W pogoni za cieniem 20 - grab2105
Proza » Obyczajowe » W pogoni za cieniem 20
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

... Nie słuchałem co facet gadał, tylko jak lunatyk niewidzący nic dookoła, wlazłem za ogrodzenie i w blasku gasnącego dnia łaziłem po zgliszczach. Po pewnym czasie spostrzegłem koło siebie zapłakaną Evę. Przytuliłem ją czule, a ona prawie bezwładnie wpadła mi w ramiona. Nie wiem jak długo trwaliśmy złączeni w uścisku, opamiętałem się jak było już całkiem ciemno. Rozejrzałem się.

W świetle ulicznej latarni zobaczyłem kilka osób patrzących na nas z zaciekawieniem. Właściciel wrócił. Doprowadziliśmy się do jakiego takiego porządku potem kazaliśmy zawieść się do zarezerwowanego jeszcze na lotnisku w Oslo hotelu.

To była dla nas obojga straszna noc. Męczące nas koszmary i jakieś zwidy powodowały, że o normalnym spaniu nie było mowy. Ranek powitaliśmy z ulgą i zaaplikowawszy sobie zimny prysznic, zaczęliśmy spoglądać na świat w miarę normalnie.

Siedzieliśmy przy zamówionym do pokoju śniadaniu jak zadzwonił mój telefon. Spoglądam i zbaraniałem. To mój opiekun, - zgłaszam się.

- Witamy w kraju panie Lorenz.

- Witam również. Pan jak zwykle dobrze poinformowany. - Odpowiadam połykając ostatni kęs.

- Spokojnie, niech się pan nie udławi. – Zachichotał. – Jak podróż?

- Dzięki, spokojnie.

- Jak się podobały resztki pana domu? – Spoważniał.

- I to pan wie. Eh, zmieńmy może temat.

- Jasne. Teraz kilka informacji. W recepcji czeka na pana malutka paczuszka z adresem i kluczem od mieszkania które możecie państwo używać. Jest w nim wszystko, co potrzeba do normalnej eksploatacji. Co więcej? Czekają na pana na policji i otrzyma pan formalne wezwanie. Trwa śledztwo w sprawie tego zdarzenia i mają sporo pytań. Ponadto trzeba podjąć decyzję, co do losu tego gruzowiska. Miasto ma z tym jakiś problem.

I na koniec wiadomość, która jak myślę ucieszy pana. Zamrażamy nasze kontakty i to był ostatni mój telefon. Proszę jakoś odnaleźć się w nowej dla pana sytuacji. Powodzenia panie Lorenz.

- Dzięki, ale mam coś do oddania. To cudo, które uratowało mój tyłek. Jak go mam przekazać?

- Proszę mieć to zawsze przy sobie. Licho nie śpi. Może się jeszcze przydać. To jedno, a drugie, to gdyby pan zatęsknił za nami, to wystarczy tylko nacisnąć. Proste, prawda?

- Nie da się ukryć. Proste. Czas pokaże co z tego wyjdzie. Do usłyszenia.

Dobrą chwilę siedziałem jak zamurowany analizując usłyszane, jak i niedopowiedziane słowa. Tak, cały czas byliśmy i jesteśmy na celowniku. Tylko pytanie, dlaczego? Z obawy o nas, czy też coś innego. Tak, czy owak, nie byłem tym zachwycony.

- To byli ci twoi przyjaciele? – W głosie Evy zabrzmiał strach.

- Powiedzmy, że przyjaciele. Kochanie, mamy fajną wiadomość, mieszkanie do dyspozycji. Adres i klucz w recepcji. Co ty na to?

- Musimy go brać? – Dalej dało się wyczuć nutkę strachu.

- Absolutnie nie. Myślę, to byłby błąd. Na razie coś wynajmiemy. Nie powinniśmy mieć z tym żadnych kłopotów. A potem kupimy jakieś lokum. Damy radę kochanie. – Uśmiechnąłem się uspokajająco.

- A co z Jackiem i całą resztą?

- Będę miał spotkanie z policją. Myślę, że wtedy dowiem się wszystkiego ze szczegółami.

Teraz moja Evo, musimy być niezależnymi i wynajmijmy samochód. Zaraz to załatwię. Zadzwoniłem do recepcji i przedstawiłem moje życzenie. Nie było problemu. Do godziny auto będzie czekało na hotelowym parkingu. Wszystkie formalności załatwimy na miejscu. Super.

Męczyło mnie jeszcze jedno. Tak bardzo chciałem pójść na cmentarz zobaczyć groby moich kochanych osób. Tak chciałem, a jednocześnie bałem się moich reakcji.

To będzie coś okropnego. Oni dalej istnieją gdzieś głęboko w moim sercu, a zamykając oczy, - widzę ich.

Ale Eva znowu mnie zaskoczyła. Spojrzała na mnie, w brązowych oczach zobaczyłem współczucie i usłyszałem spokojny, ciepły głos:

- Wiem, co czujesz kochanie, ale nie jesteś sam. Jestem koło ciebie. Ja też mam z tym problem. Przecież oni byli dla mnie również bardzo bliscy. Pojedźmy tam i miejmy to już za sobą.

- Masz rację. Trzeba wziąć się w garść i załatwić ten etap do końca. 

Cmentarz, jesienna szaruga, zalatujące płatki mokrego śniegu i nad rządkiem kopczyków usypanej ziemi stoi w bezruchu dwoje ludzi. Krzyże z nazwiskami, stosy wieńców, wypalone znicze i … pustka. Tylko to pozostało po kiedyś tak kochanych, i mających na zawsze być z nami najbliższych.

Czas mijał a tych dwoje stało nieruchomo, jak żywy pomnik rozpaczy.

Nie odzywali się. Szkliste spojrzenia nieustannie wędrowały po coraz bardziej pobielonych padającym śniegiem mogiłach.

Naraz kobieca sylwetka poruszyła się i rozległ się szept.

- Wystarczy kochanie. Już nic więcej nie możemy zrobić. Chodźmy do samochodu.

Sylwetka mężczyzny jakby budząc się z głębokiego snu drgnęła, i dał się słyszeć cichy głos.

- Oczywiście. Już pójdziemy, tylko … pożegnam się z Jackiem.

Postać mężczyzny nerwowo podeszła do jednej z mogił, i w jednaj chwili padła na kolana obejmując grób ramionami tak, jakby tuliła leżącą tam osobę. Ramiona i plecy leżącego wstrząsał spazmatyczny szloch. Panowała przejmująca cisza przerywana tłumionym łkaniem stojącej obok kobiety Minęła dłuższa chwila, - i mężczyzna z widocznym wysiłkiem wstał otrzepując ubranie. Rozglądnął się kręcąc głową jakby z niedowierzaniem, potem objął kobietę i ruszył do wyjścia.

 Eva Ekker była jak we śnie. Nie bardzo wiedziała, co się w okół niej dzieje. W zasadzie to dopiero przed chwilą stojąc nad mogiłami, jasno zrozumiała wielkość tragedii.

Przecież tak niedawno była u nich na święta. Cieszyła się ich szczęściem. Byli tacy zakochani i pełni planów na przyszłość. I co? Wystarczyła chwila, by z tego wszystkiego pozostał mały kopczyk ziemi i ojciec tulący mogiłę syna. Nie mogła opanować ogarniającej żałości. Ale najgorsze miało przyjść jutro. Wstała lewą nogą. Nic nie pasowało i była zła na cały świat. Mimo, że Pit starał się jak mógł, nie wiele zdziałał. Koło południa z trudem zgodziła się na wspólną wizytę na policji. Wprawdzie Pitowi bardzo zależało na poznaniu szczegółów tej tragedii, ale ona nie miała na to najmniejszej ochoty. Najnormalniej w świecie bała się. Wiedziała jakie wiadomości na nich czekają i drżała o reakcję ukochanego Pita.

Wchodząc do policyjnego budynku obrzuciła go badawczym spojrzeniem. Był spięty a skupiona twarz i zaciśnięte usta zaniepokoiły ją. Chcąc dodać mu otuchy, uścisnęła dłoń uśmiechając się uspakajająco. Odpowiedzią był grymas udający wyluzowanie. Potem było już szybko. Zjawił się facet tłumaczący rozmowę na angielski, a rozmawiający z nimi oficer po sprawdzeniu ich tożsamości bez ceregieli przystąpił do rzeczy. Nie spuszczała czujnego wzroku z Pita. W miarę padania kolejnych słów opisujących rolę Krysi w przygotowaniu i realizacji zamachu bladł coraz bardziej. Widziała rozszerzone źrenice i zbielałe wargi. Nie odzywał się jednym słowem. Słuchał, jak namówiony przez nią chłopak rozszczelnił rury gazowe a potem, aby była gwarancja sukcesu, porozlewał przyniesioną benzynę. Rano około godziny szóstej ktoś przekręcił wyłącznik i wszystko wyleciało w powietrze. Zginęli nieświadomi tego faktu. Wreszcie oficer skończył i zapadła dramatyczna cisza. Po dobrej chwili usłyszała chrapliwy głos Pita.

- Jest pan pewien tego wszystkiego? Tak na sto procent?

- Przykro to mówić, ale tak. - Usłyszała beznamiętny głos oficera. - Widzi pan, przyznali się do tego i co więcej, ona nie żałuje swojego kroku. Mało tego, twierdzi, że zrobiłaby to ponownie, aby tylko pana syn nie był z inną kobietą. Mówiąc krótko, musiała bardzo kochać tego chłopaka.

- Być może, ale to nie usprawiedliwia zamordowania tylu niewinnych ludzi.

- Zgadzam się z panem. Ale motywy niektórych czynów rodzą się często w chorych umysłach. Oboje są na obserwacji i tam psychiatrzy ocenią stan ich zdrowia.

- Aha, potem uznają niepoczytalność i cześć. – Parsknął oburzony. - A moich do życia już nikt nie wróci.

- No cóż, to też możliwe. Takie życie panie Lorenz. – Zakończył policjant.

- Takie życie mówi pan. No tak, dla pana to nadzwyczaj proste słowa. Dla mnie to wygląda trochę inaczej. Ale pan tego nigdy nie zrozumie. To zbyt złożone.

Eva z przerażeniem obserwowała twarz Pita.. Widziała malującą się bezsilną wściekłość z jaką przyglądał się policjantowi. Dotknęła uspokajająco dłoni Pita. Obawiała się jakiegoś niekontrolowanego wybuchu, czy niepotrzebnych słów.

Oddał delikatnie uścisk i wyraźnie uspokoił się. Odetchnęła z ulgą, zło minęło.

Potem jakieś krótkie przesłuchania, podpisywanie protokołów i wreszcie znaleźli się na zewnątrz budynku. Nie odzywając się objął ją mocno ramieniem i poprowadził w kierunku samochodu. Ona też nie odzywała się. Wiedziała, co przeżywa po usłyszeniu takich wiadomości.

Zdawała sprawę, że teraz potrzebuje być sam z sobą. Musi dogadać się z własnymi myślami.

Długo przemierzali ulice miasta. Pit z nieruchomą twarzą, zapatrzony przed siebie kierował autem jak automat. Eva straciła poczucie czasu a mijane ulice zlały się w jedną zapętloną całość. Większą część czasu poświęciła na obserwacji twarzy siedzącego obok mężczyzny. Z nieukrywaną ulgą widziała, jak początkowo stężała, podobna do maski twarz stopniowo łagodniała i stawała się jej Pitem. Wargi nabierając normalnego koloru poruszały się w jakimś niemym monologu.

Minęło jeszcze trochę czasu i rozległ się zza kierownicy spokojny głos.

- Co byś powiedziała na jakiś fajny obiadek?

- No wiesz, głodna jestem. Zaszalejmy dzisiaj kochanie.

- Też tak myślę. Należy się nam. Pokażę ci taki sympatyczny średniowieczny lokalik. Kiedyś dawali tam smacznie zjeść, a jak jest teraz? - Zobaczymy.

- Średniowieczny? Ale fajnie! – Uśmiechnęła się z widoczną ulgą. – Jedźmy tam.

- Robi się. – Posłał jej czuły uśmiech – Trzymaj kciuki za miejsce na parkingu.

Musiała dobrze trzymać rzeczone kciuki, bo bez kłopotu zaparkowali auto i po chwili siedzieli w zacisznym kąciku. Kelnerka przyjąwszy zamówienie – znikła, a oni jakby zażenowani siedzieli w milczeniu. Eva spoglądając z ukosa na Pita widziała targające nim jakieś wielkie emocje. Nie odzywała się, czekała na ich rezultat. Nie czekała długo. Niebawem zobaczyła wpatrzone w nią uważne spojrzenie i usłyszała spokojny, wyważony głos.

- Kochanie, przed niedawną chwilą pożegnałem się z Jackiem i moim całym minionym życiem. Jest mi bardzo ciężko, ale nie chcę zwariować z rozpaczy. Muszę zamknąć, zabić deskami przeszłość. Chcę iść do przodu.

Teraz posłuchaj, powiedziałaś kiedyś, że pragniesz być ze mną. Muszę teraz zapytać Evo, zmieniło się coś? Dalej myślisz o mnie jak o swoim mężu?

Eva choć spodziewała się czegoś podobnego, - zaniemówiła. W jednej chwili przebiegło w mózgu tysiące sprzecznych myśli. Oto ten kaleki psychicznie mężczyzna chce ją za żonę. A ona, czy naprawdę jest gotowa na taki krok? Czy kocha go na tyle, aby dzielić z nim życie z dala od rodzinnych stron. Wprawdzie jest wspaniałym człowiekiem i czułym kochankiem ale, czy to wystarczy? Nagły błysk rozjaśnił wątpliwości. Ale kretynka ze mnie, - to przecież moje przeznaczenie. Mama już dawno to tym mówiła. Zapomniałaś idiotko?

- Nie, nic się nie zmieniło. – Odpowiedziała drżącym głosem patrząc prosto w oczy. - Obojętnie, jako żona czy kochanka chcę być przy tobie. Pragnę być towarzyszką w twoim dalszym życiu. Kocham cię Pit.

W udręczonym spojrzeniu mężczyzny jak za machnięciem jakieś magicznej różdżki zajaśniało słońce. Zastygła w oczekiwaniu twarz odprężyła się, a ze złożonych w uśmiech warg usłyszała:

- Ja też bardzo cię kocham i proszę - zostań moją żoną. Nie mam nic więcej, ale niech ten drobiazg będzie symbolem moich starań. Nie śmiej się, ale mam go od dawna, od naszej ostatniej bytności u Jacka. Wtedy nie mogłem się na to zdobyć, - po prostu bałem się kosza.

Eva drżącą dłonią wzięła malutkie pudełeczko i otworzyła go.

- O Boże! – Wykrzyknęła. – Ale śliczny pierścionek. Pit mój mężu, tak bardzo kocham mojego jedynego mężczyznę.

Nie wytrzymała wzruszenia i rozpłakała się serdecznie. Wielkie jak grochy łzy spływały po policzkach. Nie ukrywała ich i nie wycierała. Lśniące łzami oczy jaśniały niewypowiedzianym szczęściem, a z warg płynęły powtarzane, ciche jak szmer strumyka słowa. Jestem taka szczęśliwa… jestem taka szczęśliwa… jestem taka szczęśliwa.

Nikt nie zwrócił uwagi na scenę dziejącą się przy ich stoliku. Dla nich również nie istniało otoczenie. Byli zamknięci w swoim wirtualnym świecie zakochanych, zapatrzeni w siebie nawzajem, - szczęśliwi.

- To co my teraz zrobimy? – Zabrzmiał jeszcze pełen emocji głos Evy.

- Musimy najpierw pogadać. Chciałbym aby to było tak, jak sobie wymarzyłaś. Aby było to spełnieniem twoich dziewczęcych marzeń. Zgodzę się na wszystko, abyś tylko była szczęśliwą panną młodą.

- Tak czy inaczej będę szczęśliwa. Nie zależy mi specjalnie na jakiś specjalnych historiach.

- Myślę jednak, że cieszyłabyś się ze ślubu w Norwegii, zgodnie z waszym zwyczajem.

- Ależ Pit, nie możesz tak myśleć. Jestem tutaj w Polsce i powinnam dostosować się do tutejszej tradycji. Przecież tu będzie nasz i naszych dzieci dom. Tak uważam kochanie.

- Och Eva, powiem szczerze, naprawdę nie wiem gdzie będzie ten nasz wymarzony dom.

Tu już naprawdę nic mnie nie trzyma. Nie mam już nikogo bliskiego. Rozumiesz mnie?

- Rozumiem, ale nie zgadzam się z takim rozumowaniem. To co, będziemy tak uciekali do końca życia? - Zapytała wojowniczo. – Nie mój drogi, zamieszkamy tu, i razem zbudujemy swój szczęśliwy świat. Powiedziałeś, zabiłem deskami przeszłość, więc zasyp ją jeszcze górą ziemi i na tym stwórz przyszłość, - moją, twoją i naszych dzieci.

Miała zarumienione policzki, błyszczące energią oczy a kształtne piersi falowały powabnie. Wyglądała naprawdę ślicznie. Mężczyzna siedzący obok dłuższy czas wpatrywał się z niemym zachwytem w wojowniczo nastawioną kobietę.

- Przestań się gapić Adonisie jeden tylko powiedz, co o tym myślisz? – Przywołała go do porządku.

- Eva, jesteś taka śliczna… - Wyszeptał. - A jeśli chodzi o sedno sprawy, to trudno dyskutować. Wiesz, ta góra ziemi a na niej nasza przyszłość, - to zadziałało. Zbudujmy ją razem kochanie.

- Nareszcie jakieś rozsądne słowa a nie jakieś stękania i jęki. To lubię.

Nachyliła się do niego i wargi tych dwojga złączyły się w namiętnym pocałunku. Po dłuższej chwili oderwała się od niego z niechęcią i głębokim westchnieniem.

- To co proponujesz całusku jeden? Jaki to scenariusz ma mój pan mąż?

- Scenariusz pytasz? Powiem, ale najpierw muszę wprowadzić ciebie w moje drugie życie.

- Odwal się z tym drugim życiem. – Poniosło ją. – Wiem o nim wszystko. Wrobili cię bez mydła w wywiadowczy interes. Nie jestem dzieciną, która nic nie rozumie. Jak raz się w to wdepnie, to nie tak łatwo wyłgać się z dalszego ciągu. Domyślam się, że masz propozycję nie do odrzucenia. I co z tego? Jadąc do ciebie wiedziałam w co się pakuję. Siedzimy oboje w tym samym śmierdzącym nocniku. Pit, jak będzie taka konieczność to będziemy razem nadstawiać głowę.

Wiedz, nie zostawię cię samego i nie pozwolę abyś mnie opuścił. Stanowimy jedność. Jasne?

- Nie może być jaśniej pani Ekker. Powiem tylko, jesteś niesamowitą osobą. No dobra, teraz co dalej nami: Po pierwsze, na początek musimy mieć mieszkanie. Hotelem już mi się rzyga. Odwiedzimy jutro kilka firm wynajmujących umeblowane mieszkania i coś wybierzemy. Po drugie, pójdziemy załatwić formalności związane ze ślubem. Myślę, że z tym również zdążymy jutro. Nie ma na co czekać. A po trzecie, musimy pojechać do Kunes i zaprosić twoich bliskich na wesele. To na razie tyle wymyśliłem. Teraz twoja kolej moja żono.

Eva chwilę milczała wpatrując się z uwagą w podekscytowanego Pita. Widziała zachodzące w nim zmiany. Ten mężczyzna stawał się tym, kim był kiedyś. Zdecydowanym, logicznie myślącym człowiekiem. Była szczęśliwa, bo oto odchodzi w niepamięć ta nieszczęsna, podobna do psychicznego trupa posta

- Z mieszkaniem faktycznie sprawa pilna. – Odparła cedząc słowa. - Już kilka dni wegetujemy w hotelu i mam tego serdecznie dość. Natomiast co do formalności ślubnych, to wstyd się przyznać, ale strach mnie obleciał. Wiesz jak to jest, tak bardzo chcę a jednocześnie podświadomie boję się odpowiedzialności. Zawsze odpowiadałam tylko za siebie a teraz, … dojdzie ktoś drugi i być może dzieci. Rodzi się pytanie, czy podołam? Czy to dobry krok? Ale Pit kochanie, to tylko takie dziewczyńskie strachy. Jestem przekonana, - będziemy szczęśliwym małżeństwem. Tak bardzo tego pragnę, no i zostanę w końcu panią Lorenz. – Parsknęła śmiechem. Teraz temat Kunes… - Zamilkła na chwilkę spuszczając oczy. – Nie wiem, czy to najlepszy pomysł? Tak, jak ty zakopujesz przeszłość, tak i ja chcę budować swoją przyszłość uwolniona z tamtych więzów. Powiem szczerze, boję się tego powrotu. Myślę, że wiesz o czym mówię?

- Wiem i nie było tematu. Zaprosimy ich listownie, ale mówiąc szczerze, chętnie bym pogadał z Johanem. Równy facet z niego.

- On też ciebie bardzo ciepło wspomina. Wpadliście sobie w oko.

Rozdział 14

 

Od pamiętnej bytności na cmentarzu minęło już ze trzy tygodnie. Wiele się wydarzyło w tym czasie. Przede wszystkim wyrwałem się ze szponów przeszłości. Uff, jestem normalnym Piotrem Lorenzem. Ponadto mamy już wyznaczony termin naszego ślubu. To dopiero za miesiąc, ale moje emocje już sięgają zenitu, - rany, znowu wszystko od nowa.

Jak planowaliśmy, na obrzeżach miasta wynajęliśmy trzy pokojowe, ładne mieszkanie, w którym Eva stara się stworzyć coś naszego. Nie bardzo to wychodzi, bo zniechęca ją tymczasowość. Chętnie wywaliłaby nieszczególne meble i urządziła po swojemu, ale to niestety niemożliwe.

Rozumiem ją i rozmyślam o kupnie jakiegoś niewielkiego domu. Muszę to przedyskutować z Evą, ale to dopiero jak opadnie z niej odium przygotowań do ślubu. Teraz biedulka żyje w całkiem innym świecie.

Pewnego dnia zadzwonił bardzo rzadko odzywający się telefon. Zgłaszam się i słyszę niepewny męski głos.

- Cześć Piotrze. Mówi Andrzej ojciec Ali. Pamiętasz mnie jeszcze?

- Cześć. A to ci miła niespodzianka. Pewno, że pamiętam. Powiedz, co u ciebie?

- Daj spokój. Nie możemy się odnaleźć po tym wszystkim. Taka tragedia.

- To prawda Andrzeju, ale odpuście sobie. Rozpamiętywanie nic nie pomoże. Patrzcie do przodu. Widzisz, ja byłem bliski obłędu, ale zjawił się pewien anioł i wykaraskałem się.

- Tak wiemy o tym. To Eva, ta Norweżka, którą poznaliśmy na Wigilii u ciebie w domu. Bardzo sympatyczna osoba. Słyszałem coś o waszym ślubie. Prawda to?

- Oho, wieści szybko się rozchodzą. –Mruknąłem. - Ale dobrze gadają, będzie ślub i to już niedługo.

- Fartowny facet z ciebie. Gratuluję.

- Masz rację, po tych wszystkich moich dołkach jest światełko nadziei.

- Trzymamy oboje kciuki za ciebie. Wiesz, dzwonię, bo chcieliśmy spotkać się z wami. Wpadnijcie kiedyś do nas na kawę. Pogadamy jak kiedyś. Mamy pewne propozycje, ale to, nie na telefon sprawa.

- Nie ma sprawy. Chwila, pogadam z Evą i umówimy się konkretnie.

Wszedłem do kuchni, gdzie coś pitrasiło się na kuchence.

- Eva, - zawołałem od progu, - Dzwoni Andrzej, ojciec Ali i chce spotkać się z nami.

- Ojciec Ali… - wytrzeszczyła oczy – duchy przeszłości wyłażą. Pit powiem krótko, - nie!

Zbądź go pod byle pretekstem. Dopiero wykaraskałeś się i co, znowu chcesz wracać do tego co było? Daruj to sobie i mnie. Zapamiętaj, - zaczynamy wszystko od początku. Przeszłość nie istnieje.

No idź już i zrób jak powiedziałam.

Oznajmiła to takim tonem, że potulnie wróciłem do pokoju i zmartwionym głosem powiedziałem do słuchawki.

- Cholera, niestety wybiła mi to z głowy. Przed ślubem nie damy rady, ale jak ten cały chaos ogarniemy to zadzwonię, wtedy na spokojnie pogadamy. Zgoda?

- Nie ma innego wyjścia. Zgoda. Widzę, trzyma cię krótko, - zarechotał, - to tak, jak i mnie. Oj nasz biedny męski los. Miło było słyszeć. Cześć i czekam na telefon.

Z opóźnieniem, bo dopiero po zakończeniu połączenia doszło do mnie, co tak naprawdę zrobiła Eva?

Uratowała mój tyłek, a konkretnie biorąc, - moją psychikę. Gdyby nie ona, polazłbym bezmyślnie jak ćma do płonącej świecy. Brr. - Przebiegł mnie dreszcz.

Niebawem odezwały się kolejne telefony. Odzywali się starzy znajomi i przyjaciele. Nie wiadomo jakimi kanałami, ale rozeszła się wiadomość o moim powrocie do Polski. Nie powiem, było to sympatyczne, choć chwilami uciążliwe. Odwykłem od kontaktów z ludźmi i muszę z powrotem dać się wkręcić w tryby normalnego życia.

Przygotowania do ślubu w pełni, w których wstyd się przyznać, byłem tylko marionetką, czy jak kto woli, - chłopcem na posyłki. Całością dowodziła i to ze znajomością rzeczy moja nieoceniona Eva. Po kilku dniach doskonale zorientowała się w topografii miasta, i olewając mnie jako kierowcę, sama buszowała po interesujących ją sklepach.

Nie powiem, abym był tym przejęty, miałem swoje sprawy do rozwiązania. Chciałem być częścią jakiegoś zespołu i robić coś, co zawsze sprawiało mi radość. Mówiąc krótko, rozglądałem się za jakimś ciekawym zajęciem. Nie było jednak łatwo. Na moje składane CV otrzymywałem jakieś dziwne, wymijające odpowiedzi. Po którejś podejrzenie podobnej do poprzednich odpowiedzi, normalnie trafił mnie szlag. Nie miałem już żadnych złudzeń, - ktoś czuwał abym czasem nie uniezależnił się. Nie miałem również wątpliwości, kto pociąga za te sznureczki? Tylko, co innego wiedzieć, a co innego móc coś na to poradzić. Bo i cóż ja mogłem? Nie podskoczę…

To prawda, że niewiele mogę, ale postanowiłem nie dać im satysfakcji. Muszę coś wykombinować.

Eva doskonały obserwator, bardzo szybko wyczuła mój nieszczególny nastrój. Nie owijając w bawełnę wypaliła w trakcie smakowitego zresztą obiadku.

- Gadaj, co tak ciebie dołuje? Chodzisz jak strzelony w główkę.

- Daj spokój, chciałem znaleźć jakieś zajęcie w mojej branży, ale posłuchaj, co mi przysyłają w odpowiedzi na moje CV.

Wyciągnąłem plik kartek i dość wiernie przetłumaczyłem ich treść na angielski. Mimo, że trochę to trwało, słuchała uważnie zapatrzona gdzieś ponad moim ramieniem. Jak skończyłem milczała chwilę a potem nasze spojrzenia skrzyżowały się i usłyszałem spokojny głos.

- No cóż, widać jesteś im jeszcze na coś potrzebny. Nie powalczysz kochanie, to nie ta kategoria wagowa. Daj sobie na razie spokój, a jak odrobimy się ze ślubem wymyślimy coś.

Nie wiem jeszcze co, ale znając nas, wykręcimy im jakiś numer. Zobaczysz.

- Tego to jestem pewien, ale mówiąc szczerze, nie spodziewałem się czegoś takiego.

- Ja też, ale nic na to nie poradzimy. Wdepnęliśmy w ładne gówno Pit.

- Taa, a smrodek z niego będzie nas jeszcze długo prześladował.

- Dajmy spokój z takimi tematami przy obiedzie. – Parsknęła śmiechem.

- Tym bardziej, że są o wiele przyjemniejsze. Popatrz kochanie, to już za dziesięć dni będziesz panią Lorenz. Nie wiesz jak się z tego cieszę.

- Ja też, ale jestem taka spięta. Nie codziennie wychodzi się za mąż, prawda?

- Całe szczęście, bo by człowiek całkiem zwariował i to nie z wielkiej radości.

- Dokładnie. Rany, tyle zwariowanej roboty dla tego jednego momentu, kiedy się powie to magiczne słowo – chcę ciebie za męża.

- I chcę ciebie za żonę. – dodałem nachylając się i całując ją w policzek. – A tak na marginesie, mam potwierdzenia z restauracji i hotelu. Wszystko załatwione. Nasi goście będą mieli gdzie spać i co jeść. Zadowolona?

- Bardzo. Rozmawiałam dzisiaj z Johanem. Zaskoczył mnie. Będziemy mieć sporo gości z Kunes. Będzie on z żoną i dwójką dzieci i … teraz zaskoczę ciebie. Przyjedzie też Ciri z mężem. Pamiętasz ją jeszcze?

Wytrzeszczyłem oczy patrząc na szatańsko śmiejącą się Evę. Czułem jak moje policzki zaczynają płonąć, a Ciri stanęła jak żywa przed oczami, tuląca się i szepcząca niezrozumiałe słowa.

- Co bym miał nie pamiętać? – Odezwałem się nieswoim głosem. - To była taka niesamowita historia. Chciano mi ją sprzedać jak jakąś rzecz, czy renifera. – Wyobrażasz?

- Może i niesamowita, ale dla ciebie, bo ona właśnie wtedy zakochała się w tobie. Poczuła się twoją własnością. Dosłownie. Potem uciekła z domu i bardzo długo czekała u mnie na swego księcia z bajki. Nie dała sobie nic wytłumaczyć. Marzyła tylko o tobie i aby móc rozmawiać ze swoim ukochanym, uczyła się pilnie angielskiego. Dopiero jak przekonała się o mojej miłości do ciebie, uległa namowom Johana i wyszła za tego chłopaka. To dla nich sprzedałam swój dom. Niech im da szczęście.

- Nie wiem, co mam powiedzieć? Świadomie i bezczelnie wprowadziłem w błąd jej ojca i co gorsza Ciri. Dałem im fałszywą nadzieje. Ale do cholery, co mogłem innego zrobić?

- Ależ Pit, nie miej do siebie pretensji, to było jedyne możliwe wyjście. Johan nie mógł się nachwalić ciebie za tak doskonałą reakcję. Załatwiłeś starego w białych rękawiczkach. – Zachichotała.

- Niby tak, ale na wspomnienie tamtej sytuacji żal mi Ciri i tyle. Z premedytacją zawiodłem jej nadzieje.

- Ale nie zawiodłeś moich i to jest dla mnie najważniejsze. Ciri ma teraz swojego mężczyznę a ja ciebie. Los wiedział co robi. Mam rację?

- No tak, ale…

- Żadne ale. Patrzcie, - delikacik się znalazł... Zapomnij o tym i to już! Uśmiech proszę. – Zakomenderowała.

Uff, pomyślałem w duchu, - udało się, a drzemiący we mnie zadowolony samiec, odtworzył tulące się młode, jędrne ciałko dziewczyny. Eh, cichutko westchnąłem… i czule uśmiechnąłem się do Evy. 

Czas nie zwalniał, i oto staliśmy na lotnisku czekając na naszych Norweskich gości. Grałem luzaka, ale wewnętrznie czułem się spięty. Uparcie powracał obraz tamtego pożegnania nad jeziorem.

Jednak nie dana mi była szczegółowa analiza tamtego obrazu, gdyż pojawiła się rzeczywistość. Oto zobaczyłem Johana w towarzystwie dwóch elegancko ubranych kobiet.

Musiałem mieć bardzo głupią minę, bo zagapiony na dziewczyny opamiętałem się jak Johan walnął mnie po plecach i zagadał ze śmiechem:

- Pit, obudź się! Nie poznajesz ich? To Erie moja żona i jej siostra Ciri, to ta którą chciano ci sprzedać. Kojarzysz?

- Przepraszam Johan, ale kompletnie zgłupiałem. W mojej pamięci zostały takie, jak wtedy nad jeziorem, a teraz… Nigdy bym ich nie poznał. Takie śliczne i eleganckie – szaleństwo.

- I nie dziwię się. Powiem szczerze, jak pokazały mi się takie odstawione też szczęka mi opadła. Wprawdzie mówią, „nie szata zdobi człowieka”, to jednak w tym przypadku mam wątpliwości, co do trafności tego powiedzenia.

Johan opowiadał, a ja już szczegółowiej przyglądałem się obu paniom. Zielonooka Erie z małym dzieckiem na ręku i rozglądającym się ciekawie małym chłopaczkiem witała się z Evą. Była naprawdę śliczna.

Johan chyba zauważył moje cielęce spojrzenie, bo trącając mnie lekko w ramię szepnął do ucha.

- Pit, - dziękuję za nią. Dzięki tobie jestem taki szczęśliwy.

- Daj spokój, w tym żadna moja zasługa. To wasza miłość uczyniła was szczęśliwymi.

- To nie tak jak mówisz. Pit, ty naprawdę masz dar bogów. Ty wiesz!

Zabrzmiało to tak poważnie, że mający pojawić się na twarzy kpiący uśmieszek, - zamarł w zarodku. Zobaczyłem jego uroczyste spojrzenie i …wytrzymałem je, chociaż nie było łatwo.

Bojąc się urazić Johana jakąś idiotyczną odzywką, zmieniłem kłopotliwy dla mnie temat.

- Nie ważne. kto i co. Cieszę się z waszego szczęścia. A Ciri, co z nią?

- To już kobieta całą gębą. Wyszła za mąż i spodziewa się dziecka. Przyjechała sama, bo jej mąż musiał zostać w domu. Ma jakieś kłopoty ze stadem.

- Ze stadem?

- Tak, bo on też jest hodowcą reniferów.

- Fajnie, ma od kogo pobierać lekcje.

- Przesada. To łebski chłopak.

Widząc koniec powitalnych uścisków pań skierowałem się w ich kierunku. Nie zrobiłem chyba jednego kroku, jak dopadły mnie. Nagle znalazłem się oko w oko z roześmianymi buziami i błyszczącymi radością oczami. Zaskoczyły mnie całkowicie. Diablice jedne. Nie dane mi było jednak pławić się w ich uściskach, bowiem czujna Eva już wołała przybyłych do czekającej taksówki. Przyznam, niechętnie wyzwoliłem się z uroczej niewoli dziewczyn i chwytając za, co większy bagaż skierowałem się do wyjścia. Ulokowawszy ich wygodnie w hotelu wracaliśmy milczący do domu. Kątem oka widziałem zamyśloną twarz siedzącej koło mnie kobiety. Byłem pewien, że obok mnie jest tylko jej ciało, reszta na pewno odleciała do ukochanego Kunes. Chcąc uszanować chwilę prywatności, nic nie mówiąc wpatrywałem się w umykającą drogę. Niespodziewanie zobaczyłem wyłaniającą się z nicości twarz Pati. Uśmiechała się do mnie kiwając zapraszająco ręką. Stawała się coraz większa, aż zasłoniła sobą widok na drogę. W ostatniej chwili zobaczyłem nadjeżdżający z przeciwka samochód. Zadziałał chyba jakiś odruch, bo gwałtownie odbiłem kierownicą. Potem był tylko pisk opon, szarpnięcie i samochód zatrzymał się. Patrycja znikła, a ja skołowany stałem w poprzek jezdni przy akompaniamencie klaksonów mijających mnie aut. ….

Ciąg dalszy nastąpi....

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
grab2105 · dnia 22.09.2020 08:32 · Czytań: 260 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Yaro
28/06/2022 21:41
Świetny film i bardzo dobry wiersz. Pozdrawiam… »
Yaro
28/06/2022 21:39
GUZIKI /Pamięci kapitana Edwarda Herberta/ Tylko guziki… »
Brytka
28/06/2022 21:06
Z podobaniem, pozdrawiam »
Gramofon
28/06/2022 14:39
Dziękuję, cieszę się, że się podobało. Pozdrawiam. »
wolnyduch
27/06/2022 20:48
Msz sens życia, to coś więcej poza przetrwaniem, ale… »
Yaro
27/06/2022 19:09
Jezus chce byśmy się cieszyli, radowali miłość jest radością… »
Materazzone
27/06/2022 17:27
Jak dla mnie zbyt...proste? Może nie, raczej zbyt łatwe w… »
Marek Adam Grabowski
27/06/2022 15:37
Nie lubię żartów z religii (nie twierdzę, że taki był… »
Marek Adam Grabowski
27/06/2022 15:35
Dobrze napisane i fabuła fajna. W obydwu przypadkach sukces… »
Marek Adam Grabowski
27/06/2022 09:14
Dzięki! Zawsze miło cię widzieć. Pozdrawiam »
Marian
27/06/2022 07:25
Ciekawie napisane. Zgadzam się z tulipanowką, przeżyła, bo… »
Yaro
26/06/2022 13:42
Dziękuję Kasiu:)Pozdrawiam:) Duszku akurat Jezus pokazał… »
Marek Adam Grabowski
26/06/2022 09:32
Spoko. Przy okazji polecam moje ostatnie opowiadanie.… »
Marian
26/06/2022 07:44
Marku, dzięki za odwiedziny i komentarz. Akapit zaraz usunę. »
wolnyduch
25/06/2022 21:29
z pewnością nawet Jezus nie był ideałem, ale to świadczy o… »
ShoutBox
  • Materazzone
  • 28/06/2022 17:24
  • Dawno mnie tu nie było. Strasznie mało tu życia jest :(
  • Kuba1994
  • 19/06/2022 15:13
  • Witam poszukuję kogoś kto oceni moją książkę ?
  • Dobra Cobra
  • 12/06/2022 11:46
  • Nie ma co do tego wątpliwości. Ukłony.
  • Kazjuno
  • 12/06/2022 09:01
  • Noblesse oblige
  • Kazjuno
  • 11/06/2022 13:58
  • PS Zburzyć twierdzę i taktyczny odwrót.
  • Kazjuno
  • 11/06/2022 13:54
  • Dzięki Dobra Cobro. Aż rzuca się w oczy że jesteś obcykany w kodeksie rycerskości. Serdecznie pozdrawiam, Kaz
  • Dobra Cobra
  • 11/06/2022 08:02
  • Serwując się ucieczką uratowałeś swoją męską cześć ;) Zuch chłopak!
  • Kazjuno
  • 10/06/2022 19:18
  • Dopiero wczoraj wróiłem do ciemnogrodu Wałbrzycha, serwując się ucieczką od przygodnej znajomej. (Ledwo starczyło na pociąg).
Ostatnio widziani
Gości online:45
Najnowszy:Trollformel 0
Wspierają nas