Pierwsze dni lata - Leniwiec2
Proza » Miniatura » Pierwsze dni lata
A A A
Od autora: Nie wiem czemu czcionka taka mała, można powiększyć po prawej.

Natura rzeczywistości nie zmieniła się.

 

Granatowe klapki, już nie Kubota, jakieś nowe, ale podobne, kleiły się od czarnego, gęstego torfu. Przystanąłem na moment, żeby wyczyścić palce u stóp, bo rozmiarem i kolorem zaczynały przypominać białe, taplające się w błocie pędraki.

Ścieżka trochę zarosła, ale bez przesady, spokojnie można było przejść. Czasami tylko, gdy odgarnąć zielone chaszcze, ręce piekły od ukrytej w gąszczu pokrzywy.

Komary też chlały jak dawniej, może tylko trochę mniej zaciekle - dość szybko dało się do nich przyzwyczaić. Co innego pajęcze sieci rozwieszone między drzewami, nad ścieżką.

Nikt nie szedł już przede mną by je zbierać.

*

- Myślisz, że go sprzedała? - spytała cicho. Była to raczej cisza zadumy niż smutku.

Rozejrzałem się po działce, na którą w ogóle nie powinniśmy byli wchodzić. Wysoki płot przeszedł już z wyblakłego brązu w zmurszały seledyn, w wielu miejscach belki zupełnie się posypały i odkryły niegdyś żywe, teraz zupełnie suche i kruche drewno. Posadzone wokół sosny i świerki, chociaż jeszcze młode, zrzuciły wszystkie igły. Wyglądały jak wielkie, brunatne, powykręcane, rybie ości. Na skalniaku rósł jeden samotny dmuchawiec.

Spojrzałem w stronę domku. Ganek był szary, pusty i zakurzony, stół i krzesła stały pewnie w środku. Przy drzwiach wisiały dwie kłódki – jedna mała, złota, znana, druga duża, ciężka, ciemnoszara.

- Nie wiem. Nawet jeśli sprzedała, to raczej nikt się nim nie zajmuje.

- No tak… Szkoda…

- Szkoda, że co?

Pogoda była dziwnie dobra. Błękitne, szerokie niebo wisiało nad naszymi głowami jak ogromny, duszny klosz.

- No wiesz. Że nie udało nam się go dostać.

- To tylko drewno – rzuciłem bez zastanowienia, ale natychmiast poczułem się głupio. W tej kupie drewna było dla nas więcej życia niż w czymkolwiek innym na ziemi. Na szczęście puściła to mimo uszu.

- Zjadłabym coś słodkiego, chodźmy do sklepu...

- Jak ona mogła to wszystko zostawić? Przecież wie, ile to dla niego znaczyło… - jęknąłem na głos, chociaż chciałem powiedzieć coś normalnego.

- Chodź. - odwróciła się i ruszyła przed siebie.

Stałem przez chwilę niezdecydowany. Chciałem się przejść.

- Idę na kładkę, weź mi coś! – krzyknąłem w stronę jej pleców, gdy przeskakiwała przez płot po drugiej stronie działki.

*

Las przerzedzał się, a ścieżka stawała się coraz bardziej błotnista; maliny, pokrzywy i inne leśne chaszcze niechętnie zaczęły ustępować bagiennym szuwarom. Pachniało jeziorem. W końcu zakręciła ostro, a ja ujrzałem kładkę. Stąpałem powoli po tych samych skrzypiących deskach, które ojciec kładł dwa lata temu.

Zwykle kra niszczyła belki, na których opierał się pomost i co roku trzeba było go odbudowywać. Ostatnio jednak, jak na złość, nie było w ogóle mrozów, więc drewno stało zupełnie nienaruszone.

Dwie ściany trzcin z obu stron kładki, które na początku tworzyły niemalże tunel, po chwili, szepcząc cicho, zaczęły się od niej oddalać. Ostatni łagodny skręt w lewo, uważnie, bo jedna deska wypadła, i przed oczami stanął ten sam krajobraz, który zawsze, nieważne gdzie byłem, siedział gdzieś z tyłu mojej głowy.

Płaska tafla jeziora lśniła od popołudniowego słońca. Nie mogłem dociec, czy to ona odbija błękit nieba, czy to niebo odbija jej zieleń. Gdzieś na horyzoncie żaglówki sunęły leniwie, blisko, znad lewego wybrzeża dobiegał szum lasu. Trzciny i pałka wodna okalały kładkę z dwóch stron, tworząc płytką zatokę, gdzie we dwójkę bawiliśmy się za dzieciaka. Odetchnąłem z ulgą.

*

Dwie czerwone ważki przemknęły mi nad głową, czy to w tańcu godowym, czy w pogoni za zdobyczą.

Ciekawe ile ważek urodziło się przez te dwa lata w jeziorze. Czy te dwie to córki czy wnuczęta tych, które widziałem wtedy? A może w ogóle nie są z nimi spokrewnione? Ile pokoleń ważek warte moje wspomnienia?

Kiedy leżałem na słońcu z jednej strony czułem gniew. Chciałem się podnieść, zetrzeć te stare dechy w proch, zmielić je w pył, żeby nic po nich nie zostało. Jakim prawem jeszcze nie spróchniały? Chciałem rwać trzcinę i pałkę wodną, wziąć siekierę i ściąć cały las albo po prostu go podpalić, nie zostawić kamienia na kamieniu, nawet jednej zdechłej szczapy.

Z drugiej strony czułem spokój. Taki dziwny, pusty spokój. Ten sam las, to samo jezioro, ta sama kładka, ten sam, zaniedbany, ale ten sam domek. Wszystko na tym samym miejscu i działa tak samo. Tak samo ma sens i nie ma sensu. Byłeś, nie ma cię, dzieci dalej puszczają kaczki na jeziorze.

Pomost zadrżał, najpierw lekko, potem mocniej w rytm czyichś kroków. W końcu usłyszałem skrzypienie desek.

- Trzymaj. - Podała mi niebieskie opakowanie. W środku był lód na patyku, śmietankowy, taki sam jak ten, który miała w ręku - duży i prostokątny.

Nigdy nie zwracałem na to uwagi, bo przecież wychowaliśmy się razem, ale w tym popołudniowym słońcu wydała mi się bardzo piękna.

- Dzięki. - Wyciągnąłem lód z papierka i nagryzłem lekko.

- Idziemy do śluzy?

- Posiedzę jeszcze chwilę. Możesz tam na mnie poczekać.

- Jak sobie chcesz. - odparła, biorąc ode mnie papierek.

Oddalała się nieśpiesznym, ale sprężystym krokiem. Złota fala włosów błyszczała w promieniach słońca na tle śniadych pleców, szczupłe łydki kurczyły się rytmicznie, ramiona migotały od kropelek potu, a ja znów przypomniałem sobie, że jesteśmy jeszcze młodzi.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Leniwiec2 · dnia 28.06.2018 11:50 · Czytań: 764 · Średnia ocena: 4,5 · Komentarzy: 7
Komentarze
purpur dnia 28.06.2018 12:56 Ocena: Świetne!
Mój komentarz będzie bardzo krótki. Naprawdę nie potrafię wiele powiedzieć, a to akurat, jak na mnie, jest dziwne.

Świetne!

I wszystko co chciałbyś poddać ocenie, bądź dowiedzieć się, jak odbiera to czytelnik, może spokojnie przypasować do tego słowa.

Dziękuję.

PS Właśnie zerknąłem sobie w inne Twoje teksty i widzę, że ja już Ciebie odiwedzałem :) Wybacz, ale tyle ludzi się tu przewija, a ja sporo czytam i nie jestem w stanie wszystkich spamiętać.

Szczerze mówiąc, po Mućka, powinienem był oczekiwać tak dobrego tekstu jak ten, bo widać, że umiesz pisać.

Proponowałbym jednak troszkę "po-pomagać" innym, poczytać ich, po komentować, bo to trochę nieładnie tylko czekać aż coś się dostanie, a nie dawać nic! Fałszywa skromność nie jest usprawiedliwieniem.

Pozdrawiam,
Purpur
AntoniGrycuk dnia 28.06.2018 13:19
O kurde. Bardzo ładny obrazek. I nie jako OPOWIADANIE to oceniam, ale własnie jako obrazek. Namalowałeś to wyśmienicie. Niektórzy mawiają, że opisy przyrody są teraz passe, a jak udowodniłeś, można to zrobić tak, że niech się schowają przeciętne opowiadania.
Oprócz zwykłych słów dodajesz od czasu do czasu metafory, i są to metafory zarówno delikatne, jak i dobitne. Ale nie byłbym sobą, gdybym się do czegoś nie przyczepił.
.
Cytat:
Po­go­da była dziw­nie dobra. Błę­kit­ne, sze­ro­kie niebo wi­sia­ło nad na­szy­mi gło­wa­mi jak ogrom­ny, dusz­ny klos

Dla mnie, osobiście, jeśli klosz jest duszny, to coś negatywnego, a wcześniej piszesz, że pogoda była dziwnie dobra. Jedno kłóci się z drugim - przynajmniej w moim mniemaniu.

Czyta się to jednym tchem, a zarazem wielokrotnie zatrzymywałem się, aby poczuć ten obrazek.
Co prawda nie jestem fanem takich opisów, ale w tym wypadku to jest COŚ. Szkoda tylko, że nie dodałeś czegoś więcej "z życia", aby podkręcić akcję, wtedy bym po prostu piał.
W zasadzie nie znalazłem żadnych błędów językowych. Może ich nie było, a może treść je przyćmiła?

Chętnie zajrzę jeszcze do Twoich tekstów.

Pozdrawiam
Kazjuno dnia 28.06.2018 14:52
Przed chwilą w ShoutBox'ie podzieliłem się z szacownym pisarskim Koleżeństwem impresją z tenisowego meczu Radwańskiej, a tu w drugim zdaniu piszesz o Kubocie(!) - polskim wspaniałym debliście dwukrotnym zdobywcy pucharów Wielkiego Szlema.
Chyba zrozumiesz, że ja - tenisowy trener, komentator wyczynów Agnieszki Radwańskiej i jej obrońca, gdy mainstream chciał ją wdeptać w ziemię za podejrzewanie zamachu smoleńskiego - na twój tekst rzuciłem się jak wygłodniały pies na aromatycznie podwędzoną krakowską suchą.

Czytam, czytam i co? Ani słowa o tenisie. Autor robi, kurwa, jaja? Ale czytam dalej i wyłania się jakiś letni pejzarzyk. Poprawnie opisany. Fruwają ważki, kołysząc krągłościami idzie młoda blondi. Nawet trochę wciągnęło, nieźle napisane, tylko w porównaniu do meczu Isi - to raczej nuda.

Pozdrawiam dobrego opisywacza przyrody i jednocześnie przychylam się do opinii AntosiaGrycuka, że twoją pisarsko towarzyską powinnością powinno być też komentowanie utworów konkurentów. Jeden, niedaleko go szukać, gdy mu to napisałem, obraził się na mnie śmiertelnie.
Leniwiec2 dnia 28.06.2018 18:01
Dzięki purpur. Skromność nie jest fałszywa, tylko konieczna, bo często wydaje mi się, że mój tekst jest świetny, a okazuje się być beznadziejny. I tak ledwo starcza mi czasu na pisanie i dlatego raczej nie komentuję. Z drugiej strony czasem przeczytam tu coś co mi "nie gra" i chcę się wypowiedzieć, ale nie potrafię tego uczucia dobrze rozłożyć na czynniki pierwsze jak robi to Darcon na przykład. No ale zaczynają się wakacje, więc może trochę się przełamię.

Dzięki Antoni, tekst jest leniwy, ale lato też, nie czułem potrzeby, żeby się w nim więcej działo. Cieszę się, że opisy nie są przyciężkie. Co do porównania z kloszem, chodziło mi o to, że pogoda obiektywnie była dobra, ale dla bohaterów w jakiś sposób nieznośna. Ale może nie jest to dostatecznie wyraźne?

Dzięki Kazjuno, tenis jest nudny, a ta blondi to moja siostra. Komentarze mam nadzieję będą, ale raczej po sesji niż w trakcie. Pozdrawiam
Kazjuno dnia 28.06.2018 18:31
Tenis nudny? Coś podobnego!
Tam dzieją się dopiero dramaty, które ornitolog może porównać do śmiertelnych zmagań między orłami. W twojej opowieści nawet nikogo nie ugryzła mrówka, ważka nie pożarła ważki. No musisz przyznać, nie działo się za wiele.
A w Easbourne? Człowieku! Ta mocarna utytuowana Ostapenko, chciała doprowadzić naszą wspaniałą Radwisię do zawału serca. Strzelała takie crossy i longline (czytaj longlajny), że nie dobiegłby do nich Federer. Potworne strzały jak z działka przeciwpancernego, potrafiące przebić 20cm pancerz. Jeszcze chwila takiego bombardowania i drżałem, że naszą gwiazdę zniosą na noszach. Lecz wytrzymała tę kanonadę, punktowała jak Mochamed Ali Foremana w walce o tytuł mistrza świata wagi ciężkiej przed laty w Kinszacie. Wreszcie ta oszalała z wściekłości dziewczyna z Łotwy chciała posłać piłkę z taką mocą, by urwać Polce razem z rakietą rękę. Isia przepuściła tę piłkę, wystrzeloną przez mistrzynię Rolanda Garrosa, która na konferencji prasowej naszą Agnieszkę nazwała tenisową miernotą. Wystrzelona piłka spadła poza linią autową. Wygrała nasza mistrzyni!
I Ty to nazywasz nudą?
Oj, przykry jest twój brak sympatii do bohaterki narodowej...
Otrząśnij się! Pozdrawiam
al-szamanka dnia 28.06.2018 21:02 Ocena: Bardzo dobre
W poniższych nieco mi zgrzytało:

Cytat:
Wy­so­ki płot, z wy­bla­kłe­go brązu prze­szedł w zmur­sza­ły se­le­dyn,

a tak:
Wysoki płot przeszedł już z wyblakłego brązu w zmurszały seledyn,
Cytat:
Cie­ka­we ile, przez te dwa lata, ważek uro­dzi­ło się w tym je­zio­rze

A tak:
Ciekawe ile ważek urodziło się przez te dwa lata w jeziorze.
Cytat:
Ostat­ni ła­god­ny skręt w lewo, uważnie, bo jedna deska wy­pa­dła, i przed ocza­mi sta­nął ten sam kra­jo­braz, który za­wsze, nie ważne gdzie byłem, sie­dział gdzieś z tyłu mojej głowy.

nieważne
Cytat:
- Idę do śluzy, idziesz ze mną?

Powtórzenie - może jakiś zastępnik?
Cytat:
- Jak sobie chcesz. - rzu­ci­ła i wzię­ła ode mnie pa­pie­rek.

Niezgrabnie to brzmi...
- Jak sobie chcesz - odparła, biorąc ode mnie papierek.

Podoba mi się to, co namalowałeś.
Jest jakiś zarys przeszłość, jest klimat, w przelotnych kadrach czai się już coś, co być może nastąpi.
Tytuł pasuje do treści, a zdanie...
Cytat:
Po­go­da była dziw­nie dobra.

... zauroczyło mnie wyjątkowo.

Pozdrawiam :)
Leniwiec2 dnia 28.06.2018 21:56
Dzięki al-szamanko, próbowałem się z czymś nie zgodzić, ale rzeczywiście każda z twoich wersji brzmi lepiej. Poprawię jak tylko będę miał więcej czasu. Najbardziej martwi mnie to, że jak sam czytałem to nic mi nie zgrzytało, ale może za mało uwagi poświęciłem temu tekstowi. Jeszcze raz dzięki za konstruktywny komentarz.

Kazjuno, rozumiem etos sportowcy - wojownika, ale dla mnie wszystko to i tak sprowadza się do odbijającej się od ziemi, zielonej piłeczki. Może nie rozmawiajmy już tu o tenisie, bo temat mało związany z tekstem.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Kushi
18/08/2019 19:30
Wiolinku Czarodzieju, wiesz, że jesteś jednym z nielicznych… »
Kushi
18/08/2019 19:24
Hej Besko... pierwsza zwrotka jak najbardziej na tak,… »
Decand
17/08/2019 23:53
Nuira - błądzić jest rzeczą ludzką. Przy czym chętnie… »
domofon
17/08/2019 20:13
Jola S. , chyba się dzisiaj upiję. Wielkie dzięki Pulsar,… »
Pulsar
17/08/2019 18:12
Dostosuję się. Nie nadam, na nikogo w życiu nie nadałem.… »
Bartek Otremba
17/08/2019 18:10
Niestety nie mogę zmienić tytułowego pytania :) Dodałem… »
pociengiel
17/08/2019 17:56
Ile razy to robiłeś własnym sumptem? Zwykle pozostaję… »
Pulsar
17/08/2019 17:34
Dla mnie rozpiska , czyli wersyfikacja fatalna. źle się… »
Pulsar
17/08/2019 17:27
" Pola " Muńka . Jeśli o tego samego biega… »
Pulsar
17/08/2019 17:18
Dużo tracimy przesypiając różne sytuacje, c później są nie… »
pociengiel
17/08/2019 17:12
Dla mnie Munkiem. »
Pulsar
17/08/2019 17:05
Znowu Pan Bóg w poezji »
Pulsar
17/08/2019 16:56
kim jest Marcin Sztelak? »
JOLA S.
17/08/2019 12:59
Al, na świecie jest dużo religii, proszę Pani. Gdyby była… »
Dobra Cobra
17/08/2019 12:42
Słodka rzecz, jakże trafnie opisująca rzeczywistość. Choć w… »
ShoutBox
  • Dobra Cobra
  • 18/08/2019 11:24
  • [link] Pełna wersja pięknej opowieści Ponad czasem w wydaniu dźwiękowym. Interpretuje głosowo najlepszy z polskich aktorów - Jarosław Boberek, znany z wielu ról.
  • mike17
  • 15/08/2019 20:25
  • Pozdrówki z wakacji :)
  • czarnanna
  • 15/08/2019 10:14
  • To teraz ja. Zaslyszane podczas pobytu w szpitalu: Błogosławieni ci, którzy wierzą w wypis tego samego dnia
  • Decand
  • 13/08/2019 19:20
  • Niektórzy wierzą też, że maksymalny czas tekstu w poczekalni wynosi pięć dni. Trzeba powoli, małymi kroczkami, jak nauka o nieistniejącym Mikołaju
  • Dobra Cobra
  • 13/08/2019 15:03
  • Niektórzy znow wierzą, że jak zostawisz 40 komentarzy różnym osobom to te 40 osób wróci do ciebie i da tobie takze 40 komentów
  • Dobra Cobra
  • 12/08/2019 18:38
  • Najprostsza rzecz to załatwić sobie klakierów ;)
  • Joefrind1
  • 11/08/2019 00:51
  • Nikt nie komentuje mojego wiersza :(
  • Joefrind1
  • 10/08/2019 20:52
  • A to przepraszam, juz nie przeszkadzam
  • Dobra Cobra
  • 10/08/2019 19:20
  • Prozaicy piszą kolejne wersy, poeci kolejne rymy spisują. Nikt nie ma czasu ma oglądanie pogody, gdy Ojczyzna w potrzebie.
  • Joefrind1
  • 10/08/2019 16:25
  • Ale dzisiaj fajna pogoda
Ostatnio widziani
Gości online:8
Najnowszy:1jasminee8822hp7
Wspierają nas