Panika - Gymea
Proza » Obyczajowe » Panika
A A A
Od autora: Fragment mojej książki pod tytułem „Nienasycona“
Klasyfikacja wiekowa: +18

 

"Jestem w ciąży!" Pomyślałam z przerażeniem. "Boże, jestem w ciąży…"
Poprzez moje ciało przeleciał jakiś silny prąd i czułam się jakby mnie trafił piorun! W sekundzie rozdarła się moja dusza na kawałki i targał mną chaos myśli, których nie mogłam uporządkować. Nieład i strach opanowały mą głowę i w mojej wyobraźni przesuwały się obrazy czegoś tragicznego, na co już nie mogłam mieć żadnego wpływu. Usiadłam na skarpie, przy brzegu tego śmierdzącego kanału i byłam, jak skamieniała. Twarz miałam białą, niczym płótno. Pozostałe kobiety, które mi towarzyszyły, by utopić te biedne kocięta, przeraziły się nagłą zmianą w wyrazie mojego oblicza i pytały, jedna przez drugą, co się ze mną dzieje. Ja milczałam, jedynie krzyczał mój wewnętrzny głos, rozrywając mi klatkę piersiową; potem szeptałam, „jestem pewna, kobieta zawsze to czuje - mój Boże, jestem pewna, co tu zrobić - jestem w ciąży!“
Gładziłam sztywnymi dłońmi moje ciało i podbrzusze i pytałam, czy zdołam przetrwać. Zatrzymałam się w moim życiu w punkcie, bez odwrotu. Serce waliło w mych piersiach tak mocno, że pulsowały mi żebra. To były już teraz dwa serca. Raptem zatkało mnie coś w gardle i na parę sekund wstrzymałam oddech. Jak sparaliżowana patrzyłam tępo na powierzchnię wody, gdzie na jej gładkiej powierzchni, nie było już żadnego śladu, po zatopionych, w worku po kartoflach, kociętach. Tragiczna sceneria; wyrwane maluszki spod obchodu matki, leżały martwe na dnie cuchnącego kanału.
Pomyślałam, że mojej tajemnicy nie mogę nikomu zdradzić; bałam się, że ktoś wyrżnie ze mnie tę rosnącą istotkę i zarządzi abortus i już odczuwałam grozę tego faktu. Uważałam, że nawet Luise tego nie wyznam, ponieważ nie miałam zaufania do nikogo i na wszystko było za późno; we mnie biło już serduszko mego dziecka i głęboko w mej duszy, przejęłam rolę matki - lwicy!
Nastała szarówka dnia i wieczór był duszny. W powietrzu wisiała burza, a leniwe podmuchy wiatru zawiewały stęchlizną kanału, w kierunku zabudowań więzienia.
To były moje urodziny, szóstego kwietnia, których nigdy w mym życiu nie zapomnę. Prezent, który otrzymałam od Matki Natury, leżał mi na sercu i maltretował mój rozsądek, jednakże nie mogłam temu zapobiec i żadne myśli nie były pomocne.

Po paru tygodniach, wydawało się łudząco, że w więzieniu wszystko miało dalej swój normalny przebieg, jednakże praca w fabryce uszczelek sprawiała mi coraz większe kłopoty. Ten specyficzny zapach gumy, był nie do zniesienia, miałam nieustanne mdłości i ciągle jeszcze zwymiotowałam, ale na szczęście, nikt się mną nie interesował.
Zarejestrowałam, że moja miesiączka ustała kompletnie, a mały z natury biust stwardniał i wyraźnie się powiększył. Odczuwałam napięcie w podbrzuszu, byłam ciągle śpiąca i zdekoncentrowana, zamurowana milczeniem. W bezsenne noce rzucałam się na koi, z boku na bok i myślałam bez końca, czy starczy mi siły, aby wszystko przetrzymać i uchronić dzidziusia.
Dni mijały dalej powoli i bezbarwnie, aż przy następnym pobieraniu krwi zemdlałam, dzięki czemu zrezygnowano ze mnie, jako dawcy. Było to dla mnie w tej sytuacji wielkim pocieszeniem, ponieważ cierpiałam na brak apetytu i chudłam w oczach. Spodnie spadały mi z tyłka i musiałam używać wielkiej agrafki, którą sobie zrobiłam, ze znalezionego drutu.
Czarne i tragiczne przebudzenia stały się moim codziennym towarzyszem życia i nie mogłam się z tego otrząsnąć. Każdego poranka rozmawiałam ze skrawkiem przydzielonego mi nieba, ponad murami więzienia i błagałam Boga o cud!

