Wizyta - pablovsky
Proza » Obyczajowe » Wizyta
A A A
Od autora: Ci, którzy sądzą, że pieniądz wszystko może, są zdolni wszystko zrobić, by go mieć.

Dante Alighieri

 

Początkowo nie byłem zachwycony. Nowe zadanie do wykonania średnio mi się podobało.
Jednak leżąc w szklanej trumnie z wiszącymi nade mną lampami, czując przyjemną bryzę, przyszło mi do głowy, że lepsze to, niż ganiać za panienkami, albo tłuc właścicieli knajp.
Kiedyś miałbym poważny dylemat, ale to było kiedyś.

Wróciłem do domu, otwarłem piwo, siedząc wygodnie w miękkim fotelu, wybrałem numer w telefonie. Po kilku sekundach usłyszałem wesoły, damski głos.
- Chciałbym się umówić na wizytę z prezesem.
- Pan z prasy? Szefa nie ma, wyjechał na kongres do Niemiec.
- Nie z prasy, z firmy Konstrukszyn Trejding, chciałbym przedstawić ofertę sponsoringu. Taką z gatunku konkretnych, opartą na dłuższej współpracy.
Cisza. Pewnie myśli i przelicza. - Pomyślałem.
- Co to za firma? Może pan jeszcze raz się przedstawić?
- Oczywiście. Ale nie przez telefon. Jestem współwłaścicielem firmy i pragnę przedłożyć naszą ofertę. Jeśli mnie pani nie umówi z szefem na wczoraj, to jestem wręcz przekonany, że nie będzie zadowolony, gdy okaże się, ile stracił. - wypaliłem na wydechu.
- Momencik, będzie pan miły zaczekać. - Usłyszałem. Po chwili w moich uszach pojawiła się przyjemna muzyczka - łi are czempions - zasuwał Fredi. Uśmiechnąłem się szelmowsko sam do siebie, początek zabawy nad wyraz udany.
Po chwili pan Merkury przestał wrzeszczeć i usłyszałem mój ulubiony, piskliwy głosik pani
głupiutkiej.
- Pan prezes jeszcze dzisiaj może z panem porozmawiać, kiedy może pan przyjechać?
- Jak tylko wrócę z posiedzenia rady nadzorczej, czyli za trzy godziny. Jesteśmy umówieni?
- Jak najbardziej, zapraszam!

Siedziałem, a moja wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach. Zacząłem się zastanawiać jak to rozegrać i w jaki sposób zareaguje ten fiut na współpracę z Konstrukszyn coś tam. Wybuchnąłem śmiechem na samą myśl, nie mam pojęcia skąd przyszła mi do głowy ta nazwa.
Wsiadłem do fury, pojechałem do kejfsa, nie lubiłem świrować z pustym żołądkiem. Pół godziny później zaparkowałem pod siedzibą klubu i po chwili wszedłem do holu.
Moim oczom ukazały się szklane gabloty wypełnione pucharami, pamiątkowymi fotami. Na
ścianach wisiały portrety, spoglądali na mnie młodzi, gniewni, którzy próbowali podbić Europę trzy dekady temu.
Jakaś baba z mopem wskazała mi drogę do prezesa.
Na chwilę musiałem stanąć i poszukać wykałaczki, kawałek łingsa między zębami świdrował mi mózg. Nie mogłem faceta urobić przy takim dyskomforcie.

