Operacja "Lynx" - bury_wilk
Proza » Humoreska » Operacja "Lynx"
A A A
Cała operacja, choć wydawałoby się, iż zaplanowana w najdrobniejszych szczegółach okazała się szalenie trudna. Grunt, że jednak się udało. To znaczy, udało się przejść pierwszy etap, bo do końcowego sukcesu wciąż było daleko. Na razie umarł.
Do kostnicy zabrał go zwykły karawan. Leżał jak kłoda przez cztery godziny wstrzymując oddech i sztucznie utrzymując obniżoną temperaturę ciała. Nauczył się takich sztuczek wieki temu podczas pobytu w klasztorze Shaolin, ale mimo, że jak i we wszystkich innych sztukach, tak i w tej okazał się mistrzem nad mistrzami, sifu nad sifami, to teraz mało brakowało, a by się udusił. Wszystko przez to, że pracownicy zakładu pogrzebowego, a potem także lekarze i inni przebywający w kostnicy zlecieli się jak muchy do gówna i zamiast dać rzekomemu nieboszczykowi święty i zasłużony spokój, robili sobie z nim zdjęcia, oraz nakręcali filmiki. A kiedy wreszcie sobie poszli, udało się wziąć tylko kilka oddechów a już zjawiła się horda napalonych pielęgniarek i stażystek, którym możliwości spółkowania z idolem nie było wstanie odebrać nawet przykre widmo nekrofilii. Te następne pięć godzin bez oddechu okazało się jeszcze trudniejsze (zwłaszcza, że z tym utrzymywaniem niskiej temperatury teraz był problem nie lada – szczególnie miejscowo…), ale się udało. Rozpustne dziewczyny nie zorientowały się, że obiekt ich frywolnych zabaw nie jest aż takim zimnym trupem, jakim go widziały.
Potem nastąpiła podmianka i miejsce domniemanego nieboszczyka zajął nieboszczyk jak najbardziej prawdziwy. Jeden z pięciu sobowtórów ochoczo i całkiem dobrowolnie zgłosił się, by oddać życie dla swojego bohatera i teraz to właśnie on znalazł się na zimnym, metalowym blacie.
Pozostało zmienić tożsamość oraz wygląd i niepostrzeżenie wymknąć się na zewnątrz. Nowy kolor włosów, soczewki zmieniające barwę tęczówek, okulary, wąsy, bokobrody, zmalenie o 15 centymetrów i wreszcie przebranie. Zwykłe jeansy, bluza z uśmiechniętą trupią czaszką i zielony fartuch. Student medycyny, jak się patrzy.
Opuścił kostnicę, czyli miejsce, które wydawało mu się potencjalnie najbardziej niebezpieczne, jeśli chodzi o ryzyko zdemaskowania, pozbył się fartucha i już spokojny, wsiadł do tramwaju. Aby dobrze wczuć się w swoją rolę nie ustąpił schorowanej staruszce miejsca i wygodnie rozparty na siedzeniu słuchał Sepultury na full możliwości małych słuchawek. Tak jak się spodziewał, wzbudzał, słuszne skąd inąd, uczucia odrazy i wzburzenia, ale nikt nie miał dość odwagi, by zwrócić mu uwagę.
A jednak nie wszystko było idealnie. Schorzałą babuleńkę ktoś jednak uszanował, usiadła po przeciwnej stronie tramwaju i teraz świdrowała uciekiniera swoim zimnym, ostrym niczym papryczki piri piri wzrokiem. Czy tylko syciła swoją nienawiść i wolę zemsty, czy może go rozpoznała? Cholera, mogła go rozpoznać… Ktoś taki, jak ona znajdował się w pierwszej klasie ryzyka…
Na najbliższym przystanku wyczekał do ostatniej chwili i gdy drzwi już się zamykały skoczył niczym polujący tygrys, przemknął między ludźmi i wypadł na przystanek. Miał rację spodziewając się w staruszce godnego przeciwnika. Szybciej, niż w mgnieniu oka ona również była na przystanku. Nie czekał. Już przesadził barierkę oddzielającą chodnik od ulicy, już gnał na złamanie karku lawirując miedzy samochodami. Przez chwilę myślał o porwaniu któregoś z nich, ale przed sobą widział korek i skonstatował, iż w ten sposób nie ucieknie prześladowczyni. A ta była tuż, tuż. Zadarła długą kiecę, żeby nie krępowała ruchów i sprintem jakiego mogły jej pozazdrościć dużo młodsze mistrzynie w biegach przez płotki pokonywała kolejne metry, przeskakiwała auta nie tylko osobowe ale też furgonetki i ciężarówki.
