Piwnica - Izolda
A A A

Weronika od godziny siedziała w piwnicy. Była to jedna z tokajskich piwnic, które wykuwa się w tufie - miękkiej skale pochodzenia wulkanicznego. Opatulona w gruby wełniany szal, miała w uszach słuchawki, a przed sobą kieliszek. Po wykrzywiających twarz, kwaśnych furmintach, przyszła pora na putonowe słodycze.
Może i łatwiej byłoby się skupić na smaku, gdyby nie musiała odwracać wzroku od szlachetnej pleśni, pokrywającej ściany i żyrandol. Kożuchy czarnej grzybni, przylepione do ramion drewnianego pająka, napawały Weronikę obrzydzeniem i przywodziły na myśl zapomniane zamczysko. Wtedy koncentrowała wzrok na smużce wilgotnego śladu, który opuszką palca zostawiała na gładkim stole. Wilgoć pochodziła spod kółka nóżki kieliszka i winną lepkością bawiła Weronikę.
Mogłaby bardziej docenić bukiet, gdyby w piwnicy było coś więcej niż lampa, stół, ławki i kieliszek, coś, co pozwalałoby wniknąć w skomplikowane faktury albo interesujące detale i zapomnieć o mroczności pomieszczenia. Wchodziła do piwniczki zawsze ze słuchawkami w uszach i śpiewała kawałki „Obecnego” z Kubą, wspominając wykonania Andrzeja Zauchy.
I tym razem bez skrępowania rozdzierała gardło:

ty się śmiejesz z moich marzeń,
chcesz na ziemi mocno stać
a ja z głową w chmurach łażę
i nie umiem asem grać...


Po pierwszych kieliszkach, rozsmakowana w nich Weronika wyłączała muzykę i chowała mini sprzęt do kieszeni, przestawała też zwracać uwagę na pleśń, pokrywającą ściany i sufit.
Płynne przejście od trzy putonowego do pięcio putonowego aszu zakłócał wtedy Imre, szeleszczący coś po swojemu. Lubiła przysłuchiwać się sycząco-szumiącemu językowi i największą przyjemność sprawiało jej właśnie to, że nic a nic z niego nie rozumiała. Co prawda, byłaby mężczyźnie o wiele bardziej wdzięczna, gdyby nie odzywał się wcale i pozwolił skupić na zawartości dróg skojarzeniowych, ale nie miała tyle odwagi, by powiedzieć bez ogródek: shut up.
Poza tym udawała, że nie zna angielskiego, by nie musieć z nim gawędzić. Zatem mówił po swojemu i pytał ją mimiką i gestami, które miały oznaczać: jakie, dobre, jeszcze? A Weronika odpowiadała po polsku: aksamitne, agresywne lub drewniane i zachęcała, by nalewał kolejne odmiany.

Dopóki siedziała w piwniczce, mogła delektować się, ile dusza zapragnie. Mikroklimat sprawiał, że nic nie szło do głowy, ani w nogi. Gdy już w żołądku chlupotało lub pęcherz domagał się ulgi, wychodziła i robiła obchód winnicy. Czuła jak nadmiar tlenu i zachodzące słońce powoli powodują mięknięcie nóg i zamazywanie konturów mijanych tyczek. Wtedy nadchodziła odpowiednia pora, by wrócić do pokoju i szybko zasnąć, z samolotami i helikopterami, wzmagającymi się przy przewracaniu ciała na bok. O to właśnie chodziło. Była w innym świecie, w którym, nie musiała z nikim rozmawiać, jeśli nie miała ochoty.


Wyjeżdżając z kraju, śpiewała na całe gardło, kiedyś pięknie zinterpretowane przez Andrzeja:

jak na lotni zawieszony,
płynę hen w dalekie strony
i przed ludźmi jak najdalej uciec chcę...


   Wstawała późno, czytała, spacerowała, a wieczorem znów szła do piwniczki na kieliszki nasenne.
Na kolejnej degustacji Imre poprosił po angielsku, żeby powiedziała coś w swoim języku. Wtedy skojarzyła, że zbitki spółgłosek, które wypowiada, są bardzo brzęczące i muszą dla Imre brzmieć tak dziwnie, jak dla niej wszystkie skandynawskie gardłowe gulgoty. Początkowo udawała, że nie rozumie. Niestety Imre był nieugięty, tak długo bawił się w mima, aż uległa.

- Moje: przyjmę, krzyk i przeproszę, co prawda ubezdźwięczniają się i brzmią jak twoje szelesty, ale drzewo, grzech i pożądanie, brzmią odpowiednio, jak rzężenie pijanej grzechotki.

Imre śmiał się i nalewał dalej z bańki ułożonej na wysokości ramienia, a Weronika chichocząc, plotła po swojemu:
- Twój nalewak degustacyjny celuje strumieniem bordowego cudu prosto w moją czarkę rozkoszy, a gdyby nie było tu tak ciemno, wiedziałabym czy serwujesz mi dojrzałe wino. Niestety, nie widzę czy to dostatecznie rudobrązowy odcień i mogę pozwolić się oszukać, bo ni cholery nie wiem, jak w tym szalonym języku brzmi dojrzałe wino.

Imre patrzył na nią z uśmiechem i pozwalał mówić dalej.
- Delektuję się smakiem boru z twojej ręki, a to tak, jakbym się delektowała twoim smakiem. Nie myśl sobie, wiem przynajmniej, jak jest wino.
Wtedy Imre usiadł na ławce obok Weroniki i powiedział jakieś długie zdanie, z którego zapamiętała tylko słowa: elvezi az izeket.
Powtórzyła za nim i zaczęli się śmiać, choć kompletnie nie wiedziała z czego.

   Następnego wieczoru Imre znów mówił po swojemu, a Weronika tuż przed ostatnim kieliszkiem, jakim była zawsze pięćdziesięcioprocentowa palinka, która ostatecznie rujnowała trzeźwość kobiety, wyrecytowała:

- I mrę dla ciebie Imre, gdy palce twe zatrzymują strumień wina,
I mrę dla ciebie Imre, gdy delektuję się ich smakiem.

Śmiała się potem długo i głośno, z patetycznego tonu swoich przebłysków, przyszło jej nawet do głowy, że jest lepsza niż Grażyna w „Arii ze śmiechem”.

Pożegnał ją obco brzmiącymi zdaniami, z tłumu dziwnych słów znów wyłapała:
- Elvezi az izeket.
Weronika powtórzyła słowa, które znała już na pamięć i wyszła z piwnicy. Włożyła słuchawki do uszu i z Kubą Badachem na cały głos zaśpiewała:

ty na wszystko znajdziesz sposób,
mówiąc krótko umiesz żyć,
ja już nie chcę kusić losu,
wolę własną drogą iść...


Chwiejąc się na nogach siadała na łóżku i rozkoszowała myślą, że smak mężczyzny jednak podwaja walory tokajskiego wina. Kusiło ją sprawdzić co Imre mówi, ale pomyślała, że to zabiłoby czar, jaki wkradł się do kontaktów z Węgrem.

  Rano, po przebudzeniu, usprawiedliwiała się, że gra którą prowadzi jest przecież niewinna, nikomu nie zaszkodzi i bez wyrzutów sumienia, pogrążała się w ekscytującym oczekiwaniu na czas spędzony w piwnicy.

Wieczorem Imre przyłożył dłoń do jej dłoni i pokazał, że jego obrączka ma taki sam kształt i grubość, jak ta na palcu Weroniki. Były właściwie identyczne, różniła je tylko wielkość obwodu.
- The same, like you and me – powiedział.

Mogła przecież dogadać się z Imre bez problemu po angielsku, słyszała jak sprawnie radził sobie z zagranicznymi grupami degustatorów, ale wtedy przyjemność istniejącej między nimi tajemnicy utraciłaby cały smak.

Zatem dalej pod koniec upojnego pobytu w piwnicy, po serii spojrzeń, wymienianych wcale nie ukradkiem, gdy wyciągała słuchawki z uszu, każdy z nich mówił w swoim ojczystym języku.
- Gdybym znała ten pieprzony język, to całkiem na trzeźwo, jak mnie teraz widzisz, powiedziałabym: jak to przyjemnie upajać się czasem spędzanym z tobą. A po wyjściu z piwnicy, gdy zaczynam nabierać ukrytych tu procentów, powiedziałabym jeszcze więcej. Dlatego ciesz się, że jesteś odporny na mnie i nic nie znaczy, że codziennie delektuję się smakiem twoich palców, smakiem ciebie – powiedziała, sprawiając wrażenie zamroczonej.

Zwierzała się Imre z sekretów i cieszyła, że nie wie, co on szeleści łagodnie.
- Jakie to przyjemne, gdy mężczyzna patrzy tak jak ty. Niewielu to potrafi. Przeszyć aż do dreszczu na plecach. Mam na języku przyjemny smak, gdybym tak mogła zawieźć go ze sobą tam, gdzie wkrótce muszę wracać...

Mężczyzna usiadł, prawie dotykając ramienia kobiety i przez chwilę Weronika myślała, że ta bliskość skończy się pocałunkiem. Jednak Imre nachylił się i szepnął jej coś do ucha. Wypowiadając słowa, muskał wargami zwoje małżowiny. W napięciu oczekiwała czy usłyszy znane już słowa.

Przybiegła do pokoju i dopiero wtedy zauważyła, że zostawiła odtwarzacz w piwnicy. Nie miała zamiaru tam wracać. Przypomniała sobie ulubione zdanie osobistego męża: „Najłatwiejszym sposobem na pozbycie się pokusy, jest jej ulec”.

Weronika nie należała do kobiet, które wybierają najłatwiejsze rozwiązania.
 
   Przed wyjazdem poszła pożegnać się najpierw z Sandorem, właścicielem winnicy, a potem z Imre, który odprowadził ją na parking. Oddał znaleziony w piwnicy odtwarzacz i czekał, aż pierwsza poda mu dłoń. Kiedy to zrobiła, zaskoczył ją pocałunkiem, który złożył z namaszczeniem. Tak całują w rękę tylko Polacy starej daty. Zarumieniła się i szybko otworzyła drzwi samochodu.
Gdy wsiadała, nagle z nienagannym akcentem Imre powiedział:
- Byłaś serca biciem, marzeń moich echem, winem, wiatrem, śmiechem.
Odszedł szybkim krokiem i nie obejrzał się za siebie.


   Po powrocie do domu, rezygnując z powziętego postanowienia, Weronika sprawdziła, co tyle razy powtarzała za Imre.
Elvezi az izeket – delektuję się smakiem.


Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Izolda · dnia 27.10.2009 08:22 · Czytań: 1619 · Średnia ocena: 4,08 · Komentarzy: 34
Komentarze
Usunięty dnia 27.10.2009 09:47 Ocena: Bardzo dobre
Hmmm... Dawno tego nie robiłam, ale myślę, ze Izolda z przyjemnością da się rozebrać :D

Cytat:
Kożuchy czarnej grzybni, przylepione do ramion drewnianego pająka, napawały Weronikę obrzydzeniem i kojarzyły z zapomnianym zamczyskiem.

Kozuchy kojarzyły Weronikę? ;) tu się bez "się" nie obejdzie

Cytat:
Wilgoć pochodziła spod kółka nóżki kieliszka i winną lepkością bawiła Weronikę.

Oj... Nie za bardzo wiem, o co tu chodzi...

Cytat:
Kiedy kilka pierwszych kieliszków rozsmakowywało Weronikę

teraz mam wrażenie, że to kieliszki próbują Weroniki

Cytat:
wyłączała muzykę i chowała mini sprzęt do kieszeni, oraz przestawała zwracać uwagę na pleśń, pokrywającą ściany i sufit.

to i-oraz-i jakoś mi nie gra

Cytat:
największą przyjemność sprawiało Weronice właśnie to
Cytat:
by nie musieć z Imre gawędzić

bardziej by mi tu pasowało "jej" i "nim"

Cholercia, obowiązki wzywają, ale I'LL BE BACK!!!
Izolda dnia 27.10.2009 09:58
Oke, Ty to budujesz napięcie. Nie wiesz, że rozbierania nie przerywa się tak na starcie!:D
SzalonaJulka dnia 27.10.2009 10:13 Ocena: Bardzo dobre
Mam totalnego fioła na punkcie Andrzeja Zauchy, więc masz już na początku plusa ;) A opowiadanie wolno się snuje, bez wiekszego napięcia i bez niespodzianek, ale to chyba jego zaleta. Wprowadzasz czytelnika w spokojną, mroczna i ciut wilgotną przestrzeń piwniczki i pozwalasz odpocząć. Przeczytałam z przyjemnością. Kilka zdań mi zgrzytnęło, ale zapewne inni wypunktują błędy.
bdb i pozdrowienia :)
Deirdre dnia 27.10.2009 10:59 Ocena: Bardzo dobre
Spokojnie, nieco sennie, niesamowita atmosfera. Wczułam się w słowa, które napisałaś. Jak dla mnie, bdb.

Pozdrawiam:)
Usunięty dnia 27.10.2009 11:02 Ocena: Bardzo dobre
Wiem, ale na razie zdjęłam Ci tylko okrycie wierzchnie, więc możemy uznać, że rozbieranie właściwe jeszcze się nie zaczęło ;)

Cytat:
szybko zasnąć, z samolotami i helikopterami

chyba wiem, o co Ci chodzi, ale jakoś nie pasuje mi to porównanie

Cytat:
Wyjeżdżając z kraju śpiewała na całe gardło, przypomniane teraz przez Badacha, śpiewane kiedyś pięknie przez Andrzeja

zdanie do poprawki, za bardzo koślawe

Cytat:
dotąd bawił się w mima

a nie prościej i jaśniej byłoby "tak długo"?

Cytat:
pogrążała w ekscytującym oczekiwaniu

heh, oberwałaś od Jacka za sięjozę? bo jakoś uparcie wycinasz "się" ;)

Twoja bohaterka mówi dokładnie takim samym językiem, jak mój najlepszy przyjaciel :) Szkoda, że mało osób potrafi tak mówić, bo słucha się tego z przyjemnością.

Wracając do opowiadania: bardzo przyjemne, może wczułabym się bardziej, gdybym była amatorką wina, ale nie jestem. Za to z całą pewnością zrobiło mi się zimno ;) Jednak zabrakło mi jakiejś iskry, to było raczej jak spokojny, letni i bardzo przyjemny wiaterek.

Bardzo dobry, ale z minusem :)
JaneE dnia 27.10.2009 11:10 Ocena: Bardzo dobre
Bardzo klimatyczne opowiadanie. Czułam się tak jakbym sama delektowała się rubinowym napojem w wilgotnej piwniczce.
Izolda dnia 27.10.2009 11:23
Julko, mamy zatem tego samego idola. Pozdrowienia.
Deirdre, Ciebie też.
Dzięki.
Oke, palce mi są potrzebne, nie tylko do pisania. Ty mnie namawiasz, żebym znów oberwała po łapach za zaimkozę i sięjączkę. Ja Cię rozumiem, ale teraz jestem na etapie profilaktyki.;)
Bardzo dziękuję za to rozbieranko, następnym razem założę sobie atrakcyjniejszą bieliznę, żebyś nie marudziła tyle.:D
Jane - dzięki, Twoje zdrowie!
Usunięty dnia 27.10.2009 11:28 Ocena: Bardzo dobre
Najgorsze, to przegiąć w drugą stronę ;) Ja się zaczęłam zastanawiać, czy Jack nie wytyka tej zaimkozy już odruchowo, bo wczoraj mi się za nią oberwało, mimo dwóch godzin poświęconych na usuwanie twoich-moich... Jak dla mnie, to nie ma tu zaimkozy, za to jest niedosiejączkowanie ;)
sirmicho dnia 27.10.2009 11:29 Ocena: Bardzo dobre
A ja powiem tylko tyle, że droga Izoldo, jak zwykle świetnie stylistycznie. Treść natomiast przeleciała tuż obok mnie. Mam wrażenie, że to takie damskie opowiadanie. Do mnie kompletnie nie przemawia. Z resztą, kochana Izoldo, Ty wiesz, że ja mam problemy z odbiorem Twoich tekstów i absolutnie nie jest to Twoja wina.

Czekam na pierwszy treściwy komentarz (mój nie jest treściwy) od męskiej części naszej społeczności ;-)

Pozwól zatem, że zostawię bez oceny.
Miladora dnia 27.10.2009 11:39 Ocena: Bardzo dobre
Nie znoszę Zauchy, lubię za to piwnice i wino... :D
Barok bym wybrała lub bluesy w tym przypadku... ;)
Nie będę Cię rozbierać, bo widzę, że Oke już się za to zabrała, więc po prostu przeczytam sobie z przyjemnością, towarzysząc Ci przy kieliszku i w tej atmosferze... :D
- opuszek palca - opuszka :shy:
- skandynawskie gardłowe gulgoty. - dlaczego skandynawskie? Skąd ten przeskok, skoro Imre był Węgrem? Dałabym "węgierskie gulgoty" czy coś podobnego. Skandynawskie języki nie gulgoczą - norweski na przykład jest niesłychanie melodyjny... ;)
- bordowego cudu, prosto w - bez przecinka
- bo do cholery nie wiem, - bo ni cholery nie wiem - sugeruję
- Chwiejąc się na nogach, siadała na łóżku - bez przecinka raczej
- przecież
niewinna, nikomu nie zaszkodzi i bez wyrzutów sumienia - przenieś do jednej linijki, bo uciekło Ci...
- mogła zawieść go - zawieźć od zawozić
- „Najłatwiejszym sposobem na pozbycie się pokusy, jest jej ulec”. - a dokładniej "Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej." (Oskar Wilde)
Uwielbiam takie opowiadania i taką atmosferę... :D
Mimo pewnego spokoju, dla mnie pod jego powierzchnią przebłyskują niezłe iskry. Czuję te zawirowania i temperament obojga. Szkoda, prawda? ;)
Bdb z całym przekonaniem, a buziak dodatkowo... :D
Wiem, że doszlifujesz... i dobrze, bo to naprawdę fajne opowiadanie... ;)
Jack the Nipper dnia 27.10.2009 11:47 Ocena: Bardzo dobre
Imre jest tutaj uosobieniem faceta idealnego, który jest w stanie odczytac prawidłowo te subtelne znaki dawane przez kobietę i wykonać dokładnie to, czego ona chce, choćby jej sie wydawało, ze chce inaczej. Na całe szczęście tacy faceci nie istnieją, bo od nadmiaru tej dobroci to by sie pewnie szybko za łby wzięli.

Bardzo dobrze napsane.
Jack the Nipper dnia 27.10.2009 11:49 Ocena: Bardzo dobre
AD MILADORA - dobrze jest napisane o skandynawskich gulgotach, bo węgierski to ta sama rodzina języków co fiński.
SzalonaJulka dnia 27.10.2009 12:01 Ocena: Bardzo dobre
Z góry przepraszam za offtop :shy:

Cytat:
Nie znoszę Zauchy, lubię za to piwnice i wino...
Barok bym wybrała lub bluesy w tym przypadku...


Milluś, a wiesz, że Zaucha śpiewał bluesy? ...i nawet jazz klasyczy śpiewał - był przez jakiś czas wokalistą Beal Street Band'u...
bury_wilk dnia 27.10.2009 12:29 Ocena: Bardzo dobre
Przeczytałem z dużą przyjemnością. Tekst nie jest aż tak udany, jak wino z mojego rocznika :p ale trzyma się wyraźnie powyżej średniej :) Doskonale zbudowałaś nastrój, podobał mi się język dodatki muzyczne i winne. To, co mnie lekko zasmuciło, to fakt, że było dla mnie oczywiste, jak się skończy, ale nie przejmowałbym się tym na Twoim miejscu, bo to mnie rozczarowuje w 99 procentach tekstów, również tych, które zupełnie nie mają mieć zaskakującego finału. Takie zboczenie :)
Miladora dnia 27.10.2009 12:32 Ocena: Bardzo dobre
Szalona - no to co, że śpiewał bluesy? Blues bluesowi nierówny, a ja go po prostu nie lubię i już... :D

Ad de Nipper... ;)
Niestety, pomyłka... Twoja... ;)
Grupa fińsko-ugryjska to języki - węgierski, estoński, fiński.
Grupa bałtycka - łotewski i litewski.
Grupa skandynawska - duński, norweski, szwedzki, islandzki i mało znany język Wysp Owczych (ferejski - nie zapiszę go prawidłowo na mojej klawiaturze).
Tak się składa, że moja córka je studiowała... :D
buźka, de Nipper... ;)
PS. Więc nie zgadzam się z "gulgotem", bo mam z nimi do czynienia... :D
sirmicho dnia 27.10.2009 12:54 Ocena: Bardzo dobre
Kuźwa, Bury i Jack "załapali" ten klimat. Coś ze mną nie tak. Ale spoko, dam sobie drugą szansę, może jutro będzie lepszy dzień.

A z gulgotem też mam do czynienia, jak zjem fasolkę po bretońsku. A nie... to bulgot.
Usunięty dnia 27.10.2009 15:08 Ocena: Bardzo dobre
A tak w ogóle, czyżby mi się udało wystawić Ci sensowny komentarz? :O
Anaris dnia 27.10.2009 16:28 Ocena: Bardzo dobre
Cytat:
Wtedy, koncentrowała

a to chyba bez przecineczka?

Cytat:
mogła delektować się ile dusza zapragnie

delektować się, ile dusza

Cytat:
Wyjeżdżając z kraju śpiewała na

wyjeżdżając z kraju, śpiewała

Cytat:
chichotając plotła

chichotając, plotła

Cytat:
wiedziałabym czy serwujesz

wiedziałabym, czy

Cytat:
wiem przynajmniej jak jest wino

przynajmniej, jak

Cytat:
powiedziała sprawiając

powiedziała, sprawiając

Cytat:
usiadł prawie dotykając

usiad, prawie

Cytat:
oczekiwała czy usłyszy znane już słowa.

oczekiwała, czy

Cytat:
czekał aż pierwsza poda

czekał, aż


Mmm, Izoldo. Podziałałaś na wyobraźnię. Moje kubki smakowe oszalały (cśiii... nieważne, że jeszcze w życiu nie smakowałam wina. Świat wyobraźni nie ma granic ;) )
Podoba mi się pomysł - ładnie, zgrabnie, powoli opisany, można delektować się tym, że czas tam tak cudownie wolno leci. Stworzyłaś niesamowity klimat, przyprószony tą pleśnią w piwnicy, a jednak dzięki temu atmosfera jeszcze bardziej pasowała do całości.
Hmm. Jeśli chodzi o Imre - domyśliłam się, że wszystko rozumie. Ale to chyba nie element zaskoczenia był tu najważniejszy, a całość i delektowanie się słowami. :)

A, i pamiętaj, że imiesłowy przysłówkowe rozdzielamy z czasownikiem przecinkiem! ;)

Pozdrawiam.
Tukas dnia 27.10.2009 18:04 Ocena: Świetne!
No...
Przypomniałaś mi, że gdzieś głęboko siedzi we mnie jakiś sentymentalny głąb.:-))) Fanem wina może nie jestem, choć jakby mi ktoś zaproponował, to na asertywność bym się pewnie nie zdobył. Urzekły mnie, w każdym razie, te jarmuschowskie klimaty, bo - trzeba Ci przyznać - płynie ta Twoja proza, płynie klasycznym nurtem, a mimo to potrafisz utrzymać naturalność w korycie rzeki...

High five.
Izolda dnia 27.10.2009 18:59
Bardzo Wam wszystkim dziękuję za komentarze.:)
Teraz litania odpowiedzi:

Oke – Komentarz miód, byłaś największa żyleta z przybyłych (nikt o minusie nie wspomniał).
Teraz już Ci mogę zdradzić, że skoro wizyta Jacka za mną to sobie mogę trochę siejączki i zaimkozy dosypać do wina.:D

Sirmicho – skoro deklarujesz drugie podejście, to nie zmarnuj mi opowiadania czytaniem w pracy, tylko nalej sobie wina, włącz muzykę i zgaś światło, żeby było jak w piwnicy. Domagam się oceny!:yes:

Miladoro, pisząc o skandynawskich gulgotach miałam na myśli całą grupę zimoludów nie ze względu na zaśpiew i melodię tylko ze względu na miejsce powstawania głosek. Dla mnie węgierski brzmi o wiele przyjemniej niż polski i cała skandynawsko- bałtycko-fińska ferajna. Wyobraziłam sobie, że dla Węgra polski musi brzmieć tak twardo jak dla nas brzmią wymienione grupy. Zwracam uwagę na fonetyczność języka i gulgotem nazywam przesycenie głoskami zwartymi, które cofają się do gardła. Natomiast węgierski, raczej szczelinowy, brzmi dla mnie przyjemnie.

Do Zauchy Cię nie przekonuję, ale co powiesz na Kubę brzmiącego w mojej piwnicy:

http://www.youtube.com/watch?v=GACgniiJMb8

http://www.youtube.com/watch?v=sGasDH7aQcQ

Różnica jest. W tym drugim słychać rytm serc ich dwojga.
Myślisz, że powinnam była pozwolić im nabroić?:rol:
Wtedy Jack nie napisałby mi tak przenikliwego zdania.

Jacku, Twoje esencjonalne zdanie brawurowo oddało sens tego tekstu. Czytałam je wiele razy, bo nie spodziewam się po mężczyźnie takiej przenikliwości. Masz za nie ode mnie buziaki. I jeszcze Ci muszę powiedzieć, że znam osobiście co najmniej trzech, takich facetów, co to potrafią kobietę uchronić przed nią samą. Za łby się jeszcze nie wzięli (ale pewnie dlatego, że się nie znają).:smilewinkgrin:

Bury wilku – tekst jest za to na pewno bardziej udany niż moje ostatnie wino, bo to dopiero pyka sobie wolniutko w dymionie. Finałowa przenikliwość musi Ci zatem odbierać smak czytania. Ja tam daję się czasem wrobić. Ale tym razem raczej chodziło o konstrukcję, a nie przyprawianie o opad szczęki.:D

Anaris skarbie, przecinki mogłyby dla mnie nie istnieć. Najwięcej czasu spędziłam nad tekstem zastanawiając się gdzie je dodać a gdzie wyciąć, koszmar. Dlatego dziękuję stokrotnie. Z taką wyobraźnią to Ci kiedyś wino chyba podejdzie.:lol:

Tukas – to jest właśnie styl komentowania, który lubię. Tak, mężczyznom trzeba o tym od czasu do czasu przypominać. Moją koleżankę fankę Jima poinformuję, z kim się przyjaźni.:p
Jack the Nipper dnia 27.10.2009 19:03 Ocena: Bardzo dobre
AD MILADORA - masz całkowita rację co do tej klasyfikacji. Skojarzenie poszło drogą Węgry -> języki ungarofińskie -> Finlandia -> Skandynawia ;)
Anaris dnia 27.10.2009 19:08 Ocena: Bardzo dobre
Cała przyjemność po mojej stronie, zwłaszcza za tego skarba ;)

:smilewinkgrin:
gabstone dnia 27.10.2009 19:51 Ocena: Bardzo dobre
Imre- bajkowe imię. I bajkowo napisany tekst Izoldo. Oczywiście nie, że w konwencji bajki. Po prostu płynnie, miło się czyta. Tekst płynie jak wino, smak czuję i zapach. Miło tym bardziej, że takich tekstów właściwie mało jest na PP. Przyjemnie więc podegustować takie cudo:)
Pozdrawiam serdecznie.
Elwira dnia 27.10.2009 20:26 Ocena: Bardzo dobre
Cytat:
wykuwa się w tufie, miękkiej skale pochodzenia wulkanicznego.


wykuwa się w tufie - miękkiej skale pochodzenia wulkanicznego.


Cytat:
Kiedy kilka pierwszych kieliszków rozsmakowywało Weronikę, wyłączała muzykę


tu dla każdego zdania złożonego są różne podmioty, co powoduje zamieszanie Zrobiłabym to tak, żeby był jeden podmiot – Weronika, zobacz:
Kiedy Weronika zasmakowała w kilku pierwszych kieliszkach - wyłączała muzykę

Cytat:
w którym jeśli nie miała ochoty, nie musiała z nikim rozmawiać.


tu bym zmieniła szyk:
w którym nie musiała z nikim rozmawiać, jeśli nie miała ochoty.


Cytat:
ramienia, a Weronika chichotając, plotła po swojemu:


chichocząc

Cytat:
wiedziałabym(,) czy serwujesz mi dojrzałe wino.



Cytat:
Chwiejąc się na nogach siadała na łóżku i rozkoszowała się myślą,


2 razy się

Cytat:
Kusiło ją sprawdzić(,) co Imre mówi,


Cytat:
usprawiedliwiała się, że gra(,) którą prowadzi jest


Cytat:
W napięciu oczekiwała(,) czy usłyszy znane już słowa.


Ja też delektuję się smakiem Twojego opowiadania. Lubię teksty, które mają w sobie tajemnicę, coś, co pozostawia miejsce na własną interpretację, dopowiedzenie, które wynika z osobistych, nieznanych Autorowi doświadczeń czytelnika. Twój tekst otworzył we mnie taką piwnicę pachnącą wspomnieniami, uśmiechami i czarem jedynych i niepowtarzalnych chwil. A sam w sobie jest tajemnicą. Czymś nierealnym, jak sen i chyba przez to tak pięknym.

PS: Z przecinkami nie jest tak źle :)

Pozdrawiam ciepło.
ginger dnia 27.10.2009 20:35 Ocena: Bardzo dobre
Cytat:
Mam na języku przyjemny smak, gdybym tak mogła zawieść go ze sobą tam, gdzie wkrótce muszę wracać...

Nie miałaś na myśli zawieźć...?

Błędy Ci wypisali, więc się nie będę powtarzać. Popracuj nad przecinkami - momentami są stawiane na chybił trafił. A przynajmniej takie sprawiają wrażenie.
Co do samego tekstu - bardzo leniwy. Nie jest to zarzut - czyta się powoli, spokojnie, wszystko jest bardzo wyważone. Z jednej strony mi się to podoba. Z drugiej - nie weszłam w to opowiadanie. Przepłynęło obok mnie. Nie jestem pewna, czy to wada czy zaleta - w tym przypadku.
Dołączam kolejną piątkę do kolekcji - na trzeźwo ;)

PS Jeśli chodzi o gulgoty - to na przykład duński jak najbardziej się do języków gulgoczących zalicza. Węgierski jest natomiast zupełnie inny - mi się podoba, choć nic nie potrafię zrozumieć.
Izolda dnia 27.10.2009 21:20
Kobiety czy też dziewczęta, jak tam wolicie - dzięki.:)

Gabstone - dlaczego jest mało takich tekstów - czy to obciach napisać coś delikatnie i sentymentalnie? To fakt, mogłabym wymienić tylko kilka osób, które w takim tonie nie wstydzą się pisać.

Elwiro - lubię tę Twoją porządną robotę!
Ale przecinki to już czytałaś Miladory i Anaris, u mnie bez zmian.

Ginger - po winie dałabyś szóstkę, a może pałę? Dobrze zatem, że na trzeźwo.
Pozdrawiam.:)
Izolda dnia 27.10.2009 21:50
Miladoro - jeszcze opuszek palca mi nie dawał spokoju.
W słowniku ort. owszem jest tylko opuszka, ale w we wszystkich medycznych cudach jest ten opuszek palca, a ta opuszka np. aorty, jako jedna z wad, ale też do innych narzadów stosuje się żeńską formę. Ja opuszek palucha zostawię chyba po męsku.
Chyba, że jak z Jackiem było, przekonasz mnie dodatkową argumentacją.:)
Miladora dnia 27.10.2009 22:05 Ocena: Bardzo dobre
- który opuszek palca zostawiał na gładkim stole.
- który opuszką palca zostawiała na gładkim stole.
Izoldziu - tak jest prawidłowo, a w dodatku brzmi o wiele lepiej.
Przeczytaj na głos... ;)
No i to nie podręcznik anatomii, tylko literacki język... :D
buziak
Izolda dnia 27.10.2009 22:42
Tak, to zdecydowanie argument koronny, z przyjemnością Ci ulegnę:D
sirmicho dnia 28.10.2009 08:31 Ocena: Bardzo dobre
No dobrze. Wróciłem i przeczytałem jeszcze raz. Spokojna narracja, czuć klimacik, ale jest mi on całkowicie obcy i nie potrafię się z nim utożsamić.
Czuć tajemniczość i emocje w powietrzu, choć nie są widoczne, to wirują między rozmówcami.

Ładny obrazek, przyznaję.

Podoba mi się styl, tak jak mówiłem wcześniej. Pięknie malujesz smaki.

No dobrze. Domagasz się oceny ode mnie. Od początku wahałem się między cztery a pięć, ale po drugim czytaniu postanowiłem dać Ci jednak czwórkę.





Nie, nie. Żartuję, zasłużyłaś na piątkę.
MarioPierro dnia 31.10.2009 13:11
Cóż mogę napisać? T opowiadanie mogło by do mnie trafić z co najmniej dwóch powodów:
1) tematyka związana językoznawstwem / fonetyką / translatoryką / różnicami kulturowymi, ogólnie rzecz biorąc lubię się bawić w te klocki, chyba że akurat zakuwam do jakiegoś smętnego egzaminu ;)
2) tematyka związana z winami, których jakimś szczególnym znawcą może nie jestem, ale Tokaj swego czasu lubiłem ;)

A mimo to, schodząc do tej piwnicy, co jakiś czas potykałem się o gry słowne i rymy, albo zawadzałem głową o zbyt niski sufit języka węgierskiego;)

Jako przyszły (mam nadzieję) tłumacz angielskiego powiem tak: lubię refleksje nad językiem, zwłaszcza te połączone z odpowiednią porcją "dopalacza", ale dla mi to nie wystarcza. A tak, wiem, że tu jest coś więcej, ale choć nawet kobiecą literaturę potrafię czasem dobrze zrozumieć, ale tutaj po kilku czytaniach z rzędu wciąż napisałbym to samo, co Sirmicho w swoim pierwszym komentarzu.

Oczywiście wrócę tu jeszcze w wolnym czasie i spróbuję ocenić. Tylko mi nie mów, że powinienem sobie nalać wina i zapuścić nastrojową muzyczkę, bo naprawdę to zrobię, a efekt może Cię zmiażdżyć :D
Izolda dnia 31.10.2009 14:00
sirmicho - Żarty, żartami, ja wiem, że to taka wymęczona piątka u Ciebie, ale dzięki, dzięki.

Mario - oczywiście po Tobie mogłam spodziewać się niekonwencjonalnego komentarza. I nie zawiodłeś mnie tym, że sobie nabiłeś guza na rymach Zauchy (bo do diaska ja przecież nic w tym tekście nie rymowałam, więc chyba o to Ci chodzi) ani, że nie złapałeś subtelności klimatu i tajemnicy (chociaż nie podejrzewałam Cię o 100%chłopa w chłopie), jednak dowaliłeś mi tym, że się wywaliłeś na grach słownych. No nie daruję Ci tego, jeśli mi szczegółowo nie wyjaśnisz co dokładnie masz na myśli.

Nie będę Cię wcale namawiać do oceny bo już Cię przyłapałam na tym co wystawiłeś zanim usunąłeś i lepiej nie rób mi wstydu. Pozostańmy przy wyjaśnianiu tych potknięć na schodach.

Oczywiście bardzo Cię przepraszam, że zdania były za krótkie;)
MarioPierro dnia 04.11.2009 01:48
Cytat:
- I mrę dla ciebie Imre, gdy palce twe zatrzymują strumień wina,
I mrę dla ciebie Imre, gdy delektuję się ich smakiem.


To są przykłady tych swoistych gier słownych, czyż nie? Z tym że ja nie mówię generalnie, że one są złe, tylko po prostu, hm, nie wiem, czasem mi pasują, a czasem ja na nich pasuję. Oczywiście teraz, wypowiedziawszy to zdanie, aż się chyba proszę o zjadliwą ripostę, więc się nie przejmuj i wal śmiało :D

Swoją drogą czytałem innego Imre, zgaduję że wiesz o kogo chodzi i bardzo Ci jego dzieła polecam:yes: Z Węgrów podobno wart polecenia jest jeszcze niejaki László Németh, ale tu już opieram się na zdaniu mej rodzicielki.

Serdeczne.
Izolda dnia 04.11.2009 09:55
Jeśli chodzi o ripostę to: "nie prowokuj mnie, bo wiesz - się zbudzi we mnie dziki zwierz, nie prowokuj mnie, o nie - bo to się raczej skończy źle(...)".
Ale jak to z przekorą bywa, zgasiłeś moje zapędy tym: wal śmiało.:)

Ja sobie to imię wybrałam właśnie ze względu na noblistę.

Serdeczniejsze, tfu, nie lubię tych serdeczności;)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Afrodyta
07/08/2022 20:37
Przeczytałam obie części Twojej opowieści i przyznaję, że… »
wolnyduch
07/08/2022 20:19
Piękny, poruszający prawdą życiową wiersz. Dobrego wieczoru… »
wolnyduch
07/08/2022 20:16
Wymowny tekst, w ciekawej formie, smutne jest to, iż to… »
wolnyduch
07/08/2022 20:07
Wiersz msz zawsze aktualny, to prawda, że młody kwiat często… »
Afrodyta
07/08/2022 20:01
Tekst wciąga w swój świat, świat wypełniony jakimś… »
Afrodyta
07/08/2022 19:44
Opowiadanie przeczytałam z przyjemnością, jest w nim… »
Klusek
07/08/2022 09:40
Dziękuję pięknie za miłe słowa :) Nie zamierzam, plan był… »
G.G
06/08/2022 23:05
skroplami Przepraszam za zwłokę z odpowiedzią. Obowiązki… »
wolnyduch
06/08/2022 22:59
Wiersz jak dla mnie trudny do komentowania, intryguje mnie… »
K.i.r.o
06/08/2022 20:47
O lol. Na początku odpuściłem, kiedy zobaczyłem słowo Kurwa.… »
wolnyduch
06/08/2022 20:34
Dla mnie piękny, niezwykle kobiecy wiersz miłosny, który nie… »
wolnyduch
06/08/2022 20:28
Wybacz, leniwie podpiszę się pod komentarzem Zoli111, bowiem… »
wolnyduch
06/08/2022 20:21
Urokliwe to dziczenie, smutne, wymowne i pięknie oddane… »
Jacek Londyn
06/08/2022 20:09
Litości, viktorio12! Oczywiście w opisach… »
wolnyduch
06/08/2022 20:08
Witaj tetu Dziękuję za wnikliwy komentarz, cóż może to i… »
ShoutBox
  • Darcon
  • 14/07/2022 20:17
  • Mało osób ma czas na "betowanie", ale możesz przysłać mi na priv opowiadanie, które skasowałaś. Sprawdzę, zasugeruję i uzasadnię półkę, tylko nie od razu. Dwa w jednym, coś jak szampon. ;)
  • Wiktor Orzel
  • 12/07/2022 08:09
  • Nie czytamy wszystkich komentarzy, bo nie mamy na to czasu. Twój akurat mi się rzucił w oczy, to nic osobistego. ;)
  • ApisTaur
  • 01/07/2022 22:13
  • W sezonie ogórkowym, tłok tylko na plażach ;)
  • Materazzone
  • 28/06/2022 17:24
  • Dawno mnie tu nie było. Strasznie mało tu życia jest :(
Ostatnio widziani
Gości online:40
Najnowszy:LittleDiana
Wspierają nas