Niedoszły grajek - Marian
Proza » Obyczajowe » Niedoszły grajek
A A A

   Zapewne wielu ludzi chciałoby umieć robić coś, czego nie potrafią. Nie są to umiejętności życiowo ważne, ale drobnostki, o których mówi się: „Fajnie byłoby umieć... ”. Mówi się tak, wzdycha i na tym koniec. Na przykład może to być jazda na nartach, gra w szachy, robienie na drutach lub rysowanie.

   Marzeniem Łukasza była gra na jakimś instrumencie. W najbliższej rodzinie nikt tego nie umiał. Jego rodzice i rodzeństwo mieli wręcz przydeptane uszy, ale za to wujek śpiewał i gwizdał po całych dniach; grał też na akordeonie. W chwilach wolnych od pracy, a szczególnie w niedzielne popołudnia, siadywał na ławce przed domem i wycinał różne melodie. Czasem przychodzili jego znajomi, przynosili wódkę i wtedy muzykę słychać było do późnej nocy. W takie dni mały Łukasz siadał w pobliżu, patrzył i słuchał. Wujek miał spracowane ręce o tak grubych palcach, że naciskanie nimi pojedynczych klawiszy wydawało się niemożliwe. A jednak jego paluchy biegały po klawiaturze i wydobywały z niej, co chciał. Grając, patrzył w niebo i mocno kołysał się w takt rozciągania miecha. Wyglądał jakby grał dla całego świata, lub tylko dla siebie – na pewno nie dla słuchających. Łukaszowi najbardziej imponowało to, że wujek wcale nie spoglądał na instrument, a melodia leciała sama. Zazdrościł mu tego i w cichości ducha też chciał tak grać.

   Nie wiadomo jak, ale rodzice poznali marzenia chłopca i któregoś dnia ojciec przyniósł mu mały dziecięcy akordeonik.

   – Masz. Próbuj – powiedział poważnie. – Gdy zobaczę, że się bierzesz do grania, to ci go kupię i poślę cię na lekcje. Tylko nie popsuj, bo to pożyczony.

   Instrument był perłowego koloru z czarnym miechem i w czerwonym futerale. Cudeńko! Łukasz założył na ramiona pasy, rozciągnął miech i przycisnął jakiś klawisz. Akordeon zagrał! Było dobrze. Teraz tylko musiał – tak jak wujek – zagrać jakąś melodię. Z tym było gorzej, bo naciskał klawisze, ale melodii z tego nie było. Zmagania z instrumentem potrwały jeszcze przez kilka dni i w końcu chłopiec doszedł do wniosku, że granie to nie jest prosta sprawa. Musiałby chodzić na lekcje, ćwiczyć godzinami, a to mu się nie uśmiechało. On chciałby od razu grać.

   Pamiętał przecież, jak uczył się jazdy na rowerze. Któregoś dnia pod nieobecność matki wziął jej damkę i ruszył nią w świat. Ów świat skończył się po przejechaniu metra wywrotką i potłuczonym kolanem, ale pod wieczór Łukasz umiał już przejechać spory kawałek. Co prawda, za samowolne wzięcie roweru, zgięcie błotnika i pobrudzenie spodni smarem dostał lanie, ale jeździć już trochę umiał.

   Akordeon nie dał się obłaskawić w ciągu jednego dnia, więc zapał niedoszłego muzykanta wygasł i instrument poszedł w odstawkę.

   Gdy Łukasz był w liceum, do Polski zaczęły docierać wieści o Beatlesach, a wraz z nimi moda na gitary. Oczywiście wszyscy młodzi chcieli na nich grać, ale nikt ich nie miał. Pierwszą gitarę zdobył kolega Łukasza z klasy Bogdan i zaraz zaczął chodzić na lekcje gry. Trzy razy w tygodniu paradował przez pół miasta, niosąc instrument w pięknym czarnym futerale. Nie wiadomo, jak szła mu nauka, ale już samym chodzeniem z gitarą wzbudzał zainteresowanie dziewczyn i zazdrość chłopaków. Bogdan słuchał regularnie Radia Luxembourg i znał aktualne listy zagranicznych przebojów, a także był oblatany w różnych zachodnich modach i ruchach młodzieżowych.

   – Kto jest lepszy: modsi czy rockersi? – zapytał kiedyś Łukasza na przerwie.

   – Modsi – odpowiedział zdecydowanie zagadnięty, chociaż nie miał pojęcia, o co chodzi.

   – Masz rację. Widzę, że się znasz – powiedział klasowy specjalista od bigbitu i poklepał kolegę po ramieniu.

   Po tak światłej wypowiedzi Bogdan uznał Łukasza za bratnią duszę. Zaowocowało to tym, że któregoś dnia dał mu nawet do rąk swoją gitarę.

   – Tym palcem naciśnij tu, tym tu, a tym tutaj – mówił, ustawiając jego palce na gryfie. – A teraz uderz w struny.

Łukasz uderzył, ale wyszło fałszywie.

   – Za słabo naciskasz – powiedział Bogdan i docisnął mu palce do strun.

Teraz dźwięk był już czystszy. Powtórzono jeszcze kilka razy ten chwyt, potem dwa inne i po tej minilekcji Łukasz już wiedział, że na gitarze też nie będzie grał. Tu trzeba było jakoś dziwnie rozcapierzać palce i do tego mocno naciskać struny, aż opuszki bolały. To już lepszy byłby tamten odrzucony przed laty akordeon.

   O ile umiejętność grania na harmonii byłaby dla Łukasza tylko sposobem dopieszczenia się, o tyle gra na gitarze mogłaby przynieść mu też inne, nie mniej przyjemne korzyści. Okazała się ona bowiem doskonałym środkiem głuszącym kobiety – może nawet lepszym od wina. Łukasz doświadczał tego nie raz na studenckich rajdach w górach. Ilekroć po całodziennym marszu towarzystwo zasiadło w schronisku lub przy ognisku, zaczynał się czas gitarzystów. Mimo że przeważnie grali nie najlepiej, to jednak dziewczyny robiły do nich maślane oczy i to, im później w noc, tym bardziej. W takie wieczory Łukasz żałował swojego lenistwa sprzed lat, ale było już za późno i w stosunkach damsko-męskich musiał sobie jakoś radzić bez gitary.

   W akademiku, gdzie mieszkał, był klubik, w którym miał próby miejscowy zespół rockowy. Wtedy Łukasz siadywał w kącie i słuchał. Obserwował jak gitarzyści wycinają różne riffy i zazdrościł im. Na zazdrości się kończyło, bo pamiętał swoje nieudane próby gry na gitarze kolegi z liceum i wiedział, że gitarzystą nie będzie. Natomiast gra perkusisty, czyli tzw. „fizycznego”, była dla niego czymś nowym i fascynującym. Podziwiał to, że muzyk potrafił inaczej pracować lewą, a inaczej prawą nogą i do tego jeszcze obiema rękami szalał po werblach i talerzach. Bardzo mu się to podobało i chciałby też tak grać. Po doświadczeniach z akordeonem i gitarą wiedział już, że raczej nic z tego nie będzie, ale musiał spróbować.

   Po zakończeniu prób gitarzyści zabierali swoje instrumenty, fizyczny zabierał pałeczki, ale perkusja zostawała. Łukasz zrobił sobie pałeczki z patyków i któregoś popołudnia odczekawszy, aż klub opustoszał, zasiadł za perkusją. Najpierw popróbował nogami bębna basowego i brake-maszyny: „bum, bum, bum” lewą nogą i „czup” prawą. Szło nieźle, ale gdy włączył do tego ręce wszystko się posypało. Dalsze próby przerwał kierownik akademika, którego zdziwiło walenie w perkusję w czasie, gdy rockowcy nie mieli próby. Przybiegł, opierniczył niedoszłego perkusistę i wygonił z klubu. Tak to kolejna Łukaszowa przymiarka do grania spaliła na panewce, ale tym razem mógł z czystym sumieniem powiedzieć, że na drodze do sukcesu stanęła mu siła wyższa.

   Na ostatnią w życiu próbę nauki grania zdecydował się Łukasz wiele lat później, gdy podczas festiwalu dziecięcych zespołów ludowych, zachwycił się grą małej dziewczynki na fujarce. „Toż to taki prosty instrument z kilkoma dziurkami. Dziecko gra, to chyba i ja mógłbym” – pomyślał wtedy i za kilka dni kupił najmniejszy flet prosty. Nabył też samouczek gry na flecie, w którym były nuty kilkunastu melodyjek i obrazki pokazujące, które dziurki należy zatykać. Żeby nie zbłaźnić się przed rodziną, postanowił ćwiczyć w ukryciu. Przy pierwszej sprzyjającej okazji zamknął się w garażu i spróbował zagrać prościutką piosenkę:

„Panie Janie! Panie Janie!

Rano wstań! Rano wstań!” itd.

   Wytrwale układał palce zgodnie z rysunkami i pomalutku udało mu się wydukać całą melodię. Powtórzył ją jeszcze kilka razy i na tym zakończył pierwszy dzień muzycznej edukacji. Nazajutrz ze smutkiem stwierdził, że nic z wczorajszej nauki nie pamięta. Znowu musiał korzystać z książki i robić wszystko od nowa. Poćwiczył dłużej i nawet udało mu się zagrać całą melodię z pamięci. Potem była kilkudniowa przerwa w nauce, po której – pełen zapału – zamknął się znowu do garażu. Wziął do ręki flet, usiadł na stołku i wtedy przyszła refleksja: „Po cholerę ja to robię? Przecież nawet gdybym się nauczył, to gdzie bym grał? W domu? Toż rodzinka by się posikała ze śmiechu, widząc jak ich stary tiurlita na fujarce.” Posiedział jeszcze chwilę, poobracał instrument w palcach, a potem razem z samouczkiem zawinął w reklamówkę i położył w kącie, gdzie leżały rzeczy z gatunku „trzeba to kiedyś przejrzeć i połowę wyrzucić”.

   Zrobił to w porę, bo w tym momencie weszła do garażu żona i od drzwi zapytała:

   – Co ty tu robisz? Czemu się zamykasz?

   – Chciałem tu posprzątać, ale nie wiem od czego zacząć – skłamał. – A zamknąłem się, bo wieje.

   – Gdybyś czasem sprzątał w domu, to wiedziałbyś – zygnęła żona i wyszła.

   Łukasz włączył radio i wziął się do pracy. Po chwili z głośnika popłynęły rumuńskie melodie grane przez Gheorghe Zamfira. Łukasz przerwał pracę i – jak w wujkowym ogrodzie za czasów dzieciństwa – usiadł i zasłuchał się. Słuchał, ale nie marzył już o tym, żeby grać na fletni Pana.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Marian · dnia 14.07.2020 10:43 · Czytań: 744 · Średnia ocena: 3,67 · Komentarzy: 11
Komentarze
Marek Adam Grabowski dnia 14.07.2020 16:52
Już to czytałem u konkurencji.

Pozdrawiam!
Marian dnia 14.07.2020 18:09
Dzięki za wizytę.
Pozdrowienia.
Carvedilol dnia 15.07.2020 11:21
Marian

sympatyczne opowiadanie, zakończenie bez zaskoczenia, ale sprawnie napisane, przeczytałem z zainteresowaniem, odezwały się i we mnie nuty niedoszłego "klawiszowca"

Pozdrawiam
Carvedilol
Marian dnia 15.07.2020 17:41
Dzięki Carvedilol za odwiedziny i miły komentarz.
Dobra Cobra dnia 17.07.2020 11:13
No tak, nie wszystko i nie dla każdego. Można być rzemieślnikiem - odtwórcą i grać cudze rzeczy, a można też być artystą - kompozytorem i pisać własne kawałki. Niestety, bardzo stąd blisko do plagiatu, bo tylu utalentowanych ludzi także coś wydało.


Marian,

No i trzeba jeszcze chcieć. George Harrison z Beatlesów ścierał sobie palce do krwi, by grać w zespole. O Ringo Starr-rze wypowiedział się pewien producent, że on nie umiał grać na bębnach i jego partie musieli przegrywać z kimś innym. Czyli: amatorzy, tylko odpowiedni czas i miejsce sprawiły, że mogli się wykazać. A później już poszło.

To była ich szansa na awans społeczny, którą wykorzystali.


Miło się czytało, dziękuję za publikację.


Pozdrawiam,

DoCo
Marian dnia 19.07.2020 10:59
Dzięki Cobro za wizytę i miłe ukąszenie.
Pozdrawiam.
Quentin dnia 23.07.2020 23:49 Ocena: Dobre
Śpiewać każdy może, ale czy na pewno każdy musi...

Przyjemna historia. Prosta, może nawet przewidywalna, ale jest w niej urok, lekkość i głębia. Tak sobie myślę, że tak to właśnie wygląda. Czasem się napinamy i prężymy, żeby za czymś gonić, co staje się naszą obsesją i to tylko po to, ażeby w jednej krótkiej chwili rozczarowania zrezygnować. Samo życie.

A tak naprawdę wystarczy wyluzować i cieszyć się z tego co tu i teraz. Swoją drogą muzyka nadaje się do tego idealnie.

Skoro DoCo zarzuca moimi ulubionymi ciekawostkami z gruntu muzyki, to i ja się dołączam. Podobno chłopaki z Arctic Monkeys nie potrafili dobrze grać na żadnym instrumencie, kiedy zakładali zespół :-)

Pozdrawiam
Q
Galernik dnia 24.07.2020 20:31 Ocena: Bardzo dobre
Marianie, napisałeś bardzo fajny, życiowy kawałek. Znam wielu takich (jednego nawet dość dobrze :)), którym całe życie coś w duszy gra, próbują i niewiele z tego wychodzi. Stara to prawda, że trzeba się znaleźć w odpowiednim czasie, w odpowiednim miejscu. Albo rozpychać się łokciami.
Quentin napisał:
A tak naprawdę wystarczy wyluzować i cieszyć się z tego co tu i teraz. Swoją drogą muzyka nadaje się do tego idealnie.

Święta prawda!

Zauważyłem kilka drobiazgów, które warto poprawić:
Cytat:
Gdy zo­ba­czę, że się bie­rzesz do gra­nia, to ci go kupię i poślę cię na lek­cje.

- drugie "cię" niepotrzebne.

Cytat:
Ów świat skoń­czył się po prze­je­cha­niu metra wy­wrot­ką i po­tłu­czo­nym ko­la­nem, ale pod wie­czór Łu­kasz umiał już prze­je­chać spory ka­wa­łek.

- trochę to niezgrabne, jakby przejechał wywrotką a nie rowerem. I jedno "przejechał" można zmienić choćby na "pokonał" lub "przebył"
Cytat:
Łu­kasz włą­czył radio i wziął się do pracy. Po chwi­li z gło­śni­ka po­pły­nę­ły ru­muń­skie me­lo­die grane przez Ghe­or­ghe Za­mfi­ra. Łu­kasz prze­rwał pracę i – jak w wuj­ko­wym ogro­dzie za cza­sów dzie­ciń­stwa – usiadł i za­słu­chał się.

- powtórzenie imienia niepotrzebne. Wystarczy: Przerwał pracę... itd

To drobiazgi oczywiście, które nie zmieniają ogólnej oceny.

Pozdrawiam
Galernik
Marian dnia 25.07.2020 20:32
Quentin, dziękuję za wizytę i komentarz. Myślę, że nie tylko chłopaki z Arctic Monkeys nie umieli grać. Są tacy co nigdy się nie nauczyli grać ani śpiewać, a to robią.
Pozdrawiam.

Galernik, tobie też dziękuję za odwiedziny i komentarz. Dziękuję Ci też za korekty - uwzględnię.
Pozdrawiam
Kazjuno dnia 13.08.2020 23:03 Ocena: Bardzo dobre
Też, Marianie, spodobało mi się curriculum vitae niedoszłego wirtuoza, bo sam mając przydepnięte ucho, przymierzałem się do trendy instrumentów.
Zresztą z pisaniem, bywało i bywa też różnie, ale chyba trochę lepiej.

Pozdrawiam, Kaz
Marian dnia 17.08.2020 19:51
Dzięki Kazjumo za odwiedziny. Pewnie wielu z nas ma takie marzenia.
Pozdrawiam.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Yaro
28/06/2022 21:41
Świetny film i bardzo dobry wiersz. Pozdrawiam… »
Yaro
28/06/2022 21:39
GUZIKI /Pamięci kapitana Edwarda Herberta/ Tylko guziki… »
Brytka
28/06/2022 21:06
Z podobaniem, pozdrawiam »
Gramofon
28/06/2022 14:39
Dziękuję, cieszę się, że się podobało. Pozdrawiam. »
wolnyduch
27/06/2022 20:48
Msz sens życia, to coś więcej poza przetrwaniem, ale… »
Yaro
27/06/2022 19:09
Jezus chce byśmy się cieszyli, radowali miłość jest radością… »
Materazzone
27/06/2022 17:27
Jak dla mnie zbyt...proste? Może nie, raczej zbyt łatwe w… »
Marek Adam Grabowski
27/06/2022 15:37
Nie lubię żartów z religii (nie twierdzę, że taki był… »
Marek Adam Grabowski
27/06/2022 15:35
Dobrze napisane i fabuła fajna. W obydwu przypadkach sukces… »
Marek Adam Grabowski
27/06/2022 09:14
Dzięki! Zawsze miło cię widzieć. Pozdrawiam »
Marian
27/06/2022 07:25
Ciekawie napisane. Zgadzam się z tulipanowką, przeżyła, bo… »
Yaro
26/06/2022 13:42
Dziękuję Kasiu:)Pozdrawiam:) Duszku akurat Jezus pokazał… »
Marek Adam Grabowski
26/06/2022 09:32
Spoko. Przy okazji polecam moje ostatnie opowiadanie.… »
Marian
26/06/2022 07:44
Marku, dzięki za odwiedziny i komentarz. Akapit zaraz usunę. »
wolnyduch
25/06/2022 21:29
z pewnością nawet Jezus nie był ideałem, ale to świadczy o… »
ShoutBox
  • Materazzone
  • 28/06/2022 17:24
  • Dawno mnie tu nie było. Strasznie mało tu życia jest :(
  • Kuba1994
  • 19/06/2022 15:13
  • Witam poszukuję kogoś kto oceni moją książkę ?
  • Dobra Cobra
  • 12/06/2022 11:46
  • Nie ma co do tego wątpliwości. Ukłony.
  • Kazjuno
  • 12/06/2022 09:01
  • Noblesse oblige
  • Kazjuno
  • 11/06/2022 13:58
  • PS Zburzyć twierdzę i taktyczny odwrót.
  • Kazjuno
  • 11/06/2022 13:54
  • Dzięki Dobra Cobro. Aż rzuca się w oczy że jesteś obcykany w kodeksie rycerskości. Serdecznie pozdrawiam, Kaz
  • Dobra Cobra
  • 11/06/2022 08:02
  • Serwując się ucieczką uratowałeś swoją męską cześć ;) Zuch chłopak!
  • Kazjuno
  • 10/06/2022 19:18
  • Dopiero wczoraj wróiłem do ciemnogrodu Wałbrzycha, serwując się ucieczką od przygodnej znajomej. (Ledwo starczyło na pociąg).
Ostatnio widziani
Gości online:29
Najnowszy:Trollformel 0
Wspierają nas