Shit story - Miladora
Proza » Groteska » Shit story
A A A
Od autora: z cyklu Opowieści wierutne.
Klasyfikacja wiekowa: +18

 

Za silne wrażenia nie można
nigdy płacić zbyt drogo.
Oskar Wilde
 
Shit story
 
     Pewnego dnia zwyczajnie zwariował mi komputer.
Tu muszę zaraz na wstępie nadmienić, że bynajmniej nie jestem bóg wie jakim ekspertem w tej dziedzinie i że komputer służy mi wyłącznie do pracy, do jakiej zostałem przeszkolony – do projektowania. A projektuję wszystko, co się da. Od domów począwszy, poprzez ciuchy, zabawki, prezerwatywy (nie żartuję), torty weselne i kształt biustów, a kiedyś musiałem nawet wymyślić śpiewający nocnik dla jakiegoś rozwydrzonego bachora milionerów. W dodatku zażyczono sobie, żeby nocnik ten wyśpiewywał melodie z podtekstem patriotycznym i miałem nie lada problem, zanim nie wpadłem na pomysł, by po prostu dać: Płynie, płynie Oka.
     Nie przejmowałem się specjalnie profanacją, jaką zarzucić by mi mogli bogobojnie filisterscy członkowie naszego wysoko uprzemysłowionego społeczeństwa, bo nocnik zakamuflowany w ekskluzywnym pokoju dziecinnym miał przecież służyć, li i jedynie, potrzebom niegadającego jeszcze, a więc dyskretnego dzieciaka. O rodziców też mogłem być spokojny. Fragment: Co ci przypomina widok znajomy ten… gdy w nocniku pojawiała się kupa, rozbawił ich do łez. Zresztą nie byli oni czysto rodzimym stadłem, tak więc problem profanacji także i z tego względu upadał.

     A potem, pewnego dnia, komputer zwyczajnie mi zwariował.
Projektowałem właśnie superowy domek dla parszywie bogatych szczeniaków, których rodzice nie chcieli mieć przy sobie przynajmniej na czas letniej kanikuły, gdy komputer zaczął wyczyniać jakieś dziwne rzeczy. W pokoju dyskotekowym, zamiast wysokich stołków przy barze, ni stąd ni zowąd pojawiła się harcerska latryna, z tych bardziej używanych, a więc bardziej, nazwijmy to, zużytych, a w dodatku z początków działalności tego skądinąd zasłużonego ugrupowania; zamiast szaf w pokojach stanęły drewniane sławojki ze znamiennym, wielekroć opiewanym serduszkiem wyciętym na odrzwiach, a kibla… po prostu nie było. To znaczy był, jeżeli można tak nazwać dziurę w podłodze za obskurnym przepierzeniem, z dwoma imitującymi ślady stóp miejscami na nogi – jednym słowem, coś żywcem wzięte z Dworca Centralnego w dawnych latach.

     Gapiłem się jak zahipnotyzowany w ekran, na którym co rusz wyskakiwały jakieś cudeńka, a komputer beztrosko rysował przekroje owych sraczy.
     Och, shit! – jęknąłem w duchu.
Komputer skończył z przekrojami i zabrał się za obliczanie parametrów wszystkich możliwych gówien, jakie hipotetycznie mogły się tam znaleźć, uwzględniając, rzecz jasna, pojemność wyżej wspomnianych przybytków. A potem zaczął drukować.
Wtedy już nie wytrzymałem i złapawszy za telefon, wydzwoniłem znajomego eksperta.
     – Proszę, pospiesz się! – wyksztusiłem błagalnie. – Zanim szlag mi trafi cały projekt. To ani chybi jakiś zasrany wirus. Dobrze, wyłączę na razie, ale przyjedź natychmiast!
A potem odłożyłem słuchawkę i znowu wlepiłem oczy w ekran, na którym pojawiła się niespodziewanie bardzo wymyślna konstrukcja potężnej gówno-ssawki o zasięgu kontynentalnym.

     Nacisnąłem guzik. Ekran zgasł, a ja odetchnąłem z ulgą. I nagle, na ten zgaszony przecież monitor, wyskoczył skądś Wielkanocny Zajączek, mrugnął do mnie, pokazał prawą łapkę z wystawionym niedwuznacznie palcem, po czym klepnął się w dupkę i zniknął.
     Zamarłem w bezruchu. Tymczasem ekran pojaśniał ponownie i spłynęła na niego, jak z rozwiniętej mapy, powiększona dupa owego Zająca w przekroju poprzecznym. Złapałem się za głowę, złapałem za serce, zamknąłem na chwilę oczy, policzyłem do dziesięciu i… nic. Dupa nie znikała. Mało tego. Teraz był to przekrój podłużny w rozwoju ontogenetycznym, a potem komputer przeszedł do filogenezy.
     Zanim ochłonąłem, jakaś ręka posadziła Zająca na nocniczku (a niechże, przecież to był mój nocnik, tyle że ozdobiony teraz girlandami papieru w drobne różowe serduszka), Zajączek natychmiast zrobił kupkę i nocnik odśpiewał niczym pozytywka: Jeszcze jeden mazur dzisiaj.
     Co było dalej, nie wiem, bo szarpnąłem rozpaczliwie za przewód, wyrywając go razem z gniazdkiem, a potem zadźwięczał dzwonek i pognałem do drzwi. Znajomy ekspert spojrzał z dezaprobatą na tak bezceremonialnie wyłączony komputer i pokiwał głową.
     – Ty kretynie – powiedział. – Inaczej już nie mogłeś?
     – Nie chciał się wyłączyć! – wyjaśniłem z oburzeniem. – To co miałem robić?!
Ekspert popatrzył na mnie jak na wariata, widać było, że chce jeszcze coś powiedzieć, ale zmilczał, pochylił się nad przewodem i wyciągając wtyczkę ze zdezelowanego kontaktu, rozejrzał się za innym gniazdkiem.
     – No to zobaczmy – mruknął, włączając komputer.

     Ekran pojaśniał zielonkawą poświatą, zieloność ta, jakby najeżdżając kamerą od góry, przeszła w morze trawy, gdzieniegdzie pojawiły się białe główki margerytek, a potem na morzu tym zaczął wyrastać domek jak z bajki. Moja własna, projektowana dla tych szczeniaków chata. Tyle, że teraz było to coś zupełnie super ekstra.
     Milczałem, nie wierząc własnym oczom. Obraz obracał się powoli i widać było wyraźnie każdy, najmniejszy nawet szczegół. A szczegóły te mogły przyprawić o szybsze bicie serca nie tylko jakiegoś ekscentrycznie wyrafinowanego milionera. Co ja mówię! Sam Gaudi umarłby z zazdrości!
     – Stary, odbiło ci? – zapytał ekspert. – W życiu nie widziałem czegoś podobnego! I ty twierdzisz, że to wirus?!
     – Powoli, powoli… – wtrąciłem ponuro. – A najlepiej sam się za to zabierz, to zobaczysz.
     Znajomy zasiadł przed komputerem, przebiegł palcami po klawiaturze i na ekranie ukazało się wnętrze domku. Pokój po pokoju, wszystkie pomieszczenia i to kompletnie urządzone. Nawet obrazy na ścianach były tak stylowe, że aż zatkało mnie z zachwytu. Gapiłem się na nie całkiem skołowany i chociaż mam niezłe pojęcie o malarstwie, musiałem przyznać, że czegoś podobnego jeszcze nie widziałem.
     – Sprawdź łazienki – poleciłem cicho.
     – W pogoni za duchem? – zażartował ekspert, ale posłusznie nacisnął klawisze.
Tego, co zobaczyliśmy, nie da się opisać. To nie były łazienki. To był poemat kryształu, Alhambra klejnotów, marzenie bogów, istny sen Szeherezady…
     – Stary, jeżeli to jest wirus – westchnął znajomy – to chciałbym mieć takiego w swoim komputerze. Jeszcze dzisiaj byłbym milionerem.
     Zabrał rzeczy i wyszedł. Nawet udało mu się nie trzasnąć drzwiami.
Siedziałem i patrzyłem tępo w ekran, nie pamiętając o włączeniu drukarki. Do dziś tego żałuję.

     Obraz odwrócił się i zastygł, przekształcając ponownie we front domku. A potem uchyliło się okno na mansardzie, czy co to tam było takiego, i wyjrzał przez nie Wielkanocny Zajączek. Gwizdnął, szybkim ruchem rozejrzał się wokoło i na jego pyszczku zagościł przelotny, szelmowski uśmieszek, gdy niespodziewanym ruchem wychlusnął zawartość nocnika, w dodatku do melodii znanej piosenki: Ty i ja, herbatka we dwoje.
     Po chwili, rozrywając ciężkimi kołami trawnik przed domem, zajechała majestatycznie owa potężna gówno-ssawka o zasięgu kontynentalnym, z emblematem Manneken Pisa na masce. Wyskoczyła z niej Minnie Mouse, zgrabnie podtrzymując koronkową haleczkę. Mignęły różowe podwiązki i Minnie, jakby czując mój wzrok, odwróciła głowę.
     – Nie gap się! – pisnęła nieżyczliwie. – Chcę się wysiusiać.
No i kucnęła za najbliższym krzaczkiem, a Zając z okienka pogroził mi pięścią.
     Z ekranu zaczęły spływać pojedyncze krople wprost do mojej kawy. A potem Minnie podciągnęła majtki i oboje z Zajączkiem wsiedli do maszyny. Uruchomili motor, włączyli jakąś dźwignię i… myliłem się. To była gówno-pompa, a nie gówno-ssawka.
Zalali mi wszystko!
 
I dlatego jestem tu, gdzie teraz jestem.
 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Miladora · dnia 16.11.2017 14:21 · Czytań: 242 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 19
Komentarze
JOLA S. dnia 16.11.2017 15:12 Ocena: Świetne!
Milu,
zapomniałam z wrażenia wyłączyć drukarkę, padła, odmówiła z braku tonera, prawie jak u Twojego bohatera. Wszystko jedno, jest mail, puszczę w obieg, gdyż zabawa przednia, nie mówiąc o formie przekazu i warsztacie, pokazałaś jak pisać groteski.

Chciałabym mieć takiego Króliczka. ;) Jak było z tym "gonieniem królika"?

Podobało się, momentami bardzo. Jestem urzeczona wyczuciem chwili, humorem, erudycją...
Super zakończenie historyjki.:)

Znikam, poczytać po raz wtóry, dla niekłamanej uciechy.

Serdeczności, Autorko. :)
Miroslaw Sliwa dnia 16.11.2017 17:23 Ocena: Świetne!
Witaj Miladoro.
Niejeden już tak popłynął i z pewnością tych "odjechanych" będzie coraz więcej. Chyba zawsze należało wystrzegać się nadmiaru, ale dzisiaj brak powściągliwości stał się jakąś pomyloną normą i końca tego szaleństwa nie widać. W istocie urojone interakcje człowiek-maszyna wyglądają dosyć groteskowo i ta przerażająca częstość występowania tego typu zaburzeń... Aż strach pomyśleć jak natura poradzi sobie z tym problemem, a że sobie poradzi to pewne.
Znakomicie napisany tekst. Dystans, wyczucie ironii, akuratność; prima sort.
Czytało się samo. Duża przyjemność.

Pozdrawiam. :)

Mirek
Jacek Londyn dnia 16.11.2017 18:04
Z zaciekawieniem przystąpiłem do czytania, przyciągnięty zaproszeniem dla amatorów wyrazów nieładnych. Fajnie się zaczęło, z humorem. Ale dla mnie skończył się - ten humor - na słowach: "więc problem profanacji także i z tego względu upadał". Cóż, mam inne potrzeby. Shit mi nie przeszkadza, ale tu kupki jest za dużo. :) To jeszcze nic, zapowiedź Autorki okazała się pustosłowiem.
Nie oceniam, żeby nie obniżać noty. Kolejka do nocniczka pewnie będzie rosła, więc nie zawadzam dłużej.


pzdr
JL
al-szamanka dnia 16.11.2017 18:28 Ocena: Świetne!
Hehehe, Miladoro.
Uśmiałam się setnie i na wielkim luzie, bo to opowiadanko przecie, a nie rzeczywistość.
Chociaż i rzeczywistość, o ile bez podkładu agresji, jawi się po niewczasie jako coś zabawnego i godnego dzielenia się dla poprawienia humoru.
Cudowny pomysł z Zajączkiem Wielkanocnym :D
Bo zajączek sam w sobie i z wyrazu mordki jest już wesolutki, i tym bardziej, jak to w opisanych przez Ciebie akcjach, szybko nabiera komizmu i jest w tym niesamowicie wiarygodny.
Przyznaję, z takim zajączkiem jeszcze się nie spotkałam.
Za to z najprzeróżniejszymi postaciami z Krainy Młotów, Kasjerką Oszczędzania Poddrzewnego, Kapitana Trzech Wysp i Śluzy, a nawet z Moczarką Kanadyjską. Szczególnie Moczarka była problematyczna, ale to stare dzieje. I bez podśpiewek.
A przecież w Twoim tekście to właśnie ten niezwykle trafny "podkład muzyczny" sprawił, że parokrotnie zatkała mnie czkawka spowodowana gwałtownym, acz zdrowym śmiechem.
Super czytanko. Przypomniałaś mi tym mój stary tekst "Zabić muchę"

Pozdrawiam wesolutko :)
Miladora dnia 16.11.2017 22:40
JOLA S. napisała:
Chciałabym mieć też takiego Króliczka.

Lepiej nie, Mrówciu, bo a nuż też by Cię namówił na jakąś brzydką historyjkę? ;)

Miroslaw Sliwa napisał/a:
Niejeden już tak popłynął (...)

Bardzo celnie to określiłeś w komentarzu, Mirku. :)
O to właśnie chodzi.

Jacek Londyn napisał:
zapowiedź Autorki okazała się pustosłowiem.

Masz rację, Jacku - w sumie tych słów nie jest tak wiele. To raczej temat jest brzydki. :)

al-szamanka napisał/a:
bo to opowiadanko przecie, a nie rzeczywistość.

Opowiadanko, ale oby nigdy nie zmieniło się w rzeczywistość, Al. :)

Dziękuję pięknie wszystkim komentującym - to jedna z miniatur cyklu Opowieści wierutne, z którymi - przez czysty sentymentalizm i jako że tomik nie był szerzej rozprowadzany - postanowiłam wrócić na portal. :)

Serdeczności i miłego wieczoru. :)
Nalka31 dnia 16.11.2017 23:44
Uśmiałam się setnie i serdecznie. bardzo mi się to przydało przed snem. Dobrze, że nikt nie słyszał tych niekontrolowanych wybuchów. Pomyśleliby niespełna rozumu czy co. :D Podkłady muzyczne i Zajączek Wielkanocny, nie ma to jak wyobraźnia autorska.

Pozdrawiam cieplutko. :)
Miladora dnia 16.11.2017 23:48
Nalka31 napisała:
Uśmiałam się setnie

Nie ma to jak śmiech czytelników. :)
Dziękuję, Nalcia - miło, że zawitałaś do prozy życia.

Serdeczności wieczorne. :)
dodatek111 dnia 17.11.2017 08:55
Fajny zabawny tekst, ale chciałbym na coś zwrócić uwagę, chodzi mi mianowicie o nazywanie przez narratora kolegę eksperta, no właśnie ekspertem.
Cytat:
Stary, od­bi­ło ci? – za­py­tał eks­pert.

