Weterynarz nad morzem - Dorota cz. V - Madawydar
Proza » Długie Opowiadania » Weterynarz nad morzem - Dorota cz. V
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

 Dorota przywitała mnie w drzwiach ubrana jedynie w kuchenny fartuszek.

– Dobrze, że już jesteś. Astor znowu się ożywił – przywitała mnie buziakiem, odwróciła się na pięcie i świecąc gołymi pośladkami pobiegła do kuchni, skąd dochodził zapach gotowanej potrawy.

Postawiłem torbę z rzeczami na stole. Astor wstał, chwiejnym krokiem snuł się po salonie i kręcił szyją na wszystkie strony świata. Przyszedł mi do głowy pewien pomysł, a inspiracją był fartuszek Doroty. Sam się zdziwiłem, że nie wpadłem na to wcześniej. 

– Dorota – zawołałem. – Potrzebny nam jest fartuch dla Astora. Podobny do tego, jaki ty masz na sobie. Może wtedy obyłoby się bez tego kołnierza.

– Mam go ściągnąć i oddać psu?

– Niekoniecznie, chociaż dla mnie byłoby to miłe. Myślę o takim uszytym na miarę z otworami na łapy i penisa, żeby się mógł załatwić i sznurowany u góry na grzbiecie.

– Mieszaj zupę aby się nie przypaliła, a ja poszukam materiału.

– Co to za zupa?

– Rybna, śródziemnomorska z dużą ilością pomidorów i przypraw.

– Uwielbiam dietę śródziemnomorską. Sam trochę gotuję.

– Dobrze wiedzieć – odparła Dorota i znikła za drzwiami.

Poszedłem do kuchni i oniemiałem na widok wnętrza i wystroju jakie tam ujrzałem. Ściany pomieszczenia stanowił prosty, ceglany mur z pomalowanym na biało fugami, podłoga wykonana z surowych desek wyszorowanych niemal do białości i połyskujących od nałożonej na nie woskowej pasty. Zabejcowany na ciemny brąz drewniany sufit opierał się na solidnych belkach stropowych i nieco tylko mniejszych legarach. Po lewej stronie wejścia rozpościerał się duży narożny piec kuchenny pokryty kaflami, z białym i niebieskim szkliwem , czarnymi, żeliwnymi drzwiczkami na palenisko i popielnik. Piec posiadał komorę do pieczenia chleba lub ciasta, zamykaną dwuskrzydłowymi również czarnymi płytami wykonanymi z grubej blachy. Obok stały węglarki wypełnione węglem i drewnem. Dalej usadowiony był na metalowej obręczy dwukomorowy zlewozmywak, pod którym stały wiaderka na odpadki. Nad zlewozmywakiem wisiała suszarka do naczyń. Przeciwległą ścianę, w całości wypełniała konstrukcja wykonana z grubych drewnianych żerdzi stanowiących podstawę dla granitowych płyt pełniących funkcję kuchennego blatu. Pod nim poukładane były różne naczynia i przybory kuchenne, a na nim powiew nowoczesności w postaci kuchenki elektrycznej, nad którą właśnie się pochylałem by zamieszać potrawę, opiekacza do grzanek i czajnika elektrycznego do wody, młynka do kawy i plastikowego pojemnika na sztućce. Kuchnia nie miała żadnych typowych mebli. Brakowało nawet stołu z krzesłami. Ściany przyozdabiały płócienne, malowane makatki z napisami „Przez żołądek do serca mężczyzny” lub „Gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść”, albo „ Dobra gospodyni, w kuchni cuda czyni”. Wokół jedynego okna wisiały plecione girlandy czosnku, cebuli i suszonych ziół. Ich zapach rozsiewał się na całą izbę.

Dorota Wróciła po chwili ze sporym kawałkiem flaneli, ceraty i zestawem krawieckim.

– Mieszaj, mieszaj, Czesiu. Ja tymczasem wezmę miarę z Astora, wykroję i sfastryguję. Po dłuższej chwili skosztowałem zupy. Była przepyszna. Gdy uznałem, że jest już gotowa, rozlałem na dwa talerze umieszczając w nich spore kawałki ryby i warzyw i zaniosłem do salonu. Wykrój leżał już na kanapie. Pozostało tylko go obszyć, wzmocnić od spodu ceratą i wszyć tasiemki do sznurowania.

– Jak zjemy, to zejdę do piwnicy – odezwała się Dorota. - Tam mam maszynę do szycia, stara co prawda, ale działa. Wykończę fartuch,

–Nie możesz tej maszyny przynieść tutaj?

– Nie bo to eksponat stacjonarny.

– Eksponat? – zdziwiłem się.

– Tak, to przedwojenny Singer – odparła, jakby chodziło o coś zupełnie normalnego, iż półwieczne maszyny do szycia są używane w domowych gospodarstwach. Po obiedzie zabrałem się za zmywanie naczyń. Dorota pozbierała materiały i wszelkie inne przybory potrzebne do pracy krawcowej, błysnęła gołym tyłkiem i znikła w drzwiach prowadzących, jak się domyśliłem do podziemi budynku.

Zamierzałem dać Astorowi trochę wody do picia. Zdjąłem krępujący i stresujący dla niego kołnierz, nalałem wody do miski i zaniosłem do salonu. Kiedy Astor zaspokoił pragnienie udałem się w stronę przeszklonych drzwi wychodzących na taras, z którego można było zejść do ogrodu. To był sporych rozmiarów kawałek ziemi, (oceniałem go na jakieś pięć, może sześć arów) , ogrodzony z trzech stron wysokim, porośniętym bluszczem murem. Ogród był bardzo zaniedbany. Właściwie cała flora przedstawiała jako jeden gąszcz traw, pnączy drzew i krzewów. Z trudem udawało mi się rozpoznać nieliczne hodowlane gatunki roślin. Zarośnięte alejki i ścieżki, ziejące cuchnącą breją oczko wodne, nieprześwietlone korony drzewek owocowych, porozbijane rzeźby i ozdoby ogrodowe stwarzały przygnebiający nastrój. Szczególnie dla mnie, bo ogrodnictwo, obok żeglarstwa , nordic – walking i składania modeli okrętów w butelkach było wielką moją pasją.

Wróciłem do salonu i przyjrzałem się z ciekawością książkom na regale. Niemal wszystkie dotyczyły historii sztuki i kultury śródziemnomorskiej. Wiele z nich było napisanych w języku łacińskim, hebrajskim i greckim.

Zacząłem się trochę nudzić. Czas oczekiwania na pojawienie się Doroty przedłużał się i kiedy zniecierpliwienie przekształciło się w lekką irytację, postanowiłem zejść do piwnicy na chwilę. Wcześniej, sam nie wiem czemu, wyjąłem z torby z zakupami opakowanie z prezerwatywami i jedną sztukę schowałem do kieszeni.

W obszernym, pomieszczeniu panował półmrok. Oświetlenie stanowiła tylko jedna słaba żarówka. Nie było okien. Wzdłuż ścian ustawione były regały, których półki uginały się pod ciężarem ustawionych przedmiotów. Czego tam nie było: stare żelazka na dyszę, lampy olejne i naftowe pamietające zapewne czasy Łukasiewicza, lampy karbidowe, świeczniki, mosiężne, żelazne i odlane z brązu figurki, zabytkowe aparaty fotograficzne, bagnety, kordy i kordziki, a nawet szable nadgryzione zębem czasu. Po środku, przy zapalonej lampie naftowej siedziała na stołku Dorota pochylona nad drewnianym blatem. Stopy płynnie poruszały pedałem wprawiając koło zamachowe i cały mechanizm maszyny w wir pracy. Widok kobiety przedstawiał się jakby był żywcem przeniesiony z wczesnych lat ubiegłego wieku. No, może poza strojem, bo widoczny, roznegliżowany bok dziewczyny z pewnością do tego obrazu nie przystawał. Dorota spostrzegła, że ją obserwuję.

– Już kończę, kochanie – odezwała się z uśmiechem.

– Zatkało mnie, bo wyglądasz zjawiskowo – odpowiedziałem. – Mógłbym ci zrobić teraz zdjęcie i z pewnością wyszłoby jak z zeszłej epoki.

– Mam tu aparat, lecz przy tym naświetleniu chyba jest w nim film o zbyt małej czułości.

– Tu – zdziwiłem się. – Nie masz chyba na myśli tych antycznych eksponatów – skinąłem głową na półki z zabytkowymi aparatami. – Chociaż nic mnie już chyba nie zdziwi po tym jak zobaczyłem cię przed starym Singerem.