Uchylił się w ostatniej chwili. Tyleż precyzyjnie, co z zabójczą mocą ciśnięta laska przemknęła mu koło głowy by wbić się w bagażnik wypasionego Maybacha. Uskoczył, gdy w jego kierunku poszybowała płócienna torba z trzema kilogramami ziemniaków. Chyba tylko cudem nie trafiła go rzucona ze zdradliwym podkręceniem sztuczna szczęka.
Zaczęło się robić niefajnie. Owszem, mógł dość łatwo wyeliminować napastnika – już nie takie rzeczy się robiło – ale przecież nie o to chodziło, by rozlewać krew, zwłaszcza, że w tak zatłoczonym miejscu wywołałoby to niezdrową sensację. Sensacji przecież nie chciał!
Błyskawiczny manewr i już był na przeciwległym pasie, ale babina nie dała się zwieść. Zawinęła tuż przed zderzakiem czarnej wołgi na wołomińskich blachach i już zamierzała się do ciosu parasolką.
Udał, że się potknął. Staruszka wydała okrzyk triumfu i gruchnęła swoim orężem na odlew. Atak powaliłby tura… Gdyby trafił, ale nie, jakimś cudem uciekinier się wymsknął, wskoczył pod nadjeżdżającego trabanta i… zniknął…
Babcia stanęła zdezorientowana i nawet nie zareagowała, gdy kierowca trabanta nawyzywał ją od krów i innych, jeszcze gorszych. Samochód przejechał i dopiero zauważyła studzienkę. Żeliwna pokrywa drgała jeszcze przez chwilę nim znieruchomiała w zwykłej dla siebie pozycji. Kobiecina nie traciła czasu i już po chwili była w kanale…
Po kilku kilometrach puścił rurę wydechową trabanta. Manewr się powiódł. Prześladowczyni dała się zmylić. Wstał, rozprostował się i spokojnym, leniwym wręcz krokiem opuścił ulicę. Kamuflaż okazał się niewystarczający, więc należało go zmienić.
Zaszedł do Biedronki. I już z niej nie wyszedł. A w każdym razie nie wyszedł niechlujny i gburowaty student. Kto mógłby rozpoznać, że on i wysuczona brunetka w obcisłej, skórzanej mini, na obcasach jak stąd do księżyca i w krótkim futrze z rysia to jedna i ta sama osoba? No dobra, ryzyko zawsze istniało, bo takich, jak ta ostatnia babcia były przecież miliony, ale trzeba było być dobrej myśli i robić swoje.
Dojazd na lotnisko zajął jeszcze pół godziny, ale obyło się bez większych kłopotów. Co prawda nowe przebranie wywołało niezdrowe reakcje osób postronnych. Nie dało się na przykład uniknąć wymiany powłóczystych spojrzeń z dwiema (również niczego sobie) lesbijkami obściskującymi się na tylnych siedzeniach Solarisa, a gdy jakiś przygłupi szczeniak ośmielił się podszczypnąć zakamuflowanego uciekiniera w tyłek skończyło się na siarczystym policzku (a przecież mógł zabić!). Ale to tylko tyle, a co najważniejsze nie miało to nic wspólnego z prawdziwą tożsamością i planami.
Samolot wystartował bez opóźnień i gdy wydawało się, że już nic nie może pójść źle…
- Tyyyy…
Sykliwy, przepełniony jadem szept nieprzyjemnie wdarł się do umysłu. Nikt nic nie mówił więc było jasne, że chodzi o podświadomość.
Rozejrzał się gniewnie i niemal natychmiast natrafił na przymrużone, kocio umalowane oczy jednej ze stewardes. No tak, nie rozpoznali go przyjaciele, nie rozpoznali fani, ani nawet paparazzi, ale natychmiast rozpoznał wróg.
Pamiętał te oczy, pamiętał to zimną listopadową noc, gdy ciało ocierało się o ciało, gdy ogień stawał się karmą, a magia jawą… Pamiętał drżenie i każdą z kropli potu, które spłynęły mu po plecach… Pamiętał smak tych ust i pamiętał… krew!
Wtedy uciekła, umknęła! Zdobyła co chciała i dumna, niepokonana rozmyła się w mrokach nocy. Przez te wszystkie lata kiedy wypełniał nie kończącą się misję, ona była tą jedyną, której udało się z niego zakpić. Ona jedna wystrychnęła go na dudka, ona jedna nie pozwoliła się pokonać. Cierń w bucie, skaza na honorze!
I właśnie teraz musiało dojść do konfrontacji? Właśnie teraz, kiedy wszystko miało się skończyć, kiedy miało zacząć się nowe życie?
Byli zamknięci w sunącym po niebie żelaznym ptaku. Nie miała gdzie uciec, tyle, że przecież nie przestała być groźna a wokół siedzieli niewinni ludzie. Nie tylko niewinni, ale też nieświadomi! Warto było ryzykować zdemaskowanie dla zaleczenia dawnej rany? Rany z dawnego życia?
- Słuchaj no, załatwimy to inaczej…
- Czyżby?
- Tak. Ja… To nie twoja sprawa, ale więcej o mnie nie usłyszysz. Pasuje ci taki układ?
- Nie ufam ci.
- Wolisz zginąć?
- A może to ty wreszcie zginiesz?
- Dobrze wiesz, że nie miałabyś szans. Drugi raz nie uda ci się uciec.
- Niby co proponujesz?
- Układ. Ty zapomnisz, że mnie tu widziałaś, ja pozwolę ci żyć.
- Łaskawca…
- Lepszej propozycji nie dostaniesz. Decyduj się szybko.
Kilka godzin później samolot miał chwilowy problem z tylnymi drzwiami. Jakby otworzyły się i zaraz zamknęły, tak szybko, że nie nastąpiła dekompresja kabiny. Piloci nie wiedzieli co o tym myśleć, ale ponieważ wszystkie systemy wydawały się sprawne, zdecydowali się kontynuować lot. Jedynie podająca się za stewardessę, stara czarownica i strzyga, i zło wcielone, i zmora przebrzydła, i nawet wegetarianka – Edzia Dżi – znała prawdę. Zachowała ją jednak dla siebie. Tak było lepiej…
***
Słońce grzało przyjemnie, fale pluskały radośnie, a rajskie ptaki urządzały wspaniały koncert. Wyspa nie była wielka, ale udostępniała wszystkie możliwe wygody i rozkosze. Ot, taki raj i wcale bez większych metafor.
- O chmurka – powiedział John Lennon.
- To raczej ptak. – Jim Morrisson sięgnął po skręta.
- Nie, to samolot – sprostował Elvis Presley.
- Jesteście głupi i nie macie racji. – Marlin Monroe zrobiła mądrą minę. Ona wiedziała! – Ja wiem!
- Co wiesz? – Curt Cobain życzliwie wyraził zainteresowanie, a i James Dean nadstawił ucha.
- Wiem, co to leci.
- No to dawaj. – Fredie Mercury nie miał ochoty na zgadywanki.
- Kilka dni temu czytałam na Facebooku – Marlin była już leciwa, ale nadal zachowała figlarny uśmiech -, że w jednym z najbliższych odcinków ma umrzeć…
- Cześć wszystkim! – Ryśku z Klanu wykonał wzorowe lądowanie, odpiął spadochron i sięgnął po podaną mu butelkę piwa. Wreszcie mógł odetchnąć!
- Oh, my hero… - rozczulili się jednocześnie Michael Jackson i księżna Diana.
01.2012
LCF
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
bury_wilk · dnia 12.01.2012 20:06 · Czytań: 959 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 21
Komentarze
Wasinka dnia 13.01.2012 14:05
:lol:
Lekki, rozrywkowy tekst, wyprodukowany pod wpływem wzmianki o śmierci Ryśka (sama dowiedziałam się o tym przypadkiem, gdy otwierałam skrzynkę mailową, i dobrze, bo z detektywistycznym przytupem, z przebiegłością niepomierną ;) wpadłam na trop podstaw tekstu tegoż; chociaż w zasadzie i tytuł mógłby naprowadzić troszkę).
Zaczynasz filmem sensacyjnym, lecisz przez absurdalnostki, by następnie ukazać prawdziwą twarz naszego dzielnego bohatera.
A Ryśkowi to się zacne towarzystwo przytrafiło, nie ma co.
Dzięki za uśmiech.
Pozdrowienia ze zmienna aurą (śnieg, wicher, słońce i teraz chyba będzie od nowa...).
JaneE dnia 13.01.2012 15:25
Najpierw Hanka teraz Rysiek, ciasno się tam u nich zrobi :)

Bardzo fajnie. Ja na właściwy trop do samego końca nie wpadłam. Co tylko zwiększyło moje rozbawienie.
Kaero dnia 13.01.2012 17:14
Ja także do samego końca nie zorientowałam się o co chodzi, choć zastanawiałam się, co to za operacja "Ryś". To literacką wersję śmierci Ryśka już mamy, pozostaje tylko czekać na wersję telewizyjną ;).

Bardzo mi się to podobało, zwłaszcza staruszka przeskakująca samochody i wskakująca do kanału. Końcówka też niezła ("Oh, my hero..." ):lol:

Pozdrawiam
Wasinka dnia 13.01.2012 17:26
Uściślę jeno, bo tu o wpadaniu na tropy wciąż mowa, że jam wpadła na ślad ewentualnego kuksańca powodującego natchnienie ryśkowe (co dla mnie jest dość niezwyczajne, skoro nie mam pojęcia, co się dzieje w serialach, a tym bardziej, co ma się stać), a nie zakończenia.
O. Tyleż.
Sceptymucha dnia 13.01.2012 18:00
Offtop.
Czemu się podpisujesz pod opowiadaniem skrótem od Lucyfera - tak, jak podpisywał swoje ryciny w "Dziewiątych wrotach"?

Na temat: Ja to nie zrozumiałem, dlaczego Rysio z "Klanu" (chyba klanu?) tam się wziął. Wiem, że to niby satyra, ale nie wiem, z kogo. Nie oglądam "Klanu", zaznaczam.
bury_wilk dnia 13.01.2012 21:17
Wasinko, to nie tak, to towarzystwo zaszczyt kopnął :)

Jan'e, Hanka, to mu może ewentualnie buty czyścić...

Kaero, co do "my hero" to byłem na tyle nieskromny, że odniosłem się do własnego tekstu, gdzie już sie Ryśku pojawił ;)

Wasinka 2, oj tam, oglądać wcale nie trzeba, grunt, żeby wiedzieć, że coś się dzieje...

Sceptymucho, (o matko, ależ już się zmachałem... ;) ) co do LCF, to skojarzenie jest oczywiście słuszne i coś na rzeczy tez jest, acz może niekoniecznie w tym opowiadaniu to widać (wszystkie tak podpisuję); pozwól, że więcej nie wyjaśnię... a no może tylko dodam, ze nie jestem żadnym Nergalem :D Co zaś się tyczy Ryśku (nieodmienne), to choć ja seriali szczerze nie trawię i unikam jak ognia, to sam fakt świadomości, że taki hero istnieje strasznie mnie cieszy, bo przecież bohaterowie zawsze są w cenie ;) Czymże byłby świat bez nich? :D
Wasinka dnia 14.01.2012 00:32
Wasinka 2 do burego:
ale mnie chodziło tylko o to, by wyjaśnić, że i ja się Ryśku nie spodziewałam jako akcentu końcowego; ot, tak to jest jak się za bardzo chce tłumaczyć :shy:
ekonomista dnia 14.01.2012 02:23
Wszystko brzmi nieźle poza zakończeniem. Oczywiście jest zaskakujące z powodu Ryśka, ale jakoś tak bez pomysłu napisane. Ta końcowa rozmowa jest po prostu koszmarna. Z tymi ludźmi Rysiu zanudzi się na śmierć ;)
Trochę szkoda, bo cała reszta jest naprawdę niezła, a pościg staruszki za Ryśkiem jest genialny. Laska wbita w Maybacha... to musiał być nieziemski widok :D
Sceptymucha dnia 14.01.2012 21:23
Hankę zabiły kartony. (Nie kupuj nigdy soku w kartonie!) Rysiek ma zginąć i rzeczywiście jest w mediach co najmniej taki szum, jakby kto znany i ważny umierał (Stephen Hawking na przykład, czy Steve Jobs).

Jednak zakończenie mnie troszkę nie przypasowało. Prawdopodobnie dlatego, że Rysio z Klanu i Fredek z Queena w jednym rządzie, to dla mnie (osobiście) odrobine bolesne jest i zablokowało mi to uśmiech oraz odczuwanie komizmu sytuacji.
Wiktor Orzel dnia 14.01.2012 23:05
Dobry tekst. Jesty dynamicznie, hollywoodzko i śmeisznie. Podziwiam staruszkę, ale najbardziej z całego tekstu rozbawił mnie ten fragment:

Cytat:
gdy jakiś przygłupi szczeniak ośmielił się podszczypnąć zakamuflowanego uciekiniera w tyłek skończyło się na siarczystym policzku (a przecież mógł zabić!).


Jak mniemam to celowa aluzja do znanego dowcipu o Stalinie ? :smilewinkgrin::lol:

Pozdrawiam i gratuluję udanej humoreski!
julanda dnia 14.01.2012 23:26
:D Gdzieś chyba umknął zaimek, przecinek, a może mi się zdawało - ale za to słowo harcerki, od początku wiedziałam w czym rzecz, lecz to nie wina Autora, ale prasy, bo ciągle takie podejrzenia, że ten, że tamten, ale za to byłoby ale zaś, jakby tak było!
Pozdrawiam! :))))
zajacanka dnia 14.01.2012 23:28
Wszystko fajnie, lekko napisane, dobre tempo... Ale kto to jest Ryśku z Klanu?:uhoh:
Wiktor Orzel dnia 14.01.2012 23:31
Ten co myje rączki :shy:
zajacanka dnia 14.01.2012 23:34
Ok, Sagit:) Ale i tak dalej nie łapię :D
Wiktor Orzel dnia 14.01.2012 23:41
To są takie popkulturowe symbole, albo inaczej internetowe memy. Poszperaj w googlach. Rysiek zasłynął z tego, że grał w klanie i nie mył rączek albo mył sam już nie pamiętam :smilewinkgrin:
ekonomista dnia 15.01.2012 00:49
Zajacanka, Rysiu to przykład idealnego męża. Kocha żonę i dzieci, ciężko pracuje, a w dodatku los nigdy go nie rozpieszcza. Spełnia ważną rolę w serialu, ponieważ działa niczym piorunochron na wszystkie Prawa Murphy'ego, czarne koty i rozbite lustra.
Aktor, który wykreował Rysia postanowił definitywnie odejść i Rysio musi przenieść się na tamten świat. Jeszcze chyba nie wiadomo jak to się stanie.
zajacanka dnia 15.01.2012 01:39
Dzięki Sagit, ekonomisto. W takim razie bury_wilku coś tu nie gra. Jak może fikcyjna postać wpaść do nieba dla Gwiazd? :D
julanda dnia 15.01.2012 09:48
;) ja też Klanu nie oglądałam i nie oglądam, ale myślę, że ów Rysiu może spokojnie stać się tu fikcyjnym symbolem, konkretne odniesienia nie moją znaczenia, są bezużyteczne, a to plus dla tekstu, dodaje mu ;) ponadczasowości.
:)
bury_wilk dnia 16.01.2012 08:48
Ło rety, ale się Was zebrało :) To może po kolei:
Wasinka 3, tłumaczą się tylko winni (i tłumoki, ale o to Cię nie podejrzewam ;) )
Ekonomisto, co do zakończenia, to jakby dwie kwestie: raz, że ta rozmowa miała być mniej więcej taka, leniwa i o niczym, i nudna, a dwa, że to już chyba pewna tradycja, że w po moich tekstach spora część czytelników dzieli się na tych, co im się najbardziej podobało zakończenie i na tych, co im się najbardziej nie podobało :)
Sceptymucho, co do Frediego (jak i innych), to trochę masz rację, ale ludzi aż tak wybitnych jak Ryśku, to nie ma, więc musiałem sięgnąć do niższej półki ;)
Sagit, (ale masz fajny avatar :) ), co do tegoż fragmentu, to strasznie miałem ochotę go dzieś upchnąć, ale żadne miejsce mi nie pasowało; skończyło się tak jak widać i cieszę się, że się spodobało.
Julando, Twoja przenikliwość powinna chyba mnie niepokoić ;)
Zajacanka (oraz Sagit i Ekonomista i wogóle wszyscy), Ryśku, to po prostu hero i już :) I wcale nie trzeba oglądać Klanu, wystarczy wiedzieć, że coś się dzieje. I jeszcze mała autopromocja. Ryśku 2006 w innej, ale nie mniej heroicznej odsłonie ;)
http://www.portal-pisarski.pl/readarticle.php?article_id=1675
Jaga dnia 02.06.2012 22:29
Niezłe, niezłe!!!!Czytałam z zainteresowaniem, a na końcu się śmiałam. To chyba dobrze?;-)))
bury_wilk dnia 13.06.2012 08:03
Hmmm, no fakt, to chyba dobrze ;)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
wolnyduch
27/06/2022 20:48
Msz sens życia, to coś więcej poza przetrwaniem, ale… »
Yaro
27/06/2022 19:09
Jezus chce byśmy się cieszyli, radowali miłość jest radością… »
Materazzone
27/06/2022 17:27
Jak dla mnie zbyt...proste? Może nie, raczej zbyt łatwe w… »
Marek Adam Grabowski
27/06/2022 15:37
Nie lubię żartów z religii (nie twierdzę, że taki był… »
Marek Adam Grabowski
27/06/2022 15:35
Dobrze napisane i fabuła fajna. W obydwu przypadkach sukces… »
Marek Adam Grabowski
27/06/2022 09:14
Dzięki! Zawsze miło cię widzieć. Pozdrawiam »
Marian
27/06/2022 07:25
Ciekawie napisane. Zgadzam się z tulipanowką, przeżyła, bo… »
Yaro
26/06/2022 13:42
Dziękuję Kasiu:)Pozdrawiam:) Duszku akurat Jezus pokazał… »
Marek Adam Grabowski
26/06/2022 09:32
Spoko. Przy okazji polecam moje ostatnie opowiadanie.… »
Marian
26/06/2022 07:44
Marku, dzięki za odwiedziny i komentarz. Akapit zaraz usunę. »
wolnyduch
25/06/2022 21:29
z pewnością nawet Jezus nie był ideałem, ale to świadczy o… »
wolnyduch
25/06/2022 21:26
Jeśli ktoś nie oglądał filmu pt. "Przełęcz… »
wolnyduch
25/06/2022 21:22
Witaj Katarzyno/Kasiu, jeśli można?... Dziękuję za… »
wolnyduch
25/06/2022 21:16
Piękne obrazowanie, czytałam z przyjemnością, pozdrawiam… »
Marek Adam Grabowski
25/06/2022 15:19
Ciekawe i dobrze napisane opowiadanie. Oddajesz magiczny… »
ShoutBox
  • Kuba1994
  • 19/06/2022 15:13
  • Witam poszukuję kogoś kto oceni moją książkę ?
  • Dobra Cobra
  • 12/06/2022 11:46
  • Nie ma co do tego wątpliwości. Ukłony.
  • Kazjuno
  • 12/06/2022 09:01
  • Noblesse oblige
  • Kazjuno
  • 11/06/2022 13:58
  • PS Zburzyć twierdzę i taktyczny odwrót.
  • Kazjuno
  • 11/06/2022 13:54
  • Dzięki Dobra Cobro. Aż rzuca się w oczy że jesteś obcykany w kodeksie rycerskości. Serdecznie pozdrawiam, Kaz
  • Dobra Cobra
  • 11/06/2022 08:02
  • Serwując się ucieczką uratowałeś swoją męską cześć ;) Zuch chłopak!
  • Kazjuno
  • 10/06/2022 19:18
  • Dopiero wczoraj wróiłem do ciemnogrodu Wałbrzycha, serwując się ucieczką od przygodnej znajomej. (Ledwo starczyło na pociąg).
  • Dobra Cobra
  • 10/06/2022 16:14
  • I dopiero teraz piszesz?
Ostatnio widziani
Gości online:34
Najnowszy:Trollformel 0
Wspierają nas