Spływ - mike17
Proza » Miniatura » Spływ
A A A
Od autora: To druga miniatura tego cyklu, tym razem o tym, jak dobra miłość zmienia się w złą. Zapraszam do dzielenia się refleksjami :)
Klasyfikacja wiekowa: +18

To było w czerwcu 1962, pamiętasz?
Na świecie było pięknie, aż chciało się żyć, cieszyć każdym małym drobiazgiem.
Grupą przyjaciół wybraliśmy się na spływ kajakowy.
Pogoda dopisywała, więc czemu by nie spróbować?
Prowiant mieliśmy w kajakach, więc nie było problemu z wyżywieniem.
Posiadaliśmy również pięć namiotów, by móc rozbijać się w dowolnym miejscu.
Jako że zamierzaliśmy odbyć długą trasę, wszystko musiało być opracowane.
 
- Mike, gdzie teraz przystaniemy? – spytałaś.
- W okolicach Weird Creek. Tam mamy szansę złowić trochę pstrągów na kolację.
- To świetnie. Lubię takie naturalne pożywienie.
- Jeszcze z kilometr i będziemy na miejscu - odparłem.
- A co jeśli nie będą brały? – zapytałaś. – To byłaby klęska.
- Mamy jeszcze konserwy – odpowiedziałem. – Lepsze to niż nic.
- Ale to nie to samo, co pstrąg pieczony nad ogniem.
- Wiem, ale czasem niewiele od nas zależy.
- Masz przygotowane muchówki?
- Tak.
- Więc pewnie nam się uda. Proponuję łowić na suchą muchę.
- To nie jest zły pomysł. One tam wychodzą do powierzchni.
- To mamy szansę, by coś złowić.
- Myślę, że o tej porze roku woda jest już ciepła.
- Na wszelki wypadek zabrałem wodery.
- To cudownie. A więc jesteśmy przygotowani na całego.
 
W skład wyprawy wchodzili jeszcze Johnny i Mary.
Byli zaręczeni i patrząc na nich, bardzo się kochali.
Johnny ślinił się do niej, a ona zaciskała uda i śmiała się głośno.
Wydawali się dobraną parą, ale często można ulec złudzeniu.
Bo to, co widzimy, nie jest tym, czym jest.
 
W końcu dotarliśmy do Weird Creek i rozbiliśmy namioty.
Było ich więcej niż nas, ale od przybytku głowa nie boli.
Poczuliśmy się jak u siebie w domu, zwłaszcza że pogoda bardzo dopisywała.
 
Od razu zauważyliśmy, że pstrągi oczkują, więc była spora szansa na połowy.
Ponieważ byłaś zimnolubna, założyłaś wodery i razem weszliśmy do rzeki.
Kręciliśmy lassa i w naszych koszykach lądowały kolejny pstrągi.
Nie trwało to długo, bo powoli się zmierzchało, pora, gdy i ryba idzie spać.
W końcu mieliśmy kolację – dziesięć dużych pstrągów potokowych.
 
Rozpaliliśmy ognisko i na kijkach opiekaliśmy ryby.
To była sama radość, jaką można było sobie wymarzyć.
Ryba dochodziła dość szybko i można było już ją jeść.
Najlepsza była skórka, przypieczona i zarumieniona.
 
Otworzyliśmy kilka butelek wina i piliśmy z gwinta.
Jeśli radość ma jakiś kształt, to był to ten wieczór, piękny, ale ostatni…
 
- Smaczne, co? – spytał Johnny, koleś z bujnie owłosioną klatą.
- Jasne- odpowiedziałem. – Lepszych nigdzie nie zjesz.
- Zdaje się, że będziemy mieć takie żarcie codziennie.
- Jeśli się tylko postaramy.
- I żeby chrustu nie zabrakło – powiedziałaś.
- Te lasy są bogate w drewno.
Lecz skąd mogłem wiedzieć, że moje sprawy nie pójdą jak trzeba, że przyjaciel okaże się ostatnią szują…
 
Kiedy już zasypiałem, usłyszałem podejrzane odgłosy, jakby szelesty, jakby szepty.
- Chodź…- padło z przestrzeni.
Wtedy zrozumiałem, że jej przy mnie nie ma.
Była z nim.
 
Wysunąłem się cicho z namiotu i ujrzałem ich, jak byli ze sobą.
Przez chwilę nie wiedziałem, co zrobić, czy zabić, czy przerwać ten głupi cyrk.
Johnny ujeżdżał ją i popijał piwo z butelki.
Był w swoim świecie, gdzie alkohol rządzi umysłem.
Brał ją jak sukę, a ona kwiczała z radości.
Napierała na niego kroczem i charczała jakby doznała olśnienia.
 
Rżnęli się co wieczór, na chama, po prostacku, niewybaczalnie.
Patrzyłem na to i nic nie zrobiłem, sam tego nie rozumiałem.
Nie zabiłem go, ani nie rozdzieliłem ich, choć przecież mogłem.
Stałem i patrzyłem, i pomimo wszystko, nie wykonałem żadnego ruchu.
To było chore, nienormalne i wynaturzone.
Przecież stanowiliśmy pary, mieliśmy się pobrać.
Przez chwilę pomyślałem, że to zaćmienie.
Że wróci ci trzeźwe myślenie.
Że zrozumiesz, gdzie jest jej miejsce, gdzie gniazdo i miejsce do życia.
 
Przy każdym kolejnym obozie, kiedy rozbijaliśmy namioty, znów lądowałaś w nocy u niego.
Byłaś też ze mną, ale było to jakby wymuszone.
Zresztą szybko zasypiałem.
Czułem, że rzygasz mną, zmuszasz się, i cały nasz miłosny rytuał był mdłym kiczem.
Wiedziałem, że się zakochałaś, że masz mnie gdzieś, ale udajesz do końca spływu.
Nie wiem, czy nie zamierzałaś mi o tym powiedzieć, możliwie, ale wasza żarliwa namiętność nie nakazywała żadnego pochylenia dla drugiego człowieka, wszystkim, co ukazywała, to wyższość i chuć, której nikt nie mógł przegnać i nikt nie potrafił ugasić.
 
- Jak ci się żyje na spływie? – zapytałem.
- Świetnie – odparłaś.
- Wiesz, mam płytki sen.
- No to co?
- Nie wiesz?
- Nie.
- Łżesz w zaparte. Wszystko słyszałem.
- A to tak…
- To jesteś z nim?
- Tak.
- Byliśmy zaręczeni.
- Wszystko się zmienia. Dziś narzeczony, jutro obcy.
- Tak łatwo to przekreślasz?
- Nie mam innego wyboru.
- Jak to nie masz? Byliśmy ze sobą pięć lat. Mówi ci to coś?
- Czas nie gra tu roli. Liczy się namiętność.
- To, co widziałem, to zwykła chuć.
 
Nasz spływ trwał nadal, wszyscy robili dobrą minę do złej gry.
Każdego dnia spędzaliśmy jakby nigdy nic, łowiąc pstrągi i pływając kajakami.
Kąpaliśmy się i śpiewaliśmy piosenki.
Było nam dobrze, dobrze, gdyby nie świadomość, że moja dziewczyna puszcza się z Johnny’m, bo miałem tego wiedzę, i wcześniej czy później coś by z tego wynikło.
 
Pewnego poranku nie wytrzymałem – coś we mnie pękło.
Ile można znosić zdrady swojej kobiety?
W mojej głowie powstał plan – nie chciałem go już dłużej znosić.
 
To chyba było w lipcu, kiedy go utopiłem.
Tak zwyczajnie, tak po prostu, kiedy dziewczyny spały.
Wziąłem za łeb i przytrzymałem pod wodą.
Potem powiedziałem, że się zakrztusił albo woda dostała się do płuc, to było już nieistotne.
Przecież ponoć nie umiał pływać.
 
Czułaś, że to moja robota.
Ale ja się nie przyznawałem.
Czułaś że to ja go zabiłem.
Ale ja nie miałem z tym nic do czynienia, czyż nie?
Mogłaś mi coś udowodnić?
 
Nasz spływ trwał nadal, choć po drodze go pochowaliśmy.
Był taki mały kościółek z małym cmentarzykiem.
Tam spoczął.
I w ten sposób świat o nim zapomniał.
 
Mary zaczęła snuć złe myśli pod moim adresem.
Jakby domyślając się, że to ja zrobiłem..
Prawda mogła być zgoła odmienna, może sam utonął?
Tego nie był w stanie nikt udowodnić.
 
Podobno nie umiał pływać, więc odpowiedź nasuwała się sama.
Wiele razy mówił, że jakby wypadł z kajaka, utonąłby.
Więc wszystko było po mojej myśli, ten prostak sam się wygadał.
 
Kiepsko wiosłowała, co mnie doprowadzało do pasji.
Zachowywała się jak idiotka, jak ktoś kto nie wie jak postępować z wodą.
Chlapała wiosłami i bez przerwy miałem mokry kark.
Była rozgarnięta jak kopka siana na wietrze.
Nie cierpiałem jej od samego początku, i w końcu…
Ale moja cierpliwość też miała swoje granice – cały już gotowałem się w środku.
Jeszcze dzień, dwa, a decyzja przyszła sama jak telegram pocztowy.
 
Kiedy nikt nie widział, zabrałem ją w krzaki i zdzieliłem w łeb wiosłem.
Potem jeszcze raz, i jeszcze raz, i jeszcze.
Trupa zakopałem nieopodal.
Kupkę ugniotłem sprawnie, tak, aby nikt się nie domyślił.
Ważna była precyzja działania.
Mogła tyle nie ujadać i porządnie wiosłować, skoro wybrała się na ten spływ.
Nie było tu miejsca dla tępych blondynek, tym bardziej chlapiących dookoła wodą.
 
I na naszym spływie zostaliśmy tylko ty i ja.
Moja narzeczona i ja, jej zdradzany partner, jakby to dziś powiedzieć .
Bo tak się niestety składa, że obecnie związek młodych nazywa się partnerskim, co jest kitem do kwadratu, bo partner to może być co najwyżej w biznesie do tłuczenia szmalu albo w warzywniaku, nigdzie indzie.
W miłości są tylko zakochani, mężowie, żony, narzeczeni – to im należy się szacunek.
 
Przez moment musiałem odpocząć.
Rozpaliłem ognisko, nałapałem pstrągów i zrobiłem sobie ucztę.
Zachowały się jeszcze trzy butelki wina australijskiego, więc nie mogło być źle.
Byłem w siódmym niebie.
Spływ trwał, a nas pozostało tylko dwoje.
Moje uczucia względem jej dalekie były od narzeczeństwa.
Nie trzeba geniusza, by to odkryć, by zauważyć, że zdradzany facet odda tym samym.
Uderzy w najmniej oczekiwanym momencie,.
Takie jest życie, taki jest lajf.
What goes around, comes around…
 
Pamiętasz ten spływ w czerwcu?
Tyle się wydarzyło, tyle osób odeszło, jak, gdzie, kiedy?
To był niezapomniany spływ, takiego nie zna żaden kajakarz.
Płynęliśmy radośnie, łowiliśmy pstrągi i wszystko było ok., pozornie.
Nocą robiliśmy ogniska i piekliśmy pstrągi na kijkach.
Choć wiedziałem, że robisz to niechętnie, kochaliśmy się i wydawało się, że jest jej dobrze, choć w umyśle kobiety jest tyle mroku, że uda ci wszystko, co chcesz zobaczyć.
I zacząłem z wolna obserwować twoje humory, fochy, i inne zagrywki, które doprowadzały mnie do wrzenia., a których dotąd nie dostrzegałem.
 
Płynęliśmy dalej, coraz mniej się do siebie odzywając.
Patrzyłaś złowrogo w inną stronę, byle mnie nie oglądać.
Ale ja byłem, i istniałem.
Piłem wino i śpiewałem na całe gardło.
Wiem, że to mogło być irytujące, ale mi to prawdę mówiąc wisiało.
Od świtu do południa chodziłem nago, czekając na jakiś efekt.
Efektów brakowało, co więcej, pod moim adresem sypały się obelżywe teksty, jakbym matkę ruską harmonią zabił, ogólnie widać było narastającą nienawiść, która musiała kiedyś eksplodować…
 
I nadszedł taki dzień, podstępny jak złodziej i wszedł między ciebie i mnie.
Z zapadłą ciszą
Upiorną i martwą jak cmentarzyska.
 
Języki zmarły, uczucia wygasły, zapanowała jedna wielka pustka…
Nagle piękno przyrody, bujny rozkwit lipca, poszedł gdzieś w niebyt, truskawkowe pola nie cieszyły swym widokiem, coś się zdawało kończyć, kończyć bezpowrotnie.
Lecz w głowie coś dojrzewało…
Bujnie i gwałtownie…
Zdecydowanie.
 
Kiedy dopływaliśmy do Freaky Freak, poprosiłaś dziwnie uprzejmie, żebyśmy się tu zatrzymali i spędzili noc, bo jak stwierdziłaś okolica ci się bardzo podobała.
Zgodziłem się i niebawem rozbiliśmy namiot i zrobiłem mielonkę na patelni.
Ponieważ nie było jej zbyt wiele, postanowiłem złowić kilka pstrągów.
Założyłem wodery i z muchówką w dłoni wszedłem do rzeki.
Wnet ujrzałem, jak spławiają się pod przeciwnym brzegiem.
Zarzuciłem muchę i powoli ściągałem.
Po pół godzinie miałem w koszyku pięć dorodnych pstrągów i jednego lipienia.
 
- Przyrządź je, a ja rozpalę ognisko – powiedziałem.
- Dobrze – odpowiedziałaś.
 
Po jakimś czasie ryby piekły się na kijkach nad ogniem, a my oczekiwaliśmy na smaczny posiłek.
 
- Co zrobiłeś z Mary? – nagle zapytałaś.
- A zatłukłem ją – odparłem swobodnie.
- Ty nie jesteś normalny. Trzeba było tego przeklętego spływu, żebym to ujrzała na własne oczy.
- Sami się prosili. To nie moja wina. Mogłaś się nie puszczać z Johnny’m, a Mary mogła być nieco bardziej rozgarnięta. Uważam, że spotkała ich zasłużona kara.
- Myślisz, że nie wiem?
- Czego nie wiem niby?
- Kiedyś jak nie było cię dwa tygodnie w domu przekopałam go od stóp do głów, bo czułam pismo nosem. I się nie pomyliłam. Znalazłam dwa wypisy ze szpitala psychiatrycznego z rozpoznaniem „Psychopatia epileptoidalna”. I dziwiło mnie, że w twoim zachowaniu nie odkryłam żadnych anomalii. Jak to robiłeś? Brałeś regularnie leki?
- Nie brałem żadnych leków, po prostu nic mnie nie wkurzyło, a może miałem spontaniczną remisję. Aż do tego spływu.
 
Mówiłaś to bardzo spokojnie, jakby się nic nie stało, nic nie zmieniło.
Coś mi szeptało, że nie jest to normalne zachowanie.
Powinnaś być wstrząśnięta, a tu nic, rozmawiałaś o tym jak o zeszłorocznym śniegu.
 
Nawet nie wiem, kiedy dostałem pierwszy cios, potem drugi, pierwszy w ramię, drugi w łopatkę.
Osunąłem się na ziemię, sycząc z bólu.
Ty w tym czasie już uciekałaś.
Zostawiłaś mnie jak ścierwo na polu, jak śmiecia, który nic nie znaczy.
Wtedy do końca zrozumiałem, że ten przygłupi Johnny znaczył dla ciebie więcej niż ja i że to, że byliśmy razem pięć lat obróciło się wniwecz i było zwykłą kupą gówna.
 
Z trudem się podniosłem i w kajaku znalazłem czystą koszulkę, którą opatrzyłem ramię.
Łopatkę owinąłem ręcznikiem.
Musiałem teraz wymyśleć jakąś klarowną wersję dla wozaka, który czekał na nas w sąsiedniej wsi, by zabrać kajak i odwieść nas do schroniska.
Nie miałem wyboru, chciałem powiedzieć, że zostałem zaatakowany nożem przez moją pijaną dziewczynę.
To się mogło trzymać kupy, ale drżałem na myśl, co ona opowie na mój temat, na przykład komuś z tubylców, a oni zawiadomią policję.
 
Zostawiłem wszystko, wsiadłem do kajaka i popłynąłem.
Nie miałem nic do stracenia, musiałem ratować życie.
Wiedziałem, że dzieje się to pierwszy i ostatni raz.
Ta trasa mogła zająć mi około godziny, może półtorej.
W głębi serca wierzyłem, że mi się uda, że wymigam się z tego wszystkiego.
 
- Boże, przecież nie zrobiłem nic złego! – zawołałem na całe gardło. – Miej mnie w swojej opiece. Nie dopuść, by ludzie niscy zatriumfowali nade mną.
 
Wiosłowanie wiązało się z wielkim bólem z powodu ran, jakie odniosłem, ale nie dawałem się, resztkami sił parłem do przodu, zwłaszcza że nurt był dość szybki na tym odcinku rzeki.
 
Kiedy dotarłem do miejsca, gdzie oczekiwał na nas wozak, wnet ujrzałem radiowóz policyjny i spory tłum gapiów, rządnych atrakcji, ludzi o twarzach prymitywnych i prostackich, o wąskich, zaciętych ustach i chęci zemsty, cokolwiek by to nie znaczyło.
Krzyczeli: ”Brać go” i pluli na ziemię, rzucając pod moim adresem ordynarne bluzgi.
W oczach tych prostych ludzi i w ich głosach kryła się czysta nienawiść.
Gdyby nie było policji, doszłoby do linczu.
 
Instynktownie wyskoczyłem z kajaka i zacząłem wpław uciekać.
Usłyszałem wówczas:”Stój, bo strzelam”, co wnet zmusiło mnie do nagłej decyzji.
Czy miałem jakiś wybór, chyba nie…
Wiem, że by strzelił, amerykańscy policjanci nie pieprzą się w tańcu.
Podbiegli do mnie i skuli mnie w kajdanki, łeb pochylając do ziemi.
 
Od tamtego dnia upłynęło prawie pół roku.
Pokazałaś policji wszystkie groby uczestników spływu.
Oni szybko doszli, że siedziałem w szpitalu psychiatrycznym i że jestem psychopatą.
Biegli sądowi orzekli, że w chwili popełniania morderstw byłem w pełni świadomy.
Wykluczyli niepoczytalność.
To działało na moją niekorzyść.
 
Już nigdy cię nie zobaczyłem.
Stałaś się odległym wspomnieniem, kimś, kogo wcale nie było.
Wymazałem cię z pamięci na zawsze i żałowałem, że to nie ja dźgnąłem cię nożem.
Te wszystkie noce, cała ta namiętność, wszystko to było gówno warte.
 
Jutro mam sprawę.
Nie liczę na litość sędziego.
Wiem, że w tym stanie za to, co zrobiłem jest krzesło elektryczne.
Powoli godziłem się z tą myślą i żegnałem ze światem.
Jeśli zapytają mnie, czy zrobiłbym znów to samo, bez wahania odparłbym, że tak.
Nie czułem się winny, to oni byli w złym miejscu i w złym czasie.
Ja tylko zareagowałem.

Pewnie ujrzę cię jako oskarżyciela posiłkowego.
A pieprzyć to!
Lepiej opowiedz, jak mnie zdradzałaś i że musiałem położyć temu kres.
Jesteś wredną i zakłamaną zdzirą.
Jak można jechać na spływ i rżnąć się pod okiem własnego narzeczonego?
Czyż nie mam racji?
 
Wiem, że po tej sprawie mnie usmażą.
Lecz czy ty kiedykolwiek wspomnisz nasze piękne, romantyczne chwile?
Wrócisz pamięcią do dni, kiedy się kochaliśmy i świat był naszym przyjacielem?
Czy w twoim umyśle pozostanie obraz mojej osoby, czy też dość szybko znajdziesz sobie nowego kochanka?
Jak mogłem się tak pomylić!
I zaufać komuś takiemu, kto miast mnie wspierać, czekał tylko na okazję, by mnie zdradzić.
 
To by było na tyle.
Jutro wielki dla mnie dzień.
Potem będę oczekiwał w celi śmierci na wyrok.
Czasem trwa to latami.
Jeśli będzie to trwało zbyt długo, przyśpieszę to wszystko.
Z prześcieradła można ukręcić sznur i się na nim powiesić.
 
Wiem, że przegrałem, przerżnąłem wszystko.
Zatem nie mówię wam „żegnajcie” lecz „do zobaczenia, kiedyś po tamtej stronie…”
 
 
Cykl: Był taki dzień
 
5 sierpnia 2020

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
mike17 · dnia 10.10.2020 14:16 · Czytań: 706 · Średnia ocena: 4,5 · Komentarzy: 32
Komentarze
MariaWeronika dnia 10.10.2020 18:03
Mike,
Udało Ci się wpuścić mnie skutecznie w meandry rozumowania chorego umysłu. Nie powiem, lubię być tak wpuszczana. Bardzo dobrze udało Ci się sprawić, że co chwila zmieniałam zdanie na temat tego kto w tym towarzystwie jest tak naprawdę niespełna rozumu, aż w końcu zgrabnie to wyjaśniłeś. Choć do końca nie jestem pewna, czy facet widział to co widział, czy tylko to sobie uroił. Opowiadanie jest fajnie mroczne i zaskakujące. Trochę nie pasowało mi, że zdradzony facet nie reaguje od razu tylko czeka nie wiadomo na co i zachowuje pozory. Ale gdy się okazało, co ma za uszami uznałam to za niezły zabieg - w końcu po psychopacie nie można spodziewać się racjonalnych zachowań.
Fajnie dostosowałeś dialogi do całości - tu akurat taka oszczędność z atrybucją, urywanie, działa bardzo na plus.

A teraz będę się czepać:-)
Cytat:
Byli za­rę­cze­ni i pa­trząc na nich, bar­dzo się ko­cha­li.

To jest jawny anakolut. Np.(...), można było pomyśleć, że bardzo się kochali.

Cytat:
To była sama ra­dość, jaką można było sobie wy­ma­rzyć.
- tu jest jakaś niezgrabność. Może (...), taka, jaką można było sobie tylko wymarzyć?

W całym tekście prowdzadzisz narrację w drugiej osobie (i to jest moim zdaniem dobry wybór), a tu nagle na dwa akapity przeskok do trzeciej osoby. Nie jestem pewna, czy zamierzony.
Cytat:
Wy­su­ną­łem się cicho z na­mio­tu
.

Tutaj też wkradła Ci się niepostrzeżenie narracja trzecioosobowa
Cytat:
Choć wie­dzia­łem, że ro­bisz to nie­chęt­nie, ko­cha­li­śmy się i wy­da­wa­ło się, że jest jej do­brze, choć w umy­śle ko­bie­ty jest tyle mroku, że uda ci wszyst­ko, co chcesz zo­ba­czyć.


Cytat:
Potem będę ocze­ki­wał w celi śmier­ci na wyrok.
- na wykonanie wyroku.

Cytat:
na­szych ko­szy­kach lą­do­wa­ły ko­lej­ny pstrą­gi.
- pewnie przeoczenie przy korekcie:-)

Podobało się bardzo:-)
Pozdrawiam serdecznie
Maria
mike17 dnia 10.10.2020 18:43
Mario, najpierw to, co mi nie pasuje:

Anakolut, czy nie anakolut, mnie to nie dziwi :)

MariaWeronika napisał:
- tu jest jakaś niezgrabność. Może (...), taka, jaką można było sobie tylko wymarzyć?

Uważam, że jest ok, że są to takie drobnostki, że nie warto zawracać nimi sobie...

MariaWeronika napisał:
Wy­su­ną­łem się cicho z na­mio­tu

To jest narracja pierwszoosobowa.

MariaWeronika napisał:
- na wykonanie wyroku.

To już są naprawdę subtelności :)

W ostatniej wstawce jest literówka, i z nią się zgadzam.

Zdradzony facet nie reaguje od razu, bo jest psychopatą, a oni myślą inaczej.
Zaczekał na odpowiedni moment i uderzył.
On niepodrażniony, nie zaatakowałby.

To był fatalny spływ.
Chciałem pokazać zło i zło.
Upodlonego faceta i jego zemstę.
Bo jeśli ktoś chce podnieść rękę na kogoś, niech się liczy z kosztami.
To nie były omamy ani urojenia - to się naprawdę wydarzyło.
Oko za oko, ząb za ząb.

Podoba mi się Twój koment - wiesz, co przeczytałaś, i o co w tym wszystkim chodzi.
Cały ten demonizm dotknął Cię i widzę, że utwór zadziałał.

Jak na osobę początkującą jesteś bardzo obyta :)
Więc coś mi się nie chce wierzyć w to że jesteś freshmanem :)

Ahoy!
MariaWeronika dnia 10.10.2020 18:57
Hej,
Chodziło mi o cały ten fragment, a wstawiłam tylko początek i może to nie było jasne.
Cytat:
Wy­su­ną­łem się cicho z na­mio­tu i uj­rza­łem ich, jak byli ze sobą.Przez chwi­lę nie wie­dzia­łem, co zro­bić, czy zabić, czy prze­rwać ten głupi cyrk.John­ny ujeż­dżał ją i po­pi­jał piwo z bu­tel­ki.Był w swoim świe­cie, gdzie al­ko­hol rzą­dzi umy­słem.Brał ją jak sukę, a ona kwi­cza­ła z ra­do­ści.Na­pie­ra­ła na niego kro­czem i char­cza­ła jakby do­zna­ła olśnie­nia. Rżnę­li się co wie­czór, na chama, po pro­stac­ku, nie­wy­ba­czal­nie.Pa­trzy­łem na to i nic nie zro­bi­łem, sam tego nie ro­zu­mia­łem.Nie za­bi­łem go, ani nie roz­dzie­li­łem ich, choć prze­cież mo­głem.Sta­łem i pa­trzy­łem, i po­mi­mo wszyst­ko, nie wy­ko­na­łem żad­ne­go ruchu.To było chore, nie­nor­mal­ne i wy­na­tu­rzo­ne.Prze­cież sta­no­wi­li­śmy pary, mie­li­śmy się po­brać.Przez chwi­lę po­my­śla­łem, że to za­ćmie­nie.Że wróci ci trzeź­we my­śle­nie.Że zro­zu­miesz, gdzie jest jej miej­sce, gdzie gniaz­do i miej­sce do życia.

Zdecydowanie zmieniasz tu narrację. No chyba, że to zamierzony. Gdyby iść tokiem narracji jaką przyjąłeś w całości powinno być: ujrzałem was, jak byliście ze sobą itd. Byłoby to jeszcze mocniejsze. Nie mądrzę się sama z siebie na temat typów narracji - zajrzałam do wykładów z kursu:-)
Nie wiem jakie są przedziały czasowe żeby zakwalifikować się na freshmena, ale pierwszy tekst popełniłam dokładnie 10 kwietnia :-) Jestem pisarskim dzieckiem lockdownu:-)
Pozdrawiam :-)
mike17 dnia 10.10.2020 19:11
Teraz rozumiem - celowo zmieniałem narrację.
Często to robię.
Czemu, nie wiem...
Może, by opowieść była bardziej dynamiczna?
Może irracjonalnie...
Nie wiem.
Jakoś tak to mi płynie i jakoś tak mi to pasuje.

Jestem Ci wdzięczny za sugestie, ale pozwól mi pozostać przy własnych :)

Pozdro :)
Quentin dnia 10.10.2020 19:57 Ocena: Bardzo dobre
I popłynął...

Czołem, Maestro

Tym razem reaguję szybko. Muszę przyznać, że bardzo podoba mi się twój nowy - inny niż dotychczas - cykl. Zmienia on zupełnie wydźwięk tekstów. Dotychczas ukazywałeś miłość jako wartość budującą. Teraz widać jak na dłoni jej niszczycielską siłę, choć może nie tyle o samą miłość tu chodzi, ile o jej brak lub niewłaściwe ulokowanie uczuć, bo to przecież też ma ogromne znaczenie.

Główny bohater to psychopata. Sprawia wrażenie dobrego chłopaka, ale jego umysł spowija ciężki mrok. To gość, o którym dowiadujemy się, że nosi w kieszeni nóż (oczywiście to metafora:-)). Nóż jeszcze nic nie znaczy, ale wkrótce okazuje się, że facet potrafi się nim posługiwać. Aż przechodzą dreszcze.

Kiedyś powiedziałeś, że amerykański film to twój ulubiony "gatunek". To jest nas dwóch. Nie wiem jak to wygląda u ciebie, ale ja pisząc prozę mam przed oczami filmowe kadry. Praktycznie cały czas. Widzę dokładnie scenę, bohaterów, wiem, kiedy następuje zbliżenie, a kiedy dostrzegamy dalszy plan. Czytając twoje historie mam dokładnie tak samo. Świetnie inscenizujesz plan, dzięki czemu dużo łatwiej mi się w tym odnaleźć. W zasadzie nawet dialogi mi do tego nie są potrzebne.

Propos filmowości skojarzyły mi się od razu dwa tytułu "Dzika rzeka" i "Nóż w wodzie". Dwa zupełnie różne gatunkowo i psychologicznie filmy, ale obydwa potrzebne. Przynajmniej według mnie.

Z niecierpliwością czekam na kolejną część cyklu.

Pozdrawiam
Q
EDyta To dnia 10.10.2020 20:04
Hej,

zbudowałeś nastrój, od którego dostaje się gęsiej skórki - brawo! Świetne dla wielbicieli gatunku :)

Dziękuję za zaproszenie :)

P.S. Twoja skrzynka jest full, nie mogłam odpisać.
mike17 dnia 10.10.2020 21:18
Kamilu, tak, to prawda, ten cykl jest inny, nie kończy się happy endem.
Kończy się podle, jak życie.
Na kolanach.
Albo na łopatkach.
Psychopaci są wśród nas.
Czerpią z nas, wysysając.

To nie sztuka łowić pstrągi.
Po drodze jest jeszcze dno.

Upadek ludzki i dreptanie na kolanach.

Mój bohater jest niewolnikiem.
Nie wiedział, że płaci wysoką cenę za miłość.
Przepłaca.

Nie potrafi żyć z erzatsami.
Miłość na kilometr to nie dla niego.
Zapłacił za to wysoką cenę.
Najwyższą.

Mój bohater, choć psychopata, umie kochać.
Wie, gdzie mieści się miłość.

Nie zaprzeczy, że kochanie jest tu i teraz.

Edytko, bardzo dziękuję za czytanie tego niełatwego tekstu.
Tym bardziej chylę czoła :)

Pozdrawiam Was :)
akacjowa agnes dnia 11.10.2020 07:46 Ocena: Świetne!
Michale, gdy zaczęłam czytać, zbaraniałam. Myślę: Cóż to za pokitrany bełkot? Michał to pisał? Niby jego styl, ale jakby nie jego. Jakby jakaś podróbka. Albo może brał coś nielegalnego zanim zaczął pisać? ;) Ale lecę dalej, bo przecież musi się sprawa rypnąć. I się rypła ;) To tekst obłąkańca! Nie obłąkanego autora, lecz obłąkanego bohatera. Odetchnęłam z ulgą :)

Jeden fragment mnie zaskoczył wyjątkowo... Gdy gościu ucieka przed policją wpław i gdy przestaje, oni do niego podbiegają i skuwają w kajdanki. Celowy zabieg? Bo zobaczyłam gliniarzy biegających po wodzie, niczym współcześni zbawiciele ludów :D

Dzięki za intrygujący niedzielny poranek :yes:
Yaro dnia 11.10.2020 14:38 Ocena: Bardzo dobre
Tekst jak z horroru.W głowie psychola zazdrość narzeczona go zdradzała bo za szybko zasypiał młodość nie śpi nigdy .Trzeba konsumować a nie spać.Zemsta jest okrutna jest zbrodnia i kara w tym wypadku krzesło elektryczne .Goś nie dość że był nieogarniętym psycholem :upset: ,gamoniem to jeszcze nie darzył szacunkiem ludzi przecież każdy z nas ma prawo do życia . Pozdrawiam :)
mike17 dnia 11.10.2020 15:29
Aguś, ten tekst musiał narastać, by okazało się kto jest kim :)
Z początku sielankowo, a potem już mniej...
Gość był psychopatą, ale przez wiele lat nie zdradzał żadnych objawów, aż do spływu.
Ten spływ jest symboliczny.
I w nas nic się nie dzieje aż do czasu...

Podrażniony do cna zaczyna zabijać.

I gdy już wie, że go usmażą, też podchodzi do tego na chłodno.

A ci policjanci wleźli za nim do wody :) służba nie drużba :)

Jarku, bo to był taki thriller :)
Co byłoby z bohaterem, gdyby go nie podrażniono?
Pewnie nikogo by nie zabił.
Jestem tego pewien.
Tacy są psychopaci epileptoidalni.
Źle zrobił, że spał, miast brać się za swoją kobietę.
Tak ubiegł go inny.
W ogóle nie powinien był organizować tego spływu, bo wywołał wilka z lasu...

A kara?

Ona zawsze nieuchronnie musi nadejść.
I nadejdzie :)

Bardzo dziękuję Wam za czytanko i ciekawe przemyślenia!
Dla takich jak Wy warto męczyć się nad tekstami!

Pozdro :)
Lilah dnia 11.10.2020 17:48
Kolejny raz zaskakujesz, Mike. Nie spodziewałam się takiego obrotu akcji.
Muszę przyznać, że masz głowę nie od parady. Ja w życiu nie napiszę kawałka prozy, nie mam ku temu zdolności, absolutnie.

Serdecznie Cię pozdrawiam :)
mike17 dnia 11.10.2020 19:26
Bo ja, Lilu, lubię bardzo zaskakiwać :)
Tym razem cykl jest dość mroczny i nie kończy się happy endem.
Ale takie jest życie.
Nie ma monopolu na szczęście.
Jest raz na wozie, raz pod.

Nie piszesz prozy, ale JAKĄ piszesz lirykę :)

I to się liczy.

Kłaniam się nisko i dziękuję za bycie ze mną :)

Pozdrawiam Cię wesoło!
Madawydar dnia 12.10.2020 13:31
Na mój gust to wszyscy bohaterowie są szurnięci. No bo kto o zdrowych zmysłach wybiera się na kilkudniowy spływ rzeką nie umiejąc pływać? Tylko idiota. Owszem tacy się zdarzają i to nawet dość często np. turyści spacerujący w czasie burzy po Giewoncie, albo panie w szpilkach na szlaku Orlej Perci. To. że człowiek chory na umyśle nie reaguje na akty zdrady jest zrozumiałe. W takim razie Mary nie tylko jest nierozgarnięta, ale również nienormalna jak narrator, bo Johnny również ją zdradzał, a ona podobnie nic sobie z tego nie robiła. W tym przypadku normalności było akurat tyle, by nie utopić rywalki. Rzeczywiście Mary była tępa, jak but, bo wiosłowanie w kajaku nie jest trudną sztuką i można ja opanować w kilkanaście minut, no góra w ciągu godziny. Jeśli ktoś nie potrafi jednak tego opanować, to nie powinien brać udziału w takiej wyprawie. Ja nie umiem jeździć na nartach więc nie jeżdżę.
Być może wszyscy dopłynęliby do końca spływu w dobrej komitywie, gdyby nie punkt krytyczny w postaci zdrady, i to bardzo perfidnej, chamskiej .

Pozdrawiam

Mad
mike17 dnia 12.10.2020 14:02
Madawydarze, niewykluczone, że wszyscy uczestnicy spływu poza oczywiście głównym bohaterem mieli coś nie w prządku z deklem, bo kto przy zdrowych zmysłach się tak zachowuje.
Chciałem ukazać taką patologię w skali mikro.
Chłód, z jakim bohater morduje Johnny'ego i Mary przyprawia o ciarki.
Niektórzy psychopaci odczuwają dodatkowo coś na kształt podniecenia płciowego...

Zależało mi na gradacji napięcia aż do naprawdę tragicznego finału, bo bohatera naprawdę usmażą na krześle elektrycznym.

Jak każdy psychopata nieźle umiał symulować zdrowie psychiczne.
To znane zjawisko.
Nawet jego dziewczyna się nie kapnęła.

Masz rację, że gdyby nie chamska zdrada dziewczyny bohatera, spływ zakończyłby się w skowronkach, a ich wzajemne pożycie nadal układałoby się dobrze.
Bo musieli być dobrze dobrani, skoro bohater ani raz przez 5 lat nie dostał ataku szału.

Z drugiej strony, skoro dziewczyna bohatera dźgnęła go nożem, to i w jej psychice nastąpiły jakieś negatywne zmiany.

Dzięki wielkie za mądry i obszerny koment :)

Pozdrawiam Cię deszczowo!
Milena1 dnia 13.10.2020 21:11
Przeczytałam, Mike’u, aczkolwiek włos się na głowie jeży :shy:
Dobry tekst na horror. Nie jest to Teksańska masakra piłą mechaniczną, ale... blisko :)
Myślałam, że dziewczyna też jednak zginie. Chyba cudem zachowałeś ją przy życiu.
Taki spływ- to szkoła przetrwania co niezaprzeczalnie, tym tekstem, udowodniłeś :)
mike17 dnia 13.10.2020 21:59
To była naprawdę masakra, przeżył tylko bohater, główny morderca.
Jak to się dzieje, że tacy ludzie się rodzą?
Że mają tak wielką siłę przetrwania.

Teksańska była tu blisko.

Bohater kosił równo.
W końcu to psychol.

Ale oni też cierpią - to nieprawda że są wolni od swojej agresji.
Nie są.
Ona też i ich dotyka.

Mileno, bardzo Ci dziękuję i kłaniam się w pas :)
Helena Dulska dnia 13.10.2020 23:51
Mike'u.
Dziękuję za zaproszenie :) Podoba mi się Twój pomysł na opowiadanie i wiarygodność głównego bohatera. Potrzebowałam jednak czasu, żeby przyzwyczaić się do Twojego stylu. Dlaczego prawie każde zdanie zaczynasz od nowej linijki? Sprawia to wrażenie "poszarpanego" tekstu; może to specjalny zabieg podkreślający poszarpaną osobowość głównego bohatera? Zwróciłam też uwagę na wiele niezręczności i ciekawa jestem, czy to język Twojego bohatera, czy Twój. Powiem szczerze, że te niezręczności i błędy przeszkadzały mi na tyle, że nie do końca potrafiłam wczuć się, skupić na tekście. Może to niedobrze o mnie świadczy, że forma ma dla mnie większe znaczenie, niż treść... Chwilami gubiłam się, czego powodem były zmiany narracji (w tym tekście mogą one mieć jednak uzasadnienie, bo bohater też miał taką pokitraną, jak ta narracja, psychikę). Pozdrawiam Cię serdecznie, Hela
mike17 dnia 14.10.2020 13:45
Dziękuję, Helu, za odwiedziny i garść sugestii :)
Na wstępie zaznaczę, że zaczynanie każdego zdania z dużej litery to mój znak firmowy od 20 lat.
Mam na koncie 8 wydanych książek i jakoś żadnemu wydawcy to nie przeszkadzało.
Bo niby czemu?

Język mojego bohatera jest stylizowany i nie jest moim.
Zdarzało mi się pisać slangiem z ogromną ilością wulgaryzmów, więc można nazwać mnie autorem wszechstronnym.

Nie zgodzę się, że forma jest ważniejsza od treści - zabierzmy treść i co pozostanie, forma?
Dla mnie najważniejsze jest to, o czym pisze i żeby było to wiarygodne.
Nie uprawiam s-fi, więc jestem wolny od tych dupereli :)

Zmiany narracji też były celowe, chciałem w ten sposób nadać treści więcej dynamiki.
Czasami tak robię.

Odnośnie niezręczności to chciałbym je poznać :)
Bo póki co ja ich nie widzę, ale to typowe dla każdego autora.

Pozdrawiam wesoło :)
Helena Dulska dnia 14.10.2020 18:47
Hej Mike'u,

ja zaczynam zdania z dużej litery od siódmego roku życia, a jakoś nikt nie uznał tego za mój znak firmowy ;) A jeśli chodzi o zaczynanie każdego zdania od nowego akapitu - to nie do końca rozumiem ten zamysł, ale nie muszę wszystkiego rozumieć do końca.
Zaciekawiłeś mnie tymi książkami. Chętnie przeczytałabym jakąś, jeśli prześlesz mi namiary (zaczynając od najlepszej, Twoim zdaniem). Ja bardzo zwracam uwagę na warstwę językowa tekstu; mogę powiedzieć, że mam bardzo wyczulone ucho, co nieraz przeszkadza mi w odbiorze niektórych tekstów. Taka już jestem, od zawsze. Dlatego dla mnie forma jest bardzo ważna i potrafię zachwycic się tekstem, który nie posiada jakiejs szalonej fabuły, natomiast widac w nim uważność, talent, doświadczenie i szacunek dla czytelnika. Bo przecież nadawanie formy dziełu wynika poniekąd z tego jak traktujemy odbiorcę - czy chcemy mu wcisnąć cokolwiek, czy staramy się panować nad tekstem. Takie jest moje zdanie, choć nie wszyscy muszą się z nim zgadzać. Rozumiem to.
Jeżeli chodzi o błędy i niezręczności, wymienię kilka (jest ich dużo wiecej):

Cytat:
Nie trwa­ło to długo, bo po­wo­li się zmierz­cha­ło, pora, gdy i ryba idzie spać.
- ale co pora? Jaka pora? Trzeba byłoby napisać: "A zmierzch to pora, kiedy i ryba idzie spac"

Cytat:
Przez chwilę pomyślałem, że to zaćmienie.
Że wróci ci trzeźwe myślenie.
Że zrozumiesz, gdzie jest jej miejsce, gdzie gniazdo i miejsce do życia.

- do kogo tu narrator się zwraca, bo nie rozumiem? Jej miejsce, czyli czyje? Poza tym "miejsce' powtarza się dwa razy w jednym zdaniu.

Cytat:
Byłaś też ze mną, ale było to jakby wy­mu­szo­ne. Zresz­tą szyb­ko za­sy­pia­łem.
- nie rozumiem: cierpiał, że nie jest z nim a jednak szybko zasypiał, kiedy była... Hmmmm...coś tu nie gra...

Cytat:
To chyba było w lipcu, kiedy go uto­pi­łem.Tak zwy­czaj­nie, tak po pro­stu, kiedy dziew­czy­ny spały.Wzią­łem za łeb i przy­trzy­ma­łem pod wodą.

- skoro tak bawisz sie narracja, to dlaczego tu nie zabawiłeś się w narratorta wszechwiedzącego i nie wykorzystałeś okazji do opisania tego momentu dokładnie, tak żeby czytelnik mógł poczuć lęk, żeby przeszły mu ciarki po plecach...

To kilka przykładów, które zwróciły moja uwagę. Pozdrawiam, Hela
mike17 dnia 14.10.2020 19:08
Helu, odpowiadam na Twoje sugestie :

Helena Dulska napisała:
ale co pora? Jaka pora? Trzeba byłoby napisać: "A zmierzch to pora, kiedy i ryba idzie spac"


Myślę, że wyraziłem się jasno.

Helena Dulska napisała:
Przez chwilę pomyślałem, że to zaćmienie.
Że wróci ci trzeźwe myślenie.
Że zrozumiesz, gdzie jest jej miejsce, gdzie gniazdo i miejsce do życia.

Tu słowo "jej" było moim błędem.

Helena Dulska napisała:
- nie rozumiem: cierpiał, że nie jest z nim a jednak szybko zasypiał, kiedy była... Hmmmm...coś tu nie gra...

Są faceci, którzy po stosunku zasypiają jak kamień.

Helena Dulska napisała:
- skoro tak bawisz sie narracja, to dlaczego tu nie zabawiłeś się w narratorta wszechwiedzącego i nie wykorzystałeś okazji do opisania tego momentu dokładnie, tak żeby czytelnik mógł poczuć lęk, żeby przeszły mu ciarki po plecach...

Opisałem to jak zresztą wszystko narratorem pierwszoosobowym.
Lubię pisać w 1. osobie.
Jak tu.
A czytelnik może poczuć lęk przy każdej narracji :)

Pozdrawiam

Michał
Helena Dulska dnia 14.10.2020 19:49
Mike'u,
nie chodzi mi o to, że narracja pierwszoosobowa nie może obudzić lęku w czytelniku. Oczywiście, że może. W tym jednak przypadku narratorem jest psychopata, dla którego zabójstwo odbywa się "tak zwyczajnie, tak po prostu". Gdybyś użył trzeciej osoby opis mógłby być znacznie bardziej rozbudowany, mógłbyś napisać jak czuł się mordowany facet, itd. Mógłbyś "zbliżyć kamerę" na to wydarzenie, zatrzymać się na nim.
Nie wiem czy zdanie dotyczące szybkiego zasypiania bohatera wnosi coś do tego opowiadania, moim zdaniem nic.
A w pierwszym zacytowanym przeze mnie zdaniu przemyślałabym jeszcze konstrukcję - jest czytelnie ale niepoprawnie.
Pozdrawiam, Hela
mike17 dnia 14.10.2020 20:19
Będę odstawał w pierwszoosobowej jako najbardziej osobistej.
Tu można obnażyć wszelkie własne słabości.

Narracja drugoobiegowa odnosi się do osoby.
Czyli jest najbardziej ciekawą z narracji.

Mówisz "do" i to jest piękne.

Jak rozmowa.

Ogólnie pozostanę przy swoich zdaniach.
Uważam je za słuszne.

Pozdrawiam

Michał
Helena Dulska dnia 14.10.2020 20:47
Ok, ja też lubię narrację pierwszoosobową. I drugoobiegową również. Brakuje mi jedynie bardziej szczegółowych opisów. Pozostań przy swoich zdaniach, jeśli uważasz je za słuszne. Gdzieś przeczytałam, ze pisarzy można podzielić na konceptualistów i rzemieślników. Ja najwyraźniej bardziej jestem rzemieślnikiem a Ty - konceptualistą. A może się nie znam ;) Miłego wieczoru :)
mike17 dnia 14.10.2020 21:12
Staram się być wierny sobie, to cała filozofia mojej pisaniny :)
Jeśli w jakiś sposób Cię uraziłem, przepraszam :)
Trzymaj się dzielnie!
Marek Adam Grabowski dnia 24.10.2020 14:44
Jak na miniaturę to jest to długie.

Pozdrawiam!
mike17 dnia 24.10.2020 15:17
Od komentujących oczekuję wrażeń, jakie odnieśli po lekturze.
Twój wpis nic mi nie dał.

Pozdrawiam
Prostaczek dnia 24.10.2020 17:26
Ja tylko napiszę, że lubię pierwszoosobową narrację. Większe emocje. Warsztatu nie będę oceniał, bo jestem na to za krótki. Podobało mi się.
Pozdrawiam.
mike17 dnia 24.10.2020 18:49
Prostaczku, bardzo się cieszę, że Ci się podobało :)
A wcale nie musiało.
Dlatego jest mi dobrze na duszy :)

Pozdrawiam!
Ania_Basnik dnia 29.10.2020 12:35
Bardzo mi się spodobało. Bardzo sprawnie napisane. I te zwroty akcji!
Jesteś Mistrzem!
Jestem na tak!
mike17 dnia 29.10.2020 15:48
Dziękuję, Aniu, za "Mistrza", to bardzo miło z Twojej strony :)
Cieszy mnie Twoja opinia - starałem się jak mogłem, by wymyślić coś nowego.
Nie lubię stać w miejscu.
Temat patologicznego spływu od dawna chodził mi po głowie.
No i się doczekał materializacji :)

Ukłony ślę i pozdrawiam :)
skroplami dnia 04.02.2021 20:10 Ocena: Świetne!
No mnie zatkało, odetkałem się po godzinie :). Tekst psychozimny a jednocześnie widać w nim delikatność, tak, "łapy" autora. Przyznaję, bywam niekiedy i Twój tekst autorze, kilka, czytałem rok lub więcej wstecz. Jak komentujący zauważają, i nagle ja :), to Twoja nowa półka :). Ok, to moja chora przenośnia :(. Czysta miłość z jednej strony i brudna miłość z drugiej, nowej strony. Obie jednak bezcenne, mierząc bezosobowo oczywiście tj. czytelniczo. Osobowo nie chciałbym być żadnym z bohaterów powyższego opowiadania, robi się zimno i zimniej przy czytaniu :(.
Treść uderza, wbija się, zaskakuje, napięcie rośnie, no thiller polany miłością i seksem. I rodzi się pytanie, czy jednostronna miłość to naprawdę miłość czy psychiczny, na pewno nie seksualny chociaż pewności nie mam :(, masochizm :(?
I ten styl w utworze, gorąco lodowy z przewagą arktyki :). Oczywiście, to sztuka już istniejąca, trudno coś takiego napisać tobie przyszło... ok, może łatwo ;) ale doskonale spełnione kryteria powodujące że widzimy i odbieramy głównego bohatera tak... no nie mam pewności jak :(. Winny czy niewinny? A tłum? Winni czy niewinni? A sędziowie i policja? Winni czy niewinni? Pytania rodzą się z opisów ludzkich zachowań. I na koniec pytanie najważniejsze: bohaterka i jej działanie, przyczyna "odpowiedzi" w zachowaniu bohatera, winna czy niewinna? Zbyt młoda i głupia dlatego półwinna? Ok, odpowiedź prosta, najzwyklej głupia niedoświadczeniem :(.. Wynika z tego co widać w obrazach narysowanych opowiadaniem. Tak, dziwne pytania i dziwne odczucia po przeczytaniu. Wina autora :). I bdb że tak, tak wygląda sztuka. Gratulacje autorze, stworzyłeś wir który wciąga. Podobno nie jeden, podobno to Twoja nowa twarz :). Dobra, sprawdzę.
P.S. Wciąż dziwne wrażenia po przeczytaniu, zbliżone jak po skończeniu "Z zimną krwią" chociaż to było... nie pamiętam kiedy :(.
mike17 dnia 05.02.2021 14:15
Skroplami, dzięki za tak wybitny koment do "Spływu" :)
Masz rację - to zimna opowieść, opowiadana przez człowieka chorego psychicznie.
Nie mogła być inna, rozmyłby się jej lodowaty charakter.
Chciałem oddać w sposób surowy tok postępowania psychola.
Zresztą na tym spływie wszyscy mieli na bakier z normalnością.

Napisanie przyszło mi dość łatwo, ponieważ bez trudu potrafię wczuwać się w różne typy osobowości.

Pytanie, kto tu zawinił, pozostawiam bez odpowiedzi.
Myślę, że może każdy po trochu, a główny bohater wymierzył sprawiedliwość widzianą własnymi oczami.

Gdyby dziewczyna bohatera nie puściła się, nikt by pewnie nie zginął.
Ale chęć mordu była tylko uśpiona.
I pojawił się katalizator...

Cieszę się, że zrobiło to na Tobie aż takie wrażenie.
Czuję się spełniony.
Rozmiary Twego komenta i jego treść mówią same za siebie :)

Kłaniam się nisko i zapraszam w przyszłości znów :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Kazjuno
16/04/2024 21:56
Dzięki, Marianie za pojawienie się! No tak, subtelnością… »
Marian
16/04/2024 16:34
Wcale się nie dziwię, że Twoje towarzyszki przy stole były… »
Kazjuno
16/04/2024 11:04
Toż to proste! Najeżdżasz kursorem na chcianego autora i jak… »
Marian
16/04/2024 07:51
Marku, dziękuję za odwiedziny i komentarz. Kazjuno, także… »
Kazjuno
16/04/2024 06:50
Też podobała mi się twoja opowieść, zresztą nie pierwsza.… »
Kazjuno
16/04/2024 06:11
Ogólnie mówiąc, nie zgadzam się z komentującymi… »
d.urbanska
15/04/2024 19:06
Poruszający tekst, świetnie napisany. Skrzący się perełkami… »
Marek Adam Grabowski
15/04/2024 16:24
Kopiuje mój cytat z opowi: "Pod płaszczykiem… »
Kazjuno
14/04/2024 23:51
Tekst się czyta z zainteresowaniem. Jest mocny i… »
Kazjuno
14/04/2024 14:46
Czuję się, Gabrielu, zaszczycony Twoją wizytą. Poprawiłeś… »
Gabriel G.
14/04/2024 12:34
Bardzo fajny odcinek jak również cała historia. Klimacik… »
valeria
13/04/2024 23:16
Hej miki, zawsze się cieszę, gdy oceniasz :) z tobą to jest… »
mike17
13/04/2024 19:20
Skóra lgnie do skóry i tworzą się namiętności góry :)»
Jacek Londyn
12/04/2024 21:16
Dobry wieczór. Dawno Cię nie było. Poszperałem w tym, co… »
Jacek Londyn
12/04/2024 13:25
Dzień dobry, Apolonio. Podzielam opinię Darcona –… »
ShoutBox
  • Zbigniew Szczypek
  • 01/04/2024 10:37
  • Z okazji Św. Wielkiej Nocy - Dużo zdrówka, wszelkiej pomyślności dla wszystkich na PP, a dzisiaj mokrego poniedziałku - jak najbardziej, także na zdrowie ;-}
  • Darcon
  • 30/03/2024 22:22
  • Życzę spokojnych i zdrowych Świąt Wielkiej Nocy. :) Wszystkiego co dla Was najlepsze. :)
  • mike17
  • 30/03/2024 15:48
  • Ode mnie dla Was wszystko, co najlepsze w nadchodzącą Wielkanoc - oby była spędzona w ciepłej, rodzinnej atmosferze :)
  • Yaro
  • 30/03/2024 11:12
  • Wesołych Świąt życzę wszystkim portalowiczom i szanownej redakcji.
  • Kazjuno
  • 28/03/2024 08:33
  • Mike 17, zobacz, po twoim wpisie pojawił się tekst! Dysponujesz magiczną mocą. Grtuluję.
  • mike17
  • 26/03/2024 22:20
  • Kaziu, ja kiedyś czekałem 2 tygodnie, ale się udało. Zachowaj zimną krew, bo na pewno Ci się uda. A jak się poczeka na coś dłużej, to bardziej cieszy, czyż nie?
  • Kazjuno
  • 26/03/2024 12:12
  • Czemu długo czekam na publikację ostatniego tekstu, Już minęło 8 dni. Wszak w poczekalni mało nowych utworów(?) Redakcjo! Czyżby ogarnął Was letarg?
  • Redakcja
  • 26/03/2024 11:04
  • Nazwa zdjęcia powinna odpowiadać temu, co jest na zdjęciu ;) A kategorie, do których zalecamy zgłosić, to --> [link]
Ostatnio widziani
Gości online:20
Najnowszy:emilikaom