Perła Złodziei - Sfora
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Perła Złodziei
A A A
Od autora: Z lekkim humorem, tekst pisany pod konkretny temat.

Poczułem, jak trzewia falują mi od powstrzymywanych torsji. Nabrałem powietrza głęboko i przewróciłem się na wznak. Szum organizmu odpłynął w uspokajającą dal. Tę rundę wygrałem.

„Jaki to dzień?” zasłoniłem oczy przedramieniem „Bo dzień jest na pewno...”. Wsłuchawszy się w spokojny już rytm kwasów żołądkowych podniosłem się powoli i rozejrzałem.

Nieco zbyt gwałtowne miałem plany motoryczne co sprawiło, że zatańczyłem pijacko odbijając się od słupa, koryta, biodra nieładnej kobiety chrapiącej w sianie i wylądowałem uwieszony uzdy jakiegoś wałacha.

Ten stał spokojnie i uniósł tylko swoje mięsiste wargi ukazując mi swoje wielkie zęby. I wieloraki, bogaty oddech. Nie żywili go zbyt dobrze.

Wyprostowałem się dumnie i otrzepałem kaftan ze ździebełek siana. „Trzeba wygrać drugą rundę” pomyślałem, i cichcem wymknąłem się ze stajni Gospody pod „Chrapiącym Wałachem”.

 

Na stole leżał list.

Powinienem otworzyć go już dawno, ale uwielbiałem ten właśnie moment, kiedy już się przygotowuję, ale nie wiem do czego. Zwłaszcza, że tym razem wiedziałem po co. Taki sam list dostał mój rywal. Alejandro Savage. Ten durny, stary piernik, któremu wręczono nieoficjalną koronę Złodziei ponad dekadę temu. Od miesięcy pisałem do Paktu Czarnych o odebranie mu tej perełki wśród odznaczeń, jako, że na starość tylko chlał i stare chleby w piecu wyuzdania obracał, co sprawiało, że sama myśl o podstarzałych kurtyzanach przyprawiała mnie o mdłości.

- Stary cap... – wyrwało mi się z ust, kiedy pakowałem wszelkiej maści drobiazgi do sakwy.

List otworzę u Morloc’a. Pośmiejemy się.

 

Jego pięty były czarne. Morloc zawsze biegał na boso. Nikt nigdy nie pamiętał, żeby owinął stopy choćby szmatą. I na pohybel wszystkim zawsze zarzucał je najwyżej jak się da.

Opadłem na ławę obok niego w skrytym mrokiem rogu, cisnąłem mu elegancko zalakowany dokument.

Łypnął na mnie znużony.

- Czy ty się kiedyś nauczysz czytać?

Nie przesunąwszy nawet nóg na stole odstawił kufel i złamał pieczęć. Odchrząknął, teatralnie sięgnął po kufel ponownie.

 

„Wielmożny Missesie Qusso vel MissQu,”

 

Morloc spojrzał na mnie kątem oka. Tak, nienawidziłem tego pseudonimu, nigdy więcej nie użyję stroju kobiecego na robocie...

 

„Pakt Czarnych postanowił ustosunkować się do pańskich propozycji dotyczących Perły Złodziei przyznanej Alejandro Savage’owi. Jak wspominaliśmy w poprzednim liście, postanowiono sięgnąć do starego już zwyczaju Wywłaszczenia Perły.

Dzisiaj przekazujemy szczegóły.”

 

Po dłuższym odstępie napisano:

 

„Do południa, dnia szóstego od daty widniejącej na niniejszym liście, do siedziby Paktu Czarnych pożądający Perły Złodziei musi przynieść rzecz przez Pakt wskazaną lub dowód jej kradzieży.

Celem jest wykradzenie najcenniejszej rzeczy, jaką posiada pewna szanowana dama na dworze Hrabiego Montbelree. Pańska w tym rzecz, i rywala pańskiego – dowiedzieć się co to za rzecz. Dama ta, to znamienita siostrzenica hrabiego, pani von Dupenstein.”

Morloc parsknął śmiechem.

- Nie no...

Zawtórowałem mu, ale półgłosem. Szukałem w pamięci wizerunku tej kobiety. Olśniło mnie i natychmiast mina mi zrzedła.

- No nie...

Oparłem się o ścianę i zabrałem mu kufel pociągając sowitego łyka.

- Ta dama to podstarzały potwór... – oddałem mu puste naczynie.

- Jak te nieładne kobiety pod „Chrapiącym wałachem”?

Zmilczałem pytanie.

 

***

- Mam! Mam! – wpadłem do sutereny Morloca podekscytowany. Leżał na wznak na kozetce półprzytomny. Zacząłem wykładać szczegóły potrząsając jego ramionami.

- Helen von Dupestein. Stara panna, bardzo stara bratanica Hrabiego Montbelree, piastuje na dworze stanowisko nauczycielki śpiewu. Dręczy pianiem małe dzieci, znaczy się.

Morloc usiadł w końcu zrezygnowany i półprzytomny.

- No i?

Zatarłem ręce i uśmiechnąłem się szeroko.

- No ma taką przesłodką, czarną, inkrustowaną złotem szkatułkę. Mówi się, że trzyma w niej klejnoty swojej linii rodowej, która dla dygresji – pewnie dalej nie przetrwa, ale ale – uważaj!

Morloc potarł nos, znudzony.

- Ma tam ponoć też pióro, kałamarz i nóż do papieru samego Shuderta Piochena!

To posadziło Bosaka w pion.

- Co ty mówisz!

- Mamy cel! - Pokiwałem głową z wyszczerzem.

Kolejny dzień upłynął mi na wietrzeniu okazji. Aż w końcu wyłowiłem. „Stara”, jakeśmy ochrzcili ją z Bosakiem wybierała się dzień przed upływem terminu przez Pakt wskazanego, w krótką podróż do najbliższych włości, lekcji śpiewu udzielać. To w trakcie tej podróży miała się pozbyć swojej cennej szkatułki. Zatem po dopieszczeniu szczegółów, osiadłem w lesie, w pełni gotów i oczekiwałem. Plan był najprostszy z możliwych. Owszem wziąłem nawet pod uwagę zasadzkę na moją osobę, w końcu wytyczne dostałem od osób trzecich, ale...

Rozmyślania przerwał mi terkot kół na drodze. Nie, nie... żadnych spektakularnych zasadzek. Wisiałem na gałęzi drzewa wyciągającego swoje ramiona nad trakt, skrył mnie mrok wieczoru i chmurne niebo. Spłynąłem cichcem na dach karocy. Okna pojazdu zasłonięte były ciężkim materiałem, zajrzałem odchylając jeden z nich. Helen drzemała.

Zsunąłem się bokiem i cicho wsunąłem do wnętrza siadając na przeciwko kobiety. Jej osobisty bagaż w postaci uchylonego, obszytego jasnym materiałem pudła, stał obok niej na siedzisku. Sięgnąłem doń, pochylając się nad nią nieco. Miejsca w karocy zbyt wiele nie było, a obudzić jej nie chciałem.

Niestety. Nim się spostrzegłem, zaglądałem w jej wielkie przestraszone oczy. Odruchowo zasłoniłem jej usta dłonią i pokręciłem głową. Rękę miałem zawieszoną w pół drogi do pudła, w którym, jak mniemałem znajdowała się szkatuła.

Helena von Dupenstein zamamrotała coś. I znowu. Odchyliłem nieco dłoń, chcąc zrozumieć.

- Nikt się nie dowie. – sapnęła ciężko. – Nie będę krzyczała.

Spojrzałem na nią nic nie rozumiejąc.

- Hę?

Złapała mnie za dłoń i przycisnęła do starej piersi.

- Bierz mnie! – drżącymi wargami szeptała. – Zły Bandyto!

Wybałuszyłem na nią oczy.

- Ale ja cię nie chcę „stara”, ja szkatułkę...

I mi przywaliła.

I nastała ciemność.

 

Odwiedziła mnie potem raz, w lochu.

„Niewdzięcznik, rabuś i gwałciciel” powiedziała wtedy. Z żalem.

Tak się dowiedziałem co jest największym skarbem Heleny von Dupenstein.

Dziewictwo.

Przynajmniej Perła trafiła do mnie.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Sfora · dnia 12.01.2013 18:44 · Czytań: 580 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 4
Komentarze
mike17 dnia 12.01.2013 19:19
Co znalazłem w twoim tekście:


Cytat:
spo­ko­j­ny już rytm kwasów żołądko­wy­ch(,) pod­ni­osłem się po­wo­li i ro­ze­j­rzałem.

Cytat:
Nieco zbyt gwałtowne miałem plany mo­to­rycz­ne(,) co spra­wiło,

Cytat:
bi­o­dra nieładnej ko­bi­e­ty(,) chra­piącej w si­a­nie

Cytat:
Ten stał spo­ko­j­nie i uniósł tylko swoje mięsiste wargi(,) uka­zując mi swoje wi­e­l­kie zęby.

Cytat:
pomyślałem, i ci­ch­cem

bez przecinka
Cytat:
Zwłasz­cza, że tym razem wi­e­działem(,) po co.

Cytat:
jako, że

bez przecinka
Cytat:
Mo­r­loc za­w­sze biegał na boso.

po prostu boso
Cytat:
Zacząłem wykładać szcz­egóły(,) potrząsając jego ra­mi­o­na­mi.

Cytat:
Wisiałem na gałęzi drze­wa(,) wyciągającego swoje ra­mi­o­na nad trakt,


Piszesz z jajem, na luzie, czyta się płynnie i lekko.
Ale szwankuje interpunkcja.
To przeszkadza w lekturze, wybija z rytmu.
Tematyka fajna, wciągająca, idzie się z historią aż do końca.
No i jest solidna dawka humoru, a to w opowiadaniu bezcenne.
Dobrze stylizujesz historię, językowo jest po drodze z treścią, nie ma sztuczności, ani patosu, który pojawia się często w opowiadaniach o dawnych czasach.
Materiał na coś dłuższego - nie myślałeś o tym?
Takie historie są jak morze - niewyczerpane :)
Sfora dnia 13.01.2013 00:27
Dzięki za odwiedzinki. :)
Mam coraz większy problem z interpunkcją. Przesiaduję na stronach z tym tematem, czytam teksty na głos, pozwalam im odleżeć (ten leżał sporo).
I.. jest coraz gorzej.
Zaczynam być zaniepokojona tą tendencją spadkową. Pochłaniam książki teraz bez opamiętania, by wrócić do płynnego, automatycznego wykrywania swoich niedociągnięć, a nadal jest coraz gorzej.
Coś mi mocno umyka ;/
Wasinka dnia 13.01.2013 21:55
Nie porwał mnie tekst jakoś bardzo, ale czytało się dość zgrabnie. Końcówka w sumie zaskakująca (chociaż wizyta w karocy i pragnienia "starej" mnie nie zaskoczyły. A bohaterowi się ładnie fuksnęło - nie zabrał, ale Perłę dostał ;) Biedna stara nawet nie wiedziała, jaką nagrodę "zafundowała" niewdzięcznikowi, rabusiowi i gwałcicielowi.
Zatem historyjka lekka i przyjemna.

Interpunkcja jednak szaleje, niestety.
Ponadto styl masz nierówny. To znaczy - starasz się czasem stylizować, a czasem tego nie robisz. To burzy płynność. Pokombinuj.

Ewentualnostki, np:
Cytat:
„Jaki to dzień?” (myślnik albo przecinek) zasłoniłem oczy prze­dra­mie­ni­em

Cytat:
ze sta­j­ni Go­spo­dy pod „Chra­piącym Wałachem”
- gospoda małą literą
Cytat:
Jak te nieładne ko­bi­e­ty pod „Chra­piącym wałachem”?
- Wałachem (duża litera)

itp.

Aha, jak zamieszczasz list, to wystarczy jedno zaznaczenie - albo cudzysłów, albo kursywa. Nie potrzeba używać tego i tego.

I jeszcze, bo zapomniałam:
"do wnętrza si­a­dając na prze­ciw­ko ko­bi­e­ty" - naprzeciwko; i przy okazji przecinek przed "siadając" (gwoli ścisłości napomknę, że kiedy masz do czynienia ze zdaniem z imiesłowem współczesnym - ąc, myśl o przecinku ;)).

Pozdrawiam księżycowo.
Sfora dnia 14.01.2013 00:49
Dzięki :).
Czyli generalnie ciągle popełniam te same błędy :upset:
Zaserwowałaś mi na szczęście Wasinko definicje, które brzmią jak zasady, które łatwo zapamiętać.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Kazjuno
17/06/2024 21:42
Odpisuję, miła Ivonno, z opóźnieniem. Byłem parę godzin out.… »
mike17
17/06/2024 16:56
Uroczy szorcik, magiczny i jednocześnie pełen realiów, które… »
ivonna
17/06/2024 14:08
Kaziu, żadnych przeprosin! Ja tylko tu siebie… »
ivonna
17/06/2024 13:59
Halo halo :) Nie wprowadziłeś mnie w czytelniczy dyskomfort.… »
Pulsar
17/06/2024 12:38
Trudno odnieść się do treści i ocenić. Brakuje puenty,… »
pociengiel
17/06/2024 09:04
Przeczytał się ten wiersz. Nie tyle wizja, co relacja.… »
Kazjuno
17/06/2024 06:37
Ivonno Serdeczne dzięki za ciekawy i cenny komentarz.… »
Kazjuno
17/06/2024 04:52
Ivonno, to ja powinienem przeprosić za próbę wykorzystywania… »
ivonna
16/06/2024 22:35
Poczytałam sobie Kaziu, Rozumiem, że to część większej… »
ivonna
16/06/2024 20:12
Hejka! Właśnie mam na liście do poczytania Z Warszawy do… »
valeria
16/06/2024 20:11
Takie to są bzdurki, nie ma jak normalne życie, wakacje na… »
mike17
16/06/2024 17:15
Na pewno weźmie Cię ns spacer, zwłaszcza że pachniesz… »
Kazjuno
16/06/2024 07:08
Czytałaś Ivonno "Przyjazd kumple"? Przyznam się,… »
ivonna
16/06/2024 02:20
Hej Gabrielu, wartko to się czyta :) Im dalej lecimy w… »
ivonna
16/06/2024 01:40
Kaziu. Gdybyś mnie teraz widział, zobaczyłbyś szeroki… »
ShoutBox
  • Jacek Londyn
  • 12/06/2024 14:22
  • a komentarzy ni chu, chu. "Czego oczy nie widzą, sercu nie żal"... Niby tak, lecz ja komentarze sobie cenię. Nierzadko lepiej niż kawa rano podnoszą ciśnienie.
  • Jacek Londyn
  • 12/06/2024 14:19
  • "Ostatnio widzianych" spory tłum,
  • Zbigniew Szczypek
  • 31/05/2024 21:10
  • "Po co tu jesteśmy, skoro ciągle się boimy?"- to taka "terapia", dla duszy i ciała, ekshibicjonizm w innym wymiarze. Skoro już tu jesteś, zrzuć ostatni listek! Bądź wreszcie wolny
  • Zbigniew Szczypek
  • 31/05/2024 19:34
  • Gramofonie - dołącz do nas z komentarzami, a na pewno będzie się działo więcej i lepiej, bo kto, jak nie Ty, swoją siłą głosu dotrze do najdalszych zakątków "galaktyk" ;-}
  • Wiktor Orzel
  • 31/05/2024 10:32
  • Dzieje się to, co zwykle. Ktoś wrzuca tekst, inni go komentują i tak się toczy tutaj życie ;)
  • Gramofon
  • 30/05/2024 11:13
  • dzieje się tu coś?
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 21:38
  • Najgorsze co może być, jeśli chodzi o komentarze, jeśli zostają tylko grupy tzw. "wzajemnej adoracji", z komentarzami schematycznymi i w zasadzie nic nie wnoszącymi do twórczości. Nie chciałbym tego.
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 20:30
  • Kaziu, my to wiemy, że to czasem działa na zasadzie "łańcuszka szczęścia" ale denerwuje, gdy ktoś go "przerywa", w tedy wraca cisza i "bezkomentarz" opanowuje znowu kolejną falą
  • Kazjuno
  • 15/05/2024 14:01
  • Piszcie, publikujcie i twórzcie komentarze!
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty