A gdzie skrzypce, gdzie wiersze? (część III wątku "Z poczekalni dworcowej" (z powieści TU.GDZIE SPADŁ GRAD WIĘKSZY OD JABŁKA - Krystyna Habrat
Proza » Długie Opowiadania » A gdzie skrzypce, gdzie wiersze? (część III wątku "Z poczekalni dworcowej" (z powieści TU.GDZIE SPADŁ GRAD WIĘKSZY OD JABŁKA
A A A
Od autora: A GDZIE SKRZYPCE? GDZIE WIERSZE? (część III wątku:"Z poczekalni dworcowej" powieści TU.GDZIE SPADŁ GRAD WIĘKSZY OD JABŁKA, wydanej przez oficynę Novae Res.

XXXII. A GDZIE SKRZYPCE? GDZIE WIERSZE? (część III   wątku:"Z poczekalni dworcowej"  powieści TU.GDZIE SPADŁ GRAD WIĘKSZY OD JABŁKA
Któregoś popołudnia słoneczne smugi od okna z wirującymi drobinami kurzu w świetlicy dworcowej ktoś przecina i przed Celiną staje niespodzianie Andrzej. Uśmiecha się do niej blado. Tym razem nie ma skrzypiec i nic nie daje Celinie do czytania.Żadnych nowych wierszy.
- Pisanie mi nie idzie - narzeka. - Brakuje pomysłów. Czasem przed samym zaśnięciem jakiś pomysł zalśni, odurzy wzniosłością jakaś idea, a rano to wszystko do szczętu nieważnieje. Za blade, by o tym pisać. Widocznie brak mi talen...
Urywa spoglądając błagalnie w Celinę. Niechby zaprzeczyła! Przecież chwaliła dotąd wszystko, co napisał. Może ona nie najlepiej się na tym zna, ale przecież dla takich właśnie się pisze. Nie tylko dla wyrafinowanych koneserów. Specjalnie dla niej się tu znalazł. Celina musi natchnąć go otuchą. Zarazić choćby odrobiną entuzjazmu, bo ostatnio pisanie idzie mu jak po grudzie.
Ale ona milczy. Ileż to książek oddała do biblioteki nie do końca przeczytanych. Czy zresztą można wyrokować o czyimś talencie ? Zmienia więc temat.
- Widziałeś nasz sklep zoologiczny w rynku? W miejscu sklepu z żelastwem i jakimiś tam wihajstrami. Otworzył go pan, co przyjechał tu niedawno, bo ożenił się z nauczycielką muzyki. Ona, odkąd pamiętam, mieszka nad tym sklepem. Tyle w tym sklepie kolorowych ptaków! A jak śpiewają! Zaglądam tam co dzień i tęsknię...
- Za czym?
- Za czymś, co daleko stąd, czego nawet nie potrafię określić. Za czymś innym niż wszystko tutaj...
Urywa. Andrzej patrzy na nią zdziwiony. Czyżby i ona żyła marzeniami za czymś nieokreślonym? Goniła za ulotnością? Dotąd wydawała się rzeczowa i praktyczna, a on potrzebował jej ocen, aby się nie zagubić w rozpoetyzowanym świecie, jaki sam sobie wymyślał. Nie zwrócił uwagi, odkąd Celina zaczęła się zmieniać.
- Wydaje mi się Celinko, że i ty i ja, żyjemy jak w mgle. Nie widać z niej gdzie rękę wyciągnąć, aby osiągnąć to za czym się tęskni. Oboje marzymy nierealnie. Dla nas - iść za marzeniem- znaczy zagubić się we mgle...Ale ja kiedyś cię stąd zabiorę...
Nie kończy. Celina oblewa się rumieńcem i w popłochu, że za chwilę mogą paść słowa nieodwołalne, jakich wyczekuje i się lęka, bo jej serce nie zniesie takiego wzruszenia, mówi w pospiechu:
- Andrzej, ty musisz pisać!! Nie wyobrażam sobie ciebie inaczej! Ty nie pasujesz do zwyczajności. Nie tobie zwyczajne zarabianie na chleb, kupowanie szaf i tapczanów. A gdzie twoje skrzypce? Gdzie nowe wiersze?
- Niestety, mam wrażenie, że już nie potrafię pisać... ani nie pisać. Utknąłem w błędnym kole. Nawet nie potrafię wymyślić bohatera, który nie pisze i wcale nie pragnie pisać. Ja nie rozumiem ludzi, którzy nie chcą pisać. Ale mam świadomość, że w ten sposób zaczynam pożerać samego siebie, jak ten wąż z historyjki obrazkowej, co zaczął połykać swój ogon.
- Ty wszystko potrafisz - wykrzykuje Celina.
- Dokonać samopożarcia?
- Ależ pisać!
Nic więcej dodać nie mogą, bo z głośnika nad nimi leci basowa zapowiedź, że pociąg do Krakowa wjeżdża na peron drugi. Andrzej zrywa się z krzesła. Celina pozostaje z żalem, że nie dokończyli rozmowy i właściwie mówili o czymś innym niż zamierzali. Ale oddycha z ulgą, że oddaliła coś, czego się tak przestraszyła, kiedy wspomniał, że ją stąd zabierze. To dziwne. Przecież o tym marzy. Ale - pomyślała - w obcym mieście zawsze pada deszcz... jak wtedy, gdy wybrała się do Krakowa.
Przez następne dni wciąż wygląda, że Andrzej wróci dokończyć rozmowy. Podnosi nerwowo głowę, ile razy drzwi do świetlicy się otwierają, lecz za każdym razem to nie on. Znowu nie on. I znowu.
Wszyscy dostrzegają, że od jakiegoś czasu Celinka się zmieniła. Przedtem cichutka przekradała się ze spuszczoną pomiędzy czekającymi w poczekalni i pośpiesznie chowała w świetlicy. Ledwo ją zauważano. Teraz jej głośny śmiech nierzadko przecina tutejszy gwar. Pełno jej wszędzie. Nazamawiała do świetlicy nowych tygodników, skompletowała pionki i kostki do gier. Powyrzucała ze stolików plastikowe serwetki, udające koronkowe. Planuje zakupić gustowniejsze. Jej zmienniczki tylko kręcą głowami: "patrzcie, jak to się rozpanoszyła", ale nie chce im się ustawiać rzeczy po dawnemu. Obie starsze, tęgawe, noszą w świetlicy dla wygody granatowe fartuchy ochronne. Obarczone rodzinami martwią się nieustannie, z kim zostawią dzieci kiedy wychodzą z mężem do pracy, a mama czy teściowa będzie miała zły humor i nie przyjdzie. Bez przerwy zmęczone, myślą tylko, by czas na dyżurze szybciej zleciał i zaraz biegną gotować obiad czy kolację. Tymczasem Celina ostatnimi czasy podczas dyżuru czyta łapczywie książki i gazety, nawiązuje pogaduszki z czekającymi. "Ależ ona wyładniała" - mawiają z podziwem panowie z PKP.
Już ten i ów, niby przypadkiem, zachodzi do świetlicy pogadać, pożartować. Oczy jej wówczas błyszczą. Zarumieniona, mówiąc coś, wymachuje żywo rękami. Skora jest teraz do pogaduszek i dobrze się z nią gawędzi, ale Wacek Kotula, elektryk, też tu pracujący, przepłasza konkurentów. Zazdrosny.
- Ustalmy wreszcie termin ślubu - powtarza Celnie raz po raz.
- Jeszcze o tym nie myślę - odpowiada ona. - Muszę się naczytać książek, zanim będę zmuszona już tylko gotować, prać, ścierać kurz z mebli...
Wacek zacina usta. Cóż, pozostaje mu tylko czekać. Może się ona w końcu zdecyduje.
Ale Celina powtarza sama sobie: "Przecież musi się coś wydarzyć... Musi! Tylko jak tu zwyczajność przemienić w niezwykłość?". Myśli tak dzień po dniu.
Chętnie teraz zmywa naczynia, myje podłogę w kuchni, bo kiedy ma tylko ręce zajęte, może sobie rozmyślać. Pochylona szoruje dokładnie deskę za deską. Potem, przechylając głowę, przygląda się, jak podłoga za nią, wysychając jaśnieje. Wstaje z klęczek, idzie do pokoju i od nowa, po raz tysięczny, rozpamiętuje słowa Andrzeja, które ją tak zachwyciły: "Marzyć - to żyć we mgle".
Za oknem w przymglonej niebieskości chmurnego dnia wielka pomarańcza słońca zapada się na horyzoncie. Na jej tle bezlistne gałęzie akacji spod okna kreślą subtelną grafikę. Kreski te wraz ze zmianą pór roku, to nabrzmiewają pączkami, osłaniają się seledynem, ciemnieją liśćmi, to znów zimą czernieją nagie. A ona ciągle patrzy zza firanki na przejeżdżające pociągi.
Ile razy w świetlicy skrzypną drzwi podrywa się niespokojnie, jakby kogo wyglądała... i zawiedziona spuszcza głowę.
Nocami, przejeżdżający tędy pociągiem, gdy ciemności skrywają uśpione miasteczko, widzą w górze jaśniejący prostokąt. Nic więcej nie widać. Mdłe światło latarń gaśnie wobec gwiazd na niebie. "Skąd tam wysoko jasny prostokącik?" - dziwi się niejeden rozespany podróżny. To w domu za wiaduktem świeci się okno Celiny. Ona długo w noc czyta. Szkoda jej tracić czas na spanie, bo ogarnęło ją wielkie zdumienie, ile to w koło niezwykłych spraw. A ile barw zawiera szarość ich miasteczka? I tutaj można przeżyć nieskończenie wiele. W dzień zza pelargonii przygląda się przemijającym pociągom zamyślona Potem prędko powraca do książki.
Niemal co dzień zagląda do księgarni PEGAZ w rynku. Na jej widok właściciel, pan Derbisz, podbiega szybko i zachwala najnowsze pozycje. Po wyjściu stamtąd Celina przystaje obok sklepu z kolorowymi ptakami. Patrzy jak skaczą po klatkach z radosnym świergotem. Zastanawia się, po co się je tak niewoli, ale ona sama też nie może swobodnie robić, co by chciała, bo wiążą ją obowiązki, regulaminy, przepisy i to, że tu się urodziła i tak się jej potoczyło. Może tym ptakom nie jest w końcu tak źle? Uprzejmy mąż nauczycielki muzyki kłania się jej z daleka i zapytuje o niesioną z księgarni książkę. Kiedyś wychyliła się prze okno sama nauczycielka i zaprosiła na górę.
- Pani dużo czyta - zaczęła wnosząc na tacy herbatę - może by pani podjęła pracę w księgarni. Jasiu Derbisz, rozgląda się za kimś oczytanym. Sam nie śmie proponować.
- Czy to etat po tej, co zwariowała?
Nauczycielka kiwa głową i dodaje w zamyśleniu:
- Powinno mi być jej żal, ale nie starcza mi wielkoduszności. Ta cierpiętnica zanadto dała się we znaki. W dużym mieście zagubiła by się w tłumie, ale tu wszyscy się znają i złe, niesprawiedliwe, słowo długo krąży...
- Tak - wtrąca skwapliwie Celina - ona wciąż zaczepia ludzi, kłóci się, zawsze ma o coś pretensje, plotkuje, oczernia sąsiadów, pisze anonimy.
- Splątała się w niej psychoza i nienawiść. Nie wiadomo, co jest przyczyną a co skutkiem. Chora z nienawiści? Czy nienawiść wynika z choroby? - rozważa nauczycielka.
- Wezmę te pracę! - entuzjazmuje się Celina. To jakaś perspektywa! Mogę się dokształcać!
- To dobrze. Wspaniale jest uczyć się więcej i więcej - mówi starsza pani - tylko potem bywa smutniej...
- Dlaczego - pyta zaskoczona Celina.
- Smutniej, bo zaczyna się gonić nie wiadomo za czym. Wtedy nastaje potrzeba powrotu do instynktów pierwotnych, do zbratania z przyrodą. Tak, jak mój mąż, muzyk z zawodu (nie, nie biolog, jak podobno mówią) po zawale serca postanowił opuścić duże miasto z jego pośpiechem, pogonią za pieniądzem, z targowiskiem snobizmów, i założyć tu sobie sklepik z ptakami... Tylko teraz mu ich żal. Chce to zarzucić. Domyślam się co się tu o nas rozgaduje...
- Nie słyszałam - kłamie Celina, bo obiło się jej o uszy, iż ci wielcy państwo bardzo się nad innych wynoszą a sami męczą te biedne ptaszki w klatkach i ich kosztem żyją. Nie trzeba być do końca szczerym. Zmienia więc temat.
- Wezmę tę pracę w księgarni. Jeśli tylko się nadam i... o ile stąd nie wyjadę.
- Czy stąd można wyjechać? - pyta powątpiewająco nauczycielka.- Wielkie miasta bronią się przed przybyszami. Wyśmiewają ich naiwność ...
Muska nieznacznie palcami klawiaturę pianina i milknie, a jakiś zagrany, niezagrany, dźwięk zawisa w powietrzu. Najbliższa gałąź kasztanowca, stojącego na środku rynku, jaśnieje świecami kwiatów. Znowu więc wiosna. W dali gwiżdżą beznadziejnie pociągi. Celina zawsze wychwyci ich głos spośród innych. Żegna się z nauczycielką i schodzi zamyślona po krętych schodach, które skrzypią ze starości.
CDN

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Krystyna Habrat · dnia 22.04.2009 10:45 · Czytań: 1540 · Średnia ocena: 3 · Komentarzy: 2
Komentarze
ona dnia 22.04.2009 12:51 Ocena: Dobre
Cytat:
Może ona nie najlepiej zna się na tym za dobrze...
-> zagmatwane zdanie, usuń "najlepiej" lub "za dobrze"

Cytat:
idzie mu jak z kamienia

jakoś nie leży mi to porównanie

Cytat:
Za czymś co
brakuje przecinka

Cytat:
praktyczna a on potrzebował
brak przecinka

Cytat:
Nie zwrócił uwagi kiedy
uwagi, kiedy

Cytat:
Nie widać z niej gdzie rękę wyciągnąć, aby ociągać to za czym się tęskni, a oboje marzymy nierealnie.
niejasny przekaz, powinno być chyba osiągnąć?

Cytat:
Celina oblewa się rumieńcem i jakby w popłochu, że stanie się coś, nie to co trzeba, a za chwilę będzie za późno, mówi, chcąc zapobiec czemuś już nieodwołalnemu
za długie zdanie. Może od mówi rozpocznij nowe

Cytat:
głowę ile razy
głowię, ile...

Cytat:
rpatrzcie, jak to się rozpanoszyłar1;,
sporo jest tego typu błędów. Przeanalizuj jeszcze raz dokładnie tekst. To miejsca, gdzie chciałeś by znajdował się cudzysłów.

Cytat:
chumor
ortografia

Cytat:
obiad, czy kolację.
bez przecinka

Cytat:
pogwarek
zmieniłabym to słowo

Cytat:
podróżny To
brakuje kropki

Cytat:
się zastanawia po co
przed po co przecinek. Według mnie lepiej brzmiałoby zastanawia się

Cytat:
po co się je tak niewoli,
brakuje czasownika, np. trzyma w niewoli

Cytat:
robić co by chciała,
robić, co, a moim zdaniem jeszcze lepiej by brzmiało robić tego, co...

Bardzo dużo błędów. Te powyższe to jeszcze nie wszystkie. Nieraz układasz za długie zdania. Trzeba czytać je wiele razy, by zrozumieć co chciałeś przez nie powiedzieć. Dlatego czasem brnie się przez ten tekst. Dodatkowo czytanie utrudniają właśnie błędy. Podoba mi się nawet przesłanie opowiadania. Ciekawa bywa także stylizacja na "gwarę małomiasteczkową". Oceniam na dobry:)
Krystyna Habrat dnia 23.04.2009 10:37
Dziękuję za sumienną korektę. Śpieszę donieść, że część wpadek i niedopatrzeń, jak i nieszczęsny "humor" zostało poprawionych jeszcze przed komentarzem, bo pewnie równocześnie tekst był w czytaniu. Cieszę się, że uznałaś moją stylizację gwary małomiasteczkowej, bo do tego nie mam specjalnego wyczucia. Przecinki - przyznaję -moja słaba strona. Pozdrawiam.;)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Florian Konrad
27/05/2022 21:02
A ja nie palę od 2008 :) Modami gardzę. Cytując klasykę:… »
wolnyduch
27/05/2022 19:17
Emocjonalne burze nam nie służą, ale ludzie wrażliwi są na… »
wolnyduch
27/05/2022 19:08
Dążenie do zapamiętania za wszelką cenę jest bez sensu, ale… »
wolnyduch
27/05/2022 18:41
Sądzę, że niejedna osoba się nad tym zastanawia. Nie wiem,… »
Yaro
27/05/2022 18:35
Dziękuję za komentarze :) Pozdrawiam Was serdecznie:) »
wolnyduch
27/05/2022 18:32
Msz, uszczypliwe półsłówka nie biorą się znikąd, no chyba,… »
wolnyduch
27/05/2022 18:18
Dobry wieczór D.U Dziękuję za czytanie, gratuluję, że… »
Zdzislaw
27/05/2022 14:40
Również pozdrawiam, Wolnyduchu :) »
d.urbanska
27/05/2022 12:40
Cudny wiersz. Malarski i emocjonalny. Bardzo mi się udał :)»
d.urbanska
27/05/2022 12:37
Wolnyduchu dziękuję za wizytę i ocenę. Też zastanawia mnie… »
Marian
27/05/2022 09:26
Tetu, bardzo dziękuję za odwiedziny i cieszę się, że tekst… »
Marian
27/05/2022 09:22
Wolnyduchu, dziękuję za wizytę i rzeczowy komentarz. »
wolnyduch
26/05/2022 21:04
Tak bywa, fajne. Pozdrawiam :) »
wolnyduch
26/05/2022 21:03
Ciekawie, z polotem i wyobraźnią, pozdrawiam serdecznie :) »
mike17
26/05/2022 20:59
Jarku, wiersz przejmujący i pełny treściowo. Dziś pieniądz… »
ShoutBox
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:45
  • Szanowna redakcjo! Na mój BLOG nikt nie może publikować. Jedynie komentować i wyrażać wszystko co wątrobie zalega. Zatem nie jestem [link]żeniem.
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:25
  • oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:20
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:18
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:15
  • Zabrakło znaków. Coś podobnego. A ja dopiero się rozkręcam. Zatem zapraszam wszystkich do mojego BLOGA, nieśmiałego. u mnie można o wszystkim, nie tylko o poezji. W ramach obowiązujących norm internet
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:08
  • Zapraszam na mojego nieśmiałego BLOGA. Wszystkich, nawet tych bez ślepej kiszki i z dwunastnicą zapasteryzowanymi metaforami. Co zrobić, trudno! Z żołądkiem zakwaszonym refluksem. RRRUU! Wszystko ule
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
Ostatnio widziani
Gości online:33
Najnowszy:Urok osobisty
Wspierają nas