Zanim nabiłeś mi siniaki... - puma81
Proza » Inne » Zanim nabiłeś mi siniaki...
A A A
Od autora: Tekst jest wstępem do innego mojego pt. "Siniaki".
Klasyfikacja wiekowa: +18

Spoglądamy na strzelisty strop Kościoła Mariackiego, wypełniony mętnym powietrzem, jakby trwało tam bez ruchu przez setki lat. Może już kiedyś tutaj byliśmy, może wszyscy ludzie już tutaj byli. Zdobienia oblekają ściany jak człowiecza skóra tkanki, pozwalając, by naczynia krwionośne przetwarzały słowa modlitwy na pieśń ku czci własnej świadomości.
Kocham cię.

 - Polatamy? - pytasz.
Obejmuję talię cyborga wspomaganego mocą silnika mechanicznej bestii. Skórzany pancerz ukrywa pulsujące organy. Wewnątrz buzuje krew i nawet przez grubą powłokę czuję jej ciepło, wytwarzane tańcem miliardów turbin upiętych w cielesną infrastrukturę. Mięśnie oddalają od siebie równo ułożone żebra i zasysasz tlen, jak paliwo. Kilka tysięcy obrotów na minutę, w miejską przestrzeń wdziera się dziki krzyk hordy ujadających psów. Mkniemy pośród kolorowej kaskady świateł, a prędkość szybująca w górę, jak słupek rtęci podczas upalnego dnia, stapia ją w migotliwy snop pełzający po szybce kasku. Urbanistyczne kształty wieżowców, kamienic, galerii - municypalna pieczęć ludzkości, plączą się niczym warkocze młodych dziewcząt podczas tańca. Jeśli zginiemy, to razem, jeśli zapłaczą anioły, to tylko czarne, jeśli przykryje nas sypka ziemia, to w jednej trumnie.
Kocham cię.


Strach to nienasycony potwór, który przychodząc, zagarnia wszystkie myśli i nie pozostawiwszy przy tym nawet maleńkiej szpary, by na moment wyściubić głowę, odcina dopływ powietrza. Stałam przed drzwiami sali, w której za kilka minut miał rozpocząć się język polski. Do odpytywania z recytacji „Ody do młodości” zostałam tylko ja. „Nie dasz rady” tłukło w skronie nieznośnym gorącem. „Nie będzie nikogo przed tobą, usiądziesz, lista obecności i przepaść”.
Uciec, uciec jak najdalej, cisnąć w kąt ciężki plecak i zostawiając w szatni kurtkę, buty, jednym pchnięciem otworzyć ciężkie drzwi. Biec, biec przez siebie do utraty tchu, a później nigdy nie wrócić. Byłam gotowa do dezercji z miejsca mojego stracenia, tak samo jak byłam pewna czającego się za plecami wstydu. „Kurwa, znowu zwiejesz? Jak pryśniesz, Sikora się wkurzy i nie zdasz na pewno. Już i tak podpadłaś, to twoja ostatnia szansa.” - Strzępy rozsądku usiadły na ramionach, zwiększając ciężar ciała i paraliżując nogi. - „Może nie przyjdzie, może jest chory, już minuta po czasie.” Na końcu korytarza zamajaczyła wysoka postać odziana w błękitny garnitur z ciemnogranatowym czymś pod pachą, uśmiercając nowo narodzoną nadzieję. "Jest, idzie, ma dziennik." Wypacykowany, pod krawatem, szpakowaty pan koło sześćdziesiątki, mówiący powoli, wyraźnie i nienaganną polszczyzną.
Zaduch w sali wywołał rozedrganą falę mdłości. Szuranie krzeseł, brzęk rozpinanych tornistrów, trzask książek i piórników, suchość w gardle, nerwowe przełykanie nieistniejącej śliny, szum, wielki szum w uszach, wszystko to sprawiało wrażenie sennego koszmaru, z którego nie sposób się wybudzić. „Kurwa, dlaczego ja? Dlaczego inni potrafią, tak po prostu? Dobra, nie tragizuj, nie pierwszy raz i nie ostatni.” Chichoty, liściki, głupie uśmiechy, ktoś obok o coś pytał, to Alina, ona pierwsza rzuciła kamień, widziałam kątem oka, jak kładąc się ze śmiechu na ławce co chwila próbowała naśladować moje tiki. Parę dni po rozpoczęciu roku szkolnego cała pierwsza klasa śląskiego liceum ogólnokształcącego była w szoku, najwidoczniej nigdy wcześniej nie zetknęli się z tego typu defektem. Miałam tak spocone dłonie, że zostawiły na długopisie wilgotne zacieki. „Bez serc, bez ducha, to szkieletów ludy...”. Chciałam już wyjść na środek, położyć zeszyt przed profesorem Sikorą i wyrecytować wiersz. "Tak, tym razem wyjdę z tego obronna ręką, tak normalnie, nikt nie będzie szydził, wszyscy zdążyli przywyknąć."

Wodząc wzrokiem po kątach sali, szukałam dziury i gdyby trafiła się chociaż taka maleńka, maciupka, zrobiłabym wszystko, by zmieścić w niej całe ciało. Można by je sprasować razem z duszą, zwinąć w rulon i wetknąć w najczarniejszy kąt, przecież i tak ten zestaw nie był wiele wart. Przeniósłszy wzrok za okno, na niebo błyszczące wczesną wiosną, oddzieliłam umysł od niedoskonałego ciała, zanurzając myśli w szeleście promieni tańczących na zewnątrz. To chyba tak, jakbym na chwilę psychicznie umarła. Tymczasem stojąc na środku sali dobry kwadrans, dotarłam zaledwie do czwartego wersu. Z ust wypływały powtórzenia głosek, sylab, słów przeplatane pomrukiem: "yyyyyyyyyyyyy". Wszystko razem brzmieniem przypominało próbę odtworzenia magnetofonowej taśmy, którą w zabawie pomięło dziecko. Nawet ja sama nie byłam w stanie tego słuchać, a reszta klasy z pewnością przeżywała podobne katusze.
Są takie momenty w życiu, gdy namacalnie doświadczamy istnienia - planeta, niebo, drzewa, mury, ludzie i ty w epicentrum wydarzeń, na trajektorii lotu sytuacyjnych odłamków, w ogniu człowieczych uczuć. Uświadamiasz sobie, że wszystko dzieje się naprawdę, że sny nie przecierają oczu, zakładając kapcie, tylko zostają w łóżku z głową wtuloną w poduszkę, że droga, którą podążasz, może niespodziewanie skręcić do piekła. Mój moment powrotnego scalenia umysłu z ciałem bolał niczym otwarta rana posypana solą.
Profesor Sikora uniósł dłoń na znak, że usłyszał już wystarczająco dużo. Pochyliwszy głowę nad zeszytem, dłuższą chwilę ssał czubek pióra z rodzaju tych, dzięki którym dzieciaki stawiają soczyste kleksy, po czym rzekł:
- Dobry, siadaj.
Zawtórował mu ryk silnika dobiegający zza uchylonego okna. Przyjechałeś po mnie.

Widziałam przez okno szkolnego korytarza, jak cierpliwie czekasz. Mieliśmy jechać do parku do Świerklańca na naszą piątą randkę. Po pierwszej wywiało cię na miesiąc, jak czarne ziarenka z zasuszonej makówki. W ogóle często znikałeś. Szłam do łazienki, by zmyć z powiek obraz zasępionej twarzy profesora Sikory dumającego nad oceną recytacji. Siedziałeś na motocyklu, obserwując zdezelowane drzwi. Nie było dziewczyny, która nie rzuciłaby okiem w kierunku czerwonego rumaka i jego właściciela, dlatego, tonąc w chłodnej stali twoich tęczówek, wciąż zadawałam sobie pytanie, czemu tak się uparłeś, czemu ja. Przecież nie potrafiłam płynnie powiedzieć jednego zdania, nie rozumiałam większości żartów, zewsząd wystawały kości i kosteczki, równie kruche jak zadowolenie z samej siebie. A ty zdawałeś się tego wszystkiego nie dostrzegać, tylko w kółko opowiadałeś o jakiejś czekoladzie. Zimna woda nie przyniosła ulgi, oczy nadal piekły.
W parku, siedząc po turecku za jedną z ławeczek, balangowały moje koleżanki, a obok nich pusta litrowa butelka po wódce odbijała słoneczne promienie. Przymknięte powieki, niezrozumiały bełkot i pierwsze torsje uświęcały skostniałą jeszcze przestrzeń, jak kościelne kropidło wiernych. Nie mogły dojść do przystanku, co chwila przewracając się na trawnik. Wieczorem miały całkowicie się zeszmacić zarzucając kwasa i dotykając w kącie knajpy wyimaginowanych palmowych liści. Patrząc na nie z obrzydzeniem, powiedziałeś, że kiedyś zabierzesz mnie daleko stąd.
Tego dnia randka nie trwała długo. Próbowałeś za wszelką cenę wyciągnąć ze mnie, dlaczego nic nie mówię. Prawda nie chciała przejść przez zaciśnięte gardło. "Wiesz, nie dałam rady wyrzucić z siebie kilku pieprzonych zwrotek. Prawdopodobnie do niczego się nie nadaję. Dalej mnie chcesz? Masz dość? No, co ty!" Spłonęłabym ze wstydu. Był początek kwietnia, wątłe źdźbła młodej trawy oblane słońcem jak rumiane policzki dziewicy, słyszącej dźwięk kroków wybranka tuż za drzwiami sypialni, zasysały życie pośród szumu drzew. Tytoń miał gorzki posmak, a twoje usta na próżno szukały moich warg. Powiedziałeś, że to chyba jednak nie ma sensu.

Dochodziła druga nad ranem. Czasem nawet najgrubsze mury nie są w stanie wchłonąć całego krzyku, ani brzęku rozbijanych butelek. Naciągnięta na głowę kołdra była słabą izolacją, nie łagodziła ostrości dźwięków. Zapach tanich papierosów, wymiocin i przypalonego mleka szybował w powietrzu, wgryzając się w firany i obicia, jak fetor ciała toczonego rozkładem. Założyłam spodnie. W zimnym przedpokoju stopy odciskały swój kształt w urynie, na wpół strawionym jedzeniu i łzach matki, nie wiedziałam już, czy to wydzielina żalu, czy bardziej szaleństwa.
Padał deszcz. Krople lądowały na twarzy, jedna przy drugiej, niczym stado ptaków, a gdy było już zbyt ciasno, szeroka struga spływała w kierunku brody, zabierając z sobą słone drobiazgi wyciśnięte z oczodołów. Broczyłam bezbarwną krwią. Jezus też broczył podczas ostatniej wędrówki, a na końcu drogi czekała śmierć i odkupienie.
Dzwoniłam, aż ciche łkanie deszczu przerwał twój zaspany głos zniekształcony przez domofon.
- Mmmmooooogę weweweeeejść? - zapytałam, szczękając zębami. Odpowiedziało mi brzęczenie zwolnionej blokady zamka. Stałeś w drzwiach ubrany tylko w szare dresowe spodnie.
- Przyszłaś pieszo?
Kiwnęłam twierdząco mokrą głową.
- Trzeba było zadzwonić, masz mój numer, przyjechałbym.
- Nnnnie mmmiamiaaaałam zsssz czeczeczego. – Każdy czasem mija się z prawdą.
Nienawidziłam rozmów telefonicznych od chwili, gdy urzędniczka, słysząc w słuchawce rwany monolog, zapytała „Przepraszam, pani jest pijana?”. Oliwy do ognia dolał brat mojej przyjaciółki, który usłyszawszy „yyyyyyyyyyyy” rozpoczynające zdanie, odpowiedział chichotem, po czym zawołał „Magda, yyyyyy dududukacz do ciebie!”. Natychmiast odłożyłam słuchawkę, a łzy mimowolnie spłynęły po policzkach. Siedziałeś obok. Byliśmy na trzeciej randce. Siłą wyciągnąłeś ode mnie, co się stało. W efekcie Bartek tak oberwał, że przez miesiąc nie wychodził z domu. Jednak wtedy otrzymałam od samej siebie całkowity zakaz na samodzielne wykonywanie telefonów.
Powoli ściągnąłeś mokre ubranie. Brudne dźwięki dzikich koni Micka Jaggera, uderzywszy w ciało, galopowały teraz wewnątrz mnie, wprawiając mięśnie w niekontrolowany dygot. Starłeś z mojej zziębniętej skóry wiosenną wilgoć.
- Będziesz spać w sypialni, a ja...
- Ty tttteteż - dokończyłam.
Pościel ziała lodem, albo po prostu ja dostałam gorączki. Leżałeś nieruchomo, tylko klatka piersiowa w równych odstępach czasu unosiła cień w mroku kilka centymetrów w górę. Sen nie chciał nadejść. Gdy na siłę przymykałam powieki tysiące ruchliwych robaczków biegało wokół gałek próbując wydostać się na zewnątrz. Załamania kołdry otoczyły nas delikatnością fal, tnąc jasne cienie wstającego dnia. Położyłam głowę na twoim ramieniu.
- Kkkokoooochaj się zzzzeze mną. – Szept zdawał się kruszyć spokój nadchodzącego brzasku. Sekundę później dotknąłeś moich ust. Chciałam poczuć, jak żyjesz, we mnie.
Z kolejnych godzin, dni, tygodni, pamiętam tylko jedno, szczęście. Broń na dnie nocnej szafki, zniknięcia, nagły chłód w oczach, gwałtowny seks, wszystkie twoje grzechy nie miały dla mnie znaczenia, tak samo, jak dla ciebie nie miał znaczenia fakt, że nie potrafię normalnie powiedzieć: „kocham cię”.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
puma81 · dnia 23.03.2014 08:23 · Czytań: 2330 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 17
Komentarze
pablovsky dnia 23.03.2014 09:42 Ocena: Świetne!
Ty to potrafisz nawet z niczego zrobić coś, droga pumo! Na podstawie myśli, rozterek, zachowań jednej bohaterki napisać tak dramatyczny, pełen emocji tekst?
Jesteś bombowa, że się tak wyrażę! ;)
Gratuluję talentu! I... zazdroszczę. Pozdrawiam.
Ryszard Taxidriver dnia 23.03.2014 12:09 Ocena: Świetne!
Znakomity tekst. Mocny i zarazem subtelny. Wysublimowany. Nie zrozumiałem jedynie pierwszego fragmentu o cyborgu i katedrze. Mam nadzieje, że będą kolejne części. Będą?
Pozdrawiam.
R. Tax.
pablovsky dnia 23.03.2014 12:23 Ocena: Świetne!
Wolałbym Rysio, żeby nie było następnych części, ponieważ cały urok tkwi właśnie w zakończeniu tego tekstu. Broń na dnie szafki, dziki seks, grzechy bez konsekwencji. W zamian za coś. "Zdrowy" układ i tak powinno zostać.
Usunięty dnia 23.03.2014 13:53
Nic nowego nie powiem. Świetna, rozrywająca serducho na miliony kawałków historia i przesmaczny język.

Ale dzisiaj podpadłaś mi technicznie bardziej niż zwykle. Mnóstwo rymujących się końcówek i innych wpadek, dlatego nie czytało mi się tak lekko jak zawsze. Pooglądaj sobie. I dopieść, bo ja chcę po Twoich tekstach przepływać na jednym wdechu.

Cytat:
tej pla­ne­cie już tutaj byli. Ścia­ny drga­ob­le­czo­ne zdo­bie­nia­mi jak czło­wie­czą skórą, a pod nią żyły i tęt­ni­ce prze­twa­rza­ słowa jed­no­staj­nej mo­dli­twy na wiecz­ną pieśń ku czci wła­snej

Cytat:
Obej­mu­ję two talię. Je­steś cy­bor­giem wspo­ma­ga­nym mocą sil­ni­ka me­cha­nicz­nej be­stii, bez któ­rej tra­cisz ste­row­ni­ki. Pod skó­rza­nym pan­ce­rzem, wzmoc­nio­nym w oko­li­cach krę­go­słu­pa twar­dy­mi wszyw­ka­mi, pul­su­je żywa tkan­ka(,) sy­co­na bul­go­czą­krwią i nawet przez grubą po­wło­kę czujej cie­pło, wy­twa­rza­ne mo­zol­ pra mi­liar­dów tur­bin upię­tych w cie­le­s in­fra­struk­tu­rę.

Cytat:
a pręd­kość(,) szy­bu­ją­ca w górę na wzór słup­ka rtęci pod­czas upal­ne­go dnia, sta­pia ją w mi­go­czą­cy snop peł­za­ją­cy po szyb­ce kasku.

Cytat:
Urba­ni­stycz­ne kształ­ty wie­żow­ców, ka­mie­nic, ga­le­rii, mu­ni­cy­pal­ne

Cytat:
po­zo­sta­wia­jąc nawet ma­leń­kiej szpa­ry, by chna chwi­lę wy­ściu­bgłowę i za­czerp­nąć po­wie­trza. Sta­łam przed drzwia­mi sali, w któ­rej za kilka minut miał roz­po­cząć

Cytat:
„Nie dasz rady” (-) tłu­kło w skro­nie nie­zno­śnym go­rą­cem. (-) „Nie bę­dzie ni­ko­go przed tobą, wej­dziesz, usią­dziesz, lista obec­no­ści i je­dziesz z kok­sem”.

To jak w końcu - "nie dasz rady" czy "jedziesz z koksem"? Jeśli takie sprzeczne myśli biły się w jej głowie, to warto coś takiego wskazać zamiast: tłu­kło w skro­nie nie­zno­śnym go­rą­cem, bo robi się nielogicznie.

Cytat:
ci­snąć w kąt cięż­ki ple­cak, zo­sta­ww szat­ni kurt­kę, buty, jed­nym pchnię­ciem otwo­rzcięż­kie drzwi i biec, biec przez sie­bie do utra­ty tchu, a póź­niej nigdy nie wró­c

Cytat:
„Kurwa, znowu zwie­jesz? Jak pry­śniesz, Si­ko­ra się wku­rzy i nie zdasz na pewno. Już i tak pod­pa­dłaś, to twoja ostat­nia szan­sa.” (-) Strzę­py roz­sąd­ku usia­dły na ra­mio­nach(,) zwięk­sza­jąc cię­żar ciała i pa­ra­li­żu­jąc nogi. (-) „Może nie przyj­dzie, może jest chory, już mi­nu­ta po cza­sie.”

Cytat:
Na końcu ko­ry­ta­rza za­ma­ja­czy­ła ma­syw­na syl­wet­ka(,) odzia­na w błę­kit­ny gar­ni­tur z ciem­no­gra­na­to­wym pro­sto­ką­tem pod pachą, uśmier­ca­jąc nowo na­ro­dzo­ną na­dzie­ję. Jest, idzie, ma dzien­nik. Wy­pa­cy­ko­wa­ny, pod kra­wa­tem

Cytat:
Jest, idzie, ma dzien­nik. Wy­pa­cy­ko­wa­ny, pod kra­wa­tem, szpa­ko­wa­ty pan koło sześć­dzie­siąt­ki, mó­wią­cy po­wo­li, wy­raź­nie i nie­na­gan­ną pol­sz­czy­zną.

Wleciał czas teraźniejszy. Jeśli weźmiesz w cudzysłów jako myśl dziewczyny, będziesz rozgrzeszona. W innych wypadku - do przeróbki.

Cytat:
Szu­ra­nie od­su­wa­nych krze­seł, brzęk roz­pi­na­nych tor­ni­strów, trzask ksią­żek i piór­ni­ków lą­du­ją­cych

Cytat:
Chi­cho­ty, li­ści­ki, głu­pie uśmie­chy, ktoś obok o coś pyta

Znowu teraźniejszy. Ale tutaj nie mam pomysłu, jak to rozwiązać. Kombinuj sama.

Cytat:
rzu­ci­ła ka­mień, wi­dzia­łam kątem oka, jak ze śmie­chu kła­dła się na ławce i wy­ty­ka­ła mnie pal­cem.

Cytat:
tak nor­mal­nie, a je­że­li nie, to nikt nie

Cytat:
Wo­dzi­łam wzro­kiem po ką­tach sali, mię­dzy któ­ry­mi wi­sia­ła roz­kła­da­na ni­czym tryp­tyk zie­lo­na ta­bli­ca(,) i szu­ka­łam dziu­ry. Gdyby tra­fi­ła

Cytat:
Prze­nio­słam wzrok za okno(,) na niebo błysz­czą­ce wcze­sną wio­sną.

Cytat:
Prze­nio­słam wzrok za okno na niebo błysz­czą­ce wcze­sną wio­sną. Od­dzie­li­łam umysł od nie­do­sko­na­łe­go ciała, przy­no­szą­ce­go wstyd i za­nu­rzy­łam w sze­le­ście pro­mie­ni tań­czą­cych na ze­wnątrz. To chyba tak, jak­bym na chwi­lę psy­chicz­nie umar­ła. Tym­cza­sem sta­łam na środ­ku sali dobry kwa­drans a do­tar­łam za­le­d­wie do czwar­te­go wersu. Z ust wy­pły­wa­ły szar­pa­ne po­wtó­rze­nia gło­sek, sylab, słów(,) prze­pla­ta­ne po­mru­kiem: "yy­y­y­y­y­y­y­y­y­y­yy"/dwukropek; cudzysłów/. Wszyst­ko razem brzmie­niem przy­po­mi­na­ło próbę od­two­rze­nia po­mię­tej taśmy ma­gne­to­fo­no­wej. Nawet ja sama nie byłam w sta­nie tego słu­chać, resz­cie klasy szcze­rze współ­czu­łam.

- szyk: szczerze współczułam reszcie klasy

Cytat:
Są takie mo­men­ty w życiu, gdy na­ma­cal­nie do­świad­cza­my ist­nie­nia (-) pla­ne­ta, niebo, drze­wa, mury, lu­dzie i ty(,) w epi­cen­trum wy­da­rzeń

bez (,)

Cytat:
że droga, którą po­dą­żasz(,) może nie­spo­dzie­wa­nie skrę­cić do pie­kła.

Cytat:
Przy­je­cha­łeś po mnie. Cze­ka­łeś pod szko­łą. Mie­li­śmy je­chać do parku do Świer­klań­ca na naszą piątą rand­kę. Po pierw­szej znik­ną­łeś na mie­siąc, w ogóle czę­sto zni­ka­łeś. Wi­dzia­łam cię przez okno ko­ry­ta­rza, gdy szłam do ła­zien­ki, chcia­łam zmyć z po­wiek obraz za­sę­pio­nej twa­rzy pro­fe­so­ra Si­ko­ry(,) du­ma­ją­ce­go nad oceną mojej

Cytat:
dla­te­go(,) tonąc w chłod­nej stali two­ich tę­czó­wek(,) wciąż za­da­wa­łam sobie py­ta­nie(,) czemu tak się upar­łeś

Cytat:
emo­cjo­nal­ne za­do­wo­le­nie z sie­bie.

słabo to brzmi; może: zadowolenie z samej siebie/własne poczucie wartości

Cytat:
ba­lan­go­wa­ły moje ko­le­żan­ki. Sie­dzia­ły po tu­rec­ku za jedną z ła­we­czek, a obok nich dwie puste pół­li­tro­we bu­tel­ki po wódce od­bi­ja­ły sło­necz­ne pro­mie­nie. Nie mogły dojść do przy­stan­ku, co chwi­la prze­wra­ca­ły się na traw­nik. Pa­trząc na nie z obrzy­dze­niem(,) po­wie­dzia­łeś, że kie­dyś za­bie­rzesz mnie da­le­ko stąd. Wie­czo­rem miały cał­ko­wi­cie się ze­szma­cić(,) za­rzu­ca­jąc kwasa i do­ty­ka­jąc w kącie knaj­py wy­ima­gi­no­wa­nych pal­mo­wych liści.

Zamieniłabym kolejność zdań, bo trochę niepotrzebnie to zdanie: Pa­trząc na nie z obrzy­dze­niem(,) po­wie­dzia­łeś, że kie­dyś za­bie­rzesz mnie da­le­ko stąd. przecina w połowie spójny opis ciekawego zjawiska, jakim są melanżowniczki. Czyli to zdanie przerzuciłabym na koniec akapitu.

Cytat:
Mia­łam po­wie­dzieć, że nie dałam rady wy­rzu­cić z sie­bie kilku pie­przo­nych zwro­tek? To do czego w ogóle się nada­wa­łam

Cytat:
wątłe źdźbła mło­dej trawy(,) ob­la­ne słoń­cem ni­czym dzie­wi­ca ru­mień­cem na dźwięk kro­ków wy­bran­ka zbli­ża­ją­ce­go się do sy­pial­ni,

Cytat:
wy­so­kich drzew. Tytoń miał gorz­ki po­smak, a twoje usta na próż­no szu­ka­ły moich drżą­cych

Cytat:
Cza­sem nawet naj­grub­sze mury nie są w sta­nie wchło­nąć ca­łe­go krzy­ku i brzę­ku roz­bi­ja­nych bu­te­lek.

Brzmi, jakby krzyk również należał do rozbijanych butelek - do przeróbki.

Cytat:
szy­bo­wał w po­wie­trzu(,) wgry­za­jąc się w fi­ra­ny i obi­cia

Cytat:
Wsta­łam z łóżka i ubra­łam spodnie. Idąc przez zimny przed­po­kój(,) od­ci­ska­łam kształt stóp

Cytat:
za­py­ta­łam(,) szczę­ka­jąc zę­ba­mi.

Cytat:
Kro­ple lą­do­wa­ły na twa­rzy, jedna przy dru­giej, ni­czym stado pta­ków, a gdy było już zbyt cia­sno, sze­ro­ką stru­gą spły­wa­ły

Cytat:
skła­ma­łam. Nie­na­wi­dzi­łam roz­mów te­le­fo­nicz­nych od chwi­li, gdy urzęd­nicz­ka, sły­sząc w słu­chaw­ce rwany mo­no­log, za­py­ta­ła: /dwukropek/ „Prze­pra­szam, pani jest pi­ja­na?”. Oliwy do ognia dol brat mojej przy­ja­ciół­ki, który usły­szaw­szy: /j.w./ „yy­y­y­y­y­y­y­y­y­yy” roz­po­czy­na­ją­ce zda­nie, od­po­wie­dzichi­cho­tem, po czym za­wo­ł: /j.w./„Magda, yy­y­y­yy du­du­du­kacz do cie­bie!”.

Cytat:
Siłą wy­cią­gną­łeś ode mnie, co się stało, po­je­cha­łeś do Bart­ka i spu­ści­łeś

Cytat:
ude­rzy­ły w ciało, ga­lo­po­wa­ły

Cytat:
Po­wo­li ścią­gną­łeś mokre ubra­nie. Brud­ne dźwię­ki dzi­kich koni Micka Jag­ge­ra, które wprost z gło­śni­ków ude­rzy­ły w ciało

Tutaj przydałoby się naprowadzić, czyje mokre ubranie i czyje ciało - jej czy jego. Bo można rozumieć dwojako.

Cytat:
była lo­do­wa­ta, albo po pro­stu mnie tra­wi­ła

Cytat:
uno­si­ła mrok

słabo brzmi; może: cień w mroku

Cytat:
Nie mo­głam zmru­żyć oka. Gdy na siłę przy­my­ka­łam po­wie­ki(,) ty­sią­ce ru­chli­wych dro­bi­nek bie­ga­ło wokół gałek(,) pró­bu­jąc wy­do­stać się na ze­wnątrz.

Cytat:
Za­ła­ma­nia koł­dry oto­czy­ły nas de­li­kat­ny­mi fa­la­mi(,) tną­cy­mi jasne cie­nie wsta­ją­ce­go dnia. Po­ło­ży­łam głowę na twoim ra­mie­niu.- Kkko­ko­ooochaj się zzz­ze­ze mną – szep­nę­łam(,) nie li­cząc na re­ak­cję. Se­kun­dę póź­niej do­tkną­łeś moich ust. Chcia­łam po­czuć, jak ży­jesz(,) we mnie.

bez przecinka po 'żyjesz'

Cytat:
tak samo(,) jak dla cie­bie nie miał zna­cze­nia fakt, że nie po­tra­fię nor­mal­nie po­wie­dzieć: /dwukropek/ „ko­cham cię”.
Dobra Cobra dnia 23.03.2014 15:30 Ocena: Świetne!
Urwało mi jaja przy czytaniu!


Pumo,

Jakiż brutalny, nasycony szarościami, obraz! Aż trudno złapać dech.

Są takie dziewczyny, są takie rodziny - najtrudniej jest z rówieśnikami. Oni są bezlitośni. Będa tępić każde odstępstwo od klasowej, miastowej normy.

Ale jak to oddałas. Chapeau bas, moja droga.

Emocje, drżenie, gorączka... Takie rzeczy widzę podczas lektury. Miasto to niedobry wychowawca.

Bez pewności siebie, niekochana - niełatwy los ją czeka w przyszłości. Obmacujący pracodawca, brak umiejętności radzenia sobie w życiu. Kuuuurde. Niewesoło.

Ale widzę nadzieję, ona jest. Dziewczyna jest silna i da radę! Poukłada sobie życie. Może je nawet będzie miała lepsze, niz jej wychuchane koleżanki ze szkoły.


Zatem z optymizmem!


Do następnego.


Dziękuję.

DoCo
ajw dnia 23.03.2014 21:45 Ocena: Świetne!
Potrzeba takich tekstów, pumo, zeby nasze prostackie społeczeństwo nauczyć tolerancji. Promowanie jej to nie lada wyzwanie! Świetnie przedstawiłaś problem. Czyta się na jednym tchu. Poprowadziłaś go wzorcowo. Zręcznie operujesz językiem jak chirurg skalpelem.
Jestem pod ogromnym wrażeniem Twoich umiejętności. Pozdrawiam serdecznie :) I do następnego :)
blaszka dnia 23.03.2014 22:10
Czasem i bez żadnych widocznych defektów można czuć się gorszym od innych jak bohaterka niniejszej opowieści. Gdyby nie tytuł, pomyślałabym, że to optymistyczna historia. A tak? Bohaterka obdarza uczuciem jakiegoś bandziora, który wkrótce zacznie ją bić, bo zapewne uważa, że nikt inny jej nie zechce. Gostek zaoferował odrobinę troskliwości, a ona już cała jego. Nawet nie wiadomo, czy ją kochał. Raczej nie, jeśli wkrótce nabijał siniaki. Moim zdaniem lepiej być singielką.
Sorry za taki mało romantyczny komentarz, jaki należałby się temu pełnemu dramatyzmu tekstowi, ale czasem trzeba spojrzeć realistycznie. Tyle do treści. Jako utwór literacki oceniam bardzo wysoko.
al-szamanka dnia 25.03.2014 07:16 Ocena: Świetne!
Zobacz, Pumo, która jest godzina. A ja jestem na urlopie.
Właściwie powinnam leniuchować i wylegiwać się w łóżku do południa.
A ja zabrałam się za Twój tekst.
Bo spodziewałam się przeczytać to, czego się spodziewałam:)
Świetny kawałek.
Morfinka już się po nim przejechała;), więc mogłam spokojnie smakować.
Niesamowite już od samego początku.
Końcówka wręcz rozkłada na łopatki...
Tyle jest w niej rozpaczliwego czepiania się tej odrobiny ciepła? w życiu.
Eeech, znowu mnie powaliłaś... a za oknem kwitnie śliwa.

Pozdrawiam urlopowo:)
mike17 dnia 25.03.2014 10:29 Ocena: Świetne!
Jak zwykle jestem pod ogromnym wrażeniem, Kasiu, tego, jak kreślisz obrazy i nastroje, jakby tylko lekko muskając ich powierzchnię, nie dopowiadając wszystkiego, by bystry czytacz sam powoli odkrywał morze niuansów, ulotności przeróżnych i tego, co niewypowiedziane, a jakże silnie pulsujące w treści.

Doskonale przedstawiłaś obraz bohaterki, niepewnej siebie, bez cienia przebojowości i siły przebicia, zamkniętą w świecie swoich ciężarów i niemocy, z którą ciężko daje sobie radę, jednakże coś mi mówi, że to tylko stan przejściowy, jak dojrzewanie, jak dojrzewanie do innego stadium, w którym rozkwitnie jak piękny kwiat :)

Znów motyw miłości do człowieka z marginesu (pistolet, mylę się?), ale z tego, co wiem, jest wiele dziewczyn, takich właśnie zahukanych i pełnych kompleksów, które właśnie z tym typem mężczyzn wiążą się najchętniej - nadzieją na bezpieczeństwo, urok siły, samczość?
Często płacą potem za to wysoką cenę: owe siniaki, chociażby, bo panowie ci przemoc mają we krwi...
Od kwiatka do kopniaka przechodzą niezwykle łatwo.

Językowo i literacko constans, czyli wiesz, co mam na myśli :)
Świetnie kreujesz te dziwne klimaty, światy osobliwe.
Ma się wrażenie, że to czyjaś spowiedź.
Ja tak przynajmniej czuję, bo jest to tak szczerze opowiedziane, tak naturalnie, jakby zdarzyło się przed laty, a dziś kobieta opowiada swoje dzieje.

Odchodzę kontent, i to baaardzo :)
shinobi dnia 25.03.2014 13:24
Stylistycznie bardzo smacznie prowadzone, sporo ładnych zdań.
Ciężko mi się było wczuć i raczej nie zostałem mega poruszony, ale i tak myślę, że to bardzo dobry tekst.
puma81 dnia 26.03.2014 06:43
Pablo, bomba to wybuchła w mojej głowie, gdy przeczytałam Twój komentarz. Czasem wystarczy kilka słów, żeby było pięknie. Dzięki wielkie:)

Ryszardzie, nie będzie kolejnych części, wysypało się wszystko, co wysypać się miało, ale niezwykle mi miło, że zapytałeś. Super, że wychwyciłeś subtelność, miałam nadzieję, że nie do końca przykryły ją powtarzane głoski i sylaby. Pierwsza część to już taki mój freak, uwielbiam motocykle i atmosferę Kościoła Mariackiego, przyrównałam kierowcę do cyborga połączonego z maszyną. Dziękuję bardzo za komentarz :)

Morfinko, poprawiłam wszystko, dzięki wielkie za korektę. Jesteś nieoceniona i zawsze, drżąc na całym ciele, czekam na Twój komentarz.

DoCo, bohaterka poturbowana, ale żyje. Na szczęście są jeszcze ludzie, którzy nie zwracają uwagi na to, czy sylaba została powtórzona dwa, czy trzy razy. Bardzo, baaaardzo dziękuję...

ajw, do dzisiaj nie wiem, co miało na celu odpytywanie z recytacji wiersza osoby, która nie potrafi go powiedzieć, nie wspominając o nadaniu jakiejkolwiek artystycznej "formy". "Żeby się przełamała" - efektem działań była pięćdziesięcioprocetowa absencja uczennicy, masa problemów z tego tytułu, uraz do jakichkolwiek publicznych wystąpień, itd. Ignorancja grona nauczycielskiego liceum osiągnęła w tamtym czasie apogeum i nie chodzi jedynie o bohaterkę, która po dwóch latach walki w poradni dostała w końcu zaświadczenie, że powinna być odpytywana wyłącznie w formie pisemnej. Pismo nie było respektowane, a na maturze ustnej starczyło czasu tylko na pierwsze pytanie niestety. Dziękuję pięknie za przybycie :)

blaszko, nie przepraszaj, bo nie oczekiwałam romantycznych komentarzy, a też tekst z romantyzmem nie ma nic wspólnego. Tak, bohaterka myślała, że nikt jej nie chce, tak, zakochała się w bandziorze i to w dodatku pierwszej wody, ale nigdy jej nie uderzył. Siniaki w tytule są nawiązaniem do mojego poprzedniego tekstu "Siniaki". A czy kochał? Hmmm, to chyba jednak miłość była... Dziękuję najmocniej za czytanie.

Szamanko, TAK, powinnaś leniuchować i się wylegiwać, uzupełniać siły, by między innymi tworzyć śliczne, pełne ciepła opowieści, które nie tylko zachwycają artyzmem, ale otaczają pięknem czytelnika. Cudownie, że jesteś pod tekstem. Bardzo dziękuję i wypoczywaj.

Mike, serdecznie dziękuję. Świetnie odczytujesz emocje zawarte w moich tekstach, jakbyś dosłownie siedział w głowie. To niesamowita zdolność. Odbierasz sygnały jak żywy nadajnik. Pozostaje mi tylko podziękować i mieć nadzieję, że dalej będziesz mnie czytał :)

shinobi, super, że przeczytałeś, dzięki wielkie. Twój komplement na temat stylistyki ma moc rakiety kosmicznej, dlatego zupełnie mi nie przeszkadza, że się nie wczułeś. Jednak mimo wszystko jest to dla mnie pewna wskazówka. Dziękuję, uśmiechając się z zadowoleniem.

Pozdrawiam Wszystkich bardzo serdecznie :)
Krystyna Habrat dnia 13.04.2014 11:26
Nie na darmo dodałam cię kiedyś do ulubionych autorów. Wydaje mi się, że piszesz coraz lepiej.
Podoba mi się ten zgłębiony psychologicznie tekst o wyobcowaniu. Tym bardziej, że mam pojęcie, jak w tej akurat "krainie" nie lubią obcych czy odróżniających się. Znam to zjawisko w środowisku dorosłych. A tekst bardzo dobry.
puma81 dnia 14.04.2014 08:26
Doskonale pamiętam ten dzień, Krystyno, kiedy dodałaś mnie do ulubionych. Wsiadałam akurat do metra i bardzo się cieszyłam :)
Trudno powrócić z "wyobcowania" i znaleźć swoje miejsce.
Dziękuję pięknie za wizytę i pozdrawiam serdecznie ;)

Korzystając z okazji chciałam podziękować morfinie za wyróżnienie.
zawsze dnia 18.04.2014 05:52
Cytat:
Ubra­łam spodnie.

w co je ubrałaś?;)
Cytat:
nie wie­dzia­łam już(,) czy to wy­dzie­li­na żalu, czy bar­dziej sza­leń­stwa.


byłoby pewnie jeszcze kilka, ale mocno przymykam na nie oko :)

Piękny to tekst. Nie znam jeszcze "Siniaków", ale kusi straszliwie, żeby je poznać. Użyte słownictwo dobrane tak, by tekst był miękko plastyczny, urzeka, ale już pprzyzwyczaiłaś do tego w swoich tekstach.

Dobrego dnia!


PS Skursywione wydaje mi się zupełnie zbędne...
jasna69 dnia 20.04.2014 03:20
Zanim nabiłeś mi siniaki… na czerwonym motorze, który przyciągał zazdrosne spojrzenia przyjeżdżałeś właśnie po mnie. Wiatr zabierał ze sobą wszystkie niedoskonałości, a ty dając mi siebie, uchylałeś drzwi od celi, gdzie uwięziłam wiarę w samą siebie.
Przepiękny tekst, Pumo, utkany z emocji, które niczym drobinki marznącego deszczu, szczypią skórę, wywołując dreszcze i pragnienie by otulić się płaszczem nasączonym czyimś ciepłem.
Mimo tak przejmującego klimatu, odmalowanego słowami, jakich nie sposób zapomnieć, ten tekst ma w sobie ogromne pokłady optymizmu. Co z tego, że „bandzior”, że kiedyś nabije siniaki, w tym momencie życia bohaterki jest jej ratunkiem, zauważa to, czego rówieśnicy, zbici w bezkształtną masę ograniczeń, nie są w stanie dostrzec. Czasem wystarcza jedno słowo, gest, odrobina zainteresowania i zrozumienia, by móc dostrzec własne piękno.
amsa dnia 20.04.2014 10:37
Pumo - w okienku komentarza widywałam wpisy dotyczące tego tekstu, przyszedł więc czas spokojnego poranka i mogłam poczytać. Umiesz malować słowem emocje i sytuacje, rozterki wynikłe z przyczyn i skutki wydarzeń, decyzji, wyborów lub ich braku, co też jest wyborem. Grzech zaniechania, niezrozumienia, brak współczucia, odrzucenie, bo ludzie tak bardzo są przywiązani do zewnętrzności, do wyglądu i zachowania, jakby to określało istotę ludzką. A człowiek to o wiele więcej i z pewnością nie ciało. Czytając ten tekst nasunął mi się Epiket stwierdzający: To nie okoliczności tworzą człowieka. One jedynie odkrywają o nim prawdę. I wcale nie odnoszę tego cytatu do bohaterki...

Pozdrawiam

B)

Mam wątpliwości co do użycia: urbanistyczne kształty wieżowców... urbanistyka to dział architektury zajmujący się zasadami planowania przestrzennego, a chociaż budynki są elementem planu, to jednak mają formę architektoniczną a nie urbanistyczną.
puma81 dnia 27.04.2014 11:39
zawsze, dziękuję pięknie za czytanie. Właśnie, w co ubrałam te nieszczęsne spodnie? Nie mogę sobie teraz przypomnieć... poprawiłam. Przecineczek też wstawiłam :) Skursywione to taki mój freak, nie mogłam sobie odmówić. Super, ze tekst zachęca do spróbowania "Siniaków", dla każdego autora to olbrzymi komplement. Urosłam sobie znowu troszeczkę :)

jasna, piękna interpretacja, piękne słowa. Dziękuję, że tak "rozumiesz"...

amsa, cudnie, ze jesteś, bo ogromnie wrażliwa z Ciebie istota. Myślę, że można odnieść cytat do bohaterki, bardzo trafny. Również miałam wątpliwości co do "urbanistyki", ale bardzo lubię to słowo, to kolejna rzecz, której nie mogłam sobie odmówić, ale pomyślę...
Dziękuję za komentarz :)

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Marek Adam Grabowski
09/12/2022 11:18
Bardzo malownicze i wciągające opowiadanie. Marianie jesteś… »
alos
09/12/2022 01:12
No, pętla na Krzykach i okolice to moje ulubione miejsce we… »
alos
09/12/2022 01:10
Subtelnie wyrażone. Pozdrawiam. »
alos
09/12/2022 01:08
Bardzo ładnie poprowadzona strofa saficka. Klasyka :) »
alos
09/12/2022 01:06
Dzięki za komentarze. Pozdrawiam. »
Abi-syn
09/12/2022 00:40
no i super, nie ze wszystkim musimy się zgadzać, zaś… »
Abi-syn
09/12/2022 00:27
"Allons enfants de la Patrie" I naprzód marsz,… »
wolnyduch
09/12/2022 00:16
Re: Abi Wiesz z tymi fobiami, to msz nie do końca tak...… »
Abi-syn
09/12/2022 00:16
Darek: trafiony - zatopiony dawaj link do odsłuchania… »
wolnyduch
08/12/2022 23:57
Poruszający wiersz o problemie społecznym który niestety… »
Abi-syn
08/12/2022 23:56
Dzięki za komentarze, chciałbym się odwzajemnić, jak zwykle… »
wolnyduch
08/12/2022 23:52
Cześć Valerko/Wioletko Jak dla mnie jeden z lepszych… »
wolnyduch
08/12/2022 23:47
No tak, ja wiem, że neologizmy są różnie odbierane, ale ja… »
wolnyduch
08/12/2022 23:44
To dobrze Wiolinie, że jaśniej... Pozdrawiam przed snem. »
valeria
08/12/2022 19:43
Jak pięknie :) »
ShoutBox
  • akacjowa agnes
  • 07/12/2022 20:48
  • Dobry wieczór, szanowni Portalowicze. Gdyby ktoś znalazł kilkanaście wolnych minut i miałby ochotę posłuchać moich wierszy w Poczcie Poetyckiej Radia Koszalin, to serdecznie zapraszam. Link powyżej :)
  • Kobra
  • 02/12/2022 17:58
  • Pociengiel piękny link.
  • akacjowa agnes
  • 02/12/2022 11:28
  • Darcon, z tego co wiem, to lista była przedwczoraj u przedostatniego uczestnika. Czyli powinna już raczej dotrzeć do wszystkich :)
  • Darcon
  • 29/11/2022 10:35
  • Hej! Jak Wam idzie przekazywanie listy artystów konkursu Malowanie Słowem? Dotarła już do ostatniego uczestnika?
  • Wiktor Orzel
  • 27/11/2022 11:29
  • Napiszę do Ciebie na pw w tej sprawie ;)
Ostatnio widziani
Gości online:17
Najnowszy:sehunds
Wspierają nas