Weterynarz nad morzem - Dorota cz. III - Madawydar
Proza » Długie Opowiadania » Weterynarz nad morzem - Dorota cz. III
A A A
Od autora: Dalszy, bardzo intensywny rozwój znajomości młodego lekarza weterynarii i Doroty.
Klasyfikacja wiekowa: +18

Pomimo późnej pory ruch na ulicy był całkiem spory. Poza sezonem Międzyzdroje były miasteczkiem liczącym ok. 6 tyś. mieszkańców. Latem ich liczba wzrastała do 30, a nawet do 40 tyś. Wpatrzony w czerwone światła mercedesa jadącego przede mną, starałem się  go nie zgubić. Zatrzymaliśmy się na ulicy Polnej, przed sporych rozmiarów willą. Budynek był stary, porośnięty bluszczem. Od strony ulicy fasadę domu zdobiła obszerna, drewnianej konstrukcji oranżeria. Na piętrze rozpościerał się taras ograniczony misternie kutą metalową balustradą.

Wnieśliśmy psa do salonu umiejscowionego na parterze, ułożyliśmy go na macie pod ścianą. Podłączyłem kroplówkę z glukozą, dodałem jeszcze nieco środka nasennego utrzymując tym samym pacjenta w pewnego rodzaju śpiączce farmakologicznej. Język i podniebienie zwilżyłem kilkunastoma milimetrami płynu fizjologicznego. Ukontentowany mlasnął jęzorem. 

Dziewczyna zapraszającym gestem wskazała miejsce na kanapie. Zaproponowała coś do picia. Wybrałem koniak. Kiedy wyszła do kuchni, przygotować coś na ząb, jak to określiła, rozejrzałem się po pokoju. Sporą jego część wypełniał stary, drewniany, masywny stół, na którym znajdowały się liczne naczynia, butelki, jakieś karafki, fikuśne szklane przedmioty o zupełnie niewiadomym mi przeznaczeniu. Ściany niemal w całości pokryte były obrazami. Nie było to współczesne malarstwo. Przeważały krajobrazy, martwe natury i akty obojga płci. Tam, gdzie nie było obrazów stał kamienny kominek z grubym granitowym blatem. Przed nim rozpościerał się puszysty dywan. Na komodach pod ścianą stały gliniane lub gipsowe rzeźby. Nie było telewizora. Jedyne medialne urządzenie stanowił wysokiej klasy gramofon „Daniel” z kolumnami i wzmacniaczem. Obok nich stał regał z książkami i płytami.

Gospodyni powróciła z półmiskiem wypełnionym wysokogatunkową wędliną i kabanosami. Domyśliłem się, że pochodziły  ze sprzedaży  niereglamentowanej, po tzw. cenach umownych lub z innych, mniej legalnych źródeł. Mięso można było kupić z uboju gospodarczego, lecz żaden rolnik nie zrobiłby takiej szynki i kabanosów. Postawiła na stole talerzyk z masłem, koszyk z pokrojonym chlebem i dzbanek z herbatą. Z barku, którego nie zauważyłem w czasie pobieżnej lustracji, wyjęła butelkę koniaku, szklanki i kieliszki adekwatne do rodzaju trunku. Spojrzałem na butelkę. To był jeden z lepszych gatunkowo armeńskich alkoholi,  nieosiągalny w powszechnej siermiężnej PRL-owskiej dystrybucji towarów konsumpcyjnych. Czułem się zmęczony. Opadły ze mnie emocje związane z operacją. Takie poważne zabiegi są zawsze dla mnie stresujące. Zwłaszcza jeśli się je wykonuje po raz pierwszy. Pierwszą lampkę wypiłem niemal od razu. Dziewczyna popatrzyła na mnie z dezaprobatą za brak szacunku do pięciu gwiazdek, ale szybko uzupełniła kieliszek. Ten sączyłem już wolniej. Nastała niezręczna chwila milczenia.

- Ma pani ładne obrazy – zagadnąłem.

- Wszystkie są moje. Trochę maluję, rzeźbię – odpowiedziała. – Studiuję historię sztuki  we Wrocławiu, drugim moim fakultetem na tej samej uczelni są studia śródziemnomorskie. Interesuję się historią cywilizacji śródziemnomorskiej.

- Ciekawe. A telewizor. Nie ma pani telewizora?

- Nie. Te jedyne dwa programy to wielka nuda. Wolę teatr, kino, operę. Oczywiście tu tego nie ma, ale czasami wybieram się do Szczecina.

Ponownie zabrakło mi tematu do rozmowy. Moja wiedza na temat historii sztuki czy cywilizacji śródziemnomorskiej była mizerna, no może poza kuchnią, którą uwielbiam. Zapadło milczenie, ale na twarzy kobiety spostrzegłem zawahanie. Podświadomie wyuczyłem, że chce mi zadać jakieś pytanie.

- Panie doktorze – odezwała się głosem wyraźnie zdradzającym obawę i niepewność. - Wiem, że nie chce pan teraz przyjąć pieniędzy za leczenie Astora, ale mogłabym i pragnę odwdzięczyć się w inny sposób. – To powiedziawszy, przyłożyła rękę po zewnętrznej stronie uda i raczkując palcami poprowadziła ją do guzików mojego rozporka. Zdawałem sobie sprawę z tego, że jeśli w ciągu kilku sekund nie zareaguję i jej nie odsunę, to potem będzie za późno i sprawa przybierze taki obrót, jakiego można się spodziewać po zdrowym młodym samcu stanu wolnego i bez zobowiązań. Nie zareagowałem. Ośmieliłem tym samym dziewczynę do bardziej zdecydowanego działania. Teraz już obydwiema dłońmi uporała się z guzikową przeszkodą spodenek, wdarła się w ciasną przestrzeń majtek i wydobyła na zewnątrz ich cielesną zawartość. Kobiety jak widzą po raz pierwszy przyrodzenie swoich kochanków, niemal zawsze poddają je analizie, bądź to poznawczej, bądź porównawczej. Tak było zapewne i w tym przypadku, bo dziewczę zastygło na chwilę w bezruchu jakby oceniało towar wyłożony na ladę. Po chwili poczułem jak opuszki palców obejmują worek z klejnotami i niczym ramiona ośmiornicy wciągają go w głąb dłoni stawiając jednocześnie strzelistą kolumnę do pionu. Druga ręka ściągnęła z niej zewnętrzną fasadę do bazy, którą stanowił zarośnięty czarnym mchem wzgórek łonowy, odsłaniając nagi trzon i okazały kapitel. Podekscytowany czekałem w napięciu na zwykłą laskę Tymczasem, sterczący męski element ciała, spowiła wilgoć dziewczęcych ust, ciepło wirującego języka i zaciśnięte wargi tuż przy nasadzie. Ssący jamochłon wzbudzał we mnie coraz większą rozkosz. Ciałem raz po raz wstrząsał dreszcz podniecenia. Niewieścia głowa wciśnięta pomiędzy uda zaczęła się poruszać w górę i w dół, rytmicznie, początkowo jakby ospale, lecz z każdą kolejną chwilą nabierając rozpędu, podobnie jak lokomotywa w wierszu Tuwima. Lewą dłoń zanurzyłem we włosach, a prawą, pochyliwszy się nieco podciągnąłem sukienkę i włożyłem pomiędzy materię bielizny i skórę pośladków. Poczułem ekscytującą falę odpływu. Z głębin pachwin, z doliny podbrzusza, wyżyny łonowej, a nade wszystko z czeluści jądrowych spływały wzburzone nurty ambrozyjskich strumieni i odnajdując jedyne ujście w fallusie, strzeliły fontanną w fizys dziewczyny. Usta wypluły śmietankowy eliksir miłości rozlewając na moje łono i plamiąc majtki, spodenki i koszulę. Dziewczyna podniosła się, wytarła ręką usta, lecz mimo to, kilka kropel ściekło po brodzie i spadło na sukienkę. W dalszym ciągu ściskałem jej pośladek. Obydwoje odczekaliśmy chwilę, aby ochłonąć po gorącej namiętności. Targały mną uczucia zdziwienia, zaskoczenia, a nade wszystko wyrzuty sumienia. Oczy dziewczyny zdradzały zupełnie co innego. Było w nich opanowanie, zadowolenie i naturalność. Kiedy oddech mi na to pozwolił, odezwałem się:

- Myślę, że skoro się już tak bliżej zapoznaliśmy, to może ja się przedstawię. Nazywam się Czesław Bromski. Możesz mówić do mnie Czesiek.

- Jestem Dorota Niewiadomska. Dla ciebie po prostu Dorota.

- Miło mi – odparłem. - Tym bardziej po tym lodzie, którym mnie poczęstowałaś.

- Ach, przyjemność była i po mojej stronie. Lubię to robić. Poza tym, miałam na ciebie ochotę już wtedy, gdy cię zobaczyłem po raz pierwszy pod lecznicą. No i skoro nie chcesz na razie pieniędzy za leczenie Astora, to niech to będzie mała zaliczka. Uratowałeś mi psa i za to jestem ci wdzięczna.

- Przyznam, że ja także miałem na ciebie chrapkę. Zwłaszcza, gdy patrzyłem na twoje cycki prześwitujące przez ten jednorazowy kitel.

- Czułam na sobie to spojrzenie.

- Twój widok bardzo mnie rozpraszał. Nie wiem w związku z tym, czy dobrze zszyłem jelito.

- Jak to poznasz, czy jest dobrze zszyte?

- Gazy. Po prostu gazy. Jak twój pies będzie pierdział to będzie żył. Ten, kto pierdzi, zdrowie twierdzi – zaśmiałem się. 

- No dobra. – Głos Doroty zabrzmiał bardziej stanowczo. – Skoro trzymasz rękę na mojej dupie, to ściągnij mi majtki, a potem swoje poplamione spermą gacie, spodenki i koszulę. Wypiorę je. Na rano będą gotowe.

 - No co ty, muszę iść jutro do pracy – odparłem, ale niezbyt przekonywująco.

- Teraz po co najmniej dwóch setach koniaku chcesz wracać samochodem? Nie ma mowy. Zostajesz u mnie na noc. Rano wyprasuję twoje ciuchy, zjemy śniadanie i sobie pójdziesz. No, to jak? - spojrzała na mnie pytającym wzrokiem.

Spożyty alkohol był mocnym argumentem ze strony Doroty, aby mnie zatrzymać , lecz dla mnie o wiele większym było to, że wcale nie miałem zamiaru rezygnować ze spędzenia dalszej części nocy z atrakcyjną kobietą. Rozpoczęło się upojnie, a zapowiadało się jeszcze lepiej.

 - Zostaję - zdecydowałem.

 - Ale ja nie biorę tabletek antykoncepcyjnych, a ty z pewnością nie masz ze sobą prezerwatywy. Penetracji nie będzie. „Zabrzmiało to, jak zapowiedź ciągu dalszego” – pomyślałem . Położyła się na kanapie i uniosła biodra pozwalając mi zsunąć z nich koronkową bieliznę. Stanęła przede mną i zdjęła sukienkę przez głowę unosząc w górę ramiona. Odrzuciła ją na podłogę, Jej urok był nie do odparcia. Figura jak z posągu dawnych mistrzów, idealne proporcje i kształty. Wszystko miała urodziwe. Zarys jej piersi, bioder, łona wprowadził mnie w ekstazę.

- No co się tak gapisz? - spytała nieco rozbawiona moim słupieniem. – Baby gołej nie widziałeś?

- Widziałem, ale jakoś nigdy nie mogę się napatrzeć. Poza tym twoje ciało jest naprawdę zjawiskowe.

- Dzięki za komplement. Teraz ja chcę zobaczyć twoje. No dawaj, nogi w górę!

Wykonałem polecenie, i kiedy zostałem pozbawiony spodniej odzieży, już w pozycji stojącej ściągnąłem koszulkę. Czułem na sobie jej taksujący wzrok.

 - Atletą to ty nie jesteś, ale nalany też nie. Ramiona nieźle umięśnione, szeroka klata, brzuch co prawda bez kaloryfera, ale płaski, poza tym, o czym zdążyłam się już przekonać, masz całkiem niezłego kutasa, jaja nie od parady i zgrabną dupcię – to powiedziawszy walnęła mi takiego klapsa w pośladek, że aż mi się kolana ugięły.

 - A to za co? - spytałem.

- Za gapienie się na moje cycki w czasie operacji, zamiast koncentrować się na samym zabiegu.

Nachyliła się, aby pozbierać ubranie z podłogi. Wtedy to ja klepnąłem w pośladek.

 - A to za co?

- A za paradowanie prawie nago w czasie zabiegu operacyjnego i dekoncentrowanie personelu medycznego – odpowiedziałem.

 - Chodź, pójdziemy pod prysznic. Umyjemy się. Nastawię pranie.

***

Mył mnie namydloną gąbką okrężnymi ruchami dłoni. Kark, plecy i pośladki pocierał mocno, aż do przekrwienia skóry. Z przodu delikatnie, dłońmi pieścił szyję, piersi, brzuch i łono. Całkowicie rozluźniona i zrelaksowana uniosłam ramiona w górę, wyprężyłam się wysuwając biodra do przodu. Uklęknął przy nich. Lewa dłoń spoczęła na pośladku, prawą zaś nanosił żel do higieny intymnej na moje krocze. Rozstawiłam szerzej nogi ułatwiając dostęp do pachwin. Masował je pieszczotliwie z wolna przechodząc na wargi sromowe. Chciał je rozewrzeć, lecz te wymykały się spot śliskich palców. Spojrzał na mnie wymownie.

- Pomożesz – wyszeptał.

Zrozumiałam, o co chodzi. Palcami rozszerzyłam pochwę. Jego język zatańczył w niej walca, świdrował głęboko, wypełnił wnętrze wirującymi pląsami. Elektryzujący dreszcz podniecenia podciął mi nogi. Oparłam dłonie na jego ramionach, z trudem panowałam nad oddechem, a kiedy zaczął ssać łechtaczkę, nadciagająca fala rozkoszy zupełnie pozbawiła mnie sił witalnych. Opadłam bezwładnie zsuwając się dłońmi wzdłuż jego pleców.

