Pocztówka z Tel-Avivu - mike17
Proza » Miniatura » Pocztówka z Tel-Avivu
A A A
Od autora: To trzecia część mojego miłosnego cyklu, gdzie poruszam kwestię tego, czy każda miłość ma szansę przetrwać, i co dzieje się, kiedy zmienia się w przyjaźń, piękną i dojrzałą. Zapraszam do lektury!


                                      Przyjaciel kocha w każdym czasie, a bratem staje się w nieszczęściu
                                                                 KSIĘGA PRZYSŁÓW 17:17

 
 
USA, 1928 -1934
Nazywała się Doris, i była niemiecką Żydówką, wysoką, piękną dziewczyną o kruczoczarnych włosach i przenikliwych, brązowych oczach, pełnych radości.
Przyjechała w 1928 roku do Stanów na studia medyczne, i nie minęło kilka tygodni, kiedy nasze drogi się przecięły: pewnego, słonecznego poranka upuściła na korytarzu teczkę i to właśnie ja ją podniosłem, bowiem nikogo poza nami nie było w pobliżu.
Podziękowała, a mnie nie pozostało nic innego, jak szybko się przedstawić.
Posłała mi promienny uśmiech i przez jakiś czas nic nie wskazywało na to, że się jeszcze spotkamy, bo nigdzie jej nie widziałem, ani na akademii, ani na mieście, ani w kawiarniach.
Zapadła się pod ziemię, a ja coraz częściej łapałem się na tym, że moje myśli wciąż krążyły wokół jej osoby – spodobała mi się ta śniada dziewczyna i bardzo zapragnąłem poznać ją bliżej, jako że nie miałem wtedy nikogo, pochłonięty nauką i myślami o karierze dentysty.
 
Pewnego dnia zetknął nas ze sobą zwykły przypadek, choć osobiście nie wierzę w coś takiego: otóż, wracając z zajęć przez nasz park, ujrzałem dość dziwną scenę.
Jeden z mężczyzn trzymał wyrywającą się kobietę w pasie, a drugi coś do niej wykrzykiwał, co chwila podsuwając pięść pod jej brodę.
Niewiele myśląc, skoczyłem ku nim i mocnym sierpowym powaliłem na ziemię tego, co ją dotykał, a drugi, nagle puściwszy ją, uciekł w popłochu, lecz nie tak to miało się skończyć.
Ten, który oberwał, podniósł się powoli z ziemi i rzuciwszy mi nienawistne spojrzenie, wyjął kastet, i po chwili znienacka uderzył mnie nim w rękę.
Poczułem tępy ból, a kiedy powtórzył, syknąłem i zwinąłem się w kłębek.
- Ciesz się, koleś, że ci nie zrobiłem z zębów sieczkarni – wysapał ohydnie. – A ona, wcale nas tak naprawdę nie obchodziła, chcieliśmy wydębić od panienki parę dolców.
- Ty gnoju… - syknąłem.
Wtedy rąbnął mnie trzeci raz, mocniej, i pogwizdując, odszedł sobie w nieznane.
Usiadłem na trawie i jęknąłem z bólu.
Tą kobietą była ona, Doris, obiekt moich myśli od ponad miesiąca.
Znów życie nas ze sobą zetknęło, znów czysty przypadek, lecz aby na pewno?
- On kłamał – powiedziała.
- Co masz na myśli? – spytałem z trudem.
- Chcieli mnie zgwałcić. I gdybyś nie nadszedł, pewnie tak by było. Już wcześniej słyszałem, że w tym parku od jakiegoś czasu ktoś napada na kobiety. Nie wiem, co mnie podkusiło, by tędy dziś iść. Głupota, ot co. Ale z tobą trzeba do szpitala, pewnie złamał ci rękę – i to mówiąc, podniosła mnie z ziemi, i wtedy ujrzałem, jak płoną jej oczy, jak wygląda niewypowiedziana wdzięczność, bo nie rzekła ni słowa, uśmiechała się i gładziła po policzku.
 
I kiedy już po prześwietleniu stwierdzono złamanie, ona stała obok jak wierna żona i patrzyła na robiących mi gips pielęgniarzy – było w tym coś matczynego, coś na wskroś czułego.
Potem idąc ulicą nagle przystanęła i szepnęła:
- Ty mój bohaterze – i powiedziawszy to, pocałowała tam mocno, że na chwilę ból odpuścił i zniknął jak nieproszony gość.
- Nie znoszę takich typów, nie znoszę, kiedy ktoś krzywdzi kobietę.
- A co oznacza ten wielki tatuaż, który masz na przedramieniu? Ta rzymska dwójka?
- Znak Bliźniąt. Urodziłem się w czerwcu.
- To piękny miesiąc, pewnie piękni ludzie się w nim rodzą.
- Nie wiem. Na pewno nie są tchórzami.
- Tego jestem pewna, Mike.
- Ręka nie szklanka, zagoi się. Najważniejsze, że z tobą wszystko w porządku.
- Nawet nie wiesz, co teraz czuję, co chciałabym ci powiedzieć.
- Nie mów nic. Mnie wystarczy to, co widzę w twoich oczach. Słowa to zbędny balast.
- Ale…
- Czy czasem moglibyśmy się spotkać? Tyle nas już łączy. Podobasz mi się. Jesteś piękną dziewczyną. Mnie nie obchodzi to, że jesteś Żydówką, chcę cię bliżej poznać. Może to nie przypadek, że los na ze sobą ciągle wiąże małymi, niemałymi rzeczami.
- Mike, ja mam narzeczonego, w Monachium. Pochodzę z ortodoksyjnej rodziny i muszę za niego wyjść. Kiedy skończę studia, wrócę do Niemiec i za niego wyjdę. To nieważne, co mogłoby zaistnieć między nami, muszę słuchać innych nakazów.
- Nie boisz się tam wracać? – spytałem.
- Chodzi ci o Hitlera?
- Tak, o niego. Ponoć ma dojść lada moment do władzy, a wtedy wy, Żydzi, nie przeżyjecie.
- Nie boję się tych brunatnych fanatyków. Wiem, gdzie moje miejsce i nikt mi go nie odbierze, chyba że kosztem życia.
- A więc przyjaciele? – to pytanie nie było dla mnie łatwe.
- Tak. Zostańmy przyjaciółmi. Wierzę, że coś takiego może narodzić się między kobietą i mężczyzną. Dla mnie to zupełnie normalne. Co o tym sądzisz?
- A mam jakiś wybór? – odparłem niewesoło.
 
Doris była tak piękna, że notorycznie ściągała na siebie jakieś zaczepki i jeszcze dwa razy stawałem w jej obronie: raz, kiedy jakiś podchmielony taksówkarz złapał ją za rękę i lubieżnie klepał po tyłku, innym razem, gdy pewien młokos uderzył ją w twarz i powiedział: „Ty, Szwabko pieprzona, won do Niemiec, do Adolfa, cmokać go w dupę!”
 
Kiedy czasem chodziliśmy do kina czy kawiarni, wszystko we mnie wyło, bo wiedziałem, że nic z tego nie będzie, będę ją miał jeszcze przez jakiś czas, a potem?
Potem wróci do siebie i nasze drogi się rozejdą na zawsze.
I wtedy coraz częściej myślałem, by zakończyć tę znajomość, bo zbyt wiele mnie kosztowała.
I z każdym dniem, z każdym tygodniem uczyłem się rozumowo jej nie kochać: mówiłem sam sobie, że to tylko przygoda, że muszę to za jakiś czas zapomnieć, jakby się nigdy nie wydarzyło, że w końcu kiedyś założę kochającą się rodzinę, a Doris będzie cieniem sprzed lat, słodkim widziadłem, prezentem dla kogoś innego, dla mnie czasem pięknym i miłym.
Przyjemną pocztówką od kogoś kiedyś znanego, kto wysłał ją mi na urodziny.
 
I nadszedł taki dzień, kiedy wyzwoliłem się i mogłem już śmiało powiedzieć, że przyjaźń między kobietą a mężczyzną to fakt, że narzucony przez fatum erotyzm to bzdura, bo do mnie nie miał już dostępu – teraz Doris traktowałem tak samo, ale z wyraźnie zaznaczoną zmianą, której nawet nie zauważyła, gdyż w moim zachowaniu nic się nie zmieniło.
Nadal chodziliśmy do kina i do kawiarni, trzymaliśmy za ręce, lecz nic ponadto.
A obok płynął cicho czas – gasły tygodnie, miesiące, kolejne stycznie i lipce.
Aż pewnego dnia nadszedł dzień, by powiedzieć sobie „żegnaj”.
- Jutro wyjeżdżam, Mike – powiedziała wcale nielekko.
- Czy to już naprawdę koniec? Przecież przyjaźń nie umiera tylko przez fizyczne rozdzielenie.
- Oczywiście. Będziemy pisać do siebie listy, wysyłać pocztówki, może jeszcze kiedyś, gdzieś w wielkim świecie przyjdzie nam się spotkać. Nie mówię „nie”, wierzę w to.
- Doris, to był naprawdę piękny czas. Dzięki za wszystko, dziękuję ci za każde spotkanie, za każdą rozmowę przy blasku gwiazd, za ciepło twojej dłoni, choćby tylko przyjaznej, a może aż przyjaznej? Nigdy tego nie zapomnę i wiem, że będę czekał na dzień, kiedy znów my, starzy przyjaciele, spotkamy się i pogadamy jakby czas nigdy nas nie rozdzielił.
 
Doris wracała do swego świata, lecz jeszcze nie mogła wiedzieć, że będzie to piekło.
W międzyczasie Hitler doszedł do władzy i rozpętał antyżydowską nienawiść.
Wielokrotnie myślałem o niej, mając już ten okres pozornie za sobą, co robi, jak wygląda, gdzie pracuje, wszak skończyła akademię medyczną, a to nobilituje, jaki jest jej zwykły dzień.
 
USA, 1934 -1944
Byłem wziętym dentystą – miałem ogromny gabinet w mieście i masę stałych klientów.
Z biegiem lat stałem się człowiekiem zamożnym i spokojnym o swój los, nic mi nie zagrażało, a jutro mogło wyglądać już tylko lepiej niż wczoraj.
W lokalnym klubie biznesu poznałem Nicky, słodką blondynkę o uroczym uśmiechu i to jej zawdzięczam to, że definitywnie zapomniałem o Doris – to ona weszła w moje życie jak wybuch dynamitu i pozostała jak zapowiedź losu, co dobre wieści niesie.
Była córką burmistrza, ale to akurat mało mnie obchodziło, nie wiem, jak i kiedy, zakochaliśmy się w sobie i klamka zapadła – będzie ślub.
I był.
Wystawny, na dwieście osób, nurzający się w luksusie i przepychu.
Takie chwile dzieją się podobno tylko raz, więc warto było w nie zainwestować.
W noc poślubną poczęła się nasza para bliźniaków – John i Steve, i kiedy potem się o tym dowiedziałem, zapłakałem ze szczęścia jak młokos, który pierwszy raz był z kobietą.
 
Jednocześnie byłem w kontakcie z tamtą.
Doris pisała do mnie i słała pocztówki z różnych niemieckich miast, adresując koperty imieniem i nazwiskiem mego przyjaciela, by moja żona nie była zazdrosna, informując mnie, że wyszła szczęśliwie za swego narzeczonego, że go kocha, mają już dwójkę dzieci i może niebawem odwiedzi Amerykę, a wtedy znów spędzimy ze sobą wiele czasu, miłego czasu.
 
W 1942 roku korespondencja się nagle urwała – już nigdy nic od niej nie dostałem.
Zrozpaczony zaglądałem na próżno do skrzynki – a tam tylko majaczyła pustka…
I znów przewrotny los przygotował nam osobliwą niespodziankę.
 
Dachau, 29 kwietnia 1945
W międzyczasie zostałem powołany do wojska i wylądowałem wraz z towarzyszami broni na plaży Omaha w Normandii, gdzie wielu z naszych padło pod morderczym ostrzałem, ale w końcu postawiliśmy na swoim – usmażyliśmy miotaczami ognia Szwabów w ich pancernych bunkrach, rozsianych gęsto na wybrzeżu, i tym samym ruszyliśmy poprzez Francję, w głąb Niemiec, siejąc śmierć i zniszczenie w szeregach nazistów, którzy masowo poddawali się.
 
I nadszedł ten dzień, kiedy powoli zbliżaliśmy się do Dachau.
Pierwszą rzeczą, jaka nas uderzyła, był niewyobrażalny smród.

3. batalion ze 157. pułku piechoty 45. dywizji piechoty amerykańskiej 7. Armii pod dowództwem podpułkownika Felixa L. Sparksa napotkał na swej drodze pociąg ewakuacyjny z Buchenwaldu, prawie trzydzieści odkrytych wagonów z pięcioma tysiącami więźniów, z których większość była martwa, a około tysiąc trzystu w stanie agonalnym.

Były to ludzkie szkielety, niczym nieprzypominające ludzi.
Nasi chłopcy albo głośno bluzgali, albo płakali, albo rzygali.
Były to prawdziwe zaprawione w boju twarde zakapiory, którzy przeszli piekło Normandii, ale takiego ogromu okrucieństwa i bestialstwa nie dane nam było nigdzie wcześniej widzieć – ten raz miał być pierwszym i ostatnim, i tym razem musiało wydarzyć się to, co się potem wydarzyło.
 
Komendanta Dachau, SS-Obersturmfuhrera Heinricha Skodzensky’ego zastrzelił na starcie jeden z naszych dowódców, nie mając zamiaru słuchać jego kłamliwych, parszywych wyjaśnień.
Prawie w samo południe zajęliśmy obóz.
Szybko odkryliśmy liczne komory gazowe wypełnione ciałami zagazowanych więźniów, zalegającymi od podłogi po sam sufit.
 
To wyzwoliło w ludziach szał, i już nikt nie mógł go powstrzymać, nikt nawet nie chciał.
Widok niewyobrażalnego ludzkiego cierpienia nie mógł pozostawić nas w obojętności.
 
Dość szybko, niemalże w mgnieniu oka rozwaliliśmy stu dwudziestu dwóch esesmanów, jednocześnie dając broń więźniom, którzy podrzucali nas na ramionach i całowali po rękach, prosząc o prawo do wymierzenia kary – czyż mogliśmy im wtedy tego odmówić?
Mordowali czym popadło: siekierami, łopatami, widłami, gołymi rękami.
Nie było litości, tylko chęć oddania złym za złe, chęć cofnięcia czasu po swojemu.
Bezlitośnie tropiliśmy obsadę obozu do ostatniego, żywego Szwaba – żaden nie przeżył.
Trwało to wiele godzin, ale przyniosło oczekiwane skutki – obóz był wolny.
 
Porucznik Jack Bushyhead, dzielny Indianin z Oklahomy, prawdziwy bohater tego dnia, siedząc na dachu wybił z cekaemu trzystu czterdziestu sześciu esesmanów i członków Waffen-SS, chłopcy podawali mu tylko naboje i picie, czasem tylko gimnastykował dłonie, by zakończyć swoje dzieło skutecznie i tak, by nikt nie uszedł z życiem.
 
Tego dnia wytłukliśmy wszystkich co do jednego – pięciuset sześćdziesięciu esesmanów.
 
Generał Patton kazał zamieść to pod dywan, więc nikomu z nas włos z głowy nie spadł.
Do dziś dnia nie mówi się o „masakrze”, my tylko wyrównaliśmy rachunki prawem wojny, które nie uznaje zabijania dla zabijania, bo jeśli już to robisz, przyjacielu, zastanów się, dlaczego i czy jutro ktoś nie wsadzi ci pistoletu w usta, kiedy będzie smacznie spał.
Generał wiedział, że te ścierwa nie zasługiwały na nic innego jak na śmierć.
I dlatego długo po wojnie, kiedy byliśmy już w Stanach, uchodziliśmy za bohaterów wojennych, za elitę, tych, co wyzwolili jeden z najgorszych miejsc ludzkiego upadku.
 
Nigdy nie zapomnę tej ogromnej wdzięczności – tych tysięcy wolnych już ludzi, którzy jeszcze do końca w swą wolność nie wierzyli, teraz wyłonili się z baraków i cieszyli jak małe dzieci, a my obiecaliśmy im szybką pomoc medyczną i wyżywienie.
 
Wtedy, w Dachau, sam zastrzeliłem ponad trzydziestu.
Jestem dziś z tego dumny i tylko żałuję, że tak mało – ale cieszy, że byli lepsi ode mnie.
Zmęczony, usiadłem z karabinem na ziemi, a wokół mnie kłębili się więźniowie, całujący mnie po rękach i w czoło, a mnie nie było radośnie, bo zobaczyłem prawdziwe piekło.
Owszem, byłem spełniony, że wybiliśmy całą załogę obozu, ale szok pozostał.
 
I wtedy przyszła ona.
Tak cicho, znienacka, jakbym był tam tylko snem, nie ciałem.
- Piękny tatuaż – powiedziała lekko, niewspółmiernie lekko do sytuacji.
- Ano piękny – odparłem, nawet na nią nie patrząc, podwijając rękaw.
- Nie poznajesz? – zapytała.
- To ty, Doris, to ty? – załkałem, widząc, że to ona, ona żywa, tu i teraz.
- To ja, ale mało mnie ze mnie pozostało, sam spójrz.
- To nic, jesteś już wolna. Już nic wam nie grozi. Jeszcze dziś będzie jedzenie i lekarze.
- Zobacz, obcięli mi dwa palce u prawej dłoni, żeby zobaczyć, jak szybko wykrwawia się człowiek. Innym wycinali narządy, zaszczepiali choroby, wystawiali na mróz.
 
Wtedy zawołał mnie dowódca i wszystkim, co mogłem zrobić było rzucenie:
- Doris, proszę, odezwij się, jak już wrócisz do siebie. Czekam na list lub pocztówkę. Nie chcę cię stracić z oczu. Muszę już lecieć. To wojna. Ona nadal trwa. Jutro będę daleko stąd, może wyzwalał kolejny obóz. Nie zapomnij o mnie, jesteśmy przyjaciółmi?
- Tak. Jak nigdy dotąd – jej głos popłynął jak najpiękniejsza muzyka.
 
Tel-Aviv, 1950
Mała knajpka przy głównej ulicy, z głośnika radia płynie orientalna muzyka.
Obok jakiś stary Żyd otwiera kramik z rybami, inny z warzywami i owocami.
Powoli budzi się dzień, skwarny, lepki, duszny.
Nikt nie kwapi się, by wsiąść do taksówki, więc taksówkarze grają w pokera.
Na trawniku śpi pijak, a wokół niego latają muchy.
Obok alfons idzie z dwiema dziwkami do najbliższej speluny.
Pod pobliskim drzewem ktoś bezceremonialnie oddaje mocz.
 
- Cieszę się, że przyjechałeś – powiedziała. – Czego się napijesz?
- Twoja pocztówka była bardzo dramatyczna – odrzekłem. – Może piwa.
- Wiem, że tak mogłeś ją odebrać, ale chyba na tym mi zależało.
- To znaczy?
- Ile byłeś na wojnie?
- Trochę ponad rok.
- Ja byłam w obozie trzy lata. Moi bliscy, dzieci i mąż, skończyli w komorach gazowych, nawet nie wiem, gdzie. Dziś jestem sama. Sama jak palec. Szukałam ich przez Czerwony Krzyż, ale nic z tego nie wyszło. Cała moja rodzina została zamordowana w obozach.
- To straszne, co mówisz. Jak dziś wygląda twój dzień?
- Tu, w Tel-Avivie? Jestem nic nieznaczącą lekarką w małej przychodni, gdzie wszyscy mną gardzą.
- Dlaczego?
- Bo mówią, że jestem Niemką, a tu przyjechałam, bo miałam taki kaprys. Wszyscy traktują mnie jak nędzną przybłędę.
- To chore.
- Dwa razy zostałam pobita przez jakichś gówniarzy. Historia lubi się powtarzać.
- Chcesz tu zostać na zawsze?
- Nie.
- A co?
- Ja tu już dłużej nie wytrzymam. Najpierw obóz, teraz to upokorzenie.
- Naprawdę masz pod górkę. Izrael nie okazał się twoim nowym domem.
- Wiesz, dlaczego dostałeś pocztówkę z Tel-Avivu?
- Nie. Albo inaczej: może się domyślam.
- A czego?
- Tego, co chcesz mi powiedzieć.
- Tak, bo jest coś, o czym chciałbym ci opowiedzieć, jak najszybciej, bo moje życie tu to upadek, to oszustwo.
- Powiedz, miejmy to już za sobą.
- Kiedyś ubieraliśmy nasz język w piękne słowo „przyjaźń”, chodziliśmy do kina i do kawiarni, trzymając się za ręce, w cudownej Ameryce, i tam szeptałeś, że zawsze mi pomożesz, ilekroć będę w dołku. Czy nadal podtrzymujesz tamte słowa?
- Tak. Podtrzymuję.
- I nadal obronisz mnie jak wtedy za pierwszym razem w parku, kiedy złamano ci rękę?
- Widzisz, Doris, to, że dziś żyjesz w Izraelu, a ja w Stanach, nic nie zmienia. Powiedz, o co chodzi, a ja zadziałam. Widzę, w jakiej jesteś kondycji. Musisz się stąd zrywać, to nie jest kraj dla ciebie.
- Czytasz w moich myślach, Mike.
- Wyjedziesz.
- Tak. Skąd wiedziałeś?
- Czułem. Mam dwa domy, jeden, w którym mieszkam z rodziną, drugi letni, ale duży i ciepły, na weekendy, nad jeziorem, w lesie.
- Ty poważnie?
- Moim bliskim powiemy, że jesteś odnalezioną po wojnie daleką kuzynką, zwłaszcza że prawdziwa zaginęła wiele lat temu bez wieści. Była nawet do ciebie podobna, więc wszystko będzie dobrze. Jej rodzice już nie żyją. Nasza rodzina jest bardzo mała, nikt nie wpadnie na to, że jesteś kimś innym. Nazwisko też łatwo zmienić. Dom przepiszę na ciebie, byś miała pewne zabezpieczenie.
- Nie liczyłam na tak wiele. Nie wiem, co powiedzieć. Cieszyłam się naprawdę tylko na spotkanie z tobą. Na to, by cię znów zobaczyć, jak wtedy w Ameryce.
- Po prostu zdaj się na mnie.
- Tak, bracie.
- Długo tu nie zabawię, tylko tyle, ile będzie to konieczne dla ciebie. Zbieraj się i spadamy stąd.
- Na tej podłej ziemi pozostawię tylko smutek i rozpacz, i wspomnienie najbliższych, których nie dane mi już było dotknąć.
- Jeśli tylko będę mógł dać ci nowe życie, dam ci je – powiedziałem.
- Wiem o tym – odparła bardzo cicho i ciepło, kładąc swoją dłoń na mojej.
 
 
Cykl: Dziewięć liter, dwa słowa, jedno znaczenie
 
 
7 sierpnia 2016

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
mike17 · dnia 11.09.2016 21:04 · Czytań: 1001 · Średnia ocena: 4,64 · Komentarzy: 47
Komentarze
Niczyja dnia 11.09.2016 22:44 Ocena: Świetne!
Piękne opowiadanie, mike17, wzruszyłam się. Nie wiem jak ja dziś zasnę...
Cóż więcej mam napisać. Jest cienka granica między miłością, a przyjaźnią, gdy dotyczy to kobiety i mężczyzny. Myślę, że tutaj podobnie, temat nie jest do końca zamknięty.

Ostatnio czytałam trochę o obozach koncentracyjnych w Polsce. Straszny temat, zwalający z nóg. Dobrze to ukazałeś, i cieszę się, że tak niewiele. Nie zniosłabym więcej.

Momentami historia jest nieprawdopodobna np. to spotkanie w Dachau.

Jeszcze raz, świetnie napisany tekst. Historia, dialogi, tło, bohaterowie.
Czytanie Ciebie to sama przyjemność, a ten tekst szczególnie trafił w mój gust. Jest prawdziwy, życiowy, nie ma w nim nic sztucznego, nie wymuszonego, tylko naturalność.

Dobrej nocy mike17 i jeszcze raz dziękuję za tę mnogość emocji,
Może sen przyjdzie...;)
Niczyja
mike17 dnia 11.09.2016 23:21
Niczyja, bardzo mi miło, że tekst zagadał i że się spodobał :)
Moje opowieści miłosne są bardzo specyficzne - są mieszanką radości i bólu, rozkoszy i cierpienia.
Jak w życiu, na ogół...

Czy bohater pomimo posiadania rodziny przestał ją kochać - wątpię.
Ale nigdzie tego nie akcentuję.
Niech każdy dopowie swoje.

Takie spotkania jak tamto w Dachau zdarzają się.
Sam mam na koncie masę takich, choćby z kolegą w środku mazurskiego lasu po prawie 30 latach niewidzenia (sic!) :)

Starałem się pisać zwyczajnie, jak czuliby ci ludzie, o których pisałem.
Jak zwykle chciałem poruszyć i wzruszyć, i jeśli mi się to udało, to jestem kontent :)

Pozdrawiam nocnie :)
Niczyja dnia 11.09.2016 23:35 Ocena: Świetne!
Bardziej niż bardzo się udało...:)
Nalka31 dnia 11.09.2016 23:41
Przyjaźń damsko męska istnieje, jakby nie patrzył. Nawet jeśli ma w sobie inny głębszy podtekst. W takich sytuacjach ma nawet dużo większe znaczenie. Czy było coś więcej, potem kto wie? Ale przyjaźń wszak też jest formą miłości. Wszak można być blisko, a nie koniecznie łączyć to z fizyczną bliskością (czytaj seksem). Tło dodaje dodatkowego wymiaru całej historii.

Swoją drogą Mike czy scena wyzwalania obozu jest wymyślona, czy czerpałeś z jakichś opisów? Tak z ciekawości.

Opowiadanie i tak wciąga, trochę męskiej narracji, ale jest też liryzm i plastyka obrazu. Miło było poczytać.

Pozdrawiam. :)
mike17 dnia 11.09.2016 23:50
Nalko, wyzwolenie Dachau jest tak doskonale opisanym wydarzeniem, że trudno się tu powoływać na jedno źródło, skoro wystarczy wpisać "wyzwolenie Dachau" i wyświetlą się setki linków o tej samej treści, poza Wikipedią.

Mój bohater zmienił miłość w przyjaźń, ale oszukując siebie.
Do końca kochał Doris - czasem można kochać dwie kobiety jednocześnie.
I jego to spotkało, aczkolwiek wobec Doris zachował się jak dżentelmen i swoje uczucia zachował dla siebie.

Cieszę się, że wpadłaś, że czytałaś, i że pozostawiło to jakiś ślad.
To się ceni.
Za jakiś czas zapraszam na kolejny odcinek.

Dobranoc :)
Nalka31 dnia 12.09.2016 00:00
Dzięki Mike za wyjaśnienie. Na Wikipedii też jest informacja. Poczytałam sobie, zatem wiem że sama podstawa nie jest wymysłem. I chociaż to tylko epizod w opowiadaniu, to według mnie bardzo ważny. Dotyka czegoś bardziej istotnego niż tragedia więźniów obozu. Naszej empatii, człowieczeństwa i dylematów wobec, których staje człowiek.

Pozdrawiam
mike17 dnia 12.09.2016 00:04
I tego, czy zemsta jest tylko zemstą, czy też prawem wojny, prawem samym w sobie, jeśli stoi za nią niewyobrażalną ludzka krzywda.
Ci młodzi chłopcy z USA nie mieli żadnych zahamowań, by rozwalić 560 esesmanów, byli młodzi, wrażliwi, nie wiedzieli nigdy okrucieństwa.
Zareagowali naturalnie, wymierzając karę.
I ja to rozumiem.
Na ich miejscu zrobiłbym to samo.
Po prostu czasem nie można inaczej.
Nalka31 dnia 12.09.2016 00:14
Ano czasami nie można. Jak to mówią scyzoryk sam się w kieszeni otwiera. Jak w życiu oprócz czerni i bieli są różne odcienie szarości.
Usunięty dnia 12.09.2016 01:22 Ocena: Świetne!
W tej opowieści dającej ludziom nadzieję na coś lepszego brakuje mi wzmianki o samosądach na współwięźniach - funkcyjnych.
Tzn ja o nich wiem i Ty także , być może coś by wniosła do wiedzy o tamtych czasach.
JOLA S. dnia 12.09.2016 01:43 Ocena: Świetne!
Mike,
znać bardzo dobry warsztat i umiejętność nazywania rzeczy inaczej. Gdybym miała uporządkować opko wg części, które mi się najbardziej spodobały, to by było tak: IV>I>III>II. Tak, część druga na długo mnie zastanowiła, co do jej ważkości i celowości. Ale ma swoje miejsce. Gdyby jednak tylko oto chodziło, równie dobrze mógłby się składać z trzech, albo z pięciu i więcej części. Przyjmuję, że to jakiś proces, ewolucja, tyle że, dla mnie część II stanowi zagadkę w tym procesie. Nie chodzi mi o formę, która trzyma równy wysoki poziom w całym utworze.

Ciekawa jestem zarówno interpretacji innych jak i może jakiejś wskazówki naprowadzającej od autora.

Pozdrawiam pogodnie i z uznaniem :)
mike17 dnia 12.09.2016 10:20
Grain, wiem, że mogłoby to coś wnieść, ale wolałem skupić się na tym, co zrobili wściekli i wstrząśnięci Amerykanie.
To miało być spojrzenie Mike'a, uczestnika.
Nie chciałem się o tym zbytnio rozpisywać, szło przecież o ich nagłe spotkanie w obozie.

Jolu,
Dobrze wyczułaś, że w II części jest tajemnica, której nie ubrałem w słowa.
Otóż Mike usiłował zapomnieć o Doris do tego stopnia, że się ożenił.
Nie chciał żyć wspomnieniami, jednocześnie nimi żył.
To taki akt desperacji, kiedy się nie ma tego, co chciałoby się mieć.
Postawił na życie "zastępcze", myśląc ciągle o tamtej, ponieważ nie przestał jej kochać.
Właściwie to, co miał w sobie, to miłość i przyjaźń naraz, czyli ideał tego, co może człowiek czuć do człowieka.
Powiem mocniej: kochał dwie kobiety jednocześnie, to jest możliwe, są tacy ludzie.

Bardzo Wam dziękuję za chwile spędzone z moimi bohaterami, garść cennych uwag i wysoką notę :)

Pozdrawiam znad kawizny :)
Ania_Basnik dnia 12.09.2016 13:03
Bardzo mi się podoba opowiadanie. Pokazujesz inny odcień miłości. Dobry jesteś w opisach scen wojennych i robisz to naprawdę sprawnie. w pozostałych mam malutkie podszepnięcia. Gdyż jak widzisz, przeczytałam bardzo uważnie twój tekst. Proszę zastanów się nad nimi, myślę, że tekst bardzo zyska.
Cytat:
otóż, wra­ca­jąc z zajęć przez nasz park, uj­rza­łem dość oso­bli­wą scenę.

Tu wyrażenie osobliwa - wydaje się nieadekwatne - przemyśl to
Cytat:

Ten, który obe­rwał, pod­niósł się po­wo­li z ziemi i rzu­ciw­szy mi nie­na­wist­ne spoj­rze­nie, wyjął ka­stet, i po chwi­li znie­nac­ka ude­rzył mnie nim w rękę.
Mike najpierw walimy w głowę lub w brzuch, potem w rękę, która z natury rzeczy jest ruchoma, nie chcę Ci psuć koncepcji, ale może w ramię?
Cytat:

Chcie­li mnie zgwał­cić. I gdy­byś nie nad­szedł, pew­nie tak by było. Już wcze­śniej sły­sza­łem, że w tym parku od ja­kie­goś czasu ktoś na­pa­da na ko­bie­ty. Nie wiem, co mnie pod­ku­si­ło, by tędy dziś iść. Głu­po­ta, ot co. Ale z tobą trze­ba do szpi­ta­la, pew­nie zła­mał ci rękę
za spokojnie o tym opowiada, wprowadź tu pewna nerwowość. A w podkreślonym fragmencie - Głupia jestem. czy coś w tym stylu.
Cytat:
- Cho­dzi ci o Hi­tle­ra?
- Tak, o niego. Ponoć ma dojść lada mo­ment do wła­dzy, a wtedy wy, Żydzi, nie prze­ży­je­cie.
Tu dajesz swoją świadomość, człowieka urodzonego w drugiej połowie XX wieku. A rzecz się dzieje u schyłku lat 20-tych w USA. Oni wtedy tego nie mogli wiedzieć. Jeśli nawet przypuszczali, nikt nie wierzył, że to będzie aż tak.
Cytat:
Przy­jem­ną pocz­tów­ką od kogoś kie­dyś zna­ne­go, kto wy­słał ją mi na uro­dzi­ny.
tu trochę zgrzyta
Cytat:
Mu­sisz się stąd zry­wać
- zrywac w tym kontekście jest zbyt XXI-wiecznie
Cytat:
Czu­łem. Mam dwa domy, jeden, w któ­rym miesz­kam z ro­dzi­ną, drugi letni, ale duży i cie­pły, na week­en­dy, nad je­zio­rem, w lesie.
po słowie czułem, dałabym - posłuchaj, mam dwa domy - itd. zakończyć. taki mam plan - co Ty na to? - Bez tego robi się za duży przeskok dla czytelnika. Rozmowa - ta kluczowa dla bohaterów - jest tu bardzo ważna.
mike17 dnia 12.09.2016 13:21
Bardzo dziękuję, Aniu, za wnikliwe czytanie i garść sugestii :)
Pozwolę sobie odnieść się do nich:

Data pod opowiadaniem nie jest datą jego powstania, a dniem, kiedy zakończyłem wszystkie szlify i po wielu miesiącach "zmagań" z tekstem w końcu wystawiam go publiczności.
Napisałem je w maju, i od tamtej pory wiele zmieniłem, i forma, w jakiej jest obecnie, jest jego kształtem finalnym.

Wiolinowe Basnie napisała:
Tu wyrażenie osobliwa - wydaje się nieadekwatne

Ja nie widzę tu zgrzytu.
Wiolinowe Basnie napisała:
Mike najpierw walimy w głowę lub w brzuch, potem w rękę,

Tu miałem na myśli osłabienie przeciwnikowi prawej ręki, by nie mógł się skutecznie bronić, i coś na kształt "litości" ze strony oprycha, który przecież powiedział, że mógł zrobić z zębów sieczkarnię :)
Wiolinowe Basnie napisała:
za spokojnie o tym opowiada, wprowadź tu pewna nerwowość.

Spokojnie, bo jest już po wszystkim, może to spokojna dziewczyna była?
Wiolinowe Basnie napisała:
Tu dajesz swoją świadomość, człowieka urodzonego w drugiej połowie XX wieku

Ruch faszystowski w Niemczech zaczął działalność w latach 20-tych, i chyba nie krył się ze swymi poglądami.
Wiolinowe Basnie napisała:
zrywac w tym kontekście jest zbyt XXI-wiecznie

ponieważ Mike jest Amerykaninem, miał na myśli powiedzonko "get lost" - zrywać się :)

Doceniam Twój wkład w analizę utworu, ale jak wcześniej mówiłem, zawsze daję na portal wersję finalną, gdzie nie przewiduję już żadnych ingerencji w tekst - nie byłby on wówczas już mój.
Uwierz, mocno dumam nad każdym słowem, i każdego będę bronił :)

Pozdrawiam wesoło :)
Ania_Basnik dnia 12.09.2016 13:35
Słownik Jęz. Polskiego osobliwy -odbiegający w jakiś sposób od powszechnie przyjętych norm; dziwaczny, szczególny, niezwykły, wyjątkowy - w tym sensie niedekwatny. Ruch faszystowski - OK - ja też jestem pasjonatem historii. Ale jednak nikt nie wierzył, że dojdzie do ludobójstwa na taką skalę - a zwłaszcza Ameryka nie wierzyła - czytałam te relacje. Przemyśl sprawę. A co do sytuacji w parku i prawie-gwałtu - zwłaszcza spokojne dziewczyny są roztrzęsione w tak brutalnej sytuacji. Uwierz kobiecie. Nie ma chyba nic gorszego. Pozdrawiam
mike17 dnia 12.09.2016 13:42
Mając na myśli "osobliwy" pisałem "dziwny" - jacyś kolesie szarpią się z dziewczyną w parku, no powiedz sama, czy to nie dziwne, przecież ludzie powinni grzecznie spacerować, a nie jakieś przepychanki uskuteczniać - tak to widzę.

Odnośnie ruchu faszystowskiego, już od wczesnych lat 20-tych nawoływali do pogromów Żydów, co później zresztą skutecznie robili, niestety...

Miło mi, że dyskutujemy, że utwór zrobił na Tobie wrażenie, o to mi chodziło, a że ze mnie dość stary wyjadacz w pisaniu, dlatego niewiele zmieniam w tekstach pod wpływem sugestii z zewnątrz :)

Pozdrawiam!
Ania_Basnik dnia 12.09.2016 13:49
To napisz dziwny! Osobliwy ma raczej pozytywne konotacje i w tym sensie zgrzyta.
mike17 dnia 12.09.2016 14:05
Ok, zmieniam na "dziwny" :)
Lilah dnia 12.09.2016 21:44
Byłam, za dużo wzruszeń, wrócę jeszcze z komentarzem.

Pozdrawiam Cię serdecznie. :)
mike17 dnia 12.09.2016 22:02
A zatem czekam, Lilu :)
zyga66 dnia 13.09.2016 09:05 Ocena: Przeciętne
Tekst jest sprawnie napisany, choć czasem trąca banałem, np.

"Ty mój bohaterze – i powiedziawszy to, pocałowała tak mocno, że na chwilę ból odpuścił"

Poza tym tło wyzwolenia obozu koncentracyjnego, dla romansu „groszowego” budzi niesmak.
(golfa nie gramy na cmentarzach).
Główna postać zdaje się nawiązywać do bohaterów komiksów ala agent J23. To sprawia, że tekst nie jest dobry, jednak ponadprzeciętny. Pozdrawiam, Zyga
al-szamanka dnia 13.09.2016 19:41 Ocena: Świetne!
Cytat:
uj­rza­łem dość dziw­ną scenę.
Jeden z nich trzy­mał wy­ry­wa­ją­cą się ko­bie­tę w pasie, a drugi coś do niej wy­krzy­ki­wał, co chwi­la pod­su­wa­jąc pięść pod jej brodę.

Tu mi brakuje jakiego zdania wiążącego. Np. Dwóch mężczyzn napastowało kobietę - jeden z nich...
Cytat:
drugi, nagle pu­ściw­szy jej ciało, uciekł w po­pło­chu

To ciało trochę dziwnie brzmi, a może prościej - drugi, nagle pu­ściw­szy ją, uciekł w po­pło­chu
Cytat:
przy­sta­nę­ła i po­wie­dzia­ła:
- Ty mój bo­ha­te­rze – i po­wie­dziaw­szy to, po­ca­ło­wa­ła tam mocno

Cytat:
pe­wien mło­kos ude­rzył ją w twarz i po­wie­dział: „Ty, Szwab­ko pie­przo­na, won do Nie­miec, do Adol­fa, cmo­kać go w dupę!”

Skąd wiedział, że to Niemka? Chyba rozmawiała z Mike'iem po angielsku.

Zabrakło mi mocniejszych akcentów w chwili spotkania Twoich bohaterów w obozie.
Spotkanie w takich okolicznościach to nie tylko wzburzenie emocji niczym wybuch wulkanu, to także jak cud. Mogłeś to mocniej podkreślić.
Ale i bez tego opowiadanie pięknie płynie.
Niekoniecznie trzeba się zgodzić, że rzeczywiście między kobietą a mężczyzną może istnieć aż taka przyjaźń... i tylko przyjaźń - ja o czymś takim ani nie słyszałam, ani nie przeżyłam.
Niemniej w Twoim opowiadaniu ona jest, i to w wielkim wydaniu.
Niby taka normalna, a jednak niezwykła, bo nieprawdopodobna.
Jej cudownym podkreśleniem jest końcówka.
Spokojna, oczywista, prosta, nieskomplikowana - dla mnie po prostu piękna.

Jak zwykle przeczytałam jednym tchem.
Podobało się.

Pozdrawiam serdecznie :)
mike17 dnia 13.09.2016 20:10
Aldonko, już wszystko tłumaczę, otóż:

Odnośnie scenki w parku masz w zupełności rację, ja jednak spojrzałem jak na pierwsze spotkanie, nie jak na scenkę jakieś szarpanki.
Chodziło mi o chłodny przekaz dotyczący faktu, iż oni się poznali, w tak złych okolicznościach.
Wiem, że można było to podkręcić, ale nie o to mi chodziło - tylko o spotkanie.

Co do "ciała" masz rację, brzmi jak trup, zmienię to :)

Kolejne powtórzenia także.

Jeśli chodzi o scenę w obozie, jak zauważyłaś, wszystko opisywałem na chłodno.
Ich spotkanie też.
Chodziło mi o efekt chłodnej relacji, każdy już może dośpiewać sobie resztę, nie chciałem nic narzucać.
Wiadomo, jak takie spotkanie wyglądało, ale mnie chodziło o SAMO spotkanie, a nie o warstwę emocjonalną i uczuciową.

Skąd wiedzieli, że to Niemka?
Każdy obcokrajowiec raczej nie kryje się z tym, z jakiego kraju przybył :)

Bardzo dziękuję Ci za czytanko i garść sugestii i uwag, dla mnie to zawsze cenne :)

Zaraz biorę się za poprawki!

Pozdrawiam wesoło!
Ula dnia 15.09.2016 10:20 Ocena: Świetne!
Mike,
Piękna i wzruszająca historia osadzona w strasznych czasach. Rzeczywiście przyjaźń może mieć ogromną siłę, co do tej damko-męskiej, to mam pewne obawy, że jednak na przyjaźni się nie skończy... Ale wszystko w Twoich rękach ;), możesz chwycić za pióro i dopisać ciąg dalszy losów Doris. Ja z przyjemnością przeczytam :)

Trudno mi cokolwiek Ci radzić, bo nie mam wiedzy w tej kwestii, ale tak zastanowiło mnie, czy lekarz dentysta powołany do wojska ruszał na front z miotaczem ognia i wyzwalał obóz? Przydałby się bardziej w jakimś szpitalu polowym. Ale wiem, że to ingerowałoby w Twoją historię, więc absolutnie nie namawiam do zmian ;)

Pozdrawiam :)
mike17 dnia 15.09.2016 10:40
Ależ się cieszę z Twojej wizyty, [b]Ulu,[/b] pod tym opowiadaniem o przyjaźni i miłości :)
Nigdy nie pisałem o przyjaźni damsko-męskiej, aż do teraz, choć ze strony Mike'a było to coś więcej, ale musiał się z tym ukrywać.

Masz zupełnie rację, nie wziąłem tego pod uwagę, że Mike dostałby normalnie powołanie do szpitala wojskowego, ale jako dentysta może nie został uznany za lekarza w pełnym tego słowa znaczeniu i poszedł w kamasze.

Teraz widzę, że mogłem dać Mike'a właśnie jako lekarza polowego, ale niech zostanie jak jest :)
Chodziło mi o surowość całej tej akcji w Dachau, nawet nie bawiłem się w okazywanie uczuć.
Szło mi o suchą relację, a co oboje czuli, nietrudno sobie wyobrazić :)

Bardzo fajnie, że znów Cię widzę, Ulu, u mnie, to dla mnie każdorazowo wielka radość :)
Za kilka dni kolejna miniatura z tego cyklu - zapraszam i czekam :)

Pozdrawiam pokawowo :)
Quentin dnia 15.09.2016 22:09 Ocena: Bardzo dobre
Przetrwać wszystko.

Widzę, że żywo wziąłeś się za wojenny klimat. I dobrze. Dzięki umieszczeniu wydarzeń w czasach potwornego zniszczenia i upadku ludzkości, tym bardziej doceniamy takie cuda jak miłość, przyjaźń, bohaterstwo i poświęcenie.

W "Pocztówce..." już w ogóle dotykasz ciężkiego tematu "wybielania" się. Odejdę trochę od rzeczonej miłości, bo myślę, że odwaliłeś kawał rozsądnej i dobrej roboty. Wiele myślałem nad tym odwiecznym dylematem. Niektórzy, z reguły ci, co nie doświadczyli wojny, zachodzą w głowę, jak to jest możliwe, że człowiek musi rozprawić się z własnym oprawcą, zamiast mu wybaczyć. Gdzie nadstawianie drugiego policzka...? Gdzie szacunek do życia...? Moim zdaniem znakomicie podkreśliłeś zupełny brak rozterek w tym kontekście u głównego bohatera. Jak mogliśmy im zabronić zemsty...? Właśnie tak należy traktować temat. To kwestia wyrównania rachunków i "swojskiej" sprawiedliwości, bo coś takiego jak sprawiedliwość w tamtych czasach uległo przewartościowaniu. To tak na marginesie ;) Mógłbym machnąć o tym pseudo rozprawę filozoficzną, bo cholernie mnie to pochłania.

A sama miłość jak poprzednio. Cierpliwa jest, szlachetna i łaskawa. Dziś powszechnym określeniem stało się friendzone, ale u ciebie nie o to chodzi. To byłoby zbyt płaskie. "Pocztówka..." udowadnia, że szczęścia powinniśmy szukać przede wszystkim w człowieku.

Czekam na więcej, Maestro

Do zobaczenia
Quen
ajw dnia 16.09.2016 13:25
Całkiem fajnie się czytało. Nie spodziewałam się takiego osadzenia postaci i bardzo dobrze, bo zaskoczyłeś mnie nawiazaniem do obozu koncentracyjnego w Dachau. I to bardzo. Zawsze w takich momentach zastanawiam się jak człowiek człowiekowi może zrobić coś takiego? Straszne..
Ogólnie rzecz biorąc ciekawa opowieść z historią w tle. Naprawdę urzekająca. Z zainteresowaniem pobyłam u Ciebie, miku. Pozdrawiam ciepło :)

Ps. No i zapomniałam zaswietnić, więc jeszcze raz wrócę :)
Usunięty dnia 16.09.2016 14:01 Ocena: Świetne!
Hej Mike wielkie sorry za zwłokę ale ostatnio tak poprostu mi zycie szybko mija ze poprostu nie wiem co w ręce włożyć. Super sie czytało, cały tekst wyglada jak piękne, pielęgnowane wspomnienie ;) . Znowu wojenny klimat ale to dobrze lubię takie oraz faktem jest ze w sytuacjach ekstremalnych człowiek i jego uczucia zostają poddane najwyższej próbie. To spotkanie Dachau bardzo klimatyczne, obozy koncentracyjne to było " ukoronowanie " ludzkiego okrucieństwa i wypaczenia emocjonalnego. Cała historia bardzo autentyczna, tekst ten podobał mi sie bardziej niż poprzedni. Bardziej na mnie oddziaływał. Przyjaźń damsko męska to skomplikowana sprawa ale jak najbardziej możliwa, ogólnie wszystko realistycznie oddałeś z detalami. Niestety naród żydowski wiele wycierpiał i co najdziwniejsze w dziejących czasach są tak znienawidzeni przez Polaków... Zycie jest skomplikowane . Bardzo fajny tekst, najwyższa ocena.
Zapraszam ciebie rownież do mojego wiersza pt śmietanka towarzyska który niedługo sie tutaj ukaże ;)

Pozdro ;)
Usunięty dnia 16.09.2016 14:05 Ocena: Świetne!
Czyngis co Ty chrzanisz o niemawiści Żydów przez Polaków.
Bez odbioru.
mike17 dnia 16.09.2016 17:23
Hej, Quentinie, w świecie miłości i przyjaźni po sam grób :)
Zależało mi poza ukazaniem pięknych uczuć pokazać zestawienie zemsta-piękno człowieka, zemsta-wyrównanie rachunków, zemsta- ukojenie.
Bo czym była akcja Amerykanów w Dachau?
Zemstą?
O nie!
To był każąca ręka sprawiedliwości, i inaczej nigdy tego nie nazwę za ogrom zbrodni dokonanych przez te ścierwa.

A miłość, jak to u mnie, zawsze dobra, cierpliwa i wspaniałomyślna :)
Odda dobrym za złe, ukoi i da zapomnienie.

Iwonko, historia II wojny światowej to mój konik, zwłaszcza mało znane wydarzenia.
Wyzwolenie Dachau do takich właśnie należy, i trzeba pisać o tym, jak Amerykanie rozprawili się z obozowymi zbrodniarzami, by każdy wiedział, że czasem trzeba "oko za oko".
Są w życiu sytuacje, gdzie nie ma przebacz.
Jest zbrodnia i kara.
Ale jak to u mnie, jest też miłość, nawet ta nieodwzajemniona, nadal nią pozostanie.
Dlatego Mike do końca stoi murem za Doris, bo ją wciąż kocha.

Czyngis, lubię w moich kawałkach poruszać ekstremalne, krańcowe sprawy.
Dziwną miłość, dziwną przyjaźń, nienawiść, wybaczenie, przemianę duchową, dobro i zło.
A II wojna światowa to piękny materiał na takie opowieści.
Na razie napisałem tylko dwie, ale są nowe w zamyśle.
Nie chciałem wchodzić głębiej w tematykę obozową, bo nie ona jest tematem miniatury, chciałem pokazać, że Przeznaczenie istnieje, i dwoje ludzi może spotkać się na końcu świata, jeśli jest to im pisane :)
I że jedno spotkanie może zmienić życie na zawsze.

Bardzo Wam dziękuję za czytanie, za piękne komenty, za przemyślenia, refleksje i obecność.
Za niedługo zapraszam do kolejnej części cyklu.

Pozdruffki :)
Lilah dnia 16.09.2016 20:58
Wróciłam i przeczytałam jeszcze raz. Piękna i wzruszająca opowieść o przyjaźni i miłości wpisanej w straszne wydarzenia II wojny światowej. Poruszasz czułe struny tymi swoimi opowiadaniami, ale przecież o to chodzi, żeby czytelnik nie pozostawał obojętny. Tak trzymać, Mike.

Wybacz, ale w tym fragmencie brakuje mi słowa mężczyźni/chuligani albo podobnego:

Cytat:
... uj­rza­łem dość dziw­ną scenę.
Jeden z nich trzy­mał wy­ry­wa­ją­cą się ko­bie­tę w pasie, a drugi coś do niej wy­krzy­ki­wał, co chwi­la pod­su­wa­jąc pięść pod jej brodę.


Pozdrawiam serdecznie :)
mike17 dnia 17.09.2016 11:21
Lilu, o to właśnie mi chodzi, by poruszać i by czytelnik nie odszedł obojętny :)
A tło historyczne, i to tak tragiczne, świetnie robi całemu opowiadaniu.
Wierzę zarówno w miłość, jak i przyjaźń do grobowej deski, dlatego napisałem tę miniaturę.

Zmianę już zrobiłem - dałem "mężczyzn", faktycznie teraz jest lepiej.

Super, że się podobało i że udało mi się Ciebie wzruszyć, bardzo mi miło!

Pozdrawiam Cię sobotnim słońcem :)
Lilah dnia 17.09.2016 12:04
mike17 napisał:
Pozdrawiam Cię sobotnim słońcem

Dzięki, Mike, bo u mnie leje jak z cebra. :)
mike17 dnia 17.09.2016 12:08
U mnie od wielu tygodni tropiki :)
Aronia23 dnia 04.10.2016 10:18 Ocena: Świetne!
Mike17, witaj. zatrzymałeś się i pochyliłeś nad tematem, którego ja jeszcze nie zrealizowałam, a wiesz, że taki zamiar chodzi mi po głowie od dłuższego czasu. Lektura Twojej opowieści dostarczyła mi niespotykanych uczuć, wrażeń. Siła Twojego pióra jakże super wykorzystana.
"- Nie znoszę takich typów, nie znoszę, kiedy ktoś krzywdzi kobietę.". Owo zdanie pokazuje, że dobroć ludzka jest pop prostu dana z Nieba, choć czasami, aby ją okazać trzeba być "tak na chwilę" złym. Ale pojęcie zła? Czymże ono jest? Wymierzanie kary bestialstwu - czy to zło? Uważam, że nie. Bo tak, jak mamy w naszej religii - co będzie na końcu świata? Sąd. Odpady ludzkie - tak, tak nazwę oprawców trafią tam, dokąd mają trafić, a dobro połączy się w całość. Okrucieństwo świata, które tu przedstawiłeś jest przerażające. Odwet, niby też, ale tak wygląda tez w moich oczach, sprawiedliwość.
"Porucznik Jack Bushyhead, dzielny Indianin z Oklahomy, prawdziwy bohater tego dnia, siedząc na dachu wybił z cekaemu trzystu czterdziestu sześciu esesmanów i członków Waffen-SS,...".
Tu jednak mam z lekka dylemat. Wiesz, dlaczego? Bo piszesz o Indianinie, a oni też od Białych zaznali masę zła. Zresztą to wiesz. A obozy...? Zastanawiam się, jak można było, a można. Człowiek to często bestia i nie wiem skąd to się bierze.
Doris też mówi: "Cała moja rodzina została zamordowana w obozach." A jednak z niej nie wyparowało dobro. Jeszcze jakieś ch.... chciały jej zrobić krzywdę, poniżyć, odrzeć ze wszystkiego. Nie dziwię się bohaterowi, który, tak, jak i ta dziewczyna, widzieli koszmar piekła na ziemi. Końcowe zdanie, nadaje opowiadanie nutkę optymizmu i bardzo mnie to cieszy:
"- Jeśli tylko będę mógł dać ci nowe życie, dam ci je – powiedziałem." Więcej, na razie nie mówię, muszę przetrawić. Spokojnego dnia, Michale. I dziękuję... A23
mike17 dnia 04.10.2016 10:47
Aronio, bardzo mnie cieszy Twój odbiór tej miniatury, gdzie ściera się ze sobą Dobro i Zło.
Chciałem ukazać, czym może być przyjaźń, choć była to przecież ukrywana latami miłość, jaka jest jej siła, i że prawdziwa przyjaźń nie umiera - to koło ratunkowe dla niejednego z nas.
I ani czas, ani rozdzielenie nie są w stanie tego zmienić.

I chodziło mi oto, by wpleść też motyw obozowy, ponieważ w pełni popieram to, co zrobili Amerykanie i więźniowie w Dachau, to było wymierzenie sprawiedliwości.

Ale ponad wszystko chciałem dać opko o triumfie Dobra, bo sam wierzę, że takowy wcześniej czy później następuje.

I altruizm tu mamy: oddać komuś dom to jest sztuka nad sztukami!
A jednak bohater robi to bez zmrużenia oka.

Justyno, bardzo dziękuję Ci za wizytę i zaangażowany koment!
Bardzo dużo mi powiedział, pozwolił ujrzeć tę opowieść Twoimi oczami.
Cieszę się, że odchodzisz zadowolona.
To dla mnie bezcenna nagroda :)

Pozdrawiam i miłego dzionka życzę!
Aronia23 dnia 04.10.2016 11:04 Ocena: Świetne!
Michale - dać komuś dom! To wszystko na razie, naprawdę muszę przetrawić, bo jest mi... oj nie wiem sama. Dusi z lekka i to zdanie, pozwól, że powtórzę:
"- Nie znoszę takich typów, nie znoszę, kiedy ktoś krzywdzi kobietę." Dziękuję. A23
mike17 dnia 04.10.2016 11:12
Cieszę się, że ta miniatura pobudziła Cię do refleksji i tak wstrząsnęła - taki było mój cel, by nie pozostawiać czytelnika obojętnym.
bened dnia 27.12.2016 11:42
Mike, poliamorii z tego raczej nie będzie, ale romans, aż wisi w powietrzu i grzechem byłoby nie dopisanie dalszego ciągu tej historii :)
Cytat:
I nad­szedł taki dzień, kiedy wy­zwo­li­łem się i mo­głem już śmia­ło po­wie­dzieć, że przy­jaźń mię­dzy ko­bie­tą a męż­czy­zną to fakt, że na­rzu­co­ny przez fatum ero­tyzm to bzdu­ra, bo do mnie nie miał już do­stę­pu – teraz Doris trak­to­wa­łem tak samo, ale z wy­raź­nie za­zna­czo­ną zmia­ną, któ­rej nawet nie za­uwa­ży­ła, gdyż w moim za­cho­wa­niu nic się nie zmie­ni­ło.Nadal cho­dzi­li­śmy do kina i do ka­wiar­ni, trzy­ma­li­śmy za ręce, lecz nic po­nad­to.

Myślę, że Mike jedynie tłumił pożądanie, z mniejszym lub większym sukcesem, ale jeżeli stwierdził, że pozbył się tego uczucia całkowicie, to tylko oszukiwał sam siebie, ponieważ miłość między mężczyzną, a kobietą jest nierozerwalnie związana z pożądaniem. Nie chciał robić nic na siłę. Musiał dokonać bolesnego wyboru, zdecydował się na przyjaźń, jako mniej bolesną opcję od całkowitego zerwania kontaktu, a to była prawdopodobnie jego najtrudniejsza życiowa decyzja. Katorżniczą musiał podjąć pracę nad złagodzeniem udręki niespełnienia. Inaczej buduje się relacje między ludźmi, gdy są dla siebie nieatrakcyjni, ze względu na upodobania i preferencje, a zupełnie inaczej, gdy erotyzm wkrada się między wierszami i gdzieś zaciera się granica, która z założenia powinna być wyraźna :)
mike17 dnia 27.12.2016 15:49
Hello, Beniu, po dłuższej przerwie - miło Cię widzieć znów :)
Jak sama widzisz, nie ma jednej, jedynej miłości, jest ich dziesiątki odcieni.
Jest tak, jak piszesz: ta przyjaźń została wymuszona przez małżeństwo Doris i nasz bohater musiał to zaakceptować i zapomnieć, że kiedykolwiek zbliży się do niej.
A że nie przestał jej kochać, to oczywiste.
I tu poruszyłem coś jeszcze, a mianowicie to, że można kochać dwie osoby jednocześnie.
Wiem, że to możliwe - co Ty na to?
Mike kochał i żonę, i Doris, lecz miłość do tej drugiej przeniosła się w platoniczne sfery.
Ale LOS ciągle ich ze sobą stykał, i w końcu pocztówka z Tel-Avivu i prośba o pomoc.

To naprawdę opowieść o pięknej przyjaźni, która nigdy nie przemija - nie zniszczył jej czas, ani oddalenie.

I o poświęceniu również.
Bo kto oddaje przyjaciółce dom?
No chyba, że jest ideałem i że ta przyjaźń więcej ma wspólnego z miłością niż z sympatią :)
A mnie też chodziło tu o obraz mężczyzny idealnego pod każdym względem, bo takich jest niewielu, dlatego tak wysoko ich cenię.

A erotyzm?
Nie mogło go być - Mike miał zasady i Doris miała swoje.
I spotkanie takich osób musiało zaowocować piękną przyjaźnią.
Bo że ona do niego też coś czuła nie jest tajemnicą.

Jak sądzisz, jak potoczyłyby się dalej losy tych dwojga, gdy już Doris dostanie od Mike'a dom i zamieszka w jego okolicy?

Piękny i mądry koment mi napisałaś :)
bened dnia 28.12.2016 23:57
Myślę, że można kochać dwie osoby jednocześnie, dlatego poruszyłam temat poliamorii. Związki kilkuosobowe są coraz bardziej popularne w Stanach Zjednoczonych, ale u nas to nadal temat tabu. Wszystko zależy od upodobań,tolerancji i podejścia do życia i miłości.
mike17 napisał:
Bo kto oddaje przyjaciółce dom?No chyba, że jest ideałem i że ta przyjaźń więcej ma wspólnego z miłością niż z sympatią

Jestem zdania, iż ilu ludzi tyle definicji ideału :)
Mike się bardzo męczył dusząc w sobie pożądanie, bronił jej, a ona dbała o niego, więc z pewnością nie była to tylko sympatia:)
mike17 napisał:
Jak sądzisz, jak potoczyłyby się dalej losy tych dwojga, gdy już Doris dostanie od Mike'a dom i zamieszka w jego okolicy?

Pewnego dnia wybiorą się na spacer w pobliskim parku i rozpęta się straszna burza. Mike jako dżentelmen odprowadzi Doris pod sam dom , a ona w trosce o jego zdrowie będzie nalegać, by zdjął przemoczone ubranie i zagrzał się u niej. I cóż... Tacy mokrzy, prawie nadzy spojrzą na siebie, przez lata spragnieni bliskości swoich ciał, pozwolą bezwiednie skruszeć kratom klatki moralności, i dadzą się ponieść chwili, rzucą się sobie w ramiona zapominając rozkosznie o całym świecie :)
mike17 dnia 29.12.2016 14:03
Świetnie to ujęłaś, Beniu, bo tak pewnie będzie, ba, na pewno będzie :)
Tyle lat życia w miłości platonicznej musi zaowocować erupcją erotyzmu!
I wiem, że Mike nie zostawi żony, ale też nie zrezygnuje już z Doris.
Głęboko wierzę, że można kochać dwie osoby jednocześnie i nasz bohater jest tego przykładem.
I sądzę, że ułoży sobie to wszystko, by nie stracić żony.
Ktoś powie - relatywizm moralny, czy ja wiem...
Po prostu miłość, bez niej człek jest nikim i go nie ma.
Mike zbyt wiele przeżył z Doris, choć byli rozdzieleni, by jego kochanie rozwiało się na wietrze.
Czas je tylko wzmocnił, a gdy pojechał do Tel-Avivu, już wiedział, że jej nie wypuści z rąk.

Zapraszam Cię do kolejnej miniatury z tego cyklu "Oczy są mozaiką", gdzie również poruszam temat kochania dwóch osób jednocześnie, ale w bardziej zakamuflowany sposób :)

Dzięki za jak zwykle wypasiony koment!
bened dnia 29.12.2016 15:18
mike17 napisał:
Ktoś powie - relatywizm moralny, czy ja wiem...Po prostu miłość, bez niej człek jest nikim i go nie ma.

W obliczu Amora chyba każdy staje się bezbronny. Prawdziwa, głęboka Miłość rządzi się własnymi prawami, a kto się z tym nie zgadza nigdy jej nie poznał :)
A relatywizm moralny? Nic w tym dziwnego. W dzisiejszych czasach przyjęty został chociażby przez antropologów relatywizm kulturowy akceptujący niektóre tradycje, bez oceniania ich jako złe czy dobre, a najpopularniejszym przykładem budzącym kontrowersje w różnych społeczeństwach jest właśnie wielożeństwo.
Moralność była, jest i będzie względna. Obiektywizm w tej kwestii jest wskazany. To, że nasza kultura wywiera presje monogamii, nie oznacza, że Matka Natura ma to samo zdanie :)
mike17 dnia 29.12.2016 20:02
A więc, BENI[b][/b]U, można kochać dwie osoby jednocześnie - wiem, że to możliwe.
Nie wdaję się w dociekania naukowe, bo jestem w tym cienkim bolkiem, ale wiem, co wiem.
I wiem też, że nie ma jednoznacznie dobrych lub złych ludzi - ciągle ten relatywizm tu wisi...
A moi bohaterowie nie są ani dobrzy do końca, ani źle od początku.

A kochanie?

Przełamie każdą barierę!

I nigdy nie będzie, że miłość nazwiemy złą, bo rozbiła małżeństwo albo kazała małolacie wyjść za mąż.
Nie.
Miłość to huragan.
To coś, co zmiecie Cię z powierzchni ziemi i pozostawi świadomą.
Wtedy dokonasz wyboru lub on będzie Tobą.
Nie mnie wyrokować, ja tylko opisuję sytuacje.

To sum up,

Kochanie łamie wszelkie bariery i kieruje się swoją logiką-nielogiką :)
Tylko wtedy to ma sens, tylko wtedy można poczuć naprawdę, że się kocha, kiedy poczujesz trzęsienie ziemi :)

Ahoy!
Figiel dnia 08.01.2018 16:26 Ocena: Świetne!
Cóż, zawsze mówiłam, że przyjaźń jest bardziej wymagająca od miłości. Piękny obraz prawdziwego przyjaciela, który co prawa nie spełnił się w miłości, za to w przyjaźni wytrwał lata. Czasem dwojgu ludziom jest pisana jest nie miłość, a właśnie przyjaźń. O wiele cenniejsza, bo zawiera w sobie miłość (czyż nie kochamy przyjaciół?) odpowiedzialność, gotowość do poświęceń i bezinteresowność. Nie mami, nie oszukuje. Jest.
Mike, świetnie opisane sceny z obozu Dachau - wręcz czuje się emocje targające żołnierzami i więźniami oraz smak zemsty tak oczywistej, że nie domagającej się usprawiedliwienia. Jej skali nie można było pokazać lepiej, niż przez dokonania porucznika Jacka i żołnierzy.
Jestem pod wrażeniem całości.
mike17 dnia 08.01.2018 17:47
Obóz w Dachau znam niemalże rodzinnie, bo mój stryjek Konstanty uciekł z niego w sierpniu 1940 roku jako jeden z nielicznych, którym się to udało.
Spędził tam tylko 4 miesiące i przebrany za esesmana, uciekł na Kurpie.

Dla mnie przyjaźń stoi chyba wyżej nad miłością.
Mam od 26 lat tę samą żonę i mogę powiedzieć, że dziś jesteśmy super przyjaciółmi.
Nasza wieź jest nie do złamania, bo z miłości zazwyczaj po latach rodzi się właśnie piękna przyjaźń.

I to chciałem tu oddać.

Że mężczyznę i kobietę nie zawsze musi łączyć pożądanie, lepiej, by była to miłość, a potem przyjaźń.

Chłopcy z Dachau nigdy nie zostali ukarani przez Pattona - kazał zamieść to pod dywan.
Dziś w USA uważani są jako najwięksi bohaterowie, którzy wyrównali rachunki z bandziorami.

Kłaniam się, Beatko, i czekam na kolejne wizyty :)
Kazjuno dnia 20.06.2018 08:54 Ocena: Świetne!
Wzruszająca, Mike, opowieść o przyjaźni kobiety z mężczyzną. Pięknej Żydówki ze szlachetnym chłopakiem, a później mężczyzną z USA. Wplątanie w dzieje bohaterów tła jakim były przełomowe w dziejach ludzkości wydarzenia historyczne z XX wieku kapitalnie udramatyzowało opowieść.
Wspaniale to rozgrywasz jako kompozytor słów Autorze.

Jako znawcę broni i sposobów jej stosowania, korci mnie, żeby się podowalać do poniższego określenia.
Cytat:
usma­ży­li­śmy mio­ta­cza­mi ognia Szwa­bów w ich pan­cer­nych bun­krach, roz­sia­nych gęsto na wy­brze­żu


Zgadzam się, miotacze płomieni były w użyciu przy zdobywaniu niemieckich bunkrów i umocnień. Lecz podejścia pod bunkry, z których strzelnic waliły serie karabinów maszynowych z miotaczem płomieni, nie było sprawą prostą. Zwłaszcza, że Niemcy prowadzili ogień krzyżowy, wspierając wzajemną obronę. Najczęściej udawało się je zdobywać podchodząc pod otwory strzelnicze i wrzucając ręczne granaty. Wpychano w strzelnicze okna też tyczkami materiał wybuhowy i detonowano. Tę metodę też stosowali Polacy pod Monte Cassino.
Więc zarzucam Ci tu Mike przesadny brak precyzji, bo niewątpliwie niewielką część bunkrów zlikwidowano miotaczami płomieni.
Natomiast znacznie częściej stosowano miotacze płomieni przeciwko Japońcom w wojnie na Pacyfiku.

Też pewne moje wątpliwości wzbudzają ilości zabitych esesmanów z załóg obozu w Dachau. O ile wiem, większość strażników uciekła przed nadejściem Amerykanów. Rozprawiano się jedynie z nieliczną częścią strażników oraz z rekrtującymi się z więźniów KAPO. Ale nie wykluczam, że tu niesprawiedliwie się czepiam. Nie znam materiałów dotycząych wyzwolenia Koncentrationlager Dachau.

Poza detalami o których wspomniałem, opowiadanie świetne.
Gratuluję! Mike.
Serdecznie pozdrawiam, Kaz

PS Przepraszam i zwracam honor. Przy okazji dzięki za walor edkacyjny, który wymusił na mnie poczytanie o masakrze w Dachau. NAPISAŁEŚ PRAWDĘ O WYZWOLENIU OBOZU W DACHAU. A ja najzwyczaniej przyczepiłem się jak rzep psiego ogona.
mike17 dnia 20.06.2018 19:27
Kaziu, zanim wezmę się za pisanie tekstu quasi historycznego, najpierw gruntownie czytam i badam grunt.
Jestem w tym względzie perfekcjonistą.
Nie dopuszczam do siebie przekłamań ani lipnych faktów.
Stąd i tu, musiałem najpierw odbadać sprawę MASAKRY W DACHAU - pod tym hasłem można o tym poczytać w Wikipedii.
Ale jest także i wiele innych linków podających liczbę zastrzelonych esesmanów.

Ale to nie o to chodzi...
Chodzi o przyjaźń, co potrafi się ostać złu.
Jak tu, gdzie przyjaciel daje przyjaciółce nowy start.
To piękny początek.

Wierzę w przyjaźń, bo ją mam.

Dlatego piszę o rzeczach, które wiem, że mogłyby się wydarzyć.

Kaziu, tym razem proponuję POMARAŃCZOWY MATERAC, kolejną miniaturę miłosną :)

Ahoy, Brachu!
Proza: Górna Półka
Proza: Dolna Półka
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
mirmur
20/09/2018 22:41
Zgadam się całkowicie z Hultajem. Tak sobie myślę, że jakby… »
mirmur
20/09/2018 22:28
:smilewinkgrin: Tak. To wilki są wszystkiemu winne. »
Abi-syn
20/09/2018 21:57
Wpisuję komentarz po zerknięciu do Galerii - tam obrazy… »
Lukaka
20/09/2018 21:29
Fajny wiersz, chyba jednak Ci zależało na tej osobie i to… »
Lukaka
20/09/2018 21:26
Śliczne :) »
stawitzky
20/09/2018 20:43
Darcon Redaktorze, bardzo mi miło, ślę uściski! »
Darcon
20/09/2018 20:33
Bardzo dobry i mocny tekst, Stawitzky. I pisząc… »
Dobra Cobra
20/09/2018 20:22
Ale powiedz chociaż, czy jesteś za narodową płacą minimalną,… »
stawitzky
20/09/2018 19:57
skroplami Odjęło mi mowę. Dziekuję. Aż się… »
skroplami
20/09/2018 19:42
Obleśne i obrzydliwe :)? Nie, to codzienność. Nie jeden z… »
Jacek Londyn
20/09/2018 13:09
Pobawmy się razem, proszę zerknąć do skrzynki pocztowej.:) »
Asocjacja
20/09/2018 12:51
Drogi Jacku, rozbawił mnie pan. Wspólnie możemy ułożyć fajny… »
Jacek Londyn
20/09/2018 12:39
Asocjacjo, fajną ptasią rymowankę ułożyłaś. :) Gdyby była… »
Asocjacja
20/09/2018 12:36
Miła Jolu, wiedziałam, wiedziałam, że żebraczka nie… »
Ana23
20/09/2018 12:08
Do zajrzenia tutaj skusił mnie tytuł...i nie żałuję.… »
ShoutBox
  • mike17
  • 20/09/2018 13:30
  • Tu podaję konkursowe namiary : [link]
  • mike17
  • 20/09/2018 13:29
  • Jeszcze 10 dni pozostało na nadsyłanie prac do MUZO WENY 6, konkursu dla prozaików, gdzie piszemy miniaturkę pod wybrany utwór muzyczny. Serdecznie zapraszam i czekam na Wasze prace :)
  • mike17
  • 19/09/2018 22:55
  • Aniu, ponieważ pisaliśmy naraz komenty, uzupełniłem moją odpowiedź dla Ciebie :)
  • JOLA S.
  • 16/09/2018 09:48
  • Stawitzky, dzięki i dobergo dnia :)
  • JOLA S.
  • 14/09/2018 14:47
  • Yitopaz, możesz cały tekst podmienić, wytnij i wklej od nowa, nie będzie przechodził przez maszynkę Redakcji. :)
  • mike17
  • 13/09/2018 18:02
  • A tu informacja konkursowa : [link]
  • mike17
  • 13/09/2018 18:01
  • Serdecznie zapraszam do udziału w konkursie w prozie MUZO WENY 6, gdzie inspiracją jest muzyka, na podstawie której należy napisać miniaturkę i wysłać mnie. Czekają atrakcyjne nagrody :)
  • Esy Floresy
  • 11/09/2018 22:24
  • Czas ucieka coraz szybciej, zostało 10 dni. Łapcie, więc za pióra i nadsyłajcie wiersze na konkurs :) [link]
Ostatnio widziani
Gości online:14
Najnowszy:markoolaso
Wspierają nas