Wezwanie na komendę MO, rok 1971 - Przemir
Proza » Obyczajowe » Wezwanie na komendę MO, rok 1971
A A A
Od autora: Jest to mój fragment dłuższej całości, który był już naniesiony na innym forum. Z tego powodu, że jest to wyjęte ze środka tekstu, główny bohater nie jest należycie przedstawiony i niektóre sprawy, jak manewrowanie silnikiem, nie są objaśnione. Wersja, którą załączam, jest ostatnią, poprawioną.

 

W czwartym tygodniu pracy na holowniku Stanisław, otrzymał wiadomość radiową z firmy, że ma się zgłosić natychmiast do Komendy Miejskiej Milicji Obywatelskiej w Sopocie. Informację przekazał mu kapitan, gdy wyszedł z maszynowni po manewrach silnikiem i zajrzał do sterówki. Był tam też bosman i obaj byli ciekawi, co milicja chce od Zygmunta. On wzruszył jedynie ramionami i spokojnym głosem oświadczył:

- Nie wiem.

- Może chcą cię wciągnąć do współpracy? – spekulował bosman.

- Gdyby o to chodziło, zachowywali by się bardziej dyskretnie. Może chcą mnie wsadzić do paki – rzekł Zygmunt, zachowując kamienną twarz – zresztą mają tu już tego ormowca, może on im wystarczy.

Ormowiec zdekonspirował się z miejsca, bo zaraz, w pierwszym dniu pracy, pytał kto jest w firmie komendantem ORMO. 

Zygmunt wiedział, że będą go pytali o Jurka, ale nie chciał rozpowszechniać takiej wiadomości pośród załóg taboru pływającego. Gdy tamten zniknął, on poszedł wieczorem pod „Złoty Ul” i od jednego typa z grupy „Słonia”, dowiedział się dokładnie jak było. Czytał też o Jurku artykuł w „Głosie Wybrzeża”, zatytułowany: „Z Radomia do Trójmiasta na gościnne występy”.

Zgłoszenie się „natychmiast”, w jego przypadku, oznaczało jutro, najwcześniej przed południem. Byli teraz na wodach zatoki a ich holownik pracował przy pogłębianiu toru wodnego. W tej chwili ciągnął szalandę z błotem, a wachta morska kończyła się o ósmej rano. Firma nie wysłała dla niego ani podmiany, ani motorówki. Rano, holownik przywiezie świeżą grupę a ich odstawi na nabrzeże w Nowym Porcie.   

Takiego zaproszenia, Zygmunt, oczywiście, zignorować nie mógł i następnego dnia pojechał do Sopotu. Hol wejściowy komendy milicji był ponurym miejscem. Smutne wrażenie tworzyły szare ściany i małe, wysoko umieszczone okna, które nie przepuszczały wiele światła. Przed okratowanym wejściem na korytarz, prowadzącym do biur i do aresztu, był prostokątny otwór w ścianie, wycięty na wysokości piersi. Zygmuntowi, kojarzył się jedynie z wygodnym wejściem do psiej budy. Należało wsunąć tam głowę i wytłumaczyć milicjantowi dyżurnemu, po co się przyszło. Krata odgradzająca korytarz była ryglowana i zwalniana zamkiem elekromagnetycznym.

Spokojnie, bez objawów zdenerwowania, wsunął Zygmunt głowę w szarą od dymu tytoniowego przestrzeń okienka, spojrzał na milicjanta z papierosem pomiędzy wargami i odezwał się:

- Dzień dobry panu. – Odpowiedzi nie usłyszał.

Wyglądający niemłodo, starszy sierżant, patrzył na niego nieprzychylnie. Może być, że widział w Zygmuncie kryminalistę.

- Zostałem tu wezwany, nazywam się Zygmunt Tarkowski.

Milicjant zajrzał w papiery na swoim biurku i nie wyjmując papierosa z ust, zarządził:

- Wejdziecie na korytarz, tam za kratę, usiądziecie na krześle i czekacie aż was ktoś wezwie. – Słowa wymawiał jedną stroną ust, bo drugą trzymał papierosa, który kiwał się do góry i na dół w trakcie mówienia.

Elektromagnes zabrzęczał, Zygmunt pchnął drzwi i wszedł do środka. Samozamykacz zatrzasnął kratę za nim. Teraz, mógł to miejsce opuścić tylko w asyście milicjanta albo pozostać tam jako zatrzymany.

Usiadł na jednym z krzeseł ustawionych w rząd pod ścianą i czekał. Był sam na korytarzu. Uświadomił sobie, że sierżant kazał mu usiąść, czyli, nie powinien chodzić i rozglądać się. Patrzył na ścianę naprzeciw, taką bez obrazków, w szarym kolorze na jaki malowano kadłuby i nadbudówki okrętów wojennych.

- Prawdopodobnie, marynarka i milicja używają tej samej, państwowej, farby. W PRL, przecież, wielkiego wyboru nie ma. – pomyślał.

Ostatnie drzwi w rzędzie naprzeciw, miały rygle i były wzmocnione stalową blachą.

Zejście po schodach do aresztu w piwnicy, zgadł bez trudu.    

Po dwudziestu minutach czekania, z pomieszczenia naprzeciw, wyszedł funkcjonariusz po cywilnemu i oznajmił:

- Tarkowski.

- Tak.

- Wejdźcie. – Powiedział i zniknął wewnątrz. Zygmunt podążył za nim, a gdy był już w pomieszczeniu, usłyszał:

- Zamknijcie drzwi za sobą.

Funkcjonariusz, niski i nieproporcjonalnie szeroki w biodrach, o twarzy bladej, brzydkiej, bardziej azjatyckiej niż polskiej, wskazał ręką odrapane krzesło.

- Siądźcie tam i dajcie dowód osobisty. – Zarządził.

Zygmunt pomyślał, że facet ma tę robotę ze względu na zły stan zdrowia. Zrobił jednak, co mu kazano. Jako wezwany, a może nawet podejrzany, siedział teraz i czekał obojętnie na rozwój sytuacji. W tym ponurym biurze, ściany były pomalowane na popielato, ale okna przepuszczały dużo światła. Biurko, krzesła i szafka, zużyte meble marnej jakości, pamiętały lata 1950 a może nawet wcześniejsze. Zasłony okienne, teraz rozsunięte, prosiły o wymianę.

Funkcjonariusz, referent w stopniu sierżanta, wpisał dane personalne Zygmunta w rubrykę formularza. Potem patrzył na plik papierów, które wziął do rąk i przekładał. Teraz skierował wzrok w stronę wezwanego i spokojnym głosem wycedził:

- Mamy tu podpisane zeznanie waszego kolegi, który wszystko nam wyśpiewał.

- Ustalmy najpierw, proszę, o którym koledze mówimy, bo mam kilku.

- Jerzy Bednarski opowiedział nam o tym jak okradaliście razem samochody – wyjaśnił funkcjonariusz.

Dla Zygmunta, to zdanie było tak nieprawdziwe, że aż śmieszne.

- Panie milicjancie, dowiedziałem się dopiero teraz, od pana, że on cokolwiek okradał, jak więc mogłem brać w tym udział?

- Jesteście przesłuchiwani jako współsprawca i lepiej dla was będzie, jeśli powiecie wszystko co wam w tej sprawie wiadomo.

- Dobrze. O okradaniu samochodów nie wiem nic. Jerzy Bednarski jest znajomym moich znajomych. Przyjechałem do Trójmiasta, aby tu pracować. On przyjechał ze mną, bo twierdził, że też chce tu pracować.

- Czy szukał roboty?

- Tak, szukał, był ze mną w PRCiP-ie, załatwiał badania lekarskie, zakwaterowanie, a potem gdzieś przepadł i nie widziałem go więcej.

- Gdy zniknął, czy wiecie, gdzie był i z kim się zadawał?

- Nie mam zielonego pojęcia – odpowiedział Zygmunt.

Milicjant nie był zadowolony z takiego wyniku rozmowy. Dla niego, sukcesem było, gdy w trakcie śledztwa, ktoś się przyznaje lub sypie na innych, a tu, brak szansy na jakąkolwiek współpracę. On się pilnuje i nic dobrowolnie nie powie, myślał. Do tego, ten współsprawca był w robocie, gdy tamtego złodzieja schwytano na gorącym uczynku. On, sierżant milicji, miał na to notatkę służbową sporządzoną po rozmowie z Kierownikiem Działu Kadr PRCiP-u. Pisze tam, że Zygmunt Tarkowski był obecny w pracy w tamtym czasie. Teraz, funkcjonariusz śledczy MO skoncentrował się na komponowaniu uzupełnienia do protokołu, które po ukończeniu podsunął Zygmuntowi, mówiąc:

- Podpiszcie tu.

On przeczytał i zauważył:

- Tu pisze, że Jurek nie szukał pracy, a on szukał.

- To, dlaczego nie znalazł?

- Wydaje mi się, że on by tę pracę znalazł, gdyby nie to, że został przymknięty. To zdanie trzeba wykreślić, albo napisać, że szukał pracy.

Funkcjonariusz wykreślił zdanie i Zygmunt podpisał podsunięty mu papier.

- To nie jest koniec waszej sprawy, my się tu jeszcze zobaczymy. Na razie, oddaję wam dowód osobisty i idźcie za mną – powiedział funkcjonariusz.

Wyszli teraz na korytarz, podążając w stronę żelaznej bramy. Gdy Zygmunt usłyszał brzęczenie elektromagnesu, pociągnął klamkę do siebie, przeszedł szybkim krokiem przez hol i opuścił budynek komendy milicji. Nie był prawnikiem, sądził jednak, że w zaistniałej sytuacji, milicja, gdyby chciała, mogła zrobić jakąś sprawę przeciw niemu. W PRL, prokurator mógł domagać się kary prewencyjnej czy jakiejś innej za współudział w układzie kryminalnym. Ewidencja, jaką mieli przeciw Jurkowi, mogła stanowić podstawę do uwięzienia jego, Zygmunta. Znał już podobny przypadek. W końcu, w PRL, ustawy interpretowano tak, jak rządzącym, milicji i sądom pasowało w danym momencie. No a Jurek? Przecież, to on dał im namiar na niego. Zygmunt, przemyślał sprawę jeszcze raz, tym razem głęboko, i uznał, że po co im ten kłopot, zostawią go w spokoju.

- Ta przyjaźń nie była mi potrzebna. W przyszłości muszę się wystrzegać takich kontaktów towarzyskich - medytował.

Gdy wrócił na swoją kwaterę, pani Lucyna oznajmiła mu, że ma dla niego współlokatora, który nazywa się Tomek. Od pierwszego września rozpoczyna naukę w Zasadniczej Szkole Zawodowej przy Gdańskiej Stoczni Budowy Okrętów. Ma 15 lat. Chce wprowadzić się tu pod koniec sierpnia.

- Zgadzam się i dziękuję pani – odpowiedział Zygmunt.

- Do zameldowania, potrzebuję też pana dowód osobisty i książeczkę wojskową.

Podał jej swoje dokumenty. Do identyfikacji, na żądanie milicji, miał teraz czerwoną książeczkę żeglarską, którą nosił przy sobie. Służyła mu też jako przepustka do portu i na stocznię. Po chwili, Pani Lucyna podsunęła mu wypełniony druk meldunkowy do podpisania. Były tam już jej dane. Rok urodzenia 1927, przeczytał.

Rozważał teraz swoją sytuację materialną. Za mieszkanie będzie płacił 350 na miesiąc od września, za sierpień 700, poradzi sobie. Kupił już pościel i wyprał koce, pod którymi może przespać zimę. Milicja, zdaje się, zostawiła go w spokoju. Starał się nie myśleć o tym, że wnet będzie potrzebował kurtkę, sweter, buty zimowe i ciepłą bieliznę. Nie chciał zatrudniać mamy przy wysyłania paczek z jego używaną odzieżą.

Najlepiej niech myśli, że mi się tu wiedzie, zdecydował.

Jego rzeczy z poprzedniej zimy były zresztą podniszczone.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Przemir · dnia 19.08.2018 18:13 · Czytań: 410 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 7
Komentarze
Usunięty dnia 19.08.2018 20:11
Ładnie oddajesz realia PRL-u. Co prawda wtedy byłem jeszcze za młody, aby mnie to doświadczyło osobiście, ale pamiętam kilka zdarzeń dotyczących moich najbliższych czy dalszych osób.
Styl masz dobry. To się chwali. Gorzej z interpunkcją. Zazwyczaj przed "a" dajemy przecinek. A nie dajmy go np w takiej sytuacji:
Cytat:
Zyg­mun­to­wi, ko­ja­rzył się je­dy­nie z wy­god­nym wej­ściem do psiej budy.

Mam jeszcze jedno zastrzeżenie. Bo albo czegoś nie rozumiem, albo ty coś pokręciłeś. Najpierw piszesz:
Cytat:
na­zy­wam się Zyg­munt Tar­kow­ski.

A potem:
Cytat:
Krzysz­tof po­dą­żył za nim

Czy było ich dwóch na tej komendzie? A może czegoś nie zrozumiałem.

A poza tym nie mam większych uwag.

Pozdrawiam
Marek Adam Grabowski dnia 20.08.2018 13:58
Opowiadanie jest ciekawe (ma klimat brudnej komuny) i przyjemne w czytaniu. Jedyna wada to dialogi. Mają bardzo mało przerywników, a te nieliczne są minimalne np. "Powiedział Zygmunt". Dałbyś może całość, gdyż tutaj brakuje początku i (chyba) końca.
viktoria12 dnia 20.08.2018 14:33
Cytat:
- Zo­sta­łem tu we­zwa­ny, na­zy­wam się Zyg­munt Tar­kow­ski.


Cytat:
- Wejdź­cie. – Po­wie­dział i znik­nął we­wnątrz. Krzysz­tof po­dą­żył za nim, a gdy był już w po­miesz­cze­niu, usły­szał:


Jak nazywa się ten facet? Albo posługuje się fałszywymi papierami, albo coś Ci się poplątało.
Jednak fałszywe dokumenty. Za kogo innego się podaje, kim innym jest. As wywiadu?
Przemir dnia 22.08.2018 01:20
Wróciłem właśnie z dalekiej i męczącej podróży. Wybrałem tym razem pociąg i miejsce sypialne (tu przeszkadzało mi nadmierne chłodzenie). Na pewnym odcinku były tory uszkodzone i przewożono nas autobusem. Przedłużyło to całą podróż o ponad dwie godziny. Wszystkim bardzo dziękuję za uwagi.

Wstawienie tam Krzysztofa, to niefortunny przypadek. Windows 10 stosuje formę przemocy o nazwie „marging”, czyli ujednolicanie różnych tekstów wywodzących się z tego samego oryginału. Zauważyłem też, że „poprawia” tak, aby poprawione pozostawało takie samo jak niepoprawione. Kontaktowałem się w tej sprawie z Windows, bo chciałem „tą pomoc” wyłączyć, ale ostateczne wyszło na to, że nic z tym zrobić nie można. Ten system wstawia mi Krzysztofa na miejsce Zygmunta, i to nawet wtedy, gdy mam otwarty tylko ten jeden tekst, nad którym pracuję. Krzysztof ma być w mojej powieści, Zygmunt jest we fragmentach ćwiczebnych.

Cytat:
Gorzej z interpunkcją. Zazwyczaj przed "a" dajemy przecinek. A nie dajmy go np w takiej sytuacji:Cytat:Zyg­mun­to­wi, ko­ja­rzył się je­dy­nie z wy­god­nym wej­ściem do psiej budy.


Mam tu taką katrkę przed sobą, na której pisze, że przecinek wstawiamy przed spójnikiem "a" rozpoczynającym zdanie składowe w ramach zdania złożonego. Dowodzi to jedynie faktu, że wszystko co polskie nie jest nigdy łatwe. Pracuję nad tym jednak.

Marek Adam Grabowski napisał:
Dałbyś może całość, gdyż tutaj brakuje początku i (chyba) końca.


Ta całość jest w formie raportu i wymaga wiele poprawiania. Niektóre jej fragmenty nadają się do mojej powieści, której akcja rozgrywa się 6 lat później. Wstawiam więc tam elementy, które mi pasują. Moje kolejne teksty, tu na tym forum, będą więc też wycinkami z takiej większej całości, i niekoniecznie po kolei.
Na Twój blog popatrzę i może coś powiem.

viktoria12 napisał/a:
Jak nazywa się ten facet? Albo posługuje się fałszywymi papierami, albo coś Ci się poplątało.Jednak fałszywe dokumenty. Za kogo innego się podaje, kim innym jest. As wywiadu?


W tamtym okresie, media rządowe, a innych nie było, powoływały się często na informacje podawane przez zachodnią agencję prasową o wdzięcznej nazwie Jupiaj (UPI). Mojego bohatera, niestety, nie potrafię nijak wkomponować w ten system. Za mój błąd obwiniam więc firmę Windows.

Marek Adam Grabowski
Jedyna wada to dialogi. Mają bardzo mało przerywników, a te nieliczne są minimalne np. "Powiedział Zygmunt".
………..
Czy mógłbyś zademonstrować, na jakichś dwóch przykładach, jak według Ciebie powinno to wyglądać? Nie wstawiam tych przerywników, bo w moim tekście i tak wiadomo kto mówi. Gdybym pisał: "powiedział", „rzekł”, „mruknął”, „warknął”, albo: „popatrzył w sufit i wydukał”, to takie dodatki nie polepszą treści.
Co inni o tym sądzą?
Marek Adam Grabowski dnia 29.08.2018 11:53
Chodziło mi o brak zdań w stylu: "Kiedy to mówił obok przeleciała mucha."
Samemu tak robię w moich opowiadaniach.
Pozdrawiam
Marek Adam Grabowski
Melock dnia 30.04.2021 12:21
Niepotrzebne wstawianie przerywników w dialogach to błąd. Tego właśnie powinno się unikać. Dobrze napisany dialog, to tekst który płynie i jest odchudzony z takich "ozdobników". Przerywniki, dopowiedzenia w dialogach powinny być wyłącznie wtedy, kiedy potrzebujemy koniecznie coś dodać bo wymaga tego narracja, oraz by czytelnik się nie pogubił i wiedział kto co mówi. Ale właśnie sztuka w tym, by tak poprowadzić dialog, by wiadomo było kto jest kim bez dorzucania przerywników.
Tak przynajmniej mówi pan Stephen King i przyznam, że trudno się z tym nie zgodzić.
Przemir dnia 01.05.2021 02:19
Marek Adam Grabowski napisał:
Opowiadanie jest ciekawe (ma klimat brudnej komuny) i przyjemne w czytaniu. Jedyna wada to dialogi. Mają bardzo mało przerywników, a te nieliczne są minimalne np. "Powiedział Zygmunt". Dałbyś może całość, gdyż tutaj brakuje początku i (chyba) końca.


Melock napisał:
Niepotrzebne wstawianie przerywników w dialogach to błąd. Tego właśnie powinno się unikać. Dobrze napisany dialog, to tekst który płynie i jest odchudzony z takich "ozdobników". Przerywniki, dopowiedzenia w dialogach powinny być wyłącznie wtedy, kiedy potrzebujemy koniecznie coś dodać bo wymaga tego narracja, oraz by czytelnik się nie pogubił i wiedział kto co mówi. Ale właśnie sztuka w tym, by tak poprowadzić dialog, by wiadomo było kto jest kim bez dorzucania przerywników.Tak przynajmniej mówi pan Stephen King i przyznam, że trudno się z tym nie zgodzić.


Dwie wypowiedzi i dwie różne opinie. W tym moim opisie starałem się ograniczyć przerywniki do minimum, a przecież mogą wnieść wiele do tekstu. Wydaje mi się, że dużo zależy od tego kto był autorem i jak to zrobił. To samo może odnosić się do opisów ludzi, strojów czy miejsc. U jednych jest to widziane jako niepotrzebne, przesadne, u innych nawet ciężkie zanudzanie staje się godne Nobla.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Gramofon
14/07/2024 20:40
Lżejsza usadzona mocno przez grawitacje. »
skroplami
14/07/2024 11:07
Jak dzień i noc, różnice :). Chociaż jak one tak Twoja… »
skroplami
14/07/2024 10:00
Stara prawda, wieczna prawda, boska prawda. Zawarłeś kilka… »
al-szamanka
13/07/2024 17:07
Sumiennie przeczytałam tekst od początku do końca i mam… »
al-szamanka
13/07/2024 14:50
Mam pytanie. Czy wyzwolone kobiety, to te z tymi wszystkimi… »
Florian Konrad
13/07/2024 13:58
Dziękuję. Wiersz jest nieromantyczny, bydlak jeden :) »
Janusz Rosek
13/07/2024 12:19
Kazjuno To bardzo ciekawa historia. Czytając takie… »
Kazjuno
13/07/2024 07:42
Bardzo ciekawe, Januszu, 3 opowieści. Przeczytałem jednym… »
Janusz Rosek
12/07/2024 08:57
Kazjuno Bardzo dziękuję za Twój komentarz i słuszne… »
Kazjuno
12/07/2024 08:07
Przeczytałem Januszu z zainteresowaniem. Wewnętrzne rozterki… »
valeria
10/07/2024 13:53
Podoba mi się. Łagodne lato :) »
valeria
10/07/2024 13:51
Dziękuję, opis poprawiony już:) zachęcam :) od soboty jestem… »
Berele
10/07/2024 13:37
Pointa mogłaby okazać się jakaś lżejsza, ale udała się ta… »
Jacek Londyn
10/07/2024 13:08
Valerio, cieszę się, że się wydało, że ktoś z nas (a… »
Berele
10/07/2024 10:59
Nawet fajne neolęgi. Spodobał mi się wiersz ubogi w… »
ShoutBox
  • Jacek Londyn
  • 12/06/2024 14:22
  • a komentarzy ni chu, chu. "Czego oczy nie widzą, sercu nie żal"... Niby tak, lecz ja komentarze sobie cenię. Nierzadko lepiej niż kawa rano podnoszą ciśnienie.
  • Jacek Londyn
  • 12/06/2024 14:19
  • "Ostatnio widzianych" spory tłum,
  • Zbigniew Szczypek
  • 31/05/2024 21:10
  • "Po co tu jesteśmy, skoro ciągle się boimy?"- to taka "terapia", dla duszy i ciała, ekshibicjonizm w innym wymiarze. Skoro już tu jesteś, zrzuć ostatni listek! Bądź wreszcie wolny
  • Zbigniew Szczypek
  • 31/05/2024 19:34
  • Gramofonie - dołącz do nas z komentarzami, a na pewno będzie się działo więcej i lepiej, bo kto, jak nie Ty, swoją siłą głosu dotrze do najdalszych zakątków "galaktyk" ;-}
  • Wiktor Orzel
  • 31/05/2024 10:32
  • Dzieje się to, co zwykle. Ktoś wrzuca tekst, inni go komentują i tak się toczy tutaj życie ;)
  • Gramofon
  • 30/05/2024 11:13
  • dzieje się tu coś?
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 21:38
  • Najgorsze co może być, jeśli chodzi o komentarze, jeśli zostają tylko grupy tzw. "wzajemnej adoracji", z komentarzami schematycznymi i w zasadzie nic nie wnoszącymi do twórczości. Nie chciałbym tego.
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 20:30
  • Kaziu, my to wiemy, że to czasem działa na zasadzie "łańcuszka szczęścia" ale denerwuje, gdy ktoś go "przerywa", w tedy wraca cisza i "bezkomentarz" opanowuje znowu kolejną falą
  • Kazjuno
  • 15/05/2024 14:01
  • Piszcie, publikujcie i twórzcie komentarze!
Ostatnio widziani
Gości online:17
Najnowszy:Arcte