 - Czesiu – wyszeptałam - do sypialni, natychmiast zanieś mnie do łóżka i tam ze mną skończ.

Zacisnął prawe ramię na moich udach, i opierając lewą dłoń o baterię prysznica, podniósł się z kolan zamykając jednocześnie dopływ wody. Niczym ciężarowiec w dwuboju stanął na wyprostowanych nogach i  trzymając mnie mocno ruszył w kierunku sypialni. Przed oczyma miałam tylko uciekającą podłogę i napięte od wysiłku męskie pośladki i uda. Po chwili nasze nagie, mokre ciała wylądowały w pościeli. Tam, rozpalone żądze zmiotły ze mnie resztki wstydu. Rozkraczona, z zadartymi do góry nogami, otworzyłam przed mężczyzną całą intymność. Czesiek czerpał ustami wilgoć z łonowego kielicha, zbierał językiem nektar z jego dna, niemalże wciągnął łechtaczkę w podniebienie i szorował jednodniowym zarostem po wargach waginy doprowadzając mnie do szału uniesień. Jęczałam i wiłam się jak piskorz, lecz on trzymał mnie mocno za pośladki, nie dał się im wyrwać, dociskał je do siebie. Czekał na orgazm, który już we mnie dochodził. Wypięłam ciało w spazmatycznych konwulsjach, unosząc biodra w górę, wyłam z rozkoszy. To była radosna pieśń dziękczynna dla kochanka. Magnificat.

Zasnęliśmy nadzy, spleceni ramionami, we wzajemnym przytuleniu, pełni szczęścia.

***

 

Wstałam wcześnie rano, aby wyprasować Cześkowi ubranie i zrobić śniadanie dla nas dwojga. Lekko wilgotne majtki, spodenki i bluzę wysuszyłam żelazkiem i przewiesiłam na krześle przy stole, na którym postawiłam talerz z jajecznicą, kubek na kawę i bułki. Taki sam zestaw śniadaniowy umiejscowiłam dla siebie po przeciwnej stronie stołu. Czesiek, który ubiegłej nocy stał się moim mężczyzną, być może tylko kolejnym zaliczonym, spał sobie w najlepsze w mojej sypialni. Jego nagie, równomiernie opalone ciało, zwrócone do mnie przodem, oświetlały złociste promienie wschodzącego słońca. Z łona sterczał członek w pełnej porannej erekcji. Widok cudowny, ale głód zwyciężył. Udałam się do salonu na śniadanie. Astor otumaniony środkami nasennymi i przeciwbólowymi chrapał cichutko na macie pod ścianą. Zabrałam się do jedzenia. Zapach kawy i opary gorącej jajecznicy najprawdopodobniej obudziły mojego rycerza, który zupełnie nago pojawił się w drzwiach .

 - Dzień dobry, kochanie! – zawołałam na powitanie – zawijaj tę swoją stojącą lancę w gacie, które masz na krześle i siadaj do stołu.

- Dzień dobry, Dorotko. A może byś mi tak zrobiła małą laseczkę na rozbudzenie?

- Sam sobie zrób – odpowiedziałam już trochę wkurzona.

- Nie ma sprawy – odparł.

Usiadł na kanapie, zawinął nogi do góry, rozszerzył uda, zablokował je łokciami w zgięciach kolanowych prezentując przede mną w pełnej okazałości swoje krocze.

 - Czesiek, kurwa! Ja jem. Nie mam ochoty patrzeć na twój ziejący krater i zwisające nad nim jaja – wykrzyczałam.

Nic nie odpowiedział. Lewą ręką zsunął napletek i śliniąc palce prawej, zaczął pieścić okrężnymi ruchami sam czubek żołędzi i napięte do granic wytrzymałości wędzidełko. Po wyrazie twarzy, przejmujących dreszczem jękach, stękaniach i innych niezrozumiałych dźwiękach jakie z siebie wydawał, poznałam, że są to jego ulubione miejsca dostarczające największych doznań. Kolejnym istotnym elementem w tej grze było stałe utrzymywanie nagiego członka. Fala gorąca i podniecenia przeszyła moje ciało i spłynęła do pochwy. Poczułam wilgoć pomiędzy udami. Postanowiłam jednak z tym walczyć. Udawałam obojętność. Patrzyłam na niego i zajadałam jajecznicę. Coraz trudniej jednak udawało mi się opanować. W pewnym momencie zwinął palce prawej dłoni nadając jej kształt na podobieństwo pochwy i kiedy opuszki palców zacisnęły się fallusie poruszał płynnie nadgarstkiem i ramieniem. Nie wytrzymałam. Rozchyliłam nogi i lewą rękę ułożyłam na wzgórku łonowym. Nie mógł tego widzieć, bo wszystko zakrywał blat stołu. W dalszym ciągu tkwiłam w udawaniu, że nic mnie ten onanizm nie obchodzi. Uśmiechałam się i nabierałam na widelec porcje jajecznicy. Jednakże widok jego podrygujących jąder rozpalił mnie jeszcze bardziej. Włożyłam dwa palce do cipy. Zaczęłam nimi poruszać. Potencjał ekstazy narastał. Aby nie zdradzić stanu w jakim się znalazłam postanowiłam z faceta zadrwić.

 - Trzęsiesz tymi jajami tak, że śmietanę ubijesz i nic ci nie wyleci z wężyka – zdobyłam się na komentarz. - Napakowany testosteronem, ale mieszek pusty, co? – zaśmiałam się. – Jeśli chcesz, to pomogę ci w tym jęczeniu i stękaniu – niby od niechcenia zaproponowałam, choć tak naprawdę chciało mi się wyć z rozkoszy.

 - Proszę - wyksztusił z siebie.

Przerwałam jedzenie i dołączyłam do koncertu. Do pochwy wsadziłam kolejne dwa palce. W duecie odtwarzaliśmy naszą miłosną pieśń przy bezdźwięcznym, ale cichym akompaniamencie intensywnej waginalnej palcówki. Jądra Cześka kurczyły się, zupełnie jakby jakaś niewidzialna siła zwijała tę torebkę. To był znak nadchodzącego apogeum. Jeszcze bardziej wypiął tyłek dociskając kolanami niemal do klatki piersiowej.

„Ależ on jest wygimnastykowany” - pomyślałam. Zmienił uchwyt prawej ręki. Garść stała się tuleją, a penis tłokiem. Z wnętrza dłoni pojawiał się i znikał zasiniały gruszkowaty trzpień. W mojej cipie zapanowało fizyczne crescendo. Zbliżałam się do ostatniej fazy. Czesiek doszedł pierwszy. Uniósł biodra w górę, wystrzelił erupcją nasienia i zawył niczym jeleń na rykowisku. W chwile potem doszłam i ja. Zaryczałam jak łania odpowiadając na godowy śpiew samca.

 - Umiesz udawać orgazm – odezwał się po chwili. - Zupełnie, jak prawdziwy. Niezłe aktorstwo.

 - Miałam niezłą inspirację. – odparłam. – Siadaj do stołu! Jajecznica wystygnie.

- Dzięki.

- Tylko się ubierz. Nie będziesz chyba jadł nago.

Przyznam, że prezentował się niezwykle seksownie, kiedy zakładał majtki i zapinał rozporek białych spodenek. Nawet w koszulce wzbudzał we mnie przyjemne odczucia. „ Rzeczywiście ciacho” – pomyślałam.

Po śniadaniu, Czesiek podszedł do Astora. Sprawdził częstotliwość pulsu, jakość tętna, liczbę oddechów.

 - Jak się obudzi, nie można mu pozwolić na ściągniecie kołnierza. Może wtedy porozrywać szwy. Jednym słowem, musi być stale pod kontrolą. Jesteś zatem uwięziona. Przyjdę tu około 10-tej, zanim pojadę w teren. Sprawdzę wtedy, czy wszystko jest ok.

 - Będę czekała - odpowiedziałam.

 

(C.d,n.)

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Madawydar · dnia 22.09.2020 08:31 · Czytań: 320 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 13
Komentarze
Dobra Cobra dnia 22.09.2020 18:43 Ocena: Świetne!
Ikoniczny, najlepszy jak dotąd odcinek Weta nad morzem!

Madawydar,

Cóż powiedzieć, akcja idzie pięknie, opisy wspaniale, a kobieta otwarta. A to wszystko przy okazji ratowania zwierząt. Można? Mozna!

Te dwa kanały telewizji też potrafiły być ciekawe. Bo były tylko dwa, A nie to, co teraz: miliony. I doprawdy często nie ma czego pooglądać, jak już człowiek by chciał.


Co odcinek to coraz lepszy! Gratulacje! Nie Cię Wena nie opuszcza!


Pozdrawiam przepięknie, oczekując c.d.


Dobra Cobra
Madawydar dnia 23.09.2020 07:12
Dziękuję DobraCobro za komentarz i lekturę. Przyznaję, trochę się obawiałem, że mi tę część odrzucą i nawet miałem przygotowaną wersję "łagodniejszą".

Pozdrawiam

Mad
Dobra Cobra dnia 23.09.2020 09:08 Ocena: Świetne!
Naprawdę się obawiałaś, że te część odrzucą? Wiesz, tu jednak panują inne zasady, niż w mediach, gdzie nie wolno już prawie niczego w imię poprawności (choć na czyjś rozkaz z góry szalenie propaguje się LGBT, ale - z powodów zimnej kalkulacji politycznej - nie u nas).

Myślę, że nawet gdyby Twoimi bohaterami byli dwaj faceci i ich miłość fizyczną byś opisywała - też by zamieścili.

https://www.theguardian.com/artanddesign/.../kissing-cowboys-queer-rodeo-stars-bucking-macho-american-tradition-luke-gilford-national-anthem


Ukłony, pięknego dnia

DoCo
wiosna dnia 23.09.2020 10:45
Najpierw sugestie:
Cytat:
ok. 6 tyś miesz­kań­ców

jeśli już skrótem, poprawnie będzie tys.
Cytat:
sta­ra­łem się nie go nie zgu­bić.

o jedno nie* za dużo
Cytat:
Za­trzy­ma­li­śmy się na ulicy Po­lnej, przed spo­rych roz­mia­rów willą.

Myślę, że bez przecinka. Jednakże z interpunkcji nie jestem asem. Najlepiej, jakby wypowiedział się o błędach interpunkcyjnych ktoś, znający się na rzeczy:)
Cytat:
nie re­gla­men­to­wa­nej

razem
Cytat:
Do­my­śli­łem się, że po­cho­dzi­ły albo ze sprze­da­ży nie re­gla­men­to­wa­nej, po tzw. ce­nach umow­nych, lub z in­nych, mniej le­gal­nych źró­deł.

zrezygnowałabym z albo* i wtedy z przecinka przed lub*
Cytat:
Po­ło­ży­ła na stole ta­le­rzyk z ma­słem, ko­szyk z po­kro­jo­nym chle­bem i dzba­nek z her­ba­tą.

Moim zdaniem lepiej będzie Postawiła*
Cytat:
nie osią­gal­ny

nieosiągalny*
Cytat:
Takie po­waż­ne za­bie­gi są za­wsze dla mnie ste­ru­ją­ce.

literówka-stresujące*
Cytat:
pod­da­ją je ana­li­zie, bądź to po­znaw­czej, lub po­rów­naw­czej.

bądź to poznawczej, bądź porównawczej* albo poznawczej lub porównawczej*
Cytat:
No, to jak? - spoj­rza­ła na mnie py­ta­ją­cym wzro­kiem.

Spojrzała*
Cytat:
czę­ści nocy z, atrak­cyj­ną ko­bie­tą

bez przecinka
Cytat:
ścią­gną­łem bluz­kę.

mężczyźni raczej noszą koszule, koszulki, a nie bluzki
Cytat:
suk­nię

może sukienkę*
Cytat:
- Cze­siu – wy­szep­ta­łam. Do sy­pial­ni, na­tych­miast za­nieś mnie do łóżka i tam ze mną skończ.

po wyszeptałam zlikwiduj kropkę, daj półpauzę i dalej napisz małą literą albo nie likwiduj kropki, ale daj później półpauzę.
Cytat:
i ru­szył trzy­ma­jąc mnie mocno w kie­run­ku sy­pial­ni.

przestaw szyk w tym zdaniu. trzymając mnie mocno, ruszył w kierunku sypialni*
Cytat:
Tam, roz­pa­lo­ne żądze zmio­tły ze mnie reszt­ki wsty­du.

Nie zauważyłam, żeby była wcześniej zawstydzona.:)
Cytat:
Cze­kał na or­gazm, który już we nie do­cho­dził.

we mnie*
Cytat:
 - Dzień dobry, ko­cha­nie! – za­wo­ła­łam na po­wi­ta­nie. – za­wi­jaj tę swoją sto­ją­cą

bez kropki po powitaniu
Cytat:
do­star­cza­ją­ce naj­więk­sze do­zna­nia.

kogo?czego? największych doznań
Cytat:
opa­no­wać . W pew­nym

niepotrzebna spacja za opanować*
Cytat:
przy bez­dź­więcz­nym ale ci­chym

przecinek przed ale*
Cytat:
a penis tło­kiem . Z wnę­trza

niepotrzebna spacja za tłokiem*
Cytat:
dziew­czę za­sty­gło na chwi­lę w bez­ru­chu jakby oce­nia­ło towar

Cytat:
na zwy­kłą laskę Tym­cza­sem,



Cóż... Nie znam się na pisaniu scen erotycznych. Wypowiem się jedynie z pozycji zwykłego czytelnika, że nie rozumiem tego kontrastu narracji wobec dialogów. Tym bardziej, że w tym przypadku narratorami są ludzie prowadzący dialog. Język zmienia się diametralnie od cielesnej zawartości*, worka z klejnotami*, sterczącego elementu męskiego ciała*(nie uważasz, że to zabawnie brzmi i zresztą nie tylko to?), śmietankowego eliksiru*, łonowego kielicha* do cipy*, cycków*, kutasa*i tak dalej.
Nie będę jednak oceniać, bo się nie znam. Mnie nie przypadły te opisy do gustu. Wiem, że ten kontrast był zamierzony, bo jakżeby inaczej, ale ten zabieg mnie nie przekonuje, a miejscami opisy budzą niesmak.
Pozdrawiam:)
Madawydar dnia 23.09.2020 11:35
Wiosna

Dziękuję za komentarz i cenną dla mnie korektę, a przede wszystkim za lekturę. Nie jestem specjalistą od scen erotycznych. Ta jest moją pierwszą i z pewnością ma braki. Kontras jest rzeczywiście zamierzony, albowiem nie chciałem nadużywać oklepanego nazewnictwa zewnętrznych organów płciowych tudzież wydzielin związanych ze stosunkiem. A za niesmak przepraszam.

Pozdrawiam

Mad
wiosna dnia 23.09.2020 11:39
Mad:)
Nie przepraszaj, bo mi teraz się głupio zrobiło, ze to napisałam:(
Nie takie rzeczy czytałam już w swoim życiu. Po prostu podzieliłam się wrażeniami.
Poczekaj na opinie innych. Jestem kompletnym laikiem w sprawach scen erotycznych. Ty napisałeś jedną, a ja żadnej. Nawet się za to nie biorę. Nie umiem.
Madawydar dnia 23.09.2020 13:17
:)
Marek Adam Grabowski dnia 23.09.2020 18:41
O ile podoba mi się twój warsztat językowy, to jeśli chodzi o fabułę, to w sumie tworzysz jakąś telenowele nić więcej.

Pozdrawiam!
Madawydar dnia 23.09.2020 19:12
Dziękuję Marku za komentarz i lekturę. Tak, to prawda - nie jest to literatura górnych lotów. Ot taka jak "365 dni" Blanki Lipińskiej. Coś na lato.

Pozdrawiam

Mad
Marek Adam Grabowski dnia 23.09.2020 20:28
Owszem, ale z twoim talentem stać się na więcej. Powodzenia!

Pozdrawiam!
Madawydar dnia 24.09.2020 07:13
Dzięki Marku za motywację.
Ta opowieść jest wyjątkowa, bo nie jest ukończona. Znajduje się w ciągłym procesie twórczym, który nie wiem kiedy się skończy. Być może na jesień będą zmiany.
Pozdrawiam

Mad
Kazjuno dnia 27.09.2020 08:44
Madawydarze.
Jesteś marynarzem i to z doświadczeniami "Pierwszego po Bogu". Jak to ludzie morza, miesiącami podczas długich rejsów tęskniącym za bliskością kobiet. Nie dziwota, że (podobnie jak podległa ci załoga) popadałeś w tęsknotę za ich ciałem, a to mogło pobudzać wyobraźnię.
Opis scen erotycznych, powiedziałbym, fachowy zdradzający ekspercką wiedzę popartą doświadczeniem. Toż to nieomal instruktaż [i]ars amandi[/i].
Nasunęło mi się pytanie, czy potrzebny nam szarym szczurom lądowym?
Owszem, włożyłeś weń niemało serca, udało Ci się kilka subtelnych porównań, by uniknąć wulgarności, ale było tego stanowczo za wiele.
Nie dziwię się Wiośnie, że mogła poczuć niesmak, też niskiej ocenie Marka Adama Grabowskiego. Sam też nie jestem fanem pornografii.
Brakuje mi poprzednio zręcznie prowadzonej dramaturgii. Rozczuliłem się nad losem Astora i czekałem na więcej o nim. Wprawdzie poprzednie części zapowiadały, że dojdzie do erotycznego spełnienia, lecz nadałeś mu nadmierny ciężar.
To trochę jak z zawartymi w tekstach wulgaryzmami. Nadmierna ich ilość wali tekst, czyni ciężko strawny, jednak ich szczypta potrafi dodać ekspresji, czasem rozbawić, dodać smaku jak pieprz doprawiający potrawę, a jego nadmiar? Wiadomo, psuje wrażenie smakowe.

Wprawdzie rozumiem, że po poprzednich "zapowiedziach" prosiłoby się coś na ten temat, rozpędziłeś się jednak za daleko.

Czekam na dalszy rozwój "dziania się", a w powyższym tekście dokonałbym znaczącej redukcji.

Pozdrawiam serdecznie, Kapitanie Żeglugi Wielkiej, Kaz

PS Sorry, że komentuję tak późno, odwiedziłem po raz drugi w sezonie Wybrzeże. Tym razem spędziłem 8 dni w Sopocie. Ale ciągnęło mnie do prawdziwego portu. Szukałem choćby namiastki "Tawerny pod Wrakiem". No i znalazłem się w gdyńskim porcie. Obok już od lat wzbudzającego mój podziw niszczyciela Błyskawica (wrzuciłem piątaka na jego remont), za muzeum Darem Pomorza, wlazłem do Tawerny Kapitana Cooka. To nie to, co Tawerna pod Wrakiem, ale ładna kelnerka podała halibuta z kurkami i herbatkę z rumem. Mniam, mniam. Potem jeszcze zaliczyłem rejsik pyrkającym dizlowskim motorem stateczkiem dla szczurów lądowych po gdyńskim porcie.
Madawydar dnia 27.09.2020 16:07
Dziękuję Kaz za lekturę, komentarz i opinię. Cenię sobie wszystkie oceny, a zwłaszcza te krytyczne. Uczą pokory i zmuszają do refleksji zastanowienia. No dobra, przepieprzyłem, wyszło za ostro i przez to mniej strawne. W dalszych częściach może i będzie erotycznie, ale nie seksownie. W poczekalni jest część IV. Zaangażowałem się w tego "Weterynarza nad morzem", ale też zatęskniłem do starego Johna z "Tawerny pod wrakiem". Przejdę się jeszcze trochę z Dorotą i Bromskim i pożegnawszy tych bohaterów odwiedzę tawernę. Trochę jestem spragniony.

Pozdrawiam

Ahoj
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Florian Konrad
19/05/2022 07:04
Dziękuję i również zasyłam pozdrowienia. »
wolnyduch
18/05/2022 23:18
Podoba mi się ten bieg, msz to taki bieg po szczęście, żeby… »
wolnyduch
18/05/2022 23:12
Witaj Galerniku Bardzo dziękuję za czytanie, tym bardziej… »
Galernik
18/05/2022 22:08
Florianie Konradzie - fajne to Twoje floriandzkie pisanie,… »
Galernik
18/05/2022 21:57
Mówisz - masz, wrzucone. "Świder" się to nazywa. I… »
Galernik
18/05/2022 21:49
Przeczytane z przyjemnością. Pozdrowienia :) »
Galernik
18/05/2022 21:47
wolnyduch - dziękuję za wizytę i miłe słowo. Pozdrawiam »
wolnyduch
18/05/2022 20:12
Ładnie, prosto, bez udziwnień i melancholijnie. Dobrego… »
wolnyduch
18/05/2022 20:08
Dobra zaduma egzystencjalna, dobry wiersz, zawsze na czasie,… »
wolnyduch
18/05/2022 20:00
Dobre przesłanie, jesteśmy tacy sami, mimo różnic, a w… »
wolnyduch
18/05/2022 19:56
Bdb wiersz, odbieram go w dramatycznym klimacie, wiersz… »
wolnyduch
18/05/2022 19:52
Kolejna życiowa porcja do zastanowienia, a ostatnia cząstka… »
wolnyduch
18/05/2022 19:46
Doskonały tryptyk, msz, życiowo i boleśnie, z pierwszą… »
wolnyduch
18/05/2022 19:27
Ciekawy, dobry wiersz, co do puenty chyba coś w tym jest,… »
wolnyduch
18/05/2022 19:15
Dobry wiersz, z tęsknotą za miłością i z zadumą nad życiem.… »
ShoutBox
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
  • Yaro
  • 15/05/2022 18:40
  • Michał odezwij się. Pozdrawiam:)
  • Galernik
  • 10/05/2022 12:27
  • Dobra Cobro, ale to tak dobrze brzmi "Żywot bałwana". Myślę, że tytuł jest trafny, ale jak mi coś fajnego podrzucisz, to czemu nie, można zmienić. Dzięki za przeczytanie.
  • Dobra Cobra
  • 09/05/2022 15:30
  • Piękne zaproszenie. Zmieniłbym tytuł, żeby było bez słowa "balwan" , bo odzierasz punkt kuliminacyjny z zaskoczenia. I od początku wiadomo, co będzie.
  • Galernik
  • 09/05/2022 15:00
  • Witajcie. Melduję się po roku nieobecności. Żywot bałwana, jedna z moich najnowszych humoresek / opowiadań oczekuje Waszych opinii i ocen.
  • Darcon
  • 08/05/2022 09:57
  • Cały czas trwa nabór na konkurs "Malowanie słowem". Liczę, że wypoczęliście podczas majówki i teraz ruszycie z pisaniem. :)
  • Darcon
  • 04/05/2022 21:52
  • majka100, Strona główna, na dole, archiwum newsów. Marzec i kwiecień 2021. :) Pozdrawiam.
  • majka100
  • 04/05/2022 18:57
  • Dzień dobry, jest gdzieś zapis pierwszej edycji 'Malowanie słowem'?, bo jakoś nie mogę znaleźć. 'Muzoweny' też nie do odkopania.
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas