Starszy kontroler departamentu JP - purpur
Proza » Inne » Starszy kontroler departamentu JP
A A A
Od autora: Dość specyficzna inspiracja stworzyła ten tekst... Tak więc tekst jest specyficzny :)

---

W szpiczastych górach Absolutum występował specyficzny gatunek mnicha. Głowę miał łysą, jak zresztą, każdy inny. Nosił czerwoną tunikę, jak większość z pozostałych. Ale... To właśnie ten rodzaj mnicha, pewnego dnia, określił wszystkie wymagane cechy dla nadrzędnych i podrzędnych elementów. Tu wskazał punkt pierwszy, a tam ostatni. Wszystko musiało się zmieścić pomiędzy.

Zapanowała ogólna wesołość.
Mnisi z Absolutum stali się ogólnie szanowani.

Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że się pomylili.

Wszystko, co trwa w „teraz”, miało swój początek w „kiedyś”. Stan rzeczy nieustannie się jednak zmienia, ewoluuje, a następnie wpada ze świstem w średniowieczne zaślepienie. Cykl ten toczy się niczym koło po solidnie upstrzonej kamieniami polnej drodze. Są jednak elementy, które w większym, bądź odrobinkę mniejszym stopniu są stałe, one trwają, wyznaczając granice dla panoszącej się rzeczywistości.

W naturze człowieka leży układanie tych elementów, zaganianie ich w wyznaczone przez niego zagrody i usilne pilnowanie, aby żadna, nawet najbardziej rozbrykana cząstka, nie wydostała się z niej. Czasami jednak, mimo licznych straży, okazuje się, że jedna z nich stoi przed płotem, zamiast za…

Nikt dokładnie nie znał momentu wystąpienia tego wydarzenia, nikt nie był w stanie określić dokładnej daty. Niemniej jednak, miało ono miejsce, a był to bodajże wtorek.

 

No skoro zaczęliśmy od końca, to wypadałoby przejść do początku 

 

Osiem cienkich jak włos nóżek wydeptywało swoją codzienną ścieżkę na drewnianej podłodze. Zgodnie ze swoim zwyczajem, do kuchni najpierw zajrzała głowa. Niewielki wzrost był atutem, a nie przeszkodą, gdyż pozwolił na błyskawiczną ocenę zasobności podłogi. Pomijając przymus oglądania zielonych kafli, których po prostu nie cierpiał, to wyprawa okazała się sukcesem; w prawym rogu, tuż za bzyczącą lodówką, znalazł kawałek chleba. Usiadł sobie pod ścianą i dokładnie obejrzawszy znalezisko, wybrał fragmenty, które wyglądały szczególnie smakowicie. Zupełnie nie musiał się krępować, gdyż mimo iż był kompletnie głuchy, to właściciel tego mieszkania wydawał z siebie tak intensywne odgłosy spania, że wyczuwał jego stan wszystkimi odnóżami. Pyszczek wgryzł się w chrupiącą, lecz trochę spleśniałą skórkę.

No44 spał. Koronkowe firany unosiły się przy każdym nabraniu powietrza i opadały z lekkim falowaniem przy jego wypuszczaniu. Ten senny taniec obserwowały gładkolice szafki oraz pstrokate poduszki, które będąc miłością właściciela, zajmowały niemalże każdą wolną przestrzeń. Chrapanie ustało. Całe mieszkanie przygotowało się do przywitania swojego pana. Kapcie ochoczo leżały przy łóżku, a puchaty dywan rozprostowywał swoje pokręcone włosia. Czekali…

Przeciągłe ziewnięcie i orzeźwiające chrupnięcie w kościach – No44 przywitał kolejny dzień swojego życia. Nieprzytomny wzrok starał się przypomnieć sobie zmyślone historie, których jeszcze kilka minut temu był bohaterem. Na próżno, wszystkie zdążyły już uciec do swoich dziennych jamek. Wstał i wciskając stopy w kapcie, pomaszerował do łazienki. Krągłe, ale stworzone ze smakiem kształty kąpielowej armatury ucieszyły oko. Z wewnętrznym uśmiechem pomachał do idealnie ułożonych kosmetyków na półeczce obok lustra. Szpetnie zaś zaklął na widok swojej facjaty w jego odbiciu. Szkaradność jego rysów była powodem żartów większości podwładnych, mimo to był wielce ceniony za swoją fachowość. Tak więc, ludzie rozmawiając z nim patrzyli głównie w podłogę lub sufit, ale słuchali i sumiennie wykonywali polecenia.

Po porannej toalecie skierował swoje kroki do kuchni. Finezyjnie wykończony ekspres do kawy rozpoczął mielenie ziaren. Po chwili, do kuchennej melodii dołączyło ciche tykanie tostera. No44 stał wsparty dłońmi o blat. Odruchowo sięgnął do ekranu swojego powiadamiacza i zmobilizował go do odświeżenia listy zgłoszeń. Pojawiło się tylko jedno; przymrużone oczy wyszukały nazwę ulicy i oznaczenie zgłaszającego. Kliknął „zapamiętaj” i ruszył do niecierpliwiącego się kubka.

- O, bratku! – krzyknął No44, budząc śpiącą postać; zawsze po posiłku, chcą nie chcąc, zapadał w sen, co niejednokrotnie ściągało na niego gniew właściciela apartamentu. Był jednak szybki, gdy odnóża pracowały z pełną mocą. Uniknął więc śmierci, bo kapeć będący jego odwiecznym wrogiem, wylądował w miejscu, gdzie majaczyło już tylko jego wspomnienie. Dwa kolejne ślizgi wyprowadziły go poza obszar rażenia.

- No, co za bezczelny karaluch! Drzemkę sobie zrobił, no! - mamrotał No44, człapiąc w stronę leżącego kapcia. - O! I do tego nakruszył…

 

A dłoni krawędzie dotykały jej lichych kształtów, nadając istotność, nadając sens….

 

Niewidzialna dłoń płynęła po całej krainie. Była bezgranicznie rozległa, mogła dotknąć wszystkiego co namacalne, wszystkiego co ulotne. Długie palce muskały niewyrobione jeszcze ciała. Przebiegały po dopiero kiełkujących kształtach i nie raz łaskotały - ledwo co wysunięte ponad nic główki. Czasami jednak w jej działaniach pojawiała się nieuwaga, choć według pism zatroskanych czasoprzeszłych, wersja powinna brzmieć inaczej. Księgi te jednak spalono, bo wprowadzały zupełnie niepotrzebny zamęt, do i tak pokiereszowanych przez wydarzenia czasów.

Niemniej jednak, co poniektórzy pamiętali… A może po prostu wiedzieli, tego akurat nie udało się udowodnić. Twierdzili, że forma istnienia, niedająca się okiełznać żadną matrycą, nie jest wynikiem lekkomyślności, przypadku. W pewnym sensie, było to celowe działanie, ukierunkowane na…

No właśnie, na co?

Tego ani pisma, ani tym bardziej spadkobiercy tychże myśli, nie potrafili wskazać. Rysowanie diagramów, liczne dysputy nielicznych mądrych prowadziły do zupełnie rozbieżnych konkluzji. Dłoń jednak nic sobie z tego nie robiła, a to co robiła, robiła naturalnie – ot, tak. Każdy dzień dostarczał kolejnych kreacji, zupełnie nowych tworów, ku utrapieniu obserwatorów.

 

Nic do oglądania, rozejść się, do szkoły maluchy!

 

Zatrzymał auto przy krawężniku, blokując prawy pas ruchu. Uprawniał go do tego niebieski sygnał, który pulsował na dachu. Wygramolił się z samochodu i podszedł do ekipy interwencyjnej, która zabezpieczała obszar zdarzenia. Skinął głową, odpowiedziało mu również skinięcie.

- Nie spodziewaliśmy się pana… - prawie wyszeptał, trochę onieśmielony kierownik zespołu.

- Mieszkam niedaleko, więc się przypisałem - odparł No44. – Jak rozumiem – spojrzał na podręczny powiadamiacz – mam przyjemność z D58?

- Tak jest! – zasalutował D58.

- No to z czym mamy kłopot?

- Zapraszam, już pokazuję… - Nie odwracając głowy od swojego przełożonego, D58 ruszył do odgrodzonego czerwoną folią obiektu zgłoszenia.

- Spokojnie D58… wszyscy jesteśmy tutaj po tej samej stronie. Tworzymy zespół. – Widząc nieporadność swojego pracownika, No44 postanowił dodać mu otuchy.

- Oczywiście… Oczywiście… O proszę. To! – Wskazał na mały kwiatek, który ledwo zdążył wybić się ponad ziemię.

- Aha…

- Dziś rano obserwatorzy zgłosili tę anomalię. Byliśmy tu już o ósmej. Chcieliśmy przystąpić do usuwania, ale… - Jego oczy błądziły, dawało się dostrzec nie tylko zdenerwowanie, ale również zakłopotanie z powodu zaistniałej sytuacji. – No ale… miałem pewne odczucie…

- Odczucie…?

- No… tak jakby… Zresztą, obecny tutaj E12, również to poczuł…

- No dobrze. A jakież to odczucie?

- Proszę spojrzeć, ale tak zgodnie z dyrektywą aj-si-ju-9-3, a my zawsze ją stosujemy!

- Tak, zawsze! – Przypomniał swoją obecność E12.

- I słusznie. No dobra. Dajcie spojrzeć… - Nachylił się nad małym kwiatkiem. Zarówno E12, jak i D58 zgięli plecy w identyczne łuki. Każdy z nich przekrzywił głowę, aby móc dostrzec mistrza przy pracy. Patrzyli to na kwiatek, to na No44. On zaś przykucnął. Przechylił głowę w lewą stronę, wyciągnął dłoń i musnął delikatne płatki. Dało się słyszeć ciche mruczenie.

- To przebiśnieg – oznajmił po chwili.

- Tak, tak, oczywiście, ale… - wtrącił E12.

- Tak, tak, widzę. Czarny!

- No właśnie. Normalnie byśmy go po prostu usunęli. Oczywiście zachowując kroki zalecone w dyrektywie won-1-1. No, ale…

- Tak, ale?

- No poczuliśmy… Bo to… - Nie mogąc znaleźć odpowiednich słów, E12 zwrócił się błagalnym wzrokiem w kierunku D58.

- Bo, tak, szkaradztwo i parszywość, niby tak… ale… Poczułem to, co opisuje dyre…

- Dajmy już spokój tym cyferkom, co poczuliście? Mówcie – przerwał mu No44.

- No coś, jakby… Piękno? – Usta wykrzywiły się w grymasie. Oczy zacisnęły się, obawiając się reakcji przełożonego.

- Piękno? – Zamyślił się No44. Ponownie spojrzał na niewielki kwiatek. Jego cechy zewnętrzne bezbłędnie wskazywały na anomalię. Dokładnie taką, jaką należy bezzwłocznie wyeliminować ze zbioru elementów rzeczywistości.

Był czarny, miał postrzępione koniuszki płatków, a całość pokrywała niezliczona ilość szarych plamek. Losowo, bez żadnej systematyczności! No, ale… Ręka za każdym razem cofała się, gdy myśl nakazywała jej usunąć roślinkę.  

Dziwne, naprawdę dziwne, pojawiło się w głowie. Wieloletnia praktyka uczyniła z niego bezbłędnego łowcę. Wystarczyło, że przechodził koło czegoś, co swoim istnieniem zaburzało ideę harmonii i ograniczonego odpowiednimi dyrektywami wzoru piękna, a czuł, że coś jest nie tak. Niezawodne wyczucie poprowadziło go przez labirynt korytarzy, przez otwarte i zamknięte drzwi instytucji w której pracował i stał się legendą. Z jego zdaniem nie dyskutował nikt, dopuszczalne było jedynie, znaczące chrząknięcie, a i to z umiarem. A tutaj, przy zbiegu ulic Wachlarzowej i Pawiej, wahał się…

Oczy widziały tę nieszczęsną mieszankę niestandardowych kształtów i pomieszanych kolorów, a myśli podpowiadały – do piachu, zniszczyć to plugastwo, ale coś w środku nie pozwalało… Bo jeśli się mylił? Nie, to nie do pomyślenia. Nigdy się nie mylił! Piękno było tak proste w definicji. A on określał granice tych reguł. Dekrety, dyrektywy, zarządzenia – połowa z nich wyszła spod jego palców. Gdzież by teraz była ludzkość, a przynajmniej obywatele tegoż kraju, gdyby nie bezbłędnie wyznaczone krańce piękna. Wiedział gdzie, dokładnie wiedział. Żyliby w zgniliźnie bezguścia i brodziliby w mylności własnego zdania. Chaos. Anarchia. Aż nim wstrząsnęło.

Westchnął i ponownie skierował dłoń na wątłą nóżkę przebiśniegu. Pod palcami poczuł chropowatą zieleń, zacisnął palce - wystarczyło tylko szarpnąć, a świat stanie się lepszy. Raczej…

Odwrócił się do dwóch pracowników, którzy z wypiekami na twarzy obserwowali batalię z kwiatkiem. Gdy się podnosił, całe ich postacie krzyczały: I co? I co?

- Muszę się skonsultować.

E12 oraz D58 spojrzeli po sobie. No44 miał się skonsultować! Z kim? Przecież to on był wyrocznią w takich sprawach, jego oceny były błyskawiczne i zawsze trafne. Nigdy nie słyszeli, aby kiedykolwiek, z kimkolwiek się konsultował… W końcu D58 nie wytrzymał.

- A z kim, jeśli można spytać? Z kim się pan zamierza skonsultować?

- To chyba oczywiste – odparł – z AiZ!

D58 zemdlał.

 

Machina ruszyła, ślamazarnie, ospale, jak pociąg, co w parowym kotłował szale…

 

Całą okolicę ewakuowano. W miejscu, gdzie wyrósł nieszczęsny kwiatek, postawiono szczelnie zamykany namiot, aby jego wpływ nie miał najmniejszych szans na dotarcie do bezbronnych mieszkańców okolicznych bloków. Do pomocy wyznaczono elitarne jednostki departamentu Jakości Piękna - uzbrojone w maski przeciwwpływowe, trzymały straż w dzień i w nocy.

Minęły trzy dni, bo tyle było potrzeba, aby odpowiednie druki napęczniały od wymaganych pieczęci i niezwykle istotnych podpisów. Cała ta wieża dokumentów wylądowała docelowo na biurku głównego dyspozytora decyzji - jego wysokości AiZ.

W sobotni poranek, zarówno No44, jak i pierwsi, którzy dotarli na to miejsce, czyli ekipa D58 oraz E12, oraz nieomylny AiZ, zebrała się we wskazanym miejscu. Korzystając z pokładów doświadczenia oraz opracowanej specjalnie na takie sytuacje aparatury, przeprowadzona została analiza morficzna. Następnie, ze względu na brak jednoznacznej odpowiedzi, skorzystano z „Skreślania Opcji według Kategoryzacji Dyrdymałum”, narzucania opinii zgodnie z „Zaufanym Kręgiem określonym w Zbiorze Dzieł Nieskomplikowanych Zamieszantusa”, oraz potarto patyczkiem, opracowanym przez Komisarza Magnifikusa Chwalipiętusa.

Wszystkie te zabiegi nie dały jednak odpowiedzi: czy to, co rośnie tu, ma rosnąć dalej, czy też powinno być wyrwane.

- No niezwykła sprawa muszę przyznać… - dumał AiZ.

- No, ale czuje pan? – upewniał się No44.

- Tak. Ubolewam nad tym faktem, ale istotnie przyznaję, że czuję – przyznał AiZ.

- To może…? – zapytał nieśmiało No44.

- Tak?

- Może to zostawić…?

- No, ale jak? – zaciekawił się AiZ.

- Po prostu, odwrócimy się i pójdziemy.

- A obserwatorzy? Przecież oni od razu zgłoszą to ponownie? – Wykazał lukę w pomyśle AiZ.

- To się osłoni…

- Dobrze pan wie, że to nic nie da… Obserwatorzy go dostrzegą. – Mówił spokojnie, szanując każdy jeden wyraz.

- No to wyrwijmy to w diabły!

- Tak nie wolno. To coś, ma w sobie piękno, może tylko drobinkę, ale ono tam jest…

- To może, sam nie wiem… – No44 szukał wzrokiem pomocy w okolicznych krzaczkach. - Może stwórzmy jakąś listę wyjątków? I dopiszemy to – powiedział z wyraźnym obrzydzeniem, wskazując na kwiatek – do tej listy?

- Sam pan wie, że jest to niemożliwe. Oznaczałoby to wyjątek od reguły.

- No niby tak, ale zważywszy na okoliczności… - Lekko poluźnił, zupełnie nieuciskający, kołnierzyk.

- I co dalej? Może pozwolimy, aby w każdym takim wypadku coś było dopisywane? Wie pan, do czego to prowadzi?

- Do porządku?

- Chyba nie dostrzega pan złożoności problemu, drogi No44. To prosta droga do uznaniowości. I co, jeden będzie mówił, że piękne, a drugi, że nie? Jak by wyglądało nasze życie w takich warunkach? Każdy głos się liczy? Nie bądź pan śmieszny…

- Hmmm… To może przekazać to tym od szczęścia? Przyznam, że troszkę się cieszę, jak patrzę na ten, ten… No obiekt…

- To tylko pogorszy sprawę. Tym z departamentu Jedynego Właściwego Szczęścia nie można wierzyć – pokręcił przecząco głową AiZ. -  Oni chichoczą… Nie, to jest za poważna sprawa…

- Cholera… o, przepraszam. – Schował oczy w czubkach butów.

- Doprawdy, ciężka sprawa...

Wszyscy patrzyli. I choć nikt nie chciał tu zostać, to żaden z obecnych nie ważył ruszyć się z miejsca. W końcu, No44 jakby trochę pojaśniał. Nieliczne włosy na czubku głowy rozprostowały się, kiedy pojedyńcza myśl popędziła przez zatroskane czoło. Palec wskazujący prawej dłoni wyprostował się, kciuk dołączył do pozostałych trzech palców, a całość skierowała się ku niebu. Spojrzenia grupy pobiegły za tym wskazaniem i wtedy usłyszeli „tumb”. Oczy zwróciły się ku źródle dźwięku – wielkiemu, czarnemu butowi na nodze No44. Bucior powoli podniósł się z ziemi, uwalniając pokiereszowany, zmiażdżony, czarny przebiśnieg. Piękno zostało zdeptane.

- Oj! Przypadek… niechcąco… - Powaga na twarzy, zupełnie nie współgrała ze słowami, które wypowiadał. – No, ale zgodnie z dyrektywą a-ciu-8-2, czyli… Choć chyba nie muszę mówić…

- Przypadek losowy podczas badania sprawy… – wyszeptał, jak modlitwę D58. Teraz patrzył na No44 jak na swojego boga.

- Brawo No44, nietypowe rozwiązanie, przyznaję… Ale zgodne ze wszystkimi dyrektywami – z uznaniem pokiwał głową AiZ. – No to chyba sprawa została zakończona. Zniszczyć pozostałość, zdezynfekować otoczenie, zresztą… Wiecie co robić…

Nieuchwytne „uff” przebiegło przez wiele umysłów, przez wiele oczu i przez jeden ogon, choć akurat ten ostatni przypadek był raczej poza zainteresowaniem kogokolwiek.

 

Zupełnie bez powodu, trochę jakby zza kurty, wyszło, popatrzyło i…

 

Minął rok. Karaluch wygrzewał się na swojej leżance, która przez właściciela domu nazywana była wycieraczką. Objedzony do nieprzytomności, praktycznie już lewitował pomiędzy rzeczywistością a snem. Majaki i ginące kolory, to właśnie w tej chwili obserwował i pewnie wpadłby zupełnie w niezasłużony sen, gdyby nie coś, co go zainteresowało. Podbiegł do szczeliny, która wytworzyła się pomiędzy listwą podłogową a ścianą szafy.

Tak, coś tam było.

Stanął na tylnych odnóżach, by zrównać się z obiektem. Nigdy nic takiego nie widział – czarny, chyba przebiśnieg, wyrósł spod drewnianej listwy. Karaluch obwąchał go, zapominając, że był nie tylko głuchy, ale i kompletnie nie rozpoznawał zapachów. Dotknął więc kwiatek - nic ciekawego. Pogłaskał płatki - zupełnie zwyczajne. Wtedy właśnie postanowił skorzystać z ostatniego daru jakim obdarzył go stwórca – nieomylnej paszczy. Rozwarł ją więc szeroko. W myślach usłyszał miłe mlaśnięcie… Ale… Nie zdążył. Czarny przebiśnieg szybkim ruchem wystrzelił główkę i wydając przerażający, choć dodać należy, że dość cichy okrzyk, połknął karalucha.

Dalej nie działo się już nic. Przynajmniej tego dnia. Poza tym, że nóżka kwiatka wybrzuszyła się w połowie swojej długości. Niewprawne oko, mogłoby wziąć ten kształt za zdziwionego karalucha. Tak, tym razem, piękno zdecydowało się nie poddawać swojej wartości pod dyskusję – tym razem, jak i każdym kolejnym który nastał po owym dniu… Piękno obroniło się samo.

 

Bardzo dziękuję JM za... zresztą wie za co :) 

 

 

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
purpur · dnia 22.03.2016 19:06 · Czytań: 793 · Średnia ocena: 4,75 · Komentarzy: 29
Komentarze
Gorgiasz dnia 22.03.2016 21:02
Bardzo dobre opowiadanie. Ciekawe, dobrze napisane, w interesującej formie z godnymi uwagi podtekstami. Doskonały pomysł z karaluchem i nowatorski (o ile się orientuję) z samoobroną piękna (zaskakujące zakończenie); nie spotkałem się jeszcze z takim ujęciem. A paranoiczny, sztuczny, zbiurokratyzowany system podszyty strachem i czołobitnością wobec dyrektyw, bezradny wobec najdrobniejszych, lecz istotnych problemów, których osnowę sam stwarza – czytelną aluzją do świata w jakim żyjemy, a w szczególności stanu, do jakiego dąży.
Pozostaje jednak nadzieja, że pewne idee, stłamszone przez tę naszą nieszczęsną rzeczywistość, odnajdą jednak sposób – być może nieoczekiwany i niestandardowy – na przetrwanie. I kiedyś pożrą niepotrzebne karaluchy, które niekoniecznie muszą być obdarzone aż ośmioma nogami. Dwie wystarczą.

Cytat:
Niewielki wzrost był atutem a nie przeszkodą, gdyż pozwolił na błyskawiczną ocenę zasobności podłogi.

Niewielki wzrost był atutem, a nie przeszkodą, gdyż pozwolił na błyskawiczną ocenę zasobności podłogi.

Cytat:
Usiadł sobie pod ścianą i dokładnie obejrzawszy znalezisko, wybrał fragmenty, które wyglądały szczególnie smakowicie.

Do karaluszka czynność siadania jednak niezbyt pasuje. Anatomia taka. Napisałbym: Przystanął.

Cytat:
Ten senny taniec obserwowały gładko lice szafki oraz pstrokate poduszki, które będąc miłością właściciela, zajmowały niemalże każdą wolną przestrzeń.

„gładkolice”

Cytat:
Kapcie ochoczo leżały przy łóżku a puchaty dywan rozprostowywał swoje pokręcone włosia.

Kapcie ochoczo leżały przy łóżku, a puchaty dywan rozprostowywał swoje pokręcone włosia.

Cytat:
Odruchowo sięgną do ekranu swojego powiadamiacza i zmobilizował go do odświeżenia listy zgłoszeń.

Odruchowo sięgnął do ekranu swojego powiadamiacza i zmobilizował go do odświeżenia listy zgłoszeń.

Cytat:
- Zapraszam, już pokazuję… - nie odwracając głowy od swojego przełożonego,

- Zapraszam, już pokazuję… - Nie odwracając głowy od swojego przełożonego,

Cytat:
- No poczuliśmy… Bo to… - nie mogąc znaleźć odpowiednich słów, E12 zwrócił się błagalnym wzrokiem w kierunku D58.

- No poczuliśmy… Bo to… - Nie mogąc znaleźć odpowiednich słów, E12 zwrócił się błagalnym wzrokiem w kierunku D58.

Cytat:
- No coś, jakby… Piękno? – usta wykrzywiły się w grymasie.

- No coś, jakby… Piękno? – Usta wykrzywiły się w grymasie.

Cytat:
- Piękno? – pomacał to słowo No44.

- Piękno? – Pomacał to słowo No44.
I odnoszę wrażenie, że „pomacał” nie jest tutaj zbyt odpowiednim określeniem.

Cytat:
Był czarny, miał postrzępione koniuszki płatków i jakby tego było mało, cały pokryty był szarymi kropkami.

Był – było – był.
Z trzeciego należałoby zrezygnować.

Cytat:
Oczy widziały tą nieszczęsną mieszankę niestandardowych kształtów i pomieszanych kolorów,

„tę”

Cytat:
Dekrety, dyrektywy, zarządzenia – połowa z nich wyszła z pod jego palców.

„spod”

Cytat:
Następnie, ze względu na brak jednoznacznej odpowiedzi, skorzystano z „Skreślania Opcji według Kategoryzacji Dyrdymałum”, narzucania opinii zgodnie z „Zaufanym Kręgiem określonym w Zbiorze Dzieł Nieskomplikowanych Zamieszantusa”, oraz potarto patyczkiem, opracowanym przez Komisarza Magnifikusa Chwalipiętusa.

Nie odpowiadają mi użyte tutaj nazwy. Infantylizują i deprecjonują treść tej – niezwykle interesującej i w głębszej warstwie bardzo poważnej i przemyślanej – historii.

Cytat:
- Cholera… o, przepraszam – Schował oczy w czubkach butów.

- Cholera… o, przepraszam. – Schował oczy w czubkach butów.
ajw dnia 22.03.2016 23:23 Ocena: Świetne!
Na początku poraziła mnie lekko długość tekstu, ale jak zaczęłam czytać wszystko poszło jak po maśle. No powiem Ci, purpurku, ze zaskoczyłeś mnie (bardzo pozytywnie zresztą). Interesujący tekst napisany bardzo sprawnie. Podoba mi się warstwa językowa, wplatane w treść dygresje, wątek karalucha i w ogóle całość od A do Z. Jestem pod wrażeniem. Więcej, poproszę, więcej :)
Pozdrawiam serdecznie.
purpur dnia 23.03.2016 12:02
Ależ przyjemnie jest odczytać tak pozytywne opinie. Troszeczkę "popłynąłem" w moim "stylu" i obawiałem się, czy przypadkiem nie za bardzo, czy przypadkiem nie poukrywałem elementów za głęboko... Strasznie się ciesze, dowiadując się, iż jednak tak nie było, zwłaszcza od takich wprawnych operatorów pióra :D

AJW - no miałem nadzieję zaskoczyć :) Czyżby wypadało wstawić: Yupi? :) A karalucha, mi osobiście szkoda, polubiłem drania...

Gorgiasz - wiele, zresztą jak zwykle, wiele dobry sugestii! Na pewno zaraz się biorę za korektę tekstu. Strasznie się cieszę, że samo opowiadanie się akurat Tobie spodobało.
Gorgiasz napisał:
Następnie, ze względu na brak jednoznacznej odpowiedzi, skorzystano z „Skreślania Opcji według Kategoryzacji Dyrdymałum”,

Tak, zdaję sobie sprawę z "śmieszności" tych zdań. Wiesz... idea była taka, aby "poważny" problem przedstawić zupełnie w nie poważny sposób... Wymagało to wyczucia, kiedy ma być "zabawnie" czy jak Ty twierdzisz infantylnie... Nie twierdzę, że w tym miejscu wyczucie mnie nie zawiodło... Tak mogło się stać, to trudna sztuka, żartować, mówiąc poważnie. Zastanowię się nad wskazanym fragmentem.

Dzięki, daliście MASĘ motywacji!
Bernierdh dnia 23.03.2016 12:51
No, bardzo mi się podobało.
Świetne opowiadanie, od początku do końca.
Właściwie wszystko jest tu na swoim miejscu (jeśli coś mi zgrzytnęło, to może fragment wskazany przez Gorgiasza - ciut za bardzo tu popłynąłeś na mój gust, choć i to ma swój urok). Mnie również urzekł wątek z karaluchem, bardzo spodobało się zakończenie, no i uwielbiam, gdy ktoś mówi o całkiem poważnych sprawach za pomocą umiejętnie dawkowanego absurdu.
Po prostu bardzo dobry tekst - świetnie napisany, przemyślany i niegłupi.
Gratuluję i pozdrawiam cię serdecznie :)
faith dnia 23.03.2016 19:39
Wydłubałam trochę czasu, więc jestem:)

Purpurze drogi, niewątpliwie to, co jest Twoją mocną stroną, to dar snucia opowieści. Potrafisz zainteresować i wciągnąć czytelnika w wykreowany przez Ciebie świat. I ja dałam się temu porwać, wtapiając w tę przedziwną rzeczywistość.

Masz bogaty język i potrafisz go dobrze wykorzystać, co najlepiej pokazuje właśnie ten tekst, nie pozwalasz się nudzić czytelnikowi :)
Przyznam, że historia, którą nam opowiadasz jest ciekawa, przemyślana i zgrabnie poprowadzona. Myślę, że to najważniejsza sprawa, a do takiego postawienia sprawy trzeba mieć talent. Nie mam zarzutów co do treści, bo ta jest naprawdę dobra i nietuzinkowa. Widać, że miałeś pomysł, który został bardzo dobrze przedstawiony, ale jest parę spraw, wymagających poprawek. Starałam się wyłapać ich jak najwięcej, a wiedz, że robię to tylko wówczas, gdy wiem, że tekst ma duży potencjał i należy mu się dobra oprawa bez zgrzytów :)

Zacznijmy więc:)


Cytat:
Cykl ten toczy się niczym koło(,) po solidnie upstrzonej kamieniami polnej drodze.
- zaznaczony przecinek jest niepotrzebny.

Cytat:
Nikt dokładnie nie znał momentu wystąpienia tego wydarzenia, nikt nie był w stanie określić dokładnej daty. Tym niemniej wydarzyło się, a był to bodajże wtorek.
- wydarzenie się wydarzyło, nie brzmi zbyt ładnie, może np.

Cytat:
Niemniej jednak, miało ono miejsce, a było to bodajże w pewien wtorek.


Cytat:
Osiem cienkich(,) jak włos nóżek wydeptywało swoją codzienną ścieżkę na drewnianej podłodze.
- niepotrzebny przecinek.

Cytat:
Zgodnie ze swoim zwyczajem, najpierw głowa zajrzała do kuchni.
- rozumiem, że w tym zdaniu ważne jest to, iż to głowa zajrzała do kuchni, zmieniłabym więc nieco szyk, tak dla podkreślenia.
Zgodnie ze swoim zwyczajem, do kuchni najpierw zajrzała głowa.

Cytat:
gdyż mimo był kompletnie głuchy, to właściciel tego mieszkania wydawał z siebie tak intensywne odgłosy spania, wyczuwał jego stan wszystkimi odnóżami. Pyszczek wgryzł się w chrupiącą, mimo trochę spleśniałą, skórkę.
- podkreślony fragment jest nieco nieporadny, a w dodatku trzy razy powtarzasz "iż".

Cytat:
Kapcie ochoczo leżały przy łóżku(,) a puchaty dywan rozprostowywał swoje pokręcone włosia.
- tym razem zabrakło przecinka.

Cytat:
Szkaradność jego rysów była powodem żartów większości jego podwładnych, [itym niemniej był wielce ceniony za swoją fachowość.
- jego/jego obok siebie i znów to zgrzytające mi nieco "tym niemniej", pozwól, że wspomogę się źródłem, by przedstawić Ci pewną ciekawostkę:

Użycie tego (przez językoznawców kwalifikowanego jako rusycyzm, a zatem – błąd językowy) wyrażenia jest powszechne nie tylko w języku potocznym, ale i w literaturze pięknej. Dlatego my nie ganimy sformułowania tym niemniej, choć zalecamy używanie jego synonimów – przede wszystkim w sytuacjach oficjalnych, w których unikanie tego wyrażenia jest wręcz koniecznością. Zamiast używać tym niemniej, lepiej jest mówić ale, niemniej jednak, jednakże, mimo to: Zrobiłam ten tort dla ciebie, tym niemniej możesz nim poczęstować, kogo chcesz/ Zrobiłam ten tort dla ciebie, ale możesz nim poczęstować, kogo chcesz.*

Myślę, że możesz spokojnie pozbyć się tego drugiego zaimka, a "tym niemniej" zastąpić czymś innym:)

Cytat:
- O, bratku! – krzyknął No44(,) budząc śpiącą postać
- zgubiony przecinek.

Cytat:
Była tak rozległa, iż była w stanie dotknąć wszystkiego co namacalne, wszystkiego co ulotne.
- była/była - znów nieładne powtórzenie.
Cytat:
Dłoń była jednak nieuważna, chodź według pism zatroskanych czasoprzeszłych, wersja ta powinna brzmieć inaczej. Księgi te jednak spalono, bo wprowadzały zupełnie niepotrzebny zamęt, do i tak pokiereszowanych przez wydarzenia czasów.
a tu ile mamy smaczków ;)

- znów powtórzony czasownik "była"
- jednak/jednak w krótkim odstępie
- nachodzące na siebie zaimki ta/te
- no i chyba najważniejsze choć jako spójnik z "ć" na końcu, nie "dź", bo tworzy się wtedy wyraz o zupełnie innym znaczeniu niż miałeś w zamiarze.

Cytat:
Tym niemniej, co poniektórzy pamiętali…
- znów to szkaradztwo, którego nadużywasz :)
Cytat:
- …nie spodziewaliśmy się pana… - prawie wyszeptał, trochę onieśmielony kierownik zespołu.
- zbędny wielokropek na początku, zaczęłabym to zdanie najnormalniej z wielkiej litery.

Cytat:
D58 ruszył do odgrodzonego czerwoną folią(,) obiektu zgłoszenia.
- zbędny przecinek.

Cytat:
Wskazał na mały kwiatek, który ledwo zdążył(,) wybić się ponad ziemię.
- i tu również :)

Cytat:
- No… tak jakby… Zresztą, obecny tutaj E12, również to poczuł…

- No dobrze… A jakież to odczucie?
- uważam, że masz też skłonności do nadużywania wielokropków, przemyśl, czy rzeczywiście wszędzie są one niezbędne.

Cytat:
- Tak(,) zawsze!
–tu z kolei przecinek powinien się pojawić.

Cytat:
A był on czarny, miał postrzępione koniuszki płatków, a całość pokrywała niezliczona ilość szarych plamek.
- a/a znów na siebie nachodzą.

Cytat:
Wieloletnia praktyka(,) uczyniła z niego bezbłędnego łowcę.
- bez przecinka.

Cytat:
Jego niezawodne wyczucie poprowadziło go przez labirynt korytarzy, przez otwarte i zamknięte drzwi jego instytucji i stał się legendą. Z jego zdaniem nie dyskutował nikt,
- znów za dużo zaimków.

Cytat:
połowa z nich wyszła spod jego palców. Gdzież by teraz była ludzkość, a przynajmniej obywatele tegoż kraju, gdyby nie jego bezbłędna ocena piękna.
- tutaj podobnie.

A kilka linijek dalej znów:
Cytat:
Pod palcami poczuł jego chropowatą zieleń,


I znów...
Cytat:
Odwrócił się do dwóch pracowników, którzy z wypiekami na twarzy obserwowali jego batalię z kwiatkiem.

I znów...
Cytat:
jego oceny były błyskawiczne i zawsze trafne.

A mówię tu o bardzo bliskim sąsiedztwie ;)

Cytat:
Machina ruszyła, ośliźle, ospale, jak pociąg, co w parowym kotłował szale…
- Rozumiem, co chciałeś przekazać, ale lepiej wyeliminować tego potworka.
Machina może być oślizgła, ale ruszyć ośliźle już raczej jej nie wypada ;)

Cytat:
Do pomocy wyznaczono elitarne jednostki departamentu Jakości Piękna, którzy uzbrojeni w maski przeciwwpływowe, trzymali straż w dzień i w nocy.
- skoro "elitarne jednostki" to "które" i "trzymały straż".

Cytat:
W sobotni poranek, zarówno No44, jaki pierwsi, którzy dotarli na to miejsce, czyli ekipa D58 oraz E12, jak i nieomylny AiZ, zebrała się we wskazanym miejscu.
- kolejne brzydkie powtórzenie.

Cytat:
Wszystkie te zabiegi(,) nie dały jednak odpowiedzi:
- bez przecinka.
Cytat:
- Dobrze pan wie, że to nic nie da… Obserwatorzy i tak to dostrzegą
- zdecydowanie lepiej bez drugiego zaimka, szczególnie, że w późniejszych linijkach też masz go sporo.


Cytat:
Wszyscy patrzyli, chodź nikt nie chciał tu zostać, nikt nie ważył się ruszyć.
- następne "chodź" zamiast "choć".
Ja widzę to zdanie tak:

Wszyscy patrzyli. I choć nikt nie chciał tu zostać, nikt też nie ważył się ruszyć.
Lub, by ubarwić i uniknąć powtórzeń:

Wszyscy patrzyli. I choć nikt nie chciał tu zostać, to żaden z obecnych nie ważył ruszyć się z miejsca.

Cytat:
Chodź chyba nie muszę mówić...[/b] - to samo co poprzednio.


Cytat:
wyszeptał(,) jak modlitwę D58.
Teraz patrzył na No44(,) jak na swojego boga.
- w porównaniach nie stosujemy przecinka przed "jak".

Cytat:
Wiecie(,) co robić...
- jak również w konstrukcjach z dwoma czasownikami, takimi np. jak "robić", czy "jeść".

Cytat:
Nieuchwytne „uff” przebiegło przez wiele umysłów, przez wiele oczu i przez jeden ogon, chodź akurat ten ostatni przypadek był raczej poza zainteresowaniem kogokolwiek.
- znowu :@
Cytat:
Stanął na tylnich odnóżach, aby dorównać wielkości obiektu.
- to mi się nie podoba, jest źle odmienione, dorównać komu, czemu? Obiektowi. A poza tym tylnych nie tylnich.
Może więc: Stanął na tylnych odnóżach, by zrównać się z obiektem. - ?

Cytat:
Dotknął(,) więc kwiatek - nic ciekawego.
- bez przecinka.

Cytat:
Wtedy właśnie postanowił skorzystać z ostatniego daru(,) jakim obdarzył go stwórca – nieomylnej paszczy.
- tu również.
Cytat:
chodź dodać należy, że dość cichy okrzyk, połknął karalucha.
- wiesz już o co mi chodzi, prawda? :)

Cytat:
Poza tym, że nóżka kwiatka wybrzuszyła się w dość dziwny kształt. Niewprawne oko(,) mogłoby wziąć ten kształt za zdziwionego karalucha.
- zastanów się nad zastąpieniem drugiego "kształtu" albo skonstruowaniem zdania tak, by nie był on potrzebny, bo tylko zawadza.

Cytat:
Tak, tym razem, piękno zdecydowało się nie poddawać swojej wartości pod dyskusję – tym razem, jak i każdym kolejnym, który nastał po tym dniu… Piękno obroniło się samo.
- ostatnie "tym" można zastąpić np. "owym".

Być może to tylko szczegóły, ale nie pozostają bez wpływu na jakość. Całość odbiera się bardzo dobrze, jednak po poprawkach, gdy nic już nie będzie zgrzytać opowieść nabierze jeszcze lepszego smaku :)

Pozdrawiam Cię gorąco znad zimnych już resztek kawy :)


*http://portalwiedzy.onet.pl/141426,,,,tym_niemniej,haslo.html
purpur dnia 24.03.2016 11:24
faith, Bernierdh bardzo dziękuję za odwiedziny! Cieszę się niezmiernie, iż opowiadanie przypadło do gustu. Obawiałem się o nie, bo jest dziwne... mogło równie dobrze być niestrawne...

Pozwolisz "pingwinku", że odpowiem najpierw faith

A więc, faith - Ogromne Dziękuję za ilość pracy jaką wykonałaś przy moim tekście. Tych rzeczy nie widziałem i dopiero Twoje wskazanie pokazało mi błędy i braki. Postaram się zapamiętać Twoje wskazówki, naprawdę się postaram! No i oczywiście zabieram się za poprawianie!!!

Bernierdh - oczywiście zapomniałem jak nazywa się ten pingwin :) A obiecałem sobie że zapamiętam... Mam szansę na to że ponownie przypomnisz? Taka fajna nazwa była!
Fajnie, że się spodobało, a wskazany fragment - przemyślę. Chciałem pokazać, absurdalność takich ksiąg, a przecież my też z takich korzystamy, poprzez naśmiewanie się z nich... Może przesadziłem - pomyślę. Lepszego komentarza nie mogłem oczekiwać - dzięki!!!
Niczyja dnia 25.03.2016 08:46 Ocena: Bardzo dobre
Witaj purpurze,

Mam już pewną historię do opowiedzenia przy okazji Twojego tekstu. Mam nadzieję, że Ci się spodoba:)
Za pierwszym razem odrzuciłam opowiadanie ze względu na tytuł, przelotne rzucenie na nie okiem i sklasyfikowanie, że to nie moja bajka. I na tym stanęło.

Za drugim razem przeczytałam tekst dokładnie, dwa razy, i uznałam, że mimo iż, to nie moja bajka, to opowiadanie jest nieziemskie, mistyczne wręcz. I muszę Ci o tym napisać. Z pewnych powodów jednak odpuściłam tę myśl.

Za trzecim razem, czyli dziś, wracam jak bumerang do Twojego tekstu. Muszę Ci o tym napisać, po prostu muszę. Jest to bardzo dobre opowiadanie. Pięknie napisane, pięknym językiem, choć mówi o brzydocie życia, układach, regułach i jego parszywych elementach.

Samo zakończenie zwycięża!:) Pokonało mnie jako sceptycznie, z początku, nastawionego czytelnika. Ująłeś mnie nim:)
Cytat:
Tak, tym razem, piękno zdecydowało się nie poddawać swojej wartości pod dyskusję – tym razem, jak i każdym kolejnym, który nastał po tym dniu… Piękno obroniło się samo.


purpurze, jeszcze raz - bardzo dobry tekst:) Gratuluję!

PS. Warto czasem zmienić zdanie, mimo początkowej niechęci, prawda?
Tego życzę innym czytelnikom.

Pozdrawiam serdecznie,
Niczyja
purpur dnia 25.03.2016 11:56
No nie powiem, zaskoczyłaś mnie... ale nie tym, że się spodobało. Akurat to, w przeciwieństwie do innych moich tekstów, jest chyba najbliżej tego co możesz lubić.
Zaskoczyło mnie to że sceptycznie nastawioną osobę, udało się tekstem przekonać, to DUŻY komplement!
No i że chciało się Tobie tyle razy to czytać - WoW :D

Dzięki Niczyja - dzień nabrał nowych kolorów, dziękuję...

PS
Akurat mam w głowie jedno takie maleństwo, które akurat Ciebie powinno zainteresować... Dam znać jak się pojawi - jeśli nie trafię w Twój gust - zjadam kapcie :D

PS2 A dziewczynka to co pisze? Jakoś dawno nic nowego nie widziałem!
Niczyja dnia 25.03.2016 12:39 Ocena: Bardzo dobre
purpurze,

Cieszę się, że dzięki mojemu komentarzowi dzień nabrał dla Ciebie nowych kolorów. Fajnie!:)

PS Nie zjadaj kapci. Proszę. Szkoda zębów;)
PS2 Dziewczynka...:) Niebawem, myślę, pojawi się tutaj mój "Paź królowej", który być może już znasz. Do publikacji mam 3 nowe teksty, zupełnie nowe, a wśród nich wczorajszo-nocny felieton. W głowie zaś czeka masa nowych pomysłów, przeróżnych...:)

Niczyja
Bernierdh dnia 27.03.2016 14:45
Nie było mnie tu chwilę i nie widziałem pytania :) Pingwin nazywa się Pen-Pen :D
Wybacz za opóźnienie: gacie z Pen-Penem w ramach przeprosin: KLIK!
monarchiawyobrazni dnia 30.03.2016 17:54
Piękne opowiadanie, które mnie na chwile zatrzymało i uspokoiło. Zwłaszcza ostatnia scena z karaluchem, którą opisałeś tak, że w łatwy sposób mogłam ją sobie wyobrazić.
Bohaterowie no cóż nie zaznajomiłam się z nimi, ale nie o to w tym wszystkim chodziło. Wydaje mi się, że w porównaniu do mnie udało ci się stworzyć to co chciałeś i poprowadzić w tym wszystkim czytelnika.
Miejscami miałam wrażenie, że czytam lekturę szkolną, lecz taką z pewnie bym przeczytała.
Jedyny minus to dialog zaczęło mi się w miejscu gdzie jest najdłuższy lekko nudzić.
Mimo to dawno nie czytałam tutaj tak dobrego opowiadania a w końcówce się zakochałam.

p.s miałam wpaść to wpadłam i była to dobra decyzja :)
purpur dnia 31.03.2016 11:21
monarchiawyobrazni
Czuję się jakże miło pogłaskany:)
Ja nie wiem co wszyscy widzą w tym podłym karaluchu, przecież on jest... no dobra... też go polubiłem... Powiem CI w sekrecie, że go kwiatek wypuścił, bo miał gorzki pancerzyk :p
Dzięki za uwagi, zawsze można przecież coś poprawić!

Dzięki również, że znalazłaś czas aby wpaść i skrobnąć słówko!

Bernierdh
No oczywiście że Pen-Pen, ja nie wiem jak mogłem zapomnieć... Gatki też zacne :p

Dzięki!
monarchiawyobrazni dnia 31.03.2016 17:27
podłym karaluchu, ej ... on jest rozkoszny :)
Dobra Cobra dnia 03.04.2016 17:02 Ocena: Świetne!
Ikoniczna sprawa, podana w koneserski sposób!


purpurze,

Pięknie podajesz, bez dwóch zdań. Cały mabaras o jeden czarny kwiat, hehhehe. Dialogi prima sort, nie czuć tu sztuczności ani nic - są takie, jak powinny w przedstawianym świecie być. Normalnie!

Ze zgrozą stwierdzam, że opowieść ta może (powtarzam: może) się spodobać wegetarjanom! Koniec świata! Mało kto potrafi tak dogodzić tej bezmięsnej nacji, stary!


Sumując: dzień z Twoją prozą dniem niestraconym. SIę czyta, nie ma dłużyzn, temat wciąga. Tak ma być.

I jest jeszcze jedno wyróznienie, ale o tym na pw....


Pooozdrawiam i do następnego!

DoCo
purpur dnia 04.04.2016 10:27
O rany DoCo, no przemiło mnie zaskoczyłeś! Okrutnicko fajnie, że przypadł do gustu Tobie, bo ja doskonale wiem, że poczucie humoru to masz! A ja na nie liczę, pisząc. Bo niestety jakoś tak się wydarza, że moje teksty ni jak nie potrafią być do końca poważne, ba, od początku też nie są :)

Dzięki DoCo - naprawdę dzięki! Bardzo doceniam!
Wasinka dnia 11.04.2016 22:48
Purpurze, jest intrygująco, a więc wciągająco. Temat istotny, ciekawie pokazany problem. Poważne kwestie podkreśla przymrużenie oka, a też i nadaje opowiastce lekkości. Czytałam z chęcią, a puenta nie rozczarowała. Choć może rozczarował nieco nasz kontroler, bo miałam go za jednak w głębi czującego człowieka wbrew wszystkiemu (albo przynajmniej miałam nadzieję, że się w nim obudzi), ale to już nie Twoja wina, nie odpowiadasz za charakter bohaterów. ;) Jednakowoż wykazał się niezwykłą pomysłowością, zyskując jeszcze większą sławę...

Domyślam sie, że sporo tu już poprawiłeś. Podszepnę jednak, że jeszcze dopieścić by się dało.
Mam na myśli, między innymi, nadużywanie czasem na przykład zaimków. Szczególnie rzucił się w oczy "swój". Spójrz - one wszystkie są w małym kawałku - zaledwie w trzech krótkich akapitach, a i niektóre niemal przy sobie:
Cytat:
Osiem cien­kich jak włos nóżek wy­dep­ty­wa­ło swoją co­dzien­ną ścież­kę na drew­nia­nej pod­ło­dze. Zgod­nie ze swoim zwy­cza­jem,

Cytat:
Całe miesz­ka­nie przy­go­to­wa­ło się do przy­wi­ta­nia swo­je­go pana. Kap­cie ocho­czo le­ża­ły przy łóżku, a pu­cha­ty dywan roz­pro­sto­wy­wał swoje po­krę­co­ne wło­sia.

Cytat:
Prze­cią­głe ziew­nię­cie i orzeź­wia­ją­ce chrup­nię­cie w ko­ściach – No44 przy­wi­tał ko­lej­ny dzień swo­je­go życia. Nie­przy­tom­ny wzrok sta­rał się przy­po­mnieć sobie zmy­ślo­ne hi­sto­rie, któ­rych jesz­cze kilka minut temu był bo­ha­te­rem. Na próż­no, wszyst­kie zdą­ży­ły już uciec do swo­ich dzien­nych jamek.

Cytat:
Szpet­nie zaś za­klął na widok swo­jej fa­cja­ty w jego od­bi­ciu. Szka­rad­ność jego rysów była po­wo­dem żar­tów więk­szo­ści pod­wład­nych, mimo to był wiel­ce ce­nio­ny za swoją fa­cho­wość.
- tu jeszcze dochodzi powtórzone "jego" (można spokojnie wyrzucić np. jego rysów - wiadomo wszak, że jego, skoro jego facjata)
Cytat:
Po po­ran­nej to­a­le­cie skie­ro­wał swoje kroki do kuch­ni. Fi­ne­zyj­nie wy­koń­czo­ny eks­pres do kawy roz­po­czął mie­le­nie zia­ren. Po chwi­li, do ku­chen­nej me­lo­dii do­łą­czy­ło ciche ty­ka­nie to­ste­ra. No44 stał wspar­ty dłoń­mi o blat. Od­ru­cho­wo się­gnął do ekra­nu swo­je­go po­wia­da­mia­cza
- tutaj też można przy okazji pozbyć się przecinka po "Po chwili" (Po chwili do kuchennej melodii...)

Wiadomo, że czasem zaimka nie da się uniknąć, ale często można go zwyczajnie wyrzucić (lub nieco skorygować zdanie), np. wydeptywało codzienną ścieżkę, rozprostowywał pokręcone włosie, kolejny dzień życia itp.

Warto zwracać uwagę na zaimki (wszelkiego rodzaju), bo bywa, że potrafią "oszpecić" tekst.

Są też inne kosmetyczne sprawy (jak choćby "chą nie chcąc" - brakło "c" czy interpunkcyjne, np. brak kropki w zdaniu po pierwszej kursywie lub przecinkowe kwsestie (np. Nic do oglądania, rozejść się, do szkoły(,) maluchy! - przecinek trzeba dorzucić przed maluchami; sugestia: po "rozejść się" dałabym kropkę i zaczęła nowe zdanie) albo np.
Cytat:
- Tak, za­wsze! – Przy­po­mniał swoją obec­ność E12.
- przypomniał (mała litera) o swojej obecności

itp., ale to - jak mówiłam - kosmeyka.



Pozdrawiam księżycowo.
purpur dnia 12.04.2016 10:48
O-o! Taki szanowny gość zawitał w moje skromne progi, a ja taki nieuczesany... Chwilunia!
No już, pozbierałem resztki wczoraj, aby przykryły poranne nastroszenie piórek :)

Bardzo dziękuję nie tylko za wizytę, ale również za bardzo "konkretny" komentarz.

Wiesz... całe to opowiadanie, wraz z komentarzami to jest dla mnie świetna "ściąga". Tak wiele uwag zaliczył ten tekst, takich merytorycznych, takich które pokazują na co należy zwrócić szczególną uwagę, że chyba je sobie wydrukuję. No albo chociaż hasłowo zaznaczę sobie gdzie trzeba uważać.

Korektor czy edytor ze mnie żaden, ba, patrząc obiektywnie to jestem sporo poniżej "żaden". Pewnie, chciałoby się pisać bezbłędnie, chwilowo jest to jednak dla mnie nieosiągalne :)
Ale... Takie sprawy jak powtórzenia, Twoje zaimki, czy też inne usterki które się tu pojawiły, muszą dać się dostrzec - trzeba tylko być uważnym!

Fajnie, że chyba chodź trochę się podobał sam tekst, powstał naprawdę w moment, pod wpływem impulsu i chyba za szybko opuścił ciepłe ramiona swojej "mamusi" :p Co nie powiem, również jest nauką na przyszłość! Tak - zwiążę sobie ręce, jak coś napiszę i dłoń będzie chciała to opublikować :p

A mój "starszy..." cóż... chyba nie był w stanie dostrzec swojego zaślepienia w tym temacie... no ale to On, pewnie na lewym bucie, wniósł ziarenko nadziei, to które później pożywiało się karaluchami i uprzykrzyło życie wszystkim kolejnym kontrolerom :)

Chyba tyle... nie ma potrzeby pukać, wchodź i od razu siadaj na foteliku... Oj! czekaj, akurat kot się tam wygrzewa - Psik! Nie zejdziesz?! A ty!
No dobra, fotel odpada, ale obiecuję poszukać jakiegoś miękkiego lokum :)

Dzięki!

PS Czemu księżycowo?
Wasinka dnia 12.04.2016 20:45
purpur napisał:
Wiesz... całe to opowiadanie, wraz z komentarzami to jest dla mnie świetna "ściąga". Tak wiele uwag zaliczył ten tekst, takich merytorycznych, takich które pokazują na co należy zwrócić szczególną uwagę,

Po to właśnie powstał ten portal. Byśmy się od siebie uczyli. :)

purpur napisał:
Fajnie, że chyba chodź trochę się podobał sam tekst, powstał naprawdę w moment, pod wpływem impulsu i chyba za szybko opuścił ciepłe ramiona swojej "mamusi" Co nie powiem, również jest nauką na przyszłość! Tak - zwiążę sobie ręce, jak coś napiszę i dłoń będzie chciała to opublikować

Eeeee, chyba nie wyraziłam się nazbyt precyzyjnie, skoro nie jesteś pewien, czy tekst mi się choć trochę podobał. Podobał się dużo bardziej niż trochę.

purpur napisał:
A mój "starszy..." cóż... chyba nie był w stanie dostrzec swojego zaślepienia w tym temacie...

W zasadzie to chyba jeszcze dosadniej wyraża rzeczywistość, o której piszesz. Gdyby zachował się bardziej "człowieczo" zapewne mogłoby to być naciągane...

purpur napisał:
no ale to On, pewnie na lewym bucie, wniósł ziarenko nadziei, to które później pożywiało się karaluchami i uprzykrzyło życie wszystkim kolejnym kontrolerom

Ironia losu i paradoks. ;)

purpur napisał:
Oj! czekaj, akurat kot się tam wygrzewa - Psik! Nie zejdziesz?! A ty!No dobra, fotel odpada, ale obiecuję poszukać jakiegoś miękkiego lokum

Myślę, że się z kotem dogadamy. Będziemy korzystać wspólnie ;)

purpur napisał:
Czemu księżycowo?

Bo Księżyc świecił cudnie (nawet gdy nie świeci, ja go widzę. ;) ); Poza tym to takie srebrzyste, pięknonocne pozdrowienia. ;)


Ciao.
Pozdrawiam, mrugając gwiazdką.
purpur dnia 13.04.2016 13:23
Cytat:
Myślę, że się z kotem dogadamy. Będziemy korzystać wspólnie ;)

Yupi - ale to nie ja, to kotek, bo dostał ustną reprymendę odnośnie ciągłego wylegiwania się na fotelu. A usłyszawszy, że trzeba się przenieść, był już połowie pakowania zabawek... Powiedział, że się podzieli, że lewa strona nawet łapką nie będzie dotknięta, no wygląda na to że chce współpracować :)

Cytat:
Bo Księżyc świecił cudnie (nawet gdy nie świeci, ja go widzę. ;) ); Poza tym to takie srebrzyste, pięknonocne pozdrowienia.
- fakt... Noc ma coś w sobie, coś co ja bardzo lubię, chodź się trochę boję :) Miło...

Dzięki!
Wasinka dnia 17.04.2016 23:04
purpur napisał:
Powiedział, że się podzieli, że lewa strona nawet łapką nie będzie dotknięta, no wygląda na to że chce współpracować

Może na kolanach będzie mu wygodniej. ;)


I już zmykam, żeby spamu Ci pod tekstem nie czynić.


Pozdrowienia srebrzyste.
eka dnia 30.04.2016 09:06
:)))))) Jakikolwiek negatywnie krytyczny komentarz może być owym kapciem lub butem.
W treści opka jest totalny odpór, bardzo ten myk mi się spodobał.
Normującym "mnichom" mówimy: NIE! :)
Piękno bywa okrutne, miewa wiele twarzy, i na nic wysiłek budowniczych powszechnego ładu i zaplanowanej, bezpiecznej Arkadii.
Plus filozofia przypadku, plus brak "deratyzacji" na własnym podwórku Wielkiego Kodyfikatora.
Smakowite czytanie, bardzo.
Gratulacje.
:)
purpur dnia 30.04.2016 11:34
Wow, weź bo się rumienie:) a może purpurze:p
Strasznie miłe przywitanie soboty mi zafundowalas !
esere dnia 30.04.2016 15:12
Purpurze,

kolejny raz miło mnie zaskoczyłeś. Napisałeś opowieść pełną absurdu tak lekkim piórem, że jestem pod wrażeniem.
Podobała mi się scena z kwiatkiem i jej groteskowość. Nie podobały się nazwy własne, bo trochę zinfantylizowały tekst. Tak jak już napisano wyżej. Mogły być bardziej przemyślane.

Karaluch przesympatyczny, też mi go żal, bo czymże sobie zasłużył na taki los?
Zakończenie mi się podoba, ale czegoś mi w nim brakuje. Choć jest zaskakujące i pocieszające zarazem, mimo swojej diaboliczności :rol:

Pozdrawiam!

PS> Nie poprawiam już niczego, bo zyskałeś dużo komentarzy, co, gdzie i jak poprawić.
al-szamanka dnia 13.07.2016 09:11 Ocena: Świetne!
Trochę poszperałam i poczytałam sobie na dzień dobry ten z Twoich tekstów.
Widzę, że jest już po poprawkach, więc nawet nie starałam się wyłapywać jakieś błędy, gdyż lepsi zrobili to już przede mną.
Już na samym początku zachęciło mnie Twoje zapewnienie, że opowiadanie jest specyficzne.
Ha, i nie zawiodłam się.
Czytałam z uśmiechem na twarzy, gdyż uwielbiam taką inność.
Masz ciekawe poczucie humoru, prawda?
Właściwie nie pytam, ale stwierdzam, gdyż znam to dobrze i rozpoznaję natychmiast.
No i w Twoim tekście widziałam na każdym kroku :
Fajny pomysł, fajne wykonanie.
Trochę się tylko zawiodłam w końcówce, gdyż w porównaniu do całości, samoobrona kwiatka polegająca na połykaniu karalucha nie jest aż tak wyrafinowana.
Wyobraź sobie co by było, gdyby przebiśnieg wytworzył w sobie tak ogromne wibracje, że karaluchowi powypadałyby zęby i nie byłby w stanie wgryzać się nie tylko w skórkę, ale i w pleśń. I jak w związku z tym uzależniłby się od niego No44 - być może doszedłby do wniosku, że lepiej nie deptać niż ciągle rzucać kapciem. Wiesz, lenistwo dyktuje wygodnickie rozwiązania :D:D:D

Podobało się .
Pozdrawiam porannie
purpur dnia 18.07.2016 12:39
Wybacz, iż tak późno odpisuję, ale mnie jakoś, coś dopadło i puścić nie chciało, mimo iż ja iść chciałem :)

No strasznie, ale bez "buuu!", dziękuję za przemiły komentarz. Tak, oberwało mi się w nim okrutnie, acz zasłużenie, ale dzięki temu i pracy wszystkich "wytykaczy" powstało coś, z czego mówiąc prawdę ( a to akurat zdarza się rzadko :p ) jestem dość zadowolony :p.

Czy moje poczucie humoru jest ciekawe? Hmm... być może tak, bo ostatnio spakowało plecaczek i stwierdziło, iż idzie zwiedzać nieznane krainy. Niby fajnie, niby to raczej poszukiwana cecha, ale wiesz, ono zabrało MOJE buty i połowę MOICH spodni! Ech...

A co do końcóweczki... wiesz, cały ten tekst to jest balansowanie na linie, tak aby nie popłynąć za daleko, aby nie odskoczyć za blisko. Bałem się, że moge przegiąć i tekst zamiast wywoływać chichot, zacznie... Nie powiem, uroczy pomysł wykoncypowałaś - Tylko, czy aby nie byłoby to za dużo? Nie wiem. Odwagi trzymacza długopisu starczyło na wystające zęby i mlask. Może następnym razem, uda się bardziej?

Dzięki aj-szamanko :) Ojej... czyżbym coś przekręcił? Hmmm...
Jaga dnia 18.08.2017 21:46
Początek mnie nie zachwycił. Jednak od słów: „Osiem cienkich jak włos nóżek wydeptywało swoją codzienną ścieżkę na drewnianej podłodze...” śledzę akcję z zapartym tchem! Świat z perspektywy podłogi robi wrażenie!No 44 ( a imię jego...) jest oryginalnym, wyrazistym, perfekcyjnie zbudowanym bohaterem. Poza tym doceniam w tekście dużą dawkę humoru i metaforyczne, bezbłędne(!!!) zakończenie:)

Pozdrawiam ciepło
Jaga
purpur dnia 19.08.2017 16:14
Ależ dawno nikt mnie nie odwiedzał :)

Tym bardziej miło otrzymać tak ciepłą opinię.

Początek... hmm... wiesz, zawsze musi jakiś być, może faktycznie trochę przegadałem.

Zdradzę Tobie sekrecik, tylko wiesz, cicho-sza! Całe opowiadanie powstało do zdania "piękno obroni się samo". To ono napędziło całą resztę, to ono było na początku, mimo iż, wylądowało na samym końcu :)

Ślicznie, dygając, hmm, znaczy kłaniając się, dziękuję za odwiedziny!
Esy Floresy dnia 23.09.2017 23:38
Purpur, rzadko bywam w prozie, żeby nie powiedzieć, że wcale. Skusiłam się jednak zajrzeć do Ciebie zwiedziona Twoim gadulstwem ;)

Podczas lektury wpadło mi w oko kilka drobiazgów, poniżej:

Cytat:
- O, brat­ku! – krzyk­nął No44, bu­dząc śpią­cą po­stać; za­wsze po po­sił­ku, chcąc nie chcąc, za­pa­dał w sen, co nie­jed­no­krot­nie ścią­ga­ło na niego gniew wła­ści­cie­la apar­ta­men­tu.


Cytat:
Oczy zwró­ci­ły się ku źró­dle dźwię­ku – wiel­kie­mu, czar­ne­mu bu­to­wi na nodze No44.


Według mnie -ku (komu? czemu?) źródłu

Cytat:
Nie­licz­ne włosy na czub­ku głowy roz­pro­sto­wa­ły się, kiedy po­je­dyń­cza myśl po­pę­dzi­ła przez za­tro­ska­ne czoło.


-pojedyncza

Cytat:
Tak, tym razem, pięk­no zde­cy­do­wa­ło się nie pod­da­wać swo­jej war­to­ści pod dys­ku­sję – tym razem, jak i każ­dym ko­lej­nym który na­stał po owym dniu… Pięk­no obro­ni­ło się samo.


Zrezygnowałabym z tego -się, bo wprowadza zamęt - zdecydować się/się nie poddawać, a w tym zdaniu nie chodzi o poddawanie się, a poddawanie pod dyskusję.

Nie przeszkadzały mi one jednak w pasjonującej lekturze. Podoba mi się absurdalność całej tej historii, którą opowiadasz bogatym językiem. Lekko i przyjemnie się czyta, a pointa cymesik, wszak o gustach się nie dyskutuje. ;)

Pozdrowienia.
purpur dnia 25.09.2017 10:22
No i pięknie... Lepię się! Oczywiście jest to tylko i wyłącznie Twoja wina, ale od początku...

W poniedziałek zazwyczaj otwieram oczy o 10, i dopiero solidna porcja kofeiny pozwala na nabranie równowagi. Co by nie ryzykować poważniejszych kontuzji, na tuż przed otwarciem komputera miałem już kubek w dłoni. Zupełnie nieprzygotowany zerknąłem na portal, no i się przemiło zaskoczyłem!

Ja czytałem, a kubek miał pomagać. No ale niestety, nie pilnowany miał lepszy pomysł na spędzenie czasu... Teraz ja piszę odpowiedź, a on przesiaduje w karnym kąciku pusty! No i mam słodkie palce, nie to żeby z natury, bardziej to jego zasługa :)

Bardzo dziękuję za komentarz - zawsze chętnie posłucham dobrych rad. A za tę poprawkę:

Cytat:
Oczy zwró­ci­ły się ku źró­dle dźwię­ku – wiel­kie­mu, czar­ne­mu bu­to­wi na nodze No44.


szczególnie dziękuję. Cały czas mi coś nie pasowało w tym zdaniu, trącałem je kijkiem ze wszystkich stron, ale nie mogłem wykoncypować, co tu jest nie-tak. A na pewno było, bo źle brzmiało!

Aha... gadulstwo! Jakie gadulstwo? :p

Pozdrawiam,
Pur
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Miladora
18/11/2017 01:57
No to zaraz będzie następny do koszyczka, Hope. :) Malutko:… »
hopeless
18/11/2017 00:27
Miladora - fajnie, że jesteś:) Dobrej nocy. »
Miladora
18/11/2017 00:21
Hahahahaha... albo ja Tobie. :))) No to następny do… »
hopeless
18/11/2017 00:17
Miladora - No tutaj popełniłem niewyobrażalne błędy:… »
hopeless
18/11/2017 00:07
Miladora - zbieram do koszyka, i mam nadzieję jeszcze coś… »
Zola111
17/11/2017 23:55
Ech, Antonio, śmiejemy się razem z tego obrazka spod… »
Miladora
17/11/2017 23:55
Dobrze Cię widzieć pod tekstem, Lil. :) Serdeczności z… »
Miladora
17/11/2017 23:52
No to do kolekcji. :) »
Miladora
17/11/2017 23:47
Na razie się nie skarżę, więc korzystaj. :))) A ja się… »
Zola111
17/11/2017 23:36
Ja się od początku mocno ustawiłam z wiatrem tej szanty,… »
hopeless
17/11/2017 23:29
Miladora - no i kto powie, ze nie jestem szczęściarzem:)»
Pulsar
17/11/2017 23:10
Abigail!!! Nie mam nic wspólną mojego tekstu. (oceną)… »
Miladora
17/11/2017 23:07
Jest w porządku. :) Zastanawiam się tylko, dlaczego… »
Melock
17/11/2017 22:41
Świetne. Żadnych uwag z mojej strony. »
MasterYoda
17/11/2017 22:34
Czyta się szybko i przyjemnie. Piąteczka! »
ShoutBox
  • mike17
  • 17/11/2017 21:43
  • Z Tadeuszem byliśmy bardzo blisko, i teraz, kiedy Go zabrakło, coś w duszy płacze. Wracam do Jego wierszy, do Jego spuścizny. I uśmiecham się, że dane mi było mieć takiego Przyjaciela.
  • Alen Dagam
  • 17/11/2017 21:23
  • Oj, przysnęło mnie się. Dzień dobry wieczór ponownie. Przemycam raz jeszcze naszą forumową burzę mózgów - raj dla giętkich języków. Zapraszamy do pomocy! [link]
  • al-szamanka
  • 17/11/2017 21:18
  • Michale, dziękuję, że przypomniałeś tę miniaturę - popłakałam się. Isia na pewno dostała stokrotki... na pewno!
  • mike17
  • 17/11/2017 20:03
  • Chciałbym polecić piękną i wzruszającą miniaturę Tadeusza : [link]
  • mike17
  • 17/11/2017 18:43
  • Ostatnie dni GŁOSOWANIA zapraszają i wzywają do obywatelskiego obowiązku - głosujcie, a poznamy zwycięzcę : [link]
  • SanaiStark
  • 17/11/2017 18:15
  • A na wieczór podsyłam taki oto śliczny utworek: [link]
  • BeNeK
  • 17/11/2017 17:48
  • A ja w taki już zimny wieczór zapraszam na grzańca :D i honorowa kolejka dla @Alen ;)
  • Alen Dagam
  • 17/11/2017 17:04
  • Dobry wieczór, ludziki, w piąteczek. Zapraszamy do dyskusji o nowej stronie, jej nazwie i nowych kategoriach na PP! Zaintrygowani? [link]
  • Silvus
  • 17/11/2017 16:46
  • A sam sok?
  • SanaiStark
  • 17/11/2017 16:35
  • Pozdrawiam gorącą herbatą z sokiem z czarnej porzeczki ^^
Ostatnio widziani
Gości online:19
Najnowszy:lawendowy
Wspierają nas