Świat interesu cz I - Abigail
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Świat interesu cz I
A A A
Kiedyś zaczęłam opisywać perypetie Jagody, ale zabrakło mi motywacji. Daję to teraz, aby dowiedzieć się od Was, czy mam to kontynuować. Czy jest to na tyle interesujące, że warto pokazać innym?
Przepraszam za brak akapitów - w zastępstwie są odstępy.


- Nareszcie upragniona chwila spokoju - powiedział Jagoda. Wyczerpana usiadła na krześle sto-jącym przy niewielkim stole i sięgnęła po pilota do telewizora. Miała już dość hałasu, wystrzałów pe-tard i krzyku dzieci. Długim, smukłym palcem z wypielęgnowanym paznokciem dotknęła czerwonego przycisku i telewizor opuścił czarną kurtynę. Skończyło się już przedstawienie sylwestrowej nocy. Dzieci zmęczone kilkugodzinnym maratonem biegania, tańczenia i pokazywania wszelkich oznak ra-dości z powodu nadejścia Nowego Roku, spały smacznie w swoich łóżkach.

Cisza. Tego właśnie teraz pragnęła. Błogiego spokoju wpełzającego leniwie do jej ciała. Chciała posiedzieć. Ot tak, po prostu, posiedzieć. Bezczynnie, bezmyślnie, beznamiętnie. Oczy, tylko jej oczy nie mogły pozwolić sobie na odrobinę lenistwa, ponieważ analizowały rozświetloną, dużą choinkę. Myśli, wyzwolone z jarzma codziennych problemów, orbitowały po polach bezsensowności. Skwa-pliwie korzystała z nadarzającej się okazji do lenistwa, tym bardziej, że ma ich tak niewiele. Powoli dochodziła trzecia w nocy, w drugim pokoju dzieci smacznie już spały, za oknem powoli cichły odgło-sy witania Nowego Roku, a ona zmęczona siedziała na krześle. Nogi położyła na pufę, odchyliła do tyłu głowę, potarła kark i przymknęła oczy. Stary, smukły zegar, wykonany z nhoniu, stojący w rogu wybił właśnie godzinę trzecią. Instynktownie drgnęła. Jeżeli coś ma się dzisiaj wydarzyć, to właśnie teraz, w tej chwili. Szczególna noc - przejście ze starego do nowego roku. Dla świata magii i czarów godzina trzecia w nocy była godziną znaczącą - godziną diabła, tak jak bajkowa godzina "zero" dla duchów w świecie ludzi.

Nie wykonując gwałtownych ruchów rozejrzała się dookoła. Zauważyła za oknem małą, ciemną postać, która spacerowała wzdłuż balkonu, na skrzynkach umieszczonych przy balustradzie. Powoli wstała i podeszła do drzwi balkonowych. Zdecydowanym ruchem otworzyła je i od razu skuliła się pod nagłym, zimnym podmuchem wiatru. Czarny kot z białą plamką nad lewym okiem zeskoczył pro-sto pod jej nogi.
- Arturrro - syknęła i przymrużyła oczy. - Wiem, że to ty. Mnie nie oszukasz. Wchodź! - rozka-zała.

Kot powolnym, majestatycznym krokiem wszedł do mieszkania i wskoczył dokładnie na to samo krzesło, na którym ona wcześniej siedziała. Chciał poczuć jej siłę, zbliżyć się, dotykać miejsc, których ona wcześniej dotykała.

Jagoda starannie, bez pośpiechu, zamknęła drzwi balkonowe, zasłoniła firankę, a kiedy się od-wróciła ujrzała przystojnego bruneta z pasemkiem białych włosów nad lewym okiem.
- Witaj Jaga. Czy ty musisz mieszkać na tym czwartym piętrze? Wiesz jak trudno się tu dostać? - z uśmieszkiem pełnym ironii wyjął czarną cygaretkę, a z niej długiego, ciemnego papierosa. Czerń była jego ulubionym kolorem, dlatego ubierał się i otaczał przedmiotami właśnie o tej barwie.
- Nie nazywaj mnie tak. Nie ty. Nie masz tego przywileju, aby zwracać się do mnie w taki sposób - podeszła tak blisko, że jej nogi znajdowały się między jego kolanami. Wyjęła z ust papierosa i zgniotła, podziwianymi przez niego, pięknymi palcami. - Wiesz, że nie lubię, kiedy się pali w moim towarzystwie - odwróciła się, aby odejść, ale zanim zdążyła uczynić chociażby jeden malutki kroczek, on już stał i trzymał ją za ramiona.

Zdawał sobie sprawę, że ta chwila nie będzie trwała wiecznie. Chciał skraść jej jak najwięcej in-tymności, nauczyć się na pamięć wszystkich kształtów, aby później móc przywoływać je w myślach. Delikatnie głaskał kciukiem aksamitną skórę, a twarz zanurzył w jedwabistych włosach. Były kręcone, czarne jak smoła i tak cudownie odbijały blask księżyca, który nieśmiało zaglądał przez okno. Zacią-gnął się znanym mu już zapachem kobiety, który pamiętał tak dobrze, jak tabliczkę mnożenia. I? Za-skoczenie. Nowy zapach Moschino. Taaak. Zmieniła ostatnio perfumy. Doskonale znał jej zapach, wyczuwał każdą najmniejszą zmianę i szybko ją zapamiętywał. Dzięki temu za każdym razem, kiedy myślał o Jagodzie, czuł w pobliżu jej obecność.

Ona również poddała się tej chwili. Przymknęła oczy i cichutko jęknęła. Było jej dobrze. Tak dawno nie miała żadnego mężczyzny. Nie przerażało jej pragnienie bliskości Artura, ale fakt, że czuła się przy nim bezpiecznie. Wiedziała, że gdyby tylko chciała, to mogłaby mu zaufać i nie zawiodłaby się na nim. Instynkt jej podpowiadała, że tak właśnie by było. Z jego oczu biło tyle czułości i dobroci. Mogła dostrzec też podziw i pożądanie, które starał się ukryć. Nie wychodziło mu to, a poza tym, przed nią - wiedźmą - takich rzeczy nie da się zamaskować. Zawsze wszystko wyczuwała, doskonale wiedziała, który mężczyzna ma względem niej dobre, a który złe zamiary. To było poniekąd jej prze-kleństwem, takie ciągłe "prześwietlanie" ludzi. Chciała poznać uczucie zaskoczenia i niepewności. Niestety nie mogła. Z drugiej jednak strony pomagało to jej w selekcji prawdziwych przyjaciół.

Wiedziała jakimi uczuciami dąży ją Artur, ale bardziej niepokoiło ją to, co ona zaczynała odczu-wać. Coraz więcej o nim myślała, lubiła przebywać w jego towarzystwie, chociaż tego mu nie okazy-wała, ale nade wszystko fascynowały ją rozmowy z min. Jego sposób wypowiadania się, poruszania i takiego fajnego, nietuzinkowego spojrzenia na świat. Czy to wszystko nie było oznaką jej wielkich pragnień, aby mieć faceta? Czy gdyby był tutaj ktoś inny, też by tak reagowała? Musi się później nad tym wszystkim zastanowić.
- Zostaw! - nagle szarpnęła i wyzwoliła się z uścisku. Spojrzała prosto w twarz. Twarz, która tak często śniła się jej po nocach. - Jakim prawem mnie dotykasz? Po co przyszedłeś? Czego chcesz? - cofnęła się kilka kroków i rzuciła na stół zgniecionego papierosa.
- Czemu jesteś taka nerwowa? - chciał do niej podejść, ale zobaczył, że uniosła prawą dłoń do góry, wysuwając do przodu czerwone paznokcie. Zmrużył swoje kocie oczy. - Spokojnie - wycedził przez zęby. - Wiesz, że nic ci nie zrobię. Usiądź, pogadamy - nie czekając na jej przyzwolenie po-nownie rozgościł się na krześle.

Jagoda przystawiła sobie drugie krzesło i usiadła naprzeciwko, ale w bardzo bezpiecznej odległo-ści.
- Tak lepiej - uśmiechnął się i założył nogę na nogę. - Mamy Nowy Rok, nowe postanowienia i być może czas na zmiany - uniósł pytająco prawą brew.
- Nie. Mówiłam już wcześniej, że zdania nie zmienię. Zostawcie mnie w końcu w spokoju.
- Nie możemy i ty dobrze wiesz dlaczego. Jesteś nam potrzebna i to bardzo.
- Znajdźcie sobie inną wiedźmę, tak wiele ich jest - rozluźniła się na tyle, aby wygodniej rozsiąść się na krześle. Wiedziała, że rozmowa nie skończy się tak szybko jakby tego chciała. - Zostawcie mnie w spokoju. Mało wam jeszcze? - momentalnie w oczach zalśniły jej łzy. To było silniejsze od niej. Czyżby sylwestrowy nastrój miał aż tak duży wpływ, że trudno jej było kontrolować uczucia? Nie lubiła pokazywać swoich słabości, ale nie potrafiła teraz zgrywać twardej kobiety.

Wydarzenia sprzed trzech lat stały się teraz tak wyraźne, jakby właśnie trwały. Wzrok miała nie-obecny i patrzyła na białe pasemko włosów swojego rozmówcy. Oczami widziała jednak zupełnie co innego - smukłego mężczyznę ubranego w czarny strój służb specjalnych. Wtedy wszystko wydarzyło się tak szybko, że Jagoda nawet nie zdążyła krzyknąć. Widziała jak dostał prosto w głowę, jak upadał, jak ulatywało delikatne życie. Poczuła, że razem z tym widokiem jej byt na tym globie również dobie-gał końca.

Niby żyła, niby chodziła po ziemi i wychowywała bliźniaki, które urodziły się osiem miesięcy później, ale to nie było życie. Ile razy spojrzała na Kubusia, tyle razy widziała Tomka. Ilekroć podzi-wiała wojowniczy charakter Kasi, to tak jakby podziwiała Tomka.

Po jego śmierci porzuciła pracę w spec służbach, a Miranda pomogła jej znaleźć inną - w redakcji jednego z kobiecych czasopism. Tym sposobem powoli układała sobie nowe życie. Życie z dziećmi, bez przemocy, wiedźm, wilkołaków i diabłów. Było jej w miarę dobrze, aż do teraz.

Artur kiedy patrzył na jej łzy poczuł coś w rodzaju współczucia. Wyzwolił się w nim instynkt chronienia i opieki, ale nie chciał ryzykować. Ostatnia próbna przytulenia skończyła się przeoranym policzkiem, który później przez kilka dni przypominał mu o tym zajściu. Nie chciał się spieszyć, nie teraz. Wiedział, że cierpliwością i upartością osiągnie swój cel.

Patrząc od strony czysto służbowej musiał przekonać Jagodę, aby do nich przystała i pomogła w najbliższej akcji. Nie chciał jej zmuszać do czegoś, czego nie miała ochoty zrobić, ale dostał rozkazy i musiał je wykonać.
- Lepiej będzie dla nas wszystkich, jak się zgodzisz - pochylił się do przodu opierając łokcie na kolanach. - Wiesz jaka jest Miranda, ona nie odpuści.
- I co z tego, że ona tak chce. Wszyscy muszą tańczyć tak, jak ona zagra!? - podniesiony głos za-sygnalizował, że jest zdenerwowana. Zniknął z oczu smutek, aby jego miejsce mogła zająć złość. - Przez nią straciłam już kogoś bardzo ważnego. Stało się tak, bo ona tak chciała, bo myśmy jej pomogli, bo byłam jej coś winna! - umilkła na malutką chwilkę, aby dodać ledwo słyszalnym głosem. - Teraz jesteśmy kwita. Niech mnie zostawi w spokoju.
- Nie zrobi tego. Szykuje kolejną akcję. Celem jest dowódca służb specjalnych, a raczej jego pla-ny. Ty z nimi pracowałaś i tylko Tobie uda się stosunkowo blisko podejść. Dlatego jesteś nam po-trzebna. Jako wiedźma, ale też jako ktoś, kto zna ich środowisko.
- Nie wierzę w to, że nie może znaleźć kogoś innego - wstała i podeszła do okna. Objęła ramiona i wpatrywała się mrok nocy. Nocy, która była wystrzałowo - zabawowa. - A ty? Przecież łatwo możesz uwieść Martę i zdobyć to, co chcecie.
- Jest taka ewentualność, ale ja się na nią nie zgadzam, a ona nie może mnie do tego zmusić. Wi-dzisz - spojrzał na swoje dłonie. - Są rzeczy, o których nie masz pojęcia, przez to trudno jest tobie zrozumieć całą sytuację. Przyjdzie jednak czas, kiedy wszystkiego się dowiesz, ale nie teraz - wstał. - Jeszcze nie teraz - dodał ledwie słyszalnym głosem.

Nic nie odpowiedziała tylko otworzyła balkonowe drzwi. Artur bez zbędnych słów wstał i wy-szedł na zewnątrz. Zobaczył jak starannie zamyka drzwi i wychodzi z pokoju.
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Abigail · dnia 20.08.2009 11:02 · Czytań: 807 · Średnia ocena: 3 · Komentarzy: 1
Inne artykuły tego autora:
Komentarze
Jimmy Jordan dnia 20.08.2009 18:51 Ocena: Dobre
Oczy, tylko jej oczy nie mogły pozwolić sobie na odrobinę lenistwa, ponieważ analizowały rozświetloną, dużą choinkę.
^^^
od tego zdania akapit się psuje, piszę na wyczucie.


z mahoniu, nie "nhoniu" chyba że to element fantastycznej krainy...


Zacią-gnął się znanym mu już zapachem kobiety, który pamiętał tak dobrze, jak tabliczkę mnożenia
^^
niefortunne porównanie, mogłoby być, gdybyś przy tej okazji wspomniała o dzieciach, wtedy tak, bowiem to by jakoś scementowało tabliczkę.


I?Za-skoczenie. Nowy zapach Moschino. Taaak. Zmieniła ostatnio perfumy
^^
chwilę wcześniej piszesz, że znał jej zapach doskonale i doskonale go wyczuwał, ta zmiana perfum zamąciła całą kwestią.


Instynkt jej podpowiadała - podpowiadał

fascynowały ją rozmowy z min - z nim


wypowiadania się, poruszania i takiego fajnego, nietuzinkowego spojrzenia na świat.
^^
"takiego fajnego" dlaczego chcesz sprawić wrażenie, że nie potrafisz tego dookreślić, narrator nie wszechwiedzący?


porzuciła pracę w spec służbach, a Miranda pomogła jej znaleźć inną - w redakcji jednego z kobiecych czasopism
^^
tutaj z pewnością ujawnia się charakter autorki tekstu ;)


Zniknął z oczu smutek, aby jego miejsce mogła zająć złość
^^
w kontekście gramatycznym akapitu przesunięcie "z oczu" na 2 miejsce wygląda jak niepotrzebna inwersja.


A jednak tekst mi się niesamowicie podoba, jest w tym jakiś harry potter ;) a może nawet coś z buhłakowa? jestem ciekawy dalszego ciągu, ale nie zabiłbym by czytać kolejny fragment porozdzierany myślnikami, pozdrawiam,
Jimmy
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Kazjuno
17/06/2024 21:42
Odpisuję, miła Ivonno, z opóźnieniem. Byłem parę godzin out.… »
mike17
17/06/2024 16:56
Uroczy szorcik, magiczny i jednocześnie pełen realiów, które… »
ivonna
17/06/2024 14:08
Kaziu, żadnych przeprosin! Ja tylko tu siebie… »
ivonna
17/06/2024 13:59
Halo halo :) Nie wprowadziłeś mnie w czytelniczy dyskomfort.… »
Pulsar
17/06/2024 12:38
Trudno odnieść się do treści i ocenić. Brakuje puenty,… »
pociengiel
17/06/2024 09:04
Przeczytał się ten wiersz. Nie tyle wizja, co relacja.… »
Kazjuno
17/06/2024 06:37
Ivonno Serdeczne dzięki za ciekawy i cenny komentarz.… »
Kazjuno
17/06/2024 04:52
Ivonno, to ja powinienem przeprosić za próbę wykorzystywania… »
ivonna
16/06/2024 22:35
Poczytałam sobie Kaziu, Rozumiem, że to część większej… »
ivonna
16/06/2024 20:12
Hejka! Właśnie mam na liście do poczytania Z Warszawy do… »
valeria
16/06/2024 20:11
Takie to są bzdurki, nie ma jak normalne życie, wakacje na… »
mike17
16/06/2024 17:15
Na pewno weźmie Cię ns spacer, zwłaszcza że pachniesz… »
Kazjuno
16/06/2024 07:08
Czytałaś Ivonno "Przyjazd kumple"? Przyznam się,… »
ivonna
16/06/2024 02:20
Hej Gabrielu, wartko to się czyta :) Im dalej lecimy w… »
ivonna
16/06/2024 01:40
Kaziu. Gdybyś mnie teraz widział, zobaczyłbyś szeroki… »
ShoutBox
  • Jacek Londyn
  • 12/06/2024 14:22
  • a komentarzy ni chu, chu. "Czego oczy nie widzą, sercu nie żal"... Niby tak, lecz ja komentarze sobie cenię. Nierzadko lepiej niż kawa rano podnoszą ciśnienie.
  • Jacek Londyn
  • 12/06/2024 14:19
  • "Ostatnio widzianych" spory tłum,
  • Zbigniew Szczypek
  • 31/05/2024 21:10
  • "Po co tu jesteśmy, skoro ciągle się boimy?"- to taka "terapia", dla duszy i ciała, ekshibicjonizm w innym wymiarze. Skoro już tu jesteś, zrzuć ostatni listek! Bądź wreszcie wolny
  • Zbigniew Szczypek
  • 31/05/2024 19:34
  • Gramofonie - dołącz do nas z komentarzami, a na pewno będzie się działo więcej i lepiej, bo kto, jak nie Ty, swoją siłą głosu dotrze do najdalszych zakątków "galaktyk" ;-}
  • Wiktor Orzel
  • 31/05/2024 10:32
  • Dzieje się to, co zwykle. Ktoś wrzuca tekst, inni go komentują i tak się toczy tutaj życie ;)
  • Gramofon
  • 30/05/2024 11:13
  • dzieje się tu coś?
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 21:38
  • Najgorsze co może być, jeśli chodzi o komentarze, jeśli zostają tylko grupy tzw. "wzajemnej adoracji", z komentarzami schematycznymi i w zasadzie nic nie wnoszącymi do twórczości. Nie chciałbym tego.
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 20:30
  • Kaziu, my to wiemy, że to czasem działa na zasadzie "łańcuszka szczęścia" ale denerwuje, gdy ktoś go "przerywa", w tedy wraca cisza i "bezkomentarz" opanowuje znowu kolejną falą
  • Kazjuno
  • 15/05/2024 14:01
  • Piszcie, publikujcie i twórzcie komentarze!
Ostatnio widziani
Gości online:21
Najnowszy:Amyvx