X. Infekcja - Korniu
Proza » Inne » X. Infekcja
A A A
Od autora: ROZDZIAŁ 10
Jest to powieść o bezwarunkowej przyjaźni, o poświęceniach jednej osoby wobec drugiej, o tym jak brutalny, a zarazem piękny jest świat.

Z radością przyjmuję wszelkie, uzasadnione komentarze ;)

       Niedługo po powrocie z wycieczki swego życia, bracia planowali już kolejną. Bartek pełen podziwu dla siły i wytrwałości Aleksa, rozpoczął treningi pod jego czujnym spojrzeniem. Maciek natomiast zrozumiał, że brak nóg to jeszcze nie koniec świata, są ludzie bardziej skrzywdzeni przez los i tylko od niego zależało co zrobi ze swoim życiem. Może siedzieć w domu i się użalać nad sobą, a może wziąć sprawy w swoje ręce.

       Aleks dzielił dnie na pracę u Johna, treningi z Bartkiem i spotkania z Maćkiem. Choć sam się dziwił, nie potrzebował niczego więcej w tym czasie swego życia. Pracował, przez co zarabiał pieniądze, a także każdego dnia uczył się czegoś nowego od doświadczonego mechanika. Natomiast czas z braćmi zlatywał mu niezwykle szybko i przyjemnie. Wiedział, że pewnego dnia będzie musiał skoncentrować się na swojej przyszłości, lecz odkładał ten dzień jak tylko mógł.

       Wraz z Maćkiem postanowili, że ich kolejną wyprawą, będzie triathlon. Skontaktowali się z organizatorami i uzyskali pozwolenie na udział w wyścigu według własnych zasad. Dostali informację na temat wózku jaki mogą użyć w biegu i jeździe, a także pontonu do przepłynięcia wodnego odcinka. Nawet wątłej budowy Bartek zdecydował się wystartować w imprezie. Mieli przed sobą miesiące na treningi, więc nic nie stało na drodze, aby przygotować się fizycznie na tak krótki dystans.

       Jednak nim za oknami na dobre nastała jesień, wiara przyjaciół została wystawiona na próbę.                                                          

                                                                      ***

       Maciej został zatrzymany w szpitalu na obserwację. Początkowo wszyscy myśleli, że to zwykłe bóle na zmianę pogody, a mdłości spowodowane są ilością leków, które chłopak zażywał. Wyniki kolejnych badań przychodziły, a lekarze mięli co raz posępniejsze miny. Aleksander codziennie odwiedzał przyjaciela i odrywał jego myśli od osłabionego, przykutego do łóżka ciała.

       Codzienna egzystencja zamieniła się w walkę. Chłopak schudł i pożółkł na twarzy. Amputowane kikuty obrzmiały i zaczęły ropieć, a ogromna ilość środków przeciwbólowych odcinała jego zmysły od realnego świata.

- Co będzie dalej? – Aleks spytał szeptem jednego z lekarzy.

- Robimy co w naszej mocy, aby zaradzić infekcji. Jednak jego osłabione ciało nie reaguje tak jakbyśmy tego chcieli.

- Czy jest coś jeszcze, co możemy zrobić? Przecież musi istnieć jakiś sposób.

- Panie Aleksandrze, czekamy na ostatnie wyniki badań, jeśli okażą się pozytywne, będziemy mogli pomóc Maciejowi.

- A jeśli nie?

       Cisza ogarnęła pomieszczenie. Lekarz patrzył mu głęboko w oczy, a jego smutna, zmęczona twarz wyraziła więcej niż jakiekolwiek słowa. Mężczyzna w białym fartuchu poklepał szeroki bark Aleksa i odszedł z donośnym stukotem.

       Aleksander utkwił wzrok w przyjacielu, a do jego oczu napłynęły łzy. Wychudzone, a jednocześnie napuchnięte ciało, leżało bezwładnie na pożółkłej pościeli. Z ust dochodził świst oddechu, jedyna informacja o tym, że Maciej jeszcze żyje.

- Bądź silny – wyszeptał Aleks i przetarł słony policzek. Podszedł do okna i lekko je rozchylił, aby świeże, chłodne powietrze zastąpiło smród wypełniający salę.

       Oddychał głęboko i myślał co może zrobić, aby pomóc przyjacielowi. Przypomniał sobie, że za kilka dni jest umówiony z redaktorem jednej z regionalnych gazet, aby zdać relację z wyprawy na Tarnicę. Społeczeństwo wydawało się bardzo zainteresowane losem Maćka, może tam powinien szukać pomocy?

       Przetarł twarz i zapatrzył się w bezkresną ciemność nocy. Ani jedna gwiazda nie przebijała się przez gęste burzowe chmury. Niebo co jakiś czas rozświetlały błyskawice, a deszcz bębnił po oknach. Czyżby świat płakał nad ponurym losem, który spotkał jego przyjaciela, czy może jednak nic go to nie interesuje. Usłyszał kroki dochodzące z korytarza, więc zamknął okno i powrócił do łóżka chorego.

       Po chwili do pomieszczenia wkroczył mężczyzna, Aleks spojrzał bez entuzjazmu lecz zdziwił się widząc Janusza Karasia.

- Cześć – wyszeptał policjant i uścisnął dłoń dryblasowi.

       Aleks skinął głową lecz nie odpowiedział, nie obchodziło, go czy Janusz uzna go za gbura, czy nawet dupka. Nie miał ochoty nic mówić, miał mocno zaciśnięte szczęki i obawiał się, że słowa nie przejdą mu przez gardło.

       Mężczyzna jakby wyczuł nieprzyjemną atmosferę, gdyż przez następną chwilę nie wypowiedział ani słowa. Patrzył niemo na śpiącego, zmizerniałego młodzieńca. Aleksander przyglądał mu się badawczo aż w końcu nie wytrzymał i spytał:

- Mogę ci jakoś pomóc?

       Janusz spojrzał na niego wzrokiem pełnym żalu, a jednocześnie zdziwionym.

- Chciałem tylko zobaczyć jak się miewa.

- Jak widzisz.

       Zapadła niezręczna cisza, którą po chwili przerwał policjant.

- Nie powinienem się wiązać osobiście z tą sprawą, ale nic nie poradzę, że bardzo mnie interesuje zdrowie Maćka. Mam nadzieję, że się wyliże.

- Ja też. – Uciął Aleks i odwrócił wzrok.

       Przez kilka kolejnych minut w sali panowała cisza, przerywana świszczącym oddechem Macieja. W końcu Janusz westchnął i wyciągnął dłoń w stronę Aleksandra.

- Na mnie czas. Jeśli będę mógł jakoś pomóc, masz mój numer.

Aleks skinął głową i uścisnął wyciągniętą dłoń. Janusz opuścił szpital, a w głowie miał mętlik. Wiedział, że nie powinien odwiedzać Maćka, przecież nic ich nie łączyło, nawet się nie znali. Zacisnął szczęki, wsiadł do radiowozu i nie wiedząc gdzie, odjechał.

       Aleksander obserwował wsiadającego do auta funkcjonariusza i pokręcił głową. Widocznie nie tylko on nie wiedział co ma ze sobą zrobić. Spędził przy łóżku jeszcze kwadrans, po czym opuścił szpitalną salę. To był pierwszy dzień odkąd Maciej obudził się po wypadku, gdzie nie zamienili ze sobą słowa. Aleks dziwnie się z tym czuł, nie odczuwał potrzeby kontaktu z innymi ludźmi, jednak nie liczyło się to Maćka. Był dla niego jak młodszy brat, z którym uwielbiał spędzać czas i mógł rozmawiać z nim bez końca. Zaśmiał się sucho pod nosem, zdając sobie sprawę, że brzmi jakby był nastoletnią dziewczyną, zaraz jednak dotarło do niego, że nie jest to powód do śmiechu. Każdy człowiek powinien mieć taką osobę z którą chciałby spędzać całe dnie. Trafiło go, że zwykle jest to osoba przeciwnej płci, która w końcu zostaje twoją żoną, ale przecież, każdy pragnie mieć prawdziwego przyjaciela.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Korniu · dnia 03.12.2014 15:45 · Czytań: 530 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 2
Komentarze
euterpe dnia 03.12.2014 17:27
Hm...ta część mniej mi przypadła do gustu, choć widzę, że Twoje pióro jest coraz sprawniejsze. Myślę, że infekcja kikutów być nie może po zagojeniu rany, skoro wcześniej nie było takich przesłanek. Zakażenie mogłoby być z ran powstałych po upadku, poza tym jest to dość rzadkie, szczególnie w warunkach szpitalnych. Warto to sobie przemyśleć. Może znajdziesz kolejny nieschematyczny odcinek dla tych bohaterów?:)
Pozdrawiam serdecznie,
Ewa
Korniu dnia 04.12.2014 08:27
Długo zastanawiałem się nad infekcją, jako wprowadzeniem komplikacji do leczenia Maćka.
W rozdziale VIII jest napomknięte, że jego złe samopoczucie spowodowane jest infekcją. Widocznie nie wystarczająco dobrze nakreśliłem ten problem. Jest to z pewnością sprawa do głębszego przemyślenia.
Dziękuję moja wierna czytelniczko :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Aleksandra Kaczmarek
22/05/2022 18:09
Dziękuję za rady. Pozdrawiam »
Florian Konrad
22/05/2022 17:58
Dziękuję i również pozdrawiam serdecznie. »
Florian Konrad
22/05/2022 17:58
Dziękuję i również pozdrawiam. »
Lilah
22/05/2022 17:53
???? »
wolnyduch
22/05/2022 17:46
Re: Lilka Wybacz, mea culpa :) Tak, masz rację, to nie… »
annakoch
22/05/2022 17:20
Dziękuję za odwiedziny i zatrzymanie Lilu. Rozwieszam-… »
valeria
22/05/2022 16:34
rudzik jest słodki. »
Lilah
22/05/2022 15:28
Podoba mi się, Aniu /tak mogę?/. Jednak dni bym rozciągnęła… »
FrancodeBies
22/05/2022 15:19
Jestem pod wrażeniem! Pozdrawiam serdecznie »
Lilah
22/05/2022 15:09
Aleksandro, taki zapis - "szaliczek" nie wygląda… »
Lilah
22/05/2022 14:53
"Zaś" nie jest tu wypełniaczem, zastępuje słowo… »
annakoch
22/05/2022 14:35
Przyroda zawsze miała wpływ na życie człowieka. "Po… »
Aleksandra Kaczmarek
22/05/2022 13:38
Dziękuję za cenne uwagi. Pozdrawiam »
wolnyduch
22/05/2022 13:36
Bardzo ciekawa, nietuzinkowa i obrazowa proza. Swoją drogą… »
wolnyduch
22/05/2022 13:15
Człowiek jest przywiązany do miejsca zamieszkania i… »
ShoutBox
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:45
  • Szanowna redakcjo! Na mój BLOG nikt nie może publikować. Jedynie komentować i wyrażać wszystko co wątrobie zalega. Zatem nie jestem [link]żeniem.
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:25
  • oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:20
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:18
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:15
  • Zabrakło znaków. Coś podobnego. A ja dopiero się rozkręcam. Zatem zapraszam wszystkich do mojego BLOGA, nieśmiałego. u mnie można o wszystkim, nie tylko o poezji. W ramach obowiązujących norm internet
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:08
  • Zapraszam na mojego nieśmiałego BLOGA. Wszystkich, nawet tych bez ślepej kiszki i z dwunastnicą zapasteryzowanymi metaforami. Co zrobić, trudno! Z żołądkiem zakwaszonym refluksem. RRRUU! Wszystko ule
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
Ostatnio widziani
Gości online:22
Najnowszy:Lukasz112
Wspierają nas