JESIEŃ - bemik
Proza » Obyczajowe » JESIEŃ
A A A

Lubiła tę porę roku. Słońce przyjemnie grzeje, ale już nie ma w sobie tego palącego żaru, jak w środku lata. Nie słychać też radosnych wrzasków dzieci ani warkotu kosiarek, ani muzyki z pootwieranych na oścież okien. Wszyscy są w szkołach, w pracy. Przez te kilka godzin miała wrażenie, jakby była sama we wsi. Oprócz niej oczywiście było jeszcze kilka osób, ale oni też siedzieli cicho, rozkoszując się spokojem.

Zawiał wiatr. Potrząsnął gałęziami jabłoni, wypłoszył kilka sikorek. Kot otworzył jedno oko i zerknął bez zainteresowania na ruchliwe ptaki. Przetarł pyszczek łapą, strącając niewidoczny paproch i zasnął z powrotem, kołysany do snu szelestem wysokiej trawy i machinalnym głaskaniem kobiety. On też był stary. Już mu się nie chce ganiać za muchami, za strąconymi liśćmi. Jeszcze tylko od czasu do czasu zapoluje na myszy. Przynosi je wtedy na schodki, układa na środku i czeka na pochwałę. Żeby nie było, że jest darmozjadem.

Tośka przeciągnęła się, aż stawy strzeliły. Uniosła siwy pysk, by sprawdzić, że jej pani nadal siedzi. Że jej nie zostawiła.

Staruszka podniosła się z trudem z ławeczki. Trzeba ugotować obiad. Suka natychmiast też podreptała do kuchni. Kobieta zaczęła obierać ziemniaki, a Tośka ułożyła się na kocyku pod stołem. Przez chwilę obserwowała obierki spadające do kosza, ale oczy same jej się zamknęły i zachrapała.

- Zazdroszczę ci, że możesz tyle drzemać – mruknęła kobieta. Ona sama wraz z wiekiem sypiała coraz mniej i w bardzo dziwnych porach. Zdarzało jej się zdrzemnąć zaraz po śniadaniu. Albo przy wiadomościach. Potem nie mogła zasnąć i pół nocy łaziła po domu, a nieprzytomny pies włóczył się za nią z wyrzutem w wiernych ślepiach.

- No to idź spać – gderała, parząc zieloną herbatę. - Nikt ci nie każe za mną łazić. Jesteśmy w domu. Nigdzie nie wychodzę, nie zostawię cię, nie martw się.

Pies, przekrzywiając łeb, słuchał wyjaśnień, ale dopiero gdy pani zasiadła w wysłużonym fotelu i wzięła kolejną powieść do ręki, układał się obok, grzejąc jej stopy. Często dołączał do nich kocur. Zwijał się w kłębek tuż pod książką, czasem tylko protestując, gdy zmęczone ciężarem ręce zbyt mocno docisnęły go do kolan.

Była sama, ale dzięki zwierzakom nie czuła się samotna. Rozmawiała z nimi, powierzała im swoje troski i zmartwienia. Dzieliła się też radościami. Jak wtedy, gdy dostała wiadomość, że została babcią. Ugotowała rosół i świętowali we trójkę. Babcia Janeczka. To nic, że jej wnuczek nie potrafił tego wymówić. Patrzyła w twarz pięcioletniego Marka i w jego rysach odnajdywała podobieństwo do dziadka.

Jan. Jasiek. Dobre miała z nim życie. Troskliwy i kochający. Była dla niego najpiękniejsza. Nawet wtedy, gdy włosy jej posiwiały, twarz pokryła się zmarszczkami, a oczy straciły blask. Dobrze, że nie cierpiał. Że spadło to tak nagle. Zawsze był energiczny, ruchliwy. Gdyby po tym udarze udało mu się przeżyć, pewnie zamęczyłby ją gadaniem. Jeśli, oczywiście, mógłby mówić. To Jasiek przytargał Samuela. Kiedy wszedł do domu, od razu wiedziała, że coś się wydarzy. A on rozchylił poły kurtki i wyciągnął małą biało-czarną kulkę. Sam został jego pupilkiem. Z daleka rozpoznawał warkot silnika samochodu i z wyprężonym ogonem podbiegał pod bramę, czekając na swojego pana. Łasił się, ocierał o nogi, przeszkadzał i domagał się pieszczot. Kiedy Janek zmarł, zniknął na parę dni. Może wystraszył się obcych, którzy zapełnili dom? Nie, nie obcych. To był Tomek z żoną i dzieckiem. Przyjechali, by jej pomóc, ale ona też źle się czuła w tym rozgardiaszu. Przykro jej było, że wnuczek prawie nie mówi po polsku. Synowa starała się być miła, głaskała ją uspokajająco po ramieniu, ale nie mogły się dogadać. Po tygodniu wreszcie pojechali sobie, hen, do dalekiej Anglii. Wtedy wrócił Samuel. I wkrótce potem znalazła Tośkę.

To była piękna jesień. Deszcze padały nocami, a w dzień przygrzewało słońce, jakby chciało przedłużyć ostatnie chwile lata. Wstała skoro świt, ubrała się i wygrzebała z komórki wiklinowy kosz i kalosze. Ludzie gadali, że grzyby wysypały. Nie bardzo jej się chciało, ale potem przyjemnie będzie wyciągnąć marynatę na stół. Może w tym roku Tomek przyjedzie na święta. O ile dadzą mu parę dni urlopu.

Cała wieś jeszcze spała. Tylko gdzieniegdzie, tam gdzie ktoś musiał dotrzeć do miasta na pierwszą zmianę do pracy, paliły się światła. Psy poszczekiwały obudzone szuraniem jej kaloszy. Kiedy zagłębiła się w las, odetchnęła pełną piersią. Stała przez chwilę, rozkoszując się zapachem mokrego igliwia, świergotem ptactwa, widokiem rosy na pajęczych niciach. Wreszcie ruszyła, rozglądając się uważnie po poszyciu. Nie wchodziła za daleko. Bała się, że się zgubi. Kiedy z Jankiem zbierali grzyby, zawsze jej pilnował i pokazywał drogę do domu. Żartował, że jak zechce się jej pozbyć, to wyprowadzi do lasu i zostawi.

Nazbierała już pół kosza kurek i podgrzybków, więc zdecydowała, że może odpocząć. Przysiadła na pieńku i wyciągnęła małą butelkę wody, by nawilżyć wysuszone gardło. Wtedy wydało jej się, że słyszy słabe popiskiwanie. Podniosła się, by spojrzeć nieco dalej. Ostrożnie, kierując się słuchem, podążyła za urywanym odgłosem. W kępie krzaków odkryła jego źródło – średniej wielkości kundel przywiązany do pnia sosny.

Pomyślała wtedy, że zwierzak znalazł trochę cienia w zaroślach, a w nocy znowu padało. Zbliżyła się ostrożnie, a pies zamerdał końcem ogona. Nie miał sił unieść łba. Uklękła przy dygoczącym kundlu i wylała odrobinę wody na dłoń. Podsunęła mu pod pysk i z radością ujrzała, że zlizuje wilgoć. Oddała mu też swoją kanapkę i pogłaskała zmierzwione futro. Nawet nie bardzo chciał jeść. Potem odwiązała sznurek i powolutku powędrowały obie do domu.

Weterynarz powiedział, że musiała tam tkwić przez kilka dni. Tośka dostała kroplówkę i zestaw witamin. To nic, że drogie. Kobieta nie narzekała na brak pieniędzy. Miała finansowe wsparcie syna. Czasem odnosiła wrażenie, że Tomek chce tym przytłumić wyrzuty sumienia. Raz tylko, miesiąc po śmierci ojca, zaproponował, żeby przeniosła się do nich. Ale kiedy odmówiła, przyjął to chyba z ulgą. Co by robiła w tym dalekim kraju z synową i wnukiem, którzy prawie nie gadają po polsku?

Po tygodniu sunia była jak nowonarodzona. Tylko nie odstępowała swojej pani na krok. Pewnie bała się, że znowu może zostać porzucona.

* * *

Podobno koty, gdy czują koniec, odchodzą. Samuel zniknął pewnego dnia i więcej się nie pojawił. Miał już chyba z osiemnaście lat – zastanawiała się kobieta, obchodząc ogródek. A Tośka? Ona ma chyba ze czternaście. Zaraz, zaraz... znalazłam ją w następnym roku po śmierci Janka. To był osiemdziesiąty... który? No tak, ona ma czternaście. Nie, więcej. Weterynarz powiedział wtedy, że to młody psiak, mniej więcej roczny...

Zerknęła na drepczącego za nią kundla. Siwy pysk, zamglone spojrzenie, niepewne kroki. Kobieta odwróciła wzrok. Nie, Boże, proszę, jeszcze nie teraz...

* * *

- Czy mogę zakopać ją w moim ogrodzie?

Weterynarz patrzył ze współczuciem na starą kobietę, której dłonie, pomarszczone i naznaczone wątrobowymi plamami, gładziły nieruchomego psa.

- W zasadzie nie można... - zaczął, ale kiedy spojrzał w mętne oczy kobiety, zmienił zdanie. - Ma pani kogoś, kto wykopie dół?

- Tak – odpowiedziała drżącym głosem. - Poproszę Kazika. Zawsze jest gotów do pomocy - za piwo, albo dwa.

- Tylko niech pani przesypie wapnem – polecił jeszcze, żeby mieć czyste sumienie.

* * *

Codziennie wychodziła do ogródka i siadała na ławce pod cisami. U jej stóp leżał pies. Nie grzał jej nóg, nie spoglądał wyczekująco, kiedy wrócą na obiad do kuchni, nie poszczekiwał na żaby i jaszczurki. Ale był.

Przymknęła oczy i wystawiła twarz do słońca. Przyjemnie grzało, jak zawsze wczesną jesienią.

I wtedy zobaczyła Jaśka. Szedł ku niej i przywoływał ją ręką. Zza pazuchy wystawał biało-czarny pysk Samuela, a wokół nóg pętała się Tośka, poszczekując radośnie.
Tośka?- zastanowiła się. Przecież ona nawet nie znała Janka...

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
bemik · dnia 21.08.2016 16:53 · Czytań: 978 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 26
Komentarze
Gorgiasz dnia 21.08.2016 17:32 Ocena: Świetne!
Piękne, wzruszające opowiadanie.
Też bym tak chciał...
Lilah dnia 21.08.2016 19:01
Jaka piękna opowieść, bemik. Łezka się kręci ze wzruszenia.

Pozdrawiam :)
Dobra Cobra dnia 21.08.2016 19:08
Piękne! Ty to potrafisz...


Ukłony,

DoCo

PS - tylko dlaczego tytuł dużymi literami? Dlaczego?
mike17 dnia 21.08.2016 19:28 Ocena: Świetne!
I ja lubię ten umiarkowany słoneczny blask jesieni :)
Czytało się świetnie, utwór bardzo klimatyczny, nastrojowy, bardzo odnoszący się do uczuć, czucia i tego, co w sercu.
Pięknie oddany klimat wsi, tych smaczków, które można poczuć tylko wtedy, kiedy się tam jest.
A ciepło opka?
To już inna inszość - czuć każdą literę, zakrzepłą w pięknie.
Bo to piękne było.
Subtelne, delikatne, czułe.
Takie w sam raz na wczesną jesień :)
bemik dnia 21.08.2016 20:31
DZiękuję wszystkim za takie miłe słowa.
DoCo - sama nie wiem dlaczego dużymi literami. Tak mi się jakoś napisało.
Galernik dnia 21.08.2016 20:45 Ocena: Świetne!
"Do serca przytul psa, weź na kolana kota..." , kto to śpiewał? Jan Kaczmarek ze Studia 202? Chyba on. Piękna opowieść, pełna ciepła, życia, smutku i tęsknoty. Gratulacje.

Mieszkający z dwoma kotami Galernik
JOLA S. dnia 21.08.2016 20:59 Ocena: Świetne!
Do zalet zaliczam melodyjność niektórych fragmentów,
Lekkość przekazu, wieloznaczności i piękno sprawią, że chyba wrócę do tego tekstu drugi raz. :)
Nie mam kota, za to mam psa ;)
Pozdrawiam cieplutko
bemik dnia 21.08.2016 21:08
Galerniku - ja mam dwa psy i dwa koty, przy czym wszystkie cztery zwierzaki są w jakiś sposób "z odzysku" -znalezione i przygarnięte albo przytargane przez córkę.
Jolu - miło mi. Ten tekst napisałam już parę lat temu, ale zawsze na progu jesieni wracam do niego z upodobaniem.
Margharet dnia 24.08.2016 22:49 Ocena: Świetne!
bemiku stworzyłeś przecudowne, klimatyczne i ciepłe opowiadanie. Mam ściśnięte gardło i zaszklone oczy. Tak się jakoś zamyśliłam i tak mi z tym dobrze. Kochałam moje dwa psy, których już nie ma, moją babcię i kota , który ma osiem lat, I kocham jesień najbardziej ze wszystkich pór roku. Pięknie ukazałeś przyjaźń między staruszką, a jej czworonożnymi przyjaciółmi, tęsknotę za synem, wnukiem i mężem. Nawet poczułam miłość tych dwojga. Dziękuję i pozdrawiam Margharet.
bemik dnia 25.08.2016 07:58
Margharet, miło przeczytać takie słowa. Ja też najbardziej kocham jesień. Dziękuję.
al-szamanka dnia 25.08.2016 20:49 Ocena: Świetne!
Rozszlochałam się, Bemiku, mam już tak, gdy natrafiam na piękno.
Świetnie napisane, z tym czymś nieuchwytnym poza obrazem, co tworzy jednak całą atmosferę.
Doskonale wyważona opowieść o jesieni... o przejściu tak naturalnym jak oddech.
Bardzo mnie wzruszyłaś, tak po prostu.

Pozdrawiam serdecznie :)
bemik dnia 26.08.2016 07:40
Nic tak nie cieszy, jak łzy czytelnika. :) Bardzo dziękuję al-szamanko za te miłe słowa.
Nalka31 dnia 26.08.2016 09:01
No i się popłakałam. Ale cóż wrażliwiec ze mnie zwłaszcza, gdy czyta się takie opowiadania. Może za bardzo przypominają mi coś z życia. Poza tym napisane bardzo klimatycznie i w wyważony sposób. Jesień ma swoje uroki, może być piękna. Przemijanie, odchodzenie też ma coś w sobie z tej urody, chociaż ma gorzki posmak łez.

Serdecznie.
bemik dnia 26.08.2016 14:26
Dziękuję Nalko. Ładnie to ujęłaś.
Sokolica dnia 26.08.2016 18:25 Ocena: Świetne!
Piękne. Po prostu. Nie mogę nic więcej napisać, bo ryczę jak bóbr i ledwo mogę dostrzec klawiaturę.
Pozdrawiam cieplutko
bemik dnia 26.08.2016 18:40
Sokolico, nawet nie wiesz, jak miło przeczytać takie słowa - dziękuję.
maak dnia 26.08.2016 23:58 Ocena: Świetne!
Moja Tina też czeka w ogrodzie, żebyśmy mogli kiedyś być razem. Nie potrafiłem tego napisać.

Dziękuję.
Aronia23 dnia 27.08.2016 00:54 Ocena: Świetne!
Bemiku, brak słów, naprawdę, aby wyrazić to, co czuję po przeczytaniu opowiadania. Jest magiczne, jest przesycone dobrocią i niestety, przemijaniem. Łezka się kręci w oku, stara samotna kobieta i jej ukochani towarzysze życia. Ja mam teraz 3 koty - wszystkie znajdy. Jeden ma już 16 lat, trochę choruje. Kiedy byłam dzieckiem, jechaliśmy z Tatą samochodem (Tato zmarł na raka 1,5 roku temu) i obok wiejskiego sklepu, był przywiązany powrozem psiak. Wył, bo pijane dziadzisko okładało pieska paskiem od spodni i to jeszcze sprzączką. Żaden z siedzących nieopodal nie reagował, a pies.... prawie chciał wejść pod ziemię, tak się spłaszczył. Oczy załzawione, lewe ucho poszarpane i krew - dziad wybił zęby szczeniakowi. Opisuję to, bo zawsze byłam miłośniczką zwierząt. Też napisałam o tym opowieść "Miłka i FereK' - wszystko jest prawdą, co w niej ukazałam.
Wracając przed sklep. Tato zatrzymał samochód, wysiadł, coś tam sadyście powiedział, weszli do sklepu i za zwykłe piwsko, Tato wykupił szczeniaczka. Jakiż ten psiak był wierny i kochany!. Żył długo, a TATO był dla niego bogiem.
Twoje opowiadanie mówi o bardzo trudnych sprawach - samotności i opuszczeniu oraz o mijającym czasie. A sam koniec jest niesamowity, nigdy go nie zapomnę:

"I wtedy zo­ba­czy­ła Jaśka. Szedł ku niej i przy­wo­ły­wał ją ręką. Zza pa­zu­chy wy­sta­wał bia­ło-czar­ny pysk Sa­mu­ela, a wokół nóg pę­ta­ła się Tośka, po­szcze­ku­jąc ra­do­śnie.
Tośka?- za­sta­no­wi­ła się. Prze­cież ona nawet nie znała Janka...". Bemiku bardzo się wzruszyłam, sama uratowałam już wiele zwierząt. Pozdrawiam i serdeczności przesyłam od moich kotków i od siebie. A23
bemik dnia 27.08.2016 08:33
Maak - wielu ludzi ma swoje Tiny i Tośki, Dziękuję.
Aronio - Ty miałaś łzy w oczach po przeczytaniu opowiadania, a ja płakałam przy Twoim komentarzu. Nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy potrafią pastwić się nad mniejszym i słabszym. I cieszę się, że są tacy ludzie jak Twój Tato. Pozdrawiam załzawiona :-)
Joan dnia 27.08.2016 09:43
Bardzo ciekawie napisane. Często się widzi jak starsze osoby niestety biją swoje psy.
Ja również lubię jesień za piękne kolorowe krajobrazy i brak upału.
bemik dnia 27.08.2016 10:47
Dzięki, Joan. Niestety, nie dotyczy to tylko starszych.
trawa1965 dnia 30.08.2016 20:06 Ocena: Świetne!
Oczywiście, że piszesz dobrze. Prawdopodobnie należało Enterem podzielić na dwie części początek utworu, lecz to drobiazg. Zwrócenie uwagi wynika po prostu z mojego rzetelnego pochylenia się nad tekstem.

Ja też jestem samotny, choć w innym wymiarze. Mój kot, Kubuś, jest od ponad dziesięciu lat w zaświatach. Otruli go. Tu, gdzie teraz mieszkam, jest pies, w zasadzie bezimienny( Sunia to żadne imię).

Moim światem jest przyroda. Uwielbiam jesień ze względu na grzyby. Perspektywa zimy wcale mnie jednak nie przeraża. Zima to tylko zmiana charakteru doświadczeń. To pisarskie doświadczenia.
Na extrastory nie miałaś o mnie dobrego mniemania i mój ciepły komentarz z pewnością tego nie zmieni.Ale takie mam po prostu życiowe doświadczenia.Nic to nie poradzę.
bemik dnia 30.08.2016 20:48
Trawo, chyba Ci się coś pomyliło, gdy napisałeś: nie miałaś o mnie dobrego mniemania. Wydaje mi się, że komentarze nie dotyczyły Ciebie, a Twoich utworów, a to dwie zupełnie różne rzeczy. Chyba zdajesz sobie sprawę, że nie jesteśmy w stanie zadowolić wszystkich czytelników. Ja akurat należę do takich, którym Twoja twórczość niespecjalnie przypadła do gustu. Ale masz również wielbicieli - więc z tego należy się cieszyć.
I dziękuję Ci za przeczytanie tekstu oraz komentarz.
Zola111 dnia 30.08.2016 21:52
Bemiku,

bardzo mi się. No widzisz: Przyszłam za komentarzem Ali, choć rzadko bywam w prozie. Także się wzruszyłam.

Ujednoliciłabym czas narracji, bo masz tu różnie: raz przeszły, raz teraźniejszy.

Poza tym - po znaku zapytania uciekła Ci spacja:

Cytat:
Tośka?-


Tośka? - zastanowiła się...

Więcej nie zauważam, więc gratuluję także poprawności.

Brawo, pozdrawiam,

z.
trawa1965 dnia 31.08.2016 05:25 Ocena: Świetne!
Jeśli tak, to dobrze. Cieszy mnie to.
bemik dnia 31.08.2016 07:21
Zolu 111 - cieszę się, że choć rzadko pojawiasz się w prozie, skusiłam Cię swoim op;owiadankiem. Dziękuję też za pomoc w wychwyceniu kolejnej niedoskonałości.
Trawo - cieszę się również, że doszliśmy do porozumienia.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Kazjuno
28/02/2024 22:59
Gosposię, Zbysiu, w odpowiedzi na mój komentarz, ująłeś w… »
Kazjuno
28/02/2024 22:13
Zbysiu Zaciekawiłeś mnie powyższym komentarzem. Bliski… »
Jacek Londyn
28/02/2024 19:03
Zdzisławie, z treści fraszki wnioskuję, że pomimo… »
Marek Adam Grabowski
28/02/2024 15:55
Zamiast pisać od nowa wklejam mój komentarz z innego… »
Zbigniew Szczypek
28/02/2024 15:24
Kaziu Nie zrozumiałeś mnie niestety, jeśli chodzi o… »
Zbigniew Szczypek
28/02/2024 15:06
Kaziu To jest niedokończony przeze mnie komentarz, tak jak… »
Kazjuno
28/02/2024 13:26
Sposobów na poderwanie "gosposi" może być wiele.… »
Kazjuno
28/02/2024 13:01
Cieszę się, że przeczytałeś i dzięki za taaaaaaki duży i… »
Zbigniew Szczypek
28/02/2024 00:40
Kaziu Pisałem wcześniej o pomyśle na część 5-tą, już ją… »
Zbigniew Szczypek
28/02/2024 00:14
Roninie Podobała mi się ta miniatura. Chociaż zacząłem od… »
Kazjuno
27/02/2024 23:32
No, Zbysiu, Muszę pogratulować! Nie należę raczej do… »
Zbigniew Szczypek
27/02/2024 23:23
Kaziu Nie pamiętam, co czytałem i nie skończyłem… »
pliszka
27/02/2024 23:22
Muszę przyznać, że tekst ten skłonił mnie do szczególnie… »
pliszka
27/02/2024 22:57
Uderzająco prawdziwe i smutne. I nie tylko z miłością tak… »
Zbigniew Szczypek
27/02/2024 21:42
Dobry wieczór Pliszko Bardzo Ci dziękuję, że jako jedyna… »
ShoutBox
  • Redakcja
  • 28/02/2024 12:15
  • Dla nas to było takie samo zaskoczenie jak i dla Was ;)
  • Zbigniew Szczypek
  • 28/02/2024 12:00
  • No to śmieszne nie było, już rozwijałem matę i owijałem papierem ryżowym krótkie tanto... ;-]
  • Redakcja
  • 28/02/2024 11:50
  • Wracamy po krótkiej przerwie. Tęskniliście? ;-)
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 23:33
  • I teraz dopiero, gdy byłem tu i tam, pozwolę sobie zaprosić Was do mnie, na "Bal". Z góry dziękuję, za odwiedziny ;-}
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 22:50
  • Hej! W tym "skansenie" chroboczą korniki - więc jeszcze żyje!
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:52
  • Oby nie z mocą Covida. Część ucieknie w popłochu. Niektórzy przeciążeni intelektualnie mogą powiększyć grona pacjentów zakładów psychiatrycznych. Tym zalecam mokre kompresy na rozpalone czoła.
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:45
  • Sorry za literówkę. "Macie", a nie "Maci"!
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 13:44
  • I tu Ci Kaziu przyklasnę - brawo! "Zarażmy" towarzystwo PP nową "pandemią" ;-}
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:09
  • Maci rację Pliszko Zbyszku. Szczypku. Może właśnie my (bo też ostatnio dorzuciłem pięć groszy) ponownie obudzimy z letargu PP rozleniwione towarzystwo? Szkoda było patrzeć, jak marniało w oczach.
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 12:48
  • Zgadzam się z Pliszką. Gdy tu się działo - komentarze/rady{kilkadziesiąt dziennie) - PP żyło, przyciągając także młode pookolenia, radosną dyskusją na temat literatury wszelakiej. Był taki gwar!
Ostatnio widziani
Gości online:21
Najnowszy:joanna_wie