Muzeum Marmurowych Rzeźb - Adhar
Proza » Historie z dreszczykiem » Muzeum Marmurowych Rzeźb
A A A

                  W małym pomieszczeniu na tyłach muzeum padło pytanie: „Dlaczego wybrałem tę robotę do cholery jasnej?” Odpowiedzią na nie był ledwo słyszalny pomruk Johna, który jako nocny ochroniarz pracował już 22 lata. Ponad dwie dekady w Muzeum Marmurowych Rzeźb w Bostonie. Tyle lat chodzić pomiędzy salami, w których znajdują się przeróżne rzeźby… To musi być nudne. Ale John kochał swoją pracę. Kochał też większą część swojej pracy przesiadywać w kantorku i rozwiązywać krzyżówki, bądź oglądać telewizję.           
                - Młody – rzekł John przeskakując  po kanałach kablówki. – Ta praca to jedna z lepszych jakie cię spotkały w życiu. Mówię to jak najbardziej poważnie. Więc przestań chrzanić i zbieraj się na obchód.    
                Nazwany „Młodym” to w rzeczywistości niskiego wzrostu chłopak nazywający się Clark. Przyszły reżyser. O ile uda mu się ukończyć studia. Pracę zaczął parę dni temu i wbrew pozorom to nie praca była zła, tylko przebywanie z Johnem było mordęgą (John był troszkę przygłuchy i gdy oglądał seriale to głośność telewizora była ustawiona maksymalnie. Do tego uwielbiał czytać pytania z krzyżówki na głos). Clark wybrał taką robotę, gdyż mógł uczyć się na egzaminy po nocach w kantorku, a kasa wpływała co miesiąc na jego konto. „Dwie pieczenie na jednym ogniu” – powiedział tak do swojej dziewczyny, która zapewne wolałaby go w nocy w łóżku, niż nad książkami. 
                - John, nie możesz iść za mnie? Wyłącz telewizor i idź, a ja ten czas wykorzystam na naukę. Dobra?     
                - Młody, nie gadaj głupot. Idziesz pierwszy i nie ma dyskusji.                 
                Clark machnął ręką i przed wyjściem z kantorka wziął z półki latarkę. Zamykając drzwi usłyszał:
                - I tak nie zostaniesz reżyserem.            
                Niski mężczyzna włączył latarkę. Muzeum nie było duże. Na poziomie pierwszym, czyli na tym, na którym znajdował się kantorek, znajdowały się dwie sale zatytułowane: „Prehistoria” i „Antyk”. Na poziomie drugim: „Średniowiecze”, „Dzieje Nowożytne” oraz „Czasy Najnowsze”.
                Wyposażeniem nocnego ochroniarza w budynku tego muzeum jest: latarka, gumowa pałka, paralizator oraz krótkofalówka. Tym ostatnim urządzeniem można połączyć się z kantorkiem w razie problemów. Clark przeszedł przez korytarz i wstąpił do toalety. Po załatwieniu wszystkich naglących potrzeb, tuż przed spuszczeniem wody, młody mężczyzna usłyszał dziwny odgłos. Jakby szept.             
                - John, to ty? – zawołał wychodząc z toalety.   
                Cisza.
                - Szlag by to trafił, wariuję. Uczyć się nie mogę, to wariuję. – powiedział na głos. Zmierzał ku pierwszej sali. 
                Była duża. Znajdowały się w niej rzeźby przedstawiające mężczyzn polujących na tygrysy, albo na inne stworzenia. Ubrani byli w postrzępione skóry, posiadali długie włosy, brody i dzidy.                            - Prehistoria – zamruczał pod nosem Clark, oświetlając stojące w sali rzeźby. Ruszył przed siebie. Po lewej, dzieło sztuki przedstawiało mamuta i uciekające przed nim kobiety, oraz mężczyzn, którzy mężnie stawiali opór zwierzęciu. Clark wyobraził sobie, jak w jego filmie mogłaby zakończyć się ta scena…           
                „100 000 lat przed Bogiem”. Reżyseria: Clark Devy.          
           
Kobiety zbierały na łące pewne kwiaty, które po dokładnym przeżuciu miały wzmocnić siłę ich mężczyzn. Z kolei mężczyźni skradali się do miejsca, w którym stał mamut. Posiadali oni dzidy długie na około dwa metry, zakończone ostrym szpicem. U niektórych był to szpic drewniany, u innych kamienny. Stękali coś do siebie po cichu, nie chcąc wzbudzić podejrzenia zwierzęcia stojącego 30 metrów od nich. Szli cicho, pochyleni, wykonując dziwne gesty. Mamut zamykał powoli oczy, widocznie był zmęczony i zamierzał uciąć sobie przyjemną drzemkę. Stał tyłem do skradających się ludzi.         
            Jeden z odważnych mężczyzn podniósł dzidę i wycelował w mamuta. Rzucił nią. Ku wielkiemu zdziwieniu wszystkich mężczyzn, dzida nie ugodziła zwierzęcia, lecz odbiła się i spadła na ziemię. Mamut odwrócił mozolnie swe cielsko, następnie popatrzył na przykucniętych mężczyzn w gąszczu trawy…

            Clark powrócił do rzeczywistości. Uśmiechnął się do siebie, gdyż odczuł satysfakcję płynącą z genialnej wizji filmu, która zaświtała w jego młodym, reżyserskim umyśle. Odwrócił się i poszedł alejką wzdłuż rzeźb przedstawiających ludzi, którzy żyli w tamtych czasach. Oświetlał ich twarze latarką i myślał, którzy aktorzy mogliby się zgodzić na zagranie takich ról. Przeszedł całą długość sali i postanowił odwiedzić kolejną.             
                Wchodząc do następnego pomieszczenia, Clark poczuł falę napływających skojarzeń z filmem „Gladiator” Ridley’a Scotta. Pierwsza rzeźba na lewo przedstawiała arenę walk, a na niej dwie postacie walczące na miecze. Jedna z nich leżała na ziemi, mając przed oczami ostrą, metalową broń. Gladiatorzy walczyli ku uciesze tłumu siedzącego na murach. Scena, która rodziła się w umyśle Clarka wyglądała obiecująco…         
                „Lwy Rzymskich aren”. Reżyseria: Clark Devy.      
           
Tyrus jako jeden z najlepszych gladiatorów, walczył dzisiejszego dnia już piąty raz. Tłum go uwielbiał. Zawsze po zakończonej walce rzucał mu pod nogi kwiaty. Nie lubił tego. Miał od nich dziwną wydzielinę w nosie. Uwielbiał za to walczyć. Zabijanie było dla niego sztuką.             
            Jego przeciwnikiem był Klecjan. Nigdy o nim nie słyszał. To łatwy przeciwnik – myślał. Pierwsze uderzenie mieczem udało mu się sparować, choć nie spodziewał się, że będzie aż tak mocne. Poczuł ciężar. Zamachnął się i ciął od lewej. Klecjan zasłonił  się małą tarczą. Tyrus wykorzystał to i lewą ręką wykonał cios pięścią w podbrzusze swojego przeciwnika. Następnie pchnął mieczem. Miecz wbił się w ciało Klecjana, choć nie za głęboko. Tenże zamachnął się bronią trzymaną w  prawej ręce. Tyrus w mgnieniu oka wyciągnął swój miecz z Klecjana i przygotował go do sparowania ciosu. Klecjan z uśmiechem na twarzy przerzucił swój miecz do lewej dłoni i ciął Tyrusa po prawym jego boku. Odskoczył i czekał. Czekał, aż jego przeciwnik się przewróci, co rzeczywiście nastąpiło dość szybko. Tłum wiwatował…   
           
Clark ocknął się oparty głową o szybę gabloty w której stała postać  Juliusza Cezara. Popatrzył mu głęboko w oczy.                 
                - Zagrałbyś w moim filmie? -  z uśmiechem na twarzy zapytał postać.                 
                PEWNIE, TYLKO O KTÓREJ? Clark podskoczył przestraszony i upadł na podłogę. Po chwili zrozumiał, że to krótkofalówka.               
                - John! Możesz mnie nie straszyć? – krzyknął do urządzenia.   
                - Och, wybacz młody. Oglądałem serial i urządzonko włączyło się przypadkowo. Ten doktor z „Szpitalu dobrego samopoczucia” umawiał się z miłą blondynką z OIOM-u.           
                - Dobra. Uważaj na nią.               
                - Na blondynkę?             
                - Bardzo śmieszne. Na krótkofalówkę.                
                Przestraszony i spocony młody reżyser, udał się jak najszybciej do następnej sali. Obszedł ją bardzo szybko. Chciał jak najszybciej wrócić do kantorka. Rzeźba w „Średniowieczu” przedstawiała oblężenie zamku, a w kolejnych salach: Napoleona zmierzającego na wschód oraz atak na Pearl Harbor. Clark nie rozmyślał już na temat filmów, które by nakręcił. Jego marzeniem stało się, by być już w kantorku, wraz z oglądającym serial Johnem. Wracając schodami z drugiego piętra zadawał sobie pytanie: „Dlaczego ja tu pracuję?”.         
                Z prędkością światła wszedł do małego pomieszczenia, trzaskając za sobą drzwiami.
                - Młody się przestraszył, co? – rzekł John, wystawiając głowę znad krzyżówki.               
                - Słuchaj John, to nie jest wcale zabawne. Mogłem paść na zawał. Nie każdemu się wydaje, że rozmawia z Cezarem, prawda?        
                - Nie mogłeś paść na zawał. Jesteś za młody. Co do Cezara. No tak, jest czasem gadatliwy – z uśmiechem powiedział John. Wstał z krzesła, podszedł do Clarka i wziął od niego latarkę.               
                - Idę do kibla, potem przejdę się po salach.      
                - Zaraz, zaraz. Przecież ja już byłem. Twoja kolej za piętnaście minut.
                - Akurat tyle czasu w Świątyni Dumania mi wystarczy – śmiejąc się oświadczył John. Wyszedł na korytarz, zostawiając Clarka samego w kantorku.             
                - Przynajmniej mam piernika z głowy. Zajmę się nauką.             
                W ubikacji śmierdziało zwłokami. Przynajmniej tak twierdził John. Pracował tutaj już szmat czasu i nigdy nie czuł takiego zapachu. Po opróżnieniu starczego ciała z niepotrzebnych składników przemiany materii, John udał się do pierwszej z sal. W pierwszej i drugiej sali nie działo się nic nadzwyczajnego. Wyszedł po schodach do następnych pomieszczeń. Nie wiedział, czy to z powodu swojego wieku, czy też włączonej klimatyzacji, słyszy jakieś ciche szepty. Nie sądził, że kiedyś spotka włamywaczy. Wyciągnął paralizator i podszedł pod wejście do „Średniowiecza”. Zaglądnął do środka.                Jedna z gablot była uchylona, a w środku pusta.            
                - Niech to! Ktoś ukradł rzeźbę! – szepnął John. Wyciągnął krótkofalówkę, a paralizator przełożył do wolnej ręki.                 
                - Młody! – powiedział do urządzenia. – Jest problem. W sali trzeciej nie ma jednej rzeźby, gablota jest otwarta. Słyszałem jakieś szepty, jak lazłem po schodach. Przyjdź tutaj! Bez odbioru.   John rozejrzał się po sali, ale nic nie zwróciło jego uwagi. Przeczytał metalową plakietkę, oznajmiającą zwiedzającym z jaką postacią za gablotą mają do czynienia. Napis głosił: „Średniowieczny rycerz z okresu wypraw krzyżowych”.               
                - Na cholerę komu marmurowy rycerz? – starszy człowiek zapytał Clarka wchodzącego do sali.              - Nie mam pojęcia. Ale mam nadzieję, że złodzieje nie są uzbrojeni lepiej niż my. Dlaczego nie mamy pistoletów, tylko paralizatory?                
                - Dlatego, że nasz pracodawca martwi się bardziej o swoje rzeźby, które mogłyby zostać uszkodzone podczas strzelaniny, niż o nas. Woli więc, byśmy przeciwnika razili prądem. Wiem, to głupie.                
                - Zgadzam się – odrzekł Clark. – Chodźmy do pozostałych sal.  
                Wchodząc do następnej sali usłyszeli dziwny, przeszywający człowieka od stóp do głów dźwięk, jakby szept.                
                - O takim czymś mówiłem – oznajmił John.      
                - Ja też to słyszałem. Jak byłem w kiblu przed obchodem.        
                - Co to jest do jasnej cholery?
                Podeszli razem do okien na końcu sali. Rozglądnęli się i zauważyli w rogu po lewo dziwną postać. Podeszli wolno do niej.               
                - Hej! – krzyknął John celując z paralizatora. – Odwróć się i ręce do góry.           
                Postać powoli wyprostowała się.           
                - Nie wierzę, no nie wierzę! – krzyczał Clark.    
                Im oczom ukazał się średniowieczny marmurowy rycerz, który swym marmurowym mieczem zaczął wymachiwać w ich kierunku.    
                - To żyje! Jak to jest możliwe?! To żyć nie powinno, a żyje! – ciągle krzyczał Clark, oświetlając latarką postać.                
                John strzelił z paralizatora, lecz nie było to mądre posunięcie. Kable spadły na podłogę, odbijając się od marmurowej postaci. 
                - To jakieś pieprzone halucynacje! – z niedowierzaniem oznajmił John.            
                Clark podszedł do postaci, nie mogąc nadziwić się skali tego wydarzenia. Był podniecony i oszołomiony.       
                - Młody! Odejdź od tego czegoś!           
                Clark nie odszedł, lecz gdyby to zrobił, możliwe, że do dziś miałby się dobrze i co najważniejsze, mógłby skończyć studia i zostać reżyserem.         
                - Młody! – John krzyknął tak głośno, że echo w budynku powtarzało jeszcze kilka razy to słowo.          
                Clark otrzymał cios rozłupujący mu bark i kończący się w pasie. Dosłownie rozerwało go na pół. Jego ciało upadło na stopy marmurowego rycerza, obryzgując je krwią.                 
                John nie mógł uwierzyć w to, co widzi. Zaczął uciekać. Biegł przez salę i widział, jak pozostałe rzeźby zaczynają wychodzić ze swych gablot. Wybiegł na korytarz. Z pozostałych sal na drugim piętrze wychodziły przeróżne postacie. Zbiegł po schodach, mając nadzieje, że nic złego nie spotka go na pierwszym piętrze. Mylił się. Zbiegając po schodach natknął się na postać Klecjana. Uderzył w niego, odbijając się i padając na ziemię.       
                - Nie, tylko nie to! – krzyknął.  
                Klecjan pchnął mieczem przeszywając Johna na wylot. Na schodach zebrał się spory tłum marmurowych postaci. Klecjan uwielbiał walczyć dla wiwatującego tłumu. A ten tłum w wiwatowaniu nie miał sobie równych. 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Adhar · dnia 09.01.2013 09:31 · Czytań: 405 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 2
Komentarze
Wiktor Orzel dnia 10.01.2013 00:02
Proszę poprawić formatowanie, bo tekst się strasznie rozjeżdża.
Lizabett dnia 10.01.2013 15:52
Pomijając stronę formatowania, o której wspomniano wyżej, tekst jest całkiem niezły. Dobry pomysł, choć styl to raczej nie moja bajka. Ale ogólnie ciekawie:).

Pozdrawiam, Liz.
Proza: Górna Półka
Proza: Dolna Półka
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
wolnyduch
05/10/2022 13:45
Dzięki Berele za odautorski komentarz. Co do przykładów ikon… »
voytek72
05/10/2022 10:49
Moze uzylas 'czcionki sympatycznej' i teraz do… »
TakaJedna
05/10/2022 08:43
Wolnyduchu, dziękuję za komentarz. I za ocenę. Moje wyroby… »
voytek72
05/10/2022 07:58
Moim zdaniem jest wiersz. Niby latwo jest ponarzekac na… »
Berele
05/10/2022 01:24
Co do tego upolitycznieniena, to nie jest to agitacja, nie… »
wolnyduch
05/10/2022 00:11
Niezwykle nietuzinkowe, wydźwięk smutny, ale za pomysłowość… »
TakaJedna
04/10/2022 21:17
Dobry tekst. Prosto napisany, nieprzekombinowany, przemawia… »
pociengiel
04/10/2022 19:07
dzięki »
wolnyduch
04/10/2022 18:49
Ciekawe nawiązanie do przeszłości, które wypełnia peelkę,… »
wolnyduch
04/10/2022 18:43
"wspólnie łączymy każdorazowe szczęścia w akordy… »
wolnyduch
04/10/2022 18:36
Ciekawy wiersz, choć ten lot dość niepokojący. Pozdrawiam… »
wolnyduch
04/10/2022 18:32
Wiersz, z podglądactwem w tle i oceną kogoś, ciekawe czy ta… »
wolnyduch
04/10/2022 17:48
Wiersz z kontekstem politycznym, nie lubię takich wierszy,… »
pociengiel
04/10/2022 14:30
dzieki »
pociengiel
04/10/2022 14:29
dzieki »
ShoutBox
  • TakaJedna
  • 04/10/2022 10:38
  • Jasne, bo to miejsce na takie rzeczy. Bez odbioru, o przepraszam: bo.
  • Berele
  • 04/10/2022 10:24
  • Ministerstwo Spraw Zagranicznych msz
  • TakaJedna
  • 04/10/2022 09:41
  • Takie małe pytanie przy wtorku: co to za moda pisać skrótami? Pytam o "msz". Moim skromnym zdaniem - ani to trudne, ani skomplikowane... Ktoś coś (jak to się mówi)?
  • zawsze
  • 27/09/2022 20:50
  • pozdrawiajki!
  • Ronin
  • 26/09/2022 10:16
  • Przyciśnięcie prawego przycisku myszy nie daje opcji "wklej".
  • wolnyduch
  • 24/09/2022 12:39
  • Dzień dobry - uprzejmie proszę Szanowną Redakcję, o skasowanie mojego ostatniego wiersza, bowiem jest to twór soneto podobny, a miałam dać inny wiersz jesienny, ten dałam pomyłkowo.
  • Zola111
  • 24/09/2022 01:00
  • Głosujcie, bo nie głosujecie: [link]
Ostatnio widziani
Gości online:34
Najnowszy:Sirpions
Wspierają nas