Kocie języczki i psi węch (6) - ajw
Proza » Humoreska » Kocie języczki i psi węch (6)
A A A
Od autora: cz.VI cyklu "Życie Marcela jako ustawiczne unikanie pokus"

  Piątek. W dodatku Matki Boskiej Pieniężnej! Już w robocie planowałem zarąbiście udany weekend z kumplami i panienkami, które aż piszczały, żeby przegonić je po klubach jak bure kotki po blaszanych dachach.
Po drodze zahaczyłem o bankomat i wpadłem do sklepu. Odkupiłem ciotce podwawelską i bułki, a nawet wrzuciłem do koszyka czekoladki "Kocie języczki", które jadała w dniach, gdy nie miała zaparć. Odłożyłem też do bocznej kieszonki trzy stówy, żeby dorzucić się do opłat.

Ciotka miała nosa jak Pinokio, bo zawsze wiedziała, kiedy jestem przy hajsie. Już na początku korytarza poczułem zapach węgierskiego gulaszu, który robiła na specjalne okazje. Była półkrwi Węgierką, a mój ojciec mawiał do niej „ślyweczko” (pewnie od śliwek węgierek, po których ja akurat miałem sraczkę). Matka bardzo się o to wkurzała, twierdziła, że byli kochankami, choć dzieliła ich różnica piętnastu lat na niekorzyść Heleny. Po śmierci ojca zerwała więc wszelkie kontakty, a ja nie przyznawałem się w domu, że u niej mieszkam. Zresztą rzadko dzwoniłem, bo rozmowa nie kleiła się od dłuższego czasu. Ostatni raz byłem w Lublinie na Wielkanoc, a wtedy pokłóciłem się z siorą i w ogóle dałem sobie spokój z kochaną rodzinką. Czułem, że wypadałoby zapytać, co i jak, ale brak komórki usprawiedliwiał mnie niejako.

Helena w wałkach na głowie i pełnym makijażu na pooranej zmarszczkami twarzy krzątała się żwawo przy garnkach w towarzystwie Rudego i Pusi. Jedno poszczekiwało, a drugie miauczało, żeby zwrócić uwagę właścicielki, ale ta miała je w głębokim poważaniu. Na stole, w popielniczce, kopcił się jak zwykle jakiś śmierdzący pet.

- Co za zapachy! – Podniosłem pokrywkę, delektując się gulaszem.
- Łapy precz – powiedziała ciotka krótko, wyrywając mi z ręki przykrywkę.
Szczerze mówiąc, spodziewałem się dużo milszego przyjęcia.

- Zakupy zrobiłem – rzekłem zbity z tropu.
- Do lodówki włóż.
Jakoś nie zrobiło to na ciotce wrażenia. Dopiero gdy wyjąłem z torby „Kocie języczki”, uśmiechnęła się niespodziewanie.

- Pamiętałeś, Marcelku – powiedziała miękko.

„Kocie języczki” zawsze kojarzyły mi się z szorstkim językiem Stefana Boltzmanna, mojego pierwszego i ostatniego kota, który swoje imię zawdzięczał prawu wspomnianego uczonego, przerabianemu na fizyce akurat w momencie, gdy sierściuch pojawił się w moim życiu.
Kiedyś biedaczek zachorował i bardzo to przeżywałem. Po powrocie ze szkoły wpadłem do domu i zastałem matkę rozmawiającą z sąsiadką - panią Janicką.

- Jak Stefan? – zapytałem od progu.
- A dziękuję, już lepiej, Marcelku – odpowiedziała, nie wiedzieć dlaczego, pani Janicka. – Noga już mniej boli i nie jest taka opuchnięta. Pewnie niedługo zacznie chodzić o kuli.
Dopiero wtedy skojarzyłem, że mówi o swoim mężu.

Stefan Boltzmann był niezwykłym kotem. Czystym, mądrym i wdzięcznym za okazywaną mu troskę. Każdego dnia, w ramach owej wdzięczności, zostawiał na wycieraczce przed domem zwłoki myszy, którą dla nas upolował. Nigdy nie wchodził do sypialni i załatwiał się wyłącznie na dworze, zakopując  kupki z niezwykłą starannością , po czym przyklepywał je łapką – zawsze trzy razy. Miał tylko jedną wadę - słabość do alkoholu. Zupełnie jak mój ojciec. Siadywał z nim w kuchni  na krześle z trzema poduszkami i pili na zabój. Najpierw jedli ciężkostrawną zapiekankę na boczku, którą ojciec przygotowywał, gdy miał ochotę na lekkie sponiewieranie, a potem rozpuszczali tłuszczyk „Wyborową”. Oczywiście z tą różnicą, że Stefan nie pijał w szkle. Zjadał po prostu ze spodeczka chleb nasączony wódką. Wzdrygał się z każdym spożytym kęsem, ale jadł, czyli pił. A później zasypiał w różnych dziwnych miejscach: w zlewie, na telewizorze, na łazienkowej półce z kosmetykami, a najchętniej na pralce podczas wirowania, bo matka, gdy tak pili, zawsze brała się za porządki. Ojciec natomiast nie miał tak wyszukanych miejsc ani póz. Zasypiał zwyczajnie, z głową na stole. Matka twierdziła, że to normalne, bo ma ciężki łeb od tych wszystkich życiowych problemów.

Ciotka schowała „Kocie języczki” do szafki nad blatem i popatrzyła na mnie podejrzliwie.

– Pieniądze masz?- zapytała bez ogródek, zmieniając całkowicie ton.
- Trzy stówki, tak jak obiecałem. – Położyłem gotówkę na stole.
- To dobrze, bo mam dziś gościa. Muszę jeszcze koniaczek kupić. – Zgarnęła pieniądze i wsunęła do kieszeni szlafroka.
- To nie dla mnie ten gulasz? – zapytałem rozczarowany.
- Jeszcze czego? Przychodzi dziś pan Grzesio. Zresztą ty musisz do Lublina jechać, bo matkę do wariatkowa zabrali.
- Co? Skąd ciocia wie?
- Twoja siostra dzwoniła, żeby się zapytać, czy nie mam z tobą kontaktu, bo podobno wyłączyłeś telefon. Od środy nie może cię złapać. Powiedziała, żebyś koniecznie przyjechał, więc jedź, chłopcze.

Wrzuciłem szybko coś na ząb i spakowałem torbę. Uświadomiłem sobie, że w Ferozie nie ma paliwa, więc wziąłem od pana Heńka kanister i pobiegłem na stację. Szybka akcja i byłem pod lasem. Dobiegłem do jego skraju, ale po samochodzie ślad zaginął. W rowie, obok którego stał, leżały tylko stare wycieraczki, tylne siedzenia i parę innych drobiazgów. Rozebrali mi samochód!
Przypomniałem sobie wczorajszą rozmowę z dwoma cwaniaczkami z bloku obok, którzy wiedząc, że moim krewnym jest Zyga, mąż ciotki Heli przebywający akurat w miejscu odosobnienia na kolejne dwa lata, zaproponowali mi wejście w mały interes z dużą kasą. Nie uległem jednak pokusie szybkiego zarobku, bo nie miałem najmniejszej ochoty, tak jak wujo, pierdzieć w pasiaki. Stanowczo odmówiłem wzięcia udziału w ich brudnych interesach. Odgrażali się, że pożałuję. Na mój psi węch chcieli mi rąbnąć bryczkę i odstawić na złom, ale że nie było benzyny, rozebrali na miejscu, traktując jak mrówki nieżywego robaka. Rozłożyli na części i opchnęli, co się dało.
Po powrocie z posterunku, gdzie zgłosiłem kradzież, nie było już nawet foteli, którymi zaopiekowały się okoliczne pijaczki. Ciotka pocieszyła mnie, że to lepsze, niż gdyby mnie poćwiartowali , zakopując w lasku Kabackim każdą część pod innym drzewem.

 

                                                                    Koniec cz.VI

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
ajw · dnia 18.03.2014 18:38 · Czytań: 1120 · Średnia ocena: 4,67 · Komentarzy: 42
Komentarze
pablovsky dnia 18.03.2014 21:59 Ocena: Świetne!
He he :) No i po bryce! Biedny Marcel, rozebrali mu dobytek życia bez skrupułów, łajdaki jedne rozczochrane! Ale to pikuś! Będzie zasuwał rowerem w następnym odcinku :)

Cytat:
Zja­dał po pro­stu ze spodecz­ka chleb na­są­czo­ny wódką. Wzdry­gał się z każ­dym spo­ży­tym kęsem, ale jadł, czyli pił. A póź­niej za­sy­piał w róż­nych dziw­nych miej­scach: w zle­wie, na te­le­wi­zo­rze, na ła­zien­ko­wej półce z ko­sme­ty­ka­mi, a naj­chęt­niej na pral­ce pod­czas wi­ro­wa­nia


No musiałem parsknąć, a potem wybuchnąć! Widok prawie nieżywego, sztywnego po gorzałce kiciusia, to widok musi być iście zabawny, by nie rzec kosmiczny! :)
Proszę, kolejny tekst o sierściuchu w roli głównej, no prawie ;)
Jest wesoło, życiowo i prawdziwie! I tak trzymaj, bo musimy trzymać fason w Klubie Wesołego Szampona! A więc trzymajmy!

Z pozdrowieniami od ZłyZasa, prezesa KWSz-a ;)
ajw dnia 18.03.2014 22:11
Jak ja się cieszę, pablo - prezesie nasz kochany (łubu-dubu), ze mnie po tym tekście z klubu nie wyrzuciłeś, a wręcz przeciwnie trzymasz dalej i żadnych składek nie żądasz, a nawet dalszego ciągu pożądasz (tak mniemam) :)
Dobra Cobra dnia 18.03.2014 22:42 Ocena: Świetne!
Przepięknej urody opowieść o naszym bohaterze!

ajw,

Ale Ty dajesz czadu! Aż mlaskam z ukontentowania i zadowolenia bo czytać ten odcineczek to sama rozkosz i satysfakcja.


W czasach, gdy nie miała zaparć - by chyba lepiej brzmiało.

Kot Stefan Boltzmann - przejafowe!

Ojciec i kot Stefan pili razem wódę - no przecudowne normalnie. JAK Ty pieknie się prozatorsko rozwijasz!

Pięknie kombinujesz i jest nawet nadzieja, ze może porzucisz niezrozumiałe szmery poezji i zostaniesz kapłanką Prozzy.

Muszę więc powiedzieć raz jeszcze: jest w pyteczkę i zasługuje na najwyższe uznanie, gdyż mi się bardzo podoba. Nie jest łatwo pisać sztukę w odcinkach, ale jak sie nakreśli w punktach, co ma się zdarzyć - może być o wiele łatwiej. Może to Ci pomoże, a może nie pomoże.

Pozdrowienia od sytego czytelnika, mniam mniam.


Do nastepnego,

DoCo

Ps - naturalnie cieszy mnie tez zdanie prezesa pablovskyego, a jakże!
Hallam dnia 18.03.2014 22:52 Ocena: Świetne!
ajw, super jest zabawnie , oryginalnie, a przy tym zachowujesz prozę życia. ( :
zajacanka dnia 19.03.2014 00:03
No, jak Marcelek miał w dzieciństwie czarnego kota, to się nie dziwię jego późniejszym przygodom ;)
A tak serio - mniej śmieszne od poprzedniego odcinka, a chciałoby się gębę od ucha do ucha rozciągnąć...
Dziś tu strach przez wielkie oczy, bo i kradzież, i Towarzystwo Przyjaciół Zwierząt na głowie, i nawet zapomniana w ferworze codzienności matka w wariatkowie... Ech...

Do następnego ;)
ajw dnia 19.03.2014 09:55
DoCo - o jakże się cieszę, że mój towarzysz z Klubu Wesołego Szampona ukontentowany, nasycił się i nawet mlasnął. Sugestie przyjęłam do wiadomości, bo wciąż się uczę trudnej sztuki prozatorskiej, ale z połezji nie zrezygnuję, nie ma nie to, nie tamto ;)

Hallam - fajnie, ze i tu zaglądasz :)

zajacanko - raz lepiej, raz gorzej. Toć tylko człowiekiem jestem ;) Dzieki, ze czytasz i zostawiasz ślad :)
Urbi dnia 19.03.2014 10:54 Ocena: Bardzo dobre
Bardzo przyjemne. Bardzo. I zabawnie jest, i życiowo, trochę nostalgicznie. Rzeczywiście fragment o kocie Stefanie rewelacyjny. Trzymasz wysoki poziom.
Pozdrawiam.
Dobra Cobra dnia 19.03.2014 11:01 Ocena: Świetne!
Zaczynasz gadać, jak mike17, kurde. Dlaczego???? Bo on tak właśnie gada: nie ma to, nie tamto.

DoCo
Tezet74 dnia 19.03.2014 11:17 Ocena: Świetne!
A mi się podoba. Może rzeczywiście nie aż tak bardzo śmieszne jak poprzednie części, bo brzuch nie boli ale... Kot Stefan Boltzman - rozwala. Nie dlatego, że nosi imię fizyka (a właściwie to - o ile mnie pamięć nie zawodzi co w moim wieku jest jednak możliwe -dwóch fizyków), ale dlatego że w klasie mieliśmy kumpla którego tak właśnie przezywaliśmy. Za tego Boltzmana masz u mnie piątkę.
ajw dnia 19.03.2014 13:29
urbi - a to mnie cieszy, ze chociaz troszkę zabawnie i życiowo i w dodatku nostalgicznie ;)

DoCo - a bo my tylko 120 kilosów od siebie mieszkamy nad jedną rzeką :)

Tezet - kot Stefan Boltzmann istniał naprawdę. To kot mojego ślubnego z czasów kawalerskich (ale Marcelek nie jest jego wcieleniem, o nie). I ja z nim czasem wódkę piłam, ale tylko po kieluniu :) Tylko nic nie mówcie Towarzystwu Przyjaciół Zwierzat, bo mnie zjedzą bez musztardy.
Urbi dnia 19.03.2014 13:43 Ocena: Bardzo dobre
No to mnie zastrzeliłaś!!! Pomnik takiemu kotu postawić!!!
ajw dnia 19.03.2014 14:03
No co chcesz? Kot jak kot. Swoje słabości ma ;)
mede_a dnia 19.03.2014 18:46
Ja tez lubię kocie języczki. A koty wprost uwielbiam. Podobnie jak Marcela.
ajw dnia 19.03.2014 19:18
Kurczę, ja też polubiłam tego niemotę ;)
amsa dnia 19.03.2014 19:42
ajw - piękny, sentymentalny :) odcinek. Jakie cudowne wspomnienia związane ze Stefanem, a i ciotka nabrała "rumieńców", wszystko jedno czy podejrzenia matki były, czy też nie były prawdziwe, bo jeśli padły ciotka musiała mieć jakieś zadatki na "heroinę".
Sprawa samochodu - bezbłędna, uśmiałam się, z braku foteli spadłam na podłogę:).

Jak zbierzesz to wszystko razem, to będzie niczym Lesio J. Chmielewskiej, przy którym drgałam ledwie tłumionym śmiechem. Z braku opanowania tegoż, ludzie jadący ze mną w pociągu, popatrywali w moją stronę, z dziwnym brakiem zrozumienia:).

B)
Quentin dnia 19.03.2014 20:50 Ocena: Dobre
W nieco poważniejszym tonie.

Jak widać Marcel nie tylko ślizga się na skórkach po bananach, ale też ma autentyczne problemy życiowe ;) To chyba dobrze, bo nic nie buduje wiarygodności opowiadanej historii jak dobry dramacik życiowy. W końcu life is brutal, więc po cóż to kryć.

Ciekawi mnie dokąd zmierza ów Marcel. Ciekawi mnie to od strony samej opowiadanej historii, ale także osobowości głównego bohatera. Jakiś dziwny mi się cały czas wydaje ;) Interesują mnie dziwni ludzie.

Pozdrawiam
ajw dnia 19.03.2014 22:19
amsiu - mój mąż ma to samo, gdy czyta w pracy smsy ode mnie ;) Dzięki za odwiedzinki moja Ty wierna czytelniczko :)

Quentin- ja też nie wiem, gdzie on zmierza i dokąd dojdzie, ale mnie to rajcuje, bo nie ma nic nudniejszego niż przewidywalność. Miło mi było Cię gościć :)
Dobra Cobra dnia 19.03.2014 23:41 Ocena: Świetne!
A mnie ciekawi, po ile będzie mąką w następnym odcinku? Pójdzie w górę czy spadnie? A może jej cena utrzyma się na tym samym poziomie?

Z tych emocji aż się pochorowałam...


Cobra Dobra
ajw dnia 20.03.2014 09:41
Ja nawet nie wiem po ile jest w tym, bo nie mam pamięci do cen. Wyluzuj, Renato, bo wrzodów dostaniesz ;) Buziaki moja kochana :)
puma81 dnia 21.03.2014 13:09 Ocena: Świetne!
Może na wstępie wyrażę swoje zdanie na temat stylu i narracji. Jest świetnie - to by było na tyle, bo chyba więcej nie trzeba dodawać. Piórko masz sprawne i lekkie. Śmigasz sobie przez przypadki Marcela, jak krążek hokejowy po lodowisku.
Coraz bardziej lubię bohatera. Jest swojski i sympatyczny, mimo że się czasem z cudzymi żonami prowadza (to echo wczoraj obejrzanego odcinka "Zdrad", mąż mi zapuścił, chyba mnie o coś podejrzewa). Ciocia kolorowa i dynamiczna kobitka. Super, bardzo mi się podobało :)
Pozdrawiam serdecznie :)
ajw dnia 21.03.2014 15:02
pumo - Marcel to 'chłopak z sąsiedztwa', więc jest swojski jak kaszanka w świńskim jelicie. Ciotka też z niejednego pieca chleb jadła. A mężem się nie przejmuj. Większość panów jest podejrzewalskich, bo sami myślą o seksie 24 h na dobę ;)
Miladora dnia 22.03.2014 12:07
Bardzo życiowe. :)
Tekst utrzymany w tonie swobodnej gawędy i mimo perturbacji bohatera - nie stresuje.
No i ciekawe, co zrobi biedny Marcelek bez samochodu.

A przy okazji: ;)
Cytat:
pla­no­wa­łem za­rą­bi­ście udany week­end z kum­pla­mi i pa­nien­ka­mi, które aż pisz­czą,

Nie przeskakuj do innego czasu - tu by się przydał przeszły "aż piszczały".
Cytat:
zro­bi­łem tro­chę za­ku­pów. Od­ku­pi­łem ciot­ce

Wpada na siebie. Może udał się do jakiegoś sklepu?
Cytat:
cze­ko­lad­ki ‘Kocie ję­zycz­ki’,

"Kocie języczki" - normalny cudzysłów, zwłaszcza że takie właśnie stosujesz potem w tekście.
Cytat:
‘Kocie ję­zycz­ki’, które ja­da­ła w dniach, gdy nie miała za­parć. Odło­ży­łem też do bocz­nej kie­szon­ki trzy stów­ki,

Gdyby dać "stówy", to nie wpadałoby na siebie.
Cytat:
Była pół krwi Wę­gier­ką,

- półkrwi -
Cytat:
a mój oj­ciec, ma­wiał do niej „śly­wecz­ko”

Bez przecinka.
Cytat:
że byli ko­chan­ka­mi, choć tatuś był młod­szy od He­le­ny

Że byli kochankami, choć dzieliła ich różnica piętnastu lat na niekorzyść Heleny? Coś w tym sensie, żeby nie powtarzało się "byli/był".
Cytat:
Czu­łem jed­nak, że wy­pa­da­ło­by za­py­tać(,) co i jak, ale brak ko­mór­ki uspra­wie­dli­wiał mnie nie­ja­ko.

Zrezygnowałabym z "jednak" i zmieniła szyk:
- Czułem, że wypadałoby zapytać, co i jak, ale brak komórki niejako mnie usprawiedliwiał.
Cytat:
Na stole(,) w po­piel­nicz­ce(,) kop­cił się jak

Cytat:
- Co za za­pa­chy(!) – Pod­nio­słem po­kryw­kę(,) de­lek­tu­jąc się gu­la­szem.

Uważaj na imiesłowy - one lubią być przedzielone przecinkami.
I wzmocniłabym wymowę wykrzyknikiem.
Cytat:
Szcze­rze mó­wiąc(,) spo­dzie­wa­łem się dużo mil­sze­go przy­ję­cia.

Następny imiesłów do oddzielenia.
Cytat:
Do­pie­ro gdy wy­ją­łem z torby „Kocie ję­zycz­ki”(,) uśmiech­nę­ła się nie­spo­dzie­wa­nie.
- Pa­mię­ta­łeś, Mar­cel­ku – roz­czu­li­ła się.

Może - powiedziała z rozczuleniem? Wtedy unikasz "się".
Cytat:
od­po­wie­dzia­ła(,) nie wie­dzieć dla­cze­go(,) pani Ja­nic­ka.

Cytat:
Każ­de­go dnia w ra­mach owej wdzięcz­no­ści, zo­sta­wiał

Albo bez przecinka, albo z dwoma - dnia, w ramach owej wdzięczności, zostawiał...
Cytat:
i za­ła­twiał się wy­łącz­nie na dwo­rze, za­ko­pu­jąc kupki z nie­zwy­kłą sta­ran­no­ścią i przy­kle­pu­jąc je łapką

- z niezwykłą starannością, po czym przyklepywał je łapką...?
Cytat:
nie miał tak wy­szu­ka­nych miejsc, ani póz.

Bez przecinka.
Cytat:
– Pie­nią­dze masz?()- (z)a­py­ta­ła bez ogró­dek(,) zmie­nia­jąc cał­ko­wi­cie ton.

Spacja do dodania (), przecinek przed imiesłowem, a skoro to kwestia "mówiona", to małą literą.
Cytat:
- Trzy stów­ki, tak jak obie­ca­łem(.) – (P)o­ło­ży­łem go­tów­kę na stole.

A to nie kwestia "mówiona", więc kropka i po niej wielką literą.
Cytat:
- Jesz­cze co? Przy­cho­dzi dziś pan Grze­sio.

- Jeszcze czego! -
Cytat:
czy nie mam z tobą kon­tak­tu, bo po­dob­no masz wy­łą­czo­ny te­le­fon.

Bo podobno wyłączyłeś telefon?
Cytat:
Rzu­ci­łem szyb­ko coś na ząb

A nie "wrzuciłem"?
Cytat:
spa­ko­wa­łem torbę. Przy­po­mnia­łem sobie

Rym. Uświadomiłem sobie?
Zwłaszcza że poniżej masz drugie "Przy­po­mnia­łem sobie".
Cytat:
mąż ciot­ki Heli, prze­by­wa­ją­cy aku­rat w miej­scu od­osob­nie­nia przez ko­lej­ne dwa lata

Bez przecinka. I dałabym "na kolejne dwa lata".
Cytat:
bo nie mia­łem naj­mniej­szej ocho­ty(,) tak jak wujo(,) pier­dzieć w pa­sia­ki.

Cytat:
ale że nie było ben­zy­ny(,) ro­ze­bra­li na miej­scu. Potraktowali

Rym. Rozebrali na miejscu, traktując jak mrówki?
Cytat:
nawet fo­te­li , któ­ry­mi za­opie­ko­wa­ły

Bez spacji przed przecinkiem.
Cytat:
niż gdyby mnie po­ćwiar­to­wa­li i za­ko­pa­li

Niż gdyby mnie poćwiartowano, zakopując każdą część...? Wtedy się nie rymuje.

Wstawka o kocie bardzo sympatyczna i obrazowa. :)
Zastanawiam się też, dlaczego matka Marcela wylądowała w wariatkowie, i czy bohater do niej dojedzie w następnym odcinku.
Swoją drogą, miła byłaby w czytaniu książeczka o Marcelu i jego życiowych problemach. :)

Serdeczności wiosenne, Ajwuś :)
ajw dnia 22.03.2014 17:44
Gorące podziekowanie za wielką pracę nad tekstem. Wszystko wyjaśni się w kolejnym odcinku, który jest w poczekalni. Już drżę, że znowu zapomniałam o jakichś przecinkach i znów bedzie wstyd :)
SzalonaJulka dnia 23.03.2014 23:59
Miladora dobrze mówi - polać jej! albo chociaż dać chlebka nasączonego wódką na miseczkę :D Też bym chciała więcej przygód Marcelka na raz i to w okładce, o!
Ubawiłam się setnie, tym bardziej, że mój pierwszy i przez to najważniejszy świnek morski ma na imię właśnie Stefan :) A i przygodę miałam podobną tzn. kolega mojego taty - Edward doznał szoku, kiedy zaczęłam się drzeć: "Edek, ty kundlu parszywy, chono do pańcini!"
A i ta choroba matki intrygująca - akcja się rozkręca - czekam na cd
Buzior
ajw dnia 24.03.2014 09:41
Fajnie, ze czekasz Szalona, bo to najpiekniejsze co może usłyszeć ktoś, kto spłodził jakiekolwiek opowiadanko. Ja też mam nadzieję, że opowieść o Marcelku zamknę w okładkach. Taki sobie postawiłam cel. Buziaki :)
mike17 dnia 24.03.2014 19:08 Ocena: Świetne!
Swojskie klimaty, rzucone lekko a z jajcami, by na ćwarzy uśmiech wywołać, bo to rzecz bezcenna i w tych osobliwych czasach jakże ważna, gdyż radosne przygody mieszkańców blokowisk na wzór Alternatywy 4 zawsze liczyć mogą w narodzie na żwawy oraz przychylny odzew :)
Więc się odzywam :)
Poszerzyłem tu swą wiedzę o świecie i tzw.człowieku, czyli dobrze na przyszłość wiedzieć, że koty lubią zalać pałę, więc jeśli sącząc chmiel ujrzę jakiegoś na ramieniu, dostanie ode mnie polewkę pod warunkiem, że kupkę oczywiście walnie już na dworze lub u sąsiada na wycieraczce :)

Bohatera ograbiono z cara, what a pity!
Ale na krzywe drzewo i Salomon nie naleje...
Bidulek dał ciała, ale liczę, że się niebawem odbije od Matki Ziemi i kupi używanego Lanosa, co by śmigać po osiedlu, grając skoczne kawałki Modern Talking, na co panny, co w latach 80. były młódkami ustawią się u niego w kolejce, by je brał, bo mężczyzną się jest!

Fajoskie to było, czytałem bez spiny, bo dobry żart rubla transferowego wart, a zatem żartujmy, bujajmy lokalem, niech słowo leci jak ptak i ćwierka nam wesołe nuty, bo życie czasem potrafi nieźle skopać zadek, jak mawiał mój cieć Tadek.

Howgh!
ajw dnia 24.03.2014 21:53
Mike - ależ Ty masz gadane. Powinieneś natentychmiast (ale to nał!) zacząć zarabiać na gadaniu, bo wróżę Ci kupę kasy i mnóstwo odsetek :) Dzięks.
mike17 dnia 24.03.2014 22:18 Ocena: Świetne!
He he tak się składa, że między innymi właśnie gadką zarabiam na życie :)
Jakże miła to robótka!
ajw dnia 24.03.2014 22:20
Królu Złotousty Ty :)
pablovsky dnia 24.03.2014 22:21 Ocena: Świetne!
mike, paliKOT weźmie Cię do klubu z otwartymi lewicami :) Sam bym do Klubu Cię zgarnął, ale nie wiem, czy byś chciał pseudonim zmieniać. Bo to warunek przy naborze do KWSZa :p
ajw dnia 24.03.2014 22:23
Póki co jest Zły Zaskroniec, Dobra Cobra i Wesoła Boa ;)
mike17 dnia 24.03.2014 22:25 Ocena: Świetne!
E, nie kituj, po prostu jadę z tym koksem, trzymam blat, a wkoło kręci się świat :)
Nie bardzo wiem, o czym gadasz, pablo???
pablovsky dnia 24.03.2014 22:27 Ocena: Świetne!
Podobno Agnes jest chętna do Klubu wstąpić (warto, bo jest promocja i okres bezskładkowy!), ale musimy jej imię nadać, Boa coś wymyśli ;)
ajw dnia 24.03.2014 22:28
Mike, przywdziej wężową ksywkę. Musi być dwuczłon(k)owa ;)


Możesz być Gadający Grzechotnik , a agnes Anakonda Bonda ;)
pablovsky dnia 24.03.2014 22:30 Ocena: Świetne!
Szalony Grzechotnik? :p Nadaje się do mike'a!
mike17 dnia 24.03.2014 22:34 Ocena: Świetne!
Nie, Pablo, jestem SZTYWNY PYTON, resztę już sobie dośpiewajcie :)
ajw dnia 24.03.2014 22:35
Ojacie gacie! Dobre! ;)
mike17 dnia 24.03.2014 22:36 Ocena: Świetne!
No, bo facet bez kobity, to jak pies bez pcheł :)
Wasinka dnia 02.04.2014 21:30
Ech, jaki ten Stefan Boltzmann fajny. Jak to kot, tym bardziej gustujący w trunkach... Ale że zasypiał w zlewie i innych takich, to dla kota całkiem niedziwne, a raczej urocze. :)
Wiesz, można się uśmiechnąć, pewnie, w końcu na luzie pisane i treści przekazuje wesołe, ale... jakoś tak matka-wariatka nagle wyskoczyła i mi się pomyślało, że biedny ten Marcel i pomału nam się otwiera historia jego niemotowatości...

Przy okazyi:
Cytat:
opchnę­li(,) co się dało.



Pozdrowionka spośród aury wiosennego Księżyca.
ajw dnia 02.04.2014 21:49
No tak, życie nie zawsze moze być wesołe. Czasem uśmiechnie mordkę, a czasem da w pysk ;)
Joan Mart dnia 01.02.2016 22:03 Ocena: Świetne!
aj w aj! czyta się samo i jak na prawdziwego nałogowca, jak zaczęłam czytać to na jednym wdechu dobrnęłam do VI i robię przerwę na wdech, by wyrazić podziw (dla różnorodności Twojej twórczości) pogratulować Talentu oraz poczucia humoru.
Choćby dla chwil spędzonych z Twoją twórczością warto było trafić na ten portal.
fajne są te Twoje pigułki na smutki
starczy tego pitolenia, wracam do dalszej lektury - chyba jutro wezmę urlop na żądanie :)
Podziwiam!!!!!!
ajw dnia 02.02.2016 12:07
Joan, jesteś jak żółta piguła samej dobrej energii :) Powinno sie Ciebie brać na śniadanie i cały dzień do przodu :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Zbigniew Szczypek
20/02/2024 00:55
Gabrielu No niestety Kazjuno ma rację - to już nie jest ten… »
Zbigniew Szczypek
19/02/2024 23:56
Cześć Nikon Nie wiem, jakiej prawdy szukasz, według górali… »
mike17
19/02/2024 20:38
Jarku, piszesz w bardzo amerykańskim stylu. Nie ma tu… »
Marek Adam Grabowski
19/02/2024 15:28
Spoko. To chyba rzeczywiście jedno z moich lepszych, a… »
Kazjuno
19/02/2024 14:15
Dzięki Marku. Na Ciebie mogę zawsze liczyć. To kontynuacja… »
Kazjuno
19/02/2024 14:11
Ten kawałek też przegapiłem. Sorry! Pomysł, jak to u Ciebie… »
Marek Adam Grabowski
19/02/2024 13:39
Sympatyczne opowieść. Niestety słabo pamiętam poprzednie… »
Marek Adam Grabowski
19/02/2024 13:30
Dzięki Kazju! Bardzo fajny komentarz. Pozdrawiam »
Kazjuno
19/02/2024 11:41
Masz rację Marku, że olałeś roszczeniową Witch. Babsztyl za… »
Kazjuno
19/02/2024 11:18
Przeczytałem Gabrielu G. Niestety nie całość. Dlaczego, za… »
Marek Adam Grabowski
19/02/2024 10:02
Dziękuję; miło słyszeć o takich grzebaniach. Polecam też… »
Marek Adam Grabowski
19/02/2024 10:00
Dziękuję za miły komentarz. Przy okazji przypomnę o mojej… »
Zbigniew Szczypek
19/02/2024 00:56
Bernierdh Nie było mnie w tedy, więc piszę teraz ;) Jest… »
Zbigniew Szczypek
19/02/2024 00:23
No tak Marku, babie nie dogodzisz! Całkiem, jak w bajce… »
Zbigniew Szczypek
19/02/2024 00:14
Witaj Marku Grzebałem sobie w "Kościach" i… »
ShoutBox
  • Redakcja
  • 20/02/2024 16:43
  • Nie mamy nic przeciwko, jeśli każdy z narzekających sprowadzi choć jedną osobę ze starej gwardii. Nie mamy niestety siły, żeby konkurować z mediami społecznościowymi, jesteśmy skromnym portalikiem ;)
  • Zbigniew Szczypek
  • 18/02/2024 22:24
  • Szkoda, wielka szkoda! Co zaglądam, a trochę mnie nie było, to jest coraz gorzej! Przez tydzień obserwuję zapaść, było żle ale teraz, to jakaś tragedia z komentarzami, czy to martwy magazyn?
  • RonaczeK
  • 09/02/2024 19:16
  • Chciałem tylko powiedzieć że choć ostatnio nie mam czasu na to by być tu online to zaglądam poczytać. A Ty czytasz? [link]
  • mike17
  • 09/02/2024 16:19
  • Wczoraj minęło 12 lat, jak jestem na portalu :) Jak ten czas leci. To były naprawdę fajne, udane lata. Szkoda tylko, że tak wielu wartościowych użytkowników już tu nie zagląda...
  • Druus
  • 20/01/2024 22:16
  • Bywam tutaj co jakiś czas i domniemam, że Wasz Król „umarł”.
  • ajw
  • 13/01/2024 15:52
  • Również wszystkiego dobrego :)
  • Wiktor Orzel
  • 02/01/2024 09:38
  • Wszystkiego dobrego Wszystkim, dziękuję że tu nadal jesteście! :)
  • mike17
  • 31/12/2023 18:00
  • Oby ten Nowy Rok był dla Was lepszy niż ten, który się właśnie kończy, niech dopisuje zdrowie i wena, a co do portalu, to najlepszy portal w Polsce i tak trzymać, ole :)
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty