Chaînes. Errata do Balu bezsennych - Figiel
Proza » Inne » Chaînes. Errata do Balu bezsennych
A A A
Od autora: Odkąd Dobra Cobra, a niedługo potem Mike, którzy bez problemu zawsze odczytywali moje teksty zaczęli z wdziękiem, kurtuazyjnie miotać się pod Balem Bezsennych wiedziałam, że w zakresie przekazu tekst nie spełnia swoich funkcji.
Dlatego spróbuję opowiedzieć to inaczej. Może będzie lepiej.

Sięgam po kopertę, leżącą na stoliku, obok lampki, która rzuca łagodny cień na jasny blat i kawałek poduszki z wzorem żółtych tulipanów.

Obracam ją w dłoni, niezdecydowanie, jak list od dawnego znajomego, który może przynieść garść wspomnień. Dobrych lub złych, w tym cała zagadka. Ale powód mojej zwłoki jest inny. Doskonale wiem, co zawiera koperta: kartkę z grzecznymi, lecz zdecydowanymi słowami prośby o natychmiastowe uiszczenie zaległości i czerwony blankiet z wydrukowaną kwotą. Wysoką, zdecydowanie za wysoką. Odkładam kopertę. Jutro zamknę ją w dolnej  szufladzie kuchennej szafki, razem z innymi. One pewnie też są pełne takich próśb.

Przytulam twarz do pachnącej lawendą poduszki, podciągam kołdrę na ramiona. Otula mnie ciepło, które powinno zwabić sen, ale wiem, że on nie nadejdzie. Zastąpią go krótkie, niespokojne drzemki, z których mózg wraca do rzeczywistości z prędkością pocisku, każe otworzyć oczy i spojrzeć wprost w jej twarz, bez tej magicznej chwili półsnu, z łagodnością wprowadzającą w nowy dzień.

Którego nie chcę doświadczać.

I choćbym zaniosła się na ten powrót krzykiem strachu lub rozpaczy, nie poczuję na ramieniu kojącego dotyku bliskiej osoby.

Jestem samotna.

Mężczyźni, których ciała i włosy rankiem naznaczał delikatny zapach lawendy, gościli w moim łóżku na chwilę, jak ptaki przysiadające o zmroku na balustradzie balkonu. Znikali, nie pozostawiając we mnie żalu ani smutku. Rozumiałam ich. Żaden nie wytrzymałby konkurencji z kochankiem, który zabierał mnie do miast rozbrzmiewających obcą mową, czasem na inne kontynenty, i stawiał w blasku świateł, sprawiając, że byłam szczęśliwa.

Dla niego do upadłego ćwiczyłam pas de chat, chaînes, attitude croisée, grand assemblé i walczyłam o doskonałość ruchu, by czarować go idealnym, tanecznym enchaînement. Moim uwielbianym kochankiem był taniec, a ja byłam baletnicą.

Z jego objęć wracałam samotnie do zapachu lawendy i nie pragnęłam niczego więcej.

Tak też było tego wrześniowego popołudnia, w chwili, gdy rozpędzona ciężarówka zatańczyła na drodze, odrzucając wśród piruetów moje auto na pobocze.

Obudziłam się w jasnej, bezosobowej sali szpitalnej, a lekarz pozbawionym emocji tonem wyjaśnił mi, że jestem sparaliżowana od pasa w dół, zaś rodzaj urazu kręgosłupa w zasadzie wyklucza, że kiedykolwiek będę chodzić.

Pragnęłam jednak wierzyć, że „w zasadzie” nie oznacza ”nigdy”, więc czas po wyjściu ze szpitala stał się pasmem rehabilitacji, wędrówek po specjalistach, niezliczonych badań i poszukiwania cudotwórcy, który przywróci moim nogom sprawność. Kilka razy zatliła się we mnie nadzieja, którą gasił ponowny bezlitosny wyrok.

W końcu zabrakło mi pieniędzy, by kupić kolejną.

Zostałam sama, z obolałą duszą, bo kochanek odszedł do innych dziewcząt. Tych, o wdzięcznych ruchach gazeli.

Trwałam. W bezlitosnej ciszy, gdzieś, w głębi siebie, obojętna na ludzi i życie, które mnie już nie dotyczyło. Nie miałam nikogo, nie miałam niczego. Nawet pracy, bo kto zatrudni kaleką baletnicę, która nie umie niczego, prócz rysowania w powietrzu idealnych linii? Żyłam, a raczej wegetowałam z renty, niewystarczającej na więcej niż  przetrwanie.

W akcie desperacji poszłam do Ośrodka Pomocy Społecznej. Urzędniczka wręczyła mi formularze i monotonnym tonem wyrecytowała instrukcje. Omijała mnie wzrokiem, jak stare biurko, które ktoś na chwilę wstawił do pokoju, ale zaraz go nie będzie, więc nie zasługuje na większą uwagę, niż pełne niechęci prześlizgiwanie się po zniszczonym blacie. Byłam taką zawalidrogą, zbędnym elementem rzeczywistości, ale świadczenie dostałam.

W wysokości równej mojemu poczuciu własnej wartości.

Trwałam dalej. Z dnia na dzień, z godziny na godzinę, z minuty na minutę, do czasu, gdy ból takiej egzystencji stał się nie do zniesienia. Pewnego ranka pozamykałam dokładnie okna i otworzyłam gaz. Nie interesowało mnie, że stwarzam zagrożenie dla innych. Oni też się mną nie przejmowali.

Nie udało mi się odejść. Nic mi się nie udawało.

W szpitalu, zgodnie z modułem postępowania wobec nieudolnych samobójców, objęto mnie opieką psychiatryczną, a w końcu Katarzyna, młoda terapeutka o smukłych nogach namówiła mnie na terapię grupową, raz w tygodniu, w piątki.

Jutro jest piątek.

Usiądziemy, zwróceni do siebie twarzami, na których widać tylko zmęczenie i rezygnację. Przez sześćdziesiąt minut będziemy dzielić się żałosnymi kłopotami ludzi wypchniętych poza nawias społeczny, którym z zawinionych – lub nie – powodów odebrano należne im miejsce.

Na pytanie jak minął tydzień, pani Krystyna, dawniej kierownik dużego sklepu, dziś nieudacznik, powie, że dostała kolejne pismo od komornika, który wystawił jej dom na licytację za niespłacony kredyt hipoteczny.

Andrzej, dla którego zabrakło miejsca w mieszkaniu, nieopatrznie zakupionym na żonę, ze smutkiem stwierdzi, że ludzie odsuwają się od niego w autobusie, gdy wchodzi do środka z całym dobytkiem upchniętym w kartonowych pudłach, ułożonych w piramidę na stelażu torby na zakupy. Unikają go, jakby cuchnął, a przecież dba o codzienną higienę na miarę możliwości. Ale zaprzyjaźniony ochroniarz z dworca, który z dobrego serca czasem zabierał ubrania Andrzeja do prania, a nawet dał mu kilka własnych, niedawno zmienił pracę na lepiej płatną, i w nowym miejscu krzywo patrzą na ich znajomość. Garnitury Andrzeja zostały w mieszkaniu żony. Zresztą, po co mu garnitury?  

Jest jeszcze Luiza, młodziutka dziewczyna, była studentka o anielsko–demonicznej twarzy, której prawy profil naznaczony jest gruzmołowatą siecią uszkodzonej tkanki, po tym, jak nieuważna współlokatorka niechcący wylała nań wrzątek. Luizę najbardziej bolą nachalne, zaciekawione spojrzenia ludzi, którzy chcą z mapy oszpeceń wyczytać ich historię. Dziewczyna siedzi na garnuszku matki emerytki, bo nikt nie chce jej zatrudnić. Próbowała nawet żebrać, ale nie wiedziała, że rewiry żebracze są dawno podzielone, wiec ją przegonili.

Mamy różne drogi, które nas, niedoszłych samobójców, przywiodły do pokoju terapeutycznego, ale w jednym jesteśmy zgodni – oni, ci normalni, patrzą na nas jak na robactwo, które pleni się bez potrzeby, karaluchy bądź szczury, które wypełzają ze swoich kryjówek i znienacka pojawiają się na rogach eleganckich ulic, w sklepach, tramwajach, metrze, wszędzie tam, gdzie zdrowe społeczeństwo oczekuje komfortowej inscenizacji, podkreślającej uznanie dla ich obecności w głównym nurcie życia.

Zapełniamy przestrzeń nie dla nas przeznaczoną i tylko nie mają pomysłu, co z nami zrobić. Najlepiej wysłać w kosmos, żebyśmy spalili się na proch w silnym wyrzucie masy koronalnej słońca, albo dla odmiany, zamarzli jak te nieszczęsne gekony z nieudanego eksperymentu kosmicznego.

Chociaż może wcale byśmy nie zginęli?

Może gdzieś tam, w nieskończonej przestrzeni, dobry Bóg umieścił kawałek innego świata, w którym moglibyśmy zacząć wszystko od początku i gdzie mogłabym znów zawirować w idealnym chaînes?

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Figiel · dnia 12.09.2014 05:31 · Czytań: 1751 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 26
Komentarze
Dobra Cobra dnia 12.09.2014 16:07 Ocena: Świetne!
Teraz wychodzi, że wszystko przeze mnie?!


Figlo,

Opowiadanie jest zjawiskowe i łykam go w pełni. A ostatnie zdanie jest majstersztykiem nadziei.

Poruszasz tak smutne struny, iż płaczę przy Twojej opowieści, a łez stróżki torują sobie drogę po niedogolonych policzkach.

Prawda jest jednak taka, że każdy ma problemy na miarę tego, ile zniesie. Większość niestety (zbyt małe piersi, cholerne korki na ulicach, srający po domu pies,...) jakże mizerna wobec ogromu nieszczęścia ludzi, wyrzuconych poza margines.

Egoizm, pycha - to są bolączki 21. wieku.

Razu pewnego natrafiłem na PP na opowieść autora, którego lubiłem czytać i podobał mi się jego styl. Tej najnowszej, dość brutalnej historii, nie mogłem strawić, więc odpuściłem sobie.
Az tu nagle przychodzi pw od jej autora, dlaczego jeszcze jej nie skomentowałem. Jaa na to, że nie dopuszczam do siebie takich historii, bo potem źle mi się żyje i nie lubię.
No i zostałem od razu oskarżony o zazdrość, bo moje historie jego historiom do pięt nie dosięgaja...

Brak zrozumienia, pycha, poczucie własnej wielkości i nieomylności - to jest tym, co odgradza nas od drugiego człowieka.

Ja -co napisze otwarcie - chrzanię swoją karierę pisarską i traktuje ją jako odskocznię i hobby. Podoba sie komuś to, co pisze - fajnie. Nie podoba się - trudno, nie jestem alfą i omegą, aby dogodzić każdemu.

O pokorę apeluję wszystkich.


Twój utwór jest kapitalnym przyczynkiem do tego typu rozmyślań!


Pozdrawiam i do następnego,

DoCo
Figiel dnia 12.09.2014 16:30
DoCo, Ty serio pytasz?! Rzeczy nie stają się przez kogoś, ale przez to co sami sobie napsocimy:) I prawdę mówiąc, należy podziękować tym, którzy dadzą wskazówkę, że nie wszystko wyszło tak, jakbyśmy chcieli. Moim zdaniem, to cenne :)
Widzisz, ja siedzę w programach pomocowych. Jak widzę konspekty, to szlag mnie trafia na miejscu. Wiesz czemu? Bo patrzę jak rozłażą się pieniądze wykładane na skądinąd niegłupie programy, które de facto służą jedynie załapaniu się na umowę zlecenie do takiego programu różnym działaczom, ekspertom, koordynatorom i innym diabłom. Nadal sztandarowym osiągnięciem naszej polityki społecznej wobec pewnych grup są miejsca parkingowe dla niepełnosprawnych i muszle sedesowe sensownej wysokości dla osób z ograniczeniami ruchowymi. A, są jeszcze uchwyty podtrzymujące, żeby jeden z drugim przy wstawaniu z kibla nie runął na podłogę. A gdzie cała reszta. Gdzie sensowne pakiety pomocowe, pakiety trafiające w oczekiwania i realne, codzienne potrzeby adresatów? Co tak naprawdę "organizacje" mają do zaoferowania tym ludziom? Nadzieję? A niech sobie to w cztery litery wsadzą, nadziei to ci ludzie co dzień szukają w sobie.
Usunięty dnia 12.09.2014 17:02
Figielko, piękny i poruszający tekst. Pod pozornym spokojem i opanowaniem, kryją się niesamowite emocje bohaterki, które udzielały mi się w trakcie czytania.
Może to dlatego, że sama zaliczam się w jakimś sensie do tych, których należałoby wysłać w kosmos, żeby spalili się w proch? I to nie z powodu zbyt małych piersi czy srającego po domu psa.
Bardzo mnie poruszyło to, co tu napisałaś, bo w istocie jest tak, jak to przedstawiłaś.
Ludziom dzieje się coś, wywraca im się życie do góry nogami, a potem próbują się w nim odnaleźć, bezustannie zadając pytanie: dlaczego?
Odpowiedź każdy ma własną, bo jak stwierdziłaś, sami sobie psocimy. Inni tylko nam w tym pomagają w pewien sposób. I nic w życiu nie dzieje się bez powodu, choćby nie wiem jak tragiczne było.
Jednakże, stosunek innych ludzi do tak zwanych nieudaczników życiowych, jest rzeczywiście godny pożałowania. Unikanie czegoś, bo jest inne, w sensie gorsze, bo nie pasuje do mojej życiowej bajki, jest objawem niczego innego, jak zwykłego lęku i tchórzostwa, czy egoizmu.

W związku z czym, zastanawiam się kto tu ma w sobie więcej siły życiowej i kogo tak naprawdę w ten kosmos powinno się wysłać?

Bardzo mi się podobało Twoje opowiadanie. Warto było przeczytać.

Pozdrawiam:)
Dobra Cobra dnia 12.09.2014 18:19 Ocena: Świetne!
Masz rację, Figlo.

To smutne jest, że bandy pseudoekologów najczęściej blokuje rózne miejsca dla kasy a nie z realnego zagrożenia.

Ostatnio słyszałem taką historię z pierwszego źródła, jak kilkoro młodych, namówionych przez ich eko-prezesa, przykuło się na trasie odcinka specjalnego podczas rozgrywania jednego z rajdów samochodowych na terenie naszego kraju. Zatrzymanie imprezy, policja, dziennikarze. Oczywiście wymyślony cel ekologiczny, że rajd wypłoszy rzękotkę (czy innego zwierzaka) z tych terenów na zawsze...

Do grupy podjeżdża jeden z mniej znanych rajdowców i , widząc co sie dzieje, prosi policjantów, aby przez pewien czas spojrzei w drugą stronę, co ci ze zrozumieniem czynią. Ów dżentelnem naprał po pyskach owę zgraję i dzięki temu brutalnemu, acz uzasadnionemu moralnie, czynowi, impreza mogła trwać. Pogotowie zabrało biednych ekologów, nie było świadków...

I tak dzieje się często gęsto. Tak, jak mówisz: forsa znika w kieszeniach pośredników, a cel... hmm, zbudują może poręcze w lesie, aby wygodniej było się załatwiać.


Jestem bardzo zniesmaczony Unią Eu, jej głupotą, która przelewa się na decyzje zapadające w naszym kraju.

Nie wiem, czy wiesz, ale i u nas już od roku jest wprowadzone prawo, żadające kary dla tych, którzy np. przejadą zwierzątko, radośnie biegnące przez jezdnie. Morderstwo kreta (bo trzeba mordować tego szkodnika, inaczej pożre nam całe obejście) czy myszy (wiadomo) może zostać ukarane w surowy sposób. Zieloni górą? Niby tak, ale...


Smutno, smutek, żal i ból normalnie.



Spokojnego,

DoCo
Figiel dnia 12.09.2014 20:21
Wiktorio, dziękuję za obecność pod tekstem :)

Cytat:
W związku z czym, zastanawiam się kto tu ma w sobie więcej siły życiowej


Wiesz, jak patrzę na osiągnięcia paraolimpijczyków, to też się zastanawiam, skąd oni taką moc w sobie biorą. Ale wielu jej nie ma.

Dobra Cobro,

co tu dużo gadać - "Money makes the world go around..."
Żadne tam rzekotki.

A krety są pod całkowitą ochroną :) i panoszą mi się koło domu.

Spokojnej:)
Usunięty dnia 12.09.2014 23:24
Proszę bardzo. Ale nie to chyba chciałaś przekazać, co ja wyczytałam.

Cytat:
Wiesz, jak patrzę na osiągnięcia paraolimpijczyków, to też się zastanawiam, skąd oni taką moc w sobie biorą. Ale wielu jej nie ma.


Nie to miałam na myśli.

Ale co tam, ważne, że pieniądze nakręcają świat i można ponarzekać na wszystko dookoła, kiedy czuje się niedocenionym.
Figiel dnia 13.09.2014 09:20
Wiktorio,
teraz ja chyba nie rozumiem Twojej wypowiedzi.:)
Mówimy o tym samym, choć być może wyraziłam się nazbyt skrótowo, więc spróbuję rozwinąć: Rzecz dotyczy osób wykluczonych ze społeczeństwa ( niezależnie od powodu) i obojętności społecznej (ludzi i instytucji) wobec nich. Dostrzegamy, Ty, DoCo i ja, że to co „ normalni” nazywają problemami jest niewspółmierne z tym, z czym na co dzień borykają się wykluczeni, choć ogólnie uważa się, że siła leży po stronie normalności, która nie pozwala się zepchnąć na margines. Ty z kolei pytasz o jakość obu sił – tej, która pozwala utrzymać się na powierzchni i tej, która powoduje, że jednostki, które spadną do drugiej grupy jakoś funkcjonują „pomimo”, czyli krótko, o współmierność wysiłku obu tych grup, który wkładają w życie codzienne. Zadajesz pytanie:
Cytat:
W związku z czym, zastanawiam się kto tu ma w sobie więcej siły życiowej


Pytanie retoryczne, bo odpowiedź zdaje się być oczywista, a moje stwierdzenie ją potwierdza, tylko zauważam również, jak ogromna moc jest w tej sile, bo czasem pozwala przekuć przegraną w wygraną – stąd przykład paraolimpijczyków. Zapewne zastosowałam zbyt duży skrót myślowy.

Cytat:
Ale co tam, ważne, że pieniądze nakręcają świat i można ponarzekać na wszystko dookoła, kiedy czuje się niedocenionym.


Zacytowana fraza piosenki dotyczy jedynie wątku rozdysponowania środków finansowych na programy dla wykluczonych, gdzie irytuję się, że przepływają one nieprawidłowo, ze szkodą dla grup docelowych. DoCo odpowiada, że nie tylko w tej działce, ale tak jest wszędzie i podaje przykład, stąd moje podsumowanie, że kasa wprawia świat w ruch – w domyśle – nie istnieją skuteczne środki kontroli nad jej właściwym przepływem, bo nic nie wygra z ludzką pazernością w tym zakresie.

Mówisz też:
Cytat:
Unikanie czegoś, bo jest inne, w sensie gorsze, bo nie pasuje do mojej życiowej bajki, jest objawem niczego innego, jak zwykłego lęku i tchórzostwa, czy egoizmu.


Na pewno. Ale też, a może przede wszystkim - pychy, o której wspomniał DoCo.

Pozdrawiam :)
Usunięty dnia 13.09.2014 09:50
Figielko, najwyraźniej Twoja skrótowość mnie zmyliła. Może rzeczywiście mówimy o tym samym, ale z innej perspektywy. Odbiór słów zazwyczaj bywa subiektywny.

Napisałam to, co napisałam. Mogłam skorygować komentarz następnego dnia, żeby zachować twarz i niczego nie komplikować. A ponieważ podoba mi się moja taka, jaka jest, więc zostawiłam:)

Odnośnie tego:

Cytat:
Cytat:

W związku z czym, zastanawiam się kto tu ma w sobie więcej siły życiowej


Pytanie retoryczne, bo odpowiedź zdaje się być oczywista, a moje stwierdzenie ją potwierdza, tylko zauważam również, jak ogromna moc jest w tej sile, bo czasem pozwala przekuć przegraną w wygraną – stąd przykład paraolimpijczyków. Zapewne zastosowałam zbyt duży skrót myślowy.


Uważam, że grupa tak zwana "normalna" wcale tej siły nie ma, bo gdyby miała, nie miałaby takiego stosunku do tej drugiej, jaki ma. Stąd taki, a nie inny mój odbiór tekstu.

Nie uważam, aby ten stosunek wynikał z pychy, bo pycha moim zdaniem dotyczy zupełnie czegoś innego. Nadal obstaję przy tym, co napisałam w pierwszym komentarzu. Nie akceptowanie czegoś, co jest inne od nas samych, zawsze wynika z lęku przed tym.

Na funkcjonowanie kraju czy świata nie mam wpływu i na ten temat się nie wypowiadam. Za to mogę mieć wpływ na siebie i mój stosunek do drugiego człowieka. I to dotyczy każdego.
Dlatego pod tym kontem rozważam Twój tekst, bo w tej kwestii można coś zrobić.

W tej drugiej, raczej nie bardzo, bo co z tego, że ktoś sobie pogada i powie, że to czy tamto jest niewłaściwe, że kraj funkcjonuje nie tak jak trzeba, że to czy inne jest absurdalne, skoro takie rozważania niczego nie zmienią?

I o to mi chodziło. Wybacz, jeśli wprowadziłam jakiekolwiek zamieszanie.

Pozdrawiam serdecznie:)
mike17 dnia 13.09.2014 14:31 Ocena: Świetne!
Smutny, gorzki i refleksyjny tekst, z gatunku takich, co to się je długo pamięta.
Choć narracja z pozoru chłodna, beznamiętna i jakby w formie relacji, nie trudno wczuć się w to, co zżerało bohaterkę, którą Los skreślił, odbierając nadzieję i marzenia.

Ludzie "inni" są niestety postrzegani w nieciekawych barwach przez tzw. normalsów, a więc zdrowych, bogatszych, osadzonych w szczęśliwych rodzinach, kochanych i kochających.
Ale nic nie trwa wiecznie - i im ów Los możne pewnego dnia zafundować kopa w dupę, że w locie zapomną, jacy to dotąd byli szczęśliwi i mający świat u stóp.

A ci, żyjący na "marginesie" życia też mają uczucia, też mają swoją wartość, tyle że coś gdzieś poszło nie tak, i nie wolno ich odbierać tylko poprzez pryzmat widzenia "tych lepszych".
Mój własny pogląd na człowieczeństwo przedstawiłem w "Barze u Smukłego Steve'a", tak widzę świat, może jestem nieco idealistą, ale wolę to, niż upajanie się tym, co mam lub dokąd doprowadziło mnie życie, mentalnie chodzę w dwóch różnych skarpetkach, jak niegdyś Ford, założyciel znanej marki samochodów: nosił jedną nową, a drugą starą, by mu do końca życia przypominała, że żył kiedyś w skrajnej biedzie.

Osobiście wierzę zawsze w lepsze jutro.
Że za sprawą różnych okoliczności Los może znów podać rękę.
Na naszym osiedlu przez dwa lata trwała akcja zbierania plastikowych nakrętek na nowy wózek dla młodej, fantastycznej dziewczyny, którą mam przyjemność znać.
I ma go już!
Nie wszyscy ludzie to szuje, bo gdy dochodzi do zbiórek na szczytny cel, Polacy są bardzo hojni.

Poruszył mnie twój tekst, wiele w nim zobaczyłem.
Przede wszystkim świat, w jakim nigdy nie chciałbym się znaleźć, ale to nie mnie decydować.
Dobrze, że poruszyłaś tę tematykę, choć gorycz bohaterki naprawdę boli...
Figiel dnia 14.09.2014 13:51
Wiktorio, ja mam czasem z tymi skrótami myślowymi problem, nawet zdarza mi się powiedzieć coś w rodzaju: "podaj mi to, stamtąd" i zdziwić się, że ktoś nie łapie :)
Oczywiście, masz prawo do własnych refleksji wynikających z lektury, przecież o nic innego nie chodzi, jak o to, żeby refleksja powstała, a ilu czytelników, tyle różnych sposobów widzenia problemu.
Na pewno słusznie upatrujesz w zachowaniach ogółu lęku, on uzasadnia takie reakcje z punktu widzenia psychologii, ale ja dokładam do tego myślenie typu: "ja jestem lepszy", " mnie się udało".
Ludziom miło jest poczuć się lepszym od "gorszego", to doskonale podbija ego, syci samozadowoleniem. To nazywam pychą. Oczywiście, złudna sprawa, bo życie jest nieprzewidywalne i w tym co dobre i w tym co złe, a w tym kontekście stara przestroga: "Nie śmiej się dziadku z cudzego upadku, on dziś, a ty jutro" staje się swego rodzaju mądrością, o której samozadowolona normalność zdaje się zapominać.
Pozdrawiam serdecznie:)
Usunięty dnia 14.09.2014 15:21 Ocena: Świetne!
Witam... Cała prawda w tym co napisałaś. Ludzie niepełnosprawni są traktowani jak trędowaci. Niepełnosprawni to wręcz wyzyskiwacze pieniędzy. Gdyby wysłać wszystkich w kosmos nie trzeba by było robić podjazdów, oznaczać miejsca parkingowego, dokładać do wyjazdów zdrowotnych itd. Ale są zakłady, które nazywane są omylnie Zakład Pracy Chronionej, gdzie łamane są reguły i zasady. Mają zwroty z Pefronu za zatrudnienie takiego człowieka. Ale czy zawsze? Nie! Przykład: przychodzi gość do takiego zakładu na stanowisko portiera. Pan ma wykształcenie średnie techniczne, częściowo niezdolny do pracy, a pracodawca pyta jaki wykonywał zawód przed pójściem na rentę, on na to, że pracował na obrabiarce. NA to pracodawca, że z takim zawodem mu się nie przyda. Pytanie a do czego ma się przydać? Praca portiera,to zamiatanie, grabienie liści, odśnieżanie zimą i pilnowanie terenu. I jeszcze ważne jest jaką ma grupę!
Nie ważne jest jakim jest człowiekiem, liczy się tylko kasa i kasa.
Takich przykładów jest wiele w całej Polsce.
I kogo trzeba by było wysłać w kosmos ? Pazernych do granic możliwości. Zimnych drani, którzy bogacą się na ludzkiej ułomności.
Jestem człowiekiem, który nie potrafi przejść obok potrzebującego. Tak jak wczoraj, gdy wracałem do domu, przez przypadek usłyszałem jak dziewczyna rozmawia z kimś przez telefon, że jest jej niedobrze. Uszedłem kilka metrów i czekałem aż skończy rozmowę. Podszedłem i zapytałem czy nie potrzebuje pomocy, mogę zadzwonić po pogotowie. Odparła, że to nic, to tylko nerwica. Oddychała nierówno, szybko, bolała ją głowa, była słaba. Powiedziałem, że pójdę do domu tylko wtedy, gdy stwierdzę, że mogę. Było około 20stej. Usiadłem obok niej i zacząłem rozmowę. Chciała zapalić, więc poprosiłem by tego nie robiła. Posłuchała mnie. Spokojna rozmowa, taki mały wywiad i dziewczyna uspokoiła się. Widziałem , że oddech wrócił do normy, poleciłem by poszła do psychologa, nerwy trzeba leczyć.
Po jakimś czasie wstała, ja również, podała mi rękę i podziękowała, wzruszyła się, bo siedziała juz dość długo na tej ławce, ludzie którzy przechodzili obok nie zwracali na nia uwagę, a ja to zrobiłem. Z uśmiechem na ustach podziękowała mi poszła z zakupami do domu. Niestety w wielu ludzi płynie znieczulica by pomóc drugiemu człowiekowi. Gdzie należy zacząć by tego nie było? Gdy wychowujemy własne dzieci, pokazać czym jest empatia.
Mówią, że gdy przepuścimy osobę do kasy z mniejszym towarem niż my, to ktoś kiedyś nas przepuści. Czy tylko mówią? Nie. Tak jest w rzeczywistości.
Twoja historia mnie nie wzruszyła, ale zdenerwowała, za brak wyobraźni tych sprawnych.


Pozdrawiam serdecznie .... :) Cefeusz
Figiel dnia 14.09.2014 16:20
:) Wiesz, Mike, ja już zauważyłam jedno: mimo że cenię pogodną prozę( bo przecież jej funkcją jest również rozjaśniać życie) mnie mniej więcej raz do roku gna mnie w rejony wykluczenia. Stąd "Przesłuchanie", "Portret..." czy " Porcelana". To chyba jakiś wewnętrzny przymus, żeby przypomnieć, zwrócić uwagę, wszak wokół pełno wykluczonych, jeżeli chcieć w ich stronę spojrzeć. Czasem trzeba wziąć czyją głowę na siłę i przytrzymać, by zmusić do zerknięcia, a nuż potem sam spojrzy.
Cytat:
mentalnie chodzę w dwóch różnych skarpetkach, jak niegdyś Ford, założyciel znanej marki samochodów: nosił jedną nową, a drugą starą, by mu do końca życia przypominała, że żył kiedyś w skrajnej biedzie.

O to właśnie chodzi. Możesz mieć pamieć przeszłości, która do pokory skłania, albo... w tym kontekście zastanowić się nad przyszłością, która może niejedno przynieść i w diabły zabrać poczucie bezpieczeństwa, zadowolenie z siebie i własnych osiągnięć, statusu finansowego, czy co tam kto uważa za sukces.
Oczywiście, godne naśladowania są akcje, których celem jest pomoc potrzebującym. Ale wciąż powtarzam - nie jednorazowe akcje, w kierunku konkretnej osoby, ale sensowne programy w zakresie polityki społecznej są tu potrzebne. Zaważmy, że do grupy "wykluczonych" zaliczają się nie tylko osoby niepełnosprawne, bezdomne, z zaburzeniami psychicznymi, alkoholicy, narkomani ale również - bez względu na poziom życia - ta część społeczeństwa, do której odnosi się termin "geriatria".

Pozdrawiam:)

Cefeuszu

Witaj, miło mi Cię gościć. Dziękuję za obszerny komentarz i przewrotnie, niezmiernie się cieszę, że moja opowieść bardziej Cię zdenerwowała, niż wzruszyła, bo wzruszenia są ulotne, a te bardziej negatywne stany emocjonalne jakoś zazwyczaj na dłużej zapadają w pamieć.

Odnośnie Zakładów Pracy Chronionej mam dokładnie takie samo zdanie, jak Ty. Darmowa kasa dla biznesmenów, a ci, którym pomysł miał służyć są tu najmniej istotni.
Mówisz o społecznej znieczulicy. O tak, ona jest wszechobecna. Ta dziewczyna, której poświeciłeś chwilę uwagi zapewne była tyleż samo wdzięczna, co i zaskoczona, bo przecież wszyscy nawykliśmy do tego, że jak komuś obcemu coś się dzieje, to "kogo to", jego problem. I tak mamy zawałowców lub cukrzyków wziętych za "nawalonych", no a jak nawalony, to niech sobie zdycha, wszak ja nie piję, powinien brać ze mnie przykład.
Przyjęła się u nas, choć jeszcze nie do końca instytucja street walkera, osoby, która chodzi po ulicach i nawiązuje bezpośredni kontakt z wykluczonymi. Pracuje nad tym, by jej zaufali, udziela faktycznej pomocy rzeczowej, i nakłania do innego spojrzenia na rzeczywistość i znalezienia miejsca w społeczeństwie. Ale wciąż mówię: jeżeli "zdrowa" część społeczeństwo nie zrobi im miejsca w owej rzeczywistości, to nie wiem dokąd z tego wykluczenia mieliby pójść.
Pozdrawiam :)
Usunięty dnia 14.09.2014 16:38 Ocena: Świetne!
Naukowcy wymyślają szczepionki. Powinni pomyśleć, o takiej, która mogłaby się nazywać.... Empatia. W chwilach narodzin dziecka, takiemu maluszkowi wszczepić, by pomimo genów które ma po swoich złych przodkach(znieczulica, agresja, pazerność itd), te złe w dobre zamieniły i rozwijały się.


Pozdrawiam serdecznie.... :)
Figiel dnia 14.09.2014 16:49
Tylko, widzisz, Cefeuszu, ja wciąż wierzę, że ludzie mają niezmierzone pokłady empatii. Tylko one zaległy pod grubą warstwą konsumpcjonizmu i egoizmu wymuszanego wymaganiami współczesności. Więc te szczepionki, to raczej na pobudzenie pierwotnych odruchów, bo te o których mówisz - chcę w to wierzyć - są wtórne.
Pozdrawiam :)
Usunięty dnia 14.09.2014 17:49 Ocena: Świetne!
Jeśli mogę jeszcze coś napiszę. Zgodzę się z Tobą, że ludzie mają pokłady dobroci, czasami boją się ich użyć. Dlaczego?Bo ktoś ich wyśmieje, albo źle zrozumie ich intencje, albo jeszcze bóg wie co. Gdybym mógł zbawić świat zrobiłbym to, pomógłbym każdemu i temu złemu i temu dobremu. Staram się robić to w inny sposób. Oddaję krew(nie za kasę), za kilka czekolad ;) (Żart). Honorowo. Nie ważne komu ona się przyda, ważne że ratuje życie.
Wiara czyni cuda, więc nic nam nie pozostaje tylko wierzyć... w ludzi...

Pozdrawiam serdecznie... :)
al-szamanka dnia 14.09.2014 17:59 Ocena: Świetne!
Bardzo mocny tekst, Figielku.
O tym co mogłoby być, gdyby nie przytrafiło się nieszczęście.
O straconym poczuciu wartości, straconych złudzeniach - i to nie tylko tych, dotyczących własnej osoby, ale i całego świata.
Gdyby kariera Twojej bohaterki potoczyła się na same wyżyny, z jakim podziwem wymawiane byłoby jej imię, jak szczycono by się nią i zaznaczano, że rozsławia swój kraj.
Jako sparaliżowana i nieużyteczna jest tylko szarym przejawem na krawędzi rzeczywistości.
A przecież to ciągle ten sam człowiek!
Nie tak dawno podsłuchałam przypadkiem ściszoną rozmowę dwóch pań czekających na skrzyżowaniu na zielone. Przed nimi kobieta pchająca na wózku inwalidzkim chyba syna. Obie panie potakiwały sobie, twierdząc, że matka jest osobą kompletnie nieodpowiedzialną, bo jak można pokazywać publicznie ludzki wrak, zakłócać takim widokiem spokój porządnych obywateli. A przecież dla takiego najlepsze cztery ściany.
Tak mnie zamurowało, że nie potrafiłam odpowiednio zareagować, ale jeszcze parę dni dusiła mnie bezsilna wściekłość.
Twoja bohaterka i jej koledzy z grupy są na straconych pozycjach.
Na zawsze pozostaną niechcianymi.
Chyba, że społeczeństwo dorośnie.
Pracuję z ludźmi wielokrotnie upośledzonymi, ale w kraju, w którym mieszkam należy im się wszystko to, co normalnym. Bo jak to się mówi - poziom społeczeństwa określa sposób w jaki traktuje ono swoich najsłabszych i bezsilnych.

Więcej takich tekstów jak ten. Bo nawet jeżeli obudzi świadomość w jednym człowieku, to już będzie to sukcesem.

Pozdrawiam serdecznie :)
amsa dnia 14.09.2014 20:21
Figiel - pamiętam jak kiedyś reagowałam na ludzi - nazwijmy ich - innych. Mogłabym teraz się tego wstydzić, ale tak nie jest, bo w tamtym okresie życia (nastoletniego) wpajano mi do głowy zakłamane wyobrażenia na temat wartości człowieka. Szczęśliwie już tak nie jest, a o tamtym okresie nie zapominam, jest ostrzeżeniem cobym się za bardzo nie wbiła w pychę. Uświadomiwszy sobie, że nic z tego co mam, jak wyglądam, tak naprawdę nie zależy ode mnie, (chociaż chciałabym być wysoką brunetką, o ciele modelki). Tak samo jak nie zależy od B. że jest chory, od U., że ma schizofrenię, od K. że ma bpd, od A. że ma paraliż, a A. ma inną widoczną wadę. Czy to oznacza, że jestem od nich lepsza? Oczywiście, że nie. Niczym się nie różnimy w człowieczeństwie, a oni niejako dają mi więcej, niż ja daję im. Uczą mnie pokory, podczas, gdy ja tylko daję trochę swojego czasu, oni dają siebie. Myślę, że nie wolno patrzeć, odbierać ludzi poprzez ich potencjał (mogą go nigdy nie wykorzystać), ale na to kim są tu i teraz. Poza tym mamy zwyczaj przenosić na nich własne emocje i myśli, a przecież oni mają swoje, nie potrzebują naszych. Jednak z pewnością potrzebują akceptacji, zrozumienia i współczucia (a przez to rozumiem nie litość, ale próbę postawienia się w ich sytuacji). Przy czym sami nie będziemy ranieni, jeśli nie pozwolimy aby inni mieli wpływ na nasze emocje, mając też świadomość, że druga strona tak nie potrafi.
Przepraszam, że tak trochę zbyt wylewnie napisałam, ale Twój tekst jest bardzo ważny.

Pozdrawiam

B)
Figiel dnia 14.09.2014 23:49
al-szamanko, dzięki za wizytę:)
Obawiam się, że znakomita część społeczeństwa ma problemy z dorośnięciem i niestety wiele wody upłynie, zanim na głupie i bezduszne słowa, takie jak te, które słyszałaś ogół będzie reagował oburzeniem wobec tych, którzy je wypowiadają. Dokładnie, poziom naszego społeczeństwa wyznacza ogromna bezduszność wobec kalekich, starców i zwierząt, za to wysoka poczytność "Faktów".

Pozdrawiam Ciepło:)

amso

Do tej wrażliwości chyba się dorasta. Gdy patrzę wstecz też znajduję takie momenty w życiu, gdy nie nazbyt uważnie patrzyłam na tych, którzy pomocy potrzebowali i to nie od kogo innego, tylko ode mnie. Czysty egoizm młodości, ale tak młodość ma. Podobno.
Powiedziałaś natomiast bardzo ważną rzecz: nic z tego jak wyglądamy nie zależy od nas, nawet w przypadku " normalnych", zaś wady ciała, deformacje są albo wrodzone, albo nabyte. Wyglądamy jak wyglądamy. Tyle. Trudne sytuacje życiowe też są czasem niezawinione, mogą wynikać z błędnego oglądu rzeczywistości albo dramatycznych zbiegów okoliczności. Ludziom wykluczonym potrzebna jest akceptacja takimi, jakimi są, bo tylko na jej bazie mogą poczuć się "normalnie" i nieśmiało wyjrzeć ze skorupy, w którą się chowają. Wielu z nich to fascynujące osobowości, a ich powrót do społeczeństwa wyszedłby mu tylko na dobre.
Dzięki z odwiedziny i emocjonalny komentarz, to znaczy, że tekst spełnia swoje funkcje.
Pozdrawiam ciepło :)
Heisenberg dnia 15.09.2014 00:41 Ocena: Świetne!
Również przeczytałem. Co mi się rzuciło w oczy:
Cytat:
Się­gam po ko­per­tę, le­żą­cą na sto­li­ku, obok lamp­ki, rzu­ca­ją­cej ła­god­ny cień

- nie najlepiej wyglądają te dwa imiesłowy blisko siebie.
Cytat:
Tylko, za­przy­jaź­nio­ny ochro­niarz z dwor­ca, który z do­bre­go serca cza­sem za­bie­rał ubra­nia An­drze­ja do pra­nia, a nawet dał mu kilka wła­snych, nie­daw­no zmie­nił pracę na le­piej płat­ną, i w nowym miej­scu krzy­wo pa­trzą na ich zna­jo­mość.

- dziwnie sformułowane zdanie. Przecinek po "tylko" wydaje mi się zbędny.
Cytat:
W wy­so­ko­ści, rów­nej mo­je­mu po­czu­ciu wła­snej war­to­ści.

- tu przecinek też niepotrzebny.
Cytat:
aniel­sko – de­mo­nicznej­

- chyba powinno być bez spacji, "anielsko-demonicznej".
Cytat:
Żyłam, a ra­czej we­ge­to­wa­łam z renty nie­wy­star­cza­ją­cej na wię­cej, niż  prze­trwa­nie.

- raczej przecinek po "renty", a nie po "więcej".
No i jeszcze w paru miejscach są błędy interpunkcyjne. Chyba też troszeczkę nadużywasz przymiotników, przynajmniej według mnie.

Tekst jakoś nie poruszył mnie, bo temat "wykluczenia" znam doskonale, trochę z z własnych doświadczeń, trochę z obserwacji. Ludzie to w większości zwierzęta, które najchętniej pozbyłyby się "innych" osobników ze swojego stada. Kalecy i osoby, które mają poważne wady wyglądu, zawsze będą traktowani przez większość jako gorsi. (Chociaż przecież każdy mówi, że nie nie ocenia po wyglądzie, po pozorach - no cóż, hipokryzja to główna cecha ludzkości.) Nie, społeczeństwo nie dorośnie. Zasady stada się nie zmieniają.
Żeby zacząć patrzeć na "innych" inaczej, trzeba albo samemu zostać doświadczonym przez los, albo być naprawdę "rozwiniętym mentalnie" człowiekiem. Tych drugich jest naprawdę mało na świecie. Ale są, i to jest najważniejsze.
Za dostrzeżenie i ukazanie problemu daję najwyższą ocenę.

PS. Co do historii przytoczonej przez Al-szamankę - zawsze byłem przekonany, że nie potrafiłbym uderzyć żadnej kobiety. Myliłem się.
amsa dnia 15.09.2014 09:56
Tak się zastanawiam w związku z tekstem nad jeszcze jedną kwestią, a nie byłabym sobą gdybym nie zadała pytania: jakim człowiekiem byłaby bohaterka, gdyby nie uległa wypadkowi. W realu, że tak powiem, nigdy nie pozwalam sobie na gdybania, bo to uważam za bezsens, jednak mając do rozwagi problem zachowań i konstrukcji psychicznej, ujętej w "bezpieczne" ramy utworu czasem tak. Przyszło mi na myśl, że sami określamy naszą "wartość" na podstawie statusu społecznego, majątku, zdolności itd. Kiedy zmieniają się okoliczności, pozycja ulega zmianie najpierw w naszej świadomości. Wygląda na to, że to właśnie sytuacja nadaje lub odbiera nam status i wartość. Przywiązani do ciała, jak również do wszystkich rzeczy potrzebnych i zbędnych, a jednak powiązanych z "materią" nie potrafimy wyjść poza to, co można dotknąć, ocenić oczami, zamknąć w ramach pewnych schematów, które społeczeństwo tworzy na potrzeby własnej oceny, a które są płynne (trywialny przykład: zmieniające się kanony piękna). Umiejętność spojrzenia na siebie niezależnie od czynników zewnętrznych, okoliczności, posiadania lub nie dóbr materialnych jest tak samo trudne dla nas samych, jak i dla osób "postronnych". To interesujące, że spotyka się ludzi, których uroda, status społecznych i majątek wydaje się być tak niskie, że nic nie mogą "zaoferować", a jednak przyciągają tym czymś, nieuchwytnym a jednak wyczuwalnym dla ogółu. I odwrotnie, piękni, bogaci, sławni z racji tego jaki mają status, a przecież nie zdobywają naszego serca. Myślę, że wartość człowieka nie tkwi w zewnętrznych walorach, przy czym nie jesteśmy tych innych uczeni, a nawet powiem, że od małego do starego wpaja się nam fałszywe wzorce.
Bohaterka sama siebie widziała w kontekście talentu, możliwości tanecznych, świateł sceny. Kiedy tego zabrakło, straciła sens i poczucie wartości. Ale czy słusznie? Czy właśnie to ją określało?
Jeszcze raz powtórzę - to bardzo ważny tekst, niesie sobą o wiele ważniejszy kontekst do rozważenia, niż tylko odrzucenie społeczne i brak wrażliwości na cierpienie.

Pozdrawiam.

B)
Figiel dnia 15.09.2014 10:42
Haisenberg, dziękuje za wskazanie błędów. To co wymieniłeś domaga się poprawy, co zaraz zrobię.
Masz rację, w kwestii hipokryzji. Rozbieżności między tym, co ludzie deklarują, a tym co myślą są ogromne i zaczynam podejrzewać, że to po prostu element natury ludzkiej, która chce należeć do stada i może dlatego ludzie głośno mówią o tym, czego tak naprawdę w niej nie ma, ale tylko dlatego, że nie wypada inaczej. Za to myślą i czują swoje, dalej oceniając innych zgodnie z własnym systemem wartości.
Pozdrawiam:)

Amso

Cytat:
Bohaterka sama siebie widziała w kontekście talentu, możliwości tanecznych, świateł sceny. Kiedy tego zabrakło, straciła sens i poczucie wartości. Ale czy słusznie? Czy właśnie to ją określało?


Nie wiesz, jak bardzo się cieszę, że to dostrzegłaś. To dobre pytanie. Nie przypadkiem bohaterka mówi o sobie, że walczyła o doskonałość ruchu. Ludzie dzielą się na tych, którzy pracują zawodowo i mają jakieś pasje, oraz tych, dla których pasją jest zawód. Ona należy do tej drugiej grupy. Pasja, to taki stan zaangażowania, że odebranie człowiekowi możliwości jej realizacji niechybnie skaże go na uczucie braku w niezmiernie istotnym aspekcie życia, co w konsekwencji może skutkować zmianami w sferze psychicznej, i dalej, zmianą stosunku do rzeczywistości. Jeżeli pasja była oddzielona od zawodu, zaczyna brakować tylko pewnego elementu "ja", reszta nadal funkcjonuje - lepiej lub gorzej. Ale co, jeśli pasja jest jednocześnie zawodem? Zobacz, jak zawód silnie nas określa. Mówimy " jestem nauczycielką, kierowcą, prawnikiem itd. Mało kto rozróżnia "jestem" od "wykonuję zawód", a przecież to nie to samo. Bohaterka mówiła o sobie "jestem baletnicą". Jeżeli zabrać jej balet, czyli to czemu poświęciła siebie, swoje życie, znajomych, przyjaciół, kochanków - co pozostanie?
Twoje pytanie dotyczy granic zaangażowania w to, co robimy. Trudna sprawa.
Pozdrawiam:)
Krystyna Habrat dnia 03.02.2015 20:41 Ocena: Świetne!
Widzę same długie komentarze, to ja napiszę krótko:
To opowiadanie jest przejmujące, głębokie, świetnie napisane. Zmusza do zastanowienia się nad najważniejszymi problemami filozofii życia: do czego człowiek dąży? co mu zostaje, gdy cel się załamie, marzenia się nie spełnią? I co w sytuacji, gdy ma się mniej niż wszyscy inni? Choćby zdrowia, szczęścia, miłości czy talentu. Czy jest jakaś pociecha?
Lubię tak głębokie teksty.
Heisenberg dnia 10.02.2015 16:27 Ocena: Świetne!
Figielko, nie wiem, czy jeszcze tu zaglądasz, ale mimo wszystko: gratuluję wczorajszej publikacji :)
Nalka31 dnia 10.02.2015 17:30
Mądry i ciekawy tekst Figielko. Jego wymowa jest mi bardzo bliska i w pełni się z Tobą zgadzam. Boimy się inności, bo przeraża nas nieznane. Wiele osób ocenia tylko, to co widzi przed sobą, ale nie zastanawia się nad przyczynami takiej sytuacji.
Więcej jednak siły wymaga zmierzenie się z takimi sytuacjami, niż doraźna pomoc na krótko. Program, działanie jest na chwilę, a co potem? Sił trzeba szukać w sobie, ale też potrzebny jest ktoś, kto nam pomoże tę siłę odnaleźć, wesprze kiedy program się skończy.

Pozdrawiam. :)
Figiel dnia 14.02.2015 21:17
Heisenbergu,
dziękuję pięknie. Niewątpliwie masz w tym spory udział:)

Nalko

Masz rację, Programy pomocowe bywają krótkoterminowe i często nie są w stanie zlikwidować przyczyny. Problem nawet przy wsparciu powraca, a społeczeństwo - no cóż, jak sama zauważasz widzi, co widzi. I boi się inności. A przecież wykluczeni mają wyższy poziom odwagi od " normalnych". Oni z innością muszą żyć.

Pozdrawiam :)
yontek dnia 07.09.2017 22:05
Mocne. Sama czasami się tak czuję...
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
wolnyduch
27/05/2022 19:17
Emocjonalne burze nam nie służą, ale ludzie wrażliwi są na… »
wolnyduch
27/05/2022 19:08
Dążenie do zapamiętania za wszelką cenę jest bez sensu, ale… »
wolnyduch
27/05/2022 18:41
Sądzę, że niejedna osoba się nad tym zastanawia. Nie wiem,… »
Yaro
27/05/2022 18:35
Dziękuję za komentarze :) Pozdrawiam Was serdecznie:) »
wolnyduch
27/05/2022 18:32
Msz, uszczypliwe półsłówka nie biorą się znikąd, no chyba,… »
wolnyduch
27/05/2022 18:18
Dobry wieczór D.U Dziękuję za czytanie, gratuluję, że… »
Zdzislaw
27/05/2022 14:40
Również pozdrawiam, Wolnyduchu :) »
d.urbanska
27/05/2022 12:40
Cudny wiersz. Malarski i emocjonalny. Bardzo mi się udał :)»
d.urbanska
27/05/2022 12:37
Wolnyduchu dziękuję za wizytę i ocenę. Też zastanawia mnie… »
Marian
27/05/2022 09:26
Tetu, bardzo dziękuję za odwiedziny i cieszę się, że tekst… »
Marian
27/05/2022 09:22
Wolnyduchu, dziękuję za wizytę i rzeczowy komentarz. »
wolnyduch
26/05/2022 21:04
Tak bywa, fajne. Pozdrawiam :) »
wolnyduch
26/05/2022 21:03
Ciekawie, z polotem i wyobraźnią, pozdrawiam serdecznie :) »
mike17
26/05/2022 20:59
Jarku, wiersz przejmujący i pełny treściowo. Dziś pieniądz… »
wolnyduch
26/05/2022 20:59
Dobrze się czyta, a przy okazji pokazuje polskie realia,… »
ShoutBox
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:45
  • Szanowna redakcjo! Na mój BLOG nikt nie może publikować. Jedynie komentować i wyrażać wszystko co wątrobie zalega. Zatem nie jestem [link]żeniem.
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:25
  • oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:20
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:18
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:15
  • Zabrakło znaków. Coś podobnego. A ja dopiero się rozkręcam. Zatem zapraszam wszystkich do mojego BLOGA, nieśmiałego. u mnie można o wszystkim, nie tylko o poezji. W ramach obowiązujących norm internet
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:08
  • Zapraszam na mojego nieśmiałego BLOGA. Wszystkich, nawet tych bez ślepej kiszki i z dwunastnicą zapasteryzowanymi metaforami. Co zrobić, trudno! Z żołądkiem zakwaszonym refluksem. RRRUU! Wszystko ule
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas