XV. Nie taki diabeł straszny - Korniu
Proza » Inne » XV. Nie taki diabeł straszny
A A A
Od autora: ROZDZIAŁ 15
Jest to powieść o bezwarunkowej przyjaźni, o poświęceniach jednej osoby wobec drugiej, o tym jak brutalny, a zarazem piękny jest świat.

Z radością przyjmuję wszelkie, uzasadnione komentarze ;)

      Magda kompletnie nie wiedziała co z sobą zrobić. Jeszcze przed momentem ściskała dłoń swego bohatera, teraz wyproszona z sali, siedziała na twardych plastikowych krzesłach i starała się pozbierać myśli. Jej niebieskie oczy wypełniały łzy, a po policzkach spłynął tusz do rzęs, nadający jej upiornego wyrazu. W dłoniach ściskała plecak Aleksa, jak gdyby bała się, że gdy go wypuści, on odejdzie. Przyłapała się na myśleniu, że przecież nawet nie znała tego mężczyzny, a jednak jego los obchodził ją w tym momencie najbardziej. Przetarła policzki i wyjęła telefon. Wybrała numer z listy kontaktów i przycisnęła słuchawkę do ucha.

- Co tam słońce? – głos Janusza był twardy, a jednocześnie kojący stroskane serce.

- Aleks miał wypadek, jestem z nim w szpitalu.

      Nastąpiła chwila ciszy, gdyż policjant nie mógł zrozumieć co w ogóle się stało. Nie zadał jednak pytania skąd zna Aleksa, czy jak to się stało, że są tam razem. Zamiast tego zapytał.

- Gdzie jesteś? – Po usłyszeniu miejsca pobytu Magdy, dodał – będę za pół godziny.

      Dziewczyna wypuściła powietrze z ulgą, lecz już po chwili wróciła do nerwowego rozglądania się po korytarzu. Jej wzrok spoczął na przyciśniętym do piersi plecaku, a serce zabiło mocniej. Rozejrzała się, aby sprawdzić czy nikt nie idzie, po czym rozsunęła zamek i włożyła dłoń do środka. Wyciągnęła książkę i dwa zeszyty. Studiowała podstarzałą okładkę, która głosiła „Droga miłującego pokój wojownika”, przeleciała pobieżnie strony powieści, lecz nie zdecydowała się zatrzymać przy niej na dłużej. Wzięła do ręki cieńszy zeszyt, który okazał się pusty, nie licząc bazgrołów, które przypominały bronie średniowieczne. Dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem i wzięła do ręki ostatnią z zawartości plecaka. Z tym zeszytem Aleks odszedł i to ten zeszyt znalazła pod swoimi nogami, gdy uratował jej życie.

      Gdy już napatrzyła się na zniszczoną okładkę, przetarła mokre policzki i otworzyła go. Jej oczom ukazały się zapisane niechlujnie stronice. Czasem jakaś kartka samoprzylepna uzupełniała tekst, mnóstwo było przekreśleń i poprawek. Serce zatłukło jej w piersi, czuła się jakby patrzyła na coś zakazanego, na pamiętnik dryblasa. Nagłym ruchem zamknęła zeszyt i rozejrzała się w około, siedziała całkowicie sama. Pomimo przyspieszonego bicia serca, jej wzrok na nowo przyciągnęła zniszczona okładka. Postanowiła spojrzeć jeszcze raz, tylko przez moment.

      Pomimo ciężkiego do rozszyfrowania pisma, Magda nie miała większych problemów w zagłębieniu się w zapisane wspomnienia. Pierwsze strony traktowały o tym jak poznał małego chłopaka o imieniu Maciek. Jak wspominał jego silne i słabe strony, wychodziło na to, że Aleks podziwiał go już od pierwszego dnia. Dziewczyna zagłębiła się w historii do tego stopnia, że zapomniała o świecie poza nią. Przewracała kolejne strony, a jej oczy przeskakiwały z linijki na linijkę.

- Madziu – znajomy głos wyrwał ją z zaczytania tak nagle, że aż podskoczyła. Janusz dosiadł się i przytulił blondynkę do swej piersi, a ona choć myślami wciąż błądziła po przeczytanych akapitach, odwzajemniła czułość.

- Co się stało?

      Dziewczyna powoli opisała przebieg zdarzeń, jednocześnie schowała zeszyt do plecaka i ponownie objęła go ramionami. Janusz nie odrywał wzroku ze ściany, słuchał uważnie czasami pokiwując głową. Gdy skończyła, przytulił ją jeszcze raz i ucałował w czubek głowy.

- Chodź ze mną do domu, musisz odpocząć.

- Nie ruszę się stąd, nie dopóki ktoś inny nie przyjedzie czuwać.

- To był tylko wypadek, wyliże się z tego.

- Ale to moja wina, nie rozumiesz? Gdyby nie ja, nie było by go tutaj.

      Do jej oczu ponownie nabiegły łzy i utkwiła twarz w dłoniach. Cicho załkała, pierwszy raz od wypadku, czując kojącą obecność Janusza, pozwoliła sobie na zduszony płacz. On nie odpowiedział.

- A co jeśli nie przeżyje, co jeśli skończy jak Maciek?

      Te słowa zadziałały na młodego policjanta jak policzek, wymamrotał aby poczekała, wstał i udał się w kierunku recepcji. Po krótkiej rozmowie z pielęgniarką i doktorem, dowiedział się, że Aleksowi nie zagraża dalsze niebezpieczeństwo, a jego stan choć poważny, jest stabilny.

- Czy ktoś powiadomił rodziców Aleksandra?

- O ile mi wiadomo to jeszcze nie. Przepraszam, ale muszę niezwłocznie odwiedzić jednego z pacjentów.

      Janusz nie protestował, poprosił pielęgniarkę o udostępnienie numeru rodziców chłopaka i zapewnił, że ich powiadomi o stanie syna. Skierował nogi w stronę siedzącej nieruchomo Magdy i przycisnął telefon do ucha.

- Tak, słucham – telefon odebrał niski, męski głos. Janusz chrząknął, aby oczyścić gardło i na jednym wydechu, wytłumaczył dlaczego przeszkadza o tak późnej porze.

- Zaraz tam będę – odparł krótko mężczyzna i rozłączył się.

      Funkcjonariusz odetchnął głęboko i po przejściu kilku kroków, opadł ciężko na plastikowe krzesło.

- Z kim rozmawiałeś? – Spytała Magda z drżeniem w głosie.

- Z ojcem Aleksa, niedługo tu przyjedzie, a wtedy będę mógł zabrać cię do domu.

      Nie odpowiedziała, zamiast tego wpatrzyła się w stopy i zacisnęła mocniej ręce na plecaku. Bała się spotkania z rodzicami Aleksandra, ale jeszcze bardziej bała się, że ktoś zabierze jej zeszyt w którego lekturze tak bardzo się zagłębiła. Postanowiła udać, że plecak należy do niej i odda go dopiero do własnych rąk Aleksa, przecież nie chciałby, żeby ktoś obcy przeglądał jego rzeczy. Po raz kolejny przyłapała się na myśleniu o dryblasie jak o najbliższym przyjacielu, którego nikt nie zna tak dobrze jak ona. Zarumieniła się, a to przyciągnęło badawcze spojrzenie Janusza.

      Siedzieli w milczeniu niecały kwadrans, gdy usłyszeli donośne stukanie obcasów z końca korytarza. Nadchodził rosły mężczyzna po pięćdziesiątce w płaszczu sięgającym łydek, jego skamieniała twarz buldoga, nie wyrażała żadnych uczuć. Obok niego maszerowała kobieta szczelnie otulona tanim futrem ze wzrokiem wbitym w płytki pod stopami. Magda chwyciła Janusza za rękę, a serce panicznie załomotało jej w piersi. Dopiero teraz uświadomiła sobie, że skoro ona jest winna wypadkowi Aleksa, jego rodzice ją znienawidzą. Chciała uciec, zapaść się pod ziemię, lecz mężczyzna obok ścisnął jej dłoń i pomógł wstać.

- Dobry wieczór – zaczął Janusz i wyciągnął prawą rękę do groźnie wyglądającego ojca Aleksa – to ja do pana dzwoniłem.

- Proszę nam opowiedzieć, jak wygląda sytuacja – odpowiedziała zamiast męża, matka Aleksa. Jej głos lekko drżał, a bystre oczy wodziły pomiędzy trzymającymi się za dłonie osobami.

      Janusz opisał stan Aleksa, a następnie chciał przejść do opisu wypadku, lecz wtrąciła się Magda.

- To moja wina. Samochód wpadł w poślizg, a mnie sparaliżował strach, nie mogłam się ruszyć i gdyby nie Aleksander… nic by po mnie nie zostało. – Jej oczy zalały łzy i spuściła głowę, nie mogąc znieść badawczego spojrzenia rodziców. Pomimo uczucia bezsilności, dodała – Aleks. Odepchnął mnie, ale sam nie zdążył uciec. Samochód go uderzył, a on nawet nie krzyknął.

      Znów załkała, ale już po chwili poczuła ogarniające ciepło, czułego uścisku. Otworzyła oczy i zdumiała się, że osobą, która ją przytula nie jest Janusz, tylko matka Aleksa.

- Moje dziecko – wymamrotała kobieta głaszcząc burzę złocistych włosów Magdy. – Całe szczęście nic ci nie jest. No już już… nie ma powodu do płaczu.

      Kobieta odsunęła ją na odległość ramion i uśmiechnęła się serdecznie. Widząc zmieszanie na twarzy dziewczyny, dodała:

- Mojemu synowi nic nie będzie, jest za twardy na to.

      Spojrzała na męża, a jego twarz wykrzywiła się w lekkim uśmiechu, gdy przytakiwał głową. Matka Aleksa wzięła Magdę pod rękę i poprowadziła w kierunku wyjścia ze szpitala. Dopiero przed drzwiami obrotowymi, objęła dziewczynę jeszcze raz i powiedziała na dobranoc.

- Jedźcie do domu i odpocznijcie, my się wszystkim zajmiemy.

      Po tych słowach odeszli, pozostawiając dwójkę nieznajomych w wyrazie całkowitego szoku i niedowierzania.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Korniu · dnia 16.01.2015 11:49 · Czytań: 2067 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 2
Komentarze
euterpe dnia 16.01.2015 14:24
Cytat:
zła­pać od­dech. Ro­zej­rza­ła się w około, sie­dzia­ła cał­ko­wi­cie sama. Po chwi­li ure­gu­lo­wa­ła od­dech

Hmm... część trochę spowalniająca całą historię, pomyślałabym na Twoim miejscu o jejskróceniu , gdyż są momenty mało istotne w sprawie jak:
Cytat:
- Dobry wie­czór – za­czął Ja­nusz i wy­cią­gnął prawą rękę do groź­nie wy­glą­da­ją­ce­go ojca Alek­sa – to ja do pana dzwo­ni­łem.- Pro­szę nam opo­wie­dzieć, jak to się stało i jak wy­glą­da sy­tu­acja teraz – od­po­wie­dzia­ła za­miast męża, matka Alek­sa. Jej głos lekko drżał, a by­stre oczy wo­dzi­ły po­mię­dzy trzy­ma­ją­cy­mi się za dło­nie oso­ba­mi.      Ja­nusz po­wo­li i jak naj­do­kład­niej opi­sał ak­tu­al­ny stan Alek­sa, a na­stęp­nie chciał przejść do opisu wy­pad­ku, lecz ku wła­sne­mu za­sko­cze­niu, wtrą­ci­ła się Magda.- To moja wina. Sa­mo­chód wpadł w po­ślizg, a mnie spa­ra­li­żo­wał strach, nie mo­głam się ru­szyć i gdyby nie Alek­san­der… nic by po mnie nie zo­sta­ło. – Jej oczy za­la­ły łzy i spu­ści­ła głowę, nie mogąc znieść ba­daw­cze­go spoj­rze­nia ro­dzi­ców. Po­mi­mo uczu­cia bez­sil­no­ści, do­da­ła – Aleks. Ode­pchnął mnie, ale sam nie zdą­żył uciec. Sa­mo­chód go ude­rzył, a on nawet nie krzyk­nął.

nic nowego czytelnik się nie dowiaduje, więc to tak jakbyś opisywał kolejny raz jakiś przedmiot. Myślę sobie -"ale to już przecież było".
Poza tym historia może nie zrobiła na mnie wielkiego wrażenia, ale przyjemnie się czytało, płynnie i bez zgrzytów.
Ostatnio widziałam, że wydałeś powieść fantastyczną. Teraz już wiem, skąd to zacięcie, Ty po prostu taki jesteś:) Mam nadzieję, że kiedyś też taka będę. 300 stron wysmarować, to jest imponujące:D Jaki jest twój sekret?:D
Pozdrawiam serdecznie,
Ewa
Korniu dnia 18.01.2015 13:32
Zrobiłem niewielką korektę i myślę, że to pomoże, na większe poprawki tekst musi poczekać ;)

Sekret? Iść naprzód i się nie poddawać :)
Napisanie powieści to mnóstwo wyrzeczeń, trzeba jej poświęcić bardzo dużo czasu i uwagi. Dlatego jest to sprawa osobista i każda pochwała jest balsamem dla zadanych krytyką ran.

Ewo w takim razie życzę zacięcia :)
Pozdrawiam!
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Lilah
24/05/2022 15:58
Kurczę, i mnie się mrówki przywidziały, coś w tym jest.:)»
Lilah
24/05/2022 11:46
Uśmiechnęłam się szeroko, czytając Twój komentarz, tetu -… »
FrancodeBies
24/05/2022 08:46
Dziękuję za wizytę. Nie jest łatwo być sobą, a według… »
wolnyduch
24/05/2022 00:01
Świetny wiersz, poruszający i nawiązujący do aktualnych… »
wolnyduch
23/05/2022 23:53
Ciekawie o transformacji, lubię takie esencjonalne wiersze,… »
wolnyduch
23/05/2022 23:37
No nie wiem czy nie ma, jeśli wierzymy np. w Boga, to… »
wolnyduch
23/05/2022 23:25
Ja bardzo lubię takie "tasiemce" miniaturki mają… »
wolnyduch
23/05/2022 23:23
Re: Tetu No to się cieszę, że nie nalegasz na zmianę,… »
Florian Konrad
23/05/2022 22:55
Dziękuję i również jak najserdeczniej pozdrawiam! »
tetu
23/05/2022 22:31
Twój lekki, zwiewny utwór, przypomniał mi wiersz Teofila… »
tetu
23/05/2022 22:16
Wolnyduszku, ale ja niczego nie sugerowałam z tytułem, ani… »
Lilah
23/05/2022 21:49
Ano, taki tasiemiec mi wyszedł. Dziękuję, wolnyduchu.… »
JOLA S.
23/05/2022 21:08
Witaj Owsianko, czyta się z przyjemnością. Napisane oczami… »
wolnyduch
23/05/2022 21:02
Bardzo obrazowe pisanie, wręcz malarskie. Co do czerniny,… »
wolnyduch
23/05/2022 20:42
Ponoć są takie osoby, które potrafią dokładnie opisać… »
ShoutBox
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:45
  • Szanowna redakcjo! Na mój BLOG nikt nie może publikować. Jedynie komentować i wyrażać wszystko co wątrobie zalega. Zatem nie jestem [link]żeniem.
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:25
  • oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:20
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:18
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:15
  • Zabrakło znaków. Coś podobnego. A ja dopiero się rozkręcam. Zatem zapraszam wszystkich do mojego BLOGA, nieśmiałego. u mnie można o wszystkim, nie tylko o poezji. W ramach obowiązujących norm internet
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:08
  • Zapraszam na mojego nieśmiałego BLOGA. Wszystkich, nawet tych bez ślepej kiszki i z dwunastnicą zapasteryzowanymi metaforami. Co zrobić, trudno! Z żołądkiem zakwaszonym refluksem. RRRUU! Wszystko ule
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
Ostatnio widziani
Gości online:24
Najnowszy:Lukasz112
Wspierają nas