Zbliżał się pierwszy maj i trwały przygotowywania do Państwowego Święta Klasy Robotniczej Jugosławii. To święto jeszcze w Polsce było dla mnie koszmarem, tak, że uciekałam z przymusowych, ulicznych pochodów, narażając się na tróję z zachowania, na świadectwie. A teraz musiałam flancować pod bramą więzienia czerwone goździki, które symbolizowały komunizm i od których do dnia dzisiejszego protestuje mój zmysł zapachu i wzroku. Szorowałam bezsensownie, wspólnie z więźniarkami, zmurszałe mury w toaletach, pucowałam kraty, myłam okna i wyrywałam zielsko na skrawku zieleni, który otaczał to jedyne, samotnie rosnące drzewo, na podwórzu buchty.
Doszły mnie słuchy, iż program na święto pierwszego maja, był jeszcze w toku organizacji.
Było to dziesiątego kwietnia, kiedy zostałam wezwana do wieży strażniczej. Chrypiący, męski głos, który nie znosił sprzeciwu, dochodził poprzez megafon, wykrzykując moje nazwisko. Ze strachu, tak zadrżałam, że w mig się spociłam i trząsł mi się żołądek; szłam, na wezwanie, a nogi miałam z waty i nie mogłam pojąć, czego oni znowu ode mnie chcą! A może ktoś odkrył, że jestem w ciąży!?
Potem usłyszałam, jakby gdzieś z oddali, jak echo, niewiarygodną wiadomość; otóż byłam zaplanowana na Święto Dnia Pierwszego Maja, jako piosenkarka, która miała stać na deskach sceny świetlicy więziennej, by śpiewać!
Czułam się, jak znieczulona i nie mogłam pojąć tej tragicznej farsy!  Miałam, więc, wziąć udział w tej przeklętej Melpomenie, trelując pieśni o miłości, wolności czy szczęściu i o przepięknym jugosłowiańskim kraju, lub też patriotyczne, o towarzyszu TITO!?
Stałam sztywno, jak zamurowana i kipiałam wewnętrznie z oburzenia.
W samej rzeczy wartownik nie oczekiwał ode mnie jakiejkolwiek odpowiedzi, bowiem to nie był rodzaj propozycji – to był rozkaz! Myślałam, że zemdleję z wściekłości i nie wiem dokładnie, co się potem wydarzyło, ponieważ słyszałam jedynie swój własny krzyk zaprzeczenia i buntu!
„Jak długo żyję, nie zmusi mnie do tego żadna siła!!!  Żadna siła!!!” Po czym zaczęłam wulgarnie i głośno przeklinać po jugosłowiańsku, „pićka ti majćina! Ajde u kurac! Jebem ti mater i krv!!!”(Nie będę tłumaczyć.)
Ku mojemu zdziwieniu, wywołało to jedynie cyniczny uśmieszek rozbawienia na twarzy wartownika i jego kompanów.
 „Żadna presja mnie do tego nie skłoni!!! Żadna moc! Lepiej się zabiję! Nikt mnie do tego nie zmusi!!” Darłam się, jak histeryczka w pełni furii.
 „Ty! Mata Hari! Igrasz z ogniem!” Krzyczał strażnik na zmianę ze mną, wypychając mnie po chamsku i poniżająco, z wartowni.

 

Nadszedł piątek, gdzie, jak zawsze tego dnia, wszystkie więźniarki szły do łaźni. Masa nagich kobiet; grubaśne i piękne, złamane duchowo i fizycznie, poniżone i zawstydzone swą nagością, a ja między nimi. W takie piątki rodziła się we mnie pewna okrutna asocjacja, że idziemy do gazu, tak jak wtedy, te biedne masy kobiet, w Oświęcimiu, czy Treblince; widoki, które znałam jedynie z filmów lub fotografii, ze szkoły czy z opowiadań starszych, którym udało się przeżyć. Tragiczne skojarzenia wżerały się w moją duszę i wywoływały paniczny strach. Poprzez to przygnebiające wrażenie, czułam się zaszczuta, bezradna i osaczona.
W pomieszczeniu było mglisto od pary wodnej i prawie ciemno; nie było okien, a jedna żarówka nie zdołała objąć światłem całości pomieszczenia. Każda z kobiet znalazła sobie kabinę, gdzie niektóre nawet wchodziły po dwie. Ja zdążyłam sobie zająć prysznic, myśląc, że miałam szczęście, ponieważ znajdował się w odległym kącie i miał zasłonę. Szorowałam, więc, moje ciało szczotką i mydłem, które śmierdziało zdechlakiem. Tarłam prawie do krwi, chcąc ból psychiczny zamienić na fizyczny, by na chwilę zapomnieć. Beztroska woda spływała po mnie razem z moimi łzami goryczy, do ciemnego otworu, w betonowej posadzce. Nadal gnębiły mnie własne myśli i nagle zapragnęłam jak najszybciej wybiec na podwórze więzienia, by zaczerpnąć świeżego powietrza. Miałam zaschnięte gardło do granic możliwości, tak, że nie mogłam przełknąć śliny. Ciężko mi było swobodnie oddychać i jakby sparaliżowana, nadsłuchiwałam odgłosów kąpiących się kobiet. Wszystko zamilkło. Zmysł słuchu zarejestrował jedynie szum wody spod mojego prysznica. Pomyślałam z jakąś dziwną trwogą, że chyba jestem sama i stałam nieruchomo nadsłuchując dalej.
Nagle ktoś raptownie poruszył zasłonę mojej kabiny i bez uprzedzenia, walił mnie po głowie, po brzuchu i po nogach, jakimś twardym narzędziem. To musiała być ostra, metalowa sztanga, która rozbiła mi głowę. Silne, nieme ciosy torturowały moje kruche kości. Jakiś osobnik pchał mnie do tylnej ściany kabiny i okładał bezlitośnie i dojmująco tępym narzędziem…woda spływała po mnie i odpływała do czarnej dziury spływu, razem ze łzami mej skargi i moją krwią. Krzyczałam i nie sposób było się bronić…a potem już nie mogłam krzyczeć i z mojego gardła wydostawał się jedynie szept…Tak, jak wtedy, kiedy byłam małą, nieszczęśliwą dziewczynką, która również straciła głos, poprzez tragiczne, rozpaczliwe przeżycie... “Och, Boże, Boże…Gdzie jesteś, Boże...Mój kochany Boże...“ Szeptałam z litością.
 
Wszystko trwało nie więcej, jak dwie lub trzy minuty, ale dla mnie była to wieczność. Poprzez moją obolałą głowę przesuwały się obrazy z przeszłości; mordobicia ojca, nieszczęścia ukochanego brata, rękoczyny i przemoc Jana, Oświęcim...Moja ciąża, poronienie…
 
 

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Gymea · dnia 24.10.2017 14:15 · Czytań: 171 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 6
Komentarze
Gymea dnia 24.10.2017 15:30
Jestem średniakiem, albo gorzej. Myszą, którą zeżrą koty. Gymea.
Gaston Bachelard dnia 24.10.2017 18:57
"dnia dzisiejszego" - czyli dzisiaj lub dziś. Znaczy.
"jakiejkolwiek" - chyba żadnej lub bez dopowiedzenia, po przeczeniu zostało zapisane, raczej.
I normalność, przecinki, zawirowania zapisu, kropki, bańki i całusy.
Ale myślak tekstu to no nooooooooooooooooo!
Fajny klimat. Co do całości zapisu to sza. Popraw i zamelduj lepszy stan ducha.
Hi hi.
Pozdrówka.
Gymea dnia 25.10.2017 10:18
Drogi Gastonie*
No, teraz czuje się trochę lepiej. „ Żadnej „– dzięki.
Szkoda, że nie masz czasu, by dać mi przykład „zawirowania zapisu”. Czy mogą one występować z powodu, że to jest tylko fragment książki, gdzie wiele odpowiedzi znajduje się
w dalszej fabule?
Wyjaśnij mi, proszę, co to są bańki i całusy.
Dziękuję Tobie, Gastonie, że ogóle poświeciłeś swój czas, by przeczytać mój fragment i jeszcze parę słów do mnie napisać.
Z wdzięcznością, Gymea.
purpur dnia 25.10.2017 12:26
Szkoda, że to "fragment", bo takowych nie czytam. Jednak, mimo wszystko, chcę mieć przyjemność z czytania, a nie być jedynie "korektorem" czy czymś w tym stylu.

Dlatego też sugeruję publikowac tutaj coś, co czytelnik ma szansę poznać w całości...
od pierwszej do ostatniej literki....

Tymaczasem...
Gaston Bachelard dnia 25.10.2017 21:40
"Zawirowanie zapisu" to zapis inny od tuzinkowego. I nie, nie występują one z powodu fragmentu całości. Chodzi mi raczej o zasadę - robisz coś na podobieństwo wielu, to robisz to na jako tako. To moje patrzałki na zabawę w pisanki.
Teraz wyjaśniam "bańki" to w moim prywatnym bla bla "powtórzenia oczywistości". Słowa zbędne i aż proszące się o wymazanie. A "całusy" to "kolorowanki" zapisu i myśli, takie słodziaki sprzedawane licho wie po co i na co.
I nie dziękuj mi za coś, co nic nie kosztuje. Nikt mnie do tego nie gonił.
Po prostu zajrzałem do Ciebie i napisałem, bo pozostawianie pisacieli samych ze sobą jest oczywistym przestępstwem.
No i ładnie się uśmiechasz na zdjęciu!!!!!!! Wiesz? Powaga. Powaga. Ale o tym sza.
Dobranocek.
Gymea dnia 26.10.2017 10:36
Dzień dobry Gastonie. Dobrze, nie będę już dziękować.
Powtórzenia oczywistości, czyli masło maślane.
Słowa zbędne i aż proszące się o wymazanie. TAK. Już zaczęłam nad tym pracować - czyli czytać książkę, która ma około 500 stron, raz jeszcze - ale nie szkodzie, lubię to. Robię to przecież dla własnego dobra. Z jesiennym listkiem, Gymea.

Purpurku - a teraz:, „Dlatego też sugeruję publikować tutaj coś, co czytelnik ma szansę poznać w całości...od pierwszej do ostatniej literki....”ACHA!! Nie tylko "korektor" - to jest twardy argument. Fajnie - nauczyłam się jeszcze czegoś nowego. Życzę Tobie miłego, słonecznego dnia. Gymea.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Leszek Sobeczko
24/11/2017 01:19
fajny manifest; ale nierealny czy tu nie zachodzi pewna… »
Berele
24/11/2017 01:15
"Na rozpaloną duszę utopioną w winie" Trzeba… »
Leszek Sobeczko
24/11/2017 01:12
kiedyś na PP publikowała autorka o ksywce Shortia /z… »
Berele
24/11/2017 01:10
Uśmiechy dla nowych komentatorów :) Niech jeszcze poleży;… »
Leszek Sobeczko
24/11/2017 01:08
3 zdanie, wiersza brak pomimo wersyfikacji pozdrawiam »
Leszek Sobeczko
24/11/2017 01:06
karkołomne porównanie pozdrawiam »
Miladora
24/11/2017 00:56
Na pewno pozostanie zagadką, Mrówciu. :) Jej uśmiech… »
Leszek Sobeczko
24/11/2017 00:56
czytam Dolną Półkę a tu taka perełka, naprawdę mi się… »
Miladora
24/11/2017 00:40
A może jednak nie przeminął, Apisku? :) W weekendy tłumy… »
Miladora
24/11/2017 00:33
A wiesz, że to bardzo dobry pomysł, Jago? :) Może… »
Miladora
24/11/2017 00:28
Bardzo mi miło - dziękuję pięknie, Uleńko. :) Serdeczności… »
Miladora
24/11/2017 00:26
To najlepsza pochwała dla autora, Uleńko. :) Bardzo… »
JOLA S.
23/11/2017 23:56
Słynny uśmiech Mony Lizy należy do najbardziej czarujących w… »
Zola111
23/11/2017 23:02
Ależ to urokliwe! bardzo! z. »
Miladora
23/11/2017 22:41
Tekst po korekcie. Rekomenduję do wirtajek. :) »
ShoutBox
  • Leszek Sobeczko
  • 24/11/2017 01:22
  • czemu Dolna Półka nie ma komentarzy? czy to jakaś strefa kwarantanny?
  • mike17
  • 23/11/2017 23:27
  • WYNIKI w MUZO WENACH 5 są już dostępne, zapraszam serdecznie : [link]
  • mike17
  • 23/11/2017 23:20
  • Bardzo Wam dziękuję za "Kwasiżurka" - powstał w chwilę, ale liczę, że dłużej pozostanie w pamięci :)
  • Niczyja
  • 23/11/2017 22:44
  • Wzajemnie:)
  • maak
  • 23/11/2017 22:43
  • Tak zrobię :). Dobrej nocy.
  • Niczyja
  • 23/11/2017 22:38
  • Dobrze, zgadzam się. Na pewno będzie pięknie:) Może być też tłumaczka wiatru lub deszczu. Albo wysokich traw bujających się na wietrze. Jak zechcesz, tak napisz:)
  • maak
  • 23/11/2017 22:36
  • Dobrze. Napiszę o kobiecie nie kobiecie. O tłumaczce chmur? :)
  • Niczyja
  • 23/11/2017 22:26
  • Coś co nie jest bajką, ale ma w sobie całe jej piękno:) To bym chciała przeczytać...
  • maak
  • 23/11/2017 22:21
  • A co wolisz, bajkę, czy nie bajkę? :)
  • Niczyja
  • 23/11/2017 22:17
  • Maaczku, napisz coś nowego. Ty tak pięknie piszesz...:)
Ostatnio widziani
Gości online:17
Najnowszy:Jaclynndda
Wspierają nas