To tylko rock and roll. Część Czwarta. - Nathaniel Sathirian
Proza » Długie Opowiadania » To tylko rock and roll. Część Czwarta.
A A A
Od autora: O domu, który nim nie był.
PS. Przepraszam za nadmiernie długą przerwę od cz. III, zmusiła mnie do tego sytuacja na froncie uczelnianym. Część Piąta powinna pojawić się szybko (i mam nadzieję, że tak się stanie), bo są one ściśle powiązane, ale razem byłby naprawdę długie.

4.

- Marlo czy możesz przestać zachowywać się w ten sposób?! – rzuciła w desperacji Ania, bo jej przyjaciółka tarzała się po łóżku, zanosząc się śmiechem. – Mówię serio. Nie ma w tym nic śmiesznego!

- W jaki sposób? – wydusiła Marlena, nie mogąc przestać się śmiać.

- Jakbyś leciała na mojego ojca.

Szatynka zacisnęła usta, dusząc parsknięcie.

- Może ja lecę na twojego ojca? – zapytała tajemniczo.

- Przestań!

- Tak bardzo go pragnę! Pożądam go!

- Przestań!

- Śni mi się po nocach i nie chcesz wiedzieć co…

- Przestań, Marlo! Dajże wreszcie spokój! – Ania zerwała się na równe nogi, czerwona ze wściekłości, a Marlo śmiała się wniebogłosy, aż z piskiem spadła z łóżka i osunęła się na podłogę. – Czasem jesteś durna – oświadczyła Ania.

- Aleś ty czerwona, Świętoszku.

- Nie nazywaj mnie tak.

- Wstydzisz się? Krępuje cię to, że lecę na starszych facetów?

- Nie zaczynaj…

Marlo nagle spochmurniała.

- Skoro moja matka nazywa mnie dziwką, to może taka jestem? Może wcale mnie nie znasz?

Ania pobladła, a Marlena przyciągnęła do siebie kołdrę leżącą na podłodze.

- Milutko, co? – rzuciła i głos zaczął jej drżeć. – Jak moja własna, cholerna matka mogła powiedzieć mi coś takiego?

Zaniosła się płaczem, równie intensywnym jak wcześniejszy śmiech. Podkurczyła nogi i wcisnęła twarz w pościel, chcąc zdusić łzy. Ania wpatrywała się w nią osłupiała. Chciała pomóc, pocieszyć ją. Jakkolwiek. Usiadła na podłodze, objęła Marlo i przez dłuższy czas tkwiły tak, nieruchome, dopóki jej przyjaciółka nie przestała łkać.

 

*

Szybki, ciężki, gitarowy riff rozpoczął kolejną piosenkę, wraz z niesztampową partią basu przywodzącą na myśl Red Hot Chilli Peppers. Tło wypełniło się akompaniamentem organów Hammonda, a potem dołączył wokal, urywany, wykrzyczany, śpiewany na przemian przez Oldiego i Angie:

 

Doors are locked!

Lights are shut!

Am I asleep?

No, I’m not!

Thinkin’ how,

To escape,

Where to run,

Never wait!”

 

- “Cause this house is just ain’t home for me!” – wykrzyczało pięć głosów i wszystko ucichło, poza wyczekującym rytmem perkusji. – „Cause this house is just ain’t home for me!”^

 

W ciszy niosło się tylko echo ich głosów, a potem całe instrumentarium wystrzeliło w szaleńczym pędzie, uporządkowanym chaosie, niosącym gniew, wściekłość, frustrację, lęk, smutek… Ania pociągnęła swoją partię, graną w duecie z Lilką i przeszła do długiej solówki, pełnej bólu i nostalgii, znacznie dłuższej niż na którymkolwiek z wcześniejszych koncertów. Twarz ukryła za kotarą włosów, a całe jej ciało poruszało się w ślad za melodią. Łzy spływały po jej policzkach. Dobrze wiedziała, że Marlo napisała ten tekst o sobie.

 

*

- Kto dzwoni o tej porze?! – wymamrotała rozespana Elżbieta, kiedy obudził ich hałaśliwy dźwięk telefonu.

Było dobrze po północy.

- Zaraz go zabiję – burknął Skalski i zwlókł się z łóżka, żeby w ciemności przejść do przedpokoju.

Ósmy sygnał, dziewiąty, dziesiąty…

- Kto do…

- Pan Skalski? – zapytał kobiecy głos w słuchawce.

- Kto mówi?!

- Sandra Turowicz.

Nie znał żadnej pierońskiej Sandry.

- Wie pani, która godzina? – warknął.

- Czy moja córka jest u pana?

- Kto?

- Czy Marlena tam jest?

Spojrzał na zegarek.

- Jest za piętnaście pierwsza, na litość Boską, co Marlena miałaby tu robić we wtorek o takiej porze? „Poza tym nie widziałem jej od piątku” – pomyślał sobie.

- Nie ma jej w domu? – zapytał, nagle zaniepokojony.

Turowicz wahała się przez moment.

- Nie wróciła od niedzieli.

 

*

Partię Ani nagrodziły oklaski i po krótkim pasażu, przeszli do drugiej zwrotki. Lekko zduszony głos dziewczyny nadawał jej jeszcze boleśniejszy, oskarżycielski wydźwięk:

 

Mother she’s

Badly mad!

Want’s to have

Mudbloods dead!

Father he’s

As insane!

I’m the one!

I’m the shame!

And this house is just ain’t home for me!

And this house is just ain’t home for me!”^

 

Wspomniał na pierwsze spotkanie z matką Marleny. Jej napuchnięte oczy, suchą pomarszczoną twarz, zaniedbane włosy. I niski głos, w którym pobrzmiewały papierosy i alkohol. Był wtedy strasznie wściekły. Czuł obrzydzenie i pogardę dla tej kobiety, która niszczyła swoje życie i ciągnęła w dół własną córkę. Nie potrafiła docenić skarbu, jaki w niej miała. Ich dom cuchnął dymem tytoniowym. Przesiąkło nim lepkie linoleum, post gierkowskie, sklejkowe meble, byle jakie tapety. Woń stęchlizny odrzucała od samego progu, zwłaszcza w tamten dzień, kiedy mieszała się z szaletowo-alkoholowym fetorem człowieka leżącego w salonie.

 

*

- Tato, co się stało? – zapytała Ania, ale uciszył ją ruchem dłoni.

- I dzwoni pani dopiero teraz? – rzucił ostro do słuchawki.

- Myślałam… Dzwoniłam po rodzinie, chodziłam.

- Co się, do diaska, zdarzyło w niedzielę, że Marlena nie wróciła do domu?

- Ja. Czy pana córka niczego nie wie? Nie widziała jej?

Skalski wziął głęboki oddech, żeby nie zakląć.

- Zawiadomiła pani policję? – Cisza. – Czy pani jest zdrowa na umyśle? Pani córka zniknęła, a pani…

- Marek, co się dzieje? – Jego żona w koszuli nocnej stanęła na progu sypialni. – Ania kładź się spać! – nakazała córce.

Dziewczyna zrobiła krok do pokoju, zamknęła drzwi i stała za nimi bez ruchu.

- Proszę wezwać policję albo ja to zrobię, do cholery! – perorował Skalski, aż zamiast odpowiedzi usłyszał głuchy sygnał zerwanego połączenia. – Ta pijaczka się rozłączyła! – rzucił bezradnie w stronę żony.

- Nie przy Ani – syknęła.

- Wyobrażasz sobie, że nasza córka znika, a my zaczynamy się martwić na trzeci dzień?

- Może w jej przypadku to nic nowego? – wypaliła Elżbieta, a Skalski stanął jak wryty.

- Proszę?

- Chodzi mi tylko o to, że Marlena często zachowuje się… niestandardowo.

- Jeśli dalej dusisz w sobie tę cholerną solniczkę.

- Nie tylko solniczkę, ale alkohol w gimnazjum, słownictwo, którego używa…

Ania wypadła z pokoju, pragnąc się kłócić, ale ojciec natychmiast ją powstrzymał.

- To nie najlepsza chwila na taką dyskusję – stwierdził twardo.

- Racja, chciałabym się wyspać – oświadczyła Elżbieta.

- To połóż się, a ja zamienię kilka słów z naszą córką.

- Ona też powinna spać.

- Bez tego nie zaśnie – powiedział i pod jego ciężkim spojrzeniem, żona obróciła się na pięcie i zniknęła w sypialni.

 

*

I’m awake when the morning rise,

They’re all asleep, i didn’t sleep last night,

Got my wand and my trunk with me,

I’ll be gone, before anyone sees.

Leave this house and it’s ‘noble’ life,

Leave paranoid desolation time,

Walk my own ways, set my own rules,

At last free, when I’m gone from You.”^

 

To zakończenie, przy subtelnym akompaniamencie klawiszy, wieńczyło ich najdłuższy, autorski utwór. Nie sposób było nie myśleć przy nim o Marlo, kryjącej się przed rodzicami na „miejscówce”, znalezionej niegdyś wraz z Anią, gdzie chowały się przed światem i wymyśliły swój wymarzony zespół.

^”Ain’t no home” – Marlena Turowicz z EP “No Way Back, Tribute to Marlo” Sirius and the Sirens, Delusional Records, 2012. (Nathaniel Sathirian, 2010)

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Nathaniel Sathirian · dnia 08.12.2016 20:46 · Czytań: 601 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Florian Konrad
27/05/2022 21:02
A ja nie palę od 2008 :) Modami gardzę. Cytując klasykę:… »
wolnyduch
27/05/2022 19:17
Emocjonalne burze nam nie służą, ale ludzie wrażliwi są na… »
wolnyduch
27/05/2022 19:08
Dążenie do zapamiętania za wszelką cenę jest bez sensu, ale… »
wolnyduch
27/05/2022 18:41
Sądzę, że niejedna osoba się nad tym zastanawia. Nie wiem,… »
Yaro
27/05/2022 18:35
Dziękuję za komentarze :) Pozdrawiam Was serdecznie:) »
wolnyduch
27/05/2022 18:32
Msz, uszczypliwe półsłówka nie biorą się znikąd, no chyba,… »
wolnyduch
27/05/2022 18:18
Dobry wieczór D.U Dziękuję za czytanie, gratuluję, że… »
Zdzislaw
27/05/2022 14:40
Również pozdrawiam, Wolnyduchu :) »
d.urbanska
27/05/2022 12:40
Cudny wiersz. Malarski i emocjonalny. Bardzo mi się udał :)»
d.urbanska
27/05/2022 12:37
Wolnyduchu dziękuję za wizytę i ocenę. Też zastanawia mnie… »
Marian
27/05/2022 09:26
Tetu, bardzo dziękuję za odwiedziny i cieszę się, że tekst… »
Marian
27/05/2022 09:22
Wolnyduchu, dziękuję za wizytę i rzeczowy komentarz. »
wolnyduch
26/05/2022 21:04
Tak bywa, fajne. Pozdrawiam :) »
wolnyduch
26/05/2022 21:03
Ciekawie, z polotem i wyobraźnią, pozdrawiam serdecznie :) »
mike17
26/05/2022 20:59
Jarku, wiersz przejmujący i pełny treściowo. Dziś pieniądz… »
ShoutBox
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:45
  • Szanowna redakcjo! Na mój BLOG nikt nie może publikować. Jedynie komentować i wyrażać wszystko co wątrobie zalega. Zatem nie jestem [link]żeniem.
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:25
  • oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:20
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:18
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:15
  • Zabrakło znaków. Coś podobnego. A ja dopiero się rozkręcam. Zatem zapraszam wszystkich do mojego BLOGA, nieśmiałego. u mnie można o wszystkim, nie tylko o poezji. W ramach obowiązujących norm internet
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:08
  • Zapraszam na mojego nieśmiałego BLOGA. Wszystkich, nawet tych bez ślepej kiszki i z dwunastnicą zapasteryzowanymi metaforami. Co zrobić, trudno! Z żołądkiem zakwaszonym refluksem. RRRUU! Wszystko ule
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
Ostatnio widziani
Gości online:39
Najnowszy:Urok osobisty
Wspierają nas