Za moment siedziałem na skórzanym fotelu, a naprzeciwko szczerzył zęby obleśny grubas ze świńskimi oczkami, które świdrowały mnie na wylot.
Garnitur miał pewnie od Kitona za pół baksa zielonych. Pomyślałem, że pewnie
niedługo podobny będę miał w szafie.
To jeszcze bardziej przekonało mnie do zabawy. Gra warta świeczki - wpadł mi do głowy
wyświechtany frazes i rozsiadłem się wygodnie, szeroko rozstawiając nogi.
Rozglądałem się szukając jakiejś pieprzonej kamery, ale na szczęście niczego nie zauważyłem.
- Czego się pan napije, panie Miarczyński?
- Dzięki, może być koniak. - Mrugnąłem do grubasa. Nacisnął przycisk "jakiegoś interczegoś" i po chwili panna głupiutka przyniosła na tacy dwa kieliszki z przeźroczystym płynem koloru szczyn.
Zamieliłem kieliszkiem i walnąłem całość, facet widząc to, skrzywił się z niesmakiem. Ja też, wolałem whisky.
- Słucham oferty, nie chciałbym zabierać pańskiego cennego czasu. - Spojrzał na mnie w
oczekiwaniu. "Pewnie myślisz o swoim czasie, nadęty kutasie" - miałem ochotę wypalić, ale
ugryzłem się w język. Ten rym przekreśliłby plan rozmowy, który wcześniej próbowałem ułożyć.
Ostatecznie jednak postanowiłem improwizować, mój boss, Dziaduch, obiecał niezłą działkę, jeśli załatwię sprawę po myśli.
- Racja. Czas to pieniądz! - zaśmiałem się szelmowsko. - Chciałem przedstawić ofertę naszej firmy. To mało znana, ale dosyć prężna korporacja, zajmująca się eksportem i importem. Chcemy zaoferować współpracę.
- Na czym miałaby polegać owa współpraca? - Odniosłem wrażenie, że facet się poci. Na
potwierdzenie wyciągnął chusteczkę z kieszeni i wytarł czoło.
- Już wyjaśniam. W najbliższą sobotę, na tym pięknym stadionie, który widzimy z okna pańskiego gabinetu, nasza ukochana drużyna gra mecz z tymi dupkami z Płocka. Jesteśmy liderem, oni od miesiąca nie uciułali punkciora, dostają po dupie od wszystkich, są na ostatnim miejscu w tabeli, zgadza się?
- Nie rozumiem...
- Chwilę, daj mi dokończyć, przyjacielu. To przedostatnia kolejka i jeśli wygramy chociaż jeden mecz, to mamy majstra, zgadza się?
Pokiwał głową i zużył kolejną papierowa chusteczkę.
- Kurs u wszystkich buków na nasze zwycięstwo waha się niewiele, jesteśmy faworytem. Za postawioną zetę, można zgarnąć najwyżej dziesięć, dwanaście groszy. Ale jeśli dostaniemy w klapy, to już inna gadka. Za wsadzoną u buka złotówkę, można zgarnąć prawie sześć...
Facet wstał czerwony jak indor. 
- Won! - zasapał, wskazując mi ręką drzwi.
- Spokojnie, proszę usiąść i dać mi dokończyć. - uśmiechnąłem się. Miałem pełną świadomość, że grubas tak zareaguje. Przewidziałem już wcześniej, że będę zmuszony pokazać mu konkretny argument.
Wstałem i zacząłem szukać czegoś po kieszeniach kurtali. Celowo odsłoniłem ją tak, aby zobaczył za paskiem klamkę.
- Oj, przepraszam, nieuważny jestem - stwierdziłem z miłym uśmiechem i zasłoniłem giwerę, wyciągnąłem kopertę, którą położyłem na biurku.
- Co to? - wyjąkał zdenerwowany.
- Proszę zerknąć. Nic wielkiego. Ale warto, abyś przejrzał. To powinno rozjaśnić ci umysł, prezesie.
Wyciągnąłem papierosa i zapaliłem.
- Tu nie wolno palić... - Poluzował krawat.
- Przepraszam, tylko ten jeden, zaraz zresztą wychodzę. No, obejrzyj kopertę! - Wskazałem ruchem głowy na biurko, wstałem, otwarłem okno i pozbyłem się peta.
Przeszło mi przez myśl, że dym ograniczy jego racjonalne myślenie, a to by skomplikowało sprawę.
Usiadłem ponownie, zakładając nonszalancko nogę na nogę.
- Ty gnoju! - wymamrotał, wyciągając zawartość koperty. W środku były zdjęcia jego żony, jak wyprowadza wnuczkę z przedszkola. Ten debil, Laki, zrobił foty w zeszłym tygodniu. Czułem, że podniosę mu ciśnienie. Całkiem poprawna reakcja, jakiej zresztą oczekiwałem, jadąc do pana prezesa.
- Dzwonię na policję! - Sięgnął po telefon, a ja, jak to często w takich sytuacjach miałem w zwyczaju, wsadziłem rękę pod kurtkę i zastygłem w tej pozycji na moment. Zadziałało.
- Czego chcesz? - Pot teraz zalewał mu oczy, zdjął marynarkę, rzucił ją na podłogę, a moim oczom ukazały się mokre plamy pod jego pachami.
- Żeby było jasne, to nie mój wymysł. Szef prosił. A ja go słucham, bo to klawy facet.
Miałem przekazać pozdrowienia z Pruszkowa, to wpadłem na chwilę i przekazuję. - Celowo
wymieniłem miejscowość, nie wiedzieć czemu, działała na wyobraźnię. Uśmiechnąłem się i
dokończyłem.
- Wiesz, to tylko propozycja. I żeby było jasne, nic za darmo. To tylko jeden mecz, w drugim zagracie, jak chcecie. Jeśli teraz przerżniecie, to dostaniesz przelew na konto. Pięćdziesiąt patyków. Za półtorej godziny teatru, sądzę, że to przyzwoita sumka. Gdyby się jednak okazało, że jesteś kiepskim scenarzystą, to musisz mieć świadomość, że... - Postukałem palcem po rozrzuconych zdjęciach, leżących na biurku. Potem je schowałem do koperty i wsadziłem do kieszeni.
Facet siedział blady, jak przysłowiowa ściana. Wstałem i podałem mu karteczkę.
- To numer telefonu, na który do piątku wyślesz nam numer swojego konta bankowego. Miło było! - Poklepałem go siedzącego po ramieniu. Nie powiedział słowa.

Wyszedłem i zaraz zadzwoniłem do Dziaducha.
- Załatwione, szefie. Powinno się udać.
- Kurwa, Czarny, powinno?! Mamy zamiar wsadzić u buka okrągłą bańkę!
- Facet jest posrany, według mnie pęknie. Do piątku ma czas, żeby przemyśleć. Jak znam życie, prześle nam numer konta.
- Dzięki, Czarny, obyś miał rację. Dobra robota.
Dziaduch był zadowolony, a ja jeszcze bardziej, poczułem się Bogiem, wsiadłem do fury i
pojechałem ściągnąć kasę od znajomego restauratora.

 

---------------------------------------------------------------
Fragment listu Czarnego, bohatera książki "Nigdy nie byłem gangsterem" publikowanej obecnie na Portalu Pisarskim. Na potrzeby opowiadania autor zmienił nieznacznie zapis.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
pablovsky · dnia 22.01.2014 06:50 · Czytań: 641 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 34
Komentarze
blaszka dnia 22.01.2014 08:28
No i co dalej? No i co dalej?
Tak się nie robi czytelnikowi!
Fabuła nie jest jakaś odkrywcza, ale bardzo dobrze budujesz napięcie i dialogi, lekko, humorystycznie, wiarygodnie.
pablovsky dnia 22.01.2014 11:39
Hej blaszko, miło Cię znaleźć jako pierwszą pod tekstem. Mam nadzieję, że nie jako ostatnią :p
Pewnie, że fabuła nie powala, po prostu ukazuje (w niewielkim stopniu), działalność grup przestępczych. Jeżeli ktoś lubi podobne klimaty, to powyższy fragment powinien zachęcić do prześledzenia historii o Marcinie vel Czarnym. To tylko jeden z epizodów, który dotyczy jego wspomnień.

Dziękuję za odwiedziny.
al-szamanka dnia 22.01.2014 12:13 Ocena: Bardzo dobre
Działalność Czarnego pokazana z nieco innej strony.
Albo ta strona nieco inaczej wygląda, gdyż brakuje tej specyficznej atmosfery budowanej samą obecnością komisarza Pablovsky'ego.
Owszem, jest bandycka afera, manipulacja, groźba kidnapingu, wszystko kapitalnie i wiarygodnie przedstawione, ale...
Zatęskniłam za szklaneczką czegoś w rękach komisarza, dymku z papierosa, tego klimatu - mieszanki zmęczenia, przyciemnionego światła, wygodnego fotela (bo fotel Czarnego to już nie to samo), a za ścianą spokojnych oddechów Marcina i Karoliny.
Ten fragment wydał mi się przez to okrojony z czegoś.
Bo komissario i Czarny należą do jednej opowieści.
Razem tworzą jedną całość.
A czytało się doskonale, O!

Pozdrawiam:)
Wasinka dnia 22.01.2014 22:45
Jest lekko, gładko i wciąga.
Co prawda, krótka scenka i dość - że tak powiem - standardowa, ale przyjemna w czytaniu.
Lekceważący niejako sposób bycia i humor wpleciony w tekst - nadają lżejszego tonu, może nawet cwaniaczkowatego.

Może:
Cytat:
Pew­nie myśli i prze­li­cza. - Po­my­śla­łem.
Pewnie myśli i przelicza - pomyślałem.
Cytat:
Po­kle­pa­łem go sie­dzą­ce­go po ra­mie­niu.
Może coś w kierunku: Poklepałem siedzącego po ramieniu / Poklepałem go po ramieniu


Pozdrawiam z Księżycem i trzeszczącymi gałęziami w lodzie.
pablovsky dnia 22.01.2014 23:11
Robienie przekrętów w polskim sporcie na grube miliony, przy współudziale grup przestępczych nazywasz standardem. No cóż, masz pewnie rację, nie pozostaje nic innego, jak krzyknąć "Witamy w Polsce!" ;)
Ale prawda jest taka, że na całym świecie sport jest doskonałą przykrywką do robienia lewych interesów.
Siedzę w tym temacie od wielu lat i czasami aż trudno uwierzyć, że można w tak bezczelny sposób układać wyniki dla korzyści majątkowych. I myślę nie tylko o "podziemiu", nawet sportowcy biorą w tym udział. Szok.
Ale to tak w nawiasie, opublikowałem ten tekst przede wszystkim dla celów "reklamowych", może będzie dla Ciebie zachętą do wejścia w gangsterski świat mojego bohatera.
Dziękuję, że zajrzałaś. Tak rzadko mnie odwiedzasz, że aż się zarumieniłem ;)

Pozdrawiam z rumową herbatą w dłoni ;)
Wasinka dnia 22.01.2014 23:27
pablovsky napisał:
Dziękuję, że zajrzałaś. Tak rzadko mnie odwiedzasz, że aż się zarumieniłem

He, he, Ty nie odwiedzasz mnie wcale. ;) Ale zarumieniony Pablo, no no.
A Czarnego już trochę poznałam (i nie tylko; właśnie, co się stało z Twoimi pierwszymi tekstami w skandynawskim stylu?), wszak towarzyszyłam Twojej twórczości od początku; jednak bywa, że czas trudno złapać nawet za rąbek sukni, tak szybko ucieka.

Pozdrawiam - również herbatkowo. Z jaśminem i Księżycem w tle.
Dorota Karin dnia 22.01.2014 23:42
Masz talent !!! Podoba mi się styl, wartka akcja, dialogi. Dobrze się czyta,wciąga. Pozdrawiam. :)
pablovsky dnia 22.01.2014 23:45
To nie talent, to ciężka praca faceta bez talentu, miła Dorotko. I pomoc ludzi na PP, kształtują moją twórczość nieprzerwanie. Dziękuję za wizytę, miło mi niezmiernie.
henrykinho dnia 23.01.2014 00:22
Czytając nie zbliżyłem się może do nirwany, ale to jedna z tych historyjek, które wciągasz trzymając nogi na stole i popijając kawę. Ewentualnie nic nie popijając, jeśli jest późno.
Jak teraz.
Tutaj Czarny podoba mi się bardziej niż ten, którego znam z listów. Jest szybko, wesoło, półświatkowo, dialogi odprężają, rozwijają akcję. Krótka anegdotka o jednej z przygód ferajny, podsumowując. Co więcej jest w tych bohaterach coś z Flipa i Flapa, pewna niezdarność, bardzo widoczne, choć nie wiem, czy do końca zamierzone, przerysowanie - spocony szef z chustką, cholernie pewny siebie twardziel, nadzorujący wszystko Zordon-Dziaduch.
Zresztą przejście zaskakujące. Czarny w typowej humoresce? Nie wiem, co na to powiedzą na mieście...
Oby nie znalazł jakiejś makreli na aucie ;)
pablovsky dnia 23.01.2014 00:36
Ależ interpretacja :) Jak wiele różnych spostrzeżeń, w zależności od punktu siedzenia. Nie wiem, jak odnieść się do Twoich uwag henry, bo to nie miała być humoreska :p
Pewnie popełniłem błąd zmieniając zapis listu. Zastanawia mnie, czy oryginał, który się pojawi w głównym wydaniu, również odbierzesz w ten sposób.
To raczej ponury obraz wpływów przestępczości na wydarzenia w sportowym światku i nie tylko. Ale skoro twierdzisz, że jest wesoło i widzisz pojawiające się w wyobraźni postacie Flipa i Flapa, to też nieźle, najważniejsze, że zajrzałeś, wielkie dzięki!

p.s. Z tą makrelą, to już przesada, robotę wykonał na medal! :) :)
henrykinho dnia 23.01.2014 00:43
Mnie to bawi, może przez zmianę zapisu, a może nie, ale scenka zabawna to się śmieję :) Zresztą osobiście "luzujesz" tekst w paru miejscach:

Cytat:
łi are (the) czem­pions

Cytat:
Fredi

Cytat:
Kon­struk­szyn Trej­ding


Sam przyznasz, że to są chwyty humorystyczne.

Ach, i nie życzę Czarnemu makreli, skądże znowu!
amsa dnia 23.01.2014 12:23
pablovsky - nie czytam Nigdy nie byłem gangsterem, ale to chyba mój błąd. Będę musiała go nadrobić ;). Spodobał mi się ten fragment listu, ma klimat czarnych kryminałów, którymi się swojego czasu zaczytywałam, a teraz, jak mam czas, a zwykle niestety mi go brak, przetwarzam sobie na audio i słucham.

Pozdrawiam

B)

Cytat:
Na chwi­lę mu­sia­łem sta­nąć i po­szu­kać wy­ka­łacz­ki, ka­wa­łek łing­sa mię­dzy zę­ba­mi świ­dro­wał mi mózg. Nie mo­głem fa­ce­ta uro­bić przy takim dys­kom­for­cie.

Za mo­ment sie­dzia­łem na skó­rza­nym fo­te­lu, a na­prze­ciw­ko szcze­rzył zęby ob­le­śny gru­bas ze świń­ski­mi oczka­mi, które świ­dro­wa­ły mnie na wylot.
- tak jakoś najbardziej mi się rzuciło w oczy
pablovsky dnia 23.01.2014 18:06
Cytat:
nie czytam Nigdy nie byłem gangsterem, ale to chyba mój błąd.


Poważny błąd, amso! :) Jeśli lubisz podobne klimaty, to nie pozostaje mi nic innego, jak zaprosić Cię do lektury, Czarny będzie zachwycony, a Ty z pewnością usatysfakcjonowana! ;) Pozdrawiam i dziękuję za odwiedziny.
amsa dnia 23.01.2014 18:50
pablovsky - jak tylko sobie zbilansuję zyski i straty - to chyba w klimacie jakby ;), poczytam, oj poczytam ;)

B)
Dobra Cobra dnia 26.01.2014 15:08
Zbrodnia, przestępstwo, kara!

Witaj,

Serwujesz nam kolejne opowiadanie z tych, w których siedzisz zawodowo. Dość tutaj poważnie, jakby się zastanowić, a jednak jest powietrze i dawka (nie)zbędnego humoru. Ty jesteś panem sytuacji i sam decydujesz, jak ma być: na wesoło czy nie do końca. a czytelnik tradycyjnie wybrzydza.

Zdobądź adresy IP najniepokorniejszych (to prosta sprawa) i odwiedź ich z klamką w dłoni a zobaczysz, jak krytyka się odmieni! Hihihi


Chłopaku, rozwijasz się! Co jest miłe dla czytelnictwa w naszym kraju. :)


Pozdrawiam,

DoCo


PS Odwiedzaj Wasinkę
pablovsky dnia 27.01.2014 01:03
Cytat:
Dość tutaj poważnie, jakby się zastanowić, a jednak jest powietrze i dawka (nie)zbędnego humoru.


Bo chłopcy z ferajny zawsze oddychają świeżym powietrzem! :)

Cytat:
Zdobądź adresy IP najniepokorniejszych (to prosta sprawa) i odwiedź ich z klamką w dłoni a zobaczysz, jak krytyka się odmieni!


DoCo, Ty naprawdę myślisz, że ja mogę zdobywać adresy i latać z klamką? Przecież ja zwykły portier na komendzie jestem! Gdzie mi tam do wielkiego świata gangsterów i informatyków grzebiących po AJPI? :)

A co Ty z Wasinką, jakiś duet tworzycie? Myślałem, że z blaszką ganiasz po wernisażach? :)
blaszka dnia 27.01.2014 18:34
Wpadłam zobaczyć, jak się ma dzieło i widzę, że się tu o mnie plotkuje. A dzieło ma się dobrze. Będzie ciąg dalszy?
pablovsky dnia 27.01.2014 23:15
Oczywiście, cały czas się dzieje :) Ale w nieco szerszym pojęciu, tam gdzie nie ma żadnych praw i reguł, czyli w "N.N.B.G" ;)

Zastanawia mnie skąd u Ciebie telapatyczne skłonności, blaszko? ;) DoCo naskarżył?
bosski_diabel dnia 29.01.2014 13:41
Tekst lekki, gładko się czyta a czytając wciąga.
Niby krótko a treściwie i co ważne jak dla mnie z humorem, rzadko zaglądam do prozy ten tekst mi polecono i nie żałuję bo było warto:) pozdrawiam.
pablovsky dnia 29.01.2014 14:01
bosski diabełek pod moim tekstem? A myślałem, że nic mnie już nie zdziwi? Serdeczne dzięki! A to, że twierdzisz, iż warto było przeczytać? Bardzo się cieszę! :)
Miniatura zawiera nieco humorystyczny aspekt, przede wszystkim, dzięki specyficznemu spojrzeniu na otaczającą rzeczywistość takich ludzi, jak Czarny, bohater większej całości, świadek koronny.
(A mówią, że nie potrafię budować długich zdań ;) )
Kłaniam się nisko, diable!
akacjowa agnes dnia 29.01.2014 14:17
Pablo, geniuszu kryminału. Nie lubię takiej tematyki, ale przeczytałam z zaciekawieniem i wciągiem :)
Ten kawałek skojarzył mi się nieco z moim "Na bocznym torze", lecz oczywiście Twój jest o kilka półek wyżej.
Myślę, że dzięki Twoim tekstom polubię policyjno-przestępczo-gangsterskie numery :)
Nieczęsto do Ciebie zaglądałam, ale to się zmieni.

Pozdrawiam
pablovsky dnia 29.01.2014 14:34
Dziękuję, Agnes. Nie wiem skąd moje podejrzenia, ale sądzę, że zajrzałaś pod mój tekst, ponieważ obawiasz się soboty :) :) :)
A tak zupełnie na poważnie, to miło mi, że postanowiłaś odwiedzić starego kryminalistę pablovsky'ego. :)
Doskonale zdaję sobie sprawę, że każdy ma swoje ulubione klimaty, oczywistą rzeczą jest, że każdego "kręci" coś innego, to zrozumiałe i absolutnie nie mam Ci za złe, że omijasz szerokim łukiem tematy mocno kryminalne, wszak jesteś poetką, która doskonale wie, czym jest "żagiel z najdelikatniejszego jedwabiu" ;)

Pozdrawiam ciepło.
akacjowa agnes dnia 29.01.2014 14:48
Rozumiesz, że zanim się spotkamy chcę się o uczestnikach zlotu czegoś więcej dowiedzieć. Taka ze mnie wyrachowana żyć :)

Pozdrawiam i mam nadzieję, że w wolnej chwili zajrzysz do mojej miniaturki. Ciekawa jestem, czy też Ci się skojarzy :)
Usunięty dnia 01.02.2014 19:06
Pomysłów masz pełną głowę. Niewątpliwie. I pokazujesz je całkiem wiarygodnie, klatka po klatce. Z ubraniem ich w słowa jest zdecydowanie gorzej.

Poza nawarstwieniem form zakończonych na -łem (których nie punktuję, bo wymijanie ich to już wyższa szkoła jazdy), masz sporo wpadek, które rozwalają tekst. Według mnie.

Cytat:
Wró­ci­łem do domu, otwar­łem piwo, sie­dząc wy­god­nie w mięk­kim fo­te­lu, wy­bra­łem numer w te­le­fo­nie.

Pełno tego typu topornych zdań (to już zresztą kiedyś przy którymś tekście Ci mówiłam). Zdań, które wystarczy przeciąć w pasie (albo innej części ciała) i od razu zyskujesz na płynności:
Wróciłem do domu i otwarłem piwo. Siedząc wygodnie w miękkim fotelu, wybrałem numer w telefonie.

Cytat:
"Cisza. Pew­nie myśli i prze­li­cza". - (p)o­my­śla­łem.

myśli wpadają na siebie; bez kropki po 'przelicza'

Cytat:
gdy okaże się, ile stra­cił(.) - wy­pa­li­łem na wy­de­chu.

bez kropki przed myślnikiem

Cytat:
- Mo­men­cik, bę­dzie pan miły za­cze­kać(.) - (u)sły­sza­łem.

j.w.

Cytat:
Po chwi­li w moich uszach po­ja­wi­ła się przy­jem­na mu­zycz­ka - łi are (de) czem­pions - (którą) za­su­wał Fredi.


Cytat:
gło­sik pani
głu­piut­kiej.
- Pan pre­zes jesz­cze dzi­siaj może z panem po­roz­ma­wiać, kiedy może pan przy­je­chać?

Cytat:
Wy­buch­ną­łem śmie­chem na samą myśl(.) (N)ie mam po­ję­cia(,) skąd przy­szła mi do głowy ta nazwa.

Cytat:
Wsia­dłem do fury, po­je­cha­łem do kej­fsa(.) (N)ie lu­bi­łem świ­ro­wać z pu­stym żo­łąd­kiem.

Cytat:
sie­dzia­łem na skó­rza­nym fo­te­lu,

w skórzanym

Cytat:
świ­dro­wał mi mózg. Nie mo­głem fa­ce­ta uro­bić przy takim dys­kom­for­cie.

Za mo­ment sie­dzia­łem na skó­rza­nym fo­te­lu, a na­prze­ciw­ko szcze­rzył zęby ob­le­śny gru­bas ze świń­ski­mi oczka­mi, które świ­dro­wa­ły

Cytat:
pew­nie od Ki­to­na za pół baksa zie­lo­nych. Po­my­śla­łem, że pew­nie

Cytat:
Roz­glą­da­łem się(,) szu­ka­jąc ja­kiejś pie­przo­nej ka­me­ry

Cytat:
ja­kiejś pie­przo­nej ka­me­ry, ale na szczę­ście ni­cze­go nie za­uwa­ży­łem.
- Czego się pan na­pi­je, panie Miar­czyń­ski?
- Dzię­ki, może być ko­niak. - Mru­gną­łem do gru­ba­sa. Na­ci­snął przy­cisk "ja­kie­goś in­ter­cze­goś"

Cytat:
"Pew­nie my­ślisz o swoim cza­sie, na­dę­ty ku­ta­sie" - mia­łem ocho­tę wy­pa­lić

od nowego akapitu

Cytat:
- Racja. Czas to pie­niądz! - (Z)a­śmia­łem się szel­mow­sko.

Cytat:
wska­zu­jąc mi ręką drzwi.

'mi' do kosza

Cytat:
- Spo­koj­nie, pro­szę usiąść i dać mi do­koń­czyć. - (U)śmiech­ną­łem się.

Cytat:
że gru­bas tak za­re­agu­je. Prze­wi­dzia­łem już wcze­śniej, że będę

Cytat:
stwier­dzi­łem z miłym uśmie­chem i za­sło­ni­łem gi­we­rę(.) (W)y­cią­gną­łem ko­per­tę, którą po­ło­ży­łem na biur­ku.


Cytat:
Uśmiech­ną­łem się i do­koń­czy­łem. - Wiesz, to tylko pro­po­zy­cja.

spięłabym to razem

Cytat:
Potem je scho­wa­łem do ko­per­ty

schowałem je do koperty

Cytat:
Facet sie­dział blady, jak przy­sło­wio­wa ścia­na.

bez przecinka

Cytat:
- To numer te­le­fo­nu, na który do piąt­ku wy­ślesz nam numer swo­je­go

przynajmniej 'nam' do kosza

Cytat:
Po­kle­pa­łem go sie­dzą­ce­go po ra­mie­niu.

słabo brzmi; może: go na odchodne
Cytat:
Na po­trze­by opo­wia­da­nia, autor zmie­nił nie­znacz­nie zapis.

bez przecinka
pablovsky dnia 02.02.2014 19:41
Dziękuję morfino za wskazane niedociągnięć i poświęcony czas.
Mam prośbę, kto mi wyjaśni "czarno na białym" kiedy stawiamy kropkę na koniec zdania w dialogu, a kiedy nie należy jej stawiać? Bo zauważyłem, że mam pewne tendencje do stawiania kropek, tam gdzie nie powinny się pojawiać i na odwrót. W powyższym tekście morfina również wychwyciła kilka takich drobiazgów. Kto mi pomoże? :)
akacjowa agnes dnia 03.02.2014 14:16
Pablo, dowiedziałam się, że w dialogach jest tak:

- Wejdź, proszę - powiedział, popychając drzwi ramieniem. Nie stawiamy kropki po wypowiedzi, bo kolejne słowo dotyczy konkretnie tego mówienia.

- Wjedź, proszę. - Popychając drzwi ramieniem, puścił do mnie oko. I tu musi być kropka, bo narracja nie dotyczy czynności mówienia.

- Nie wiem, biedna, co teraz robić - pomyślałam, użalając się nad sobą. Tu znów bez kropki, bo cytujemy myśli i komentujemy tę właśnie czynność.

- Nie wiem, biedna, co teraz robić. - Załamana usiadłam w fotelu i chwyciłam za głowę. I chyba już wiesz, dlaczego jest kropka, co? ;)

Tak zrozumiałam i mam nadzieję, że dobrze Ci przekazuję.

Pozdrawiam
pablovsky dnia 03.02.2014 14:52
Agnes, wczoraj podobnie tłumaczyła mi morfina. To, co napisałaś, obowiązkowo wsadzam w ramkę i obok wyjaśnień morfiny - wieszam nad łóżkiem! :)

Dzięki takim osobom, staję się mądrzejszy z dnia na dzień. Bardzo Ci dziękuję!
akacjowa agnes dnia 03.02.2014 14:55
Proszę Cię bardzo. Cieszę się, że pomogłam :)
ajw dnia 10.02.2014 18:08
Zupełnie w innym klimacie, niż w odcinkach o komisarzu i Czarnym, ale da się czytać. Przekrętów ci u nas dostatek na kazdym kroku, wiec nic odkrywczego, ale jak zwykle piszesz lekkim piórem, wiec nie narzekam.
Pozdrowczyk :)
pablovsky dnia 10.02.2014 18:21
ajw, to tylko potwierdza, że pisarz ze mnie do bani :) Zinterpretowałem po swojemu list od Czarnego i wyszło słabiej, niż w oryginale, stąd wniosek jeden - Czarny jest lepszy :)
Fajnie, ze zajrzałaś. Podejrzewam, że to z tęsknoty za moim kumplem? :p OK, zaraz wkleję kolejny odcinek, for you! ;)
ajw dnia 10.02.2014 18:38
Nic mylnego. To nie chodzi o sposób pisania, bo w jednym i drugim przypadku jest bardzo ok, tylko o klimat. Ja po prostu wolę tamto zderzenie dwóch światów, gdzie tworzą się relacje miedzy przedstawicielami tego dobrego i złego świata i to co sie dzieje pomiedzy słowami. Tam czasem dawało się lubić Czarnego, tutaj nie. Jest zwykłym cwaniaczkiem, który ma przewagę dzieki temu, że dysponuje środkami przymusu oraz przekonywania. Nie wątp w siebie, pablo. Jesteś dobry :)
ajw dnia 10.02.2014 18:48
Miłe i rozkoszne to są małe kotki ;)
puma81 dnia 14.02.2014 00:15
Wizytacja z klamką w tle :)
Dyplomata z Czarnego. Pablo, świetnie poprowadziłeś rozmowę panów, nie jest łatwo wiarygodnie napisać dialog tego typu. Niby lekko, niby zabawnie, ale zdjęcia wnuczki już do śmiesznych nie należaly.
Podobało się. Pozdrawiam :)
pablovsky dnia 14.02.2014 11:31
Dziękuję, pumo! Gdzie Ty się podziewałaś? :) Chyba masz pewne zaległości? Hmm... :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Lilah
24/05/2022 15:58
Kurczę, i mnie się mrówki przywidziały, coś w tym jest.:)»
Lilah
24/05/2022 11:46
Uśmiechnęłam się szeroko, czytając Twój komentarz, tetu -… »
FrancodeBies
24/05/2022 08:46
Dziękuję za wizytę. Nie jest łatwo być sobą, a według… »
wolnyduch
24/05/2022 00:01
Świetny wiersz, poruszający i nawiązujący do aktualnych… »
wolnyduch
23/05/2022 23:53
Ciekawie o transformacji, lubię takie esencjonalne wiersze,… »
wolnyduch
23/05/2022 23:37
No nie wiem czy nie ma, jeśli wierzymy np. w Boga, to… »
wolnyduch
23/05/2022 23:25
Ja bardzo lubię takie "tasiemce" miniaturki mają… »
wolnyduch
23/05/2022 23:23
Re: Tetu No to się cieszę, że nie nalegasz na zmianę,… »
Florian Konrad
23/05/2022 22:55
Dziękuję i również jak najserdeczniej pozdrawiam! »
tetu
23/05/2022 22:31
Twój lekki, zwiewny utwór, przypomniał mi wiersz Teofila… »
tetu
23/05/2022 22:16
Wolnyduszku, ale ja niczego nie sugerowałam z tytułem, ani… »
Lilah
23/05/2022 21:49
Ano, taki tasiemiec mi wyszedł. Dziękuję, wolnyduchu.… »
JOLA S.
23/05/2022 21:08
Witaj Owsianko, czyta się z przyjemnością. Napisane oczami… »
wolnyduch
23/05/2022 21:02
Bardzo obrazowe pisanie, wręcz malarskie. Co do czerniny,… »
wolnyduch
23/05/2022 20:42
Ponoć są takie osoby, które potrafią dokładnie opisać… »
ShoutBox
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:45
  • Szanowna redakcjo! Na mój BLOG nikt nie może publikować. Jedynie komentować i wyrażać wszystko co wątrobie zalega. Zatem nie jestem [link]żeniem.
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:25
  • oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:20
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:18
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:15
  • Zabrakło znaków. Coś podobnego. A ja dopiero się rozkręcam. Zatem zapraszam wszystkich do mojego BLOGA, nieśmiałego. u mnie można o wszystkim, nie tylko o poezji. W ramach obowiązujących norm internet
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:08
  • Zapraszam na mojego nieśmiałego BLOGA. Wszystkich, nawet tych bez ślepej kiszki i z dwunastnicą zapasteryzowanymi metaforami. Co zrobić, trudno! Z żołądkiem zakwaszonym refluksem. RRRUU! Wszystko ule
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
Ostatnio widziani
Gości online:14
Najnowszy:Lukasz112
Wspierają nas