W Gdańsku, rok 1971. Wersja uplastyczniona. - Przemir
Proza » Obyczajowe » W Gdańsku, rok 1971. Wersja uplastyczniona.
A A A

W poczekalni urzędu zatrudnienia zastali spory tłum niecierpliwiących się petentów. Zgodnie ze zwyczajem, wchodziło się do biura według kolejności pojawienia się w poczekalni. Teraz jednak, przybyło naraz zbyt wiele osób i trudno było ustalić kto, po kim wchodzi. Nikt nie rejestrował przybyłych, nie wydawał numerków ani nie pilnował porządku. Ludzie siedzieli na krzesłach pod ścianą i rozmawiali półgłosem lub całkiem głośno, chodzili niespokojnie po holu, albo palili papierosy przy wysokich popielniczkach na cienkich nóżkach, ustawionych na podłodze.

Mężczyzna przy otwartym, nasłonecznionym oknie, rozpiął koszulę i chłodził się lub opalał odwrócony tyłem do tłumu. 

Zygmunt podszedł do niego i głośno zapytał:

- Przepraszam, tu obowiązuje jakaś kolejka?

- A cholera wie, kto za kim, taki tu bajzel. - Zapytany, odwrócił się od okna. - Ja stoję za tamtym. - Ruchem głowy wskazał mężczyznę, w czerwonej koszuli.

- To ja jestem ostatnia! - wtrąciła młoda dziewczyna. Przy okazji otaksowała wzrokiem obcisłe, niebieskie Wranglery i dopasowaną kolorem do spodni koszulę Zygmunta. Uśmiechnęła się, i zalotnie poprawiła kołnierzyk jasnej bluzki.

- Nie wie pani jak długo... - zaczął Zygmunt

- Długo - burknęła kobieta, która nagle wyrosła tuż przy dziewczynie. - Chodź, Hanka, wyjdziemy na zewnątrz, straszna tu duchota. - Na czole starszej pani perliły się kropelki potu. Próbowała chłodzić się, poruszając dekoltem stylonowej bluzki.

- No chodź! - ponagliła dziewczynę, która rzuciła Zygmuntowi przepraszające spojrzenie, a potem ruszyła za kobietą.

- Faktycznie duchota - przyznał Jurek. Zdjął swoją, zieloną, przytartą marynarkę, przewiesił przez ramię i pozostał w koszulce polo złocistego koloru. – Tamtej pani jest jednak jakoś szczególnie gorąco – zauważył - chyba właśnie przekwita i w tamtym momencie dostała gorących uderzeń – pochwalił się przy okazji swoją wiedzą medyczną.   

– Dla mnie nie jest gorąco. Mdli mnie jedynie ta woń przegrzanych, niekąpanych ciał. – wtrącił się Zygmunt.

Obaj zmieszali się z tłumem i zatrzymali przy tablicy ogłoszeń. Znaleźli informację, że „do pracy na statkach kieruje się wyłącznie osoby z uprawnieniami wydanymi przez urząd morski”. Statki oznaczały tu łajby portowe, zatokowe i te z „białej floty”. Wszystko to należało do Zarządu Portu Gdańsk, Przedsiębiorstwa Robot Czerpalnych i Podwodnych oraz do Żeglugi Gdańskiej.

Gdy czytali ogłoszenia, do poczekalni wszedł mężczyzna nie pasujący swoim wyglądem do reszty zebranych. Miał około trzydziestki, średni wzrost i pulchne policzki. Jego miękka, otyła sylwetka, jasna cera, resztki blond włosów i jasny garnitur, dopełniały obrazu kogoś, kto nigdy w życiu nie skalał się pracą fizyczną. Sprawiał też wrażenie nie nadającego się do zwyczajnej roboty. Był jednak pewny siebie - podniósł do góry dłoń o palcach przypominających serdelki i donośnym głosem zawołał:

- Panowie! Proszę o uwagę! Potrzebuję operatorów lekkiego sprzętu budowlanego! Praca od zaraz! Chętni mogą zgłaszać się do mnie!

Obaj, Zygmunt i Jurek, spojrzeli z ciekawością na werbownika.

 

- Czy potrzebne są jakieś uprawnienia? – krzyknął ktoś z tłumu.

- Nie, nie są potrzebne.

- Czy ten sprzęt to taczki i łopaty?

- A co, taki młody człowiek jak pan boi się taczek i łopaty?

- Ile się zarabia?

- O warunkach zatrudnienia będę rozmawiał z chętnymi do pracy i nie tu.

Nagła zmiana sytuacji w poczekalni stworzyła pewne zamieszanie. Zygmunt i Jurek, wykorzystali to, podeszli bliżej drzwi wejściowych do biura i gdy kolejna osoba wyszła stamtąd, wśliznęli się do środka. Wewnątrz były trzy biurka i przy każdym siedziała urzędnicza, dwie obsługiwały klientów. Podeszli więc do tej trzeciej, bez zajęcia. Była w średnim wieku, chuda i patrzyła na petentów wzrokiem bazyliszka.

- Dzień dobry, jesteśmy zainteresowani pracą na statku. Potrzebujemy skierowania. – Odezwał się Zygmunt.

- Czy macie uprawnienia z urzędu morskiego? – Urzędniczka mówiła wyniosłym tonem.

- Ja mam a kolega właśnie zamierza wyrobić.

- Dowód proszę!

Zygmunt położył dokument na biurku, a kobieta przekartkowała strony, patrząc pobieżnie na wpisy. Oddała dokument.

- Nie ma miejscowego zameldowania - stwierdziła sucho - Bez niego nie otrzyma pan skierowania od nas, bez zatrudnienia nie zameldują pana na terenie Trójmiasta - dodała autorytarnie.

- Dokładnie tego się spodziewałem – pomyślał Krzysztof, ale nie dał się zbyć i zapytał: - Na jakim statku mógłbym, ewentualnie, otrzymać pracę w tej chwili, gdybym był zameldowany? Posiadam świadectwo motorzysty okrętowego polskich statków morskich.

- Mamy zgłoszenia z PRCiP-u i z Żeglugi Gdańskiej.

- A czy ja - odezwał się Jurek - bez kwalifikacji morskich, mogę liczyć na zatrudnienie tam? I jakim sposobem?

- Jeśli przedsiębiorstwo zgłosi do nas chęć pana zatrudnienia, to my takie skierowanie wystawimy.

- Dziękujemy bardzo za informację. - Zygmunt lekko skinął głową. - Do widzenia.

Urzędniczka nie odpowiedziała, była zajęta nalewaniem wrzątku do herbaty „sypanej”. Napełniała szklankę osadzoną w metalowym koszyczku z uchem. Urządzenie chroniło dłonie przed oparzeniem.

Na poczekalni nie zastali pulchnego werbownika. Nie był im też do niczego potrzebny. Nic nie załatwili, ale uzyskali przydatne informacje. Wyszli więc z biurowca.

- Przejdźmy się teraz na Długą i nad Motławę, tak dla odprężenia – zarządził Jurek – wygląda na to, że nasze plany na nic.

- Poczekaj, wytłumaczę ci to później.

Przy ulicy Długi Targ, tam, gdzie stoją Złota i Zielona Brama, Fontanna Neptuna, Ratusz Miejski z wieżą, a wokół tłoczą się piękne, odbudowane kamieniczki, Krzysztof rozglądał się po oknach wystawowych, szukając widokówek. Zobaczył je w sklepie o nazwie: Towarzystwo Przyjaźni Polsko Radzieckiej. Była tam też tabliczka z napisem: Mówimy po Rosyjsku. Gdy weszli, Zygmunt zapytał poważnie, celowo ugrzecznionym tonem:

- Czy mówi się tu też po polsku?

- Przecież, że się mówi, tu jest Polska – syknęła ekspedientka i obrzuciła mężczyzn wrogim spojrzeniem.

- To z kim rozmawia pani po rosyjsku?

Nie odpowiedziała.

Teraz spróbował Jurek:

- Pewnie z nikim, bo oni przecież podróżują w dużych grupach ze swoim tłumaczem i politrukiem.

Ekspedientka nadal nie reagowała na tak oczywistą prowokację, za to, gdyby wzrok mógł zabijać, byliby już obaj martwi. Jurek, niezrażony, próbował dalej:

Czy słyszała pani o tej ruskiej wycieczce przy pomniku Sobieskiego?

Pani i zapewne towarzyszka, wciąż uparcie milczała.

Zniechęcony Jurek machnął ręką. Poczucie humoru musiało być obce członkom jedynej i słusznej partii.

- To ja proszę trzy pocztówki, ale z polskimi widokami. I trzy znaczki - Zygmunt nie odmówił sobie dalszych złośliwości.

Sprzedawczyni podała mu je w milczeniu i również w ciszy odliczyła resztę z pięćdziesięciozłotowego, zielonego banknotu z wizerunkiem rybaka.

Widokówki, zwane również kartkami, wszędzie w Trójmieście, we wszystkich sklepach i kioskach Ruchu, były takie same, miały słabą ostrość i nędzne kolory.

Zygmunt, nawet ich nie oglądając, skreślił na odwrocie kilka słów - na jednej do mamy, na drugiej, do Basi. Zaadresował widokówki i wrzucił do skrzynki pocztowej stojącej na chodniku. Jurek nie pisał do nikogo, o żonie starał się nie myśleć, ale nakleił znaczek na trzecią widokówkę i schował ją do wewnętrznej kieszeni marynarki.  

Ruszyli Długim Targiem przed siebie i w końcu doszli do Motławy. Usiedli na wolnej ławce. Jurek z zainteresowaniem patrzył na zacumowany statek białej floty, który przyjmował właśnie pasażerów na pokład.

- W PRL musi być wszystko trudne - odezwał się Zygmunt - Nic nie można osiągnąć wprost i ciągle trzeba kombinować. Oni nas nie zameldują w Trójmieście, ale załatwimy to poza terenem miasta.

Jurek oderwał wzrok od statku i spojrzał na Zygmunta ze zdumieniem. Wiedział, że „oni”, to władza i wszyscy inni na ich usługach i że wcale nie będzie łatwo zrobić coś wbrew ich woli.

- Jak? - zapytał.

- Zwyczajnie. Zaczynamy od Głosu Wybrzeża, który kupujemy tak szybko, jak tylko ukaże się w kioskach. Potem czytamy ogłoszenia i szukamy czegoś dla siebie.

- Znasz nazwy tych wiosek?

- Niektóre znam, gdy byłem w wojsku, jeździłem tam na zabawy w remizach strażackich i w świetlicach wiejskich. Inne wioski chętnie poznam. Będziemy szukali czegoś blisko miasta i przy linii kolejowej.

- Chcesz żyć na wsi?

- Tu innej możliwości nie ma, Jurek. Nie wiem jak ty, ale ja przyjechałem do Trójmiasta, aby pracować na statku i nie mogę czekać, aż mi się pieniądze skończą. W tamtej wiosce nie będę na zawsze.

- Ja też przyjechałem tu, aby pracować.

- Dobrze się więc składa. Od jutra wertujemy gazetę. „Głos Wybrzeża” ukazuje się wcześnie po południu.

Jurek znów zapatrzył się na statek białej floty, który właśnie zrzucał cumy i odbijał.

- Czy na takim statku dostaniemy pracę? – zapytał.

- Biała flota, to jak autobusy miejskie - Zygmunt obrzucił jednostkę niechętnym wzrokiem. - Mnie to nie interesuje. Na razie, popracuję na holowniku a potem, popłynę w świat prawdziwym statkiem.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Przemir · dnia 15.08.2018 10:34 · Czytań: 113 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 6
Komentarze
AntoniGrycuk dnia 15.08.2018 15:01
Nie pamiętam dokładnie poprzedniej wersji, ale wydaje mi się, że w tamtej było o wiele więcej szczegółów, przynajmniej takie odniosłem wrażenie. Tutaj jest ok. Nic nie wadzi w tym względzie. A może mam inny nastrój? Tamto czytałem, będąc zajęty czym innym.
To jest dobrze napisane, czyta się lekko.
Jednak zwrócę uwagę na niektóre detale:
Cytat:
- Do­kład­nie tego się spo­dzie­wa­łem – po­my­ślał Krzysz­tof, ale nie dał się zbyć i za­py­tał: - Na jakim stat­ku mógł­bym, ewen­tu­al­nie, otrzy­mać pracę w tej chwi­li, gdy­bym był za­mel­do­wa­ny? Po­sia­dam świa­dec­two mo­to­rzy­sty okrę­to­we­go pol­skich stat­ków mor­skich.

Warto abyś inaczej zapisywał myśli bohaterów niż ich słowa. Są różne techniki. Jedni piszą myśli kursywą, inni bez myślnika/półpauzy, a ja stosuję cudzysłów dla odróżnienia myśli. Nie wiem, jak jest najlepiej. Może nie ma jednego, najlepszego sposobu? I nie dałbym dwukropka, bo zastępuje go myślnik.
Cytat:
- Przejdź­my się teraz na Długą i nad Mo­tła­wę, tak dla od­prę­że­nia – za­rzą­dził Jurek – wy­glą­da na to, że nasze plany na nic.

Po "Jurek" powinieneś dać kropkę i dalej z dużej litery.
Cytat:
Sprze­daw­czy­ni po­da­ła mu je w mil­cze­niu i rów­nież w ciszy od­li­czy­ła resz­tę z pięć­dzie­się­cio­zło­to­we­go, zie­lo­ne­go bank­no­tu z wi­ze­run­kiem ry­ba­ka.

To drobiazg, ale można śmiało wyrzucić słowo "mu". Mówi się, aby unikać zaimków, a w tym wypadku zdanie pozostałoby z takim samym sensem bez tego zaimka.
Cytat:
- Czy na takim stat­ku do­sta­nie­my pracę? – za­py­tał.

To, do czego bym się przyczepił, to zbyt "sztuczne" niektóre wypowiedzi. Ludzie tak nie mówią, raczej. Ja pominąłbym "czy" albo jeszcze inaczej zapisał ten dialog. Ale to drobiazg.

A tak to jest niezłe. Co prawda nie przepadam za takim pisaniem, ale technicznie jest ok.

Pozdrawiam
Przemir dnia 15.08.2018 23:35
Antoni,
Dziękuję za cenne uwagi. Postaram się użyć je w przyszłości.

Cytat:
- Czy na takim stat­ku do­sta­nie­my pracę? – za­py­tał.To, do czego bym się przyczepił, to zbyt "sztuczne" niektóre wypowiedzi. Ludzie tak nie mówią, raczej. Ja pominąłbym "czy" albo jeszcze inaczej zapisał ten dialog. Ale to drobiazg.


Tu widzę duży problem dla siebie, taki nie do pokonania. Zwyczajnie nie wiem jak ludzie teraz mówią. Ostatnio przeczytałem nieco współczesnej literatury polskiej, ale niewiele mi to dało. Może nic.

Cytat:
Co prawda nie przepadam za takim pisaniem,


Tę wypowiedź mógłbyś rozszerzyć.

W poczekalni jest następny mój fragment. Dzisiaj po południu wyjeżdżam, nie będzie mnie więc przez kilka dni przed tym okienkiem. Wracam 21 sierpnia.

Pozdrawiam.
AntoniGrycuk dnia 16.08.2018 00:13
Nie przepadam za takim pisaniem, bo dla mnie to taka historyjka, dobrze opowiedziana i tyle. Ja lubię, gdy zagląda się wewnątrz bohaterów. Ale nie przejmuj się moim zdaniem, bo ilu czytelników, tyle opinii. Faktem natomiast jest, że próbujesz oddać realia PRLu i to się ceni, bo coraz mniej takich tekstów.
Zobaczymy, jaki będzie Twój następny tekst.

Pozdrawiam.
Marek Adam Grabowski dnia 24.08.2018 13:11
Udało ci się tworzyć w tym opowiadaniu bardzo fajny nastrój. Uważam jest za znakomite, chociaż tematyka jest właściwie o niczym. Jedno osobiste pytanie: Czy jesteś z Gdańska?
Pozdrawiam i zapraszam na mój blog
Marek Adam Grabowski
Zapisać Marzenia
Przemir dnia 25.08.2018 10:18
Marek Adam Grabowski napisał:
Jedno osobiste pytanie: Czy jesteś z Gdańska?

Nie wywodzę się stamtąd etnicznie. Z Trójmiastem byłem bardzo związany w latach 1967 – 1977. Była to głównie Gdynia. Tam służyłem w marynarce wojennej, w Gdańsku pracowałem przez moment na holowniku, a potem wypływałem z Gdyni w świat na statkach Polskich linii Oceanicznych. Gdynia była moim ostatnim miejscem pobytu w Polsce przed wyjazdem z kraju „na zawsze”.
Marek Adam Grabowski dnia 29.08.2018 12:05
Dziękuję za odpowiedz. Widzę, że jesteś dużo ode mnie starszy. Ja pochodzę z Warszawy i ją opisuję w mojej twórczości. W Gdańsku byłem bodajże dwa dwa razy (jeszcze w latach 90-tych). Jednak z tamtą pochodzi moja rodzina. Grabowscy są nawet opisani w Herbarzy szlachty kaszubskiej. Może powinienem kiedyś zwiedzić te Miasto.
Proza: Górna Półka
Proza: Dolna Półka
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
MP642
16/11/2018 11:16
Dziękuję za ocenę, ale jest ona chyba nieco przesadzona :)»
dodatek111
16/11/2018 10:45
Ananke, rzeczywiście nazbierało się sporo czasowników:)»
Zola111
16/11/2018 00:16
Julando, jeszcze raz dziękuję, pozdrawiam, z. »
Materazzone
15/11/2018 23:19
Mam to szczęście, że różnimy się w zdaniach i możemy… »
julanda
15/11/2018 22:31
Zolu, bardzo dziękuję! Czekałam na przedświąteczną porę, mam… »
eka
15/11/2018 22:06
Wkurzająca, monologowa narracja, nie? : ) Pierwszy… »
Marek Adam Grabowski
15/11/2018 20:39
Nie, to nie prowokacja artystyczna. Po prostu mam dysleksję.… »
Miladora
15/11/2018 19:44
W ostatnim wersie przydałoby się wyrównać akcenty, Dod.… »
Ananke
15/11/2018 19:17
klimatycznie, śpiewnie i melodyjnie, przywodzi mi na myśl… »
Ananke
15/11/2018 19:09
ten wiersz podobałby mi się bardziej, gdyby nie było w nim… »
Ananke
15/11/2018 18:59
ot filozoficzny dylemat :) uważam, że tak, nadal nim… »
mike17
15/11/2018 15:37
Niczyja, to jest naprawdę udana miniatura :) Taki kadr,… »
Ania_Basnik
15/11/2018 13:15
Tak, z rzeczy o których śnimy, jednym rodzi się spokój,… »
Materazzone
15/11/2018 12:26
Ananke, masz rację "płaskość" jest jakimś wymiarem… »
Vanillivi
15/11/2018 11:19
Elu, tak jak mówiłam Ci nie raz, uważam, że w Twoich… »
ShoutBox
  • Zola111
  • 15/11/2018 21:11
  • Jeszcze 3 godzinki! Prawie :)
  • mike17
  • 15/11/2018 18:48
  • Jeszcze parę godzin, by dać Zoli nowe wiersze - do boju :)
  • Zola111
  • 14/11/2018 23:33
  • Jutro o północy Zaśrodkowanie#29 zamyka budkę!
  • pociengiel
  • 14/11/2018 12:22
  • Za starą panną - znowu wiosna a w krok nic.
  • pociengiel
  • 14/11/2018 12:21
  • Smichy chichy co dzień chodzę ulicą pełną nizradykalizowanych /póki co/ morderców i gwałcicieli.
  • Vanillivi
  • 13/11/2018 06:04
  • w wypowiedziach rządzących (czerpmy z poezji, a nie traktujmy poezję instrumentalnie)
  • Vanillivi
  • 13/11/2018 06:02
  • I chociaż uważam, że Palikot nie do końca sprawdził się jako polityk, to właśnie to podkreślenie roli poezji i właśnie kultury z jego strony bardzo mi się podobało, tego brakuje
  • Vanillivi
  • 13/11/2018 05:58
  • Slavek - miło mnie zaskoczyło, że zna ją naprawdę nieźle, chociaż mówił raczej o autorach dwudziestolecia międzywojennego i lat. 90 niż współczesnych.
  • Slavek
  • 12/11/2018 19:33
  • Palikot i poezja...buuuha ha haha litości :)
Ostatnio widziani
Gości online:15
Najnowszy:qsmer
Wspierają nas