– Pokażę ci coś – powiedziała tajemniczym tonem. – Wzięła mnie za rękę i poprowadziła w ciemny zakamarek zasłonięty czarną kotarą. Przekręciła kontakt w ścianie i w czerwonej poświacie ujrzałem na szerokim blacie rzutnik, kuwety, butelki z odczynnikami i pojemniki na wodę. Tu również były półki, na których znajdowały się różnej wielkości opakowania papieru światłoczułego, przyrządy do wywoływania negatywów i albumy , opakowanie z orwowskimi kliszami i współczesne aparaty typu zorki, smiena i lustrzanka zenith.

– Dorota, zaskakujesz mnie pod każdym względem. Nie mogę się tobie nadziwić. Jesteś niesamowita.

– Dzięki za komplementy. W oczach wielu moich znajomych jestem zbzikowanym, nieszkodliwym dziwadłem.

– Wyzwolona, z nowoczesnym obyciem, ale tkwisz korzeniami w przeszłości. Malujesz, rzeźbisz, robisz zdjęcia, czytasz w starożytnych językach. To brzmi banalnie, ale dla mnie jesteś człowiekiem renesansu.

– E tam, kadzisz. Przestań, bo się czerwienię.

– Twój dom ma duszę, jest przesiąknięty historią, pachnie ziołami, dymem, patyną i seksem.

– Dobra, dobra. Fartuch gotowy. Idziemy na górę – ucięła krótko. – Nie wiadomo, co tam teraz Astor wyczynia ze swoim opatrunkiem.

Nowy kubraczek pasował idealnie, przede wszystkim doskonale zabezpieczał przed rozdarciem bandaży i szwów. Astor był najwyraźniej zadowolony z tego, że pozbył się uciążliwego kołnierza. Rozglądał się na boki, lizał ceratę podszytą od spodu, ale wkrótce zaaprobował nową rzeczywistość. Poruszał się jeszcze ostrożnie i niemrawo, lecz dzięki temu pomysłowi mógł załatwiać swoje potrzeby fizjologiczne na zewnątrz.

– Czesiu, chciałbyś teraz obejrzeć pracownię? – spytała Dorota. – Jest na górze – dodała.

– Jasne, że tak – odparłem. – Nie wiem tylko czym jeszcze mnie zaskoczysz.

Pracownia zajmowała połowę piętra łącznie z niewielką łazienką i osobną toaletą. W łazience jednak zmieściła się wanna, zamiast natrysku i pralka wirnikowa typu „Frania”. Drugą połowę wypełniała weranda oddzielona od pracowni przeszkloną ścianą, przez co pomieszczenie było niezwykle jasne. Niemal cały środek wypełniał masywny, dębowy stół, oświetlony od góry licznymi reflektorami. Znajdowały się na min ukończone gipsowe i gliniane popiersia kobiet i mężczyzn oraz te, których ostateczna forma daleka jest jeszcze od zamierzeń artystki. Ściany podpierały gotowe obrazy, oprawione blejtramy i same ramy. Pośród nich stały naturalnej wielkości gotowe posągi z gliny lub gipsu wzorowane na „Dawidzie” Michała Anioła, z penisami w pełnej erekcji i „Afrodyta z Knidos” Praksytelesa, tyle że z całkiem odsłoniętym łonem i rozkwitłymi, niczym różyczki waginami. Wśród tych męskich, ze zdumieniem rozpoznałem naszego Wiesia i Olafa - DJ z „Piekiełka”.

– Wiedziałem, że czymś mnie zaskoczysz . Olo też był twoim kochankiem? – spytałem.

– Ten i jeszcze kilku innych, których tu widzisz. Reszta to faceci moich koleżanek i…jednego kolegi.

– Pozowali ci nago?

– Tylko do zdjęć i szkiców. Na ich podstawie rzeźbiłam ciało. Twarze są odlewami.

– Tylko twarze?

– Tak. Wiem o czym myślisz. Genitalia to już moja inwencja twórcza, ale proporcjonalna do realiów.

– Nieźle szurnięta jesteś.

– Ja! To świat jest tak kopnięty, że chce od niego uciec, jak najdalej. Wszystko to jest moją emigracją wewnętrzną od podłej rzeczywistości, a świat mitów, starożytnych bogów, filozofii i dzieł sztuki moim azylem, seks uosobieniem wolności i protestem przeciwko dulszczyźnie społeczeństw – zdecydowanym i stanowczym tonem odparła Dorota.

– Brzmi, jak manifest. Ale podoba mi się to wyznanie. Mam podobne myśli. Ja uciekam w szaleństwo marszu, wichrów i sztormów pod żaglami i pakowania stateczków w butelki. Dlatego na miejsce pracy wybrałem morskie wybrzeże, niestety z konieczności polskie – zwierzyłem się dziewczynie – a co do protestu przeciwko dulszczyźnie, to mogę się dołączyć – zaproponowałem rozwiązując troczek kuchennego fartuszka i chwyciłem od tyłu wzgórek łonowy Doroty. Wyjąłem z kieszeni prezerwatywę, położyłem ją na stole i ściągnąłem spodnie. Pieściłem łono i pupę dziewczyny. Wargi sromowe nabrzmiewały coraz bardziej, naciekały wilgocią, lśniły purpurą. Uda drżały z podniecenia, moje również.

– Masz szerokie, pełne biodra i pośladki jak wyrośnięte bochny chleba – wyszeptałem komplement. – I pochwę piękną, rozkwitłą niczym kwiat lotosu w pełnym słońcu, a twoja różowiutka łechtaczka jest tak dojrzała, jak owoc tego kwiatu – dodałem.

– Dzięki – odparła Dorota. – „Jam narcyz Saronu, lilia dolin”.

– „Jak lilia pośród cierni, tak przyjaciółka ma pośród dziewcząt” - odpowiedziałem cytatem z „Pieśni nad pieśniami” króla Salomona.

Sięgnąłem po opakowanie prezerwatywy, ale Dorota dotknęła mojej dłoni.

– Sama ci założę – oznajmiła i odwróciła się do mnie, rozebrała do końca, a ja ściągnąłem zwisający z jej szyi fartuszek. Nasze nagie ciała zwarły się w mocnym uścisku, usta w głębokim, namiętnym pocałunku, a łona z narastającym, wzajemnym pożądaniem.

– Dorota. „Miód i mleko pod twoim językiem” – kontynuowałem zabawę w cytaty z Biblii, gdy oderwałem usta dla złapania oddechu.

Gdy Dorota uzbrajała moją męskość w gumowy pancerz, ja gniotłem dłońmi jej cycki i szarpałem za brodawki.

– ”Piersi twe jak dwoje koźląt, bliźniąt gazeli, co pasą się wśród lilii”, lub „ jak grona winne”.

– „Piersi me są basztami’’ – wyszeptała Dorota urywanym z podniecenia głosem.

Zacisnęła dłoń na mosznie i delikatnie masowała klejnoty.

– „Łono twe, czasza okrągła: niech nie zabraknie w niej wina korzennego” – wyrecytowałem i odwzajemniłem intymne pieszczoty.

Dorota odwróciła się, zaparła dłońmi o brzeg stołu, pochyliła się, rozstawiła szeroko nogi i wypięła maksymalnie tyłek.

– Jestem już gotowa Czesiu – oznajmiła.

– Widzę – odpowiedziałem pożerając wzrokiem napięte pośladki i rozwarty, nabrzmiały srom.

Ułożyłem dłonie na biodrach dziewczyny i mocno przyciągnąłem do siebie, jednym pchnięciem wtargnąłem w jej kobiecość. Jak po morzu wzburzonym kołysaliśmy się na falach namiętności, wiatr podniecenia dławił naszą miłosną pieśń, ale i tak pośród jęków i westchnień wsłuchiwaliśmy się w tę melodię rozkoszy rozbrzmiewającą coraz bardziej doniośle, niczym Bolero Ravela, aż do ostatniego akordu, do wspólnego orgazmu.

Dorota dyszała, wyczerpana rozłożyła się plackiem na stole. Audytorium rzeźbionych twarzy i glinianych posagów zdawało się uśmiechać zadowolone z widowiska. Przyznaję, że miałem ochotę na drugi akt. Odchyliłem kciukami pośladki Doroty. Kakaowe oczko zamrugało zapraszająco.

– Wiem o czym myślisz – odezwała się Dorota. – Zostaw to jednak na później. W tej pozycji dłuzej nie wytrzymam. Jestem zmęczona i głodna. Przed nami cała noc.

Zbiegliśmy po schodach przygotować kolację, upojeni radością, nasyceni i spełnieni. Tylko Astor patrzył na nas pytającym wzrokiem: dlaczego on musi być ubrany, a jego pani i ten samiec chodzą nago. Zazwyczaj jest odwrotnie.

Tej nocy, i w następnych poznawaliśmy miłość bez miłości, która była zabawą, rozrywką z tysiącami wykombinowanych pomysłów i zachcianek. Ubieraliśmy się, rozbieraliśmy się, , kładliśmy się obok siebie, jeśli przyszła na to ochota, żeby potem podjąć ożywioną rozmowę o tym czy o innym, zaczętą pół godziny temu.

 – Dlaczego Freud powiedział, że Leonardo miał obsesję na punkcie sylwetki sępa? Albo:

– Co wyraża „Szał uniesień” Podkowińskiego? – pytała nagle, kilka minut po tym jak jęczała z rozkoszy w uścisku już zapomnianym. Innym razem zaskakiwała mnie swoją opowieściami z mitologii greckiej, bądź rzymskiej , właśnie wtedy gdy zgłębiałem jej rozkwitłe tajemnice kobiece rozpostarte pomiędzy udami, a ona zaś bawiąc się moimi klejnotami tłumaczyła mi na czym polega perspektywa powietrzna. Zawsze mną dyrygowała. Pokazywała jak i gdzie pieścić jej ciało. Ja byłem tylko posłusznym wykonawcą jej poleceń: mocniej, głębiej, teraz, ssij, rozchyl, liż, masuj, wejdź, wyjdź , delikatnie, obróć, trzymaj, całuj, ściśnij zakończ. Nigdy nie zmuszałem Doroty do niczego. Sama wybierała dla mnie pieszczoty. Sama z siebie ofiarowała się ssąc moją żołądź, wciągając prącie do ust tak głęboko jak ona chciała. Jednej rzeczy tylko nie zrobiła nigdy. Nigdy nie połknęła mojego nasienia. Wypluwała je, albo przeczuwając mój rychły orgazm pozwalała rozlać się spermie po brodzie, szyi, piersiach.

Dorota była w cudowny sposób rozpustna, nieujarzmiona, kolekcjonująca kochanków podobnie jak ktoś, kto kolekcjonuje rzadkie znaczki pocztowe lub autografy sławnych pisarzy, miała dar elokwencji, inteligencji i osobisty, niepowtarzalny urok. Interesowała się sztuką, malarstwem, rzeźbą, lecz także muzyką poważną w szerokim tego słowa znaczeniu: opera, balet, taniec, śpiew. To dzięki niej poznałem świat opery, który poniekąd zawsze mnie interesował, ale Dorota wyzwoliła ze mnie prawdziwą fascynację. Zacząłem też interesować się malarstwem, ba nawet sam próbowałem malować. Tak bardzo chciałem jej dorównać.

Rytm dnia wyznaczały poranne zmiany opatrunku u Astora, karmienie, zastrzyki z antybiotykiem i sterydami, wspólne przyrządzane i spożywane posiłki, moja praca w ogrodzie, której poświęciłem się bez reszty i czas spędzony przez Dorotę w pracowni. Po dziesięciu dniach dobrowolnej i jakże słodkiej niewoli wyprosiłem u szefa zaległy urlop na cały wrzesień. Astor był co prawda na lekko strawnej diecie, ale całkowicie powrócił do zdrowia. Mogliśmy wyjść na miasto lub na spacery po plaży i w lesie.

To był czas bezładu, niedosytu ciał spętanych wspólną miłością, czasem anarchii uścisków, przenikania się wzajemnego, wirowania w obrotach nakazanych przez impuls czy pożądanie – odkrycie smaków i ciepła, wybuchów namiętności, szeptów w ciemnościach, jęków radości, śmiechów kiedy dokonało się spełnienie, czas udawanych oporów, rozkosznych oszołomień, pulsujących soków wezbranych; czasu zamkniętych szczelnie drzwi przed całym światem, czasu dzielonego wspólnie egoizmu, zapomnienia o tym co stało się dla nas dziwne i obce: ludzie, przyjaciele, wydarzenia. To był czas radosnej alienacji. Nagle zapadliśmy w świat poza światem, wyposażeni w swój własny słownik, oddychając innym powietrzem na ziemi. To był świat naszych szalonych uniesień do granic naszego oddania. Inny świat – ten zewnętrzny, dostępny dla wszystkich, do nas nie docierał albo jeśli docierał to jego elementy, wydarzenia, choćby i tragiczne jak na przykład skutki awarii w Czarnobylu, katastrofa lotnicza w Kalifornii, zatonięcie radzieckiego liniowca „Admirał Nachimow” na Morzu Czarnym, porwanie samolotu w Karaczi były niejako stonowane, stawały się mniej ważne, nie obchodziły nas. No może z wyjątkiem radioaktywnego pyłu, który powędrował aż do Finlandii i Szwecji, a może i jeszcze dalej, lecz niestety również przeleciał przez Polskę.

Ostatni weekend września spędziliśmy w Międzywodziu w moim ulubionym pensjonacie położonym niemal przy samej plaży. Tej nocy kochaliśmy się z Dorotą w sposób wyjątkowy, jak nigdy – była to noc, kiedy robiąc to, co się robiło tysiące razy, szczególna dyspozycja ducha, zbieżność każdego z drgnień, zrozumienie fizyczne sprawiają, że wszystko jest nadzwyczajne, jedyne, pamiętne, tak pamiętne, że wiele lat później wspomina się tę noc spośród nocy, tysiąca i jednej nocy jako coś, co może się nie powtórzyć, bo napełniło nas najwyższym szczęściem.

– W poniedziałek przyjeżdża mój ojciec – oznajmiła Dorota. – Powiedziałam mu o tobie. Chce cię poznać.

 

(C.d.n)

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Madawydar · dnia 15.10.2020 15:42 · Czytań: 595 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 9
Komentarze
Dobra Cobra dnia 17.10.2020 23:51 Ocena: Bardzo dobre
Kolejna część trzyma poziom. Nie ma przynudzania, jest ratowanie psa i... kobiety. każde ma inna przypadłość.

Brawo!


Do.nastepnej części,

DoCo
Kazjuno dnia 18.10.2020 00:18 Ocena: Bardzo dobre
Też, Mad, bardziej mi się podobało od poprzedniej części. Detale erotyzmu bardziej wyważone, nie czułem tak jak poprzednio pornografii, choć na mój gust nawet tej tutaj nieco za wiele. Ale niech ocenią też inni.
Za to wachlarz rozmów i opis domu bardzo fajne. Można pozazdrościć sielanki z taką partnerką. Było też o zacnym czworonogu, jak najbardziej na miejscu i wszystko trzyma się kupy.

Moja ciotuchna z Sopotu też miała maszynę Singer. Ech, żeby tak współczesne elektryczne miały taką żywotność (przez jakiś czas bawiłem się w szycie psów pluszaków dla dzieci).

Ciekawe co nastąpi po przyjeździe tatuńcia partyjnego dygnitarza?
Dzięki za lekturę.
Pozdrawiam, Kapitanie Żeglugi Wielkiej, Ahoj!!!
Madawydar dnia 18.10.2020 08:18
DobraCobro - Dziękuję za przeczytanie i komentarz. Również i Tobie Kaz. Wasze komentarze są dla mnie ważne, bo szczere tj. bez wazeliny.

Pozdrawiam Was

Mad
Dobra Cobra dnia 18.10.2020 19:07 Ocena: Bardzo dobre
Czyli teraz czeka nas stagnacja: pies wyzdrowieje i będzie wspaniałym przyjacielem, im się kiedyś seks znudzi, ona się zapuści (jak mnie kochasz to taką, jaką jestem), on będzie uciekał do swojej jaskinii (oraz ratować zwierzęta) i coraz częściej popijał browara, pojawi się nieznośne dziecko, które co gorsza po 12 latach zacznie dorastać. I rozpęta się piekło na ziemi...
Naturalnie zmierzą się także z nieodgadnioną choroba oraz przeciwnościami losu, jak Urząd Skarbowy, który za najmniejsze przewiny wsadza bez litości za kraty lub wydaje na łup komornika...

Czy tak będzie wyglądał ciąg dalszy? ;)


DoCo
Madawydar dnia 18.10.2020 20:58
Marek Adam grabowski wyraził w którymś komentarzu o "Dorocie", że to serial. Panuje obecnie taka moda w serialach, że pojawia się, oczywiście bardzo fragmentaryczna zapowiedź, co będzie w następnym odcinku. Ulegając tym trendom zapowiadam, że w pewnym sensie masz rację. Bohaterów czeka pewien rodzaj stagnacji. Dla Doroty, Czesława, ale Astora także będzie to zarazem czas próby.
Ciekawie się zapowiada także spotkanie Czesława z ojcem Doroty - czerwonym baronem i "admirałem " potężnej floty, jaką było Polskie Przedsiębiorstwo Połowów Dalekomorskich DALMOR.
Wazeliny też nie zabraknie, aczkolwiek w innym, bardziej prozaicznym aspekcie.
Tymczasem faktycznie wstąpiłem do "Tawerny Pod Wrakiem" by przy kufelku złocistego przemyśleć dalsze losy bohaterów i przypadkiem przysłuchiwałem się rozmowie pewnego kapitana ze starym Johnem o bolączkach tego świata. W pijackim bełkocie bredził cos o biurokracji.

Pozdrawiam

Mad
responsywnie dnia 19.10.2020 12:22
Przyjemnie się czyta!
Madawydar dnia 19.10.2020 13:45
Responsywnie
Dziękuję za lekturę i komentarz. Miło mi było sprawić przyjemność.

Pozdrawiam

Mad
RonaczeK dnia 21.10.2020 22:22
Przyjemnie się czyta ciekawie odpisujesz miejsca co do opisu ciała mam lekki niedosyt zaś sam moment zbliżenia wywołał uśmiech na twarzy jak najbardziej pozytywny.

-pozdrawiam.
Madawydar dnia 22.10.2020 10:56
Ronaczek

Dziękuję za przeczytanie i ocenę. Cieszę się, że wpadłeś do mnie.

Pozdrawiam

Mad.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
wolnyduch
25/05/2022 00:14
Przeczytałam po raz wtóry i teraz nie jestem pewna co do… »
wolnyduch
24/05/2022 23:08
Wymowny i bardzo smutny wiersz, ale na szczęście nie każdy… »
wolnyduch
24/05/2022 22:36
Wiem, wiem :) Literówki to moja specjalność, niestety,… »
Kobra
24/05/2022 22:10
Super. Każdy wers nie pozwalał się oderwać. Są emocje. I jak… »
Kobra
24/05/2022 22:08
Aj - dubek, literówka. Miało być dubel :) »
wolnyduch
24/05/2022 18:43
Takie bonusy, to, msz głównie wśród celebrytów można… »
wolnyduch
24/05/2022 18:38
Witaj Lilko To pewnie przez tego kosa, takie, a nie inne… »
wolnyduch
24/05/2022 18:36
Niezwykle ciekawy wiersz, o smutnym zabarwieniu,… »
Lilah
24/05/2022 15:58
Kurczę, i mnie się mrówki przywidziały, coś w tym jest.:)»
Lilah
24/05/2022 11:46
Uśmiechnęłam się szeroko, czytając Twój komentarz, tetu -… »
FrancodeBies
24/05/2022 08:46
Dziękuję za wizytę. Nie jest łatwo być sobą, a według… »
wolnyduch
24/05/2022 00:01
Świetny wiersz, poruszający i nawiązujący do aktualnych… »
wolnyduch
23/05/2022 23:53
Ciekawie o transformacji, lubię takie esencjonalne wiersze,… »
wolnyduch
23/05/2022 23:37
No nie wiem czy nie ma, jeśli wierzymy np. w Boga, to… »
wolnyduch
23/05/2022 23:25
Ja bardzo lubię takie "tasiemce" miniaturki mają… »
ShoutBox
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:45
  • Szanowna redakcjo! Na mój BLOG nikt nie może publikować. Jedynie komentować i wyrażać wszystko co wątrobie zalega. Zatem nie jestem [link]żeniem.
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:25
  • oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:20
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:18
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:15
  • Zabrakło znaków. Coś podobnego. A ja dopiero się rozkręcam. Zatem zapraszam wszystkich do mojego BLOGA, nieśmiałego. u mnie można o wszystkim, nie tylko o poezji. W ramach obowiązujących norm internet
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:08
  • Zapraszam na mojego nieśmiałego BLOGA. Wszystkich, nawet tych bez ślepej kiszki i z dwunastnicą zapasteryzowanymi metaforami. Co zrobić, trudno! Z żołądkiem zakwaszonym refluksem. RRRUU! Wszystko ule
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas