O Śmierci. cz. 2 - Gunslighter
Proza » Długie Opowiadania » O Śmierci. cz. 2
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

- Straszny patałach z niego.
- No nie?
- Główny bohater nie powinien wzbudzać sympatii?
- Powinien chyba, nie wiem właściwie. Moi raczej nie wzbudzają. Samych obszczymurów wymyślam, bo tacy są zazwyczaj ludzie.
- Napisz kiedyś o jakimś wielkodusznym filantropie, który pomaga ludziom, ale sam jest wewnętrznie nieszczęśliwy...
-Dobra, dobra, nie rozpraszaj mnie. Pomyślimy następnym razem.
- Świnia!

***

- Skurwysynu! Za co to?! - krzyczę trzymając się za nos.
- Nazwij mnie jeszcze raz skurwysynem, a zatłukę cię! Chodzi mi o to – ciągnie już spokojniej, jakby ze skruchą – że z tobą nie da się żyć. Nie da się pracować. Słyszałem, że większość znajomości w dorosłym życiu wywodzi się z pracy. A z tobą się po prostu nie da.
- Chcesz wiedzieć, dlaczego nie mam rodziny, ale odpowiedź na to nie jest ciekawa.
- No to mnie zanudź.
- Otóż po prostu się nie złożyło. Sam jestem raczej nieśmiały, a żadna kobieta nie chciała przebijać się przez tę moją nieśmiałość. I to chyba wszystko. Nie jestem zboczeńcem, ćpunem ani pijakiem.
- Nie chciałeś nigdy tego zmienić?
- Nie.
- Dlaczego?
- Nigdy jakoś nie potrzebowałem kobiet.
- Uprawiałeś ty kiedy seks?
- Nie przesadzaj...
- Czyli nie?
- Nie.
- Dlatego nigdy nie chciałeś tego zmienić. Nigdy nie poznałeś po prostu funkcjonalności kobiet. Pójdziemy niedługo do burdelu, obiecuję ci.
- Nie męcz mnie już. Minutę temu zabiłeś mój nos, a teraz chcesz mnie ciągać po burdelach? Masz ty Janie temperament, nie ma co.
- Wysypisko się zbliża.
Wysiadamy ze śmieciarki żeby potwierdzić wjazd. Składamy podpisy w zeszycie ochroniarza i na powrót ładujemy się do kabiny.
- Zauważyłeś ślady krwi, które się za nami ciągną? - Janek szepcze.
- Tak, mniejsza z tym. Najwyżej zwalimy na jakieś stare mięso.
Po wyładowaniu śmieciarki długo patrzymy na jej zawartość. Trup jest doskonale rozpoznawalny, musimy więc zakopać go w reszcie śmieci. Nie jest to łatwe. Widocznie dziewczyna nie chce się zbiodegradować na równi z resztą odpadków. Rwie się do świata, jeśli można tak powiedzieć o sprasowanym kłębie nerwów, kości, krwi, ścięgien i włosów.
- Zróbmy jej krzyż – odzywa się mój kompan, gdy po trupie nie ma już śladu.
- Nie wygłupiaj się. Ktoś nas może zobaczyć.
- Jesteśmy jej to winni, jak nikomu na świecie.
- Dobra – mówię po krótkiej pauzie. Chodźmy poszukać jakichś... Nie, czekaj, co ja mówię? Pomyśl tylko, co będzie, kiedy ktoś tu przyjdzie i zobaczy krzyż. Przy odrobinie pecha rozpęta się piekło! Pójdziemy do pierdla, za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem, a jak zobaczą krzyż, to jeszcze nas wezmą na obserwację do czubków.
- Jezu, masz rację – Janek opuszcza głowę i drapie się po czole. Już wiem. Zmówmy pacierz. Tyle chyba możemy zrobić?
- Zdecydowanie.
Chwilę potem stoimy na kupie śmieci i mamroczemy: „Wieczny odpoczynek racz jej dać Panie...”.
Słońce z wolna wspina się na scenę, a mewy zaczynają jazgotać. Mam cichą nadzieję, że nie zechcą zająć się rozkopywaniem mogiły tej biedaczki. Zarówno przez wzgląd na jako takie poszanowanie śmierci, jak i miłość do swojej wolności.
- Wybacz Janek, ale nie mam ochoty na picie. Nadrobimy następnym razem – mówię najmilszym głosem na jaki mnie stać, a ten minimalnie kiwa głową.
Na odchodne rzuca jeszcze, że jestem równy chłop i podaje mi rękę. Chyba na przeproszanie, za spuchnięty nos nie ma już miejsca. Co mi zresztą po przeprosinach, skoro boli jak cholera. Ale z drugiej strony, czym jest bolący nos przy zakopywaniu trupa na śmietnisku? Pustym śmiechem co najwyżej.

***

- O, a teraz zrobiłeś z niego sympatycznego faceta. Jest raptem jakiś wygadany, miły.
- Może sytuacja go zmusiła, kto to wie?
- Ale początkowy zamysł był taki, że to samotnik i mruk.
- Sądzisz, że gdybym był konsekwentny, nie wyszłaby z tego potwornie papierowa postać? Wydaje mi się, że jeśli bohater ma być realny to trzeba nieźle w nim namieszać. Najlepiej żeby raz mówił tak, a raz siak. Żeby ciągle kłamał. Tak przecież zachowują się ludzie - pełni wewnętrznych sprzeczności i szaleństwa. Jeśli wszyscy zachowywaliby się tak samo niezależnie od kontekstu, to nie wiem czy warto jakkolwiek odróżniać nas od zwierząt.
- Skoro jesteś taki mądry, to ciekawe czemu nie zarabiasz jeszcze milionów na swojej wyśmienitej literaturze.
- Sam się nad tym zastanawiam.

***

Po drodze do domu kupuję sok z czarnych porzeczek i 3/4 Wyborowej. Picie z Jankiem średnio mi się podobało, ale swoje własne towarzystwo zadowala mnie w zupełności. Dzień zapowiada się pięknie, dookoła mnie tłoczą się ludzie śpieszący do pracy. Jest mi niemal głupio, że w przezroczystej reklamówce niosę alkohol. To tak, jakbym mówił: Patrzcie, jestem degeneratem i nic sobie z was nie robię. Z waszych posad, z waszych nudnych mord, z niczego. Idę do domu i będę pił, bo tak mi się podoba. Bo jestem wrażliwy i nie radzę sobie ze światem... I choć to gówno prawda, tak właśnie się czuję.
Całe szczęście, że mam dzisiaj wolne i nikomu nie zawadzi jak się odrobinę znieczulę. Idąc korytarzem witam sąsiada, który ostentacyjnie krzywi gębę na widok wódki. Czy to jeszcze tam sama Polska - myślę sobie - w której zwykło się pić aż do rozdwojenia jaźni?
Przez całą drogę do domu, ani przez chwilę nie myślałem o tym, co się stało. Jakaś rozsądna część mojego mózgu musiała przyblokować niechciane wspomnienia. Kiedy jednak przekraczam próg mieszkania, wszystko do mnie wraca.
Obraz 1: Znaleziona, dostrzeżona.
Obraz 2: Porwana, zmiażdżona i pogrzebana
Obraz 3: Odkupiona modlitwą i na stałe zjednoczona z czymś tam. Możliwe, że z Pneumą, choć równie dobrze z pneumokokami.
Włączam telewizor by wmówić sobie, że nie piję sam. Tak dla zasady. W mieszkaniu panuje chaos. Wszędzie walają się moje rękopisy. Już dawno powinienem był wywalić je na smietnik, ale jakoś nie mogę się do tego zabrać. Coś o ćpunie na wsi, o wiejskiej wróżce, typie płączącym w Irkalndzkim pubie, coś o wszystkim i niczym zarazem. Z jednej strony fakt, że piszę opowiadania napawa mnie dumą. Z drugiej strony to kolejny kiepski żart z moim udziałem. No bo, czy ktoś kiedyś poważnie myślał, że będzie mógł utrzymywać się z pisania książek? Ja tak. Tak właśnie sądziłem i dałbym sobie głowę uciąć, że się uda. Dobrze, że w porę przekwalifikowałem się na śmieciarza i koszę 1600zł na miesiąc. W innym wypadku mogłoby być ciężko. Swoją drogą, śmiało możecie zwracać się do mnie per "Artysto pisarzu śmieciarzu." I nie zapomnijcie napluć mi w twarz, kiedy będziecie to mówić.
Odkręcam korek od wódy i mocno zaciągam się jej smrodem. Lubię przypominać sobie, jak wielką głupotą jest picie tego świństwa. Pierwszy kieliszek wchodzi ciężko, ale tak zwykle bywa z tym pierwszym. Niektórzy twierdzą, że już od pierwszego kieliszka wyczuwa się tę zbawienną moc krążącą od żołądka do Nieba i z powrotem. Ja muszę wypić przynajmniej z siedem kieliszków. Po jednym nic nie czuję.
Właściwie nie wiem po co kupiłem alkohol. Chyba tylko po to, żeby na chwilę zapomnieć o świecie, a następnego dnia wzorowo cierpieć za miliony. No to co? No to kolejny na drugą nóżkę. Chwilę patrzę przez okno, zamyślam się płytko nad przemijaniem i trzecia bomba wpada w gardło. Idę do lodówki przydeptując po drodze skrawki moich wypocin. Zapalam światło i w jakości HD widzę jak bardzo nie mam nic do jedzenia. Każdy odcinek pustki w lodówce jest ostry i wyraźny.
"To co Sebciu?" - myślę sobie i wracam do stolika.
Do tej pory nie napocząłem nawet soku, ale kiedy zdałem sobie sprawę z jego obecności stał się niezbędny.
Wychyliwszy czwarty kieliszek rzucam go na szczęście przez lewe ramię. Mógł pięknie rozprysnąć i zapewnić mi przymusowe sprzątanie, ale rozpadł się zaledwie na 3 części. Po chwili zawieszenia spostrzegam, że moje ręce na powrót stają się silne i pewne. Już nie drżą ze strachu, już nie pocą się jak u nieśmiałego pedofila. Najwidoczniej 4 kieliszki to to niezbędne minimum.
Śmierć ma to do siebie, że można ja skojarzyć niemal ze wszystkim. Tak samo sprawa ma się ze straconą miłością - potykasz się o nią wszędzie podczas, gdy ludzie mają ją na ustach jak opryszczkę. Zaraz po wypiciu czwartej działy nachodzi mnie pytanie, ile mogłaby wypić kobieta, którą znaleźliśmy zeszłej nocy. Miała twardą głowę, czy może była jedną z tych, których nigdy nie dość na imprezach z udziałem napalonych chłopców? A może nigdy tego nawet nie sprawdziła i nie musiała potem tłumaczyć się gorszym dniem i wpajać w siebie libertyński światopogląd by znieść z barków ciężar kurestwa.
Mniej więcej jeden kieliszek nasuwa mi jedno pytanie, ale żaden na żadne nie odpowiada. Potem, po przeszło 9 bezsensownych pytaniach i tylu też kieliszkach nachodzi mnie "seria ostatnich razów". Jaka była jej ostatnia myśl, dokąd szła podczas swojego ostatniego spaceru. Czy na chwilę przed śmiercią wiedziała o zagrożeniu? A może zaatakowano ją znienacka? Tak chciałbym poznać chociaż jej imię...
Wtedy ty się zjawiasz i mówisz: "Śmierć". Kiedy próbuję skupić na tobie wzrok, okazuje się, że to niemożliwe. Myśli też nie mogę na tobie skupić. Mam rozdwojony i zamazany obraz.
-Sucham? - tu zauważam, że również dykcja mi szwankuje.
- Mam na imię Śmierć
- Ae o so chozi?
- Pytałeś jak mam na imię, więc odpowiadam ci: Śmierć.
- Barzo pieknie!
- Dziękuję.
- A kim własiwie jeseś?
- Trudno powiedzieć. Sama do końca nie wiem. Jestem chyba ta zabitą dziewczyną, ale nie do końca. Czuję, że czymś się różnimy.
Nawet twarz mam chyba minimalnie inną.
- Zosajesz zeną?
- Skąd to pytanie?
- Nidy nie miaem kobiety w domu. Zosaniesz?
Podchodzisz do stolika, bierzesz prawie pustą butelke po wódce i łapiesz małego łyka. Twoja twarz ani drgnie. Potem patrzysz na mnie rozszerzonymi źrenicami i powoli podchodzisz. Łapiesz mnie za podbródek. Masz kojące, lekko chłodne dłonie. Przechylasz mi głowę do tyłu i przelewasz wódkę ze swoich ust wprost w moje. Chcę cię pocałować, ale uchylasz się z łatwością.
- Usiąś, poso tak sapserujesz?
- Nigdy tego nie robiłam.
- Szego?
- Nie spacerowałam. Po co miałabym przestać? To czysta przyjemność.
- Ja sieze...
- Bo jesteś pijany.
- Nie jesem!
- Nawet nie jesteś bardzo zdziwiony, że obca kobieta błąka ci się po domu.
- Piekne koety zasze mogo tu byś. A ty... ty jeseś...pieee...
Skorzystam z okazji, że nawaliłeś się jak bela i zmienię cię na chwilę. Co ty na to?
Na dźwięk moich słów przechylasz się na bok i osuwasz na podłogę. Ledwie nachylam się nad tobą, a ty już odpływasz gdzieś w pijackie rojenia. Powinnam chyba teraz zniknąć, bo jako wytwór twojej wyobraźni żyję tylko, o ile o mnie myślisz. Po chwili zastanowienia wiem już, że w tym czy innym wydaniu będę wymyślana przez ciebie już zawsze. Rozczula mnie to.
Siadam przy tobie i zaczynam głaskać cię po głowie. Twoje oczy wodzą pod powiekami i coraz bardziej wciskają się wgłąb ciebie. Śnisz dziwne rzeczy. Widzę to tak wyraźnie jak ty, ale nie uczestniczę we śnie. Mam swobodę ruchu i myśli.
Idziesz poważny i zadumany, dookoła ciebie kipią zapuszczone budowle. Pełno dziesięciopiętrowych bloków porośniętych bujną roślinnością - bluszczem, pnącą różą, winoroślą. Bluszcz oplata też samochody, które wydają się porzucone. Na starym boisku do siatkówki plażowej rośnie morze wielkich, egzotycznych kwiatów, których nazw nie znam. Wydaje ci się, że jesteś tu od zawsze. Że urodziłeś się w tym miejscu, a słońce jest twym najbliższym bratem. Nie wnikam.
W pewnej chwili słońce odsuwa kurtynę i dostrzegasz, że na horyzoncie majaczy jakieś wzniesienie. Chwilę potem już tam jesteś, a samo wzniesienie okazuje się stosem martwym słoni. Ani trochę cię to nie dziwi. Zaczynasz się wspinać tak, jakby była to najoczywistsza rzecz, jaką można zrobić. Im wyżej wchodzisz, tym stos staje się wyższy a wierzchołek wyraźnie przed tobą ucieka. Coś zazgrzytało ci pod butem, podnosisz nogę i patrzysz w dół. Pod butem dostrzegasz mnie, albo raczej tę kobietę ze śmietnika, która zamiast nosa ma trąbę słonia w kolorze skóry i jest wkomponowana w strukturę wzniesienia. Wygląda jak rozwalcowana na autostradzie, a sama trąba z powodzeniem mogłaby być płaskorzeźbą gigantycznej dżdżownicy.
Chcesz krzyknąć, ale żaden dźwięk nie wydobywa ci się z ust. Zaczynasz się zsuwać w przepaść, w dole korony drzew są tak małe, że przypominają brokuły. Zsuwasz się coraz szybciej koziołkując niezdarnie. W końcu otwierasz oczy, a świat, który przed chwilą widziałam odchodzi w niepamięć.
Cały czas klęczę przy tobie gładząc ci włosy. W pierwszej chwili odskakujesz ode mnie jak oparzony. Masz takie płochliwe spojrzenie..
- Kim ty do cholery jesteś?! - wrzeszczysz na mnie.
Spoglądam na ciebie najczulej jak umiem i mówię cicho: "Śmierć".
Rozglądasz się nerwowo, jakbyś wcale nie obudził się u siebie na podłodze, a co najmniej w innym wymiarze.
-Czy ja nie żyję?
- Skąd pomysł?
- Nie wiem, wydawało mi się, że to fajnie zabrzmi. Śmierć to w tym wypadku nazwa własna?
- Tak.
- Jak tu w ogóle weszłaś, zosta.... Ja pierdole, ty wyglądasz jak...
- Trup ze śmietnika.
Widzę jak krew ucieka ci z twarzy.
-Skąd o tym wiesz? - pytasz ciuchutko i z rezygnacją, jakby było ci już wszystko jedno. Gdybym teraz poprosiła cię byś poszedł na komisariat i przyznał się do wszystkiego, zrobiłbyś to bez mrugnięcia okiem.
- Umiem czytać ci w myślach.
- Co?!
- Umiem czytać ci w myślach. Zastanawiasz się teraz czy nie jestem z policji. Kiedy to powiedziałam, pomyślałeś, że jeszcze pewnie śpisz. Nie śpisz. To nie sen,a ja jestem równie realna jak ty... przynajmniej dla ciebie.
-A to się kiedyś skończy?- pytasz jak gdyby z większa wiarą.
- Co?
- Mam na myśli to, czy kiedyś znikniesz?
- Wszystko kiedyś zniknie.
- Pytam...
- Nie wiem, czy kiedyś zniknę. Wiem tyle, co ty. W pewnym sensie dzielimy jeden mózg.
-Czyli rozmawianie z tobą jest jak gadanie do siebie?
- Nie do końca. Posiadasz zakamarki mózgu, o których nie masz pojęcia. Możemy ciekawie pogadać.
- Czyli jestem chory psychicznie. Jasne, to musiało się w końcu wydarzyć. Tyle lat samemu. Mózg może sfiksować. Normalna sprawa... Nie mogłaś mi powiedzieć, że jesteś jakąś studentką z wymiany i trafiłaś przez przypadek do złych drzwi. Litość jednak wzięła nad tobą górę i postanowiłaś przypilnować pijaka aż dojdzie do siebie. Czułbym się dużo lepiej.
Dzwonek do drzwi, chyba pierwszy od momentu, kiedy informacje o podwyżkach czynszu zaczęły pojawiać się na stronie internetowej, a było to ładnych parę lat temu.
- Kto tam?
- Janek, otwórz.
Skąd wie gdzie mieszkam? Po co przyszedł? Patrzę przez wizjer - to faktycznie Janek. Ma zniecierpliwiony wyraz twarzy. Odryglowuję drzwi i delikatnie je uchylam.
- Co się stało? - pytam poprzez szczelinę.
- Wpuścisz mnie czy mam stać na klatce?
- Proszę, wejdź - otwieram drzwi na oścież - chcesz kawy albo herbaty?
- Nie, dzięki.
- Coś się stało?
- Pamiętasz, że wczoraj rano na wysypisku kręciło się sporo mew?
- O kurwa - moja skóra w dosłownie sekundę traci kilka tonów i staje się śnieżnobiała.
- Dzisiaj o 17 jest zebranie. Mają stawić się wszyscy pracownicy bez wyjątku.
- Jak mieliby się dowiedzieć?
- No mewy zaczęły dobierać się do ciała.
- Nie, jak mieliby się dowiedzieć, że to my?
- A ja wiem? Może obejrzą śmieciarki. Na pewno znajdą jakieś ślady krwi. Przecież śmieciarka przeciekała.
- Jak się o tym dowiedziałeś?
- Zadzwonili do mnie z biura i kazali od razu ci przekazać, bo nie mają twojego numeru. Okazało się, że nikt nie ma twojego numeru, więc poszedłem do kumpla z kadr i dowiedziałem się gdzie mieszkasz.
- Co zrobimy? - pytam z rezygnacją, bo nie mam żadnego pomysłu, jak wyrwać się z tego gówna. Najchętniej rozpłynąłbym się w powietrzu, schował gdzieś, choćby pod łóżkiem i cieszył z każdej milczącej chwili.
- Przyznamy się - słowa Janka brzmią jak wyrok. Jak 5 lat pozbawienia wolności.
- O nie - mówię bez namysłu - nie ma mowy! Do niczego się nie przyznamy. Teraz poszlibyśmy już prosto do pierdla. Idziemy na zebranie i siedzimy tam jak gdyby nigdy nic. Nic nam nie udowodnią. Jak coś, to o niczym nie wiedzieliśmy. Ktoś zagrzebał ją na dnie śmietnika, a my pochłonięci rutyną niczego nie byliśmy świadomi. Jak nam udowodnią, że kłamiemy?
- Czuję się teraz jak morderca - mówi płaczliwym tonem. Chyba też miałby ochotę na odrobinę dematerializacji.
- Jesteś w pewnym sensie mordercą, albo przynajmniej współudziałowcem - wtrąca się Śmierć, o obecności której zapomniałem zupełnie.
- Ja też - ignoruję jej słowa.
Dopiero teraz ją zauważam. Siedzi na wysokiej brązowej meblościance i zerka na nas z góry z lekko drwiącym uśmiechem. Choć to nie na miejscu, próbuję zajrzeć pod jej sukienkę i ku mojemu rozczarowaniu widzę jedynie parę skrzyżowanych nóg.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Gunslighter · dnia 31.01.2015 17:08 · Czytań: 1989 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Florian Konrad
27/05/2022 21:02
A ja nie palę od 2008 :) Modami gardzę. Cytując klasykę:… »
wolnyduch
27/05/2022 19:17
Emocjonalne burze nam nie służą, ale ludzie wrażliwi są na… »
wolnyduch
27/05/2022 19:08
Dążenie do zapamiętania za wszelką cenę jest bez sensu, ale… »
wolnyduch
27/05/2022 18:41
Sądzę, że niejedna osoba się nad tym zastanawia. Nie wiem,… »
Yaro
27/05/2022 18:35
Dziękuję za komentarze :) Pozdrawiam Was serdecznie:) »
wolnyduch
27/05/2022 18:32
Msz, uszczypliwe półsłówka nie biorą się znikąd, no chyba,… »
wolnyduch
27/05/2022 18:18
Dobry wieczór D.U Dziękuję za czytanie, gratuluję, że… »
Zdzislaw
27/05/2022 14:40
Również pozdrawiam, Wolnyduchu :) »
d.urbanska
27/05/2022 12:40
Cudny wiersz. Malarski i emocjonalny. Bardzo mi się udał :)»
d.urbanska
27/05/2022 12:37
Wolnyduchu dziękuję za wizytę i ocenę. Też zastanawia mnie… »
Marian
27/05/2022 09:26
Tetu, bardzo dziękuję za odwiedziny i cieszę się, że tekst… »
Marian
27/05/2022 09:22
Wolnyduchu, dziękuję za wizytę i rzeczowy komentarz. »
wolnyduch
26/05/2022 21:04
Tak bywa, fajne. Pozdrawiam :) »
wolnyduch
26/05/2022 21:03
Ciekawie, z polotem i wyobraźnią, pozdrawiam serdecznie :) »
mike17
26/05/2022 20:59
Jarku, wiersz przejmujący i pełny treściowo. Dziś pieniądz… »
ShoutBox
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:45
  • Szanowna redakcjo! Na mój BLOG nikt nie może publikować. Jedynie komentować i wyrażać wszystko co wątrobie zalega. Zatem nie jestem [link]żeniem.
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:25
  • oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:20
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:18
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:15
  • Zabrakło znaków. Coś podobnego. A ja dopiero się rozkręcam. Zatem zapraszam wszystkich do mojego BLOGA, nieśmiałego. u mnie można o wszystkim, nie tylko o poezji. W ramach obowiązujących norm internet
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:08
  • Zapraszam na mojego nieśmiałego BLOGA. Wszystkich, nawet tych bez ślepej kiszki i z dwunastnicą zapasteryzowanymi metaforami. Co zrobić, trudno! Z żołądkiem zakwaszonym refluksem. RRRUU! Wszystko ule
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
Ostatnio widziani
Gości online:26
Najnowszy:Urok osobisty
Wspierają nas