Rany, mam plan! - labedz
Proza » Przygodowe » Rany, mam plan!
A A A
Od autora: Taki trailer, powiedzmy.

 

 

 

Kawa sama się robi, z zapałem szukam więc spodni. Cały rytuał poranny, polegający na kolekcjonowaniu warstw, odprawiam z nabożeństwem. Ciepłe majtki na tyłku, profesjonalna termoaktywna bielizna też. Trochę gryzą włosy na nogach pod tym elastykiem, ale co zrobić, taki sport. Odruchowo, niby, zerkam na lustro, ale na szczęście własnego odbicia w nim nie widzę zbyt wyraźnie, bo o szóstej rano ciągle jeszcze jest ciemno, a światła odpalać nie chcę. Przynajmniej w styczniu. Drapię się po szczecinie na policzkach i znów dochodzę do wniosku, że kompromis o poranku dzielenia czasu na albo mycie zębów, albo golenie gęby, coraz bardziej zarasta moje ego.

                Myśliwskie skarpety wciągam mozolnie, klnąc pod nosem, ale wiem, że będę je jeszcze dziś chwalił. Rzut okiem na stolik i kontrola obecności: klucze od domu są, klucze od auta są, portfel i dokumenty, telefon, telefon firmowy. Są też rękawice, ale nie założę ich jeszcze, bo źle się wtedy pali. Kurtka na plecy, papieros w usta, kubek z kawą w dłoń i wycieczka na balkon. Znów zimno. Ale nie tak zimno, żeby nie wytrzymać tych dwunastu godzin, może czternastu, jak znów coś pójdzie nie tak. A dziś reżyseruje Paproch, wszystko może pójść nie tak, nawet ziewanie.

                Odpalanie samochodu i znów rytuał. Kocham diesle. Strasznie religijny człowiek się robi, gdy uzależniony jest od techniki. Ale w końcu, po odprawieniu modłów, jakoś do tej pracy się toczę. Zadupie dziś znowu na pierwszej lokacji, czad. Przynajmniej nie będzie się trzeba pocić z szukaniem miejsca do zaparkowania.

                Dojeżdżam na miejsce biorąc azymut na rozstawiony już barbus, kible też stoją, garderoba kołuje, zakopana w śniegu. Pod barbusem opartych kilkanaście rozpoznawalnych postaci rozgrzewa się kawą i głupimi dowcipami. Ciągle jeszcze mnie zaskakuje fakt, że pracujący w tej branży wyglądają zawsze jak pluton serbskich bojowników – ciuchy skompletowane w równych proporcjach z asortymentu wojskowego i sportowego. A wszystko w pozornym nieładzie i nonszalancji.

                Widzę też kręcących się pierwszych statystów, więc pora zgasić wóz, wysiąść, zapalić papierosa, wyciągnąć listę i zacząć nierówną walkę z robieniem rozrywki, bijąc się o oglądalność.

                Ktoś kiedyś powiedział, że pracuję jak alfons, przypomniało mi się, gdy lezę przez śniegi, łamane i kruszone przez ciężkie buty do wędrówek alpejskich. Prawda. Pracuję dla agencji, która w sumie handluje żywym towarem, a ja jestem tu po to, żeby klient był zadowolony, a towarowi nic się nie stało.

                - Dzień dobry, pani Zofia, jak sądzę? – zagaduję zdezorientowaną staruszkę, stojącą niby w pobliżu grupy, a jednak na uboczu.

                - Tak, to ja. Pan Josar? To pan jest moim opiekunem? Tak mam w esemesie – starsza pani uśmiecha się, kiwam więc głową i stawiam ptaszka przy jej nazwisku. Mój towar na dziś. Cóż, jaka agencja, taki towar. Ano, Josar. Jan Josar, na liście płac kierownik wpisuje mnie „Josar, Jan”, więc tak zostałem Josarianem. Ale nie siedzę tam za żaden paragraf. – Ja pierwszy raz w filmie, długo to będzie trwało?

                W cholerę to potrwa, ale ty, babo, zejdziesz z planu pewnie za godzinę, góra dwie, bo tylko w scenie deadshota grasz, a my potem zapierdzielamy na następną lokację, a potem na jeszcze jedną, planowo do dwudziestej drugiej dziś. I nie żadnym filmie, zwykły tandetny serial telewizyjny, gdzie dzielni, poprawni komisarze zawsze rozwiązują zagadki zabójstwa w góra dwa dni. Ale ok, masz prawo tego nie wiedzieć.

                - Umowę zdążyła pani podpisać w biurze? – uśmiecham się lekko bo służbowo, gdy staruszka potwierdza, bo jakby nie podpisała, musiałbym podpisać z nią ja tu, a potem z tą umową zapierdzielać do biura, w któryś dzień wolny od pracy oczywiście, gdyż jak jestem w pracy, to nie ma szans żebyśmy skończyli zdjęcia w godzinach otwarcia biura. – To chodźmy do lodówki.

                Staruszka nie kryjąc zdziwienia pokiwała głową, ruszyliśmy w stronę zaparkowanej już chwilę temu garderoby. Patrzę na listę, powinienem mieć jeszcze gościa, który odegra trupa. Nie chce mi się jeszcze za nim dzwonić, zadupie jest, to pewnie się zwyczajnie spóźni. Statystycznie, pięćdziesiąt procent umawianych statystów spóźnia się na plan, dlatego umawiamy ich godzinę przed czasem. Dochodzimy do dużego wozu, wyglądającego jak chłodnia do przewożenia mięsa.

                - Pan powiedział, do lodówki? Dlaczego? Przecież tak zimno jest, ja może postoję i poczekam jednak tu.

                - Spokojnie, muszę tam panią pokazać, żeby stylistki stwierdziły, czy może pani tak zostać, czy przebieramy, czy nie trzeba przypudrować pani noska, takie tam. Tam zresztą jest ciepło, a lodówka to tak w naszym żargonie. Potem sobie pani tu spokojnie dalej postoi, bez obaw.

                Pokiwała głową znów, ale jakoś nieprzekonana. Zaglądam do środka, witam się z dziewczynami, widzę, że już obrabiają gościa, którego mi brakowało.

                - Sekundkę musi pani zaczekać, bo tam dziewczyny mają jeszcze trupa.

                - W lodówce? – mina staruszki zdradza zawał. Cholera, znowu. Już kiedyś zszedł mi zestresowany statysta na planie, ale o tym innym razem.

                To tłumaczę spokojnie w czym rzecz, że trup robiony jest przez charakteryzatorki, że makijaż, że stylizacja, że sztuczna krew, której buteleczka kosztuje więcej niż gaża staruszki za cały dzień, ale nie będzie z nami cały dzień, bo potrzebna jest tylko w pierwszej scenie. Pomogło, ale nieufność w starczym sercu pozostała na dobre. Trudno, więcej u nas nie zagra.

                Piętnaście minut później trup upaprany juchą jak na halloween, kręci się dreptając w kółko, staruszka stoi spokojnie i chyba zdrowaśki klepie. Odpalam papierosa, sączę kawę z papierowego kubka i patrzę na wschodzące na horyzoncie słońce. Scenograf z asystentem, najarani trawą od rana jak zwykle, noszą jakieś bibeloty, oświetleniowcy śpią w wozie w najlepsze, nie rozstawią na tej plenerowej lokacji przecież ani złamanej lampki. Może na następnej. Autor zdjęć rozstawia operatorów, kamery się balansują, dźwiękowóz przestawiany jest bliżej, bo znów są problemy z zasięgiem. Para leci z ust, a reżyserowi piana. Kierownik zdjęć wydzwania. Komisarzy jeszcze nie ma na planie, to dzwoni. Za pół godziny padnie pierwszy klaps. Byle do końca, i do domu.

 

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
labedz · dnia 11.01.2014 19:14 · Czytań: 950 · Średnia ocena: 4,67 · Komentarzy: 23
Komentarze
mede_a dnia 11.01.2014 20:04 Ocena: Świetne!
Z niecierpliwością poczekam na ciąg dalszy. Zainteresowałeś. Piszesz tak potoczyście, że zawsze mam wrażenie, iż jesteś sprinterem i pióro wyprzedza myśl. Wcale nie dlatego tak mi się wydaje, ze czasem widać ten pośpiech w warstwie słownej- małe potknięcia stylistyczne czy interpunkcyjne to bzdura- zrobi to za Ciebie pierwszy lepszy korektor. Nie zastąpi zaś wyobraźni i stylu. Super.
labedz dnia 11.01.2014 21:06
Dzięki, mede_o, ale diabeł lubi tkwić w szczegółach. Te drobne potknięcia stylistyczne czy interpunkcyjne, to najchętniej sam bym wyłapał. Wiesz, że powinienem.
Cieszę się, że się podobało, zapraszam na coraz bliższy ciąg dalszy! :)
pablovsky dnia 11.01.2014 22:25
No tak, musi być ciąg, bo to przecież trailer, reklama, namaszczenie :) Zapowiada się interesująco, jeśli nie zawiedzie Cię wyobraźnia, to śmiem twierdzić, że może być wesoło i ciekawie.
Fragmentami tak opisujesz poszczególne przyziemne zdarzenia, że pomyślałbym, iż to na podstawie reality show, w którym codziennie bierzesz udział. A może zawodowo jesteś scenarzystą, trupem, babcią i znasz z autopsji świat filmu? :)
Niecierpliwie czekam za kolejną częścią historii o człowieku z zarośniętym ego :)
amsa dnia 12.01.2014 01:04
labedz - kapitalny tekst, dobry język a scena porannego przyodziewania stroju - fantastyczna. Będę z niecierpliwością czekać na kolejne klapsy, znaczy się odsłony opowiadania.
Jeśli chodzi o sprawy techniczne, to w dialogach, jeśli po myślniku nie następuję wyraz określający czynność mowy to raczej powinna być duża litera, czyli przed myślnikiem zdanie kończysz kropką.
Cytat:
mu­siał­bym pod­pi­sać z nią ja tu,
- nieco karkołomne to stwierdzenie, jakoś to poprzestawiaj
Cytat:
I nie żad­nym fil­mie, zwy­kły tan­det­ny se­rial te­le­wi­zyj­ny,
- trochę tu nie zbyt jasno

Pozdrawiam rozbawiona

B)
Dobra Cobra dnia 12.01.2014 09:31
Bardzo ładne! Czyta się dobrze bo potoczyste!

Witaj labedziu.

Dobrze kombinujesz. Jednak, jako czytelnik, widzę w dziele wyraźny podział na dwie części: jedną tajemniczą - człowiek kombinuje, czym się ten nasz bohater zajmuje. I drugą, opisową bardziej, o zajęciach na planie.
I powiem ci, ze jak dla mnie oczywiście, to czuje się tu jakby dwie opowieści. Z podziałem w miejscu, gdy facet przyjeżdża na plan.

Tak, jak jest jakaś tajemnica w części pierwszej, w drugiej wszystko staje się przewidywalne, nawet to zdziwienie staruszki lodówką. Przynajmniej dla mnie.

Jak już pisałem - kombinujesz dobrze. Wprawiaj się, pisz a po pewnym czasie będziesz kombinował lepiej, bo dziś troszkę brazylianą w drugiej części zaleciało. Oczywiście bez urazy!


Tego zdania: "A dziś reżyseruje Paproch... " bym się pozbył. Podobnie jak wcześniejszego o zakładaniu myśliwskich skarpet. Doda to większej tajemniczości opowiadania na początku a czytelnik dłużej nie będzie wiedział, co robi nasz bohater.

Ogólnie zadowolonym dziełem oraz Twoją owocną coraz bardziej bytnością na PP. Dobrze kombinujesz. Pięknie!

Dziś bez ocen.

Do następnego!


Pozdrawiam,

Dobra Cobra
labedz dnia 12.01.2014 21:13
Pablo, jak trafnie zauważyłeś, opowiadanie jest żywcem zaczerpnięte z mojego zawodowego reality show, bo akurat w takiej branży przyszło mi pracować.
Trailer jest trailerem, gdyż przymierzam się do czegoś dłuższego na temat tego środowiska i tego tematu, ale chciałem "wybadać" percepcję, czyli zobaczyć jak się podoba.;)

a59o, cieszę się, że załapało. Jak nie zawiedzie mnie zapał, to niebawem poleci ciąg dalszy. Dzięki za cenne rady, wolną chwilą przysiądę i poprawię.

DoCo, hmm, może faktycznie jest rozdźwięk pomiędzy rzeczonymi dwoma częściami. Będę musiał to przemyśleć i przekombinować. Ogólnie - wyznam - nie chciałbym tak całkiem rezygnować z pewnego klimatu brazyliany (jak to celnie określiłeś), gdyż potrzebne mi to (tak, tak, sorka!) na dalszym etapie, ale zastanowię się jeszcze, czy tego jednak nie wypierdzielić z koncepcji. Dzięki za poczytanie i wnioski!

Pozdrawiam Was serdecznie!
Usunięty dnia 12.01.2014 21:58
Normalnie talie os mają Twoje akapity!
Co do tekstu, w większości zgadzam się z DoCo, choć mnie myśliwskie skarpety akurat zmyliły, sądziłam, że gostek na polowanie się wybiera, więc też bym wywaliła, bo jakoś tak za bardzo zwracają na siebie uwagę. Pierwsza część rozwija się tajemniczo i zaciekawia, a druga z lekka rozwleczona. Jeżeli babcia będzie dominą ciągu dalszego, to ok, ale jeśli służy tylko jako przykład scenki z pracy, to raczej polecam cięcie. Pracuj ciężko nad dalszym ciągiem, bo po ostatnim opo, dużo się od Ciebie wymaga ;)
Pozdro
labedz dnia 13.01.2014 00:45
No cóż, blaszko, pani Zofia miała być przelotnym epizodzikiem, który nie miał później wracać jakoś szczególnie. Więc chyba racja - cięcie. Będzie to trzeba jeszcze przemyśleć.
Dzięki za zajrzenie!
Usunięty dnia 13.01.2014 08:19
Wiesz co, labedziu, trochę zmienię swoje poprzednie zdanie. Po "głębokim" przemyśleniu uważam, że obie części są spójne, jeżeli chodzi o koncepcję. W obu jest dosyć szczegółowy zapis czynności i myśli bohatera. Tworzy to pewien klimat, pozwala poznać bohatera, jego przyzwyczajenia, sposób postrzegania świata, charakter jego pracy, i powiem Ci, że ta powolność ma sens, więc jestem raczej za pozostawieniem obecnej wersji, tym bardziej, że jest już opublikowana (może przed publikacją miałbym inne sugestie). Tym niemniej oczekiwałabym jakiegoś zwrotu akcji, większego dynamizmu w kolejnej części, żeby nie było tak, jak czasem z filmem, na który poszliśmy do kina, i który oglądamy do końca z nadzieją, że się rozkręci.
Miłego dnia!
viktoria12 dnia 13.01.2014 10:00
Witaj Łabędziu :)
Dla kilkudziesięciu moich minut przed telewizorem; w ciepełku - musisz się nieźle nagimnastykować. Wraz z Tobą cała ekipa: od świtu do późnej nocy; zasuwacie na najwyższych obrotach.
Kamery, taśma, montaż - to w dalszej kolejności, a i tak nie będziesz miał wpływu na ostateczny kształt filmu.
Sposób Twojego pisania mi się podoba; chociaż Narratora postać bym czytelnikowi przybliżyła,
taką od niechcenia wtrąconą uwagą: pracuję jako... lub zatrudnili mnie ... albo wkręciłem się do..., gdyż ...; i taka biedna ja wiem w czym rzecz, rozumiem mniej więcej, raczej mniej, bo na kręceniu filmów ( od zaplecza w ogóle się nie znam ).
I w ogóle byłam nieoglądaczką filmów, ale w ostatnim czasie zmieniłam nawyki.
Więc może przytrafi mi się serial, w którym masz udziały :) i ocenię : ,, świetny kryminał".
Pozdrawiam serdecznie z mroźnej dzisiaj Alaski.
( Rymy w komentarzu świadomie zamierzone, z korektą nawet. )
Usunięty dnia 13.01.2014 10:41
Viktoria z Alaski, niesamowite!
ja tez chcę dostać pozdrowienia z mroźnej Alaski, to byłyby moje pierwsze ;)
viktoria12 dnia 13.01.2014 11:09
Regulamin tego Portalu wyklucza,
Droga Blaszko,
prywatę po tekstami, ale mam cichą nadzieję, że ze względu na okoliczności:
tutaj odniosę się jeszcze do tekstu Łabędzia:
popłynąłeś równo, zatem życzę wód szerokich i rozległych,
gwiazd na wyciągnięcie ręki, najjaśniejszych na niebie również;
obserwacji ich i z kolei cudownego opisywania :)
pozdrawiam Cię, Blaszko;
gdy piszesz o sobie, tym sposobem zachęcasz czytelnika z Alaski do zerknięcia w Twoje skromne progi i zapoznania się z Twoją twórczością;
przybędę niebawem:)
mike17 dnia 13.01.2014 15:16 Ocena: Bardzo dobre
Ciekawie ukazany światek tzw. filmowców, gdzie często jedno qui pro quo goni inne i tak to się toczy w oparach palonego zioła i picia wysokoprocentowych trunków, bo żadna to tajemnica, że pewne ilości alkoholu bardzo stymulują twórczo, czego przykładem jest reżyser Hoffman, który nigdy nie wypierał się, że na planie za kołnierz nie wylewa, a aktorka Dymna rzekła raz:" Ja to się boje u Ciebie grać, bo mnie rozpijesz!".
Ale szołbiznes, czy ten mały, czy ten zza Oceanu, kieruje się swoimi prawami i nie ma bata.

Ładnieś to ukazał, te przed filmowe krzątania bohatera, który musi ogarnąć niezbyt rozgarniętych statystów, dopiąć to ubranko na ostatni guzik.
Mam nadzieję, że koleś nie jest tym, co to go Pazura grał w "Nic śmiesznego" i szukali lasu... krzyży :)
Twój heros raczej móżdży, więc widzę przed nim przyszłość.
Opowiastka z lekkich, bezpretensjonalna, nawet trup sztuczny, zatem "wszystko dobre, co się dobrze kończy" jak mawiają od stuleci Anglicy, i pewnie twój bohater dopnie swego, ale to chyba pokażesz nam w kolejnej odsłonie, hm?
Bo mniemam, że to tylko taki warm-up :)
Chętnie poczytałbym o jakichś odjazdowych wydarzeniach na planie o mocno groteskowym zabarwieniu, gdzie wszystko plącze się w poplątaniach i w splątaniu zaplątuje.
Więc już pewnie wiesz, że mam niedosyt, bo lubię twoje pióro, piszesz z jajcem, a to się ceni.
No i płynie to wszystko u Ciebie tak zgrabnie jak rzeka Wisła po polskiej krainie :)
labedz dnia 13.01.2014 18:38
viktorio12, słusznie mówisz. Ale generalnie to w zamierzeniu, w szerszym objętościowo tekście, byłyby i przemycone informacje "skąd, co i jak", cóż to sprawiło, że bohater jest tam, gdzie jest. I jasne, że dostałby więcej "prawdziwościowego mięsa". To opowiadanie to jednak trailer, wstępne rozpoznanie tematu, z którym pomagacie mi się rozprawić. Właściwie to zarys czegoś, co po głowie mi łazi.
Dziękuję za przepiękne pozdrowienia z Alaski, mam nadzieję, że nie zamarzasz tam teraz za bardzo! :)

Mike17, chłopie, nawet sobie sprawy nie zdajesz, jak ta robota często wygląda tak, jak to wszystko, co spotyka Adasia Miauczyńskiego w "Nic śmiesznego"... Tysiące podobnych sytuacji się zdarza, niemal na co dzień. A przez 9 lat, to się uzbierało, że ho, ho, materiału. I właśnie o takich sytuacjach to miałoby być. Tyle, że formalnie miałoby to być aluzją do "Paragrafu 22" Josepha Hellera - podobna konstrukcja, podobny poziom absurdu, mruganie okiem do tamtego tekstu. Dlatego też i bohater dostał nazwisko, jakie dostał.:)

Chyba się jednak za to zabiorę.
Dzięki za poczytanie!
Usunięty dnia 13.01.2014 23:02
Viktorio

tekst labedzia ładnie płynie.
Dziękuję za pozdrowienia z Alaski i zapraszam do mnie, a i ja wpadnę do Ciebie, jak podasz poczęstunek.
labedz jest bardzo gościnny stąd nie pierwszy raz prowadzę pogaduszki pod tekstem.
Naprawdę jest miła atmosfera, aż chce się często tu bywać, co jest zapewne zasługą twórcy i jego dzieła.
Pozdrawiam z Wrocławia
labedz dnia 13.01.2014 23:12
We Wrocławiu na pewno cieplej niż na Alasce! :)
Cieszę się, że tekst się podobał i gościnność też przyjemność daje jakąś. Rozgość się zatem śmiało!
Pozdrawiam i ja!
Usunięty dnia 14.01.2014 00:15
Dobra, to się rozgaszczam (rozgoszczam?). Czekam na kawę i papierosa, kolejny raz czytając Twoje dzieło.
Krystyna Habrat dnia 15.01.2014 17:54
No... dobrze piszesz.
Twoja narracja jest szybka, potoczysta, sprawna, bogata w szczegóły - niemal barokowa, ale nowoczesna. Zajrzałam do innych opowiadań i widzę, że masz już wyrobiony styl. Tak się zdaje teraz pisze, więc to nie maniera, a świadomy zamysł. Widać, że ręka biegnie ci po papierze lekko (tak w przenośni, bo pewno to dwie twoje ręce szaleją po klawiaturze), a głowa gorzeje pomysłami. Obok takich tekstów nie przechodzi się obojętnie. Pytanie tylko, ile z tego zostaje w głowie czytelnika. Nad tym trzeba się zawsze zastanawiać, ale myślę, że jesteś na dobrej drodze.
Ciekawa bym była, jak sobie radzisz w tekście o tematyce medytacyjnej, pełnym głębszych refleksji, gdzie nic więcej się nie dzieje. Czasem taki płodozmian dobrze robi, gdy już styl ma się wyrobiony. Można spróbować czegoś wbrew sobie, a potem wrócić bogatszym o takie doświadczenia.
labedz dnia 15.01.2014 22:03
Dzięki, Krystyno. Wbrew pozorom, tematyki medytacyjnej, jak to zgrabnie ujęłaś, popróbowałem też trochę, nawet mi z tego wyszło parę setek stron powieści. Jeden wielki monolog głównego bohatera. Dosłownie, bo nawet tam, gdzie padają słowa innych niż on sam postaci, to i tak to on je przytacza, parafrazując na swą modłę, oczywiście.
Ale tak, masz rację - płodozmian dobrą rzeczą jest, w ramach ćwiczeń, czy walki z zastojem, chętnie coś i w taką stronę skroję, pewnie i tu wrzucę. Będziesz miała okazję rzucić okiem. Nie odchodź za daleko zatem!
Dzięki za dobre słowo, jak również za lekturę.
ajw dnia 19.01.2014 16:54 Ocena: Świetne!
Powiem Ci Łabądku, ze bardzo fajnie piszesz. Nie jest to monotonna, nudna opowieść, tylko bardzo plastyczny obraz, który kupiłam już po pierwszym zdaniu. Nie było ani jednego momentu dekoncentracji. Czytałam ciągiem od poczatku do końca (a na koniec z żalem, że nie ma ciągu dalszego). Ta Twoja stop-klatka z planu bardzo ciekawa, choć praca bohatera niewątpliwie wymagajaca poświeceń i pewnie niedoceniana przez zwykłego śmiertelnika.
Lekkie pióro. Czego chcieć wiecej? :)
Pozdrawiam serdecznie.
labedz dnia 20.01.2014 08:47
Czego chcieć więcej? Tak zadowolonego odbiorcy.:) Dziękuję!
Usunięty dnia 31.07.2016 06:17
Witaj labedziu,
Przepłynęłam przez tekst szybciutko. Czytało mi się bardzo przyjemnie. Czytam po raz drugi i zastanawiam się, skąd ta magia. (W sensie, jak to się dzieje, że zwyczajnie wciągasz czytelnika. Miejmy nadzieję,że do tego dojdę ;)) Pozostaje mi czekać na ciąg dalszy.
Powodzenia!
Pozdrawiam SzaraN.
labedz dnia 01.08.2016 09:43
Dzięki, bardzo mi miło, że ktoś wraca jeszcze do tego starego tekstu.
Pozdrawiam!
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Zdzislaw
30/11/2022 09:28
Dobra Cobro, kiedy nadchodzi jakiś kryzys, to ludzie próbują… »
Yaro
30/11/2022 09:19
Dziękuję serdecznie,:) »
wolnyduch
29/11/2022 23:05
Witaj Valerko Te listki przypomniały mi nie tylko o lecie,… »
wolnyduch
29/11/2022 22:59
Znieczulica z pewnością nie jest dobrą towarzyszką dla… »
wolnyduch
29/11/2022 22:53
Msz, jeśli mamy szukać łez, to tylko tam, gdzie płyną łzy… »
wolnyduch
29/11/2022 22:47
Wymowny, mocny wiersz, niestety wynalazcy zbrodni są nadal… »
Kazjuno
29/11/2022 22:46
D.Urbańska, też Cię serdecznie pozdrawiam! Uieszyłem się z… »
wolnyduch
29/11/2022 22:44
Witaj Jarku Wiersz pełen optymizmu, z nadzieją w tle iż… »
wolnyduch
29/11/2022 22:35
Witaj Yaro/Jarku Tak, to teksty o reinkarnacji i o… »
wolnyduch
29/11/2022 22:31
Witaj al - szamanko Miło mi, że zadałaś sobie trud… »
Kazjuno
29/11/2022 22:31
Już w trakcie czytania, podobnie jak u komentujących… »
Dobra Cobra
29/11/2022 19:50
W swoich dziełach często hołdujesz powiedzeniu: ocalić od… »
d.urbanska
29/11/2022 18:29
Witaj Kaz, dawno Cię tu nie było. Temat Powstania w naszej… »
Kazjuno
29/11/2022 17:00
Dzięki Viktorio za pojawienie się pod tekstem. Nowa wersja… »
viktoria12
29/11/2022 16:31
Zatem ,, Kolumbowie", tylko w wydaniu innego Autora i -… »
ShoutBox
  • Darcon
  • 29/11/2022 10:35
  • Hej! Jak Wam idzie przekazywanie listy artystów konkursu Malowanie Słowem? Dotarła już do ostatniego uczestnika?
  • Wiktor Orzel
  • 27/11/2022 11:29
  • Napiszę do Ciebie na pw w tej sprawie ;)
  • Dark
  • 26/11/2022 11:27
  • Witam. Dostałem ofertę z wydawnictwa Novae res na mój zbiór opowiadań. Koszty pół na pół. Ktoś się orientuje czy warto w to inwestować?
  • Darcon
  • 24/11/2022 17:35
  • Uwaga, uwaga! Zostało ostatnie wolne miejsce w konkursie "Malowanie słowem"!
  • TakaJedna
  • 24/11/2022 12:53
  • Ja oczywiście żartuję, bo w gruncie rzeczy nie ma to chyba żywotnego znaczenia, ale skoro może działać dobrze, to dam mu trochę czasu ;)
  • Wiktor Orzel
  • 24/11/2022 12:49
  • Silnik portalu potrzebuje jeszcze trochę czasu, żeby wszystko przemielić, żeby dane były jeszcze bliższe prawdy. ;)
  • TakaJedna
  • 24/11/2022 12:45
  • Nie żebym narzekała, ale byłam online przed chwilą, a pokazuje, że po raz ostatni byłam o 9:34. ;)
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas