Po prostu piękne ciacho - Martin CROSS
Proza » Obyczajowe » Po prostu piękne ciacho
A A A
Od autora: Jest to fragment dłuższego opowiadania, które wchodzi w skład zbioru opowiadań pt: Facet - opowiedziane po męsku.
Cały czas nad tym pracuję. Dodaję, zmieniam i trwa to już sporo czasu. W głowie mam cykl różnych opowiadań. W nich opisuję sytuacje, jakie zdarzają się w rzeczywistości i pokazuję jak człowiek jest uwikłany w sieć wzajemnych powiązań. Postacie - wzory najczęściej czerpię z prawdziwych ludzi, ale na jedną postać składa się kilka osób. Nie zawsze to one brały udział w wydarzeniach. W opowiadaniach jest trochę polityki (takiej prowincjonalnej), seksu (a jakże), dziwnych wyborów, opisów życia w danym czasie. Chcę, by opowiadania zaskakiwały czytelnika, dały mu do myślenia, pokazały, że nie dwu kolorów, by po prostu zostały w pamięci. Itp. Przepraszam, ale b. słabo poruszam się w necie. Opanowałem worda, ale inne sprawy mnie przerastają.
Życzę miłej lektury.
Klasyfikacja wiekowa: +18

Po prostu piękne ciacho

Małopolska, jesień 2003

(...)

***

Pewnego dnia o przysługę poprosiła go dojrzała kobieta. Miał jej pomóc zanieść torby do samochodu. Wahał się przez ułamek sekundy, ale to była stała bywalczyni ich salonu. Jednak godząc się na jej prośbę, złamał regulamin pracy swojej firmy, ale nie potrafił odmówić klientce, którą znał z widzenia. W ostatnich dniach bywała u nich co dzień, kupując najdroższe kosmetyki i miesięcznie zostawiając w kasie kilka lub nawet kilkanaście setek złotych. Jego zdaniem, zasługiwała na specjalne traktowanie.
Kobieta, wyraźnie nim zainteresowana, prowokowała, ale on był prostym mężczyzną – nie rozumiał sygnałów. Gdy spakował zakupy do bagażnika eleganckiego sedana, dała mu swoją wizytówkę, mówiąc:
– Bogumiła Barlicka jestem. Jakby pan potrzebował jakiegoś domu, mieszkania… Bardzo proszę. Jestem właścicielką agencji nieruchomości. Ma pan takie piękne ciało.
– Dziękuję.
Opuścił stanowisko pracy na trzy, może cztery minuty. Okazało się, że o pomoc musi prosić szybciej, niż przypuszczał, bo natychmiast dotknęły go konsekwencje odruchu serca. Szef zmiany na monitoringu dostrzegł, jak Arnold wychodzi ze sklepu z klientką. Natychmiast wezwał go do siebie. Był to chudy, niski emeryt z PRL-owskiej milicji obywatelskiej – całkowite przeciwieństwo Wiązowskiego. Ochroniarz wchodząc do biura szefa intuicyjnie wiedział, że wydarzy się coś bardzo złego. Chudzielec krótko powiedział:
– Napisze prośbę o rozwiązanie umowy o pracę.
– Szefie…
– Nie skaml. Nie przystoi, bo zmienię zdanie i zwolnię dyscyplinarnie. Przyniesiesz podanie po zmianie.
Arnold nie był zbyt inteligentny, ale rozumiał, że nie warto w papierach mieć napisane, że opuścił samowolnie stanowisko pracy. W ochronie byłoby to samobójstwo zawodowe, a on był u szczytu swoich możliwości – miał trzydzieści osiem lat! Uważał, że nowe zajęcie znajdzie bardzo szybko, i zaczął to robić od razu. Ale okazało się, że nie jest to takie proste. Kolejne rządy w systematyczny sposób doprowadziły gospodarkę kraju do kryzysu i firmy cięły koszty, a najłatwiej robić to, nie zatrudniając, a zwalniając ludzi. Nikt nawet nie chciał przyjąć jego podania o pracę. W urzędzie pracy Wiązowski nie miał szans na zasiłek, bo  zwolnił się sam – nic mu się nie należało.

***

Po tygodniu od tego zdarzenia właściciel mieszkania dowiedział się, że       Arnold nie pracuje, i natychmiast się pojawił z wypowiedzeniem umowy najmu lokalu. Nie pomogło obiecywanie oraz prośby wspierane płaczem małego dziecka. Człowiek był nieugięty, bo chciał mieć regularnie płacony czynsz. Tłumaczył:
– Też mam dziecko. Nie ma szans.       Trzeba było wcześniej myśleć. Mam kredyt, chorą matkę – muszę mieć na wszystko. Jest nowy klient ze stałymi dochodami. Sam, bez dzieci, więc lepiej będzie płacić.
W odruchu serca dał im kilka dodatkowych dni na wyprowadzkę. Zdesperowany kulturysta postanowił zadzwonić z prośbą o pomoc do poznanej wówczas kobiety. Pomyślał, że powinien był to wcześniej zrobić. Może wtedy wstawiłaby się za nim u szefa? Nie uległ żonie, która wrzeszczała:
– Nie       powinieneś, Artek,       ostatnich       minut z karty telefonicznej przeznaczać na rozmowę z jakąś starą ropuchą, przez którą straciłeś robotę!!!
– Daj spokój.
Po południu, gdy była zajęta Dagmarą, wyszedł z mieszkania i wybrał na klawiaturze telefonu numer z wizytówki.
– Dzień dobry. Arnold Maciej Wiązowski mówi.
– Słucham?
Bogumiła Barlicka nie poznała go. Zrozumiał, że musi lepiej określić, skąd się znają.
– Jestem, a raczej byłem ochroniarzem w salonie drogeryjnym, który pani odwiedza. Zwolnili mnie, no       i z mieszkania wyrzucają –       powiedział szybko, bo miał świadomość, że impulsy z karty zaraz mogą się skończyć.
– No tak. Naturalnie. Czego pan ode mnie oczekuje?
Kobieta mówiła oschłym tonem, tak jakby nadal go nie poznawała i chciała pozbyć się natręta. Rozpaczliwie starał się jej siebie przypomnieć.
– Obiecała pani pomóc w znalezieniu jakiegoś lokum. Jak zanosiłem zakupy do samochodu. No i za to mnie z pracy wyrzucili.
– Ach tak! To pan ma takie pięknie ciało? – Bogumiła prawie krzyknęła do słuchawki, jakby dopiero teraz skojarzyła rozmówcę.
– Chyba tak. Tak pani mówiła, że mam po prostu piękne ciało.
– Zauważyłam, że pana tam nie ma, i naturalnie zmieniłam salon.
– Miło z pani strony. Ale pomoże mi pani?
– Naturalnie! Niech pan przyjdzie jutro do mojego biura o dziesiątej. Adres jest na wizytówce.

***

Zrobił, jak kazała. Odział się w najlepsze ubrania. Użył dobrej wody po goleniu, którą dostał z salonu jako       świąteczny bonus.       Żonie       powiedział,       że       idzie w sprawie nowej pracy i      mieszkania, więc może go nie być kilka godzin.
Siedziba firmy Barlickiej mieściła się wewnątrz nowoczesnego biurowca. Poczuł się w nim pewnie i dobrze, bo w takich miejscach był przyjmowany do pracy i szkolony. To było coś zupełnie innego niż ich ciągle wilgotne i zimne dwudziestometrowe mieszkanie w suterenie. Sekretarka zrobiła dokładny wywiad, o co chodzi. Kazała czekać i weszła do gabinetu szefowej. Ta od razu zaprosiła Arnolda do środka. Wszedł razem z sekretarką do stylowo umeblowanego pomieszczenia. Bogumiła zapytała z zainteresowaniem:
– Naturalnie, czegoś się pan napije? Proszę usiąść na sofie. Co mogę zaproponować?
– Jeśli można, to herbaty.
– Jakiej herbaty? Czesia potrafi przyrządzać nawar w specjalny sposób.
Kulturysta nie wiedział, co odpowiedzieć, był skrępowany. Wiedział tylko, że musi wystrzegać się kawy. Niepewnie odpowiedział:
– Jak można, to zwykłą poproszę.
– Jaką zwykłą? Czarną, zieloną, owocową, a może białą? Z Indii, czy może z Cejlonu. Czesia przygotuje taką, jaką pan zechce.
Był zakłopotany – bo do wyboru było zbyt wiele możliwości. Nawet nie wyobrażał sobie, że jest tyle rodzajów herbaty.
– Sam nie wiem, proszę o zwykłą. Najnormalniejszą z cytryną.
– To znaczy czarną? – podsumowała przypatrująca mu się uważnie sekretarka, która gdy skinął głową wyszła z gabinetu.
Właścicielka agencji uśmiechała się do niego, okazując zainteresowanie.
– Co się stało, panie Arnoldzie? Proszę spokojnie opowiadać.
Zanim Czesia przyniosła herbatę, Bogumiła Barlicka stworzyła taką atmosferę, że nie wiedząc dlaczego, bez żadnych ogródek zaczął opowiadać o swoich problemach. Ona, szeroko, otwierała oczy i gryzła trzymany w ustach ołówek. Kiwała ze zrozumieniem głową. Gdy skończył opowiadać, zaproponowała:
– Mówmy sobie po imieniu – Bogusia jestem.
– Arnold albo raczej Arni dla znajomych. Może mi pani tak mówić.
– Naturalnie.
Mrużąc oczy i uważnie mu się przyglądając, kobieta wolno powiedziała:
– Arni, przyjdź do mnie dziś około dwudziestej, tu masz adres. Chyba coś dla ciebie znajdę. Rozumiemy się?
– Chyba tak.
Bogumiła nadal uważnie na niego patrzyła. Po chwili zwilżyła wargi językiem. Wręczając wizytówkę, dotknęła palcem męskiej dłoni. Skinął głową i wstał z fotela. Podała mu powoli swoją dłoń, a on zrozumiał, że ma ją ucałować. Gdy to zrobił, delikatnie ścisnęła jego palce. Pożegnali się i kulturysta radośnie pobiegł pieszo przez miasto do swej małżonki.
Dokładnie wszystko opowiedział, ale Anitka nie podzielała optymizmu męża. Kręciła nosem:
– Cholera jasna! O dwudziestej jest pora kładzenia Dagmary do snu! Wpierw kąpiel, opowiadanie bajek, lulanie! A ty, Artek, gdzieś wieczorem na drugi kraniec miasta chcesz gnać?!
– A jak mam na nas zarobić?
– To, cholera jasna, zostawisz mnie samą z problemami?
– Sam nie wiem, ale nie gadaj tyle. Zawsze jakoś sobie radzisz. Muszę zarabiać kasę na mieszkanie, rachunki, jedzenie. Rozumiesz?
– To ja za dużo gadam? Zwolnili cię za jakąś starą flądrę, a ty się jeszcze stawiasz?!
– Nie wrzeszcz. Jak żeś taka cwana, to dlaczego sama do pracy nie pójdziesz?
– Do kurwy nędzy! Mam cały dom na głowie! A ty myślisz tylko o sobie? Nie pozwalam ci nigdzie wieczorem wychodzić!
Arnold przez dalszą część dnia kłócił się z żoną i nadal zastanawiał, czy powinien pójść na spotkanie z Bogumiłą Barlicką. Wątpliwości rozwiewała świadomość, że musi zarabiać na rodzinę. Małżonkowie głośno na siebie krzyczeli w południe, po południu i wieczorem, gdy usiłowali uśpić córkę. Mimo że       przed       dziewiętnastą trzydzieści Dagmara nie dała się uśpić i głośno płakała – Anitka nie zdołała zatrzymać męża. Wiązowski wiedział, że ta sytuacja to jest być albo nie być dla jego rodziny.

***

Przed dwudziestą pojawił się w umówionym miejscu. Okazało się, że adres to stara kamienica w dobrej, bogatej dzielnicy. Wejścia do klatki schodowej broniły potężne drzwi. Wiązowski zadzwonił domofonem pod numer Barlickiej. Gdy powiedział, że przyszedł, wpuściła go do środka. Klatka schodowa wyłożona marmurem była przestronna i jasna. Zdobiły ją przepiękna drewniana boazeria z kilku rodzajów drzew i gustowny ogromny żyrandol. Gdy wszedł do środka mieszkania, zauważył, że wnętrze jest urządzone ze smakiem. Dominowały w nim drogie ciężkie meble. Na półkach widział wiele oprawionych w skórę książek. Na ścianach wisiały       olejne obrazy, pod nogami czuł parkiet i dywany.       Bogusia przywitała go w długim szlafroku. Udawała zaskoczoną.
– O, kto to już przyszedł? Arni! Wchodź, wchodź. Czekam na ciebie.
Mężczyzna nie wiedział, jak się zachować. Był skrępowany strojem kobiety i wyglądem mieszkania. Mówiła:
– Naturalnie się wykąpałam, wypiłam drinka i czuję się tak wyluzowana… . Jestem gotowa na randkę z przystojnym mężczyzną.
Arnold nie wiedział, o co może jej chodzić. On przyszedł tutaj szukać pracy i mieszkania. Nigdy nie widział kobiety w takim stroju. Nie rozumiał, co się dzieje. Bogumiła zaproponowała:
– Czego się napijesz, Arni? Poprawi ci się nastrój. Wyluzujesz. Poczujesz się zdecydowanie lepiej.
Wymieniła nazwy kilku trunków, które kulturysta słyszał po raz pierwszy. Pijał tylko słodkie wermuty lub piwo, ale raczej unikał alkoholu, bo szkodził mu podczas treningów. Nie chcąc zrazić do siebie kobiety, powiedział:
– Sam nie wiem, ale poproszę jakiegoś drinka.
Dla niego był to słodki wermut z cytryną i kostką lodu. Ale Bogumiła zapytała:
– Jakiego?
Arnold był coraz bardziej przerażony. Znów kazała coś wybierać, a on nie widział, co powiedzieć. Niepewnie wydukał:
– Obojętnie.
– Takiemu mężczyźnie jak ty, Arni, nie powinno być wszystko jedno. Musisz pić specjalne drinki. Przecież jesteś niezwykły.
– Wypiję, co zaproponujesz, Bogusiu.
Powiedział to niepewnie, czekając, czy właścicielka agencji zaakceptuje, jak się do niej zwraca. Kobieta popatrzyła na niego i poszła do barku coś przygotować. Pomyślał, że chyba może tak do niej mówić. Ona zapytała:
– Może być gin z tonikiem i lodem? Myślę, że to na początek najodpowiedniejsze.
– Chyba tak.
Gdy wróciła z barku, powiedziała:
– Jak podoba ci się moje mieszkanie?
Był speszony sytuacją, więc odpowiedział szybko:
– Podoba mi się. Jest bardzo ładnie.
– Chcę ci, naturalnie, zaproponować kilka mieszkań do wynajmu. Tu masz katalog. Może któreś cię zainteresuje? Zastanów się, zanim wybierzesz.
Usiadła obok. Poczuł jej ciężki powabny zapach. Zauważył jedynie, że szyję i dekolt ma mocno pomarszczone. Ocenił, iż może być od niego dużo starsza. Szlafrok odsłonił sporą część uda – nie poprawiła go. Pod szlafrokiem zauważył przezroczystą koszulkę. Mężczyzna nie wiedział, gdzie patrzeć, czy na siedzącą obok powabną kobietę, czy na zdjęcia mieszkań. Bogumiła, przewracając kartki ze zdjęciami, robiła to wolno, z dużym namaszczeniem. Wszystkie mieszkania wydawały mu się ekskluzywne i drogie. Gdy skończyła pokaz, kulturysta wyjęczał:
– Ale chyba mnie nie stać.
– Szukałam takich w dobrej relacji ceny do oferowanego komfortu – szybko odpowiedziała i nagle jakby sobie coś przypomniała, zadała kolejne pytanie: – Jaką sumę możesz przeznaczyć na wynajem?
– Niedużo – odpowiedział Wiązowski i podał kwotę połowy swoich ostatnich zarobków. Właścicielka agencji nieruchomości od razu odparła:
– No to cię stać na wszystkie, Arni. Wybieraj.
Po kilku minutach zastanawiania się Wiązowski wypił podany alkohol i wybrał małe dwa pokoje najbliżej obecnego miejsca zamieszkania. Kobieta miała zdziwioną minę, ale powiedziała:
– W porządku.       Już wybrałeś,       a jutro w moim biurze omówimy szczegóły transakcji. A jak u ciebie z pieniędzmi?
Kulturysta się skrzywił. Alkohol zaczął szumieć mu w głowie. Nigdy wcześniej czegoś podobnego nie pił. Ona zabrała szklaneczkę i przygotowała kolejną porcję. Nie słysząc odpowiedzi, podała trunek i znów zapytała:
– Rozumiem, że szukasz pracy? Tak?
– Tak, Bogusiu.
– Jak wypijesz trzecią szklaneczkę, to może coś wymyślę.
Wstała, włączyła muzykę i zaczęła tańczyć. On w tym czasie wypił podany trunek. Muzyka była spokojna, romantyczna i wprowadzała w błogi nastrój. Z ramion Bogusi zsunął się szlafrok i upadł na podłogę. Wiązowski zauważył, że koszulka przypomina gorset. Strój uzupełniały seksowne majteczki. Poruszała się wolno i zmysłowo. Tańczyła sama kilka minut. Arnold nigdy nie widział takiego przedstawienia zrobionego przez kobietę. Bogumiła wyciągnęła do niego rękę:
– Chodź, zatańcz ze mną, Arni.
Zrobił to natychmiast. Słabo      tańczył, ale postanowił się postarać. W zasadzie przestępowali z nogi na nogę, tuląc do siebie i dotykając coraz namiętniej pleców. Ale to wystarczyło – ruchy kobiety, jej zapach, zachowanie, seksowna bielizna, oraz alkohol spowodowały, że poczuł przyjemność jak nigdy dotąd i mimowolnie się podniecił. (...).

07.2010, Kraków

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Martin CROSS · dnia 26.03.2013 08:37 · Czytań: 1257 · Średnia ocena: 4,5 · Komentarzy: 12
Komentarze
Arras35 dnia 26.03.2013 09:48 Ocena: Świetne!
Ciekawy temat inspirujący wyobraźnię. Z początku trochę nieciekawy. Niepotrzebne nawiązanie do poprzedniego systemu, ale po przeczytaniu całości czułem niedosyt. Czekam na więcej.
zajacanka dnia 26.03.2013 12:47
Cytat:
. Przy­nie­siesz po­da­nie po zmia­nie.

niepotrzebny rym się wdał
Cytat:
Ona, sze­ro­ko, otwie­rała oczy

niepotrzebne te przecinki
Cytat:
bo­aze­ria z kilku ro­dzajów drzew

z kilku rodzajów drewna raczej
Cytat:
gu­stow­ny(,) ogrom­ny żyran­dol.

Cytat:
dro­gie(,) ciężkie meble.

Cytat:
czuję się tak wy­lu­zo­wa­na… .

kropka już niepotrzebna

Miejscami za dużo spacji.

Trochę do poprawy, ale ogólnie kawałek dobrej obyczajówki. Aż w głowie się nie mieści, że tacy (naiwni) mężczyźni jeszcze istnieją :)

Pozdrawiam.
pablovsky dnia 26.03.2013 13:02 Ocena: Bardzo dobre
Aj, Martinie Cross-ie! Muszę przyznać, że sam temat mnie wciągnął.
To koniecznie trzeba dopracować, bo jest sporo takich dziwnych zwrotów, kilkakrotnie źle użyłeś sformułowań, ale w tej kwestii nie mnie oceniać, poprośmy naszych niezawodnych dobroczyńców (jak ja lubię to określenie, ale czyż nie jest trafne? ;) ).
Tekst sam w sobie jest bardzo wciągający i zastanawiam się, czy klimat, który w nim stworzyłeś (zwłaszcza w drugiej części) był zamierzony, czy też powstał "sam z siebie".
To jest na tyle interesujące opowiadanie, że chętnie przeczytam kolejny odcinek i nie piszę tego z kurtuazji.
Nic, tylko czekać. Nie popsuj tego, bo Cię uduszę ;)
Pozdrawiam.
Martin CROSS dnia 28.03.2013 10:38
Witajcie!!!
Swoje lata mam i cholera od jakiegoś czasu psuję się dość często. Pobyty w szpitalach.
Stąd moja nieobecność. Ale niezmiernie dziękuję za uwagi. Jak widać - studiowałem niekoniecznie polonistykę i stąd pewne niedoróbki.
Skąd ten tekst. Początek powstał w upalne lato 2010 - nocą. Postać Arnolda oczywiście inspirowana rzeczywistością. Opowiadanie dość długo pisałem, ciągle poprawiałem itp. W dalszej części jest sporo odważnych - moim zdaniem - momentów. Pisałem pod wpływem osobistych b. smutnych doświadczeń - wręcz wściekły. Powstały dwa teksty, ale okazało się, że ten drugi w kolejne dwa się przekształcił. Tytuł - DOBRY KONTAKT. Ale postać Arnolda wydała się ciekawa i dziwna.
Cykl o facetach powstaje od kilku lat. Na początku miało to być Single - męski świat. W efekcie zostało zamiast 8 opowiadań - 4. Teraz gotowe są 3.
B. proszę o recenzję. :) :)
ipsylon dnia 05.04.2013 20:57 Ocena: Bardzo dobre
Martinie, świetny tekst. Mężczyzna bez pracy, z rodziną na utrzymaniu, postawiony w trudnej sytuacji. Bardzo dobrze ukazałeś kawałek męskiej psychiki, zmęczonej, przytłoczonej problemami ponad siły. Faktycznie, naleciałości pozostałego systemu troszkę znużyły, ale głównie dlatego, że jako młody (i niedouczony) człowiek nie wiem o tym zbyt dużo. Żeby nie powiedzieć "nic".
Podsumowując: Solidny tekst, przemyślany, działa na emocje i zapada w pamięć. Chętnie poznałbym dalsze losy Artka.
Pozdrawiam :)
Martin CROSS dnia 08.04.2013 08:07
Dziękuję za komentarz. To co mnie ciekawi, to właśnie czas przełomu. Coraz mniej ludzi go pamięta, a moim zdaniem to był ciekawy czas. Obserwowałem jak ludzie, którzy pełnili określone role w społeczeństwie socjalistycznym nagle musieli odnaleźć się w kapitalizmie. Postać Arnolda Wojciecha ma swoją historię. Zależy mi by postacie były autentyczne. Z czego żyją, za co kochają, jakie mają słabości. By były one wiarygodne. Trochę filmów o czasie przełomu nakręcili zwłaszcza o mundurowych, ale o zwykłych ludziach z prowincji - wydaje mi się, że nie wiele. Socjalizm był siermiężny i opis jego powinien nużyć. A co dalej z Artkiem? Kurcze sporo "momentów" tam jest. Nie jestem pewien, czy przejdzie. Przyznam się, że akurat ten tekst powstawał długo i zwłaszcza z końcowej części jestem tak średnio zadowolony.
Serdecznie dziękuję za komentarze. ;)
jasna69 dnia 21.07.2013 22:27
Oj, aż nie chcę myśleć, co tam się dalej działo…
Fajny temat. Do czego może się posunąć kobieta, która ma wszystko oprócz swojego mężczyzny (a może ma, tylko jej nie wystarcza?). Biedny ten Arnold, nie będzie łatwo wybierać między lojalnością wobec żony i zaspokojeniem kobiety, dzięki której może zapewnić byt rodzinie. Wciągnęła mnie Twoja opowieść i liczę na ciąg dalszy (obiecane "momenty" mile widziane).

Pozdrawiam
Martin CROSS dnia 30.07.2013 23:38
Udało mi się wydać Faceta - przyznam, że mocno pozmieniałem. Oj mocno. Tak mam, że pierwsza wersja jest zupełnie inna od ostatniej.
Postaram się w najbliższym czasie jeśli redaktorzy dopuszczą opublikować fragment innego opowiadania. Oczywiście o facetach. Momenty też będą. Może jak zdobędę się na odwagę, to opublikuję przemyślenia Arnolda... Arnold wybrał i poniósł konsekwencje. A kobieta... to zupełnie inna historia. Pracuję nad cykle właśnie o kobietach. Jeśli chodzi o Bogusię, oj bardzo byście się zdziwili. Oj bardzo.
Niekiedy myślę, że kobiety...
Oj innym razem
Dzięki za komentarz.
jasna69 dnia 31.07.2013 21:39
Zrozumieć faceta to dla mnie ciągle mission impossible, może Twoje opowiadania okażą się pomocne...
Czekam zatem na obiecane publikacje, życząc miłego wieczoru i odwagi.
Pozdrawiam
Martin CROSS dnia 24.08.2013 07:06
No i poszło... Bardzo poważnie potraktowałem Wasze opinie: Arras 35 zainspirowałeś mnie. Zajacanka - aż się boję, ile błędów znajdziesz w całości. Pablovsky - mamy wiele wspólnego, ale jestem ciekaw jak ocenisz całość. Ipsylon - dzięki za odwiedziny, ale pamiętam jakie wrażenie wywarły na mnie Twoje teksty, ja piszę zupełnie inaczej. Jasna69. Jak przeczytasz całość będziesz musiała stwierdzić: nie można zrozumieć faceta, ale można nauczyć się z nim żyć. W tomiku opowiadań miało być ich więcej, ale ja ciągle poprawiam, jestem niezadowolony i poszły trzy. Mnie najbardziej odpowiada pierwsze opowiadanie - Interes życia. Lubie bohatera, ale się z nim nie identyfikuję. Sam zaskoczony jestem naturalizmem drugiego opowiadania - Naga prawda. Tytuł wymyśliła moja Muza. A Arnolda znacie - zakończenie pewnie zaskoczy. Raz jeszcze dzięki za opinie.
Krasnal dnia 17.04.2014 22:24 Ocena: Świetne!
Arni i jego pani wydają się parą z księżyca - ale to zadziałało, dobrze poprowadzona narracja, dobre opowiadanie
Martin CROSS dnia 29.04.2014 11:19
Krasnal, to jak przeczytasz całość, będziesz lekko zszokowany. Ale takie sytuację lubię. Znam kilka par, gdzie różnica wieku, wykształcenia, przekonań, to kosmos i co ich może łączyć? Tylko namiętność. Ale czy do jedzenia, seksu, sztuki, uzależniania, to inna sprawa. :yes:
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
EDyta To
25/02/2024 19:34
Stęskniony Wiosny Zbysiu, dziękujemy za miły komentarz i… »
Zbigniew Szczypek
25/02/2024 13:58
Florianie Tekst specyficzny, jak to u Ciebie. Nie będę się… »
Florian Konrad
25/02/2024 12:09
No, fakt, jego dzieła są nieco przydrogie :) Również nie na… »
Zbigniew Szczypek
25/02/2024 00:28
Florian !!! E.A.Poe to jeden z moich ulubionych autorów,… »
Florian Konrad
24/02/2024 23:27
Anioł dziwnych przypadków ? Jeśli o niego chodzi -… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 22:26
Jacku To bardzo się cieszę i piję zdrowie Twoje i Kazia nie… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 22:19
Kaziu Tasz to szok! Ale wszystko, do końca?! No to jest… »
Jacek Londyn
24/02/2024 21:51
Zbigniewie, prześpię się z podrzuconą mi twoją krytyką.… »
Kazjuno
24/02/2024 21:43
Więc mówię na końcu: ocena ostateczna powinna brzmieć:… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 20:43
Kaziu Nic się nie stało! Tak sobie myślę, że tam gdzie… »
Kazjuno
24/02/2024 20:26
Przepraszam. Zbysiu. Przeczytałem tekst jeszcze raz, już na… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 19:47
Kaziu 1. Sam pewnie wiesz, że ciężko jest utrzymać stale,… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 19:23
Jacku Rozumiem zamysł, nawiązanie do "K.S.P" ale… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 17:40
Florianie Jeśli tak jest, to spodoba Ci się mój obraz,… »
mike17
24/02/2024 17:01
Człowiek, który się gniewa, sam się udręcza, bo? Bo nie… »
ShoutBox
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 23:33
  • I teraz dopiero, gdy byłem tu i tam, pozwolę sobie zaprosić Was do mnie, na "Bal". Z góry dziękuję, za odwiedziny ;-}
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 22:50
  • Hej! W tym "skansenie" chroboczą korniki - więc jeszcze żyje!
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:52
  • Oby nie z mocą Covida. Część ucieknie w popłochu. Niektórzy przeciążeni intelektualnie mogą powiększyć grona pacjentów zakładów psychiatrycznych. Tym zalecam mokre kompresy na rozpalone czoła.
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:45
  • Sorry za literówkę. "Macie", a nie "Maci"!
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 13:44
  • I tu Ci Kaziu przyklasnę - brawo! "Zarażmy" towarzystwo PP nową "pandemią" ;-}
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:09
  • Maci rację Pliszko Zbyszku. Szczypku. Może właśnie my (bo też ostatnio dorzuciłem pięć groszy) ponownie obudzimy z letargu PP rozleniwione towarzystwo? Szkoda było patrzeć, jak marniało w oczach.
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 12:48
  • Zgadzam się z Pliszką. Gdy tu się działo - komentarze/rady{kilkadziesiąt dziennie) - PP żyło, przyciągając także młode pookolenia, radosną dyskusją na temat literatury wszelakiej. Był taki gwar!
  • pliszka
  • 22/02/2024 12:26
  • Nie nazwałabym tego skansenem. Jako przedstawicielka młodych zaryzykuję stwierdzenie, że to społeczny charakter i duża interaktywność przyciąga moje pokolenie. Młodzi są tam, gdzie się dużo dzieje.
  • Redakcja
  • 22/02/2024 10:23
  • Młodzi siedzą na Wattpadzie i TikToku. Dla nich jesteśmy skansenem ;-)
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty