Praca - andres
Proza » Obyczajowe » Praca
A A A

PRACA

 

Po skończeniu studiów przez długi czas nie mogłem znaleźć pracy. Pewnego dnia zauważyłem w miejscowej gazecie ogłoszenie informujące, że duży zakład, zajmujący się naprawą czy produkcją wagonów kolejowych, poszukuje pracownika do działu marketingu. Postanowiłem zadzwonić, aby poznać szczegóły tej propozycji.

- Jakie ma pan wykształcenie? - spytał damski głos w słuchawce.

- Wyższe – odparłem.

- Co pan skończył?

- Psychologię.

Chwila ciszy, pani naradza się z kimś szeptem.

- Jutro o dziesiątej jest pan umówiony na spotkanie z dyrektorem – mówi w końcu i odkłada słuchawkę.

Nazajutrz rano, zgodnie z umową, przyszedłem do zakładu. Po przekroczeniu bramy, strzeżonej przez dwóch umundurowanych strażników i wydającego przepustki portiera, znalazłem się w miejscu, w którym zatrzymał się czas. W starym, zniszczonym budynku, pełniącym funkcję biurowca, podłogi przykryte były zielonymi chodnikami, a pod sufitem wisiał duży, tykający co minutę zegar, zupełnie taki sam jak na dworcach w małych miasteczkach.

Dyrektor był starszym, postawnym mężczyzną. Siedział za wysłużonym biurkiem w ogromnym,

pustym pokoju; przy jego prawej ręce spoczywał na statywie mikrofon, służący, jak się domyśliłem, do nadawania ważnych komunikatów przez zakładowy radiowęzeł; na podłodze zaś, tuż przy dyrektorskim fotelu, stał mały radiomagnetofon, z którego nadawano na cały budynek jakiś program radiowy. Od czasu do czasu dyrektor przechylał się lekko w bok, aby wyregulować głośność.

- Słucham pana – oznajmił poważnym głosem.

Opowiedziałem mu kilka słów o sobie: ile mam lat, jakie studia ukończyłem i tak dalej.

- Czy ma pan jakieś doświadczenie w naszej branży? - spytał.

- Nie – odparłem ze skruchą. Cała ta sprawa wydawała mi się coraz bardziej beznadziejna.

- Bo widzi pan, my tu remontujemy elektrowozy i potrzebujemy kogoś, kto będzie się na tym znał. Nie tylko specjalisty od marketingu, ale też fachowca w branży, żeby miał rozeznanie w temacie.

- Tak, rozumiem – potwierdziłem.

- Dlatego, szczerze panu powiem – ciągnął dalej znużonym głosem - że nie widzę pana na tym stanowisku.

- Zgadzam się z panem – przytaknąłem znowu. - Ja tylko zadzwoniłem, bo chciałem się dowiedzieć czegoś bliższego i sekretarka od razu kazała mi przyjść... - tłumaczyłem, ale dyrektor mnie nie słuchał.

- Jakie jest pana nazwisko? - spytał nagle, jakby coś sobie przypominając.

- Majewski – odpowiedziałem.

- Czy Henryk Majewski to pana krewny?

- Tak, ojciec – odparłem.

 

- Ojciec – pokręcił głową. - Znałem dobrze pańskiego ojca. Pracowaliśmy razem. Ile to już lat minęło?

- Prawie piętnaście.

- Prawie piętnaście... - powtórzył. - Jak ten czas szybko leci... - zamyślił się na chwilę, po czym rzekł: - A języki jakieś pan zna? Na przykład angielski?

- Słabo niemiecki – odparłem.

- To już coś – powiedział bez entuzjazmu. - Wie pan co, zróbmy tak: pójdzie pan na dół, do kadr,

i wypełni kwestionariusz osobowy. To nie będzie nic zobowiązującego, ale jakby się dla pana coś w przyszłości znalazło, to damy panu znać.

- Dobrze – zgodziłem się przekonany, że dyrektor chce się mnie pozbyć.

Zszedłem na parter i wypełniłem pożółkły ze starości kwestionariusz, zawierający mnóstwo szczegółowych i bezużytecznych pytań, w rodzaju: "nazwisko panieńskie matki", "przynależność do organizacji", "stosunek do służby wojskowej", "posiadane odznaczenia". Dołączyłem do niego napisane odręcznie podanie o przyjęcie do pracy w charakterze pracownika umysłowego i wszystko razem wręczyłem podekscytowanej pani za biurkiem. Następnie, odebrawszy swój dowód na portierni, wyszedłem poza teren zakładu, zapominając o całej sprawie.

Tydzień później w moim mieszkaniu zadzwonił telefon.

- Mamy dla pana pracę – poinformował mnie kobiecy głos w słuchawce. - Proszę się pilnie zgłosić do kadr.

Poszedłem. W progu biurowca przywitała mnie głośna muzyka płynąca z głośników.

- Czy odpowiada panu stanowisko referenta do spraw zaopatrzenia? - spytała się mnie moja znajoma z kadr, spoglądając na moje podanie, u dołu którego widniała jakaś adnotacja.

- A na czym mniej więcej miałaby ta praca polegać? - spytałem.

- Niech pan pójdzie do działu zaopatrzenia i porozmawia z kierownikiem. On panu wszystko wyjaśni.

Dział zaopatrzenia znajdował się w obdrapanym budynku z brudnymi, drewnianymi schodami. Odnalazłem kierownika i powiedziałem mu w czym rzecz.

- Skierowali pana do mnie? - zdziwił się. - Na czyje miejsce? Przecież nikt się nie zwalnia.

Zdenerwowany chwycił za słuchawkę.

- Pani Krysiu – zaczął – przyszedł tu do mnie jeden pan...Jak nazwisko? - rzucił w moim kierunku. - Majewski – odparłem. - Majewski – powiedział do słuchawki. - Mówi, że dostał przydział do zaopatrzenia.

Słuchał przez dłuższą chwilę w milczeniu, po czym ze złością odłożył słuchawkę.

- No, dobrze – powiedział. - Jak pan wie, nasz zakład remontuje lokomotywy. My zaś dbamy o dostarczanie nowych części na wymianę. Dostałby pan swój dział i jeździł po hurtowniach i fabrykach. Praca nie jest łatwa, dużo wyjazdów, użerania... - zamyślił się. - Pracował u nas kiedyś jeden Majewski. Henryk.

- To mój ojciec – powiedziałem.

- Heniek Majewski to pana ojciec? - wykrzyknął. - Niemożliwe.

Skinąłem głową.

- Panie, co myśmy tu razem wyrabiali – rozkręcił się. - To dopiero były czasy.

Przyjrzał mi się uważnie spod krzaczastych brwi.

- Jak powiedziałem, praca nie jest lekka, płacą też nie najlepiej, ale da się wytrzymać.

- Nie wiem, czy się będę nadawał – wybąkałem. - Za bardzo się na tym nie znam.

Zaczynało mi się to coraz mniej podobać.

- Popracuje pan parę miesięcy i wszystkiego się pan nauczy – powiedział kierownik.

Wyszedłem na zewnątrz. "Niech to szlag " - pomyślałem sobie. - "Wszyscy tutaj pamiętają mojego ojca. Dlatego na siłę szukają mi jakiejś ciepłej posadki. A jak on na mnie patrzył! I jak szybko zmienił zdanie, gdy dowiedział się o ojcu! Nie ma głupich. Muszę się z tego jakoś wykręcić. "

Wróciłem do biurowca.

- Niestety, nie mogę przyjąć tej pracy – oznajmiłem kobiecie za biurkiem.

- Za dużo wyjazdów? - uśmiechnęła się wyrozumiale.

- Nie, nie w tym rzecz – odparłem. - Po prostu jest to praca zbyt odległa od mojego wykształcenia i od moich zainteresowań.

Pokiwała głową, przyglądając mi się z ciekawością.

- Myślałem, że chodzi może o pracę w biurze, przy komputerze... - tłumaczyłem się niezręcznie.

- W biurze? - kobieta uniosła lekko brwi.

- Tak napisałem w podaniu – podchwyciłem uradowany, że wreszcie znalazłem wiarygodne usprawiedliwienie dla swojej odmowy.

"No to załatwione" – pomyślałem.

Pożegnałem się szybko i ruszyłem w stronę bramy.

- Niepodbita – stwierdził portier, zwracając mi przepustkę.

Wziąłem małą, pogniecioną karteczkę i wróciłem do kadr. Ciężkie, drewniane drzwi były uchylone. Już miałem zapukać, gdy wtem w środku skrzypnęły inne drzwi, prowadzące do pokoju obok, i jakiś nieznany mi kobiecy głos zapytał:

- I co z tym psychologiem?

- Powiedział, że woli pracować w biurze – odparła moja znajoma zza biurka.

- I odmówił? - dopytywał się głos.

- Tak – potwierdziła z irytacją kobieta. - Załatwia się takiemu pracę, a on wybrzydza.

- Wie, co robi. Jego ojciec był znajomym dyrektora – poinformował głos.

- Taak? - spytała z niedowierzaniem kobieta zza biurka. - A ty wiesz, mi od początku coś tutaj nie grało. Przecież w zaopatrzeniu jest komplet.

- Sama widzisz – stwierdził głos.

- I co teraz? - spytała kobieta wyraźnie zatroskana.

- Nie wiem – odparł głos. - Może rzeczywiście znaleźć mu miejsce gdzieś w biurze? Na przykład u Zosi, w księgowości? Dostawi się biurko i po sprawie.

- Taak, masz rację – zgodziła się kobieta. - Chyba trzeba będzie tak zrobić.

 

02' 95

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
andres · dnia 17.01.2020 14:09 · Czytań: 762 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 6
Komentarze
marzenna dnia 17.01.2020 22:20
:) Szczerze, to trochę nudne. Takie, tam perypetie zagubionego chłopczyka, którego męczy posiadanie nazwiska ojca. Często na psychologię idą takie gamonie, które nie mają pojęcia co zrobić, ze swoim życiem. Nawet nie nadają się na specjalistów, może tylko do biura podlewać kwiatki. :) To sierota, która nie podejmie żadnego wyzwania, ot ma dyplom, a reszta niech się sama kręci. Nawet nie odgaduję jaki jest morał, banalny tekst. :)
Pozdrawiam, poczytam inne opowiadania, może będą lepsze :)
andres dnia 18.01.2020 15:08
Tak, masz rację, bohater jest trochę bezwolny, nie potrafi się zdecydować, nie chce tam być , ale im bardziej się wykręca, tym bardziej biorą go za cwaniaka. Nie potrafi się jednoznacznie określić dlatego jego intencje są opacznie rozumiane.
Jelgorek18 dnia 04.02.2020 08:49
Czytam już drugi twój tekst i mam takie samo wrażenie,,, są bezbarwne. Takie opowiastki z dnia codziennego. Nawet zwykły dzień można pokazać w barwny sposób. Użyj wyobraźni...
andres dnia 11.02.2020 22:25
Staram się używać wyobraźni rozwijając sytuacje, z którymi miałem do czynienia, tak jak w tym wypadku. To nie miał być kryminał z nagłymi zwrotami akcji tylko opowieść o gościu, który wskutek braku asertywności zostaje wbrew sobie wzięty za cwaniaka wykorzystującego koneksje rodzinne.
Dobra Cobra dnia 01.03.2020 21:23 Ocena: Bardzo dobre
Cytat:
Popracuje pan parę miesięcy i wszystkiego się pan nauczy
Święta prawda, szczególnie w obecnych czasach.


andres,

Bardzo dobre opowiadanie o dostawaniu pracy przez znajomości. Łączy stare czasy z tymi nowszymi.

Bardzo się podobało.


Dziękuję i pozdrawiam,

DoCo
andres dnia 02.03.2020 13:43
Tak, tylko sytuacja jest o tyle nietypowa, że bohater wypiera się trochę tych znajomości i nie chce tej pracy, a inicjatywa leży tutaj po stronie potencjalnego pracodawcy.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
EDyta To
25/02/2024 19:34
Stęskniony Wiosny Zbysiu, dziękujemy za miły komentarz i… »
Zbigniew Szczypek
25/02/2024 13:58
Florianie Tekst specyficzny, jak to u Ciebie. Nie będę się… »
Florian Konrad
25/02/2024 12:09
No, fakt, jego dzieła są nieco przydrogie :) Również nie na… »
Zbigniew Szczypek
25/02/2024 00:28
Florian !!! E.A.Poe to jeden z moich ulubionych autorów,… »
Florian Konrad
24/02/2024 23:27
Anioł dziwnych przypadków ? Jeśli o niego chodzi -… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 22:26
Jacku To bardzo się cieszę i piję zdrowie Twoje i Kazia nie… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 22:19
Kaziu Tasz to szok! Ale wszystko, do końca?! No to jest… »
Jacek Londyn
24/02/2024 21:51
Zbigniewie, prześpię się z podrzuconą mi twoją krytyką.… »
Kazjuno
24/02/2024 21:43
Więc mówię na końcu: ocena ostateczna powinna brzmieć:… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 20:43
Kaziu Nic się nie stało! Tak sobie myślę, że tam gdzie… »
Kazjuno
24/02/2024 20:26
Przepraszam. Zbysiu. Przeczytałem tekst jeszcze raz, już na… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 19:47
Kaziu 1. Sam pewnie wiesz, że ciężko jest utrzymać stale,… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 19:23
Jacku Rozumiem zamysł, nawiązanie do "K.S.P" ale… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 17:40
Florianie Jeśli tak jest, to spodoba Ci się mój obraz,… »
mike17
24/02/2024 17:01
Człowiek, który się gniewa, sam się udręcza, bo? Bo nie… »
ShoutBox
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 23:33
  • I teraz dopiero, gdy byłem tu i tam, pozwolę sobie zaprosić Was do mnie, na "Bal". Z góry dziękuję, za odwiedziny ;-}
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 22:50
  • Hej! W tym "skansenie" chroboczą korniki - więc jeszcze żyje!
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:52
  • Oby nie z mocą Covida. Część ucieknie w popłochu. Niektórzy przeciążeni intelektualnie mogą powiększyć grona pacjentów zakładów psychiatrycznych. Tym zalecam mokre kompresy na rozpalone czoła.
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:45
  • Sorry za literówkę. "Macie", a nie "Maci"!
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 13:44
  • I tu Ci Kaziu przyklasnę - brawo! "Zarażmy" towarzystwo PP nową "pandemią" ;-}
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:09
  • Maci rację Pliszko Zbyszku. Szczypku. Może właśnie my (bo też ostatnio dorzuciłem pięć groszy) ponownie obudzimy z letargu PP rozleniwione towarzystwo? Szkoda było patrzeć, jak marniało w oczach.
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 12:48
  • Zgadzam się z Pliszką. Gdy tu się działo - komentarze/rady{kilkadziesiąt dziennie) - PP żyło, przyciągając także młode pookolenia, radosną dyskusją na temat literatury wszelakiej. Był taki gwar!
  • pliszka
  • 22/02/2024 12:26
  • Nie nazwałabym tego skansenem. Jako przedstawicielka młodych zaryzykuję stwierdzenie, że to społeczny charakter i duża interaktywność przyciąga moje pokolenie. Młodzi są tam, gdzie się dużo dzieje.
  • Redakcja
  • 22/02/2024 10:23
  • Młodzi siedzą na Wattpadzie i TikToku. Dla nich jesteśmy skansenem ;-)
Ostatnio widziani
Gości online:15
Najnowszy:joanna_wie