Osobliwy przypadek inspektora Kobe cz. I - Infernus
Proza » Historie z dreszczykiem » Osobliwy przypadek inspektora Kobe cz. I
A A A
Od autora: Moje pierwsze wystąpienie na portalu. Zapraszam do komentowania.

Osobliwy przypadek inspektora Kobe

 

CZ. I

 

            Sprawa, którą zamknąłem i o której chcę opowiedzieć, rozszerzyła horyzonty wyobraźni, tak bardzo potrzebnej w moim fachu.  Detektywi mrocznego osiemnastowiecznego świata lekko nie mają. Jest to świat pełen intryg i nieporządków, świat krwawych zbrodni i w końcu świat oddany władzom szatana. Zajmowałem się wieloma przypadkami, lecz ta sprawa, początkowo śmieszna i niedorzeczna, zasłużyła na tych parę stron.

Do rzeczy!

Gabinet umieściłem we własnym mieszkaniu na ulicy Rajskiej, ze względu na oszczędności. Ile bowiem detektyw mógł zarobić? Zależało to od sprawy, a raczej od zleceniodawcy. W tym przypadku do gabinetu przyszedł dobrze wyglądający, jak się okazało, szlachcic.

Był początek kwietnia, kiedy wyżej wspomniana persona pojawiła się blada i zrozpaczona. Pewien, że mężczyzna przychodzi w kolejnej typowej sprawie zapytałem o przyczynę tak obscenicznego wtargnięcia.

- Szanowny inspektor Kobe? – Sapnął.

- We własnej osobie – odpowiedziałem. – W czym mogę pomóc?

- Dziwy! Dziwy miły panie – roztrząsł się. – We dworze… w noc ciemną… Wszystko niszczy, co na swej drodze spotka.

Spojrzałem na frustrata. Wysłuchałem z nieukrywanym zdziwieniem i rychło dałem do zrozumienia, że sprawa ta daleka jest od mojego fachu.

- Jakże – podniosłem głos – urodzenie pańskie nie winno iść w parze z męstwem i honorem? Na cóż u pana strój szlachcica? Lęka się pan własnych mar! To niedorzeczne.

- Na honor! – Krzyknął odkrywając połę płaszcza, rękojeść szabli błysnęła. – Jak mam walczyć z czymś, czego widzieć nie jestem w stanie?!

- W takim razie, tym mocniej przekonany jestem, że sprawą powinna zająć się osoba duchowna.

- Zapłacę, zapłacę hojnie – rzucił gorliwe spojrzenie - za jedną spędzoną noc w moim dworku.

- Ile? – Zapytałem nie mniej łakomy.

- Oddam złota, dużo złota, lecz wskaż mi pan, że nie zwariowałem.

No cóż. Zgodziłem się na tak łatwy zarobek. Miałem spędzić noc w salonie pomyleńca i otrzymać sporą sumkę. Umówiliśmy się na siódmą wieczorem. Bez jakichkolwiek przygotowań wyruszyłem pod wskazany adres. Zatrzymałem się pod bramą, gdzie szanowny klient wyszedł uradowany. Włożył w kieszeń mojego płaszcza niewielki woreczek, zapewniając, że wynagrodzi mnie hojniej.

Weszliśmy do lasku prowadzącego do dworku. Budynek był niewielki z jednym piętrem i gankiem, w którym stał ktoś na wzór lokaja. Wprowadzono mnie do jadalni. Usiadłem na miękkim obitym czerwonym materiałem krześle, po czym podano mi kawę.

- Dziękuję – rzekłem rad z gospodarza. – Gdzie, więc te przykrości pana spotkały, panie Waful?

Mężczyzna wskazał na sąsiedni pokój stanowiący salon. Nie wszedłem doń, gdyż potrzeby takiej nie było. Należało wpierw zapytać o pozostałych lokatorów i z nimi porozmawiać, bądź spojrzeć w oczy. Mimika wiele mówi. W rzeczywistości nie miałem zamiaru wgłębiać się w tę parodię, po prostu nawyk kazał badać każdego. Z poznanych mi osób warto wspomnieć panią Konstancję, żonę pana włości. Miła, uprzejma z niej kobieta, lecz dało się wyczuć, że drżą jej dłonie, jakby bała się mojej wizyty. Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że po części była winną minionych wydarzeń. 

Minęła dziesiąta godzina. Mieszkańcy usunęli się do swoich izb zostawiając mnie samego w ciemnym salonie, gdzie stały dwa stoły: jeden dzienny, a drugi do haftowania, bądź czytania. Usiadłem przy drugim mniejszym, był mniej oświetlony wpadającym blaskiem księżyca, więc i ja stałem się mniej widoczny.

Gdzieś po północy, kiedy zaczęło mi się przysypiać usłyszałem lekki szmer. Spostrzegłszy, że dochodzi z sypialni, w której spoczywali małżonkowie, postanowiłem, że i ja utnę sobie drzemkę. Wiele straciłem! Obudziwszy się zorientowałem się rychło, że krzesła sąsiedniego stołu odwrócone były doń oparciami, a wazon ktoś przestawił na sam kant. W salonie panował półmrok, jaśniało i wtedy wszedł zaciekawiony pan Rajmund.

- Był tu! – Krzyknął ze zgrozą. – Widział pan go?!

- Niewiele – skłamałem. – Musze się bliżej przyjrzeć temu zjawisku.

Co miałem powiedzieć? To, że ktoś był w salonie wiedzieliśmy oboje, lecz tego, kto był przyczyną całego zamieszania nie wiedzieliśmy, a znałbym prawdę nie zasypiając. Postanowiłem kłamać i poprosiłem o jeszcze jedną noc, w cenie pierwszej oczywiście. Odjechałem rozgoryczony. W ciągu dnia wyspałem się solidnie, tak żeby sen nie zmógł mnie ponownie. Przemieszczenie się mebli stało się zastanawiającym zjawiskiem, chciałem sobie, jak i panu Waful udowodnić, że za sprawą stoi człowiek z krwi i kości. Minęła siódma wieczorem, kiedy przywitano mnie jak poprzedniego dnia pod bramą. Weszliśmy do salonu, usiadłem przy dużym stole. Podano nam kawę. Obserwowałem wszystko.

- Rozumiem, że portrety przedstawiają członków rodziny? – Rzuciłem.

- Ach, tak. Tutaj jest mój ojciec, dobry z niego był myśliwy - Uśmiechnął się. – Dalej na lewo jego brat, złego słowa o nim nie powiem, a tutaj, jak widzimy portret mojej żony.

- Tak, tak, poznaję. Gdzie właściwie teraz jest?

- W kaplicy – odparł – przy ozdabianiu ołtarzyka, zdaje się.

- Czy tylko tutaj występują, nazwijmy je, dziwne zjawiska?

- Tylko w salonie, nocą, zapewniam inspektora.

- Dobrze, więc pozostaniemy do rana.

Gospodarz wzdrygnął się.

- O nie! Panie, nie zostanę tutaj ani chwili dłużej!

Szlachcic ten od początku wydawał się tchórzliwym, w tej rozmowie upewnił mnie, że się nie mylę. Domownicy poszli spać. Zapanowała głęboka cisza, salon pokrył mrok. Siedząc na krześle usadowionym pod portretem ojca pana Rajmunda wsłuchiwałem się w każdy szmer, bądź skrzypnięcie. Nie straciłem czujności nawet po kilku fałszywych alarmach. Ten przed godzina pierwszą okazał się całkowicie podstawny. Zatrzeszczały deski, gdzieś pod drzwiami prowadzącymi do gabinetu klienta. Coś mną wstrząsnęło, poczułem dreszcze. Z ciemnego kąta pokoju wyłoniła się smukła postać. Nic jej nie oświetlało, widziałem tylko jej zarys. Cień przeszedł obok stołu, nagle wazon przewrócił się bez jakiegokolwiek huku, krzesła zadrżały. Intruz zatrzymał się pod oknem. Wstałem, by przyłapać go na gorącym uczynku. Wtedy… zniknął! Ulotnił się jak kamfora. W połowie podniecony i rozczarowany przeszedłem cały salon po trzykroć, spojrzałem za zasłony, wyjrzałem za okno. Nic! Pewien byłem, że coś widziałem, a może to tylko sen? Jednak, kiedy się otrząsnąłem wraz ze świtem przyznałem, że dzieje się to naprawdę.

- Musi pan porozmawiać z proboszczem – zaproponowałem przy śniadaniu.  Rajmund rozszerzył źrenice, nie ruszył się, patrzył na mnie.

- Więc nie zwariowałem? – Zapytał wmurowany.

- Możliwe, że oboje postradaliśmy zmysły. Proboszcz oceni.

Pospieszyliśmy do probostwa. Ze względu na wczesną porę kazano nam uzbroić się w cierpliwość, gdyż proboszcz jeszcze jadł śniadanie. Po godzinie wpuszczono nas, opowiedzieliśmy minione wydarzenia. Ksiądz wskazał nazwisko zakonnika, który powinien był nam pomóc. Wezwano go do kancelarii. Powtórzyliśmy nasze opowiadanie, ksiądz Eugeniusz wysłuchał je z całkowitą powagą, po czym obiecał pojawić się przed zachodem słońca.

- Moja misja dobiegła końca – oznajmiłem Pana Rajmunda. Jego twarz przybrała smutnego wyrazu, poczuł, że został sam, lecz musiałem odejść od tej sprawy.

Wróciłem do swoich zajęć, miałem jeszcze niedokończone śledztwo, więc z ulgą opuściłem problem dworku państwa  Waful. Nie ukryję, że część, jakiś skrawek moich myśli pozostał we dworze. Do snu ułożyłem się wcześnie, szybko zasypiając. Rankiem zbudziło mnie głośne uderzenie o drzwi. Założywszy szlafrok pobiegłem zapytać o powód tak wczesnego najścia. We drzwiach stał nikt inny, jak ksiądz Eugeniusz. Zaprosiłem gościa do środka nieco rozdrażniony ciężkimi powiekami.

- Ksiądz wybaczy, lecz…

- Tak wiem – zatrzasnął za sobą drzwi – musimy porozmawiać, teraz… tutaj!

- Czy to konieczne? – Zapytałem wprost.

- Sam pan się przekona, jeżeli pozwoli mówić.

Zgodziłem się, nie miałem ochoty, lecz wszystko wskazywało na to, że myliłem się sądząc, że to koniec sprawy.

- Jak pan inspektor wie – zaczął – byłem u państwa Waful, jak pan się domyślił we dworze cuchnie jakąś tajemnicą, lecz nie wie pan, a ja już tak, kto jest nieproszonym gościem.

- Z całym szacunkiem, proszę księdza, ale ja tę sprawę zamknąłem.

Egzorcysta spojrzał na mnie, w oczach błysnęła powaga i strach.

- A więc zgłaszam panie inspektorze Kobe, że zabito człowieka!

- Jakże zabito? – Zapytałem. – We dworze Waful?

- Tak jest, w sposób okrutny i podły! Rozmawiałem z ofiarą.

Zaśmiałem się głośno. Ksiądz  rozmawiał z ofiarą – niedorzeczne, lecz jak się okazało później – prawdziwe.

- Z całym szacunkiem księże, ale mój zawód upadłby, gdyby ofiary morderstw miały głos w sprawach.

Usiadłem na fotelu, Eugeniusz poszedł w moje ślady.

- Więc twierdzi ksiądz, że rozmawiał ze zwłokami? – Puściłem arogancki uśmiech.

- Z duszą! – Odparł pewien siebie.

W tym momencie coś, jakaś myśl we mnie uderzyła. Wszak moje osobliwe spotkanie z intruzem dowodziło, że ksiądz rzeczywiście mógł go spotkać. Podjąłem małe śledztwo, pytając o przebieg spotkania z duszą ofiary. Ciężko było uwierzyć w każde słowo. Gdyby nie moje przeżycie w salonie odprawiłbym szaleńca skąd przyszedł. Duch mężczyzny twierdził, że szuka swojego mordercy, że zabito go w ogrodach dworu. Sprawa budziła się, nabierała tempa. Powróciłem do niej, lecz z dystansem.

cdn.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Infernus · dnia 02.08.2017 12:49 · Czytań: 297 · Średnia ocena: 3,67 · Komentarzy: 10
Komentarze
chawendyk dnia 02.08.2017 23:25 Ocena: Świetne!
szczerze?
Cytat:
- Moż­li­we, że oboje po­stra­da­li­śmy zmy­sły. Pro­boszcz oceni.


za ten tekst :) MEGA:)
PO PROSTU SUPER
Lady Winter dnia 02.08.2017 23:36 Ocena: Dobre
Kawał naprawdę dobrej prozy. Potrzeba tu solidnego szlifu korektorskiego.
Infernus dnia 03.08.2017 12:59
Dzięki za komentarze.. Lady Winter, masz na myśli budowę zdań?
Lady Winter dnia 03.08.2017 14:06 Ocena: Dobre
Jest trochę niezręczności językowych, szwankuje interpunkcja i zapisy dialogowe.
Ale to sprawa drugorzędna. Grunt, że umiesz tworzyć interesującą fabułę.
Malesza dnia 03.08.2017 17:22 Ocena: Dobre
Tekst zaciekawiający, tak akcją, jak stylizacją językową, zrobiło się trochę "gotycko" i chętnie wypatrzę następną część.
Ale kilka rzeczy mnie męczy:

Obsceniczne wtargnięcie - czemu obsceniczne? On był zrozpaczony i blady, co w tym obscenicznego?

"Zapłacę, zapłacę hojnie – rzucił chciwe spojrzenie... - czemu chciwe? To on miał płacić, nie jemu, był raczej gorliwy w tym, co mówił, nie chciwy.

gdyż ile detektyw... - tutaj lepiej byłoby po przecinku "ile bowiem detektym mógł zarobić. Konstrukcja z "gdyż" jest dziwna.

stanął wmurowany - może lepiej "jak zamurowany", "jak wryty", ale to bardziej moje czepialstwo.

Było cos jeszcze, ale co chwila strona blokuje mi się w telefonie i nie mam już cierpliwości.
Ogólnie, czytało mi się bardzo fajnie.
..
Infernus dnia 03.08.2017 20:07
Już łapię w czym rzecz, zaczynam dostrzegać błędy, o których piszecie. Są braki... Ale cierpliwości, do kilku lat się wyrobie :) pocieszające jest to, że tekst się Wam podoba.
purpur dnia 09.08.2017 14:23
... wcięło mi pierwszy komentarz, a że się trochę rozpisałem, to z deka mnie szlak trafił....

Tym razem będzie zwięźlej :)

Na samuśkim począteczku masz brachu plusa- potrafiłeś stworzyć HISTORIĘ, coś co opowiadasz, a czytelnik chce usłyszeć. Dla mnie jest to kwintesencja pisania, do tego, nie aż tak często odnajdywana w czytanych tekstach.

Dodałeś do tego klimat, atmosferę! Zarówno język, otoczenie, jak i sam zamysł pasuje tutaj jak ulał! Całość gra tworząc, no tak, całość :)

Jasne... jest tutaj pewna nieporadność w zdaniach, w momentach akcji. Nie brzmią tak jak powinny, czytelnik wynurza się, a nie powinien ;P Tego się jednak nauczysz, to jest tylko technika pisania, wyczucie. Zachecajacy jest ten tekst - naprawdę!

Zazwyczaj to co mi zgrzytnie - wynotowuję. Pozwól, że podopowiem, co się czytelnikowi nie spodobało :)

Cytat:
Detektywi mrocznego osiemnastowiecznego świata lekko nie mają.
Jest to świat pełen intryg i nieporządków, świat krwawych zbrodni i w końcu świat oddany władzom szatana.
- Tutaj niepotrzebnie opisujesz jakoś, jak narrator. Osoba będąca ponad treścią. A przecież mówi to nasz bohater.

Cytat:

Gdzieś po północy, kiedy zaczęło mi się przysypiać usłyszałem lekki szmer.
Spostrzegłszy, że dochodzi z sypialni, w której spoczywali małżonkowie, postanowiłem, że i ja utnę sobie drzemkę.
- szmer w sypialni, a ty mi tu piszesz, że też poszedł spać :) No jakoś tak :) Całe te jego "czatowanie" jakieś takie zagmatwane :)

Cytat:
Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że po części była winną minionych wydarzeń.
- no tu masz kuksańca! Co to za jakieś podpowiedzi! W kryminale! A masz!

Cytat:

Nie odbiegając za daleko, opowiem, co nastąpiło.
- niepotrzebne zdanie, albo "żyje", albo opowiada.

Cytat:

- Dobrze, więc pozostaniemy do rana.
Gospodarz wzdrygnął się.
- O nie! Panie, na to mojej zgody nie ma.
- no tu też się pogubiłem. To jak, zaprasza, nalega, złote góry obiecuje i ... zabrania?

Powyższe, to próbki tego, co czytaczowi się nie spodobało. Coś tam jeszcze było :) ale to nie do końca jest istotne.

Mam nadzieję, że zaprosisz mnie jeszcze pod swój tekst. Ja z chęcią spojrzę coś ty tam nawywijał na końcu, bo szczerze powiedziawszy, to nawykręcałeś że hoho! Mam nadzieję, że koniec będzie równy temu co przeczytałem dziś, bo warto, bo zapowiada się nieźle. Teraz wystarczy tego nie spier***ć, jak mawiała moja mentorka :D

Pozdrawiam,
Pur
Infernus dnia 11.08.2017 00:30
purpur wskazałeś mi to, czego nigdy bym nie zauważył. Wybacz, że przez moje wypociny, pisząc drugi komentarz, straciłeś zdrowie i czas :)
Co do:
purpur napisał:
Detektywi mrocznego osiemnastowiecznego świata lekko nie mają. Jest to świat pełen intryg i nieporządków, świat krwawych zbrodni i w końcu świat oddany władzom szatana.- Tutaj niepotrzebnie opisujesz jakoś, jak narrator. Osoba będąca ponad treścią. A przecież mówi to nasz bohater.

Musisz mnie jeszcze jakoś przekonać, uważam, że narrator-bohater może wyrazić jakąś swoją myśl.
Następne:
purpur napisał:
Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że po części była winną minionych wydarzeń.- no tu masz kuksańca! Co to za jakieś podpowiedzi! W kryminale! A masz!

No właśnie, zastanawiam się, jak to jest, kiedy narrator od początku wskazuje, że przebyta historia się skończyła, a on ją zna i sam przeżył? Czy uchylenie rąbka tajemnicy nie rozbudza ciekawości czytelnika?
Jakoś wydaje mi się, że tę historię spier. le.

Wskazaliście mi bardzo dużo za co dziękuje(!). Nie obejdzie się bez echa. Po skończeniu drugiej części zabieram się za pracę nad tekstem części pierwszej.
purpur dnia 11.08.2017 10:35
Cytat:
Musisz mnie jeszcze jakoś przekonać, uważam, że narrator-bohater może wyrazić jakąś swoją myśl.


Oczywiście, że może. Ale tutaj...

Zobacz, jesteśmy z Twoim bohaterem trzy zdania, a on mi już tutaj zaczyna narzekać, a może nawet marudzić.

Cytat:
Sprawa, którą zamknąłem i o której chcę opowiedzieć, rozszerzyła horyzonty wyobraźni, tak bardzo potrzebnej w moim fachu.
- to super. Zaczyna się jak w rasowym Holmsie :)

Cytat:
Detektywi mrocznego osiemnastowiecznego świata lekko nie mają. Jest to świat pełen intryg i nieporządków, świat krwawych zbrodni i w końcu świat oddany władzom szatana.
- to natomiast, nie buduje mi tu bohatera. Sam o sobie, że lekko nie ma? Jeszcze nic nie zrobił, a już się tłumaczy. Lekko to nie mają dziwki w portach. Lekko to nie mają sieroty w na wpół spalonych kamienicach. A detektyw twardy ma być! :) No!

Ale tak na poważnie - to zawsze staraj się POKAZYWAĆ, jak jest, a nie opowiadać jak jest. Przecież ja chcę to przeżyć, a nie dowiedzieć się.

Oczywiście powyższe to tylko dywagacje - ty jesteś autor! Ty wiesz najlepiej, ja tylko wskazuję, jak może odebrać coś czytelnik.

Cytat:
No właśnie, zastanawiam się, jak to jest, kiedy narrator od początku wskazuje, że przebyta historia się skończyła, a on ją zna i sam przeżył?
- ponownie. Oczywiście, że może, ale... Moim zdaniem jest to szalenie ryzykowne zagranie. Bo wiesz, właśnie sprawiłeś, że przeleciałem wszystkie kartki i spojrzałem na ostatnią stronę! Dlaczego teraz mam to czytać?
No właśnie - dlaczego? Jesli potrafisz stworzyć intrygę, która mimo wszystko się obroni, mimo poznania "mordercy", to i owszem, możesz sobie poigrać z czytelnikiem i zdradzić zakończenie.

Cytat:
Jakoś wydaje mi się, że tę historię spier. le.
- easy :)

Każda kolejna będzie lepsza. A poprawek nigdy dość i niestety ( tak niestety, ciężko mi się za nie zabrać ) mnie osobiście, bardzo uczą poprawki. Popawiam je tysiąc razy, a potem publikuję i okazuje się, że mam literówkę w drugim zdaniu! No ręce opadają. Nie wspominając nawet o przecinkach :)

Jedno i drugie da się jednak wybaczyć - jeśli to co napiszesz, chce się przeczytać.

Powodzenia.
Infernus dnia 12.08.2017 23:25
purpur, przekonałeś mnie.. dzięki raz jeszcze. Widzę popełnione błędy. Przy analizie części drugiej zobaczymy, czy rzeczywiście o pani Konstancji powiedziałem za dużo :)
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
hopeless
23/10/2017 13:40
Miladora Poprawiłem, dzięki:) Avatar też już jest. Miło mi,… »
Miladora
23/10/2017 13:33
Chyba wystarczy powiedzieć, że nie rozczarowałaś mnie. :)»
dziewczynka bez imienia
23/10/2017 12:39
Być może był to pospiech, a być może, jako osoba mało… »
braparb
23/10/2017 12:33
Piękny. Prostota i lekkość. Gratuluję. »
pociengiel
23/10/2017 11:38
Chłostany, w pocie czoła swoją stawę będziesz zdobywał Tak… »
Miladora
23/10/2017 11:32
Masz dobrą rękę do tytułów, panie F. :) Ale przyjrzyj się… »
Miladora
23/10/2017 11:13
To nie jest kwestia tego, że podoba mi się bardziej, bo… »
Miladora
23/10/2017 11:01
Tak - braparb dobrze poradził. :) Teraz tytuł zachęca, a… »
dziewczynka bez imienia
23/10/2017 10:55
Miladora, dziękuję za Twój komentarz. Znowu odrobiłaś za… »
Jaga
23/10/2017 10:52
Carvedilol, bardzo dziękuję za komentarz :) Poprawki… »
Miladora
23/10/2017 10:47
Na dołek dobra jest praca. Dobre słowo od czytelników… »
introwerka
23/10/2017 10:35
Zolu, dziękuję pięknie za ciepły odbiór wierszydła :)»
pociengiel
23/10/2017 10:19
Taż piszę o tym przez co jednak przeszedłem. Arrivederci… »
Krzysztof Konrad
23/10/2017 10:15
Co Ty pieprzysz, człowieku. Nie czytasz, nie komentuj i tyle… »
pociengiel
23/10/2017 10:10
Szłusznie piccola e fragile. Na przyszłość lepiej machnąć… »
ShoutBox
  • JOLA S.
  • 23/10/2017 00:10
  • Droga Milu, skończyłam, tuż po północy. Cóż za, piękny widok.:)
  • Miladora
  • 22/10/2017 22:00
  • AGNESKO! Zbawienie przyszło! :)
  • Miladora
  • 22/10/2017 21:43
  • Agnesko - masz odpowiedź. :)
  • Infernus
  • 22/10/2017 20:30
  • Pisanie komentarzy na tel jest nader męczące :)
  • allaska
  • 22/10/2017 19:53
  • Silvus, dzięki :) sprobuje
  • Silvus
  • 22/10/2017 19:44
  • @Allasko, wiadomość wyślij do kogoś z redakcji.
  • akacjowa agnes
  • 22/10/2017 19:16
  • Oki, czekam na Ciebie, jak na zbawienie ;)
  • Miladora
  • 22/10/2017 18:50
  • Agnesko - niedługo wrócę. :)
  • Miladora
  • 22/10/2017 18:40
  • Już odbieram, Agnesko. :)
Ostatnio widziani
Gości online:54
Najnowszy:Provencio12
Wspierają nas