Grzesznicy - rozdz. 7, 8 - Heisenberg
Proza » Długie Opowiadania » Grzesznicy - rozdz. 7, 8
A A A

VII

3 grudnia 2010, godzina 18.45

Arkadiusz Łomczyk wyszedł z sali. Szpitalny korytarz błyszczał pustkami, podobnie jak w tamtym świecie, w którym Arek żył jeszcze kwadrans temu. Bo teraz był już w innej rzeczywistości. Trafił do odmiennego, zupełnie obcego mu świata.

Teść został przy Ani. Arek wyszedł, bo bał się, że jak dalej będzie patrzył na łzy płynące z jej oczu, to zwariuje. A może już zwariował? Nie wiadomo. Miał jednak pewność, że nigdy nie odnajdzie się w tej nowej rzeczywistości, w której ich synek – ich wyczekiwane od tak dawna dziecko – jest martwe.

Nie płakał. Miał dziwnie suche oczy. Gdy mrugnął, poczuł ból, jakby pod powiekami utkwił mu pustynny piasek, drażniący rogówkę przy każdym poruszeniu. Podszedł do ściany i przyłożył czoło do zimnego tynku. Zaraz potem zacisnął palce na tłustych od potu włosach. Szarpał nimi rytmicznie. Normalnie zabolałoby go, ale nie teraz. Teraz nie czuł bólu. A może czuł, tylko nie zwracał na niego uwagi, tak jak na pieczenie oczu?

Jakaś gruba pielęgniarka minęła go i weszła do sali, ale Arek nawet jej nie zauważył. Wlepiał wzrok w biegnącą po ścianie krechę. Rysa w tynku. Zaczynała się na złączu ściany i sufitu. Szła kawałek w dół, równiutko, jakby wycięto ją skalpelem. Potem, na wysokości oczu, załamywała się i skręcała w prawo. Dalej ciągnęła się poziomo po ścianie, ale nie była już tak równa. Bardziej niż cięcie skalpela, przypominała ślady kół pijanego rowerzysty.

Arkadiusz powędrował wzdłuż rysy. Zastanawiał się, dokąd go zaprowadzi. Gdzieś w sercu miał nadzieję, że dojdzie za nią do bramy. Tak, bramy – magicznych wrót, prowadzących do tamtego świata, w którym jeszcze niedawno żył. Świata, z którego został wyrwany zakrwawionymi rękami lekarza. Ciągle widział przed sobą jego zakrwawiony fartuch i słyszał te ociekające krwią słowa: „Przykro mi. Pańskie dziecko urodziło się martwe”.

Przeszedł kilka metrów, aż do rogu ściany. Tutaj skręcił w drugi korytarz. Rysa na tynku prowadziła go dalej, w stronę smukłych drzwi. Tam się kończyła.

Drzwi były uchylone. Światło biurkowej lampki wypływało z pomieszczenia i mieszało się z blaskiem halogenów nad głową Arka. Przy biurku stał dobrze zbudowany mężczyzna w świeżym fartuchu. Pan Waldemar Kocerski – lekarz, który nadzorował poród Ani. Pot lśnił mu na czole, a na policzkach błyszczały rumieńce. Nie widział Arkadiusza; patrzył na połyskującą roletę w oknie.

– A mówiłam ci… Prosiłam cię, błagałam… A ty nawet palcem nie kiwnąłeś – rozległ się głos położnej, żony Kocerskiego. Słowa dobiegały z dalszej części pomieszczenia, niewidocznej zza uchylonych drzwi.

Lekarz złożył dłonie, jakby stał w kościele, i westchnął.

– Waldek – burknęła położna. – Ty coś piłeś?

– Co? – lekarz wybałuszył oczy. – Co ty, Eliza? Zwariowałaś?

Położna podeszła do niego i pociągnęła nosem.

– Wyraźnie czuję alkohol. Przyznaj się, znowu piłeś!

– Cicho, na litość Boską – uniósł ręce do twarzy. – Nie krzycz tak głośno, bo jeszcze ktoś usłyszy.

– No i dobrze, niech usłyszy! Mam już tego dość, rozumiesz? Jesteś alkoholikiem! Nawet w pracy chlejesz!

Lekarz nie poddawał się i próbował uciszyć żonę, ale ona ani myślała go posłuchać.

– Nie wiem, czy nie powinnam zawiadomić ordynatora. Albo nawet policji.

– Policji? Ty chyba jesteś nienormalna.

– Człowieku, z twojej winy przed chwilą umarł noworodek!

W oddali rozbrzmiał kobiecy śmiech. To dwie pielęgniarki, chichocząc, plotkowały na końcu korytarza. Arek miał jednak wrażenie, że dźwięk rozległ się w jego głowie. Rozsadzał mu czaszkę swą wysoką częstotliwością. Krew zapulsowała w skroniach.

– Co?! Z mojej winy! Co ty bredzisz, kobieto! – lekarz puknął się w czoło.

– A pewnie, że z twojej! Tyle za tobą chodziłam, tyle ci mówiłam, że ta kobieta nie da rady normalnie urodzić, że dziecko się udusi, a ty co? Dlaczego nie chciałeś zrobić pieprzonej cesarki?! Chociaż nie, wiem, dlaczego. Bałeś się operować po pijaku, tak? Ty zachlana szujo!

Już chciała odwrócić się do drzwi i wybiec na korytarz, ale mąż złapał ją za rękę.

– Czekaj! – warknął. – Uspokój się, do cholery. Przecież nie chciałem, żeby to dziecko umarło. Myślałem, że urodzi się żywe, najwyżej będzie takie. – Tutaj lekarz wygiął ręce i wykrzywił głowę, udając człowieka z porażeniem mózgowym.

Arek zauważył coś, na co wcześniej nie zwracał uwagi. Dostrzegł perkusję. Ale nie normalną perkusję, tylko wielokrotnie pomniejszoną – miała taką wielkość, że można było w nią bębnić palcami. Ciekawy gadżet. Zabawka stała na brzegu biurka. Składała się z czterech bębenków o złocistych membranach oraz jednego, maleńkiego talerza. Całość łączyła czarna, metalowa podstawka. Była bardzo chłodna, żeby nie powiedzieć lodowata. Arek poczuł to zimno na skórze, jeszcze zanim zorientował się, że trzyma mini-perkusję w ręku. A kiedy wszedł do pokoju? Nawet tego nie zauważył. Mrugnął oczami, a gdy je otworzył, stał już obok biurka.

Ktoś krzyknął. Chyba położna. Chociaż czy na pewno? Może to jednak ktoś z korytarza? Nieistotne. Arka ciekawiło jedynie, po cholerę mu ta perkusja, i nad tym się zastanawiał. Niestety nie wpadł na żaden pomysł. Zamiast tego przyszła mu do głowy myśl, że jest w szoku. Napotkał wzrok Waldemara Kocerskiego. Widział, jak oczy lekarza wirują w orbitach, a źrenice powiększają się i zmniejszają. Chciał przełknąć ślinę, lecz z jakiegoś powodu nie mógł tego zrobić. Zorientował się, że ma otwarte usta. On też krzyczał. Krzyczał i energicznie poruszał ręką, tą, w której trzymał zabawkę. Tłukł nią lekarza.

Krew chlusnęła Arkowi na twarz. Potem szok odebrał mu resztki świadomości.

 

VIII

25 czerwca 2013, godzina 12.30

Igor nacisnął klamkę. Zamknięte.

– Panie Arkadiuszu? – zawołał, stukając w drzwi. – Jest pan tam?

Do toalety zbliżył się Kacper, który przybiegł tu za lekarzem.

– Może siedzi tam ktoś inny – powiedział.

Igor zerknął na niego kątem oka.

– Idź na stołówkę i sprawdź, czy nie ma tam Arka.

Pacjent natychmiast wykonał polecenie. Igor zapukał jeszcze raz.

– Halo! Kto tam jest?!

Znów odpowiedziała mu cisza.

Drzwi otwierały się do wewnątrz. Igor popatrzył na ościeżnicę. Przydusił klamkę i naparł ciężarem swojego ciała. Między drzwiami a futryną utworzyła się szpara na kilka milimetrów. Haczyk, którym zamykało się drzwi od wewnątrz, wydał ciche, suche zgrzytnięcie.

Psychiatra schował dłonie do kieszeni i popatrzył na korytarz. Gryząc wargę, odliczał w myślach upływające sekundy. Wreszcie Kacper wybiegł zza rogu. Pokręcił głową.

– Nie ma go tam.

– A Waldka?

– Też nie.

– Cholera! – Odwrócił się do drzwi. – A w waszym pokoju? – dodał po chwili. – Może tam jest Arek, co?

Kacper pobiegł sprawdzić. Wrócił z odpowiedzią negatywną.

Igor drapał się po brodzie.

– Nie wiemy na pewno, czy są w łazience – powiedział. – Może zjedli obiad i poszli na świetlicę?

– Taa… Naprawdę pan w to wierzy?

– Nie wiem, kurczę, nie wiem. – Zmarszczył brwi, wlepiając w pacjenta ostre spojrzenie. Chrząknął. – Jeśli znowu coś sobie ubzdurałeś, a ja dałem się nabrać twojej bujnej wyobraźni, to… to lepiej szybko uciekaj, bo zrobię ci krzywdę.

Kacper nie zdążył nic powiedzieć. Psychiatra zamachnął się i efektownie użył swojej nogi jako tarana. Kopnął o wiele mocniej, niż to było potrzebne. Haczyk trzasnął. Drzwi otwarły się na oścież. Uderzyły w boczną ścianę i odbiły się od niej, aż zawiasy zaczęły skrzypieć. Skrzypiały długo, przeciągle, jakby wytwarzanie fal akustycznych sprawiało im przyjemność. W końcu jednak umilkły, a powietrzem zawładnęła cisza.

Igor i Kacper nie ruszali się przez moment. Nie mrugali. Nie oddychali. Zamurowało ich jak hrabinę Batory.

Cisza wyostrzała się, a razem z nią zmysł słuchu Igora. Najpierw wychwycił dźwięki ze stołówki. Brzdęk sztućców i rozmowy pacjentów. Zaraz dołączyły odgłosy smażenia z kuchni. Następnie słyszalny stał się warkot kosiarki, pracującej gdzieś obok parkingu. Po kilku chwilach nawet promienie słońca, wpadając przez okno, zdawały się chrzęścić i chrobotać.

Nagle coś łupnęło. Igor obejrzał się na Kacpra. Pacjent leżał nieprzytomny na podłodze. Nie dziwcie się, Drodzy Czytelnicy, wielu z Was także by zemdlało, gdyby zobaczyło człowieka z poderżniętym gardłem.

Igor powrócił wzrokiem do toalety. Pierwsze, co pomyślał, to że powinni częściej obszukiwać pacjentów i sprawdzać ich pokoje. Może znaleźliby żyletkę u Arka i udałoby się uniknąć tragedii? Chociaż, jeżeli człowiek jest naprawdę zawzięty, to nie można go przed niczym powstrzymać.

Żyletka leżała obok muszli klozetowej. Na desce spoczywał Waldemar, z głową odchyloną do tyłu, opartą o rezerwuar. Miał na sobie szary szlafrok. To znaczy, kiedyś był szary, bo teraz raczej szaro-czerwony. Szlafrok został pozbawiony paska. Przydał się on Arkadiuszowi. Mężczyzna wisiał pod kratą w oknie, niczym pedofil, zamordowany przez współwięźniów w filmie „Symetria”. Pomiędzy jego nogami znajdowała się druga muszla klozetowa. Zapewne na niej stał Arek, kiedy wsuwał głowę w pętlę. A potem po prostu zabrał nogi z muszli. I już.

Igor oparł się o futrynę, żeby nie stracić równowagi. Było mu duszno. Wziął głęboki oddech, naprawdę głęboki, aż do przepony, a mimo to ciągle czuł, że brakuje mu powietrza. Jakby tlen nie chciał wniknąć do krwi. Może miał dziurawe płuca?

Popatrzył na boczną ścianę toalety. Nad umywalką widniały rozmazane, ale czytelne wyrazy, napisane krwią.

NIE WIERZĘ W GRZECHÓW ODPUSZCZANIE

Usłyszał te słowa. Nie wiedział, skąd docierają, ale słyszał je. Zupełnie jakby duch Różewicza szeptał mu do ucha. Słowa pęczniały w małżowinach i wwiercały się w mózg. Brzmiały strasznie. Wiedział na pewno – przenigdy ich nie zapomni.

 

KONIEC

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Heisenberg · dnia 29.07.2014 16:17 · Czytań: 617 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 3
Komentarze
amsa dnia 31.07.2014 23:59
Heisenberg - hm... przeczytałam i muszę stwierdzić, że jestem nieco rozczarowana... Ale nie tekstem, a tym że tak szybko go zakończyłeś. Nastawiłam się na dłuższą opowieść, bo tak jakoś mi się sugerowało z wcześniejszych fragmentów, z wyprowadzonych wątków. Mam więc niedosyt, odnoszę wrażenie, że to nie jest całość, że brakuje środka, dopowiedzenia. Ale być może to moja wina, gdyż wydawało mi się, że na podstawie dość szczegółowych opisów i niedopowiedzeń, powinno być więcej. Jednakże sam tekst podoba mi się, mam również wrażenie, że w tym fragmencie zmieniła się narracja, stała się, hm... bardziej sucha, jeśli mogę tak to określić.

Pozdrawiam

B)
Heisenberg dnia 01.08.2014 14:01
I teraz nie wiem, czy mam być smutny, że czytelnik się rozczarował, czy dumny z siebie, że chciałby więcej :) Pozostaje mi tylko podziękować za przeczytanie i mieć nadzieję, że spodobają Ci się też kolejne moje teksty, moim zdaniem bijące na głowę "Grzeszników".
Joł :v
amsa dnia 01.08.2014 14:04
Heisenberg - ani smutny, ani dumny:), ale bądź usatysfakcjonowany, a ja z chęcią poczytam inne utwory.

Pozdrawiam

B)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Marek Adam Grabowski
06/02/2023 17:08
Jeśli chodzi o samo pióro to jestem zadowolony. Piszesz… »
Woland
06/02/2023 07:17
Mocno nijakie, zgodzę się ;) »
Woland
06/02/2023 07:16
Dziękuję za wskazówki i ocenę :) :) Dziękuję… »
Marek Adam Grabowski
05/02/2023 21:47
Oj, byłeś, byłeś. Natomiast tutaj chyba nie byłeś (a… »
AnDob
05/02/2023 17:43
Bez cudu to się nie spotkają jeszcze raz »
Ronin
05/02/2023 16:59
Bardzo fajny tekst Marku. Cykl Kości Wielkich ma z pewnością… »
TakaJedna
04/02/2023 14:18
Mnie taki styl podoba się. Może to i nie miejsce… »
Korektorka
04/02/2023 13:44
Dzień dobry:) Ciekawe! I bardzo dobrze mi się to czyta.… »
TakaJedna
04/02/2023 13:42
Uważam, że najgorzej to być w środku stawki, to takie… »
ajw
04/02/2023 10:45
I ja dobrze się czuję przebywając wśród Twoich wersów :) »
Woland
03/02/2023 22:08
Nie. Jak odwróciło się tabelę, to byłem na jej czele ;) »
TakaJedna
03/02/2023 20:18
Wygrałeś? »
ajw
03/02/2023 13:06
Bardzo ciekawy wiersz, choć w pewnych miejscach ujęłabym… »
Semlus Sertus
03/02/2023 12:53
Ciekawy obraz liryczno-oniryczny. Trochę mnie zaskakuje… »
Semlus Sertus
03/02/2023 12:38
Bez wersu 3 i 4 od końca byłby moim zdaniem zgrabniejszy »
ShoutBox
  • TakaJedna
  • 03/02/2023 12:41
  • Chyba muszę wymienić okulary ;) (to żart oczywiście). Pozdrawiam
  • Wiktor Orzel
  • 03/02/2023 11:45
  • Jak miło widzieć dobrze znane twarze!
  • zawsze
  • 02/02/2023 18:34
  • Tak, też się do tego uśmiecham, choć ostatnio mnie tu mało i bardzo mało :)
  • Tjereszkowa
  • 30/01/2023 18:28
  • Super znajome nicki znaleźć!
  • Szymon K
  • 30/01/2023 13:19
  • Polecam ksiązkę,
  • zawsze
  • 29/01/2023 22:51
  • Tjereszkowa! jak miło Cię tak po latach :)))
  • TakaJedna
  • 27/01/2023 15:43
  • To tylko wrażenie takie.
  • Tjereszkowa
  • 27/01/2023 14:24
  • A może to tylko wrażenie takie! A userzy za fotelami i regałami kryjąc się, czekają by przestraszyć gości znienacka!
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas