Amelia i antyki - maak
Proza » Bajka » Amelia i antyki
A A A
Od autora: Wielka Księga Le Kleksa – Amellandia cześć pierwsza.

Amellandia jest dziwną krainą. Bardzo dziwną. Nic tu nie jest normalne, ani zwykłe.

 

Nadchodził świt. Le Kleks rozejrzał się dookoła. Jedyne, co było mu znane, to dąb, pod którym siedział. Reszta była inna i dziwna. Dużo, bardzo dużo chat z kamienia. Mało drzew. Jakieś gigantyczne kopce wzniesione wysoko do góry i dymiące czarnym dymem. Trochę przestraszony, głęboko nabrał powietrza.

O fuu! Przecież, to śmierdzi.

Uwagę Le Kleksa przyciągnęła czarna, gładka wstęga wijąca się między łąkami. Przyglądał się temu ciekawie, próbując zrozumieć, co to jest. Niczego mu to nie przypominało.

Gdzie ja jestem? Co to za miejsce?

Gdzieś w oddali zaczęło grzmieć. Le Kleks odruchowo zaczął szukać schronienia. Grzmot w imponującym tempie zbliżał się do kronikarza. Nagle, na czarnej wstędze pojawił się potwór. To nie burza, to potwór tak grzmiał. Oczy miał paskudne, jak dwa dobrze wypolerowane talerze odbijające światło słońca. Ryczał, kwiczał, dymił. Przerażony Le Kleks, dostrzegł, że w paszczy stwora miota się jakaś postać. W ostatnim błysku świadomości użalił się nad biednym nieszczęśnikiem, który stał się śniadankiem dla takiej paskudy.

Kronikarz zastygł. Zawsze, jak gwałtownie się przestraszył, to nieruchomiał i sztywniał. W tym stanie przypominał raczej kawałek drewna niż żywą istotę.

 

Ten dom najwyraźniej podupadał. Tu i ówdzie brakowało deski. Z dachu zwisały postrzępione kawałki papy. Rynny, jeżeli jeszcze były, to wyglądały jak łąki pełne polnych kwiatów. Nad narożnymi drzwiami wisiał dziecięcy rowerek. Ktoś pomalował go na złoto. Rdzawe obręcze kół pięknie podkreślały antyczność sprzętu. W olbrzymiej ramie nadgryzionej zębem czasu, przybitej do drewnianej ściany, zamiast obrazu widniała tektura z napisem „ANTYKI”.

Amelia weszła do sklepu. Skrzypiące drzwi, powoli jakby z niechęcią zamknęły się za nią. Poczuła specyficzny zapach nadszarpniętego zębem czasu miejsca wypełnionego starociami. Lubiła ten zapach. Lubiła te stare rzeczy, które kiedyś służyły ludziom, a teraz porzucone, były biedne i zakurzone, ale dalej piękne. Kiedyś majster robił przedmiot tak, żeby był najdoskonalszy. Nie tylko praktyczny, ale też piękny i solidny. Ot, choćby ten zakurzony kielich, który stoi na półce. Wystarczy przetrzeć go skrajem sukienki, a zabłysną w nim miliony gwiazd błyskających na kolejnych szlifach. A jaki lekki. Dzisiaj takiego nie spotkasz. W następnym pokoju na stołach leżały pudła wypełnione tysiącami różnych, dosyć przypadkowych przedmiotów. A to używana kiedyś przez żaków kamienna tabliczka do pisania, a to świecznik wykuty z brązu przez jakiegoś mistrza. Tu Amelii podobało się najbardziej. Uwielbiała grzebać w pudłach i odkrywać to, co ukryte. Tego dnia szukała czegoś ciekawego, co by pozwoliło jej zapisać nową kartę w pamiętniku, ale niedrogiego. Mama dała jej parę groszy na cukrową rybkę ze szklanego słoja. To na niewiele wystarczy. Dziewczynce nie przytrafiało się zbyt wiele ciekawych rzeczy. Nie miała przyjaciół, bo była biedna, chociaż mama bardzo ciężko pracowała. Nie było zdarzeń, które można byłoby zapisać w pamiętniku wynalezionym jakiś czas temu w sklepie ze starociami. To był niezwykły przedmiot, oprawiony w miękką skórę, ze złoconym grzbietem. Kartki w środku były lekko pożółkłe ze starości, ale to im tylko dodawało uroku. Amelia potrafiła wsłuchiwać się w wyszperane z pudeł rupiecie. Stary budzik bez sprężynek skarżył się na małego chłopca, który go niegodziwie traktował. Kaleka laleczka płakała, bo porzuciła ją przyjaciółka, córka miejscowego młynarza. To byli jej przyjaciele, a wszystko, co opowiadali można było zapisać w pamiętniku.

Tak, tego dnia szukała czegoś naprawdę niedrogiego. Siedzący za kontuarem ponury starzec patrzył uważnie przez opuszczone na koniec zakrzywionego nosa druciane okulary na dziewczynkę. Starał się zgadnąć, czy dziś ma trochę więcej pieniążków, czy trochę mniej. Jak wypatrzył, że trochę więcej, to przedmioty w pudłach stawały się bardzo drogie. Jak trochę mniej, to gwałtownie taniały. W jednym z pudeł Amelia dostrzegła coś, co wydawało się jej ciekawe. Drewniany stworek, który trzymał kurczowo w małych, bardzo dokładnie wyrzeźbionych łapkach, księgę z przepięknymi okładkami.

Prawie jak mój pamiętnik – pomyślała, o malutkim drewnianym inkunabule.

Chwyciła figurkę i przytuliła do siebie. Nie uszło to uwadze starucha. Oblizał chciwie wargi, obmyślając ile to pieniążków może zażądać od dziewczynki.

 - Na ile pan sobie ceni tę malutką figurkę?

- Aa. Ta. To nie na sprzedaż jest. To moja ulubiona starożytna rzeźba. Piąty wiek przed naszą erą. Wyrzeźbiona dla Flawiusza III. Dynastia Buszchaberów – starzec kłamał jak z nut.

Zasmucona Amelia, z widocznym żalem odłożyła drewnianego stworka do pudełka.

- No, chyba, że zapłacisz mi, co najmniej srebrnika – zachęcił chytrze.

- Nie mam tyle! – Na buzi dziewczynki odmalowała się rozpacz. -Tak bardzo chciała mieć figurkę.

- A ile masz?

- Trzydzieści dwa miedziaki odłożone w skarbonce. To wszystkie moje oszczędności. Nie mogę ich oddać.

- Skoro nie, to to ta bezcenna rzeźba przeznaczona dla Petroniusza III z dynastii Chaberbuszów stanie u mnie w pokoju na fortepianie.

Wcale nie miał fortepianu, łgarz jeden. Dziewczynka jednak o tym nie wiedziała. Odłożyła figurkę i z płaczem pobiegła do domu zdecydowana rozbić skarbonkę. Szczęśliwe mamy nie było w domu, więc nie padły niewygodne pytania.

- Proszę, to wszystko, co mam. – Amelia wręczyła starociarzowi trzydzieści dwa miedziaki.

- Stworek jest twój.

Gdy dziewczynka opuszczała sklepik, kurczowo przytulając drewnianą figurkę, starzec ze złośliwym uśmiechem mamrotał do siebie: - Tyle pieniążków, tyle miedziaków za kawałek drewna. He he.

 

                Późnym wieczorem, już w łóżeczku Amelia wyciągnęła spod poduszki figurkę. Przykładała ją do ucha. Coś do niej szeptała. Tuliła jak najlepszego przyjaciela. W końcu znużona, zapadła w sen.

Le Kleks uspokojony łagodnym głosem Amelki powolutku miękł. Pierwszą oznaką życia było delikatne brzęczenie śmigiełka na ogonku. Ciepło bijące od dziewczynki przyśpieszało wychodzenie z letargu. Strach mijał. Kronikarz wracał do życia. Najpierw obleciał cały pokoik. Chociaż było ciemno, to w blasku księżyca dostrzegł pamiętnik leżący na rogu stołu. Wzrok miał doskonały, więc bez trudu zagłębił się w lekturze. Do świtu dowiedział się całkiem sporo o świecie, w którym się znalazł. Na cześć swojej wybawicielki, krainę tę nazwał Amellandią. Utrudzony, położył się na poduszce obok jasnej główki dziewczynki i po chwili cichutko zachrapał.

 

                Amelia otworzyła oczy i trochę nieprzytomnie rozejrzała się po pokoju. Miała wrażenie, że śniła piękny sen. Niestety nie pamiętała go. Poderwała się szybko z łóżka. Rzuciła okiem na poduszkę. Figurka wyglądała zupełnie tak jakby spała. Nawet przeciągnęła się we śnie.

- To niemożliwe! - coś krzyknęło w głębi jej duszy.

Przyjrzała się rzeźbie uważniej. To, co nieprawdopodobne, stawało się rzeczywiste. Stworek najwyraźniej budził się. Usiadł na poduszce i uśmiechnął się.

- Cześć, Amelio – zawołał wesoło.

Teraz z kolei dziewczynka skamieniała. Wyglądała całkiem ja pomnik Małej Osóbki Zagubionej W Wielkim Świecie. Figurka podfrunęła na wysokość jej oczu i pomachała łapką.

- Jestem Le Kleks, kronikarz Wielkiej Księgi mojego rodu. Znalazłem się w tej krainie na skutek magicznego zaklęcia. Nie bój się mnie. Czytałem twój pamiętnik. Chcę być twoim przyjacielem.

To z pamiętnika zna moje imię – ta myśl z trudem przeciskała się przez zdrętwiałą głowę.

Ale śmieszny… i chce być przyjacielem – dumała dalej.

Wreszcie głowa odrobinę odtajała. Potrzeba było jeszcze troszkę czasu, żeby reszta ciała powróciła do normy. Le Kleks nie przeszkadzał. Podlatywał to tam, to tu, obserwując wszystko pilnie, po to, żeby opisać ten dziwny świat w Księdze.

- Czy ty naprawdę fruwasz?

- Nie. Pływam.

Żart. To był żart. Nie dość, że malutki jak laleczka, że lata, że gada, to jeszcze żartuje. A! I podoba mu się mój pamiętnik. Tak wygląda mój przyjaciel? Tego chciałam? – Amelia biła się z myślami.

- Czy, gdy jest ciemno, to chowacie się w domach?

Dziewczynka zdziwiono takim pytaniem, pokręciła przecząco głową.

- Skąd to pytanie?

- Widziałem potwora, przypominającego Wielkiego Smoka, który ryczał, pluł ogniem i dymił, i świecił przerażającymi oczyskami, jakby to były latarnie. A najgorsze, że pożarł kogoś. W jego paszczy widziałem jakiegoś nieszczęśnika.

Amelia nie bardzo wiedziała, o czym mówi kronikarz.

- No i ten potwór pędził po takiej czarnej gładkiej wstędze, jakby bał się trawy.

Teraz dziewczynka pokojarzyła. Le Kleksowi chodziło o samochód. Zwykły samochód.

Amelia bez słowa ubrała się do wyjścia. Wskazała kronikarzowi kieszonkę w płaszczyku. Ten w lot zrozumiał, o co chodzi i zgrabnie do niej wskoczył.

- Musisz pozostać w ukryciu. U nas nie ma takich gadających figurek jak ty.

Amelia z Le Kleksem nieśpiesznie zwiedzali miasto. Kronikarz dziwił się i dziwił. O wszystko pytał. Samochód był zdecydowanie ponad jego wyobraźnię. Ilekroć potwór przejeżdżał, tylekroć się wzdrygał. Wiedział, ale nie rozumiał. Jak takie paskudztwo może być przydatne?

                Po powrocie, Le Kleks długo opowiadał o Polanie i Łezce. Amelia słuchając, wyobrażała sobie jak to byłoby cudnie mieć taką przyjaciółkę jak Łezka. Taką normalną i fajną dziewczynę, która nie lubi kłamstw i która bez wahania obdarza przyjaźnią takiego stworka jak kronikarz. Chociaż, po spędzonym z nim wieczorze musiała przyznać, że pomimo skromnych rozmiarów, była to niezwykle intersująca postać.

La Kleks opowiedział Amelii o zaklęciu Szamanka Mrukliwego. O zamiłowaniu do rzeczy niezwykłych, a także o niewyobrażalnej tęsknocie za przyjaciółmi.

                Rankiem, Amelia zdecydowała. Pomoże kronikarzowi w powrocie na Polanę, w powrocie do przyjaciół.

Jestem tylko przygodą dla mego maleńkiego przyjaciela. Całe jego życie jest tam, skąd przyszedł. Pomogę mu tam wrócić.

Kronikarz wspominał, że największym problemem jest zdobycie paru wiórków z korzenia mandragory i wierzbowa różdżka. Reszta to łatwizna. Dziewczynka nie bardzo wiedziała, co to jest mandragora, ale gdy zajrzała do encyklopedii, wszystko stało się jasne. Zdobycie mandragory graniczyło z cudem. Ale czego nie można znaleźć na starociach?

 

- Czego szukasz? – zainteresował się posępny starzec, podliczając zyski ze sprzedaży przedmiotów z dzisiejszego dnia.

- Szukam mandragory. Takiej roślinki.

- Wiem, co to za roślina. Tego nie można dostać. – Jego bystry i przenikliwy wzrok nie ominął niespokojnej kieszonki w płaszczyku Amelii. Kronikarz wiercił się pragnąc wypatrzeć pożądaną rośliną. Jego uwagę przykuł sfatygowany, stareńki kijek pokryty dziwnymi, rzeźbionymi hieroglifami. Być może będzie mógł zastąpić różdżkę tym kijkiem. Dał znak Amelii, że ten rupieć go interesuje. Dziewczynka z ciekawością obejrzała niezwykły kijek i natychmiast go kupiła..

Starzec zadumał się. To ogromna szansa dla niego. Gadająca kukiełka, toż to prawdziwy cud.

W przylegającym do sklepu warsztacie, starociarz zamyślił się głęboko: - Jak zdobyć ponownie, sprzedaną tak pochopnie kukiełkę.

Jego wzrok padł na magiczny rozpylacz snu. To urządzenie sprzedał mu za kanapkę z szynką, znany i zapomniany sztukmistrz Tangerin. Bez wahania chwycił rozpylacz i wszedł ponownie do sklepu. Udając, że odświeża powietrze, spryskał usypiającą substancją Amelię i kronikarza. Po chwili, ofiary spały w najlepsze. Starzec delikatnie wykradł kukiełkę. Ostrożnie przełożył ją do wyściełanego watką pudełka. Amelia nie zdawała sobie sprawy, że zasnęła. Obudziwszy się, dalej po cichutku gadała do kronikarza, myśląc, że znajduje się on w kieszeni płaszczyka.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
maak · dnia 04.10.2016 17:32 · Czytań: 695 · Średnia ocena: 4,5 · Komentarzy: 13
Komentarze
maarynarz dnia 06.10.2016 01:01 Ocena: Bardzo dobre
Przeczytałem z rozkoszą:) Dawno nie zażywałem PP, ale Twój świat przypomina mi dawno nie przytulane opowieści pewnej Szamanki.

Przecudnej urody - "Jego wzrok padł na magiczny rozpylacz snu. To urządzenie sprzedał mu za kanapkę z szynką, znany i zapomniany sztukmistrz Tangerin."

Zajrzę ponownie:)
JOLA S. dnia 06.10.2016 08:23 Ocena: Bardzo dobre
maak, bardzo dobry tekst, podkreślam dla uwypuklenia tego co w mojej ocenie uważam za najważniejsze. :)
Tak dobre, nastrojowe opowiadanie zasługiwałoby na odrobinę ciekawsze zakończenie,ale może się mylę , okaże się w następnych rozdziałach

Zwróć uwagę na drobne literówki.

Lubię Twoje bajki :) Czekam na dalszy ciąg bajeczki
Pozdrawiam cieplutko
mike17 dnia 07.10.2016 13:23 Ocena: Świetne!
Piękne są Twoje światy, Maczku, piękne i uroku pełne :)
Co za odskocznia od brudów, jakie nas otaczają i płyną codziennie z TV.
U Ciebie jest inny, lepszy wymiar, w którym chętnie się przebywa i chce, by trwało to jak najdłużej, bo kontakt z Pięknem to jest coś bezcennego.

Piękna jest także Twoja polszczyzna - zawsze zwracam na to uwagę, takie zboczenie literackie.
Bawisz się przednio słowem, finezja zdań i znaczeń zdumiewa.
Musiałeś mieć dobrych nauczycieli i mistrzów :)
Poprzez to gładko i świetnie się czyta, nic nie burzy percepcji.

Bawisz się tematem i to się czuje, i dlatego właśnie tak dobrze to wszystko wychodzi.

Way to go!

:yes:
maak dnia 10.10.2016 13:38
Dziękuję Wam bardzo za komentarze. Urwałem się troszeczkę w toskańskie górki, a tam słabo z zasięgem i nie bardzo mogłem odpowiedzieć.

Maarynarzu, uwielbiam czytać Szamankę i jeżeli uważasz, że moje światy są chociaż ociupinę zbliżone do jej bajań, to sprawiłeś mi wielką przyjemność. Dziękuję.

Jolu, dziękuję za uważne czytanie.Postaram się poprawić literówki, a i może te paskudne przecinki, co wcale mnie się nie słuchją :). Miłego.

Mike, Twoje komentarze są chyba piękniejsze, niż moje bajdy :). Bardzo chętnie je czytam :)
Dziękuję Ci bardzo. Diabołek i janiołek wychylili parę kufelków zacnego, piekielnego piwka na Twoją cześć.
JOLA S. dnia 10.10.2016 13:48 Ocena: Bardzo dobre
Drogi maaku, nie bądź taki skromny. Bajki pisać nie każdy potrafi, a i amatorów tego gatunku też jest niewielu. Tobie bajki udają się znakomicie. Masz to "coś" w sobie. Czekam na dalszy ciąg przygód Le Kleksa
Pozdrawiam serdecznie :) :)
Miladora dnia 10.10.2016 14:13
Masz dobre pomysły, Maaczku. :)
Ładnie się to czyta i z pewnością książka (bo mam nadzieję, że to jest książka) będzie interesująca i warta wydania.
Ale trochę pracy musisz jeszcze w to włożyć.
Sprawdź tekst pod kątem zaimków wskazujących - masz ich nadmiar, zwłaszcza "to".
W jednym miejscu, w środku, przeskakujesz także na czas teraźniejszy, a lepszy byłby konsekwentny czas przeszły.
Usuń drobne błędy, na przykład:
Cytat:
wy­ku­ty z brązu

Brąz się odlewa, nie wykuwa.
Cytat:
Ten wlot zro­zu­miał,

- w lot -
Cytat:
Cho­ciaż, po spę­dzo­nym z nim wie­czo­rem

- po spędzonym z nim wieczorze -
Cytat:
Dziew­czyn­ka nie bar­dzo wie­dział

- wiedziała -
Cytat:
- Pro­szę, to wszyst­ko, co mam(.) – Ame­lia wrę­czy­ła

Cytat:
Co! – (c)oś krzyk­nę­ło w głębi duszy.
To nie­moż­li­we.

- Co/coś -
Sugeruję:
- To niemożliwe! - coś krzyknęło w głębi jej duszy.
Cytat:
- Cześć(,) Ame­lio – za­wo­łał we­so­ło.

Cytat:
- Czego szu­kasz? – (z)a­in­te­re­so­wał się po­sęp­ny sta­rzec,

Cytat:
sta­ro­ciarz za­my­ślił się głę­bo­ko: - Jak zdo­być po­now­nie,

- sta­ro­ciarz za­my­ślił się głę­bo­ko: Jak zdo­być po­now­nie
Sugeruję zapis kursywą.

Przydałoby się także lekkie wygładzenie stylistyczne z usunięciem niektórych zbędnych słów czy powtórzeń, a już na pewno dopracowanie przecinków.

Miłej zabawy :)
maak dnia 10.10.2016 23:44
Milu, będę poprawiał tekst :),... jednakże, brąz kuty, czy odlewany, wymaga mojej natychmiastowej interwencji. Odlewamy przedmioty z brązu duże, np., dzwony, armaty itp. Odlewamy współczesne pierdółki, niewiele warte. Wykuwamy arcydzieła. Świeczniki! Prymitywne cacka o niezwykłej urodzie! Co ja będę gadał :).

W Wojnie żydowskiej Flawiusz, opisując pochód tryumfalny Wespazjana i Tytusa, podaje inną interpretację siedmiu lamp menory:
Łupy niesiono w ogóle bez żadnego porządku, ale spomiędzy wszystkich rzucały się w oczy te, które zabrano ze świątyni jerozolimskiej: złoty stół o wadze wielu talentów i świecznik tak samo sporządzony ze złota, lecz wykonany według innego wzoru, niż jesteśmy przyzwyczajeni w codziennym życiu. Ze środka podstawy wyrastał trzon, z którego odchodziły delikatne ramiona tworzące rodzaj trójzębu; każde zaś miało na końcu lampę wykutą z  brązu. Było ich siedem, co podkreślało wielkie poszanowanie siódemki u Żydów


Dziękuję za trafne i pomocne uwagi.

Maak
Niczyja dnia 11.10.2016 10:03
maaku,
Urocza bajka, umiliła mi drogę do pracy:)
Ładnie napisane, lubię Twoje zdrobniałe i mięciutkie słowa, Twoją lekkość pisania, umiejętność snucia opowieści.
Z reguły nie czytam opowiadań, niczego w częściach, czasem jednak robię wyjątki, po to są w sumie, prawda?

Nie czytałam poprzednich przygód Le Kleksa (chyba?), ani Latki, ale to nie przeszkadzało mi wskoczyć tutaj, jak do odrębnej opowieści.
Na pewno, mimo chwilowej grozy, wszystko dobrze się skończy:)

Pozdrawiam serdecznie, mimo obrzydliwej pogody za oknem,
Niczyja
Miladora dnia 11.10.2016 12:14
maak napisał:
jednakże, brąz kuty, czy odlewany, wymaga mojej natychmiastowej interwencji.

Masz całkowitą rację, Maaczku. :)
Powinnam była pomyśleć dwa razy, bo rzeczywiście broń i przedmioty ozdobne wykuwano na gorąco. Jakoś mnie chyba wczoraj zaćmiło.

Serdeczności :)
maak dnia 11.10.2016 15:12
Dzień dobry Niczyja :),

dziękuje za przemiły komentarz, w tak paskudny dzień. Ta wyprawa skończy się dobrze, ale będą duże perturbacje... no i żal po stracie jedynego jak dotąd przyjaciela.

Ciepło pozdrawiam i życzę nam w następnych dniach złoto-czerwonego, jesiennego października. Brr!. Nie lubię zimna.

Milu, cieszę się, że udało mi się obronić brązy kute :), ale przy okazji, pogłębiając temat, znalazłem informację, że pierwsze narzędzia z brązu powstały dzięki zastosowaniu modeli z wosku. Czyli jednak odlew! A ja byłem przekonany, że najpierw kuli , a potem odlewali :(

Nic to, ważne, że ten akurat świecznik był wykuty :) :)

Z uśmiechami

Maak
Aronia23 dnia 26.10.2016 21:17 Ocena: Świetne!
Maaku. Śliczne, Amelia - "Amelia potrafiła wsłuchiwać się w wyszperane z pudeł rupiecie". No, po prostu cudne stwierdzenie, czy też raczej cecha charakteru dziewczynki. Antyki mówią, bo gdyby nie mówiły, to koniec świata cudów, nawet z potworami. Niestety nie każdy słyszy i rozumie wagę słów antyków. Baśń przypomina klimatem Andersena. "Niegodna kobieta'. Znasz to?
Ale ja tu gadam, a Le Kleks i dziewczynka czekają. Ten Le Kleks, to chyba Francuz? Bo "Le". Piękne słowa tej bajce. Jest zło , dobro, klasyka. Ale martwię się o Amelię i jej przyjaciela. Niedobry stary sprzedawca. Oj, ile emocji wzbudziła we mnie ta historia!. Plączę się aż w wypowiedzi. No nic, jakoś się rozplączę. Wiesz, że Łezka mi się pokazała w oku, Maczku? Miałam kotkę o tym imieniu - umarła. Ale u Ciebie ożyła, jak Le kleks.
Co dalej będzie? Tutaj są właściwie dwie baśnie. Dwa światy. Może później coś jeszcze sklecę, bo teraz mam w głowie mętlik i zdanie "Stary budzik bez sprężynek skarżył się na małego chłopca, który go niegodziwie traktował. Kaleka laleczka płakała, bo porzuciła ją przyjaciółka, córka miejscowego młynarza. To byli jej przyjaciele, a wszystko, co opowiadali można było zapisać w pamiętniku.". Smutną wizję życia w n. świecie, miał Le Kleks, czytając to. Dziękuję Maczku. A23
maak dnia 29.10.2016 00:39
Dziękuję A23 za przesympatyczny komentarz. Postaram się nadrobić czytanie Andersena. Nie czytałem "Niegodnej kobiety". Le Kleks nie jest Francuzem. To Francuzi pochodzą z jego rodu. Lud Kronikarza uwielbiał klimaty ani gorące, ani zimne. Padło na morza i bajora śródziemnomorskie. Stąd się wzięli Francuzy i... komary, i ich zamiłowanie DO PIĘKNA

Śpij dobrze i pisz pięknie ;

Maak
Aronia23 dnia 29.10.2016 00:41 Ocena: Świetne!
Oj tak.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
MarcinD
20/09/2019 18:44
Chodzi mi tutaj o to, że po Katastrofie, Dominika,… »
PrzemeK155J
20/09/2019 18:38
Wielkie dzięki za przeczytanie tekstu. Bardzo się cieszę z… »
al-szamanka
20/09/2019 18:11
Patrząc na Twoje wiersze, raczej do żadnej. Dziękuję i… »
al-szamanka
20/09/2019 18:09
:D :D :D Nie miałam pojęcia, że można napisać odę do… »
al-szamanka
20/09/2019 18:00
Ależ zakręcony tekst :D W najlepszym kobrzym stylu.… »
al-szamanka
20/09/2019 17:31
No i już wiemy! To wcale nie Duch, tylko Maciek :) I… »
mike17
20/09/2019 15:41
Związek frazeologiczny brzmi "brać nogi za pas/wziąć… »
Dobra Cobra
20/09/2019 14:00
Detektywistyczna sprawa. I jak dopracowana. Ładniutkie.… »
Dobra Cobra
20/09/2019 13:50
Tu należałoby wspomnieć pewną miłą anegdotę o sławnym… »
Kapelusznik
20/09/2019 11:56
Ciekawy tekst, to muszę przyznać, ale wydaje mi się że lekko… »
JOLA S.
20/09/2019 11:55
Więc tak... to jedna z najlepszych historii Dobrej Kobry. :)»
Kazjuno
20/09/2019 11:49
Och, Droga Jolu, Znowu takie komplementy i to w zwięzłej, i… »
Opheliac
20/09/2019 11:42
W drugiej zwrotce usunęłabym pierwszy wers i zaczęłabym ją… »
JOLA S.
20/09/2019 11:24
Kazjuno, Odkąd zjawiłeś się na scenie z kolejnym… »
Kazjuno
20/09/2019 10:20
Ciekawy, choć niełatwy do przetrawienia tekst. Przynajmniej… »
ShoutBox
  • Kushi
  • 20/09/2019 18:16
  • Miłego wieczoru kochani :):)
  • Kushi
  • 20/09/2019 18:15
  • Znacie? ... nie znacie ?????, to poznacie ;):):):) [link] .... :):)
  • Dobra Cobra
  • 18/09/2019 08:22
  • tej wytwórni. Ale sam szef D. próbuje zmienić czasy i transformację koncernu w stronę tematyki niebaśniowej. [link]
  • Dobra Cobra
  • 18/09/2019 08:20
  • Disney ma nie lada orzech do zgryzienia :) . Johansson zaprosili nawet na spotkanie dyrektorów D. I ona tam jasno mówiła, że reżyser niepokorny i film też, co niespecjalnie idzie za rączkę z polityką
  • TomaszObluda
  • 18/09/2019 06:50
  • em FOXa, więc Disney nie miał nic do gadania. A czy film pojawi się w Polskich kinach? Sadzę, że tak, ale nie wszędzie i nie od razu, bo tu nie chodzi o ideologię, ale o kasę.
  • TomaszObluda
  • 18/09/2019 06:48
  • Co do filmu, ten Hitler, będzie wymyślonym przyjacielem i z tego co wiem, będzie takim diabłem na ramieniu, co mówi źle, to wbrew pozorom nie komedia. Druga sprawa film powstał praktycznie przed zakup
  • Kazjuno
  • 17/09/2019 14:16
  • Znowu przesadzasz. Jesteś wrażliwym facetem, na dodatek z intuicją muzyka, więc czułym na fałszywe nuty. Także te cecha ułatwia Ci trafne komentarze. Więc jak znajdziesz czas(?)...
  • AntoniGrycuk
  • 17/09/2019 11:55
  • Powiem tak: technicznie mam coś do powiedzenia i choć nie jest to idealne, to potrafi być pomocne, natomiast mój gust znacznie odbiega od przeciętnej i to, co mi się podoba, nie zawsze jest dobre.
  • Kazjuno
  • 17/09/2019 11:49
  • Przesadzasz Antosiu! Bardzo cenię Twoje komentarze i byłbym rad przeczytać twoje wnikliwe uwagi. Zawsze były celne. Jak znajdziesz czas to zapraszam...
Ostatnio widziani
Gości online:21
Najnowszy:carsona5a
Wspierają nas