On mówi do niego stary, a ten o nim ekspert, znajomy. Byłoby bardziej realistycznie gdyby to był Tomek czy Antek :)
To taka drobna uwaga, bo czyta się dobrze i z zainteresowaniem tzn jak się zaczęło to trzeba skończyć :) Pozdrawiam :)
Miladora dnia 17.11.2017 11:19
Faktycznie, panie F. - niebezpieczny temat. ;)

dodatek111 napisał:
On mówi do niego stary, a ten o nim ekspert, znajomy.

Po prostu lubię anonimowych bohaterów, Dod. :)

Dziękuję panom serdecznie za wizytę w tym wariatkowie
i miłego dnia. :)
Zola111 dnia 17.11.2017 14:01 Ocena: Świetne!
Przecież znam "Wierutne", wiedziałam więc, co mnie czeka, a i tak się uśmiałam i z przyjemnością przeczytałam, żeby zaświetnić tekst. Buziaki, Miladoro.

z.
Miladora dnia 17.11.2017 18:26
Zola111 napisała:
znam "Wierutne"

Wiem, Zoleńko - ale bardzo się cieszę, że mimo to przyszłaś z uśmiechem. :)

Dziękuję serdecznie i buziaki. :)
Lilah dnia 17.11.2017 22:25
Dobrze Cię znowu widzieć w prozie, Milu.

Z szerokim :) Lilah
Miladora dnia 17.11.2017 23:55
Dobrze Cię widzieć pod tekstem, Lil. :)

Serdeczności z podziękowaniem za ten szeroki. :)
Dobra Cobra dnia 18.11.2017 19:51
Slodka sprawa bez dwoch zdań!

Miladoro,

Fajniutka opowiesc, jaka moze sie zdarzyc kazdemu, gdyz teraz takie czasy. Lekka, pomyslowa, z humorem. Takich nam trzeba (ponad niemozebne cierpienia dramatycznie smutnych bohaterów obyczajowek), przyklaskuję zatem inwencji jak i pomyslowi.


Brawo!


Pozdrawiam,

DoCo
Miladora dnia 18.11.2017 21:18
Dobra Cobra napisał:
Slodka sprawa bez dwoch zdań!

Zastrzeliłeś mnie, Cobro. :)))

Dziękuję serdecznie za przyklaśnięcie pomysłowi. :)
Będzie jeszcze kilka innych niebawem.

Miłego wieczoru. :)
Dobra Cobra dnia 18.11.2017 22:02
Jeśli będą następne - to piękna sprawa!

DoCo
Usunięty dnia 21.11.2017 21:39
Witaj Milu :)
Tak tu zajrzałam, ponieważ zwabił mnie tytuł... i teraz sobie myślę: co ja czytam? :D I nadal uśmiecham się do ekranu, a mój humor nieco się poprawił :) Twój tekst, nie wiedzieć czemu, sprawił, że przypomniałam sobie twórczość takiego jednego jegomościa z Nowej Fantastyki, gdzie przy lekturze każdego opowiadania byłam totalnie popłakana ze śmiechu. Z tym że ów koleś pisał bardziej pokręcone opowiadania z gatunku bizarro (czy bizzaro, zawsze mi się myli pisownia). Ale powyższe dzieło jest oryginalne i również wywołuje radość :D Pozdrawiam!
Miladora dnia 21.11.2017 22:44
Bardzo dziękuję, Sanai. :)
Miło, że humor Ci się poprawił.

Dobrego wieczoru. :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
StalowyKruk
19/09/2019 00:41
Jestem. Trochę mi to zajęło. Umieram na przeziębienie ;)»
bruliben
18/09/2019 22:04
Jestem na części 6-tej twojego czytadła i bardzo… »
Kushi
18/09/2019 21:36
Niech żyje bal Agnieszki Osieckiej a zaśpiewanej przez… »
AntoniGrycuk
18/09/2019 21:23
Wariacie_egzystencjalny, miał to być klimat z umysłu… »
Lilah
18/09/2019 21:11
*odnóży »
voytek72
18/09/2019 21:09
Chyba warto aby tekst miał jednak tekstowy tytuł zamiast… »
voytek72
18/09/2019 20:55
prosty przepis na pożar. ;) wers środkowy zbędny,… »
Dobra Cobra
18/09/2019 20:52
W jakże piękny sposób złapiesz tropy i sęsy ;) Kazjuno,… »
Lilah
18/09/2019 20:51
To ja dziękuję, że do mnie zajrzałeś. Pozdrawiam:)»
voytek72
18/09/2019 20:47
Myślę, że temat który bardzo trudno utrzymać w ryzach, z… »
Nuria
18/09/2019 20:40
Słowa płyną melodyjnie, aż chciałoby się zatańczyć :)»
voytek72
18/09/2019 20:32
Mistycyzm, ale taki... realistyczny i to mnie tu ujmuje :)»
wariat_egzystencjalny
18/09/2019 20:26
Dla mnie jest to takie małe studium szaleństwa a dokładniej… »
voytek72
18/09/2019 20:24
"Niech żyje bal" Maryli Rodowicz Takie… »
Lilah
18/09/2019 19:48
To mnie zaskoczyłaś, Al. Dziękuję pięknie. Pozdrawiam… »
ShoutBox
  • Dobra Cobra
  • 18/09/2019 08:22
  • tej wytwórni. Ale sam szef D. próbuje zmienić czasy i transformację koncernu w stronę tematyki niebaśniowej. [link]
  • Dobra Cobra
  • 18/09/2019 08:20
  • Disney ma nie lada orzech do zgryzienia :) . Johansson zaprosili nawet na spotkanie dyrektorów D. I ona tam jasno mówiła, że reżyser niepokorny i film też, co niespecjalnie idzie za rączkę z polityką
  • TomaszObluda
  • 18/09/2019 06:50
  • em FOXa, więc Disney nie miał nic do gadania. A czy film pojawi się w Polskich kinach? Sadzę, że tak, ale nie wszędzie i nie od razu, bo tu nie chodzi o ideologię, ale o kasę.
  • TomaszObluda
  • 18/09/2019 06:48
  • Co do filmu, ten Hitler, będzie wymyślonym przyjacielem i z tego co wiem, będzie takim diabłem na ramieniu, co mówi źle, to wbrew pozorom nie komedia. Druga sprawa film powstał praktycznie przed zakup
  • Kazjuno
  • 17/09/2019 14:16
  • Znowu przesadzasz. Jesteś wrażliwym facetem, na dodatek z intuicją muzyka, więc czułym na fałszywe nuty. Także te cecha ułatwia Ci trafne komentarze. Więc jak znajdziesz czas(?)...
  • AntoniGrycuk
  • 17/09/2019 11:55
  • Powiem tak: technicznie mam coś do powiedzenia i choć nie jest to idealne, to potrafi być pomocne, natomiast mój gust znacznie odbiega od przeciętnej i to, co mi się podoba, nie zawsze jest dobre.
  • Kazjuno
  • 17/09/2019 11:49
  • Przesadzasz Antosiu! Bardzo cenię Twoje komentarze i byłbym rad przeczytać twoje wnikliwe uwagi. Zawsze były celne. Jak znajdziesz czas to zapraszam...
  • AntoniGrycuk
  • 17/09/2019 11:38
  • Kazjuno, ja chętnie skomentowałbym Twój tekst, ale ostatnio mam urwanie głowy i jedynie czasem króciutkie komentuje. Choć z drugiej strony, co jest wart mój komentarz?
  • Dobra Cobra
  • 17/09/2019 08:09
  • Sztuka kreskówkowa jest uważana za gorszą ze sztuk pięknych. :( A tak można w kinie podziwiać i piękną Scarlett i małego Hitlerka. Jak żywych. Choć ten synek ma nadzwyczaj mądry wyraz twarzy.
Ostatnio widziani
Gości online:16
Najnowszy:raleighh2a
Wspierają nas