Złe oczy - Marian
Proza » Obyczajowe » Złe oczy
A A A

Na końcu wsi, za niewielkim potoczkiem i oparty o ścianę lasu stał samotny dom. Był z drewna, lecz podmurowany i z werandą przed wejściem. Jego poczerniałe ze starości ściany trzymały się mocno, a blaszany dach - choć gdzieniegdzie rdzewiejący - wciąż dobrze opierał się śniegom i wiatrom. Otaczały go stare drzewa owocowe, kryjąc przed wścibskim okiem to, co działo się w obejściu. Dom przez jakiś czas stał pusty, ale gdzieś tak przed dwoma laty wprowadził się do niego Jasiek - podobno jakiś pociotek dawnych właścicieli.

Nowy gospodarz mieszkał sam. Nie miał nawet psa, a jedynym stworzeniem kręcącym się w pobliżu był półdziki kot, a może półoswojony żbik. Gdy tylko ktoś obcy zbliżał się do domu, to wielkie kocisko pojawiało się nie wiadomo skąd i zastępowało drogę, jakby broniąc wejścia.

Jasiek był wysoki, suchy i pleczysty - istna siła obciągnięta skórą. Miał pociągłą twarz o nieco wystających kościach policzkowych, ale uwagę zwracały jego oczy: ciemne, lekko zmrużone - jakby tatarskie. Biła z nich jakaś dziwna moc i ludzie unikali ich spojrzenia, bo mieli wrażenie, że Jasiek widział nimi to co mieli w duszach, i to co w kieszeniach. Tę moc czuły nawet wioskowe psy, bo szczeknąwszy dwa razy, podkulały ogony i schodziły mu z drogi. We wsi mówiono, że Jasiek ma złe oczy, trochę się go bano i niechętnie z nim rozmawiano. Zresztą on też nie szukał zażyłości z sąsiadami; czasem wypijał piwko w barze „Twardowski”, a na posiadówki chadzał tylko do cygańskiej rodziny z sąsiedniej wsi. To bratanie się z Cyganami nie podobało się sąsiadom i jeszcze bardziej ich od niego odsuwało.

Nie było wiadomo, z czego Jasiek żył. Nie pracował w lesie i nikt nie słyszał, żeby najmował się do pracy gdzieś w okolicy. Znikał natomiast często na długie tygodnie. Jedni mówili, że jeździł na budowy do Warszawy, inni że do bauera w Austrii, a nawet do Ameryki. W każdym razie pieniądze miał, bo ubierał się porządnie i nie wyglądał na niedożywionego.

Żeńską część wsi bardzo interesowało, jak Jasiek radził sobie bez baby, a najlepiej można by to było sprawdzić zaglądając mu w garnki i do szafy. Niestety nieliczni odwiedzający go wpuszczani byli najwyżej do sieni i dlatego nikt nie wiedział, jak miał urządzony dom. Nic też na ten temat nie wiedzieli ministranci chodzący z księdzem po kolędzie, bo Jasiek ich nie przyjmował. Choć na czas nieobecności gospodarz nie zamykał okiennic, a na drzwiach wieszał tylko kłódkę dającą się otworzyć byle gwoździem, to jednak nikt nie ważył się zaglądać do środka, bo dom otaczała ponura aura - no i jeszcze do tego był tam ten wielki kot.

Nie wiedząc nic, ludzie gadali o Jaśku różne rzeczy, a najczęściej, że trzyma w domu złoto i dolary. Zapewne ta plotka spowodowała, że dwóch wioskowych żuli postanowiło dokonać włamania. Wiedząc, że gospodarz wyjechał poprzedniego dnia i wypiwszy wcześniej nieco na odwagę, pod wieczór wzięli siekierę i poszli na akcję. Oczywiście powitał ich kot, ale przegonili go i ruszyli w stronę drzwi. Gdy byli już o krok, te nagle otwarły się i na progu stanął… Jasiek we własnej osobie.

– Wy do mnie z jakąś sprawą? – zapytał.

– Nie. My tylko tędy na skróty z lasu – wyjąkali.

– Aha – mruknął Jasiek i zamknął za sobą drzwi.

Niedoszli włamywacze dali nogę i oparli się dopiero w Twardowskim.

Mimo że o włamaniu - przynajmniej teoretycznie - nikt we wsi nie wiedział, to jednak wiadomość o spotkaniu Jaśka w czasie i miejscu, gdzie nie powinien być, rozeszła się lotem ptaka. Ludzie znów mieli powód do gadania. Większość mówiła, że gospodarz po prostu wrócił niezauważony, ale były też głosy, że włamywacze natknęli się na jego brata bliźniaka, który się tam ukrywał. Zrodziło się nawet podejrzenie, że Jasiek w ogóle nigdy donikąd nie wyjeżdżał i tygodniami siedział zamknięty w domu, robiąc coś niezgodnego z prawem. Ta ostatnia myśl bardzo ludziom spasowała i oczy zbiorowej wyobraźni widziały już Jaśka produkującego w piwnicy narkotyki lub fałszywe pieniądze.

Najwyraźniej te sensacje dotarły gdzie trzeba, bo któregoś dnia pod Jaśkowy dom zajechała policja. Gospodarz przyjął władzę przed progiem i grzecznie zapytał, czego sobie życzy. Bystrzy gminni policjanci odpowiedzieli, że przyjechali się rozejrzeć. Na to Jasiek odparł, że na rozglądanie się muszą mieć prokuratorski nakaz i zamknął im drzwi przed nosem. Policja jednak nie odpuściła i za kilka dni zatrzymała Jaśka w samochodzie. Niestety, jego stara renówka była sprawna, papiery w porządku, a kierowca trzeźwy jak niemowlę. Na tym obława się zakończyła, ale od tamtego czasu co kilka dni pojawiał się we wsi policyjny radiowóz. Jasiek siedzący w swoi ustroniu pewnie nawet o tym nie wiedział, ale inni mieszkańcy wsi zaczęli czuć się nieswojo, bo kręcący się po wsi policjanci mogli przecież przez przypadek nakryć kogoś jadącego po pijanemu traktorem, lub wiozącego z lasu kradzione drewno.

Czas płynął. Jasiek żył po swojemu, ale sąsiadom coraz bardziej jego obecność doskwierała. Dlatego z ulgą przyjęli wiadomość, że w końcu się wyprowadza. Jakoś z czasem faktycznie zniknął i słuch po nim zaginął.

Gdzieś tak po pół roku w niedzielne popołudnie, gdy w Twardowskim było sporo gości, wszedł do baru sołtys. Zamówił piwo, oparł się plecami o ladę i krzyknął:

– Chłopy, cicho! Cicho, bo mam dla was coś ważnego!

Gdy nawykli do słuchania wioskowej władzy goście przycichli, zaczął powoli mówić:

– Dużo my tu we wsi gadali o Jaśku. Że on taki, że owaki, że nie wiadomo co za jeden. A wiecie, kto on jest? Nie wiecie? To patrzajcie, co mnie wczoraj córka z Warszawy przywiozła!

Mówiąc to, wyjął zza pazuchy i podniósł do góry książkę.

– Patrzajcie tu! Czyje to nazwisko na okładce napisane? A czyja fotografia z tyłu? No? Jego, prawda?

Ludzie zaczęli kupić się przy ladzie i oglądać książkę, a sołtys tymczasem kontynuował:

– My myśleli, że on tam w chałupie narkotyki robił, a on książki pisał. Podobno nawet jakieś nagrody za to dostawał. Nieładnie my się zachowali. Prawda? I jeszcze do tego my na ciemnych wyszli. Ot co!

Nastała chwila ciszy, a potem rozległy się głosy, że sołtys ma rację i że takie zachowanie to wstyd dla wioski.

Wtedy do lady podszedł właściciel miejscowego sklepu i zawołał:

– E! Ludzie, podurnieliście? Pisał Jasiek książki czy nie, nic nam do tego. Ani to nasz honor, ani wstyd. A najważniejsze, że wyjechał, bo miał złe oczy i jeszcze by jakiego nieszczęścia we wsi narobił.

Nie zaprzeczył mu nikt i po chwili w barze zapanował zwykły gwar.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Marian · dnia 19.12.2022 18:53 · Czytań: 247 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 11
Komentarze
Marek Adam Grabowski dnia 21.12.2022 14:26 Ocena: Świetne!
"Był z drewna, lecz podmurowany (...)" - Czy to nawiązanie do Pana Tadeusza? Opowiadanie ciekawe i apetycznie napisane.

Pozdrawiam
Dobra Cobra dnia 21.12.2022 18:27
Jedno z Twoich najciekawszych opowiadań! Brawo!


Marian,

Ładnie się czyta, jest napięcie, jest atmosfera quasi nieziemska, którą lokalsi czują. I drżą.

Ostatnie zdanie, należące do właściciela sklepu, jest jednak fantastyką naukową. Żaden Polak nie moze nie wchrzaniać się w życie innego rodaka. Takie jest odwieczne przeznaczenie i DNA. Z tym nie zawalczysz.

To ostatnie zdanie, tak umoralniajace maluczkich, psuje całą misternie szytą opowieść. A szkoda.


Dziękuję za przyjemną i interesującą lekturę,


Pozdrawiam,

DoCo
Marian dnia 22.12.2022 09:04
Marku, dziękuję za wizytę. Tak, to takie małe nawiążanie do mistrza Adama.
Pozdrawiam.

Dobra Cobro, dziękuję za przeczytanie mojego kawałeczka.
Nie chciałem umoralniać tylko pokazać, że sklepowemu i reszcie też ulżyło, że Jasiek się wyniósł.
Może mi to nie całkiem wyszło.
Pozdrawiam.
Kazjuno dnia 22.12.2022 09:25 Ocena: Świetne!
Przeczytałem z ciekawością.
Oryginalne zapętlenie końcówki.
Tak jak Jaśka, postrzega nas piszących niejeden sąsiad. Poczułem sympatię do głównego bohatera, jakoś się z nim utożsamiłem.
(Upadek czytelnictwa nie podnosi prestiżu pasjonatów pisania)

Pozdrawiam
Marian dnia 22.12.2022 19:42
Kazjumo, dzięki za odwiedziny i komentarz.
Mio mi, że Ci się mój kawałek spodobał.
Pozdrawiam.
Giuliano Giuseppe Amoroso dnia 25.12.2022 23:32
Przyjechoł Jaśko na ciemno wioche;
Kędy kaganek oświaty zgasnoł;
Wszyscy go mieli tam za idiote;
Pisanie nie jest rzeczą normalną;
Na co to komu i w ogóle po co;
Z książek pożytku żadnego nie ma;
A Jaśko siedzi przy świeczce nocą;
Pisze i pisze i zdania skleca;
Być może jakby pił ciut za dużo;
Bił babę kiedy nie ma humoru;
No to normalne, każdy zrozumie;
A pisać książki? Po co to komu....
Marian dnia 26.12.2022 09:05
Giuliano Giuseppe Amoroso, dziękuję za wizytę.
Twój komentarz jest wspaniały w treści i formie.
Dziękuję zań.
gitesik dnia 26.12.2022 15:53
Jako, że sobie uważnie przeczytawszy, ślad zostawiam i życzę dalszych sukcesów.
Pozdrawiam świątecznie.
Marian dnia 27.12.2022 08:53
Gitesik, serdecznie podziękowawszy.
Tjereszkowa dnia 27.01.2023 13:49
Zajrzałam trochę przypadkiem po latach i trafiłam na znajomy nick. Bardzo lubię Twoje opowieści Marianie. Oprócz dobrego tła obyczajowego w centrum zawsze jest człowiek. W dodatku człowiek z krwi i kości, prawdziwy, wiarygodny.
Bardzo dobry tekst, samoczytający.
Marian dnia 29.01.2023 08:37
Tjereszkowa, dziękuję, że po latach zajrzałaś i przeczytałaś.
Miło mi, że moje kawałeczki Ci sie podobają. Pozdrawiam.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Woland
03/02/2023 22:08
Nie. Jak odwróciło się tabelę, to byłem na jej czele ;) »
TakaJedna
03/02/2023 20:18
Wygrałeś? »
ajw
03/02/2023 13:06
Bardzo ciekawy wiersz, choć w pewnych miejscach ujęłabym… »
Semlus Sertus
03/02/2023 12:53
Ciekawy obraz liryczno-oniryczny. Trochę mnie zaskakuje… »
Semlus Sertus
03/02/2023 12:38
Bez wersu 3 i 4 od końca byłby moim zdaniem zgrabniejszy »
Bishop LML
01/02/2023 20:44
No jestem Twoim fanem :) »
Leszek Sobeczko
31/01/2023 21:09
Opheliac - dziękuję, mało tutaj bywam i bardzo mnie ucieszył… »
akacjowa agnes
31/01/2023 20:18
Dobrze czytasz, Ekslibrisie :p To jest wiersz o drodze do… »
ekslibris
31/01/2023 20:09
Wiele przekonań przemija, uczucia, jedność itd. Odbieram ten… »
Yaro
31/01/2023 20:02
Jesień jest bisko ale ja czuję lato i późną wiosnę zawsze… »
Yaro
31/01/2023 20:00
Dziękuję Dachu64. Bestie są dookoła należy uważać.… »
Yaro
31/01/2023 19:58
Dziękuję bardzo za odwiedziny Burak to burak i nikt go nie… »
retro
31/01/2023 19:15
Wolnyduchu, dziękuję:) »
Piotrusss
31/01/2023 10:56
Dziękuje »
Miladora
30/01/2023 19:52
Całkiem nieźle, Żołnierzyku, chociaż... :) Niby jest… »
ShoutBox
  • TakaJedna
  • 03/02/2023 12:41
  • Chyba muszę wymienić okulary ;) (to żart oczywiście). Pozdrawiam
  • Wiktor Orzel
  • 03/02/2023 11:45
  • Jak miło widzieć dobrze znane twarze!
  • zawsze
  • 02/02/2023 18:34
  • Tak, też się do tego uśmiecham, choć ostatnio mnie tu mało i bardzo mało :)
  • Tjereszkowa
  • 30/01/2023 18:28
  • Super znajome nicki znaleźć!
  • Szymon K
  • 30/01/2023 13:19
  • Polecam ksiązkę,
  • zawsze
  • 29/01/2023 22:51
  • Tjereszkowa! jak miło Cię tak po latach :)))
  • TakaJedna
  • 27/01/2023 15:43
  • To tylko wrażenie takie.
  • Tjereszkowa
  • 27/01/2023 14:24
  • A może to tylko wrażenie takie! A userzy za fotelami i regałami kryjąc się, czekają by przestraszyć gości znienacka!
Ostatnio widziani
Gości online:24
Najnowszy:marsan
Wspierają nas