedząc w piekle, z którego nie można się wydostać.
Czyż to nie jest ponadprzeciętny niefart?
mike17 dnia 18.11.2015 09:24
Beniu, już sam początek miniatury mówi, jakim człowiekiem był do tej pory Mike.
Ale zanim doszło do "przesilenia" na wieczornej ulicy, on już czuł zdrowo, że jest kimś gorszym i że majątek nie określa go jako osoby, no w jakiś sposób szpanował tym, ale w duchu czuł, że gra w lipną grę.

Choć miał kobietę i dziecko, nie znaczyło to dla niego nic, czyli coś ze sferą emocji było nie tak.
To znaczy miał nie taką kobietą, jaką sobie wymarzył, i gdy spotyka Milenę, zaczyna się jazda.

Cytat:
I tu jest sedno sprawy wymuszające współczucie do głównego bohatera.
Zobaczyć niebo siedząc w piekle, z którego nie można się wydostać.
Czyż to nie jest ponadprzeciętny niefart?

Porównał życie własne z życiem tamtej pary i wpadł w rozpacz, choć się przed sobą do tego nie przyznał - teraz stało się to "miłością", którą postanowił mieć.
Na pewno miał cholernego pecha, bo jej nie mógłby mieć nigdy, nawet po śmierci Dana jego plan spaliłby na panewce.
Jego przeznaczeniem było przejść przez to i wyjść z tego jako nowy człowiek.
Nie znamy jego dalszych losów, można snuć spekulacje.
Ale pewnie zachowa ciepłe uczucia do niej, ale Dan staje się teraz zupełnie nową wartością.
I myślę, że czas zrobi swoje.
Tak mało wiemy o Danie, a to nie Milena, tylko on wyrósł tu na postać pierwszoplanową.

Dzięki, Beniu, za garść ciekawych refleksji :)
bened dnia 20.11.2015 02:41 Ocena: Świetne!
Trzeba też mieć na uwadze, że skrajność opisanej przez Ciebie sytuacji w dużej mierze wynika ze spaczonej osobowości. Nikt normalny nie traciłby czasu na to, żeby kogoś śledzić, czy też planować morderstwo. Logicznie myślący człowiek wiedziałby,ze to do niczego dobrego nie doprowadzi. Wręcz przeciwnie.
Jego zachowanie świadczy o tym, że to było popadające w paranoję zauroczenie i to w dodatku oparte głównie na wyglądzie, a to wbrew temu co mu się wydawało stanowiło bardzo zdawkowe i stereotypowe uczucie, tylko zostało ono wyolbrzymione przez drzemiące w nim ukryte pragnienia, ale z prawdziwą miłością miało to niewiele wspólnego.
Mike w porę się opamiętał, ale prawda jest taka, że niestety w rzeczywistości zazdrość jest to jeden z najczęstszych motywów popełnianych zbrodni,a to przerażające.
mike17 dnia 20.11.2015 09:21
O motywach i genezie zachowania Mike'a już pisałem we wcześniejszych komentach i twoje słowa to potwierdzają.
Z pewnością to zauroczenie miało podstawy czysto fizyczne, nie znał wszak charakteru Mileny, zwłaszcza że osobiście spotkał ją tylko raz, a więc ewidentnie wypaczona fascynacja.
Chora projekcja.
Całe szczęście, że nie doszło do tragedii, a Mike może wyciągnąć z tego wnioski.
Zawsze będą tacy ludzie jak on i tacy jak Dan - prawidłowość tego świata.
Oby tych drugich było więcej.
Quentin dnia 22.11.2015 12:33 Ocena: Bardzo dobre
Cena namiętności

Miłość to chyba najbardziej złożone COŚ na tym i tak mocno już udziwnionym świecie. Tutaj owa miłość miesza się wręcz z obsesją, a miesza się do tego stopnia, że trudno znaleźć punkt graniczny. Może po prostu go nie ma...?

Serwujesz nam, Mike, taką historię, po której można stwierdzić, że to co najwspanialsze i najmroczniejsze zarazem kryje się w człowieku. Można kochać tak bardzo, że jesteś gotów, by zabić. To nie takie dziwne, wszak namiętności nas porywają.

Korzystasz w sumie z dość utartego schematu thrillera obyczajowego, przy tym jednak nie spłaszczasz treści. No bo jakże mógłbyś spłaszczać. Nie ty, Maestro :-)
W tym "thrillerze" obyło się bez zbrodni, co nie znaczy, że spokój ofiarowany raz, zapanuje po wsze czasy. Nie w przypadku namiętności, za które płacimy najwyższą cenę. Tym bardziej, że w powietrzu nadal wisi niepokój. To się nazywa niepewne jutro dla jednego, drugiego, no i dla tytułowej damy, która pewnie wie najmniej, ale i to nam uświadamia, jak wiele dzieje się między ludźmi w pozornie ułożonym świecie...

Dobra, soczysta opowieść o uczuciowym świecie ludzi. Wszyscy chcą kochać.

Pozdrowienia, Maestro
Quentin
mike17 dnia 22.11.2015 14:29
Quentin, stary druhu, witaj pod tą miłosną miniaturą w tę listopadową niedzielę :)
Myślę, jak Ty, że znaleźć tę cienką granicę w rozumowaniu Mike'a jest chyba niemożliwością.
Długo żyje swoim "kochaniem", ale też chęcią mordu.
Gdy prawda ukazuje mu całe swe oblicze, odchodzi i daruje Danowi życie, co nie świadczy, że zazna w przyszłości spokój, jako zdrowy facet powiem, że szczerze wątpię.
Nadal będzie myślał o niej.
I nikt nie wie, czy obsesja pewnego dnia nie nasili się do tego stopnia, że przyćmi sobą dług wdzięczności i Mike jednak uderzy.
Wszystko u takich typów jest możliwe.

Bardzo lubię Twoje odwiedziny, stary, i to, co piszesz.
Umiesz dotrzeć do jądra tego, o co mi chodziło.
Masz nosa do czytania mnie między wierszami.
A komenty?
Jak zwykle perełki, wartościowe, dogłębne, mądre.
Dla takich Czytelników warto publikować.

Trzymaj się, stary :)
bened dnia 29.11.2015 11:36 Ocena: Świetne!
Mike niczym Bohun prawdopodobnie porwie piękną Milenę, gdyż nie wytrzyma nawracających fal męczarni wynikających z niespełnionych pragnień. Emocje duszone w głębi duszy człowieka zawsze próbują znaleźć ujście, gotują się, temperatura rośnie i pewnego dnia...
Dan i Milena będą śpiewać do siebie słowami "Dumki na dwa serca":
Dan:
"Przez kurhany spopielałe
Przez chutory w ogniu całe
Snu już nie znam, step odmierzam
By odnaleźć Cię."

Milena:
"Mój miły... "

Dan:
"Jakże pytać mam księżyca ?
On się kocha w Twych źrenicach
Słońce zgoni, step zasłoni
Nie odnajdę Cię "

Dan:
"Jakże pytać mam Kozaka ?"

Milena:
"Co na miłość chorą zapadł "

Razem:
"On by z żalu świat podpalił
Gdyby stracił..."

Dan:
"Cię..."

Milena:
"Mnie..."

Cytat:
jak wiele dzieje się między ludźmi w pozornie ułożonym świecie...

Święte słowa :)
mike17 dnia 29.11.2015 14:19
He he fantazja Cię nielicho poniosła w tę niedzielę pochmurną.
Taki scenariusz raczej między bajki włóżmy, no chyba że…
Że Milena z nagła owdowieje, czyli Dan zejdzie w sposób naturalny.
Wtedy Mike wparuje do niej po kozacku i jowialnie, z potężnym przytupem zaśpiewa „Love me tender” Elvisa, a potem zacznie się faza krzątań miłosnych, tylko czy niewiasta to kupi?

The answer is blowin' in the wind...

Na pewno będą wspólnie zawzięcie rapować kawałki Króla Rock’n’rolla w oczekiwaniu na jakiś przełom we wzajemnych relacjach, tudzież konsumować razem karkówkę z grilla, popijając zimnym Heinekenem, kurząc wielkie, kubańskie cygara.

Anyway, życzę im jak najlepiej.
Tak widzę to ja, ałtor :)
purpur dnia 07.12.2015 15:13
Cholera, dobry tekst!

Obsesja.

Bo to chyba już dawno przestała być miłość, zakochanie. Teraz to był kolejny cel, na jego liście "todo" :)
Przynajmniej ja to tak odebrałem.

Fajnie przyprawiłeś całość jakąś taką tajemnicą, czymś co nie pada w tekście bezpośrednio. Diabli wiedzą co też się kiedyś wydarzyło miedzy nimi, może nic, może coś... Fajnie również, że udało ci się nie popaść w przesadę w tej relacji, nie czuję tu nic sztucznego.

Szkoda rownież, że jednak się Mikowi "upiekło", tak ja wiem, że wtedy byłoby to bez sensu, jasne, ale kurcze chętnie bym "posłuchał" jak spełnia się opętanie - obsesja :) No ale to tylko taka moja, nieistotna dygresja :)

Fajnie piszesz, może jakiś kryminalik stworzysz/stworzyłeś - wydaje mi się, że byś się świetnie z nim rozprawił!

Dzięki!
mike17 dnia 07.12.2015 15:34
Cześć, Purpur, dobrze odebrałeś przesłanie, to już nie zakochanie, to obsesja.
Fajnie czytać twój koment - tak, zawsze staram się unikać przesady i pisać "instynktem", który podpowiada, jak to wszystko ma wyglądać, by nie było sztuczności.
Jeśli się udało, cieszę się :)

I ja bym chciał, by Mike posunął się dalej, ale...
Tu chciałem dać pewne przesłanie, nie chodziło mi o to, by mu się udało.
Nie miało się udać, by on sam jakoś wylądował, choć kto wie, życie jest długie, nie?

Piszę w różnych konwencjach, kryminały też.
Jeśli szukasz czegoś takiego, zapraszam do CHARLIE BAMBINO, znajdziesz w moim profilu, nawet swego czasu wyróżnione przez Redakcję.
Wbijaj i pisz, co o tym myślisz.

Pozdro popołudniowe :)
bened dnia 01.01.2016 17:16 Ocena: Świetne!
mike17 napisał:
Na pewno będą wspólnie zawzięcie rapować kawałki Króla Rock’n’rolla w oczekiwaniu na jakiś przełom we wzajemnych relacjach, tudzież konsumować razem karkówkę z grilla, popijając zimnym Heinekenem, kurząc wielkie, kubańskie cygara.

I to ma być bardziej prawdopodobna wersja? :)
Wg mnie osoba, która nie miała większych problemów z zaplanowaniem morderstwa do porwania też może mieć skłonność. Wcale by mnie to nie zdziwiło.
Cytat:
Na nie­bie za­pa­la­ły się po­wo­li błysz­czą­ce, przy­ja­zne gwiaz­dy, spo­glą­da­jąc na mnie, kiedy nie śpie­sząc się, wra­ca­łem do sie­bie. Do sie­bie…  

Jeżeli ostatnie słowa wypowiadane były z przekąsem, rozdrażnieniem lub rozczarowaniem to spokój unoszący się w powietrzu okaże się jedynie słynną ciszą przed burzą.
mike17 dnia 01.01.2016 17:27
bened napisała:
I to ma być bardziej prawdopodobna wersja?

He he to był przeca żart :)
Można długo dywagować, jak dalej potoczyłyby się losy Mike'a i jego "kochania", ale skoro taka była końcówka, myślę, że nasz bohater zaczynał powoli, bardzo powoli rozumieć, że musi zawrócić z drogi, na końcu której hipotetycznie majaczyła Milena - nie dla niego ona, i po mojemu chyba to w końcu pojął, zaczęło to do niego docierać.
Ale...
Gdzieś pojawia się wersja, że skoro miał w sobie skłonności mordercze, to może fascynacja wcale nie minie, a on, posunąwszy się głębiej w odmęty swego obłędu pewnego dnia jednak zaatakuje Dana.

Miniaturę pozostawiam otwartą tak, by każdy mógł dośpiewać sobie ciąg dalszy :)
Sam go nie znam.

Dzięki, Beniu, za wielkie zaangażowanie w analizowaniu "Mileny" - to się ceni :)
irys8486 dnia 03.01.2016 14:08 Ocena: Świetne!
Witaj Mike.... Przystanąłem na chwilę i zaczytałem się. Historia którą tu przedstawiłeś jest mi bardzo bliska, choć nie zostałem napadnięty i nie dostałem po głowie.
Miłość, zauroczenie, zakochanie. Wystarczy przypadkowe dotknięcie, muśnięcie, spojrzenie i człowiek już wie, że to jest to czego szukaliśmy niemal przez całe życie. W naszym przypadku kobieta, w innym mężczyzna. Gdyby nie było miłości jak wyglądałby świat?
Nijak....

Co do budowy nie mnie oceniać, bo się na tym nie znam, lecz zacytuję tylko ten kawałek

- Pan został mocno uderzony w głowę jakimś tępym narzędziem – rzekł później lekarz, który pojawił się znienacka w moim pokoju, bezszelestnie jak duch.

bez tego pogrubionego tekstu było lepiej?


Pozdrawiam serdecznie...
mike17 dnia 03.01.2016 14:22
Cześć, Irysku, bardzo się cieszę, że pojawiłeś się w moim kramiku z opowiadaniami :)
Ano tak to jest: takie historie pisze samo życie, a nam się wydaje, że jesteśmy głównymi autorami.
Zauroczenie, czy fascynacja, jak zwał, tak zwał, to wdzięczny temat do pisania, można go wycisnąć jak cytrynę i zawsze skapnie jeszcze kolejna kropelka.
Ale dzięki kochaniu ten świat się nadal kręci, choć dla każdego z nas może być czymś innym.

"Bezszelestnie jak duch" jakoś mi nie przeszkadza, uwypukla słowo "znienacka", co w kontekście kondycji Mike'a po wstrząsie mózgu moim skromnym ładnie się komponuje, ale to tylko moje zdanie :)

Pozdrawiam Cię wesoło, pijąc zieloną herbatę :)
Usunięty dnia 01.03.2016 08:55
Miałam ochotę przeczytać kolejny z twoich tekstów i jakoś tak padło na ten. I dobrze, bo pozostawił mnie on z jak najbardziej pozytywnymi wrażeniami, a na końcu wydobył ze mnie nawet głębokie westchnienie... Podobało mi się :)
mike17 dnia 01.03.2016 09:58
Sanai, bardzo mi miło, że wpadłaś pod ten tekst :)
To wielka radość dla mnie, że przypadł Ci do gustu.
I że wywołał pozytywne wrażenia, bo miał.

Zapraszam, kiedy dusza zapragnie!

Pozdro :)
Aronia23 dnia 03.05.2016 15:17 Ocena: Bardzo dobre
"Przez chwilę byłem w piekle, czarnym, wilgotnym, pełnym bólu i zgrzytania zębów.
Poczułem zapach ciemności, pocałowała mnie lodowatymi, martwymi ustami.
Wróciłem jednak, wróciłem na dobre." Mike17 dotarłam do następnej Twojej opowieści. Dawno już napisana. Pomysł niesamowity, ale zdanie, od którego zaczęłam swoją wypowiedź, wywarło na mnie ogromne wrażenie. Tak, każdy ma swoje piekło.
Właściwie to narrator, bogacz, ale i głodny miłości, samotny człowiek jest bardzo nieszczęśliwy.
Nie ma Mileny... nie ma prawdziwych przyjaciół. Wraca... sam do siebie.
W tym tekście można doszukać się różnych podtekstów. Może opowiada o dobru, może złu, może o ty i o tym. Jest na pewno intrygujący i przejmujący.
Oto spokojny nauczyciel, wcale nie jest spokojny. Tzn. umie zaprowadzić porządek wokół siebie.
"- Czasem tak lepiej, Mike, czasem tak łatwiej. Wolałem załatwić to w ten sposób. Sam wiesz – nigdy nie byliśmy blisko, ot, znajomi ze starych czasów. Nie chciałem inaczej. Usunąłem się. Tego właśnie potrzebowałem. To wszystko.
Mój głos umarł na chwilę – nie potrafiłem się do niego odezwać.
Spojrzałem w te spokojne, dobre oczy."
Tyle mądrości w nim zawarłeś, ale też pokazałeś ludzką psyche. Ważne. Dobry z Ciebie obserwator.
Jeszcze jedno. Tekst napisany dawno, trochę "technicznie" niedopracowany, widać po nim i po Twoich późniejszych tekstach, jakie postępy zrobiłeś. Gratuluję. Ja dopiero zaczynam poznawać Twoją twórczość. Cieszy to bardzo.
Pozdrawiam Aronia23
mike17 dnia 03.05.2016 15:56
Aronia23 napisała:
Dawno już napisana.

Oj, nie tak dawno, nawet pół roku nie ma.
Aronia23 napisała:
Właściwie to narrator, bogacz, ale i głodny miłości, samotny człowiek jest bardzo nieszczęśliwy.

Chciałem pokazać, że można mieć szmal i nie mieć tak naprawdę nic.
Bo jak się nie ma miłości, to jest się pustką.
Aronia23 napisała:
W tym tekście można doszukać się różnych podtekstów.

Zawsze staram się tak pisać, by tych podtekstów było jak najwięcej, by zasiać ferment w umyśle czytacza.
Aronia23 napisała:
Dobry z Ciebie obserwator.

Bardzo przenikliwy :)
Aronia23 napisała:
Jeszcze jedno. Tekst napisany dawno, trochę "technicznie" niedopracowany, widać po nim i po Twoich późniejszych tekstach, jakie postępy zrobiłeś

No chyba nie jest tak, jak piszesz.
Ja piszę non stop od 16-tu lat, więc ostatnio już żadnych postępów chyba nie poczyniłem, może 8-10 lat temu, a poza tym Wydawca nie dopatrzył się tu niczego do korekty (sic!) - bo ta miniatura jest w "Amerykańskim śnie".

Zapraszam Cię, kiedy dusza zapragnie do mojego kramiku z opowiadaniami, będzie mi bardzo miło, ole! :)
I dziękuję za literacki nalot.
Aronia23 dnia 03.05.2016 16:04 Ocena: Bardzo dobre
Ojej, ale popełniłam gafę. Wybacz. Wg mnie pewne rzeczy nie są dopracowane, no ale nie jestem wydawcą. Jeszcze raz gratuluję. Ależ z Ciebie spryciarz. Twoje teksty budzą niepokój w czytelniku, i Ty dobrze o tym wiesz. Umiesz sterować emocjami, grać na nich. To wielka sztuka, psychologia się kłania. Pozdrowionka - Aronia23
esere dnia 03.05.2016 16:45 Ocena: Świetne!
Mike17,

Cytat:
Kim, będąc wciąż nikim – pu­stym ma­ne­ki­nem, co pusty śmiech wy­wo­łu­je?


Jak Ty mnie zawsze miło zaskakujesz literkami, które piszesz :p .

Cytat:
to lato było im przy­chyl­ne jak ni­ko­mu in­ne­mu, szep­ta­ło sło­dy­czą ich po­ca­łun­ków


Kolejne zdanie, które mnie urzekło :rol: .

Jak ja nie lubię tekstów, w których nie ma nic do korekty :lol: , bo zawsze sobie myślę: "Co ja tu mogę wnieść?"
Poza słowami oczywiście kolejnej pochwały, mogę jedynie napisać swoje dygresje o tekście, bo przecież na tym Ci najbardziej zależy, nieprawdaż?

Smutne jest życie samotnego człowieka, nieważne, czy bogacz, czy biedak - jak ktoś jest sam całe życie, to po prostu nie może być szczęśliwy. Ludzie nie są zwierzętami lubującymi się w samotności, są stadni, jak chociażby wilki czy surykatki (o te miłe stworzonka:D).
Dobrze ująłeś sprawę - pieniądze same w sobie szczęścia nie dają. Oczywiście, żyjemy w takim świecie, że pieniądze trzeba mieć i to nie mało, by żyć godnie, ale one same w sobie nie mają największej wartości. Przede wszystkim w życiu nie można kupić dwóch podstawowych wartości, jakimi są zdrowie i miłość.
Dobrze wyszło Ci przedstawienie kulawego świata bogacza, który teoretycznie ma wszystko, a jednak nic.
W tekście jest nawet namiastka obłędu i tego, co może z niego wyniknąć. I słusznie! Bo miłość często prowadzi do obłędu, czasem lepszego, czasem gorszego. Jeśli w ogóle obłęd można uznać za coś pozytywnego (ale to wiesz, taka zabawa słowna).
Ja nie zauważyłam jakiś niedociągnięć, o których pisała Aronia23. Mnie się wydaje, że Twój polot widać w każdym zdaniu.
Dziękuję za miłe popołudnie nad Twą miniaturką.

Pozdrawiam i zapraszam do mnie na kolejną odsłonę Ogniem i Lodem :rol:
mike17 dnia 03.05.2016 18:17
Aronia23 napisała:
Twoje teksty budzą niepokój w czytelniku,

Bo tak ma być i tak zawsze będzie :)
Nie frasuj się błędami, jeśli nawet jakieś były, fachowcy ich nie dostrzegli, a o to nam chyba chodzi, nie?
Hm, podstawy psychologii liznąłem, tu i ówdzie...

Esere,

Jasne, że każdy musi mieć kogoś, każdy musi kochać kogoś.
Tak ten świat jest tak urządzony, by nie być samotnym, zapomnianym, opuszczonym.
Jakże szkoda mi takich ludzi.
I bogaczy, co przepieprzą całe życie i nie znajdą kochania.
A biedak dostanie to za friko.
I będzie wyżej niż ten panu, co to miał szmal, ale nie miał serca.

Mój bohater ma świra na punkcie Mileny i jej męża.
To mogło skończyć się tragicznie, jednak LOS zainterweniował.
Ten Pan czasem ma ludzkie odruchy.
Bohater dowiaduje się prawdy o samym sobie...

Dziękuję Ci za literackie wtargnięcie w mój świat :)
Tu zawsze wiele się dzieje, oj wiele!

Pięknie scharakteryzowałaś całą tę opowieść, bo tak naprawdę było.
Nie inaczej.
Bo czy miłość i obłęd nie mają do siebie zbyt blisko?
Niebezpiecznie blisko.

Pozdrawiam i niebawem u Ciebie :)
Aronia23 dnia 03.05.2016 18:31 Ocena: Bardzo dobre
Dziękuję za dodanie mi otuchy. Mike17 .
mike17 dnia 03.05.2016 18:35
Cała przyjemność po mojej stronie :)
maak dnia 22.08.2016 22:54
Mike, zawsze wierzyłem w mężczyznę. Zawsze miałem wiarę, że dam radę ocalić honor, godność bez względu na okoliczności. Nie wiem jak by było, ale chciałbym się spisać i nie dać się chwilkom głupawej złości przeciwko temu co kocham, czy mógłbym kochać. Poruszające opowiadanie.

M
mike17 dnia 23.08.2016 10:40
Dziękuję bardzo, Maczku, za pojawienie się pod tą miniaturą :)
Miło mi, że udało się mi Ciebie poruszyć, o to mi przecież chodziło.
By pokazać człowieka i człowieka, jego zdolność do przemiany duchowej.
Wierzę w coś takiego, stąd to opowiadanie.

Miłego dnia :)
Kazjuno dnia 22.09.2018 16:44
Świnia ze mnie. Dawno powinienem napisać komentarz. Trzy razy czytałem Moją Milenę, krótki piękny utwór zabarwiony świetną prozą poetycką. Co tu zresztą dodawać po takiej porcji komplementów i zachwytów. Najzwyczajniej powiem krótko: podpisuję się pod wszystkimi pozytywnymi ocenami, a na te zastrzeżenia, choć chyba ich nie było, pluję i nie przyjmuję ich do wiadomości.
Pokrótce Ci Mike spróbuję się wytłumaczyć ze swojej miesięcznej ucieczki z PP.
Byłem na europejskim turnieju tenisowym jako (nazwijmy to "obserwator";), tam nawiązałem kontakt z kimś piszącym o tenisie i zobowiązałem się napisać coś o tej dyscyplinie. Wreszcie zacząłem w ślimaczym tempie tworzyć opowiadanie wspomnieniowe. Jakoś tak mi się to źle pisało, że opadały łapy. Byłem rozgoryczony. Wreszcie dzisiaj zakończyłem tego molocha, przyciężkiego grubasa i jeszcze długo przyjdzie mi go odchudzać.
Na razie kończę serdeczny kumplu.
Jeszcze raz przyjmij gratulacje za świetną miniaturę, pozdrawiam Cię serdecznie, Kaz
mike17 dnia 22.09.2018 19:21
Witaj, kumplu Ty mój :)
Czekałem i się doczekałem.
Cenię Twoje słowo, Kaziui sam wiesz, jaką sympatią do Ciebie pałam.

"Moja Milena" to opowieść o prawdzie o człowieku.
O tym, kim może być lub kim może się stać.

Chciałem, by było bardzo "ludzko".
Bez kwiecistości i lania wody.

Cieszę się, że żyjesz nadal światem tenisa.
Pasja to podstawa.
A Ty ją masz, i dlatego masz radość życia.

Trzym się, Kaziu, i graj w tenisa aż posypią się iskry :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
al-szamanka
24/04/2019 21:41
Powiem Ci tak: Wiersz byłby o wiele lepszy, gdyby był… »
Marek Adam Grabowski
24/04/2019 13:36
Bynajmniej nie chodzi o błędy językowe; lecz o to, iż temat… »
Miladora
24/04/2019 12:50
Witaj poświątecznie, Hope. :) Będzie krótko, bo nie mam się… »
Berele
24/04/2019 10:19
Zdanie w 2 zwrotce jest nienaturalnie długie. To nie jest… »
pociengiel
24/04/2019 08:33
Chyba tak mam czas do wieczora. »
al-szamanka
24/04/2019 08:23
Fajnie, że się podobało. Dziękuję za poczytanie i miły… »
al-szamanka
24/04/2019 08:21
Odjazdowy tytuł :D Najbardziej podoba mi się słońce… »
lew morski
24/04/2019 03:44
Wielkie dzięki za przeczytanie i komentarz – myślałem, że… »
Abi-syn
23/04/2019 21:28
Hejka Wiki to prawie jak ja, :) , też rzadko, też z… »
Elminster
23/04/2019 18:10
@Marek Adam Grabowski nie zmieniłem czcionki, ponieważ… »
cliffhanger
23/04/2019 16:47
Bardzo dobre. »
Marek Adam Grabowski
23/04/2019 16:16
Widzę, że powtarzasz błędy z poprzedniej części. Nawet… »
Marek Adam Grabowski
23/04/2019 16:08
Bardzo piękny wiersz. I piszę to mimo tego, że nie przepadam… »
al-szamanka
23/04/2019 14:55
Nie dziwię się, że próbowała utonąć. Doskonale pokazałaś… »
Madawydar
23/04/2019 12:09
Fabuła zapowiada się całkiem nieźle. Błędy są, ale nie… »
ShoutBox
  • tydrych
  • 24/04/2019 22:55
  • Cholera jasna! Co mnie tu znowu przygnalo? :)
  • tydrych
  • 24/04/2019 22:54
  • By ich nie spalic, troskliwie zawijaj w sreberka. /Swistak/ :)
  • tydrych
  • 24/04/2019 22:52
  • I pamietaj by wsrod przypraw , byla oliwy kropelka.
  • tydrych
  • 24/04/2019 22:51
  • Juz niedlugo, za dni pare. Idz po piwko, nie gitare. Rozpal grilla a w sam zar, wloz kartofli kilka par.
  • mike17
  • 23/04/2019 18:46
  • Głosujcie w MUZO WENACH 7 na swoich faworytów, oto konkursowe namiary : [link]
  • AntoniGrycuk
  • 23/04/2019 13:31
  • A kto inny mówi, że w Słowniku Poprawnej Polszczyzny z 2016 jest: winny wszystkiemu. I co tu sądzić? Ja mam tylko taką sugestię: być winny wypadku, zdarzeń (kogo, czego).
  • AntoniGrycuk
  • 23/04/2019 13:27
  • Otóż dzwoniłem do poradni językowej Uniwersytetu w Poznaniu. Podano mi, że w słowniku sprzed 40 lat obie formy są dopuszczane, a w nowym tylko w formie dopełniacza. Więc: winny wszystkiego.
  • Dobra Cobra
  • 23/04/2019 10:40
  • Jaka piękna wymiana celowników i dopelniaczy ! Lata cale czekałem na taką rozrywkę umysłową na Sb.
  • MitomanGej
  • 23/04/2019 04:30
  • "Wszystkiemu" to celownik, a "wszystkiego" - dopełniacz. Z logicznego punktu widzenia poprawna jest forma z końcówką -ego, gdyż jesteśmy winni kogo/czego, w celowniku to możesz być winny koledze 5 zł
Ostatnio widziani
Gości online:11
Najnowszy:yxutyf
Wspierają nas