Wokulski i Prząśniczka - Niczyja
Proza » Miniatura » Wokulski i Prząśniczka
A A A
Od autora: Zupełnie przypadkiem...

„Wokulski i Prząśniczka”

 

Zupełnie nie przypadkiem spotkali się Wokulski z Prząśniczką w tym samym miejscu, choć w innym czasie. Gdy on dotarł na miejsce jej jeszcze nie było, gdy ona przybyła jego już nie było. Nie było im dane się spotkać, a jednak było pięknie.

Piękny to był dzień, gdy całkiem planowo przyjechałam do Łodzi. Z nim, z Wokulskim. Kołysał mnie do snu miarowym stukotem, pozwolił odpłynąć w krainę marzeń, pełną niezwykłych i miłosnych zdarzeń. Obudziłam się w innym świecie, śnieżnym i białym, zostawiając za sobą deszczowy i szary.

Zawierucha popędziła mnie na Piotrkowską, do jedynej czynnej kawiarni, na pyszną latte i bonusową czekoladką. „Sempre, sempre tu”,  jak i wiele innych włoskich piosenek przeniosło mnie tam, gdzie chciałabym być, choć wiem, że raczej nie będę. Niektóre marzenia nigdy się nie spełniają i trwają tak do końca w oczekiwaniu, w zawieszeniu.

Przystanęłam, mijając Rubinsteina, Tuwima i Reymonta. Każdego z nich musiałam dotknąć na szczęście, a może by uszczknąć odrobiny ich talentu. Palmiarnia nie była przypadkiem. Była celem poprzedzającym inny cel, a tamten jeszcze kolejny. Życie składa się z celów, do których dążymy. Bez nich, bez planowania nic się nie osiągnie, choć czasem przypadki bywają cudownym zbiegiem okoliczności. I pozostają w pamięci dłużej, niż to co skrupulatnie planowaliśmy.

Na zewnątrz zima, wewnątrz tropiki. Byłam pierwszą i jedyną. Podziwiałam, dotykając ukradkiem liście i kwiaty roślin znanych mi tylko z nazw i obrazków w książkach. Delikatne liście araukarii kojarzące mi się z gorącą Afryką, rosiczka z moim poetą, sekwoja z Jack’iem Londonem. Pachnące cudnie kwiaty pomarańczy, owoce cytryny i grejpfruta. Kawowe krzewy Arabiki nieodzownie z Karen Blixen i „Pożegnaniem z Afryką”. Dalej dróżka wiodła wśród orchidei, delikatnych, kolorowych, naturalnie zwisających pod ciężarem kropel wody. Pomarańczowo-fioletowe kwiaty iście z Sintry. Nigdy nie widziane bambusy pnące się stromo ku przeszklonemu sklepieniu. Potem znów wróciłam do Arabiki, by wzrokiem napić się kawy. Dostrzegłam jedno czerwone ziarno. Mam je.

Białym parkiem zawędrowałam ku drugiemu celowi - willi Herbsta. Tam spotkałam moich mistrzów. Nieznane mi obrazy Matejki i jego ucznia, a mego ulubieńca – Malczewskiego. Kolejne arcydzieła dla zmysłów, które przypomną się nocą i zostaną aż do rana. Każdy z nich jest inny, ale równie godny podziwu. Zmysłowa „Wizja” jednego, obok spokojnego konia z czerwonym jeźdźcem drugiego. Obaj na M, obaj wielcy. WM. Obok nich spokojny i skromny „Rybak” w białym kapeluszu pana W. „Staruszek i młódka” – smutni oboje, zapatrzeni w smutną dla nich przyszłość. Obraz piękny i pełen wyrazu.

Po opuszczeniu przepysznych, bogatych wnętrz pałacu Herbsta zupełnie nie przypadkiem zawitałam w progi Muzeum Miasta. Byłam tam wcześniej kilka razy, ale coś kazało mi powrócić. Wspomnienia? Chęć ich konfrontacji z rzeczywistością? Umiejscowienie kogoś z odległej przeszłości na swoim miejscu w przeszłości? Całkowite odcięcie? Spokojnie przeszłam przez wszystkie sale, spokojnie zostawiając za sobą zbędny balast dźwigany latami.

I wtedy, zupełnie przypadkiem poznałam go - Samuela. Trafiłam na wystawę braci Hirszenbergów, którzy rozłączeni za życia, tu, na tej niezwykłej wystawie mogli znów się spotkać. „W poszukiwaniu ziemi obiecanej” – taki tytuł miała galeria obrazów żydowskich braci. Z nich trzech uwiódł mnie Samuel. Jego uwiecznienia żydowskich chwil, kadry z czyjegoś życia. Studenci uczący się do rana przy gasnącym świetle świecy, z których kilku posnęło z głowami wspartymi na grubych księgach, jak na poduszkach. Smutna kobieta w czerni wpatrzona w nicość przed sobą, smutek i ból bijący z jej podkrążonych oczu. „Żyd wieczny tułacz” – straszny i porażający w swej wymowie. Teraz i wtedy, gdy powstawał, obraz proroczy odnośnie czasów przyszłej wojennej pożogi i zagłady Żydów. Na koniec zaś majstersztyk, od którego nie mogłam odejść. Wracałam kilka razy nie umiejąc się rozstać. „Artysta i jego Muza” został we mnie. Jest do dziś, do tej chwili, w której cichutko stukam palcami w klawiaturę laptopa. Wciąż widzę kosmos, ich oboje spoglądających na Ziemię i mniejszą obok planetę. I miliard gwiazd w bezkresnej, ciemnej przestrzeni. Muza w jasnobłękitnej, zwiewnej, sięgającej stóp sukni wolną ręką wskazuje przed siebie. Mniejszy od niej artysta, jakby skulony, otoczony jej drugą ręką i przeźroczystym tiulem. Tuli się do niej, kuli w jej ramionach, mały, słabowity, w brązowym palcie. Z brodą, przydługim włosem, nieogolony. Razem, wpół objęci, patrzą na Ziemię z kosmosu. Patrzą z daleka. O czym myślą? Czy o tym samym? Czemu są razem? Czemu tam, w zimnej przestrzeni? Bez domu, sami.

Czy to był przypadek, że trafiłam tam w ostatni weekend przed zakończeniem wystawy? Czy tak miało być, bo było zapisane w gwiazdach, bym mogła zobaczyć „Artystę i jego Muzę”? Trafiłam tam zupełnie przypadkiem, a wspomnienie przypadku głęboko zakorzeniło się w pamięci, w mojej duszy. Zaś planowane wcześniej cele po prostu zostały spełnione. Można dywagować co by było gdybym nie, a co by było gdybym tylko…

Inaczej już potem patrzyłam na mijanych zakupowiczów pobliskiej Manufaktury. Na ludzi w knajpie, w której jadłam obiad. Myśli wciąż były z nią i z nim, zawieszonymi w zimnej przestrzeni kosmosu.

Na dworcu czekała już Prząśniczka. Całkiem planowe było nasze spotkanie, jej z Wokulskim nie doszło do skutku. Czy kiedyś się spotkają? Zupełnie przypadkiem na jakiejś stacji? Czy będą mijać się tylko w przelocie? Dotykać podmuchem wiatru, deszczem spływającym z jej dachu na jego grzbiet, śniegiem osypującym się z niego na nią? Czy będzie im kiedyś dany wspólny czas?

 

 

(8 marca 2017) Dzień Kobiet

 

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Niczyja · dnia 17.03.2017 19:49 · Czytań: 147 · Średnia ocena: 4,75 · Komentarzy: 15
Komentarze
Jaga dnia 17.03.2017 21:49
Wokulski i Karenina to moi ukochani neurotycy, dlatego przyprowadził mnie tutaj tytuł. Teraz rozumiem dlaczego w cudzysłowie :)
Jednak moje rozczarowanie trwało bardzo krótko. Szybko wciągnęłam się w turkot pociągu, w rytm opowiadania, które jest mi bardzo bliskie. Z wielu powodów. Bardzo osobiście odebrałam Twoje pisanie. Nie zrozum nie źle, ale poczułam się Tobą!;) I jeszcze ten włoski, melodyczny, romantyczny. Marzenia, w które przestałaś wierzyć, a one na pewno się spełnią. I Malczewski, moja miłość, i „delikatne liście araukarii kojarzące mi się z gorącą Afryką, rosiczka z moim poetą, sekwoja z Jack’iem Londonem. Pachnące cudnie kwiaty pomarańczy, owoce cytryny i grejpfruta. Kawowe krzewy Arabiki nieodzownie z Karen Blixen i „Pożegnaniem z Afryką”, i poszukiwanie ziemi obiecanej...

Tak miało Być zapisane w gwiazdach. Pięknie!


Niczyja, od dziś już nie jesteś niczyja, jesteś moja;) Spokojnie, nie będę Cię uwodzić. To miłość platoniczna;)

Pozdrawiam,
Jaga
Niczyja dnia 17.03.2017 22:32
Jago, pięknie Ci dziękuję za cały rozbudowany komentarz, jakby zawieszony w moim opowiadaniu, jak tamci dwoje w kosmosie oraz za te cudne słowa:

Cytat:
Niczyja, od dziś już nie jesteś niczyja, jesteś moja;) Spokojnie, nie będę Cię uwodzić. To miłość platoniczna;)


Dobrej nocy:)
(nie)Niczyja
maak dnia 18.03.2017 00:38 Ocena: Świetne!
Świetny tekst. Niby nie daleko do Łodzi, a ile tam cudów. Jak w Krakowie. Ile tam cudów, a wszystkie moje, o ile je zauważę. To tak, jak w Twojej wyprawie do Bałtów. Chciałoby się tam być :). Do Łodzi pojadę..., a potem Łotwa, Estonia...

Maak
Niczyja dnia 18.03.2017 00:48
Pojedź, Maczku, koniecznie:) I do Łodzi i do krajów bałtyckich...
Ja chciałabym pojechać jeszcze dalej na Północ, ciągle mnie gdzieś nosi, korci coś nowego.

Ale najważniejsze, prześlicznie dziękuję za Twój komentarz:)

Śpij, śniąc o podróżach, one są tym, na co warto czekać...
Niczyja
maak dnia 18.03.2017 00:52 Ocena: Świetne!
Będę śnił. Uwielbiam Północ..., chociaż Południe też mnie kusi. :) Widzi mi się, że jestem podróżniczym człowiekiem renesansu :)
Aronia23 dnia 18.03.2017 07:32 Ocena: Świetne!
Cześć, Niczyja. Pięknie opisałaś miasto, w którym mieszkam. Już nie pamiętam, kiedy czytałam tak cudny Twój utwór. Toś mi niespodziankę zrobiła. Łódź nie należy do urodziwych, ale są też i czarowne miejsca. Willa - me ulubione. A widziałaś figurkę Misia Uszatka? Też jest przy Piotrkowskiej. Siedziałaś na pięknych ławkach? Nie, bo zimno. Ale może jeszcze kiedyś będziesz miała okazję. Opisujesz tak cudnie rośliny, obrazy i Twoje chwile sam na sam z nimi. Toż to naprawdę udane, mistrzowskie opisy. Wiesz, tak sobie myślę, że Wokulski to nie powinien spotykać się z Prząśniczką tak "z biegu", szczególnie pod Skierniewicami. Ale oboje są w różnych czasach a nawet wymiarach. "Artysta i jego Muza" - obraz akurat dla Ciebie, ziarenko - też. Zdania:
"Patrzą z daleka. O czym myślą? Czy o tym samym? Czemu są razem? Czemu tam, w zimnej przestrzeni? Bez domu, sami." pokazują, jaką masz wrażliwą Duszę i Serce. Tylko ja bym słowa "czemu", zamieniła na "dlaczego". I jedno ze zdań na początku opowieści zrymowało Ci się, ale to nic, widocznie tak musi być. Piękna Ty, jak Nimfa, jak Duszek leciutka i zwiewna na tle dość pospolitej Łodzi. Ty widzisz jej niepospolitość. Jak w baśni. Nie ma tu brudu ulic, szarych domów i śmietników. Jednak ta miniatura nie zakłamuje obrazu, nie wzięłaś ich, po prostu, pod uwagę. Gratuluję. Witam dawną Niczyją. Opowieść bez (wybacz) głupiutkich kobitek w różowych stringach i pie... Choć wiem, że takie też są potrzebne, ale już był ich przesyt. Pięknotkowe to, co przeczytałam przed chwilą. Miłego dnia.
Niczyja dnia 18.03.2017 10:21
Dziękuję, Aronio, za tak miłe i ciepłe słowa, od razu dzień, mimo chmur wiszących na niebie, wygląda inaczej:)
Zauważyłam, że dodałaś tekst do ulubionych. Pierwszy raz mój, nie dziwię się, wszak jesteś łodzianką:)
Ja widzę świat swoimi oczami, jak każdy pewnie, widzę to co chcę widzieć, a to czego nie chcę szybko wymazuję z pamięci. Podobnie piszę (czasem), tutaj widocznie udało mi się, to uchwycić.
Tak, widziałam Misia Uszatka i wiele innych maleńkich rusałek i stworków przy źródełkach wody i w innych miejscach.
Dziękuję Ci za taki komentarz, Aronio, widzę, że naprawdę Ci się spodobało:)
Obraz jest piękny... a słowo 'czemu' bardzo lubię i zostanę przy nim. Jakich słów cudnych użyłaś, by mnie określić, nie zasługuję na wszystkie, przecież jestem zwyczajna, normalna. Ale sprawiłaś mi ogromną radość:)
Miłego dnia dla Ciebie również,
Niczyja
mike17 dnia 18.03.2017 11:30 Ocena: Świetne!
Choć z pozoru w tekście niewiele się dzieje, przenosi on za to czytacza do sfery ducha :)
I w tym wymiarze może obcować z pięknem przedstawionych tu miejsc, ich magią, czarowną, niewypowiedzianą słowem cudownością.

Dla mnie utwór jawi się jak piękny sen, kiedy to bohaterka budzi się nagle w niezwykłej krainie i powoli ją zwiedza.
Tak to widzę, i chłonie każdy mały detal, by później lśnił w pamięci.

Ukazanie piękna opisanych miejsc nie wymagało kwiecistości języka - wystarczyła normalna, spokojna narracja, by czytacz poczuł dokładnie to, co robiła bohaterka.
Mnie się udzieliło i przez chwilę miałem wrażenie, że krążę po Łodzi :)

Tekst z gatunku stonowanych, niewysilonych w dobrym tego słowa znaczeniu.
Niepotrzebne by tu były słowne wygibusy i literacka woltyżerka.
Jak jest, jest dobrze.
Prostota słowna uwypukla tylko walory tekstu, dlatego też można się w niego wczuć i lekko utożsamić.

Pozdrawiam i niezmiennie zapraszam do siebie :)
Aronia23 dnia 18.03.2017 20:32 Ocena: Świetne!
Niczyja, wiesz, tak sobie pomyślałam. Obie się lubimy - nie? Ej, tak, a jakoś tak iskrzy czasami. Przytoczę zdanie Twe:
"Zauważyłam, że dodałaś tekst do ulubionych. Pierwszy raz mój, nie dziwie się, wszak jesteś łodzianką:)". Nie dlatego go dodałam do ulubionych, wcale nie pochodzę z Łodzi, tylko z terenów zachodniej Polski, poniemieckich. Moi przodkowie ze strony Taty byli Niemcami. Ze strony Mamy - Żydami. W Łodzi było największe getto w Polsce i stacja Radegast - Radogoszcz. Jest też żydowski cmentarz - cudne pomniki, trochę zaniedbane. Na każdym mijanym grobie kładzie się kamyczek, taki obyczaj. Ale, ale... Niczyjko, obok mnie siedzi Kogoś, już opalony.
A opowiadanie jest po prostu dobre i tyle. Wiesz, tylko szepnę Ci do ucha - ja tak naprawdę to średnio lubię Łódź. Fabryki padły, Żydów zlikwidowano, choć teraz zgłaszają się po ich kamienice ich przodkowie. Dobrze, bo odnawiają. Ale mi było miło czytać o tym miejscu, które jest, jakie jest. Dobrej nocy.
Niczyja dnia 18.03.2017 22:35
Witaj Michale:)
Pięknie mi napisałeś w komentarzu, bardzo pięknie.
Cytat:
...może obcować z pięknem przedstawionych tu miejsc, ich magią, czarowną, niewypowiedzianą słowem cudownością.

Cieszę się, że przysporzyłam Ci wzruszeń, a opisami uruchomiłam wyobraźnię.
Niezmiennie do Ciebie zaglądam:)

Aronio,
Tak, między nami czasem iskrzy, jak to wśród kobiet:)
W Łodzi byłam wiele razy, to był kolejny po wieloletniej przerwie. A Kogoś, mój Kogoś... jeszcze nie gotowy. Muszę iść po niego, by mi towarzyszył w dalszej części nocy. A czemu i czym Twój Kogoś opalony? Słońcem;)

Dobrej nocy, Michale i Aronio,
Niczyja
Maurycy Rubikon dnia 18.03.2017 23:52
Świat wartości, to spotkanie pozytywizmu z moralnym upadkiem, mamy Wokulskiego i prząśniczki z Łodzi, a w Łodzi świat pieniądza, przemysłu i sponsorów wielkich kolekcji, to miasto na wskroś żydowskie, bardzo ich szanuję (!), zrobili dobrą robotę w XIX wieku, w tej kochanej Łodzi, a potem Tuwim, Rubinstein, Reymont z prześliczną „Ziemią obiecaną”, prześliczną, bo tak bardzo, bardzo prawdziwą, i to Ty , Niczyja - wiesz jak to było – i ja wiem, chwała tym ludziom, że byli i to dokonali. Byłem w Łodzi, piękna ta Piotrkowska, jest o czym wspominać, wyklęli to miasto w latach czterdziestych, bardzo to przecież bolesne i nie do zrozumienia, a Ty kochasz to miasto, całą sobą, ja również, to tylko nasza Łódź, ale ten Wokulski i te prząśniczki, ładnie… zrobili swoje – i o to chodzi, jest z tego do dzisiaj ogromny zysk, zysk w posiadaniu i przemyśleniach. Szanujmy Łódź, bo jest wspaniała…

:)
Dobra Cobra dnia 19.03.2017 09:10 Ocena: Bardzo dobre
Alez nie można mowic, że pewne marzenia na pewno sie nie spełnią? Bo skad to mozna wiedzieć?


Niczyja,

Pociągi... Czyz jest cos bardziej romantycznego na świecie? Autobusy ani ciezarowki im nie dorownują. I mimo tego, ze czasem w przedziale przebiegnie mysz to jednak oddawanie sie w rece kolei to slodka sprawa. Nakrecono o tym wiele filmow. Oraz Trainspotting.

Wokulski - jakiz to miły chłopiec, choć szaleńczo zakochany nie w tej osobie, co powinien. U Ciebie takze nie dane mu było spotkac się z Prząsniczką.


Serwujesz nam zatem podróż po Lodzi, mieście Ziemi obiecanej. Nigdy nie ceniłem tego miejsca, gdyż w podobie dumnego i majestatycznego miasta Radom ono też jest pokraczne. Tzn zapewne jak sie jest kibicem ich miejskiej drużyny pilkarskiej życie nabiera sensu, pojawia się romantyczny wątek Napierdalanki z wyznawcami drużyn spoza Lodzi. (Choc podobno są tez sojusze).

No, ale dotykasz ulotnego, tego po co warto się schylić. Sztuki. I to jest w Twojej opowieści najpiękniejszym.


Dziekuje za wspolna podroz po nieznanej Łodzi. Bo tą, którą znam, jest słaba.


Pieknie pozdrawiam,

DoCo
Niczyja dnia 19.03.2017 11:47
Witajcie Panowie, niedzielnie:)

Maurycy
, dziękuję za Twój uroczo-mądry komentarz. Łódź ma wiele tajemnic, znanych i nieodkrytych jeszcze dla mnie. Na pewno tam jeszcze kiedyś wrócę:)

DoCo, witaj mój ulubiony Doco:)
Może to pesymistyczna nuta, może zdobyte doświadczenia, kto wie... to tak odpowiadając na Twoje dziewicze pytania.
Też kocham pociągi, mają w sobie niezaprzeczalny urok i wiozą zawsze stos marzeń do spełnienia, obietnic i nadziei na coś niezwykłego... Nie widziałam myszy w przedziale. Transpotting nie znam - jeszcze, ale wszystko przede mną.
DoCo, znowu negatywnie nawiązujesz do Radomia, nie wiedzieć czemu. Dla mnie to miasto na zawsze pozostanie uroczym wspomnieniem, choć możliwe, że nigdy tam już nie wrócę, nie chcąc go zniszczyć.
Ja również dziękuję:
Cytat:
No, ale dotykasz ulotnego, tego po co warto się schylić. Sztuki. I to jest w Twojej opowieści najpiękniejszym.

I proszę bardzo:)

Pozdrawiam serdecznie, życząc miłej niedzieli, na przekór wszystkiemu,
Niczyja
Dobra Cobra dnia 19.03.2017 14:34 Ocena: Bardzo dobre
Piękna odpowiedź na mój skromny komentarz. Bardzo się nią uradowałem.


Pięknego!

DoCo
Niczyja dnia 19.03.2017 21:18
Cieszę się, DoCo, że Ty się cieszysz:)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Jacek Podgorski
27/03/2017 23:32
Kiedy wracam do tego tekstu, zawsze nachodzi mnie podobna… »
Jacek Podgorski
27/03/2017 23:31
Niezmiernie mi miło :) »
kamyczek
27/03/2017 23:28
Witaj, byłam już pod tym wierszem, ale „chroniczny brak… »
Zingara
27/03/2017 23:22
gabi dziękuję za miły komentarz :) »
Izabea Bocian
27/03/2017 22:33
Szkoda. »
Izabea Bocian
27/03/2017 22:29
no i gitara. Kupuję wszystko. »
Grain
27/03/2017 21:46
Pomyślę kusicielko. Serdeczne dzięki. »
gabi
27/03/2017 21:42
Ciekawy tekst, ale warto się pokusić o inna… »
gabi
27/03/2017 21:35
Aleksandrze - Zaręczam Ci, że opinie nieraz „brałam na… »
gabi
27/03/2017 21:31
Niezwykle urokliwy i malowniczy wiersz (zwłaszcza druga… »
GregoryJ
27/03/2017 20:32
Witaj ponownie Aronio. Gregory Peck powiadasz. Nie wiem, czy… »
aleksander81
27/03/2017 20:07
Hej, Gabi - jasne, że gdy przypatruję się własnym tworom, to… »
skroplami
27/03/2017 19:03
Alfred Kubin "Po tamtej stronie" w wersji mikro… »
trawa1965
27/03/2017 18:57
Do tego wiersza mam najbardziej krytyczny stosunek ze… »
introwerka
27/03/2017 18:33
Gabi, cieszę się, że zaglądasz, tym bardziej, że wskutek… »
ShoutBox
  • Zola111
  • 27/03/2017 23:40
  • Głosujcie na wiersze w Zaśrodkowaniu. Jest w czym wybrać, proszę mi wierzyć :)
  • Aronia23
  • 27/03/2017 23:11
  • W tym miejscu, w którym wysiadłam z pocią, aby kupić wsch. marki. Tam była granica, ale nie można było wysiadać. Awantura ,ło, matko. A ja tam pracowałam na polach, zbierałam pory. Sniły się w nocyPA
  • Aronia23
  • 27/03/2017 23:01
  • Marka stała b. wysoko. Pamiętam zarobki mojej mamy 36 tyś. zł. A marka zach. koszt. 4 tyś. Tato mówił, że kiedy zużyło się pastę do oddania było to opak. - zużytej, dopiero mogłeś opakow. n. pasty.
  • Aronia23
  • 27/03/2017 22:51
  • miki, takie określenia? Wszem i wobec! Och, nie. Czyli z butami nie tylko ja miałam problem, to śmieszne było. A kiedyś jechałam pociągiem z Niemiec zach. Miałam bilet tylko do ostatniego miasta zacho
  • mike17
  • 27/03/2017 22:36
  • Miejmy nadzieję, że Albin się solidnie wysrał.
  • Gramofon
  • 27/03/2017 21:07
  • też kiedyś miałem w szkole jeden trampek swój a drugi brata o 3 numery większy :p
  • Aronia23
  • 27/03/2017 18:36
  • [link] No jajca były, buty na kartki. Raz wzięłam do szkoły but mojej siostry a drugi. Były takie same, różniły się numerami. A papieru też nie było. Albin S. Dno
  • mike17
  • 27/03/2017 18:30
  • Widziałem kiedyś foto Albina Siwaka przepasanego papierem toaletowym z napisem - MAM JESZCZE KUPĘ DO ZROBIENIA :)
  • Aronia23
  • 27/03/2017 18:19
  • Ernesto Che Guevara, ten nie żył zbyt długo. Kiedyś śmiano się z środka antykoncepcyjnego. Na ścianie napisać "I ty możesz urodzić Albina Siwaka'a ZARAZ PIOSNKE ZAPODAM.
Ostatnio widziani
Gości online:30
Najnowszy:boguslawnowakow